Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa strączkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa strączkowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 marca 2013

Jarski pasztet fasolowy z pietruszką i jajem. Wegetariańska Wielkanoc

Obmyślam wegetariańskie potrawy Wielkanocne dla mojego ukochanego i jego siostry. Na szczęście, sama również uwielbiam jarskie jedzonko i nie brakuje mi pomysłów.

Na nasze wspólne bezmięsne śniadania przygotowuję często pasty z warzyw strączkowych i korzeniowych, a czasem piekę pasztety. Wśród moich przepisów znajdziecie Pasztet z soczewicy i warzyw z curry, a także Pasztet warzywno-sojowy z kaszą.

Na Wielkanoc zamarzył mi się pasztet w jak najbardziej dziewiczym kolorze. Postanowiłam przygotować go z białych warzyw i fasoli. W jego wnętrzu kryje się jeden kolorowy, świąteczny akcent, żółtko jajka.

Pasztet fasolowy z jajeczkiem pięknie prezentuje się na Wielkanocnym stole.



Jarski pasztet fasolowy z pietruszką i jajem

300 g suchej fasoli "Jaś"
(lub 500 g fasoli z puszki odsączonej z zalewy)

500 g pietruszki i selera
(u mnie 3 pietruszki, 1 seler)
1/2 cebuli
2 ząbki czosnku
3 jajka ugotowane na twardo (od szczęśliwych kur z wolnego wybiegu)
1 kromka razowego chleba
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżeczka ziaren anyżu
sól, pieprz do smaku

Fasolę moczymy ok 5 godzin, lub zostawiamy na noc. Następnie odsączamy i gotujemy w dużej ilości świeżej wody. Gotowanie trwa ok 1,5-2 godziny. Gdy łupinki będą się oddzielać od fasolek i ich miąższ będzie miękki, odcedzamy je zachowując 1/2 szklanki płynu z gotowania. Fasolę pozbawiamy łupinek i mielimy w maszynce do mięsa lub w malakserze, w razie potrzeby dodajemy płyn pozostały z gotowania.

Pietruszki i selera obieramy i gotujemy na parze do miękkości. Warzywa także miksujemy i dodajemy do fasoli. Cebulkę i czosnek siekamy i podsmażamy na oliwie. Kromkę chleba moczymy w niewielkiej ilości wody, po czym wyciskamy i razem z cebulką dodajemy do masy na pasztet.

Masę doprawiamy solą i pieprzem, dorzucamy ziarenka anyżu, wlewamy oliwę i dokładne mieszamy.

Rozgrzewamy piekarnik do 200 st C.
1/3 masy przekładamy do foremki do keksa wyłożonej papierem do pieczenia. Na środku układamy jaja ugotowane na twardo i przykrywamy reszta masy fasolowo-warzywnej. Wierzch wygładzamy, nadając pasztetowi zaokrąglony kształt.



Pasztet pieczemy w rozgrzanym piekarniku przez 30-40 minut, aż się delikatnie zarumieni.
Odstawiamy, nie wyjmując z formy do całkowitego ostygnięcia.

Pasztet możemy jeść na zimno i na ciepło- na przykład z chlebem i chrzanem.

Smacznego!

środa, 13 lutego 2013

Kotlety z soczewicy i marchewki. Zdrowe, sycące i pyszne.

Zima zima zima pada pada śnieg.... problem w tym że nie mam sanek, ani konia, który by je ciągną ani kożucha którym powinnam się przykryć. Są dni kiedy mam ochotę tylko na kubek gorącej herbaty i leżenie pod kocem. Do tego dobra książka albo fajny film, czy serial i może jakoś do tej wiosny dotrzymam.

Również moje gotowanie ucierpiało, bo czuję się strasznie ociężała i mam w głowie pustkę. Inspiracji naokoło pełno, ale ja na nic nie mam ochoty. Więc po prostu kombinuję jedzonko z tego co mam w szafce i lodówce. I tak powstały te kotleciki. Z lenistwa :)

Ucieszyło mnie, że wyszły takie smaczne- chrupiące i mięciutkie zarazem. Świetnie pasują do każdej sałatki, do ziemniaków, ryżu, kaszy. Przynajmniej mam obiad z głowy na kilka dni. I mogę znów przykryć się kocykiem. To na razie... wracam na kanapę.



Kotlety z soczewicy i marchewki
na ok 12 sztuk

1 szklanka soczewicy
2 duże marchewki
1/2 niedużego selera
2 ząbki czosnku
1 cebula dymka
1/2 szklanki płatków owsianych
1 szklanka bułki tartej
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka curry
1 łyżka oliwy
pieprz, bazylia do smaku
olej do smażenia


Soczewicę płuczemy i gotujemy do miękkości w 2 szklankach wody. Marchewki obieramy i ścieramy na drobnej tarce. Selera gotujemy w wodzie lub na parze, obieramy ze skórki i rozgniatamy widelcem. Czosnek obieramy i drobno siekamy razem z dymką
Płatki owsiane zalewamy gorącą wodą 1,5 cm ponad ich poziom w szklance.

Ugotowaną soczewicę blendujemy, zostawiając część ziarenek w całości. Dodajemy do niej startą marchewkę, selera, namoczone płatki, czosnek, dymkę, przyprawy, sos sojowy, oliwę i bułkę tartą. Ja zawsze do kotlecików dodaję sporo świeżo zmielonego pieprzu. Mieszamy całość dokładnie w razie potrzeby dodając więcej bułki tartej. Masę odstawiam do lodówki na 15-30 minut.

Na rozgrzaną patelnię wylewamy ok 3 łyżki oleju. Zwilżonymi rękoma formujemy w dłoniach zgrabne kotleciki. Smażymy z każdej strony po 2-3 minuty.

Kotlety możemy odgrzewać w piekarniku.

Moje kotlety z soczewicy podałam z ruccolą, pomidorkiem i musztardą z curry.

Smacznego!

piątek, 23 listopada 2012

Wegetariańskie naleśniki z soczewicą i szpinakiem w wersji mini.

Dużo się ostatnio kulinarnego dzieje w moim życiu. Kilka ciekawych warsztatów na których się uczyłam i na których mogłam kogoś czegoś nauczyć. Dużo degustowania, mnóstwo rozmów i kilka nowo poznanych osób oraz generalnie fajnie spędzony czas.

Gdy wracałam do domu nie chciało mi się już nic specjalnego gotować, a już na pewno nie fotografować moich potraw i ich opisywać.

Niecałe 2 tygodnie temu zaczęłam ćwiczyć w domu, bo pogoda nie pozwala mi na bieganie. Strasznie nie lubię ubierać się na cebulkę, wycierać łez, które lecą mi strumieniami od kontaktu z zimnym powietrzem, już nie wspominając o mgłach, mżawkach i kałużach. Póki co nie stać mnie na opłacanie karnetów na fitness czy siłownię, więc postanowiłam wziąć się samodzielnie do roboty. Póki co korzystam z fajnie przygotowanego zestawu ćwiczeń Ewy Chodakowskiej. Może znacie ją z telewizji, lub czytaliście o niej w Shape. To energiczna, zarażająca entuzjazmem dziewczyna, która nagrała kilka fajnych płytek z ćwiczeniami. Muszę powiedzieć, że są one na prawdę ambitne i dają mi dużo energii. Efektów na razie niestety nie widać, ale nie załamuję się. Ja chyba jednak za bardzo kocham jeść, no ale cóż, tragicznie ze mną nie jest....
Już za tydzień wracam do Czech do mojego kochanego, może to mi pomoże troszkę schudnąć ;P

W tych ostatnich dniach jadłam bardzo dużo mięsa jak na moje możliwości. Mój brzuszek mi mówi, ze się odzwyczaił i że to trochę za dużo, wiec musiałam go posłuchać. Na dzisiejszy obiad przygotowałam naleśniki z nadzieniem z soczewicy. Taki przepis zamówiła u mnie już jakiś czas temu moja przyjaciółka, więc właśnie spełniam jej prośbę. Do ich przygotowania można użyć ulubionych naleśników o preferowanej wielkości. Ja zrobiłam mini naleśniczki z mąki żytniej. Wykorzystałam tradycyjny przepis na naleśniki, ale mąkę pszenną zastąpiłam żytnią drobno mieloną, a smażyłam je na patelence o średnicy 10 cm. To na prawdę mini naleśniki- krokieciki.




Farsz z soczewicy do naleśników:

1,5 szklanki soczewicy
3 szklanki wody
2 łyżki curry
ew. odrobina chilli
sól do smaku
1 mala cebula
oliwa do smażenia

Cebulę drobno posiekać i zeszklić na oliwie. Soczewicę opłukać. Wrzucić ją do garnka, zalać wodą (ja dodaje gorącą) i gotować do miękkości. Pod koniec gotowania dodajemy curry (i chilli, jeśli lubimy pikantne potrawy)
Połowę ugotowanej soczewicy miksujemy lub ugniatamy. Farsz łączymy z cebulą i doprawiamy do smaku.

Taką soczewicę możemy używać jako farsz do naleśników- krokietów lub pierożków.

Pamiętajmy, że smak farszu musi być wyrazisty, gdyż w połączeniu z ciastem pierogowym, czy naleśnikowym, będzie się wydawać bardziej delikatny.



Do podania wykorzystałam szpinak uduszony z ząbkiem czosnku i odrobiną mleka. Jego przygotowanie to zero filozofii. Po prostu oczyściłam liście szpinaku i wrzuciłam ja na patelnie której dno było pokryte mlekiem. Dodałam posiekany ząbek czosnku i przykryłam zostawiając na gazie na jakieś 3 minuty. Gdy szpinak już się poddusił, przełożyłam go do malaksera i zmiksowałam. Doprawiłam solą i pieprzem i  tyle.

Smacznego !

wtorek, 9 października 2012

Wegetariański pasztet z soczewicy i warzyw na zdrowe śniadanie.

Śniadanie to bardzo ważny posiłek. Daje nam energię na początek dnia, gdy spieszymy do pracy, czy szkoły. Porządna dawka złożonych węglowodanów, zastrzyk witamin i mikroelementów w połączeniu z ciepłą herbatą to coś co każdy z nas rano potrzebuje. Dla mnie śniadania są bardzo ważne, nigdy nie wychodzę z domu jeśli przynajmniej czegoś nie przekąszę i nie napiję się ciepłej herbaty. Poza tym nigdy nie jem w pośpiechu, wolę wstać kilka minut wcześniej, by złapać trochę oddechu, pozwolić mojemu zaspanemu umysłowi i ciału obudzić się w swoim tempie.

Nie lubię monotonii, także jeśli chodzi i śniadania. Nie mogłabym codziennie jadać kanapek, czy płatków z mlekiem. Urozmaicam mój i mojego ukochanego poranny posiłek na wszelkie sposoby. Kto obserwuje mojego bloga wie, że pod tagiem Śniadania kryją się pyszne gofry, pełnoziarniste ciasteczka, pasty do chleba i samo pieczywo właśnie.

 Tym razem przygotowałam pasztet z soczewicy z warzywami. Jego przygotowanie jest bardzo proste, a co więcej, możecie dodać do niego różne gotowane warzywa jakie mamy w lodówce- np. z poprzedniego obiadu. Można go również dowolnie doprawiać ulubionymi przyprawami i ziołami. Jako bazę wybrałam soczewicę, gdyż gotuję się ją bardzo szybko, a do tego ma mnóstwo wartości odżywczych- dużo białka, wapń, fosfor, karoten i kwas foliowy. Po upieczeniu i wystudzeniu pasztet ma zwartą konsystencję, jest miękki i aromatyczny. Łatwo się go kroi by ułożyć na kromce dobrego chleba, czy bułeczce. Świetnie smakuje z plasterkiem pomidora, czy kiszonym ogórkiem.

I niech mi ktoś jeszcze raz powie, ze śniadanie jest nudne, a kanapka bez szynki niesmaczna... :)




Wegetariański pasztet z soczewicy i warzyw

Składniki:
1 szklanka soczewicy
1 duża marchewka
1/2 chilli
2 ząbki czosnku
1/2 cebuli
100 g brokuła
3 łyżki oliwy
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka curry
1 sucha bułka kajzerka, starta
1/2 szklanki natki pietruszki
1 łyżeczka majeranku
sól, pieprz do smaku



Soczewicę zalewamy ciepłą wodą i odstawiamy na godzinę, ale jeśli nie masz czasu czekać, możesz ten krok pominąć. Soczewicę odcedzamy i gotujemy w świeżej wodzie z dodatkiem curry do miękkości. Marchew i brokuła gotujemy na parze do miękkości. Możecie również wykorzystać te lub inne warzywa, jeśli zostały wam z przygotowywania innych potraw.
Cebulę, chilli i czosnek szatkujemy i smażymy na wolnym ogniu do miękkości.

Ugotowaną soczewicę mielimy lub miksujemy razem z ugotowanymi warzywami. Dodajemy podsmażoną cebulę z czosnkiem i chilli, majeranek, poszatkowaną natkę pietruszki, pieprz i sos sojowy oraz startą suchą bułkę. Jeśli trzeba doprawiamy jeszcze masę do smaku, gdyż powinien on być wyrazisty.

Piekarnik rozgrzewamy do 180;C. Formę do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia. Ja użyłam keksówki i wyłożyłam ją papierem przez dłuższy bok. Masę przekładamy do formy, wyrównujemy i pieczemy 35 minut. Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.
Pasztet przechowujemy w lodówce, na pewno nie zepsuje się przez kilka dni, a nawet tydzień.

Smacznego!

Ten przepis znalazł się również na stronie www.niemarnuje.pl w mojej zakładce (tu). W ten sposób wspieram akcję "NIE MARNUJ JEDZENIA. MYŚL EKOLOGICZNIE"
Jak podkreślałam wyżej, do przygotowania pasztetu możecie użyć różnych gotowanych warzyw z obiadu, a także resztki kasz, czy past fasolowych. To bardzo fajny sposób na przerobienie resztek w myśl  zapobiegania marnowaniu jedzenia.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Wegetariańskie zdrowe, piknikowe burgery i wycieczka do czeskiej fabryki szkła.



Miniony weekend przywitał nas wszystkich piękną letnią pogodą. W tym roku nie mogę narzekać na deszcze, chmury i ziąb, bo jest na prawdę ładnie. Ciepłe dni wolne lubimy spędzać na różnego rodzaju wycieczkach. Czasem wybieramy się na rolki-i-rower (ja na rolkach On na rowerze), czasem idziemy spacerkiem na odkryty basen, lub spacerujemy po bliższych i dalszych okolicznych atrakcjach i górkach. Tm razem postanowiliśmy wybrać się do miasteczka, w którym jeszcze nas nie było. Idealną okazją do odwiedzenia czeskiego miasta "Karolinka" był Jarmark Szkła, który tam się odbywał. W Karolince jest bowiem huta szkła, w której produkuje się wszelkiego rodzaju kieliszki, szklanki, karafki wazony itp. Ceny za komplet ślicznie zdobionych kieliszków były zachwycająco niskie. Nic dziwnego, że gdy przyjechaliśmy na miejsce niewiele już ich zostało. No ale udało się upolować jeden śliczny komplecik kieliszków do wina. na pewno użyję go niedługo do jakiegoś przepisu i Wam pokażę.

Przy okazji Jarmarku w Karolince mogliśmy zwiedzić część zakładów produkcji szkła. Mówiąc ściślej, to obserwowaliśmy jak szkło jest dekorowane i wykańczane przez zapakowaniem do pudełek. Widzieliśmy metody szlifowania, grawerowania i złocenia szkła ozdobnego. Część prac wykonuje się nadal ręcznie, a w niektórych zadaniach człowieka zastępują maszyny, programowane przez komputer.
Misa w rękach mistrza

Końcowe przypalanie
Wzory na szkle

Ozdabianie brzegów

Ozdabianie brzegów

Stare maszyny do grawerowania

Stare maszyny do grawerowania

Kieliszek pokryty woskiem z delikatnym wygrawerowany wzorkiem

maszyny sterowane komputerowo

maszyny sterowane komputerowo

Gotowe kieliszki

gotowe kieliszki
Kieliszki "róża"
 

z pozłacanym brzegiem...

z pozłacanym brzegiem...
Pierwszą część wycieczki uznaliśmy za udaną. Dowiedzieliśmy się co nieco, pospacerowaliśmy, pooglądaliśmy, zakupiliśmy. Oprócz jarmarku szkła na ulicach Karolinki ustawiły się też stragany typowo odpustowe z chińskim szajsem wszelkiej maści, a do tego piwko, kiełbaska, gulasz, pierniki i frgale, czyli wszystko czego Czech do życia potrzebuje. My pojechaliśmy dalej. Zahaczyliśmy o kilka mniejszych miejscowości po drodze, ale przecież trzeba coś jeść. Ja niestety nie należę do miłośników czeskiej kuchni, bo nie ma w niej nic wegetariańskiego, a i mało rzeczy zdrowych- nie smażonych w głębokim tłuszczu.
Ale nauczona doświadczeniem przygotowałam zestaw piknikowy. kosz piknikowego jeszcze się nie dorobiliśmy, ale marzę o takim dużym wiklinowym z kolorowymi naczyniami, przypiętymi sprzączkami, kieliszkami na sok- lub wino :) i mnóstwem miejsca na przysmaki. Usadziliśmy się z książkami, wodą, owocami i burgerami i zawinęliśmy się w błogi relaks.

Tym razem przygotowałam wegetariańskie burgery. Zainspirował mnie przepis z zagranicznego bloga "Oh she glows" na "perfect veggie burger". Przepis odrobinę zmieniłam- oryginalny zawiera "ground flax", czego nie posiadam, ale oczywiście zamiast niego użyłam jajek. (one właśnie zastępują jajka w diecie wegańskiej) Płatki owsiane dodałam w całości, bez mielenia, a migdały zastąpiłam siemieniem lnianym.
Wyszły przepyszne, przepis polecam w 100%. Myślę że przypadną one do gustu także dzieciom, zwłaszcza jeśli przygotujecie je wspólnie. Wykonanie jest bardzo proste a ile w nich wartości odżywczych i witamin!
Ach i jeszcze ten uśmiech ukochanego po wgryzieniu się w soczystego burgera z dużą ilością warzyw i chrupiącą bułeczką... po prostu bezcenny.  
Więc do dzieła!

wegetariański burger

Wegetariańskie pieczone kotlety warzywne z ziarnami.

Składniki:
(na ok 15 kotletów)\

150 g selera,
200 g marchewki,
1 cebula,
2 jajka,
1 szklanka puree z zielonego groszku,
1 szklanka płatków owsianych,
1 szklanka bułki tartej,
1/2 szklanki posiekanej natki pietruszki,
3 łyżki siemienia lnianego,
1/2 szklanki ziaren słonecznika,
po 1 łyżeczce: ziół prowansalskich, majeranku, pieprzu i chilli,
1 łyżka sosu sojowego,
1 łyżka oliwy.

Przygotowanie:
Selera i marchew obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Cebulę posiekać drobno, lub w piórka.
Siemię lniane namoczyłam we wrzątku przez 10 minut, choć oryginalny przepis o tym nie wspomina. Siemię dodałam razem z wodą którą praktycznie wchłonął.
W dużej misce połączyć wszystkie składniki i ewentualnie doprawić do smaku.
pieczone kotlety warzywne


Burgery można smażyć na patelni z odrobiną tłuszczu ale ja polecam upiec je w piekarniku. 
Rozgrzewamy piekarnik do 190'C, przygotowujemy blaszkę którą delikatnie smarujemy olejem. Kotlety formujemy w dłoniach zamoczonych w zimnej wodzie i układamy je na blaszce. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez pół godziny- po 15 minutach burgery odwracamy na drugą stronę.

Kotleciki można jeść od razu, lub zachować na później w lodówce lub zamrażarce.

Vegge Burger

Świetnie smakują podane z pieczonymi ziemniakami i domowym sosem tatarskim. Te wegetariańskie kotleciki są też idealne do warzywnych burgerów. Samo zdrowie! 

Smacznego!

piątek, 17 sierpnia 2012

Tarta razowa z fasolką szparagową i trzema serami. Odrobina muzyki.

Miesiąc sierpień zawsze dla mnie zaczyna się szczególnie. jego wyjątkowość związana jest z rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego. W tym roku niestety nie mogłam uczestniczyć w żadnych uroczystościach, ale w poprzednich latach brałam udział w różnych koncertach, wydarzeniach z nią związanych. Od kilku lat w Warszawie w pierwszych dniach sierpnia organizowana jest gra miejska "Twoja Klisza z Powstania". W tym roku wyglądało to tak: 


fot. Monika Bukowska
"Na ponad 3-kilometrowej trasie rozmieszczonych było 15 różnych punktów, prezentujących aspekty powstańczego życia na warszawskiej Woli. I tak wśród nich znalazły się m.in. układanie Pałacyku Michla na terenie tzw. Serka Wolskiego, koszary na ul. Chłodnej, kalambury na schodach Kościoła św. Karola Boremeusza, kręcenie trotylu na terenie szpitala przy ul. Siennej czy dojenie atrapy krowy na terenie Muzeum Woli. Uczestnicy w niektórych punktach mieli za zadanie odnaleźć ukryte litery, które razem ułożyły się w miejsce finałowe, które w tym roku znalazło się na terenie Domu Słowa Polskiego przy ul. Miedzianej "(źródło)


fot. Monika Bukowska

Ja też brałam udział w jednej z edycji, więc możecie zobaczyć kilka moich ujęć z powstania.
Moim zdaniem takie propozycje Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest głównym organizatorem, to świetna sprawa. Uczestnicząc w grze będziemy się zarówno świetnie bawić, jak również poznamy wiele historycznych wydarzeń, a do tego zwiedzimy miejsca Warszawy, do których rzadko trafiamy, albo w ogóle nie mamy na co dzień dostępu.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła tego dnia roweru :). Przemierzałam Warszawę na swoich dwóch kółkach i pstrykałam zdjęcia moim pierwszym cyfrowym, prostym aparatem. oczywiście, po zakończeniu gry, uczestnicy muszą zgłosić się z wypełniona kartą konkursową na miejsce finału, o którym dowiadują się w trakcie trwania zabawy. Co więcej, zdjęcia przez nich zrobione uczestniczą w konkursie. 
Czyż to nie jest świetny sposób na spożytkowanie wakacyjnych dni w pozytywny sposób? 
Rowerzyści- w tym ja- świętują tez rocznicę powstania uczestnicząc w Powstańczej Masie Krytycznej ulicami Warszawy. Jechali ludzie młodzi, dzieci, ale i starsi, na  góralach, kolarzówkach, trójkółkach, BMX-ach...
A wszystko w rytm muzyki i wspomnień z powstania w miejscach, które akurat mijaliśmy. Gdy pierwszy raz jechałam w masie krytycznej z głośników leciała płyta LaoChe "Powstanie Warszawskie"
Jest to niesamowita płyta z wyjątkowymi utworami.  Jak płytę przedstawia sam zespół: 

Powstanie Warszawskie to płyta-słuchowisko złożona z 10 kompozycji, których najważniejszym zadaniem jest pokazanie poprzez dźwięki owego świata. Układ płyty oraz aranżacje utworów odpowiadają realiom historycznym, które miały bardzo duży wpływ na nasze tworzenie. Postaraliśmy się aby scenariusz przedstawiał się dokładnie tak jak faktyczne zdarzenia owych dni. Chcielibyśmy, aby słuchacze poczuli choć namiastkę tamtych emocji. (źródło)

Krążek cieszy się tak dużą popularnością, ze w tym roku ukazała się jego reedycja. Polecam:




fot. Monika Bukowska


Od kilka lat regularnie wychodzą pod patronatem MPW kolejne płyty nawiązujące do tych tragicznych wydarzeń z 1944 roku. Jako element obchodów 68 rocznicy Powstania miał miejsce koncert w "Parku Wolności" prezentujący utwory z płyty "Morowe Panny". Maleo Reggae Rockers zaprosiło do współpracy przy jej tworzeniu polskie wokalistki takie jak Anita Lipnicka, Paulina Przybysz, Katarzyna Groniec. Artystki same napisały teksty do piosenek opierając się na losach kobiet uczestniczących w powstaniu. Płyty jeszcze w całości nie wysłuchałam, ale już te kilka piosenek, jakie znam, bardzo mnie do niej zachęcają. 
Kiedyś doszczętnie pochłonęła mnie płyta Agi Zaryan "Umiera Piękno" z poetyckimi pieśniami opisującymi codzienność w powstańczej Warszawie, ale o tym opowiesz już może innym razem...




fot. Monika Bukowska


Przy okazji tych "powstańczych" wspomnień zaprezentuję potrawę, która w zasadzie składa się z wielu resztek :) 
Dzisiejsza tarta nie należy do dietetycznych, ale na pewno zaliczę ją do tych pysznych. Wyrazisty smak nadaje jej mieszanka 3 serów. Tak na prawdę, chciałam wykorzystać do niej końcówki różnych serów, które pałętały się po lodówce. Ich połączenie z beszamelem i razowym spodem daje wyśmienity smak. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to tarta typowo resztkowa, bo także ilość świeżej  fasolki i kukurydzy, które zostały po poprzednich obiadach była niewielka. Zamiast jednej większej, upiekłam dwie mini tarty o średnicy 15 cm. Dla mnie połowa tej mini wersji już była sycącą, Damian zjadł jedną całą (jak to facet :P) dodatkowo w towarzystwie prostej sałatki z ogórka sałaty lodowej, szczypioru, sosu sojowego, oliwy i sezamu. I tak oto powstała receptura czyszcząca lodówkę z resztek. :)



Tarta z fasolką i serami

Tarta razowa z fasolką i trzema serami

Składniki:

spód:
100 g mąki pszennej białej
100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
100 g margaryny
50 ml zimnej wody
szczypta soli
1 łyżeczka zmielonego pieprzu


mini tarty z fasolką i trzema serami

Farsz:
150 g fasolki szparagowej
1 cebulka szalotka
1/2 szklanki kukurydzy (z puszki, mrożonej, świeżej- ugotowanej)
150 g mieszanki 3 serów np. gouda, grana padano, niva (gorgonzola) 
200 ml mleka (użyłam sojowego)
1 łyżka masła
1 łyżka mąki
1/2 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej i pieprzu.

By przygotować spód wsypujemy mąki pieprz i sól do miski, dodajemy do nich masło i szatkujemy całość przy pomocy szpatułki  ręcznie, lub malakserem. Gdy ciasto przypomina kruszonkę, dodajemy zimną wodę do momentu aż będziemy mogli uformować gładką zwartą kulę. Ta przygotowanym ciastem wykładamy dno foremki (lub foremek) i wkładamy je do lodówki na pół godziny. Spód obciążamy fasolkami do pieczenia tarty, wysypanymi na papier do pieczenia i wstawiamy do rozgrzanego do 180 'C piekarnika. Pieczemy 15 minut.

Przygotowujemy beszamel. Podgrzewamy mleko. W drugim rondelku rozpuszczamy masło i dodajemy do niego mąkę. Podsmażamy razem przez minutę często mieszając, aż mąka się leciutko zarumieni i stale mieszając dolewamy gorące mleko. Mieszamy, zagotowujemy i zdejmujemy z ognia. Doprawiamy gałką muszkatołową i pieprzem i dorzucamy starte na grubych oczkach sery.

Fasolkę szparagową gotujemy przez 5 minut we wrzątku, a szalotkę drobno kroimy.

Na podpieczony spód wykładamy fasolkę, posypujemy cebulką i kukurydzą. Na wierzch wylewamy masę beszamelową z serami. Wstawiamy do piekarnika o tej samej temperaturze i pieczemy kolejne 20 minut.


Tarta razowa z fasolką szparagową i trzema serami


Podajemy na ciepło z sałatką, lub na zimno jako przystawkę.

Smacznego!

wtorek, 17 lipca 2012

Wegetariańskie Jalfrezi Curry z przepisu Jamiego Oliver'a

Dziś kolejna odsłona przepisów Jamiego Oliver'a. Jalfrezi Curry pochodzi z książki "Ministry of Food" (Każdy może gotować) i jest następną propozycją na indyjska potrawę. Pastę Jalfrezi przygotowałam  również według przepisu z tej książki. Wydaje mi się, że tą pastę można kupić w sklepach w stylu "Kuchnie Świata" lub dobrze wyposażonych marketach, aczkolwiek nigdy nie szukałam. W moim miejscowym  ekologicznym sklepie widziałam jedynie pasty curry- wg kolorów- zielona, czerwona, żółta. Zawsze staram się przygotować różne sosy, pasty itp samodzielnie, więc także tym razem bawiłam się w ugniatanie składników w moździerzu.

Ministry of Food to nie tylko świetna książka ale także nazwa fundacji- której misją jest uczenie ludzi jak zdrowo gotować i jeść. Idea tego przedsięwzięcia oparta jest na programie, który był wprowadzony w Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej. W tamtym czasie uczono Anglików jak przygotować potrawy "z niczego", bo jak się można łatwo domyślić, zapasy jedzenia były znikome. W dzisiejszych czasach program ten skierowany jest do ludzi otyłych, odżywiających się gotowymi daniami. Ich jedzenie wędruje jedynie z zamrażalnika do mikrofalówki... dla mnie straszna rzecz. Wiele współczesnych chorób cywilizacyjnych spowodowana jest właśnie niezdrowym trybem życia- kiepskim jedzeniem, brakiem ruchu, używkami.
Jamie zaczynając na własnym gruncie i zachęcając dalej ludzi z całego świata chce nauczyć opornych tłuścioszków i nie tylko jak gotować. Idea jest prosta: "pass it on", każdy powinien znać kilka podstawowych przepisów- np na prosty makaron czy ryż z sosem, mięso przygotowane w zdrowy sposób oraz proste warzywne dodatki- sałatki, tradycyjne gotowane warzywa. Gdy dany uczeń zdobędzie taką wiedzę, może ją później poszerzać i urozmaicać, przy odrobinie chęci i fantazji, ale to jeszcze nie koniec. Tan, kto umie już ugotować coś smacznego powinien na przykład zaprosić do domu swoich przyjaciół i zaprezentować im przygotowanie danej potrawy na swój sposób. Taki łańcuszek powinien iść dalej i dalej... i dalej.

Myślę, ze my- osoby blogujące- poniekąd realizujemy te inicjatywę, bo dzielimy się przepisami na proste dania. Jeśli dołączymy do tego kulinarne spotkania z przyjaciółmi- czy zabawy z dziećmi to już mamy ministerstwo żywności w naszym własnym domu. Czy to nie jest piękne?

Niesamowity jest fakt, że wiele osób, które w ten sposób uczą się gotowania, nagle odkrywa, że rzeczywiście potrafi przygotować coś smacznego. Tu zaczyna się wiara we własne możliwości i niesamowita satysfakcja. Obejrzyjcie reakcję brytyjskiego górnika, gdy usmażył swojego pierwszego w życiu steak'a :)
http://www.youtube.com/watch?v=7EPOmbKev6Y
Oraz ten sam facet, po pewnym czasie- gotujący kolację dla Jamiego we własnym domu (od 3:30 minuty filmiku) http://www.youtube.com/watch?v=YHiU65F0Ebw&feature=relmfu

Marzy mi się, by kiedyś w szkołach wprowadzono prawdziwe zajęcia z przygotowywania zdrowego i smacznego jedzenia. Cudownie by było, gdyby znalazły się także środki na szkolenia dla dorosłych- np ze środowisk o niskim statusie społecznym, młodych matek itp. jestem wtedy pierwszą osobą, która stanie przy kuchennym blacie i będzie przekazywać wszystko co potrafi.

Dzisiaj jeszcze jedynie przepis z opisem- w dwóch wersjach językowych.


Jalfrezi paste
2 cloves of garlic
a thumb sized piece of fresh root ginger
1 teaspoom tumeric
1/2 teaspoon sea salt
2 tablespoon groundnut oil
2 tablespoon tomato puree
1 fresh green chilli
a small bunch of fresh coriander
Spices for toasting:
2 tablespoons cumin seeds
1 teaspoon brown mustard seeds
1 teaspoon fenugreek seeds
1 teaspoon coriander seeds

Peel the garlic and ginger. Put a frying pan on a medium high heat and add the spices for toasting to the dry pan. Lightly toast them for a few minutes until golden brown and smelling delicious. Then remove the pan from the heat. Add the toasted spices to a pestle  and mortar and grind antil fine, or put them into a food procesor and whiz to a powder. Either way, when you've ground them whiz the toasted spices in a food processor with the rest of the ingredients until you have a smooth paste.


Vegetable Jalarezi
serves 8

1 medium onion
1 fresh red chilli
a thumb sized piece of fresh root ginger
2 cloves of garlic
a small bunch of fresh coriander
2 red peppers
3 ripe tomatoes
1 small butternut squash
1x 400g tin of chickpeas
groundnut or vegetable oil
a knob of butter
140 g of jalfrezi paste
1x 400g tin of chopped tomatoes
 4 tablespoons balsamic vinegar
sea salt and freshly ground black pepper
2 lemons
200 g natural jogurt

To prepare your curry
Peel, halve and roughly chop your onion. Finely slice the chilli. peel and finely slice the ginger and garlic. Pick the coriander leaves and finely chop the stalks. Halve, deseed and roughly chop peppers. Break green leaves of the cauliflower and discard. Break the cauliflower into florets and roughly chop the steam. Quarter the tomatowes. Carefully kalve the butternut squash, then scoop out seeds with a spoon and discard. Slice the squash into inch-size wedges, leaving the peel on but removing any thick skin, then rughly chop into smaller pieces. Drain the chickpeas.

To cook your curry
Put a large casserole-type pan ona amedium to high heat and add couple of lugs of oil and the butter. Add the onions, chilli, ginger, garlic and coriander stalks and cook for 10 minutes, until soften and golden. Add the peppers, butternut squash, drained chickpeas and jalfrezi paste. Stir welle to coat everything with the paste. Add the cauliflower, the fresh and tinned tomatoes and vinegar. Fill the two empty tins with water, pour into the pan and stir again. Bring to boil, then turn the heat down and simmer for 45 minutes with the lid on. Check the curry regurarly to make shure it's not drying out, and add extra water if necessary. When the weg are tender, taste and add salt and pepper - please season carefully- and a squeeze of lemon juice.

To serve your curry
eliscious with pappadums and any of flufy rice and with a few spoonfuls of natural jogurt, a sprinkle of coriander leaves and a few lemon wedges for squeezing over.
 


Pasta Jalfrezi Curry
2 ząbki czosnku
kawałek korzenia imbiru wielkości kciuka
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki soli morskiej
2 łyżki oleju z orzeszków ziemnych(lub roślinnego)
2 łyżki przecieru pomidorowego
1 świeże zielone chilli
mały pęczek kolendry
Przyprawy do uprażenia:
2 łyżeczki kminku
1 łyżeczka ziaren czarnej gorczycy
1 łyżeczka ziaren kozieradki (pominęłam)
1 łyżeczka ziaren kolendry

Pastę przygotowałam w moździerzu, można także do tego użyć malaksera.
Obrać i drobno pokroić czosnek i imbir. Na rozgrzaną patelnię wrzucić przyprawy i podrzucając prażyć przez kilka minut, aż będą lekko brązowe i pachnące. Przyprawy wrzucić do moździerza dodać resztę składników i ucierać dokładnie aż powstanie gładka pasta.



Wegetariańskie Jalfrezi Curry

(dla 8 osób)
1 średnia cebula
1 świeże czerwone chilli
korzeń imbiru wielkości kciuka
2 ząbki czosnku
mały pęczek kolendry
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
1 kalafior
1 średnia cukinia
3 pomidory bez skórki
1 puszka cieciorki
olej roślinny
140 g pasty jalfrezi
1 puszka pomidorów w kawalkach
4 łyżki octu balsamicznego
sol morska i świeżo zmielony pieprz
2 cytryny
200 g naturalnego jogurtu

2 szklanki ryżu basmati

Cebulę, czosnek i imbir obieramy i drobno siekamy. Papryki pozbawiamy pestek i kroimy w dowolne kawałki. Pomidory obieramy ze skórki, pozbawiamy pestek i również kroimy na kawałki. Cukinia- jeśli jest młoda i ma miękką skórkę- nie trzeba jej obierać ani pozbawiać pestek. Jeśli używacie dużej i starszej cukinie, trzeba będzie ją obrać i przy pomocy łyżeczki usunąć wnętrze z pestkami. Odcedzamy cieciorkę, chilli drobno kroimy. Kalafior pozbawiamy liści i łodygi, dzielimy na różyczki. Z kolendry odrywamy listki a łodyżki drobno kroimy.

Na dużej patelni rozgrzewamy chlust oleju, na którym podsmażamy cebulę, chilli, imbir, czosnek i łodygi kolendry. Podsmażamy aż będą miękkie i lekko brązowe. Dodajemy cukinię, papryki, cieciorkę i pastę jalfrezi. Mieszamy dokładnie by całość pokryła się pastą. Dodajemy kalafior, pomidory świeże i z puszki, ocet i wodę o objętości dwóch puszek po pomidorach. Doprowadzamy do wrzenia, przykrywamy i dusimy na średnim ogniu aż warzywa będą miękkie. według Jamiego- 45 minut, moje były dobre po 25 minutach.
Sprawdzamy co pewien czas czy curry ma wystarczająco dużo wody. Jeśli już całkiem znikła, trzeba jej trochę dolać, by całość się nie przypaliła.

Ryż płuczemy na sicie. Zagotowujemy 1 litr wody, solimy i wrzucamy do niego ryż. Od momentu gdy całość znów się zagotuje, trzymamy na ogniu przez 5 minut. następnie zdejmujemy z ognia i odstawiamy na 15 minut by ryż napęczniał. Będzie on bardzo sypki al dente.

Przed podaniem curry doprawiamy, jeśli tego potrzebuje, dorzucamy porwane liście kolendry i skrapiamy sokiem z cytryny. Podajemy z ryżem, który także można skropić odrobiną soku z cytryny, z cząstkami cytryny i naturalnym jogurtem w oddzielnym naczyniu.

Ilość składników można zmniejszyć, lub nadmiar zamrozić.
Warzywa w tym curry można oczywiście zmieniać- proponuję na przykład bakłażan, seler naciowy, fenkuł, brokuł, szpinak (wtedy wrzucamy go na ostatnie kilka minut).

wtorek, 10 lipca 2012

Pasztet wegetariański warzywno sojowy i akcja ratowania ziół.

Długo mnie nie było... Jak zwykle odwiedzałam rodziców, ale tym razem towarzyszył mi mój kochany. Była to taki nasz krotki urlop w podwarszawskiej wsi :) Najadłam się owoców po same uszy. Wzięliśmy nawet aparat w celu uwiecznienia krzaków i drzewek obsypanych owocami, ale w natłoku spraw, atmosferze sielanki i w letnich upałach, jakoś mi to wypadło z głowy. Damian śmiał się ze mnie straszliwie, bo pierwsze co zrobiłam po wyjściu z samochodu i ucałowaniu rodziców, to bieg w stronę sadu. Od wejścia zaczęłam pałaszować czereśnie i wiśnie. Później przyszła pora na porzeczki w trzech kolorach, agrest, maliny i borówki amerykańskie. Dorwałam nawet ostatnie 10 truskawek pozostawionych na krzaczku specjalnie dla mnie. Och jak ja kocham owoce... Na warzywka muszę jeszcze trochę poczekać, bo późno były zasadzone ze względu na mrozy, które nie chciały nas opuścić. Ale, ale już na krzaczkach pojawiły się pierwsze patisony, które zbieramy gdy są jeszcze malutkie, do zamarynowania. Nasze "parkinsony" jak żartobliwie nazywają je znajomi, robią prawdziwą furorę zwłaszcza w czasie sierpniowego grillowania. Także kulista cukinia zrodziła pierwsze owoce, o nich będzie słów kilka już niedługo.

 Korzystałam też z domowego- ogródkowego zielnika, który wystrzelił w niebo jak szalony. Przywiozłam ze sobą gałązki mięty, oregano i estragonu. Ale także szałwia i lubczyk trzymają się zdrowo. Niestety zaraza dotknęła mój osobisty- balkonowy zielnik. Z racji że nie mogłam się nim opiekować w czasie wyjazdu, trafił pod opiekę mamy mojego chłopca. Podlewała go dzielnie i jestem za to wdzięczna, ale niestety podkrakowskie powietrze przyniosło ze sobą mszyce i przędziorki. Teraz z nimi walczę już w Czechach, oczywiście metodą ekologiczną. Mam zamiar te zioła wyleczyć i jeszcze z nich korzystać, więc nie mogłam im przywalić chemią...
W internecie znalazłam porady, by spryskać roślinki wywarem z czosnku, polać je mocnym strumieniem wody, a ponadto "zaprosić" biedronki z łąki. Tak też zrobiłam, zlałam je obficie pod prysznicem, w czym dodatkowo pomogła mi ulewna burza, pognałam po czosnek i przygotowałam wywar. Trochę pomogło, ale to dopiero drugi dzień walki, więc jeszcze mszyce trzymają się mocno niektórych gałązek. Panna Biedroneczka sama przyleciała na mój parapet, a ja ją tylko przekierowałam w inne miejsce z olbrzymią prośbą by ratowała moją miętę. Kochane maleństwo walczy już drugi dzień. Dzisiaj rano znalazłam dla niej koleżankę, gdy odprowadzałam mojego mężczyznę do pracy. Teraz pracują sobie razem. Mam nadzieję, że jest im raźniej i zaproszą jeszcze jakieś koleżanki. Och kochane biedroneczki, co ja bym bez was zrobiła... A ja tak uwielbiam zioła... mam nadzieję, że szybko pozbędę się tych przebrzydłych pasożytów i znów będę mogla korzystać z mojej bazylii zielonej i bordowej, tymianku i nieszczęsnej mięty (której o dziwo najbardziej się dostało).


Dziś w hołdzie ziółkom i młodym warzywkom zaproponuję wam Pasztet wegetariański na Wege Wtorek. Jest to świetny dodatek do porannych i biwakowych kanapek, a ponadto można jego plastry usmażyć jako kotlety. Dodatek ziół i pestek dyni i słonecznika sprawił, że jest on bardzo, ale to bardzo aromatyczny. Polecam.
Inspirację zaczerpnęłam z magazynu Food and Friends.



Pasztet wegetariański warzywno- sojowy.
 Skladniki
(na 1 formę)
1/2 szklanki soi
1/2 szklanki ciecierzycy
1/2 szklanki kaszy jęczmiennej
1/2 szklanki drobnych płatków owsianych
1 duża cebula
2 marchewki
2 młode pietruszki
1 mlody seler
2 ząbki czosnku
2 jajka
1/2 szklanki oliwy z oliwek Monini
1 łyżka majeranku
1/2 pęczka natki z młodej pietruszki
1/3 pęczka natki z młodego selera
1 lyżeczka pieprzu
2 łyżki sosu sojowego



Przygotowanie:
Soję i ciecierzycę namocz przez 4 godziny, po 2 godzinach zmieniając wodę. Namoczone fasole ugotuj w świeżej wodzie do  miękkości. Kaszę ugotuj na półsypko.Cebulę obierz i posiekaj, czosnek zmiażdż obierz i posiekaj. warzywa dobrze umyj i zetrzyj na tarce o grubych oczkach. Rozgrzej oliwę i na wolnym ogniu podsmaż na niej cebulę i czosnek. Następnie wrzuć do nich starte warzywa i duś przez kilka minut mieszając co jakiś czas, by się nie przypaliły.

Soję i ciecierzycę zmiel w maszynce- lub tak jak ja rozdrobnij ręcznym blenderem na gładką masę. Połącz wszystkie składniki- soję z cieciorką, warzywa, posiekaną natkę pietruszki i selera, płatki  owsiane, sos sojowy, jajka i przyprawy. Dopraw dodatkowo do smaku, pamiętając że musi on być wyrazisty.
Dokładnie wymieszaną masę przełóż do natłuszczonej i wyłożonej papierem do pieczenia formy- keksówki.
Posyp garścią pestek dyni i słonecznika. Piecz około 1 godzinę w piekarniku nagrzanym do 180'C.

Pasztet pozostaw do całkowitego ostygnięcia i podawaj na zimno z razowym pieczywem, lub na ciepło jako kotlety.
Smacznego!




poniedziałek, 21 maja 2012

Wegetariańskie burgery, czyli kanapki z kotlecikami z soczewicy.

Nareszcie wiosna przygrzała słońcem. W piękny weekend wybraliśmy się na dwie wycieczki. Najpierw była to przejażdżka rowerowo- rolkowa, to znaczy ja na rolkach a On na rowerze :) Druga wyprawa odbyła się w pobliskie góry, zdobyliśmy Velky Javornik z Frenstadu pod Radhostem. W takie dni potrzebne są pożywne, piknikowe przekąski. Mój kochany zamówił burgery, a że jest wegetarianinem, to nie mogły oczywiście zawierać typowego kotleta Muszę przyznać, że dla mnie osobiście to ulga, bo nie lubię mielonego mięsa pod każdą postacią. Tym razem kotlety powstały z połączenia kaszy, soczewicy i marchewki. Wszystko zapakowane w pyszną pszenną bułeczkę i w towarzystwie warzyw. Samo zdrowie, prawda?

Oprócz burgerów zawsze przydają się nam zbożowe ciasteczka lub batoniki, no i oczywiście jabłuszka lub banany. Często w czasie wycieczki korzystamy z dobroci lodziarni, bo jak już wspominałam, jestem prawdziwym lodo-żercą. Natomiast w Czechach, jeśli na szczycie góry jest barek, to najpewniej będziemy pić kofolę. Ktoś zna ten czeski napój? To nic innego jak czeska coca-cola ale o wiele smaczniejsza. Przy pierwszym z nia kontakcie każdy ma niewyraźną minę. Ale już drugi łyk jest bardzo przyjemny. O ile nie piję żadnych kolorowych, smakowych napoi, o tyle jedyne o czym myślę w trakcie wspinania się na górę jest piękny widok i KOFOLA. Śmieszne :)

Po drodze widziałam pełno małych ślicznych kwiatuszków i ładne pokrzywy. Muszę, się zebrać w sobie i coś wreszcie przygotować z rarytasów z łąk i lasów

Przejdźmy do przepisu na burgery. Są one odpowiednie zarówno jako przekąska w podróży jak i szybki lunch w pracy.



Wegetariańskie burgery

4 łyżki czerwonej soczewicy
4 łyżki kaszy kukurydzianej (o średnio grubych ziarnach)
1 średnia marchewka
4 łyżki bułki tartej
1 jajko
1 czubata łyżka curry
1 łyżeczka masła orzechowego
sól, pieprz
olej do smażenia

Soczewicę ugotować do miękkości w około 3/4 szklanki wody z dodatkiem curry. Można dodać więcej wody, jeśli się za szybko wygotuje.
Kaszę ugotować w podwójnej ilości wody z dodatkiem szczypty soli. Kaszę gotujemy ok 10 min często mieszając. także w razie konieczności dodając odrobinę wody. Należy pilnować by kasza się nie przypaliła.
Gotową soczewicę i kaszę studzimy, po czym mieszamy w 1 naczyniu. Dodajemy starta na drobnej arce marchewkę, jajko, masło orzechowe i bułkę tartą. Doprawić do smaku wedle upodobań. Masa musi mieć wyrazisty smak, by kotlety nie wyszły mdłe. jeśli jest zbyt luźna, dodajemy więcej tartej bułki.
Formujemy niewielkie kotleciki rękoma zmoczonymi wodą. Dzięki temu masa nie będzie się przyklejać do dłoni. Smażymy na rozgrzanym tłuszczu po kilka minut z każdej strony.
Odsączamy na papierowym ręczniku z nadmiaru tłuszczu i podajemy.

Kotleciki są miękkie w środku z chrupiącą skórką. Świetnie pasują zarówno jako kotleciki do burgerów jak i  dodatek do obiadu. Można je także zamrozić, a potem podgrzać w piekarniku
My pierwszą część kotletów zjedliśmy z bułką posmarowaną masełkiem i z dodatkiem ogórka, pomidora, papryki, salaty i tymianku. Reszta kotletów trafiła innego dnia na talerz razem z pełnoziarnista kaszką kus-kus i wiosenną mieszanką sałat.

Smacznego!

wtorek, 27 marca 2012

Pasta śniadaniowa expressowa

Co raz częściej na naszych śniadaniowych kanapkach pojawiają się robione przeze mnie pasty z roślin strączkowych. Kilka razy próbowałam takich gotowych ze sklepu dla wegetarian, które wyglądają jak kiełbaski, ale mi nie przypadły do gustu. Oprócz wskazanej pasty z soi czy fasoli znajdowało się tam przeważnie dużo niepotrzebnych dodatków smakowych i konserwujących. Po co mi to? Wybieram opcję przygotowania pasty w domu. Szczególnie, że niektóre z nich zabierają dosłownie 20 minut. Za chwilę jedną przedstawię.
Jeszcze kilka słów dygresji na temat jedzenia dla wegetarian. Nie do końca rozumiem ideę tworzenia wędlin, parówek, kiełbasek wegetariańskich. We mnie te nazwy wzbudzają pewien dysonans, bo ewidentnie kojarzą się z mięchem. W moim czeskim sklepie Wege widziałam nawet gulasz i tlacenke- czyli salceson- oczywiście wegetariańskie. Trochę to dziwne. Ja wolę iść bardziej w stronę natury i skupić się na pastach- i ostatecznie pasztetach. Nie lubię tez tych wiurowatych kotletów sojowych, ale pewnie wiele osób by się ze mną nie zgodziło. Cóż...  moje kotleciki sojowe mi bardziej smakują. Może jacyś wegetarianie się wypowiedzą na ten temat?
Miało być ekspresowo, więc wracam do pasty.



Pasta z czerwonej soczewicy i curry.

1 szklanka czerwonej soczewicy
1-2 łyżki curry
1 łyżeczka dobrego sosu sojowego

Przygotowanie:
Soczewicę ugotować do miękkości w 2 szklankach wody mieszając raz na jakiś czas. Po kilku minutach gotowania dodać 1 łyżkę curry i dalej gotować soczewicę do miękkości. Trwa to ok 15 minut, na pewno nie dłużej. Soczewica powinna "wypić" tę ilość wody i zmięknąć w tej samej chwili, ale jeśli się tak nie stanie, można oczywiście dodać więcej płynu, bo nam się całość przypali. Po zdjęciu z ognia pastę miksujemy blenderem, rozcieramy tłuczkiem do ziemniaków lub widelcem. Można też spróbować przetrzeć ją przez drobne sito. Ja lubię gry zostanie jeszcze coś do pochrupania, więc miksuję ją przez kilka sekund. Gdy lekko przestygnie doprawiamy sosem sojowym i curry według uznania.
Pasta będzie świetna także gdy curry zastąpimy dobrą słodka papryczką w proszku.
Pyszności na śniadanie ze świeżym chlebkiem pszenno żytnim z amarantusem. Mniam
Smacznego!

piątek, 2 marca 2012

Zupa, która juz prawie pachnie wiosną

Wspominałam już przy okazji ciasteczek owsianych o rewolucji żywieniowej Jamiego Olivera. Dziś postanowiłam zamieścić przepis na zupę zainspirowany Minestrone Jamiego.
Jeśli zależy wam na zdrowym odżywianiu- siebie i najbliższych koniecznie obejrzyjcie filmik na http://foodrevolutionday.com/ jest niezwykle ciekawy i poruszający.

Zainteresowała mnie również działalność polskiego kucharza- Grzegorza Łapanowskiego. On również namawia nas do dobrego jedzenia, a także chce nabić szkoły i przedszkola na widelec. Jego propozycja: "Zróbmy razem projekt kulinarno-edukacyjny. Zmieńmy ten kraj. Dajmy szansę dzieciakom na lepsze jedzenie." Podpisuję się rękami i nogami, nawet ustami jak dam radę. Edukacja jest mi bliska ze względu na zawód. Edukacja zdrowotna- także ta dotycząca odżywiania i jedzenia to coś co lubię najbardziej. Wiele przyjemności dawało mi i dzieciakom przygotowywanie i spożywanie wspólnych potraw. Ważne by dzieci wiedziały co jedzą, z czego się składają ich posiłki- skąd się bierze chleb, mleko, jajka, a także frytki, czipsy i paróweczki. Świadomość to podstawa, potem trzeba zdrowe żywienie wprowadzać w życie- zarazem przez wspólne przygotowywanie zdrowych i smacznych potraw, oraz rewolucję w szkolnych i przedszkolnych stołówkach.  (artykuł "Szkola na widelcu")

Wracam do jedzenia. Zupy są świetnym "przemytnikiem" warzyw, szczególnie te w postaci kremu. Mogą też stanowić prawdziwie sycące danie obiadowe. Na przykład taka wielowarzywna  Minestrone.



Zupa mocno warzywna o zapachu wiosny.

inspiracja Jamies Food Revolution

Składniki (na duuży garnek- ok 6 porcji)
2 marchewki
1 duża cebula
1 czarna rzepa (lub kalarepka)
1 ząbek czosnku
3 gałązki selera naciowego
ok 1/4 kapusty pekińskiej (lub włoskiej)
1 puszka lub 150 g ciecierzycy.
2 puszki pomidorów
1 litr wywaru warzywnego
1 mała cukinia
1 listek laurowy
3 łyżki posiekanego koperku
kilka nasion kolendry
gałązka świeżego oregano
pieprz, sos sojowy
oliwa
kawałek skórki z parmezanu (niekoniecznie)

Przygotowanie:

Cebulę i czosnek posiekać. Marchew i rzepę obrać i pokroić w dużą kostkę. Z selera usunąć żyłki i pokroić go w 0,5 cm talarki. Cukinię można obrać, ale jeśli jest mała i młoda to zawsze gotuję ją ze skórką- kroimy również w kostkę. Kapustę siekamy w cienkie paseczki.
Cieciorkę- jeśli używamy tej z puszki odlewamy z zalewy. Ja przygotowałam ją sama- namaczając przez ok 16h ( 2 razy zmieniając wodę z moczenia)  i gotując przez godzinę w dużej ilości wody

W dużym garnku rozgrzewamy tyle oliwy by pokryła dno. Wrzucamy cebulę i kolendrę, a po chwili także czosnek. Podsmażamy przez 3 minuty i dodajemy marchew i rzepę, bo się najdłużej gotują. Zmniejszamy trochę ogień i często mieszamy. Po paru minutach w garnku ląduje cukinia, seler naciowy i kapusta wraz z listkiem laurowym, skórką z parmezanu i wywarem. Całość gotujemy ok 10 minut aż warzywa lekko zmiękną. Niesamowity efekt daje dodanie chociaż kawałka skórki którą odkrawamy z parmezanu czy pecorino- można ją przechowywać w lodowce na okazje sosów i zup.

Po tym czasie dodajemy pomidory z puszki wraz z zalewą. Jeśli pomidorki są całe- dzielę je na ćwiartki. Pomidory dodaje się z opóźnieniem bo zatrzymują one gotowanie się warzyw do których je dodajemy.
Można też już wrzucić soczewicę.

Po ok 15 minutach zupę trzeba spróbować i doprawić- sosem sojowym(lub solą), pieprzem, oregano i koprem.
Pamiętajmy o wyłowieniu z zupy listka laurowego i skórki z parmezanu.

Jeśli zupa wydaje wam się za gęsta- można do niej dodać jeszcze trochę wody czy wywaru.
Dopuszczalne są wszelkie wariacje warzywne. Jamie proponuje jeszcze jarmuż i ziemniaka. Myślę że w pewnej kombinacji wpasował by się świeży szpinak, może seler korzeniowy, fasolka szparagowa no i oczywiście świeże pomidory w sezonie.

Zupę można podać z makaronem, ryżem, kostką z kaszy jęczmiennej(ta na zdjęciu). W każdej opcji jest bardzo smaczna.

Smacznego!

Bierzemy udział w akcji.

środa, 22 lutego 2012

Ribollita z domowym chlebkiem. Pysznie, pożywnie i łatwo.

Zaczytując się w "Apetycznej Panie Dahl"  trafiłam na wspomnienie Sophie na temat ponoć wspaniałej włoskiej zupy. Pewnie niektórzy z was ją znają- nazywa się Robollita. Będąc we Włoszech właściwie zup nie jadłam- ale widziałam na talerzach takie gęste, zawiesiste mikstury o niewiadomym składzie. Przeważnie były to zupy zblenderowane o dziwnym kolorze, więc jakoś nigdy mnie nie zachęciły. Gdybym spotkała Ribollitę... pewnie byłoby inaczej.  Ribollita- oznacza- "ugotowana na nowo". Ja ją gotowałam po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Prawdopodobnie nie trafiłam na nią wcześniej bo pochodzi z Toskanii- szczególnie jest uwielbiana we Florencji. Przepisu na owy przysmak musiała szukać w internecie, bo Sophie o nim nie pisze. Wpadłam na dwa: pierwszy po angielsku Jamiego Oliver'a, a drugi na blogu pieprz czy wanilia. Oba były dla mnie bardzo inspirujące, ale oczywiście stworzyłam własną podobną wersję- spolszczoną. Oryginalnie w przepisie używa się cavolo- włoskiej czarnej kapusty- ja zastąpiłam ją pekińską- bo taka właśnie leżała sobie w lodówce :) Przypadkiem kupiłam wcześniej odpowiednią do tego przepisu fasolę borlotti (taka)- w Polsce nazywana fasolą żurawinową.O ile przed gotowaniem wygląda śmiesznie, o tyle ugotowana robi się brązowa :)  Wyczytałam również, że Ribollitę podaje się z czerstwym lub świeżym chlebkiem, więc tym razem udałam się po pomoc do Sophie Dahl i przygotowałam jej chlebek śniadaniowy. Jest w nim coś zaczarowanego. Jest zdrowy, pięknie pachnie i jeszcze lepiej smakuje.
Oto przepisy:


Ribollita z domowym chlebkiem.



200 g fasoli borlotti (lub białej np Jaś)
2 średniej wielkości marchewki
1/2 kapusty pekińskiej (ok 300 g)
1/2 kalarepy
1 cebula
2 ząbki czosnku
3 łodygi selera naciowego
300 ml pulpy pomidorowej
1 mała chili
liść laurowy
oliwa
pieprz, sos sojowy
kilka nasion kopru i kolendry
3 czubate łyżki posiekanego koperku (może być mrożony- ja użyłam odsączonego kopru w zalewie z soli)

Fasolę namoczyć przez noc. Odcedzić i ugotować w nowej wodzie z listkiem laurowym do miękkości (ok 1 godzina). Fasolę znów odcedzić ale zachować co najmniej szklankę płynu z gotowania. Połowę fasoli rozgnieść widelcem, lub zmiksować.
Przygotować warzywa. kapustę drobno pokroić w paski, cebulę i czosnek posiekać, marchewkę pokroić w ćwierć-talarki, kalarepę obrać i pokroić w kostkę, seler naciowy pokroić w cienkie plasterki.

 W garnku rozgrzać oliwę- tyle by pokryła dno. Wrzucić do niej cebulę, czosnek, koper, kolendrę, chili i łyżkę sosu sojowego. Podsmażyć chwilkę na małym ogniu, ciągle mieszając.
Następnie do garnka wrzucić wszystkie warzywa. Przesmażyć przez kilka minut, często mieszając bez dodawania płynów. Następnie dodać szklankę płyny z gotowania i szklankę wody z czajnika. Dusić razem przez ok 15 minut, po czym dodać pulpę pomidorową.  Zupę gotować kolejne 15 minut- aż warzywa będą miękkie po czym dodać fasolę całą i rozgniecioną, dokładnie wymieszać i gotować ok 10 minut.
Przed podaniem dodać koperek - taki jaki macie, ja lubię jego świeży smak, więc dodaję dużo.
Zupę podawać ze świeżym razowym chlebkiem, lub z czerstwym pokrojonym w kostkę, który zalewamy w talerzu gorącą zupą.

Domowy chleb orkiszowo- grahamowy (wg domowego chleba Sophie Dahl)


200 g maki orkiszowej
200 g mąki pszennej graham (lub pełnoziarnistej/ żytniej)
100 g płatków owsianych
1 łyżka suszonych drożdży
1 łyżeczka soli
600 ml cieplej wody
1 łyżka oleju
1 łyżka rozmarynu, kminku
4 łyżki siemienia lnianego

W dużej  misce wymieszaj sypkie składniki i dodaj do nich wodę z olejem. Dokładnie wymieszaj drewnianą łyżką. Przykryj miskę bawełnianą ściereczką i odstaw do wyrośnięcia w ciepłe miejsce aż podwoi objętość. Gdy już wyrośnie ponownie zamieszaj łyżką. Ciasto powróci do poprzedniej objętości, ale właśnie o to chodzi by ponownie rosło.  Przełóż do posmarowanej olejem keksówki (wymiar 23/13/6 cm) i odstaw na 20 minut w ciepłe miejsce. W tym czasie rozgrzej piekarnik do 190 stopni C.

Piecz w piekarniku przez  45- 60 minut. Chlebek jest dobry gdy jego brzegi same odchodzą od foremki a patyczek w niego wbity- suchy.

Chlebek jest przepyszny na śniadanie, pasuje też jako dodatek do zupy. Dodałam do niego rozmarynu i kminku co sprawiło, ze nieziemsko pachnie. Mój  kochany- podobnie jak osobisty muzyk Sophie, od razu go pokochał. Zwłaszcza w wersji z domowym porzeczkowym dżemem. ;)

Na zdjęciu wersja z twarożkiem warzywnym i papryką.




i jeszcze raz z Ribollitą...

Smacznego!

 Bierzemy udział w akcji.