Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 maja 2016

Zdrowe Muffinki z ksiązki White Plate na wiosenny piknik w parku/ Healthy muffins from "White Plate" book for a spring-picnic in the park

Dobra ksiażka kucharska to prawdziwy skarb. W każdej chwili, gdy potrzebujesz szybko przepisu na coś co chcesz ugotować lub upiec, mozesz do niej w ciemno zajrzeć. Właśnie taką książkę znalazlam.

Kupiłam "White Plate. Słodkie" Elizy Mórawskiej, ponieważ zawsze lubiłam blog/ stronę internetową autorki. Wypróbowanie jej przepisów to była prawdziwa przyjemność.

Na pierwszy ogień poszła Polska Szarlotka, która ukradła kilka serc w pracy mojego męża. Musiałam na szybko, w ostatniej chwili upiec coś na "wkupne" w jego nowym miejscu pracy.
Później wypróbowałam bezą, która uświetniła urodziny mojego ukochanego i szybko zorientowałam się, że wszystkie przepisy są wspaniałe.

Któregoś słonecznego dnia urządziłyśmy sobie z koleżankami z Graz mały piknik w parku. Słonko nas rozpieszczało swoimi ciepłymi promykami, więc starałam sie korzystać z takiej przyjemnosci tak dużo jak się da. Większosć czasu spędzaliśmy z moim maluchem na zewnątrz, w parku, na placu zabaw, nad rzeką, obojętnie gdzie, byleby na słonku. Piotruś już kocha wszystkie huśtawki, zjeżdżalnie, piaskownice z piaskiem i kamykami (które pasją pożera... na szczęście nie połyka...). Jak każdy maluch, szuka skarbów w trawie, w krzakach i w każdej dziurze. Nie należę do mam sterylnych i nadopiekuńczych, wiec pozwalam mu poznawać świat tak jak mu to odpowiada, obserwując jedynie by nie zrobił sobie krzywdy.

Na piknik zabrałam cały koszyk pełen dobroci dla każdego z nas: kocyk, butelka z lemoniadą z pomarańczy i mięty, przekąski dla maluchów i zdrowe smakołyki dla mam.

Uwielbiam piec babeczki i mufinki, bo ich pieczenie jest ekspresowe i banalnie proste. Zazwyczaj, po prostu improwizuję i łączę przeróżne składniki, jakie akurat mam pod ręką, bazując na podstawowym przepisie na babeczki. Ale tym razem chciałam by były idealne, więc zajrzałam do książki kucharskiej. Oczywiście, książka White Plate" i tym razem mnie nie zawiodła. Babeczki miały idealną fakturę, były lekko puszyste ale i treściwe, o pięknym kolorze i wspaniałym smaku. Tak, były na prawdę pyszne, a do tego zdrowe :) Przysmak idealny.

Żeby babeczki mogły zjeść też maluchy, cukier w przepisie zastąpiłam syropem daktylowym z bardzo pozytywnym efektem smakowym.

Już nei mogę się doczekać kiedy wyprobuje kolejne przepisy z "White Plate. słodkie"...


......................................................................................................................................

A good cooking book is like a treasure. You can use it each time you need a fast tip how to cook or bake something you wish to do. I found one.

I bought "White Plate. Słodkie" by Eliza Mórawska cause I loved the authors blog/website from a very long time. Trying out those resipes was a real pleasure.
At first I used the recipe for Polish "Szarlotka" (apple pie), which stold some hearts of my husbands coworkers. Next was meringue for my husbands birthday and soon I realise that they are all amazingly good.

One  sunny day me and my new friends from Graz had a small picnic in a park. The weather was spoiling us with very a nice temperature and big amount of sun so I was trying to enjoy it as much as I could. Me and my baby boy spend lots of time outside in the park or in the playground.
My kid loves already all kinds of swings, slides and off course sand and rocks (also as a snack)
He is also a small explorer looking for some treasures in the grass or between bushes.

For the picnic, I went to the park equiped with a picnic planket and a bascket fool of goods for us all. A bottle of simple mint and orange lemonade, some small snacks for babies, and healthy treats for mummies. :)

I love baking muffins and cupcakes. They are so easy and fast to make. Usually, I just improvise and combine all the ingredients more or less, depending on what I have in my fridge and drawers.
This day I had very little time and my muffins had to be perfect so I used the recipe from the book. There was no disapointment when I took them out of my oven. perfect sructure, great taste, nice colour.... yes they were deliscious AND healthy. :)

I used much less sugar then originally in the recipe, so even kids could enjoy some of that treat.
I can't wait to test the rest of cakes and cookies from "White Plate. słodkie" (sweet)





Muffinki jak batoniki

ok. 10-12 sztuk

ciasto:
150 g mąki pszennej (ja użyłam pełnoziarnistą)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
2 jajka
120 g cukru (dałam kilka łyżek syropu daktylowego)
1/2 opakowania cukru waniliowego (pominęłam)
1 łyżeczka cynamonu
1 małe jabłko obrane i starte na tarce
120 g startej marchwi
80 ml oleju słonecznikowego
50 g dowolnych orzechów
50 g rodzynek
30 g wiórków kokosowych (zastąpiłam mąką migdałową)

kruszonka*:
30 g masła
40 g mąki
10 g cukru
20 g płatków owsianych błyskawicznych
10 g pestek słonecznika
10 g sezamu
1 łyżka miodu
1 łyżeczka wody
1 łyżeczka oleju słonecznikowego

Wykonanie kruszonki:  Wsypać wszystkie składniki do miseczki. Mieszać łyżką, aż porobią się grudki. Odstawić.

*bardziej tradycyjna kruszonka pełnoziarnista z otrębami owsianymi tez świetnie pasuje

Ciasto:
W jednej misce połączyć sypkie składniki: mąkę, proszek do pieczenia, sól i cynamon. W drugiej misce ubić jajka z cukrem(syropem), ubijając powoli dodać olej a na końcu połączyć z jabłkiem i marchewką. Ja orzechy i rodzynki wrzuciłam najpierw do sypkich składników żeby trochę się obtoczyły w mące. Na końcu łączymy wszystkie składniki muffinek, tylko chwilkę, by się połączyły. Ja uznałam że masa jest trochę za gęsta, więc rozrzedziłam ją kilkoma łyżkami soku jabłkowego.

Ciasto wlać do formy na muffiny. Autorka poleca by wysmarować je masłem lub olejem, a ja po prostu używam papilotek papierowych lub silikonowych. Na wierzch każdego muffina wsypać kruszonkę. W muffinkach przeznaczonych dla maluchów kruszonkę pominęłam.
Wstawić muffiny do nagrzanego do 170 stC piekarnika i piec 25 minut. Stopień upieczenia sprawdzić patyczkiem- gdy będzie suchy, muffinki są gotowe.

Po wyjęciu  piekarnika ostudzić na kratce. Podobno najlepiej smakują następnego dnia (nie zdążyłam spróbować;) )

Muffins like muesli bars with a crumlbe topping

Muffins:
150 g of flour (I used wholegrain flour)
1 tsp baking powder
pinch of salt
2 eggs
120 g  sugar ( I used 3 Tbsp of date syrup)
1 Tbsp vanilla sugar
1 tsp cinnamon
1 little apple (peeled and grated)
120 g carrot (peeled and grated)
80 ml sunflower oil (or any other cooking vegetable oil)
50 g nuts (any kind you like)
50 g rasins
30 g coconut shreds ( I used almond flour)

Crumble topping:
30 g butter
40 g flour (preferably whole grain)
10 g subar (non refined)
20 g oat bran
10g sunflower seeds
10 g sesam seeds
1 Tbsp honey ( I skipped that)
1 tsp water
1 tsp vegetable oil

For the crumble topping:

Combine all the dry ingredient  and rub in the butter until clumpy with your fingertips. Set aside.

For the muffin mix:

Heat oven to 170C
Sift the flour combided with baking powder, cinnamon and salt. Beat eggs with sugar (syrup) and vanilla sugar, add oil and in the end also apple and carrot,  beat until just combined  Combine with nutts and coconut and finally throw the flour mixture in. Mix gently, and not too long, until just smooth.

In my opinion the batter was a little bit to thick, so I added couple tablespoons of apple juice.

Line muffin tray with paper muffin cases. You will probably have 10 to 12 muffins. Fill muffin cases two-thirds full and put some crumble on top of each one. I skipped crumble topping in few muffins meant for kids. 
Bake for 20-25 mins, until  skewer inserted in the middle comes out clean.
Transfer the muffins to a wire rack to cool completely.
They are best served the next day. (We never had opportinity to check that :) )


piątek, 13 września 2013

Piekę, uczę się, szukam swojego miejsca...



Ciężko wrócić do pisania po tak długiej nieobecności.

Całe wakacje obfitowały w wiele wydarzeń kulinarnych, zawodowych i osobistych.





Szukam swojego miejsca w Warszawie. Porzuciłam mieszkanie w Czechach z moim NARZECZONYM :) na rzecz poszukiwania zajęcia dla siebie, rozwijania swoich pasji, doskonalenia umiejętności, samodoskonalenia siebie. Niestety opłacam to straszliwą tęsknotą, która objawia się w różnych porach dnia i nocy... momentami robię się strasznie sentymentalna, wzruszają mnie zwykłe rzeczy itp. itd... ciężko jest być ze sobą na odległość...


Od dłuższego czasu staram się wystawiać moje wytrawne i słodkie wypieki w formie tart na LeTargu i w innych miejscach. Cieszy mnie fakt że smakują one moim klientom i sprzedają się całkiem dobrze. Są gorsze i lepsze dni, ale od czegoś trzeba zacząć.
LeTarg w Wilanowie ma świetną miejscówkę, odwiedzają nas nie tylko wspaniali producenci ale i mieszkańcy, przyjezdni i celebryci. Jeśli chodzi o wystawców to niezmiennie zachwycam się stoiskiem serowarskim, wędlinami Wasąg, chlebami, niezwykłym wyborem oliwek, dżemów, oliwami, wspaniałą kawą w Nomada Cafe, warzywami, owocami, ziołami, lodami i innymi smakołykami.
przynajmniej połowę mojego utargu wydaję na samo jedzenie na LeTargu. Ale przynajmniej wiem co kupuję, moge porozmawiać ze sprzedawcami, mogę popróbować co kupuję i wiem, ze są to rzeczy przygotowane bez chemii, tradycyjnie i z pasją. Od LeTargu można się uzależnić :)

Wakacje spędziłam w kilku miejscach. Warszawa- Kraków-Poznań-Czechy-Słowenia- Włochy, ale o tym innym razem :)



A na koniec, to jeszcze odwiedziliśmy Wenecję. Miasto do którego pojechałam dokładnie 5 lat temu na wielkanocną wycieczkę. Poznałam wtedy najukochańszą osobę w moim życiu... mojego Damiana... A w tym roku przy okazji wyjazdu do graniczącej z Włochami Słowenii, po przejechaniu 200 km autostradą, niemałych problemów ze znalezieniem parkingu, sprintem między tłumem turystów, po dotarciu do Gran Canale i wkroczeniu na most Rialto... oficjalnie przyjęłam śliczny złoty pierścionek z diamentem i stałam się narzeczoną pana Damiana :D A w związku z tym rozpiera mnie radość ogromna :)



Wracając do warszawskich LeTargów, to od zeszłego tygodni, pojawia się również w SOHO. W ostatnia sobotę odbywał się atm piknik Male Men i fajny Targ Designerski z ciuchami , biżuterią i wyposażeniem wnętrz. Mam nadzieję, że LaTarg  fajnie przyjmie się w tym miejscu i będzie ściągał dużą ilość klientów.

A już w piątek zabieram się za pichcenie. Mam zamiar przygotować ok 13-15 tart w większości wytrawnych. Gorąco zapraszam na LeTarg do Wilanowa. Nie może Was tam zabraknąć w sobotę między 9 o 15.

Przybywajcie!

Zapraszam!

wtorek, 11 czerwca 2013

Wegańska tarta z czereśniami i truskawkami. Tarty na Zdrowie z Moniczką w Dniu Dobrych Smaków


Ta niedziela była na prawdę pyszna. Oba dni kręciły się wokół gotowania, pichcenia, pieczenia, degustowania, próbowania i jedzenia.

Był czas na Szkołę na Widelcu, był czas na inne warsztaty, pokazy, dyskusje i filmy kulinarne. Nie zabrakło na prawdę DOBRYCH SMAKÓW a to wszystko dzięki organizatorom Dnia Dobrych Smaków z LaTargiem i Nowym Fortem. Zaproszono wielu fajnych wystawców- dobrych polskich producentów serów, wędlin, pieczywa, przetworów, alkoholi i gotowych dań. W niedzielę każdy mógł znaleźć coś pysznego i zdrowego dla siebie i całej rodziny w Nowym Forcie i na uliczkach do niego prowadzących. Gości nie wystraszyła nawet niesamowita ulewa, istny Armagedon z gradobiciem błyskawicami i potopem jaki nawiedził Warszawę. Wcale mnie to nie dziwi, bo jedzenie, warsztaty i atmosfera były tam niesamowite.



Muszę się pochwalić że ja też gościłam w tym dniu jako wystawca. W piątek przyjechałam do Warszawy, w sobotę do 15 byłam na warsztatach z dzieciakami,a wieczorem i nocą zamęczałam mój piekarnik wkładając do niego kolejne wypieki.  Zależało mi by moje tarty były nie tylko smaczne ale i zdrowe, takie jakie sama podałabym mojej rodzinie i przyjaciołom. Używałam świeżych warzyw od moich zaufanych dostawców z targu w Pruszkowie, mąk, które kupiłam w Kooperatywie KupPanCegłę, tofu i mleka roślinnego przywiezionych z Czech, dobrej oliwy i masła bez barwników i dodatków. A do tego dodałam magiczne składniki w formie owoców i ziół z mojego sadu i ogródka.




W ten sposób powstało prawie 10 różnych tart słodkich i słonych, także wegetariańskich i wegańskich.

Tarta na białym cieście z brokułem, wędzonym łososiem i śmietanowym sosem.
Tarta na białym cieście z wędzoną makrelą i sosem beszamelowym.
Tarta  szpinakowa z twarogiem na cieście pełnoziarnistym.
Tarta wegańska- gryczana z sosem pomidorowym, cukinią, cebulką i czosnkiem/
Tarta wegańska- z beszamelem pomidorowym z mleka owsianego z pomidorkami, cukinią i marynowanym tofu na pełnoziarnistym cieście z oliwa z oliwek.
Tarta  na cieście francuskim z sosem śmietanowym z dodatkiem sera pleśniowego i szparagami
Tarta  twarogowa z dużą ilością ziół i pomidorkami koktajlowymi.
Tarta sernikowa z czereśniami na pełnoziarnistym cieście
Tarta wegańska na cieście pszenno-owianym z dodatkiem płatków migdałowych z truskawkami i czereśniami.
Tartinki na słodko z z truskawkami.


 Ku mojej radości cieszyły się one wielkim powodzeniem, sprzedałam je bardzo szybko a i wysłuchałam wielu pochwał i głosów podziwu. Każdy ma w sobie odrobinę próżności, i tego dnia moja była bardzo podsycana :D Bardzo cieszę się, że zdecydowałam się wystawić z moimi tartami, że smakowały i spotkały się z tak pozytywnym odzewem. Bardzo jestem wdzięczna Zuzce Groniowskiej, organizatorce tego wydarzenia, twórczyni LeTargu, że dała mi szansę zaistnieć na szersza skalę.



Jeśli wrócicie o jeden post do tyłu to przeczytacie parę słów o warsztatach Szkoły na Widelcu jakie współprowadziłam tego samego dnia. Jest tam kilka zdjęć z dzieciakami i świetna ogórkowa lemoniada, oraz kilku wystawców uwiecznionych na fotografiach.
Kupilam parę fajnych specjałów, w tym Crema di Mandarino z Sycylii... już nie mogę się doczekać aż go otworzę.

Wrażeń na jeden weekend było wiele.

W takie dni życie jest piękne.

Na Dzień Dobrych Smaków przygotowałam w większości tarty wytrawne, ale dziś zaprezentuję przepis na tą słodką, dlatego że jest ona bardzo prosta i szybka do przygotowania. Na pewno znajdziecie chwilę, by ją przygotować w domu z dodatkiem sezonowych owoców. Ja użyłam czereśni i wiśni z mojego ogrodu.





Wegańska tarta pszenno-owsiana z czereśniami i truskawkami.

Spód:
200 g mąki pszennej tortowej
100 g otrąb owsianych
150 g margaryny
szczypta soli
kilka łyżek mleka owsianego
4 łyżki brązowego cukru
4 łyżki płatków migdałowych

ok 400 g świeżych owoców (u mnie truskawki i czereśnie)
2 łyżki bułki tartej
Dodatkowo: 2 łyżki cukru i 3 łyżki płatków migdałowych do posypania ciasta


Mąkę pszenną łączymy z otrębami solą, płatkami migdałowymi, cukrem i pokrojoną w kostkę margaryną. Rozdrabniamy szpatułką lub nożem do konsystencji kruszonki. Dodajemy po trosku mleka owsianego aż uzyskamy gładką kulę ciasta. Wkładamy je owinięte w folię do lodówki na 30 minut.

Owoce myjemy i przygotowujemy do ciasta- oczyszczamy z listków, pozbawiamy pestek.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 st C.

Ciasto rozwałkowujemy na koło o średnicy 4 cm większej niż forma. Krążek przekładamy delikatnie do formy i dociskamy w rogach, formujemy rant, odcinamy ewentualny nadmiar ciasta.
Tartę po wierzchu posypujemy bułką tartą i układamy na niej owoce jedne obok drugiego, ale nie bardzo ścisło. Całość posypujemy brązowym cukrem i płatkami migdałowymi.

Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 30-35 minut aż brzegi lekko się zarumienią a owoce puszczą dużo soku. Studzimy w formie.

Smacznego!


piątek, 31 maja 2013

Babeczki bez mąki i cukru- owsiane z kawą i do kawy



Miały z tego być ciasteczka, owsiane, małe i chrupiące, ale tak się rozkręciłam, że wyszły babeczki. Najważniejsze moje założenie zostało jednak zrealizowane. Nie użyłam do ich produkcji ani grama pszennej mąki i cukru. Do tego chciałam dykorzystać fusy, które zostały mi po parzeniu kawy w kawiarce. Taki kuchenny recycling :)

Mam słabość do deserów, więc gdy je przygotowuję, chcę by były jak najbardziej zdrowe. Czasem się udaje :) A co najważniejsze...nadal sa pyszne :) 

Moje babeczki zjedliśmy z korzennym kremem czkoladowym z pomarańcząod Towarów Niezwykłych.
Och, ale były bajeczne z delikatnym aromatem kawy...mniam.

Ostatnio znów dużo muzyki gra mi w uszach. Od jakiegoś czasu słucham namiętnie Emeili Sande ale i Piano Guys, Lindsey Stirling, Jamiego Cullum, ale dziś podzielę się z wami utworem z płyty, na którą bardzo czekam. Już 3 czerwca pojawi się „Kozmic Blues: Tribute To Janis Joplin” autorstwa Natalii 'Natu' Przybysz. Promuje go świetny singiel i teledysk w którym Natalia pojawia się razem ze swoją mamą. Zapadł mi mocno w serce.





Babeczki owsiane z kawą i miodem

3 szklanki płatków owsianych
1 jajko
1/2 szklanki mleka
50 g masła roztopionego
1 łyżka melasy trzcinowej
3 łyżki miodu
Fusy z kawy- użyłam krążka pozostałego po zapażeniu 15 g zmielonej kawy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki kakao

Jedną szklankę platków owsianych mielimy w młynku do kawy do postaci mąki.
Mieszmy ze sobą powstałą mąkę, płatki, kakao fusy z kawy i proszek do pieczenia. Jajko rozkłucamy i mieszamy z miodem i melacą. Masło rozpuszczamy i chłodzimy. Wlewamy wszystkie płynne składniki do sypkich i którko mieszamy.

Masę przekąłdamy do foremek na mufinki wyłożonych papilotkami do 3/4 ich wysokosci. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 190 st C. przez 20-23 minuty, aż patyczek z nie wbity wyjdzie suchy. Studzimy na kratce kuchennej.

Świetnie smakują z konfiturą, zwłaszcza taką z dodatkiem kakao.

Jeśli nie masz foremek do muffinek i papilotek, możesz swobodnie użyc małe filiżanki, ramekiny itp które wyłożysz dobrym papierem do pieczenia. Przykład TUTAJ


Smacznego!

środa, 17 kwietnia 2013

Ciastka pełnoziarniste z szałwią. Jest Wiosna, są warsztaty z dzieciakami, jest nowy FOOD&FRIENDS, jest dobrze :)

Wraz ze sporą dawką słońca i świeżego powietrza w moich żyłach krew znów zaczyna szybciej płynąć i jest co raz lepiej.

Święta Wielkanocne, choć spędzone z ukochanym zadziałały na mnie przygnębiająco. Nie dość że mróz, śnieg, wiatr i zimno, to nigdzie nie dało się wyjść na dłużej niż 30 minut. Dla mnie siedzenie w domu bez możliwości skorzystania ze świeżego powietrza, bez tych paru kilometrów biegiem, lub szybkim spacerkiem, bez kąpieli słonecznych... to czas bardzo ciężki. Ale zapomnijmy o tym.

Od tygodnia gości u nas prawdziwa WIOSNA!

Znów mogę biegać, jeździć na rowerze i cieszyć się słonkiem i ciepłym wietrzykiem. Świat staje się co raz bardziej kolorowy, pełen życia. Już nie mogę się doczekać prac w gródku. Ziemia jest jeszcze dosyć zimna, więc boję się coś do niej wsadzać. Nie minie jednak więcej niż 2 tygodnie a będę widzieć pierwsze pędy moich ziółek, może pierwsze kwiaty na drzewach w sadzie i listki rzodkiewki i sałat które mam zamiar wyhodować na początku.

Moje ziółka i salaty, tak samo jak kiełki na pewno przydadzą się na warsztatach, które zaczęłam prowadzić pod patronatem Szkoły na Widelcu. W niedzielne przedpołudnie spotykam się z dzieciakami w przedszkolu -Akademii Sztuk Dziecięcych na wspólne gotowanie, doprawianie, dekorowanie i smakowanie. Na razie nasze grono jest niewielkie, ale mam nadzieję, że z każdym tygodniem będzie przybywać więcej smakoszy.

Wczoraj spotkałam się z warszawskimi koleżankami blogerkami. Odwiedziłyśmy fajną, małą restaurację- winiarnię z chorwackimi winami. Był to dla mnie kolejny zastrzyk pozytywnej energii.

A do tego z samego rana pan z kiosku powitał mnie machając nowym wiosennym numerem Food&Friends. uwielbiam ten magazyn. Zawsze czytam go od deski do deski, podziwiam wszystkie zdjęcia, artykuły i relacje. Czasem próbuję także wykorzystać zawarte w nim przepisy. Dziś moją uwagę zwróciły propozycje użycia w kuchni młodych ziół i pokrzywy. Jak tylko pojawi się ona na polach, to na pewno pojawi się w naszym menu. Ale póki co muszę korzystać z zapasów zimowych.

Na strychowych belkach wiszą całe pęczki szałwii i sama już nie wiem co z nią robić. Dodanie szałwii do ciastek nagle stało się tak oczywiste :) Ciastka są przepyszne, kruchutkie i zdrowe. Szałwia świetnie działa na organizm, a mąka pełnoziarnista z otrębami to bogate źródło błonnika. Mąkę kupiłam w kooperatywie i jest niesamowita- bardzo bogata w otręby, grubo zmielona, wspaniała.

Takie ciasteczka nie są bardzo słodkie, świetnie pasują na poranną przekąskę, piknik lub do śniadaniówki. Pychotka.



Ciastka pełnoziarniste z szałwią
(inspirowane na herbatnikach z bazylią)

100 g masła
400 ml mąki pszennej pełnoziarnistej z otrębami (lub otrąb pszennych/owsianych)
200 ml mąki pszennej zwykłej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki cukru trzcinowego
szczypta soli
4 łyżki suszonej szałwii
150 ml mleka

W misce mieszamy wszystkie sypkie składniki. Dorzucamy do nich masło i siekamy całość dokładnie. Gdy masło jest dobrze rozdrobnione dodajemy mleko i szybko zagniatamy ciastko w kulę.
Mleko można dodawać stopniowo, aż uzyskamy gładką kulę.

Ciastu pozwoliłam odpocząć 15 minut w lodówce. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 200 st. C. Blachę wykładamy matą silikonową lub papierem do pieczenia.

Ciasto w dwóch turach wałkujemy na grubość ok 0.5 cm. Wycinamy ciastka i układamy je na blaszce. Nakłuwamy je widelcem i smarujemy odrobiną mleka. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku przez ok 12 minut, aż się lekko zarumienią.

Po wyjęciu z piekarnika studzimy i przekładamy do pojemniczka na ciasteczka.

wtorek, 26 marca 2013

Szybki sernik miodowy bez pieczenia z sosem z owoców leśnych.

Dziś mam dla was ekspresowy przepis polecany dla tych, którzy nie liczą kalorii.

Pomysł na sernik bez pieczenia zrodził się w mojej głowie, gdy zobaczyłam na półce kubełek z mascarpone. Uwielbiam ten serek (jak prawie wszystko co włoskie), ale wiem ile skrywa w sobie tłuszczu i kalorii, więc najczęściej omijam go szerokim łukiem. Trzeba jednak przyznać, że jego wspaniała, kremowa konsystencja i cudowny delikatny smak mogą przyprawić o dreszcze.

Mascarpone wykorzystuje się do tiramisu, deseru, który zdobędzie każde podniebienie. Jednak myślę już o świętach, a one w ogóle nie kojarzą mi się z tiramisu. Wymyśliłam, że zrobię z niego sernik.
Zależało mi na tym by był on jak najbardziej prosty, a zarazem wyjątkowy. Nie za bardzo słodki, ale nie mdły. I stało się. Narodził się sernik miodowy z sosem z malin i borówek na spodzie ciasteczkowym.

Niebo w gębie.

Nie wymaga pieczenia. Nie zawiera wielu składników. Nie jest wymagający w przygotowaniu. Prościzna.



Sernik miodowy z mascarpone z sosem z owoców leśnych

(dla 4 osób)

500 g mascarpone
3 łyżki miodu (użyłam wrzosowego)

10 herbatników
50 g masła
1 łyżka miodu

1 szklanka mrożonych malin
1/2 szklanki mrożonych borówek amerykańskich (lub innych owoców leśnych)
ew. 1 łyżka miodu

kilka malin do dekoracji

Ciasteczka rozdrabniamy w malakserze do konsystencji bułki tartej. Dodajemy do nich stopione masło i miód. Dokładnie mieszamy.

Mascarpone mieszamy z miodem o wyraźnym smaku.

Do przygotowania serniczków użyłam małych 6 cm obręczy. Tacę wykładamy papierem do pieczenia i ustawiamy na nich obręcze.

Tworzymy spód sernika wykładając dno obręczy masą ciasteczkową. Następnie przekładamy do obręczy masę mascarpone i wygładzamy wierzch. Wstawiamy do lodówki na minimum 2 godziny.

Serniczki możemy także przygotować w pucharkach lub szklankach ale wtedy nie będziemy ich wyjmować.

W międzyczasie wstawiamy mrożone owoce do garnuszka z grubym dnem i smażymy aż puszczą soki, rozgotują się i powstały w ten sposób sos lekko zgęstnieje. Można go dosłodzić miodem jeśli używamy kwaśnych owoców. Sos powinien być jednak lekko kwaskowy, by dać wyraz deserowi.

Przed podaniem serniczki wystawiamy z lodówki na 5 minut i delikatnie przekładamy na talerzyki i zdejmujemy obręcze. podajemy z łyżką sosu i dodatkową jego porcją w dzbanuszku. Dekorujemy rozmrożonymi malinami.

Smacznego!

wtorek, 12 marca 2013

Babka sezamowo - czekoladowa z masłem orzechowym z KUKBUKa

Pierwszy przełom w magazynach kulinarnych w Polsce w mojej opinii nastąpił dwa lata temu. Wtedy właśnie na rynku pojawił się pierwszy numer FOOD&FRIENDS. Piękne zdjęcia, ciekawi goście, wspaniałe potrawy, interesujące miejsca, trendy kulinarne i restauracyjne, to jego cechy charakterystyczne. Zawsze czytam go od deski do deski, wielokrotnie wracam na jego strony, podziwiam piękne fotografię i marzę o podróżach w opisywane miejsca. Jedyny problem z Food&Friend jest taki, że często prezentują bardzo skomplikowane potrawy a opis ich wykonania bywa niepełny i niejasny. Niemniej jednak, nie przeszkadza mi to w lekturze, bo i tak nie podjęłabym się przyrządzania większości z nich.

Na moim biurku leży w tej chwili kolejny znakomity magazyn kulinarny KUKBUK. On również zachwycił mnie od pierwszego numeru. Przyciągają mnie do niego świetne zdjęcia często przedstawiające jedzenie w nietypowych aranżacjach. Chętnie czytam także wywiady i artykuły, ale przede wszystkim pochłaniają mnie przepisy. KukBuk o wiele lepiej dba o swojego czytelnika. Przepisy są proste, jasne i klarowne, co zupełnie nie znaczy że nieciekawe, wręcz przeciwnie. Jestem pewna, że byłabym w stanie przygotować każdą propozycję kulinarną autorów magazynu i prawdopodobnie to uczynię.

KukBuk zdecydowanie trafia w moje gusta kulinarne. W drugim numerze moją uwagę zwrócił temat chlebów, bo od ponad pół roku sama je piekę. Chętnie spróbuję propozycji Roberta Trzópka na "Mistrzów drugiego planu"- zimowe warzywa. Za to szczególne wyróżnienie należy się licznym przepisom i kompozycjom wielkanocnym. Jest w nich odrobina tradycji, ale i świeżość, nowe trendy i wspaniałe smaki.

Ja tez już myślę o świętach i w trakcie komponowania menu szukam inspiracji także w magazynach kulinarnych.Dziś przyszedł czas na wypróbowanie przepisu na babkę. Pochodzi on z drugiego numeru KukBuk'a i tam go znajdziecie (ma 172 stronie). "Babka sezamowo- czekoladowa z masłem orzechowym" jest bardzo prosta w wykonaniu, świetnie rośnie i fajnie smakuje. Moim zwyczajem zamieniłam w niej zwykłą mąkę na pełnoziarnistą, a biały cukier na trzcinowy nierafinowany. Pychota.



Cieszę się, że zamówiłam prenumeratę KUKBUK, bo nie dość, że dostaję go pod same drzwi, to jeszcze otrzymałam w prezencie świetny notes na przepisy. Aż mi się uszy trzęsły jak go przeglądałam. Z niecierpliwością czekam na kolejne numery obu magazynów. Cieszę się, że wreszcie drukowane są w Polsce gazety dla fanów jedzenia i gotowania na tak wysokim poziomie. Moim skrytym marzeniem jest móc kiedyś współtworzyć takie cudo.
 Moja wersja Babki Wielkanocnej

4 jajka
1 szklanka cukru brązowego
1 1/3 szklanki mąki pełnoziarnistej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
80 g masła roztopionego
75 ml gęstej śmietany (12%)
2 łyżki kakao
2,5 łyżki pasty tahini
czarny sezam do dekoracji

3/4 szklanki orzeszków ziemnych
11 łyżka oleju roślinnego
1 łyżeczka cukru

Jajka ucieramy z cukrem na puszystą masę. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia. Rozpuszczone i ostudzone masło łączymy ze śmietaną. Do utartych jajek dodajemy na przemian mieszankę mączną i maślaną- na 3 tury, ciągle ucierając.
Gotową masę dzielimy na pół. Jedną część mieszamy z tahini a drugą z kakaem.

Formę do babki smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st C.

Ciasta wlewamy do formy na zmianę, dzięki czemu wewnątrz po wyrośnięciu powstanie wzorek.
Pieczemy ok 50-60 minut aż patyczek wkłuty w ciasto wyjdzie suchy.

Babkę odstawiamy do ostygnięcia.

Orzechy miksujemy z cukrem i olejem w blenderze, lub ucieramy dokładnie w moździerzu.
Ostudzoną babkę smarujemy powstałym masłem orzechowym i dekorujemy sezamem.

Smacznego!







sobota, 9 marca 2013

Zdrowa przekąska. Batoniki owsiane z daktylami - Flapjaks.

Mój ukochany zażyczył sobie ciastek owsianych. Nie chciałam po raz setny powtarzać starych przepisów, więc postanowiłam poszperać w moich książkach kucharskich.

Byłam pewna, że znajdę jakiś przepis na owsiane wypieki w książkach brytyjskich autorów. Oczywiście, nie pomyliłam się. Zaciekawił mnie bardzo prosty przepis z książki Jamesa Martina "The great British Village Show Cookbook". Tak na marginesie, to kupiłam ją jakiś czas temu w secondhandzie :)
Autor napisał o tych ciasteczkach w ten sposób: "In northern parts of the UK I've heard this called nutty flip. Whatever name you use, flapjacks are the best baked in advance." A więc spokojnie możemy upiec mnóstwo tych batoników, by doczekały tych dni kiedy mają stać się smaczniejsze :) bo na prawdę szybko znikają...

Te ciastka- batoniki można upiec by służyły jako przekąska w czasie wycieczki, ale znajdą zaszczytne miejsce w dziecięcej i waszej osobistej śniadaniówce i puszce ze śniadaniowymi ciasteczkami. Są pełne błonnika i składników odżywczych pochodzących z płatków owsianych. Dodatek suszonych owoców czy czekolady, na pewno sprawi że będę zastrzykiem energii. Taka przekąska zaspokaja ochotę na coś słodkiego, jest sycąca i po prostu pyszna.

Oryginalny przepis odchudziłam według mojego uznania, a i tak batoniki wyszły bardzo słodkie. Wariacje na temat flapjacks można mnożyć i mnożyć urozmaicając je wieloma dodatkami. Możemy dorzucić do nich wszelkie suszone owoce, orzechy i kawałki gorzkiej czekolady.

 James proponował batoniki czekoladowe z imbirem z syropu. Na stronie BBC FOOD znalazłam przepis Nigela Slatera i Lorrein Pascale. Moja kompozycja to kombinacja tych wszystkich trzech propozycji.

Batoniki są fajnie chrupkie i lekko ciągnące zarazem. Moje, choć bez cukru są dość słodkie. Do ich wykonania użyłam wspaniałych daktyli podsuszanych które kupiłam na perskim stoisku w czasie LeTargu. Są mięciutkie, naturalnie suszone, a nie wyschnięte na wiór jak można czasem znaleźć na sklepowych półkach. Te daktyle dosłownie rozpływają się w ustach...



Batoniki owsiane z daktylami- Flapjakcs

200 g płatków owsianych
100 g masła
100 ml miodu (lub syropu klonowego)
100 g daktyli
1/2 szklanki migdałów
1/2 szklanki wiórków kokosowych

Masło rozpuszczamy w rondelku razem z miodem. W misce mieszamy wszystkie sypkie składniki- płatki, posiekane migdały i wiórki kokosowe. Daktyle pozbawiamy pestki i kroimy na male kawałki. Daktyle i masło z miodem dodajemy do płatków, dokładnie mieszamy.

Niewielka blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Przekładamy do niej wymieszane składniki i dobrze dociskamy. Formę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 st. C. Pieczemy przez 25 minut aż masa lekko się zarumieni.

Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy na 15 minut do przestygnięcia. Kroimy całość na niewielkie batoniki i zostawiamy by całkowicie ostygły.

środa, 6 marca 2013

Expo Sweet. Targi na które jeszcze wrócę...



W lutym, a dokładniej 19-21 lutego w Warszawie po raz piąty odbyły się targi Gastro Sweet. Zapraszani na nie są producenci i dystrybutorzy branży cukierniczej, piekarskiej i lodziarskiej. Dowiedziałam się o nich za pośrednictwem Gastrofazy, w której u Pawła Lorocha gościł Janusz Profus Maestro czekolady u Wedla, który powołał do istnienia to wydarzenie.



Jak na miłośnika jedzenia, a przede wszystkim słodyczy i lodów przystało, wybrałam się tam we wtorkowe południe.  Od wejścia zadziwiła mnie liczba wystawców i produkty jakie prezentowali. Lody, torty, ciasta, ciasteczka, napoje, wszelkie maszyny pomocne w cukierniach i lodziarniach, stoisko kawowe, dodatki i ozdoby do ciast i ciasteczek. Mnogość kolorów i smaków prawie przytłaczająca. By przejść całą halę targową, popróbować niektórych wytworów, porozmawiać niektórymi wystawcami poświęciłam kilka godzin.





Ale jak pyszne były to godziny, to wiem tylko ja... Zachwyciły mnie przede wszystkim lody. Za ich sprawą przeniosłam się znów do mojej ukochanej Italii. Wielu wystawców prezentowała kolorowe, pięknie przyozdobione witryny lodowe z bardzo smacznymi lodami o idealnie kemowej konsystencji. Jednym słowem znalazłam się w lodziarskim raju. Kilka firm szczególnie mnie zachwyciło i marząc o własnej kawiarni wzięłam od nich kontakty. Kto wie, może kiedyś się przydadzą. nich zdjęcia mówią same za siebie...












Stoiska cukiernicze wyróżniały się pięknie przyozdobionymi ciastami, ciasteczkami i tortami okolicznościowymi. Wszystkie niezaprzeczalnie bawiły oczy, ale nie wzbudziły już tak bardzo mojego zainteresowania. Gdy będę miała możliwość serwować słodkości w kawiarni czy restauracji, to będę to robić samodzielnie, na pewno nie z gotowych półproduktów. Ale muszę przyznać, że dekoracje i prezentacja ciast były dla mnie bardzo inspirujące.







Jeszcze bardziej zauroczyły mnie torty przygotowane na konkurs. Specjalnie przyjechałam na targi trzeciego dnia by dowiedzieć się kto zdobędzie główną nagrodę. Wygrało piękno w prostocie. Wszystkie tory miały w sobie "to coś", ale niektóre były ewidentnie przeładowane i przegrały przez mnogość ozdób. Przerost formy nad treścią. Wygrał także mój faworyt oceniony jako najpiękniejszy zarówno przez Jury jak i przez publiczność.





Zwycięzca

Na targach odbywało się kilka ambitnych konkursów, jak również miały miejsce specjalistyczne wykłady i pokazy cukierników i baristów dla zwiedzających. Obserwowałam troszkę zmagań konkursowych pierwszego i ostatniego dnia, oraz podpytywałam baristów na stoisku kawowym. Wszystkie wydarzenia były bardzo interesujące i inspirujące.




Żałuję, że większość wystawców nie sprzedawała swoich produktów, szczególnie ci, którzy prezentowali dodatki do dekoracji, syropy smakowe masy cukiernicze itp. Ale co najważniejsze, mam do nich kontakty i nie zawaham się ich użyć w przyszłości :)









Za rok na pewno na targi wrócę. Żeby delektować się lodami, czerpać inspiracje cukiernicze, zdobyć kolejne kontakty i kto wie, może prowadzić rozmowy biznesowe. Was też zapraszam już za rok.