Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetariańskie kotlety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetariańskie kotlety. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 czerwca 2013

Zdrowe wegańskie burgery z soczewicy z marchewką. Na co dzień i na grilla; dla dużych i małych łakomczuchów.



Ostatnio co raz częściej całkowicie rezygnuję w potrawach z produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie świadczy to, że zostałam weganką, ale jakoś tam mnie pcha natura... Myślę, ze to dobrze.

Stało się już naszym małym zwyczajem, że gdy wyjeżdżam, zostawiam mojemu mężczyźnie zapas kotlecików warzywnych w zamrażarce. Mam już nie lada doświadczenie, bo przygotowałam ich już więcej niż 100. Wyjeżdżam w najbliższy piątek, a w pudełeczkach przygotowane jest już jakieś 30 kotlecików. Starczą na jakiś czas :)

Najprostrzym i najszybszym sposobem na przygotowanie wegańskich burgerów jest ugotowanie do nich soczewicy. Soczewica, to bardzo zdrowe warzywo strączkowe, które jest najbardziej lekkostrawne z fasolowatych. Nie wymaga też większych podchodów i nie ma sensu kupować jej w puszce, gdyż gotuje się ją bez wcześniejszego namaczania, nie dłużej niż 30 minut.

Jeśli chodzi o warzywne dodatki do wnętrza burgerów, to często dodaję do nich warzywa korzeniowe, takie jak marchew, pietruszka seler, lub kwiaty- brokuła i kalafior. Dużą popularnością w naszej kuchni cieszą się kotleciki z brukselki, ale na nią jeszcze poczekamy parę miesięcy.

Muszę się przyznać, że specjalnie dla mnie moje kochanie przygotowało filmik kulinarny, w czasie przygotowywania kotletów z brokuła. Była to dla mnie nie lada przyjemność, bo sam jego widok przy pracy w kuchni już wywołuje uśmiech na mej twarzy, a do tego on to robi tak zabawnie... :) W te dni gdy jesteśmy od siebie oddaleni o 600 kilometrów, dobrze jest wiedzieć, że ta ukochana osoba o tobie myśli i przygotowuje takie fajne niespodzianki. Filmu nie pokażę, nawet gdybym chciała, bo powiedzmy... nie otrzymałam praw do udostępniania, a poza tym to dopiero jego pierwsze nagranie, więc jeszcze nie bylo do końca dopracowane i skończyło sie przedwcześnie :)

Wege kotleciki to świetny pomysł na obiad- szczególnie dla dzieci. Przemycamy w nich pełno witamin i skladników odżywczych, a wyglądają fajnie i są bardzo apetyczne. Mogą też posłużyć do przygotowania wyśmienitych wege-burgerów, a nawet być elementem wegańskiego grilla.



Wegańskie burgery z soczewicy z marchewką

150 g soczewicy
150 g marchewki
3 łyżki siemienia lnianego
1/2 dużej cebuli (lub 1 mniejsza)
1 łyżka sosu sojowego
2 łyżki oliwy
1 sucha bułka grahamka (lub inna)
1 łyżka przyprawy 5 smaków (lub mieszanki koper włoski, pieprz czarny, cynamon, goździki, kmin rzymski)
1 łyzeczka chilli
2 lyzki świeżych liści estragonu

Soczewicę gotujemy w 2 szklankach wody do miękkości, ale uważamy by się nie rozgotowała, studzimy i miksujemy niezbyt dokładnie.
Siemie lniane zalewamy wrzątkiem 1 cm powyżej wydokości w szklance i odstawiamy na kilka minut.
Cebulę siekamy i podsmażamy na złocisto na oliwie.
Marchewkę ścieramy na małych oczkach i dodajemy do przestudzonej soczewicy wraz z cebulką i namoczonym siemieniem.
Suchą razową bułkę ścieramy i dodajemy z resztą składników do masy. Dokładnie mieszamy.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 st C.
Zamoczonymi w wodzie dłońmi formujemy z masy niewielkie, lekko spłaszczone kotleciki. Układamy je na blaszce wyłożonej matą silikonową lub papierem do pieczenia( spryskanym oliwą). Burgery pieczmemy 25 minut. Po wyjęciu z piekarnika zostawiamy na 10 minut a po tym czasie przekładamy na kratkę do całkowitego ostygnięcia.

Kotleciki można jeść od razu, przechować je w lodówce lub w zamrażarce.
Burgery w wersji pieczonej są o wiele zdrowsze od ich smażonych odpowiedników, więc polecam pieczenie.

Jeśli burgery będziemy chcieli przygotować na grillu, trzeba je owinąć w folię i ułożyć na kracie, by się ogrzały. Obok układamy bułeczki, bagietkę, czy chlebek i również go podgrzewamy. Zjadamy z sosikiem i świeżymi warzywami.

Do kotlecików świetnie będzie pasował domowy majonez- może być też wegański (wskazówka na blogu jadłonomia), keczup czy musztarda.

Smacznego!


środa, 13 lutego 2013

Kotlety z soczewicy i marchewki. Zdrowe, sycące i pyszne.

Zima zima zima pada pada śnieg.... problem w tym że nie mam sanek, ani konia, który by je ciągną ani kożucha którym powinnam się przykryć. Są dni kiedy mam ochotę tylko na kubek gorącej herbaty i leżenie pod kocem. Do tego dobra książka albo fajny film, czy serial i może jakoś do tej wiosny dotrzymam.

Również moje gotowanie ucierpiało, bo czuję się strasznie ociężała i mam w głowie pustkę. Inspiracji naokoło pełno, ale ja na nic nie mam ochoty. Więc po prostu kombinuję jedzonko z tego co mam w szafce i lodówce. I tak powstały te kotleciki. Z lenistwa :)

Ucieszyło mnie, że wyszły takie smaczne- chrupiące i mięciutkie zarazem. Świetnie pasują do każdej sałatki, do ziemniaków, ryżu, kaszy. Przynajmniej mam obiad z głowy na kilka dni. I mogę znów przykryć się kocykiem. To na razie... wracam na kanapę.



Kotlety z soczewicy i marchewki
na ok 12 sztuk

1 szklanka soczewicy
2 duże marchewki
1/2 niedużego selera
2 ząbki czosnku
1 cebula dymka
1/2 szklanki płatków owsianych
1 szklanka bułki tartej
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka curry
1 łyżka oliwy
pieprz, bazylia do smaku
olej do smażenia


Soczewicę płuczemy i gotujemy do miękkości w 2 szklankach wody. Marchewki obieramy i ścieramy na drobnej tarce. Selera gotujemy w wodzie lub na parze, obieramy ze skórki i rozgniatamy widelcem. Czosnek obieramy i drobno siekamy razem z dymką
Płatki owsiane zalewamy gorącą wodą 1,5 cm ponad ich poziom w szklance.

Ugotowaną soczewicę blendujemy, zostawiając część ziarenek w całości. Dodajemy do niej startą marchewkę, selera, namoczone płatki, czosnek, dymkę, przyprawy, sos sojowy, oliwę i bułkę tartą. Ja zawsze do kotlecików dodaję sporo świeżo zmielonego pieprzu. Mieszamy całość dokładnie w razie potrzeby dodając więcej bułki tartej. Masę odstawiam do lodówki na 15-30 minut.

Na rozgrzaną patelnię wylewamy ok 3 łyżki oleju. Zwilżonymi rękoma formujemy w dłoniach zgrabne kotleciki. Smażymy z każdej strony po 2-3 minuty.

Kotlety możemy odgrzewać w piekarniku.

Moje kotlety z soczewicy podałam z ruccolą, pomidorkiem i musztardą z curry.

Smacznego!

wtorek, 22 stycznia 2013

Mój dziadek. Mistrz wegetariańskich kotletów.

Ten mój dziadek to był fajny facet.

Wiadomo, miał swoje wady, wiele nabroił w przeszłości, ale jak trafiły mu się takie wnuki jak ja i moje rodzeństwo, to po prostu oszalał. Nigdy nie zapomnę tych kilometrów, jakie przeszliśmy z nim ulicami warszawskiego Mokotowa. Zawsze będę wspominać te ciasteczka - pyszne eklery, ciastka ponczowe (moje ulubione), rurki z kremem i lody jakie kupowaliśmy w cukierni w Alei Niepodległości (na rogu Madalińskiego).

Zawsze w niedzielę oglądaliśmy razem "W starym kinie". Ja wtulona w jego ramię pytałam o wszystkie szczegóły, ("Dziadku, czy tak na prawdę było?") A potem śmialiśmy się razem i śpiewaliśmy po raz setny te same piosenki ze starego kina.

Mój dziadek, gdy go poznałam, stale był na diecie. Właściwie to chyba dzięki niemu pokochaliśmy razowe pieczywo, grahamki i chleb słonecznikowy. A do tego muszę przyznać, że robił najwspanialsze i niepowtarzalne kotlety warzywne. Przypominam sobie mniej więcej ich składniki, ale niestety byłam za młoda by je sobie zapisać... Na pewno była w nich włoszczyzna, kasza gryczana, zioła, czerwona kapusta, ale czy coś więcej, to już nie pamiętam.
Próbowałam już odtworzyć podobne kotleciki wegetariańskie, ale identycznych nie udało mi się jeszcze usmażyć. Póki co mogę polecić inne moje wegetariańskie kotlety. Myślę, że te moje też by dziadkowi zasmakowały, szczególnie te z brukselki.

Dziś gdy spaceruję ulicami Mokotowa,  po Polu Mokotowskim, albo mijam wspomnianą cukiernię, to myślę o moim ukochanym dziadku Ryszardzie.
Może kiedyś, jeśli będę miała synka, to nazwę go imieniem mojego dziadka. Tak miło mi się kojarzy...

Tęsknię...



poniedziałek, 15 października 2012

Pieczone kotlety warzywne z brukselki oraz kilka słów o tym jak nie marnować jedzenia.

Od dawna, właściwie chyba od zawsze, bliska mi jest idea nie marnowania jedzenia. Gdy oglądam programy, wywiady prezentujące ile jedzenia jest codziennie wyrzucane do śmieci, to łapię się z niedowierzaniem za głowę. Ten problem dotyczy nie tylko gospodarstw domowych, ale także restauracji, stołówek, supermarketów i innych sklepów a także samych producentów i dystrybutorów żywności.

Człowiek we współczesnym świecie produkuje o wiele ton jedzenia za dużo w stosunku do tego ile jest w stanie zjeść. Nie mówimy tu przecież o kilku zgniłych owocach czy warzywach, czy zapleśniałym kawałku chleba raz na jakiś czas. Mówimy o tonach (!!) warzyw i owoców, które już na starcie są wyrzucane bo nie spełniają odpowiednich kryteriów- kształtu, wielkości itp. Mówimy o wyrzuconych kilogramach mięsa, do produkcji którego zużywa się niesamowite zasoby energii. Mówimy o wielu bochenkach chleba, które trafiają na śmietnik następnego dnia po upieczeniu. Mówimy o tonach odpadków żywieniowych, sałatkach, zupach, mięsach, ciastach, które są wyrzucane przez restauracje i jadłodajnie. Mówimy o niewyobrażalnych ilościach odpadów z przeterminowaną żywnością jakie trafiają z supermarketów na wysypiska.

Dlaczego tak się dzieje? Bardzo wiele problemów z gospodarką żywieniową wiąże się z przepisami prawnymi. Zabraniają one lub ograniczają możliwość na przykład rozdawania jedzenia. Każdy z nas słyszał chyba o piekarzu, który przez to ze przez wiele lat dokarmiał ubogich i bezdomnych chlebem, który i tak by wyrzucił, musiał zamknąć swoją piekarnię, bo dzięki urzędowi skarbowemu zbankrutował. Kolejnym absurdem są restrykcje dotyczące sprzedaży warzyw i owoców- aby były dopuszczone do sprzedaży muszą mieć odpowiedni kształt, zabarwienie, wielkość. Winni jesteśmy my sami, jeśli kupujemy za dużo jedzenia i nie jesteśmy w stanie go zużytkować. Winowajców jest jeszcze wielu, ale  nie szukajmy ich po całym świecie, skupmy się raczej na własnym podwórku.

Co ja, ty, my możemy zrobić by zapobiec marnowaniu jedzenia, a przy okazji wody i energii? Przede wszystkim musimy planować nasze posiłki. Nie kupujmy wszystkiego co nam wpadnie pod rękę w supermarkecie, czy na targu. Na zakupy powinniśmy iść przynajmniej z jakimś ogólnym zarysem menu na następne dni. Sprawdzajmy daty ważności produktów, które wkładamy do koszyka, by nie okazało się, że nie zdążymy ich zjeść. Nie kupujmy nigdy "na zapas". Nie kupujmy wielkich opakowań, jeśli nie damy rady ich zużyć w odpowiednim czasie. Minęły już czasu, gdy do sklepów "rzucali" szynkę czy pomarańcze. Dziś mamy dostęp do każdego rodzaju jedzenia na co dzień.

Co możemy zrobić z jedzeniem, które już leży w lodowce, czy spiżarni? Prawie wszystkie warzywa i owoce z powodzeniem możemy przerobić na przetwory. Przy odrobinie chęci i wysiłku nie tylko zużyjemy zapasy, a także zaoszczędzimy trochę pieniędzy, na kupowaniu gotowych słoiczków ze sklepu. Praktycznie każde mięso i podroby możemy zamrozić, lub ugotować dla naszych zwierzaków- psów i kotów. Wszelkie produkty sypkie, by zapobiec ich zepsuciu, trzymamy w szczelnie zamkniętych opakowaniach. Sery i wędliny, które są zapakowane w folię od razu z niej wyjmujemy i pakujemy w pergamin. Chleb również nie powinien dłużej leżeć opakowany plastikiem. Najlepiej włożyć go do materiałowej lub papierowej torby, a dopiero wtedy ewentualnie do reklamówki. Zwracajmy uwagę na to jak przechowuje się konkretne produkty, nie pakujmy wszystkiego z przyzwyczajenia do lodówki. Z kolej otwarte opakowania z dżemem, piklami, musztardą itp- trzymajmy w lodówce. Ponadto, raz na kilka dni róbmy przegląd w lodówce- spiżarni w celu kontroli przydatności pożywienia, jakie tam się znajduje. Zużywajmy najpierw to, co może się najszybciej popsuć.

Zachowujmy resztki z posiłków. Ziemniaki, kasze, warzywa, mięso, sosy, które nie znalazły miejsca na naszym talerzu, nadal możemy wykorzystać i skonstruować  z nich dobry i zdrowy posiłek.
Jedzeniem możemy się poza tym dzielić. Każdy z nas na pewno zna rodzinę, w której się nie przelewa, może wśród znajomych, w pracy, może między sąsiadami. Trzeba tylko znaleźć w sobie odwagę i chęć by zaproponować im jedzenie, którego mamy w nadmiarze. Myślę oczywiście tylko o takich produktach, które nadają się do spożycia. W ten prosty sposób, przy okazji mogą pojawić się w naszym życiu nowi przyjaciele, znajomi, życzliwi nam sąsiedzi.

Każdy z nas może coś zrobić. Zacznijmy od własnej lodówki, domu, rodziny, czy swojego osiedla a może będziemy w stanie zdziałać o wiele więcej i mierzyć o wiele wyżej. Pomocne w tym temacie będą nam liczne strony internetowe np. Banków Żywności, kampanii "Nie marnuj jedzenia. Myśl ekologicznie", książka "Ekonomia Gastronomia" a także liczne źródła zagraniczne tj: www.lovefoodhatewaste.com; http://www.wedontwaste.org/ i inne.

Polecam obejrzeć krótki i bardzo ciekawy referat Tristram'a Stuart'a: The global food waste scandal. Dostępny pod tym linkiem: http://www.ted.com/talks/tristram_stuart_the_global_food_waste_scandal.html

W ramach przetwarzania jedzenia pozostałego z domowych posiłków polecam wam przepis na wegetariańskie kotlety. Do ich przygotowania użyłam ugotowanej poprzedniego dnia brukselki, resztki sera,  papryki, czerstwej bułki i kaszy z kolacji. Tego typu kotleciki mogą powstać przy użyciu bardzo rożnych warzyw, kasz i sera. Moje kotleciki wyszły niesamowicie pyszne i aromatyczne, z chrupiącą skórką i mięciutkim wnętrzem. Musicie tylko uruchomić wyobraźnię i do dzieła!


Pieczone kotlety z brukselki z papryką i serem

Składniki:
200 g ugotowanej brukselki
50 g cebuli
50 g czerwonej papryki
70 g sera korycińskiego (lub fety, czy sera żółtego)
1 czerstwa kajzerka
100 g ugotowanej kaszy jęczmiennej
1 małe jajko
natka pietruszki
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżki oliwy lub oleju
pieprz, ziola do smaku
ew. bułka tarta

Ugotowaną brukselkę wrzucamy do malaksera i chwilę miksujemy. Paprykę kroimy na małą kostkę. Cebulę drobno siekamy. Ser kroimy w małą kosteczkę.
Kajzerkę zalewamy w misce gorącą wodą i dociskamy obciążonym talerzem. gdy już namięknie, odciskamy ją z nadmiaru wody i rozdrabniając między palcami, dodajemy do brukselki. Wrzucamy do nich przygotowane warzywa kaszę i ser. Doprawiamy dużą ilością natki pietruszki, pieprzem i ulubionymi ziołami. Mieszamy wszystko z oliwą i sosem sojowym. Masę najlepiej ugnieść rękoma. Jeśli mokrymi dłońmi nie możemy utworzyć z niej kotlecików, dodajemy po trochu bułki tartej, która zwiąże lepiej masę.

Kotleciki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 st.C. i pieczemy ok 30 minut. Po 15 minutach wyjmujemy blachę z piekarnika i ostrożnie, podważając drewnianą szpatułką, przewracamy je na drugą stronę.

Kotlety możemy zjeść od razu na przykład z prostym sosem pomidorowym i pieczonymi ziemniakami. Te, które zostaną przechowujemy w pojemniku w lodówce, lub zamrażamy by użyć je za jakiś czas.

Smacznego!

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Wegetariańskie zdrowe, piknikowe burgery i wycieczka do czeskiej fabryki szkła.



Miniony weekend przywitał nas wszystkich piękną letnią pogodą. W tym roku nie mogę narzekać na deszcze, chmury i ziąb, bo jest na prawdę ładnie. Ciepłe dni wolne lubimy spędzać na różnego rodzaju wycieczkach. Czasem wybieramy się na rolki-i-rower (ja na rolkach On na rowerze), czasem idziemy spacerkiem na odkryty basen, lub spacerujemy po bliższych i dalszych okolicznych atrakcjach i górkach. Tm razem postanowiliśmy wybrać się do miasteczka, w którym jeszcze nas nie było. Idealną okazją do odwiedzenia czeskiego miasta "Karolinka" był Jarmark Szkła, który tam się odbywał. W Karolince jest bowiem huta szkła, w której produkuje się wszelkiego rodzaju kieliszki, szklanki, karafki wazony itp. Ceny za komplet ślicznie zdobionych kieliszków były zachwycająco niskie. Nic dziwnego, że gdy przyjechaliśmy na miejsce niewiele już ich zostało. No ale udało się upolować jeden śliczny komplecik kieliszków do wina. na pewno użyję go niedługo do jakiegoś przepisu i Wam pokażę.

Przy okazji Jarmarku w Karolince mogliśmy zwiedzić część zakładów produkcji szkła. Mówiąc ściślej, to obserwowaliśmy jak szkło jest dekorowane i wykańczane przez zapakowaniem do pudełek. Widzieliśmy metody szlifowania, grawerowania i złocenia szkła ozdobnego. Część prac wykonuje się nadal ręcznie, a w niektórych zadaniach człowieka zastępują maszyny, programowane przez komputer.
Misa w rękach mistrza

Końcowe przypalanie
Wzory na szkle

Ozdabianie brzegów

Ozdabianie brzegów

Stare maszyny do grawerowania

Stare maszyny do grawerowania

Kieliszek pokryty woskiem z delikatnym wygrawerowany wzorkiem

maszyny sterowane komputerowo

maszyny sterowane komputerowo

Gotowe kieliszki

gotowe kieliszki
Kieliszki "róża"
 

z pozłacanym brzegiem...

z pozłacanym brzegiem...
Pierwszą część wycieczki uznaliśmy za udaną. Dowiedzieliśmy się co nieco, pospacerowaliśmy, pooglądaliśmy, zakupiliśmy. Oprócz jarmarku szkła na ulicach Karolinki ustawiły się też stragany typowo odpustowe z chińskim szajsem wszelkiej maści, a do tego piwko, kiełbaska, gulasz, pierniki i frgale, czyli wszystko czego Czech do życia potrzebuje. My pojechaliśmy dalej. Zahaczyliśmy o kilka mniejszych miejscowości po drodze, ale przecież trzeba coś jeść. Ja niestety nie należę do miłośników czeskiej kuchni, bo nie ma w niej nic wegetariańskiego, a i mało rzeczy zdrowych- nie smażonych w głębokim tłuszczu.
Ale nauczona doświadczeniem przygotowałam zestaw piknikowy. kosz piknikowego jeszcze się nie dorobiliśmy, ale marzę o takim dużym wiklinowym z kolorowymi naczyniami, przypiętymi sprzączkami, kieliszkami na sok- lub wino :) i mnóstwem miejsca na przysmaki. Usadziliśmy się z książkami, wodą, owocami i burgerami i zawinęliśmy się w błogi relaks.

Tym razem przygotowałam wegetariańskie burgery. Zainspirował mnie przepis z zagranicznego bloga "Oh she glows" na "perfect veggie burger". Przepis odrobinę zmieniłam- oryginalny zawiera "ground flax", czego nie posiadam, ale oczywiście zamiast niego użyłam jajek. (one właśnie zastępują jajka w diecie wegańskiej) Płatki owsiane dodałam w całości, bez mielenia, a migdały zastąpiłam siemieniem lnianym.
Wyszły przepyszne, przepis polecam w 100%. Myślę że przypadną one do gustu także dzieciom, zwłaszcza jeśli przygotujecie je wspólnie. Wykonanie jest bardzo proste a ile w nich wartości odżywczych i witamin!
Ach i jeszcze ten uśmiech ukochanego po wgryzieniu się w soczystego burgera z dużą ilością warzyw i chrupiącą bułeczką... po prostu bezcenny.  
Więc do dzieła!

wegetariański burger

Wegetariańskie pieczone kotlety warzywne z ziarnami.

Składniki:
(na ok 15 kotletów)\

150 g selera,
200 g marchewki,
1 cebula,
2 jajka,
1 szklanka puree z zielonego groszku,
1 szklanka płatków owsianych,
1 szklanka bułki tartej,
1/2 szklanki posiekanej natki pietruszki,
3 łyżki siemienia lnianego,
1/2 szklanki ziaren słonecznika,
po 1 łyżeczce: ziół prowansalskich, majeranku, pieprzu i chilli,
1 łyżka sosu sojowego,
1 łyżka oliwy.

Przygotowanie:
Selera i marchew obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Cebulę posiekać drobno, lub w piórka.
Siemię lniane namoczyłam we wrzątku przez 10 minut, choć oryginalny przepis o tym nie wspomina. Siemię dodałam razem z wodą którą praktycznie wchłonął.
W dużej misce połączyć wszystkie składniki i ewentualnie doprawić do smaku.
pieczone kotlety warzywne


Burgery można smażyć na patelni z odrobiną tłuszczu ale ja polecam upiec je w piekarniku. 
Rozgrzewamy piekarnik do 190'C, przygotowujemy blaszkę którą delikatnie smarujemy olejem. Kotlety formujemy w dłoniach zamoczonych w zimnej wodzie i układamy je na blaszce. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez pół godziny- po 15 minutach burgery odwracamy na drugą stronę.

Kotleciki można jeść od razu, lub zachować na później w lodówce lub zamrażarce.

Vegge Burger

Świetnie smakują podane z pieczonymi ziemniakami i domowym sosem tatarskim. Te wegetariańskie kotleciki są też idealne do warzywnych burgerów. Samo zdrowie! 

Smacznego!

poniedziałek, 21 maja 2012

Wegetariańskie burgery, czyli kanapki z kotlecikami z soczewicy.

Nareszcie wiosna przygrzała słońcem. W piękny weekend wybraliśmy się na dwie wycieczki. Najpierw była to przejażdżka rowerowo- rolkowa, to znaczy ja na rolkach a On na rowerze :) Druga wyprawa odbyła się w pobliskie góry, zdobyliśmy Velky Javornik z Frenstadu pod Radhostem. W takie dni potrzebne są pożywne, piknikowe przekąski. Mój kochany zamówił burgery, a że jest wegetarianinem, to nie mogły oczywiście zawierać typowego kotleta Muszę przyznać, że dla mnie osobiście to ulga, bo nie lubię mielonego mięsa pod każdą postacią. Tym razem kotlety powstały z połączenia kaszy, soczewicy i marchewki. Wszystko zapakowane w pyszną pszenną bułeczkę i w towarzystwie warzyw. Samo zdrowie, prawda?

Oprócz burgerów zawsze przydają się nam zbożowe ciasteczka lub batoniki, no i oczywiście jabłuszka lub banany. Często w czasie wycieczki korzystamy z dobroci lodziarni, bo jak już wspominałam, jestem prawdziwym lodo-żercą. Natomiast w Czechach, jeśli na szczycie góry jest barek, to najpewniej będziemy pić kofolę. Ktoś zna ten czeski napój? To nic innego jak czeska coca-cola ale o wiele smaczniejsza. Przy pierwszym z nia kontakcie każdy ma niewyraźną minę. Ale już drugi łyk jest bardzo przyjemny. O ile nie piję żadnych kolorowych, smakowych napoi, o tyle jedyne o czym myślę w trakcie wspinania się na górę jest piękny widok i KOFOLA. Śmieszne :)

Po drodze widziałam pełno małych ślicznych kwiatuszków i ładne pokrzywy. Muszę, się zebrać w sobie i coś wreszcie przygotować z rarytasów z łąk i lasów

Przejdźmy do przepisu na burgery. Są one odpowiednie zarówno jako przekąska w podróży jak i szybki lunch w pracy.



Wegetariańskie burgery

4 łyżki czerwonej soczewicy
4 łyżki kaszy kukurydzianej (o średnio grubych ziarnach)
1 średnia marchewka
4 łyżki bułki tartej
1 jajko
1 czubata łyżka curry
1 łyżeczka masła orzechowego
sól, pieprz
olej do smażenia

Soczewicę ugotować do miękkości w około 3/4 szklanki wody z dodatkiem curry. Można dodać więcej wody, jeśli się za szybko wygotuje.
Kaszę ugotować w podwójnej ilości wody z dodatkiem szczypty soli. Kaszę gotujemy ok 10 min często mieszając. także w razie konieczności dodając odrobinę wody. Należy pilnować by kasza się nie przypaliła.
Gotową soczewicę i kaszę studzimy, po czym mieszamy w 1 naczyniu. Dodajemy starta na drobnej arce marchewkę, jajko, masło orzechowe i bułkę tartą. Doprawić do smaku wedle upodobań. Masa musi mieć wyrazisty smak, by kotlety nie wyszły mdłe. jeśli jest zbyt luźna, dodajemy więcej tartej bułki.
Formujemy niewielkie kotleciki rękoma zmoczonymi wodą. Dzięki temu masa nie będzie się przyklejać do dłoni. Smażymy na rozgrzanym tłuszczu po kilka minut z każdej strony.
Odsączamy na papierowym ręczniku z nadmiaru tłuszczu i podajemy.

Kotleciki są miękkie w środku z chrupiącą skórką. Świetnie pasują zarówno jako kotleciki do burgerów jak i  dodatek do obiadu. Można je także zamrozić, a potem podgrzać w piekarniku
My pierwszą część kotletów zjedliśmy z bułką posmarowaną masełkiem i z dodatkiem ogórka, pomidora, papryki, salaty i tymianku. Reszta kotletów trafiła innego dnia na talerz razem z pełnoziarnista kaszką kus-kus i wiosenną mieszanką sałat.

Smacznego!

niedziela, 12 lutego 2012

Kotlety gryczane na puree z czerwonej kapusty w towarzystwie aromatycznej białej rzodkwii. Wegetariański obiad w stylu fussion.

Kombinuję i kombinuję co by tu przygotować na zimowy obiadek. Potrzebujemy czegoś sycącego i rozgrzewającego. Staram się ostatnio korzystać z warzyw, do których mam dostęp bez korzystania ze sztucznych upraw. Wiąże się to z ograniczeniem ogórków, pomidorów i teko typu składników, które są charakterystyczne dla wiosny i lata ale na pewno nie dla zimy. Co mamy do wyboru? Ziemniaki, warzywa korzeniowe jak marchew, buraki, pietruszka, seler, kapustne- czerwona biała, a zwłaszcza kiszona, dynia, kalafior, rzepa, kalarepa. Z owoców można wybrać te z eksportu, ale wciąż sezonowe- owoce cytrusowe, oraz nasze polskie jabłka i gruszki przechowywane w chłodniach. Gdy tylko mam dostęp do zamrażarki w domu rodzinnym, wyjadam zapasy mrożonych truskawek, śliwek, wiśni i borówek amerykańskich z naszego sadu i ogrodu. Poza tym pałaszuję zapasy ze spiżarni, które wożę ze sobą do Czech i ochoczo rozdaję najbliższym. Nieskromnie wspomnę, ze wiele moich koleżanek moje dżemiki i przetwory uwielbia :)


Wróćmy do obiadu. ten dzisiejszy składa się z kotleta- ale wegetariańskiego, puree- ale nie ziemniaczanego- a kapustnego i dodatku po części z Azji- białej rzodkwi (daikon). Oto przepis:

Kotlety gryczane podane na  puree z czerwonej kapusty w towarzystwie duszonej białej rzodkwi.


Składniki  na 4 osoby:

Kotlety gryczane ( ok 12 sztuk)

200 g kaszy gryczanej
pół szklanki płatków owsianych
pół bułki razowej (lub grahamki, kajzerki)
1 duża cebula
1 duże jajko (lub 2 małe)
4 łyżki posiekanej natki pietruszki
5 małych pieczarek
2 łyżki otrąb owsianych (lub bułki tartej)
sos sojowy,
3 ziarenka pieprzu,
4 ziarenka ziela angielskiego,
1 listek laurowy
olej do smażenia

Przygotowanie:
Płatki owsiane zalej ciepłą wodą i odstaw by zmiękły. Namocz także bułkę.
Kaszę gryczaną ugotuj na półsypko w wodzie z dodatkiem łyżeczki sosu sojowego i ziół. Odstaw do ostygnięcia- wyjmij ziarna pieprzu, ziela angielskiego i listek laurowy.
Cebulę pokrój drobno i zeszklij lekko na oleju, dodaj pokrojone drobno pieczarki i podduś razem kilka minut. Dopraw odrobiną soli i dużą ilością pieprzu.
Do przestudzonej kaszy dodaj namoczone płatki owsiane, odciśniętą bułkę, cebulę z pieczarkami, jajko i natkę pietruszki. Wszystko dokładnie wymieszaj. Jeśli masa jest rzadka dodaj do niej otręby lub bułkę tartą. Jeśli jest zbyt gęsta, możesz wbić jeszcze jedno małe jajko. Dopraw sosem sojowym i pieprzem do smaku. Możesz też dodać ulubione zioła- np. oregano, majeranek a także estragon, lub chili.
Na patelni rozgrzej olej. kotleciki wykładam na patelnię łyżką. Smażę po kilka minut z obu stron, odsączam z tłuszczu na papierowym ręczniku.
Gotowe kotleciki odgrzewam w piekarniku. Jeśli chcę je podać od razu każdą partię od razu przykrywam folią aluminiową by nie wystygły.

Puree z czerwonej kapusty.

1/2 główki niedużej czerwonej kapusty
mała czerwona cebula
małe obrane jabłko
sok z połowy cytryny,
2 łyżki oliwy
pieprz
1/2 łyżeczki cynamonu
garść rodzynek

Przygotowanie:
Namoczyć rodzynki w wodzie.
Kapustę drobno poszatkować, wrzucić do garnka i zalać wrzącą wodą do 3/4 objętości, gotować bez przykrycia ok 7 minut. Kapusta nie może być surowa, ale nie powinna całkowicie zmięknąć.
Kapustę osączyć na durszlaku, wrzucić do miski i jeszcze ciepłą polać sokiem z cytryny. Sygnałem do tego, że już dość soku jest gdy kapusta osiągnie ładny czerwonofioletowy kolor.
Do kapusty dodać starte jabłko, przyprawy, rodzynki i oliwę. Zmiksować całość przy pomocy malaksera lub blendera do konsystencji puree. W razie potrzeby doprawić do smaku i przed podaniem lekko podgrzać w rondelku uważając by masa się nie przypaliła.


Duszona biała rzodkiew z sosem sojowym.

1 korzeń białej rzodkwi (daikon)
kilka łyżek sosu sojowego
kilka łyżek oliwy

Przygotowanie:
Rzodkiew pokrój w ok 1,5 cm plastry. W szerokim rondlu rozgrzej oliwę i połóż na niej plastry rzodkwi. Podsmaż aż się lekko zarumieni, przewróć każdy plaster na drugą stronę i całość obficie polej sosem sojowym. Zmniejsz ogień, przykryj i duś przez ok 5 minut. Uważaj by rzodkiew się zanadto nie przypaliła. Sos sokowy się lekko skarmelizuje i nada rzodkwi pięknego brązowego koloru.

Podanie:
Na talerz wykładamy dużą porcję puree z kapusty, układamy na nim gryczane kotlety 2-3 sztuki, obok układamy plastry duszonej rzodkwi. Dla koloru można całość udekorować listkami rucoli, natką pietruszki lub szczypiorkiem. Gotowe!
Smacznego!