Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystawki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Co na zdrowy obiad? Prosta wegańska tarta warzywna na pełnoziarnistym sezamowym spodzie.



Często szukamy pomysłu na lekki i nieskomplikowany obiad. Co raz częściej słyszę, że ludzie jedzą bardzo mało owoców i warzyw. Ja praktycznie nie wyobrażam sobie dnia bez owocu ani obiadu bez porcji warzyw. Nawet gdy jem na mieście wybieram z karty dania z jak największą ilością zieleniny, szczególnie w formie sałatek, surówek ale i tart. Razem z moim ukochanym uwielbiamy tarty wszelkiego rodzaju. Jego ukochane to te na cieście francuskim, ale wiem jak bardzo jest ono kaloryczne, więc staram się go ograniczać.

Ostatnio szukałam inspiracji dotyczącej tart wegańskich- bez masła, mleka czy serów. Wyczytałam w kilku miejscach, że mogę swobodnie przygotować spód do tarty z urzyciem oliwy z oliwek. Bardzo mnie to ucieszyło, bo bardzo lubię jej smak w wypiekach. Znacie Tortas de aceite? Ja je uwielbiam, a przygotowuje się je własnie z oliwą.

Nadzienie do w naszej kuchni przeważnie czysta improwizacja. Zawsze kombinuję z tego co akurat mam w lodówce i spiżarni. Tym razem użyłam zabłąkaną na końcu zamrażalnika mrożonkę warzywną. Z racji, że w Czechach nie mam dostępu do mojego targu, muszę korzystać z tego co mam... cóż. Nie zmienia to faktu, że można oczywiście w tarcie wykorzystać warzywka na przykład z młodej włoszczyzny, która już się pojawia, cukinie, szpinak itp itd.

Moja propozycja, to tarta na pełnoziarnistym spodzi z dodatkiem prażonego sezamy i płatków owsianych. Nadały one ciastu świetny, lekkko orzechowy posmak. Sos podobny jest do beszamelu, jednak przygotowany bez masła i mąki pszennej, a jedynie na mleku sojowym z mąką kukurydzianą.

Warto eksperymentować w kuchni, bo można odkryć nowe połączenia, nowe smaki pełne zdrowia i witamin a bez zbędnego zwierzęcego tłuszczu.

A na koniec jeszcze jedno zdanie i link muzyczny. Niedawno światło dzienne ujrzała nowa płyta Jamiego Cullum, który nie dość, że jest utalentowanym, kreatywnym muzykiem jazzowym, wydającym wspaniałe płyty, prowadzącym swój wlasny program w BBC Radio, to prywatnie jest mężem Sophie Dahl. A ją chyba wszystkie kulinarne blogerki znają :)

Oto jego najnowyszy singiel. Enjoy...






 Wegańska tarta warzywna na pełnoziarnistym sezamowym spodzie. 
(21 cm)

Składniki
1 szklanka mąki pełnoziarnistej
1/2 szklanki platków owsianych
3 lyżki sezamu
1/3 szklanki oliwy z oliwek
1/2 szklanki wody
1/2 łyżeczki soli


350 g mieszanych warzyw- marchew, pietruszka, fasolka, por itp.
(ja tym razem użyłam gotowej mieszanki mrożonej)
1 cebula dymka
1 łyżka przyprawy 5 smaków

1 pełna szklanka mleka roślinnego (sojowego/ryżowego)
2 płaskie łyżki mąki kukurydzianej
szczypta gałki muszkatołowej i soli

Płatki owsiane i sezam prażymy na suchej patelni przez kilka minut, nastpęnie mielimy w młynku do kawy lub rozdrabniamy w malakserze. Do mieszanki dodajemy sól, mąkę oraz oliwę z wodą. Zagniatamy gładkie ciasto, w razie potrzeby dodając odrobinę wody lub mąki. Na stolnicy posypanej mąkę rozwałkowujemy ciasto na ksztalt formy do tarty, ale o obwodzie większym przynajmniej o 4 cm. Ciasto bardzo delikatnie przenosimy do formy i lekko dociskamy w rogach. Gotową formę wstawiamy do lodówki.

Warzywa jeśli są mrożone, wystarczy wrzucić na patelnię z kilkoma łyżkami oliwy. Jeśli używamy świeżych warzyw należy je obrać i pokroić na średniej wielkości kostkę lub w talarki, według uznania.
Cebulę dymkę kroimy dowolnie na mniejsze kawałki. Wszystkie warzywa najlepiej ugotować na parze lub udusić na patelni z niewielką ilością wody na półtwardo. Do ugotowanych warzyw dodajemy dymkę i przyprawę 5 smaków.

W rondelku zagotowujemy 200 ml mleka roślinnego. W pozostałych 50 ml rozprowadzamy mąkę kukurydzianą. Do gorącego mleka dodajemy rozmieszaną mąkę zmlekiem i zagotowujemy aż powstanie lekko gęsty sos. Doprawiamy solą i gałką muszkatołową.

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C
Na ciasto wylewamy 3 łyzki sosu, na nim ukladamy warzywa, lekko docisając, by stworzyć w miarę równą powierzchnię. Całość zalewamy resztą sosu z mleka roślinnego i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy ok 30 minut aż góra się ladnie zetnie i lekko zarómieni.

Po wyjęciu z piekarnika zostawiamy na 5 minut by tarta trochę przestygła. Podajemy z sałatą z lekkim dresingiem..

Smacznego!

sobota, 18 maja 2013

Szparagi grillowane. Zdrowy i ekspresowy dodatek do obiadu.

Sezon na szparagi trwa.

Nadal pracujemy w ogrodzie. Wreszcie przyszedł moment, że czekamy na rezultaty naszych zasiewów i prac w ogrodzie. Już powoli wychodzi ruccola, fasolka szparagowa, ogórecznik i burak liściowy. Truskawki kwitną jak szalone a zioła co dzień są większe, topinambur rośnie w górę.

Pomimo wielu prac w ogródku, wieczorami biegam i jeżdżę na różne spotkania i pokazy. Właśnie kończy się tydzień wegetarianizmu. W ramach jego obchodów na warszawskim SWPS gościł LeTarg i  Marta z bloga Jadłonomia. Na pokazie kulinarnym w jej wykonaniu mogliśmy zobaczyć i posmakować burgerów wegańskich i zadać wiele nurtujących nas pytań. Sama przygotowuję różne wegetariańskie i wegańskie burgery ale wymiana informacji jest zawsze bardzo wartościowa.

Innego dnia pojechałam do kina, w którym widziałam moje pierwsze filmy na dużym ekranie. Jest to byłe kino Stolica- dziś nazywane Iluzjon. Jestem zachwycona remontem i ostatecznym wyglądem tego miejsca. Zachowany został wspaniały klimat "Stolicy", w dekoracjach panuje prostota, nawet łazienka robi spore wrażenie. We wnętrzu napijemy się kawy, herbaty i zjemy zapewne pyszne ciastko lub tartę. Bardzo tam sympatycznie.
Udałam się tam nie bez powodu. Iluzjon gościł PLANETE + DOC festiwal. Zasiadłam w kinowych fotelach by podziwiać dwa filmy. Pierwszy z nich to Małże i miłość. Prezentuje on osoby hodujące małże głównie z Belgii i Holandii. Porusza ponadto istotny problem dotyczący rządowych regulacji hodowli małż w tych krajach i sprzecznych opinii na ten temat. Do tego poznacie kilka prostych przepisów na małże. Nie powiem, ślinka mi ciekła jak je oglądałam. Na pewno nie jest to film porywający, ale miłośnikom małż i owoców morza na pewno się spodoba.

Drugi z filmów to "Historia ruchu Slow Food". Przyznam szczerze, że bardzo na ten film czekałam. Jestem członkiem Slow Food już od jakiegoś czasu i poznanie genezy tej organizacji wydało mi się niezmiernie istotne. Film prezentuję sylwetkę Carlo Petrini oraz jego przyjaciół, znajomych, dzięki którym powstała ta wspaniała organizacja. Dla mnie bardzo interesująca była bogata biografia Carla Petriniego, jego zainteresowania, entuzjazm, pozytywna energia i zaangażowanie. Nic dziwnego że Carlito pociągnął za sobą takie tłumy.
Do tego mogłam odświeżyć swoje włoskie wspomnienia... Widziałam miasteczko Alba ze wspaniałym festiwalem wina, Bra, Turyn i genialne centrum handlowe Eataly. Byłam tam kilka razy, w zasadzie tylko po to by przechadzać się między półkami, podziwiać, wąchać próbować... Pamiętam te wiszące szynki, leżakujące sery i wina, wybór owoców morza, warzyw i owoców. Szkoda, że w tamtym czasie jako biedny student nie mogłam sobie na nic pozwolić. Ale już sama przechadzka wywarła na mnie olbrzymie wrażenie.
Po filmie odbyła się debata, której nie chce mi się komentować, Jej poziom niestety był bardzo niski... jedynym wnioskiem jaki z niej wyciągnęliśmy, to fakt, że film nie przekazał w pełni idei Slow Food osobom, które jeszcze nic o nim nie wiedzieli. Mam nadzieję, że zainteresował ich na tyle by poszukać więcej informacji w internecie, czy w trakcie Slow Foodowych wydarzeń.

We Włoszech właśnie po raz pierwszy jadłam szparagi. Razem z moim erazmusowym przyjacielem kupowaliśmy śliczne szparagi na targu porta Palazzo a później on uczył mnie jak je przygotowywać. To były piękne dni.

Najprostszy sposób na szparagi to grillowanie. Co prawda nigdy nie próbowałam szparagów z grilla węglowego, jedynie z patelni grillowej, ale obie wersje na pewno są równie dobre.



Szparagi z grilla

Wybieramy jak najcieńsze zielone szparagi. Myjemy je, osuszamy i odłamujemy zdrewniałe końcówki. Skrapiamy patelnię grillową kilkoma kroplami oliwy, dobrze ją rozgrzewamy i układamy na niej szparagi.
Grillujemy, poruszając kilkakrotnie patelnią, by szparagi się po niej przeturlały. Cały proces nie trwa więcej niż 5 minut. Szparagi są chrupiące, lekko skarmelizowane, cieplutkie i pyszne.

Ja dzisiaj moje szparagi zjadłam z wędzonym na zimno łososiem, posiekanym estragonem, koperkiem i kilkoma kroplami soku z cytryny. Obok pojawiła się czubata łyżką gęstego jogurtu. Niebo w gębie.

Smacznego!

środa, 15 maja 2013

Szparagi na parze w sosie koperkowo musztardowym.

Długo nic nie pisałam. Dlaczego? Jest we mnie jakaś wewnętrzna walka.
Są dni pełne zwątpienia
Są dni kiedy nic się nie chce.
Są tygodnie wypełnione zadaniami, a jednak jakby ubogie.
Są chwile cudowne, ale tak ulotne i szybko przemijające.
Jest czas, który potrzebujemy by wszystko sobie przemyśleć i poukładać.
A plany, pragnienia, marzenia? Chciałoby się by spełniały się jak najszybciej, najlepiej już, zaraz, a im wcale niespieszno.
Są dni kiedy brak wiary, cierpliwości i sił.
Są chwile pełne nerwów, niepewności, złości, gdy chciałoby się wszystko rzucić.
A inne gdy miłość, przyjaźń i wiara dają silnego kopa naprzód.
Byłoby dobrze, gdyby te uczucia, emocje nie targały mną bezustannie.

Póki co nie daję się zwariować, ale nie jest mi lekko.
Staram się cieszyć małymi przyjemnościami.



Bardzo lubię szparagi. Zawsze na nie niecierpliwie czekam, a sezon na nie trwa tak krótko... w końcu pojawiły się śliczne pęczki szparagów pod Halą Mirowską. Te zielone cuda są nie tylko przepyszne ale i bardzo zdrowe. Zawierają mnóstwo białka, błonnika, witamin i mikroelementów a do tego są lekkostrawne i niskokaloryczne. Prawdziwa bomba smaków i wartości zbawiennych dla organizmu.

Ostatnio dużo pracuję w naszym ogrodzie. Ważne jest dla mnie przygotowanie zdrowego, lekkiego posiłku w tempie ekspresowym, bo najchętniej pożarłabym lodówkę wraz z żarówką. Stwierdziłam, że mój ulubiony, prosty sosik musztardowy z dużą ilością koperku będzie idealnie grał ze szparagami. A oto rezultaty...



Szparagi na parze w sosie koperkowo-musztardowym

dla 2 osób

ok 15 sztuk szparagów

2 łyżki musztardy dijon lub ziarnistej francuskiej
2 łyżki octu z białego wina
2 lyżki siekanego świerzego koperku
1 łyżeczka miodu
Dobra oliwa z oliwek Extra Virgin (ok 1/2 szklanki)

Szparagi myjemy i odłamujemy zdrewniałe końcówki. Następnie przełamujemy je na pół i układamy w koszyku do gotowania na parze.
Gotujemy przez ok 5 minut od momentu  gdy woda zawrze.

W tym czasie mieszamy wszystkie składniki sosu oprócz oliwy. Powoli dolewamy oliwę intensywnie ubijając sosik widelcem aż uzyskamy kremową strukturę i odpowiadający nam smak. Ja lubię żeby był ostry, więc nie daję dużo oliwy. Ale kto woli kremowe, delikatne sosy, może dodać więcej tłuszczu. Trzeba próbować.

Na talerze wylewamy po łyżce sosu. Na nim układamy szparagi i polewamy druga czubatą łyżką.

Szparagi świetnie będą pasować jako przystawka albo towarzysz delikatnej ryby, czy też jajka.

Smacznego!

Z pozdrowieniami dla E.E.E.E :)

wtorek, 19 lutego 2013

Pasta rybna z ricotty i wędzonego pstrąga. Owoc zakupowego szaleństwa na LeTarg'u.



LeTarg.... nazwa dość przewrotna. Niby targ, ale na pewno nie taki zwykły... 
Odwiedzam go od pierwszych tygodni gdy zrodził się na warszawskiej Saskiej Kępie. 

Wkraczając w czwartek i sobotę w wąską uliczkę Królowej Aldony od razu widać, ze coś się tu dzieje, bo pełno dostawczych samochodów o różnych rejestracjach z całej Polski. Po przejściu niespełna stu metrów widzimy że zejście na podwórko i do piwnicy jednej z willi obstawione jest straganami przy których tłoczą się kupujący. Już od wejścia z szerokim uśmiechem zapraszają nas producenci wspaniałych wędlin- Dobra Kiszka i Stanisław Mądry i przesympatyczny Pan Sandacz ze świeżymi rybami. W tę sobotę dołączyli do nich kolejni dostawcy, między innymi z ekologicznymi warzywami i drobiem z wolnego wybiegu. 


Gdy wchodzimy do wnętrza "Szarej Cegły"- kawiarni, galerii, miejsca spotkań artystycznych, spotykamy kolejnych wspaniałych producentów. Jest Kaszubska Koza i Kozia Łąka ze wspaniałymi kozimi serami, pojawia się Spółdzielnia Skaryszewy z moimi ukochanymi serami dojrzewającymi - Stary Szeneker, Amber i Salami z przyprawami, obłędna Fettina i Ricotta. Ostatnio w sobotę pojawił się tez pan z serami owczymi z Ranczo Frontiera i moja kolejna miłość... Mleczna Droga... z niebiańskimi jogurtami, w tym nowym smakiem pomarańczowo imbirowym, twarogami i fetą w oliwie. Całość dopełniają chleby na zakwasie, bajeczne przetwory słodkie i wytrawne, pyszne oliwy z Krety i niesamowite daktyle od Persa i sos z orzechów włoskich. Warto jeszcze wspomnieć i świeżym mleku prosto od krowy, mleku kozim, jajkach od kur z wolnego wybiegu o naturalnych sokach i propozycji Kalinówki "Wzgórza Dylewskie" gdzie nie tylko zakupimy wędzonego pstrąga i pasztet z dziczyzny ale i wątróbkę z pstrąga w zalewie.. Jednym zdaniem dobroci co nie miara.... 


Kto czuje się przytłoczony i już zakłada, ze przepuści tam fortunę, niech się w swoich rozważaniach natychmiast zatrzyma. Wszystkie produkty, które tam kupicie przygotowane są z naturalnych składników z miłością i troską o dobry smak, dobry gatunkowo i naturalny produkt. Sprzedają tam ludzie, którzy dbają o swoje zwierzęta jak o własne dzieci, pielęgnują grządki, lub szukają sprawdzonych dostawców z doskonałym produktem. także główni organizatorzy i założyciele LeTarg wkładają mnóstwo swego czasu i energii w trosce o klientów- sympatyków- przyjaciół, którzy ich odwiedzają. Dostawca, który się u nich pojawia musi być godzien zaufania.

A co z cenami? Otóż tu was może zaskoczę, ale są na prawdę przystępne. Całego pysznego pstrąga kupiłam za 20 zł, kilogram przepysznej szynki kosztuje 35 zł, ser salami z przyprawami 26 zł/kg,  dojrzewający Szeneker 45 zł, spora paczka genialnych daktyli 15 zł, świeże mleko 4zł/litr. Droższe są jedynie szlachetne sery kozie, dojrzewające wędliny i sery, ale nie oszukujmy się- w marketach i tak zapłacimy za nie więcej!!!

Na LeTarg kupuję jedzenie po to by nim się delektować i cieszyć. Wiem, że jem coś co jest zdrowe, przygotowane z troską, z miłością i pasją. Wiem, że zwierzęta traktowane są w sposób humanitarny, warzywa i owoce nie spryskuje się pestycydami a receptury opracowuje się latami w trosce o każdy szczegół. Ponadto, mam pewność, że wspieram dobrych, polskich producentów i biznes lokalny. Jestem przekonana, że tu nikt nie będzie próbował mnie oszukać a moja opinia o produkcie na prawdę się liczy. 

Z utęsknieniem czekam na wiosnę, gdy prawdopodobnie to miejsce rozwinie się jeszcze bardziej, gdy organizatorzy zaproszą do współpracy kolejnych wspaniałych hodowców, dostawców i pasjonatów zdrowego jedzenia. 

Opowiadać o LeTarg mogłabym dużo, ale nie muszę. On broni się sam.
Nie wierzycie? Sprawdźcie!
Wierzycie? Tym bardziej was tam zapraszam! 
Warto, warto, warto.

Szara Cegła, ul. Królowej Aldony 6, czwartki i soboty od 11.00 do 20.00.  Więcej informacji o tym miejscu i galerię zdjęć z poszczególnych dni znajdziecie na profilu LeTarg na Facebooku. 

Ja po sobotniej wyprawie przytachałam torby pełne pyszności. W tym znalazł się cały pstrąg wędzony na gorąco z Kalinówki i Ricotta od Spółdzielni Skaryszewy.  Połączyłam je w jedno pyszne danie na przystawkę i śniadanie. Z wędzonej ryby i serwatkowego serka powstała bowiem przepyszna pasta rybna. 
Podaję tylko składniki pasty bez konkretnych proporcji, bo każdy z was sam może skomponować sobie ulubioną pastę rybną. Moja była bajecznie pyszna.



Pasta rybna z ricotty i wędzonego pstrąga.

mięso wędzonego pstrąga
ricotta 
koperek
sól
pieprz

do podania 
świeże razowe bułeczki
roszponka
oliwa rozmarynowa

Do przygotowania pasty użyłam mniej więcej tej samej ilości wędzonego pstrąga co ricotty. Rozgniotłam je razem za pomocą widelca, doprawiłam mrożonym koperkiem, dużą ilością pieprzu i odrobiną soli. 

Pastę rozsmarowałam za świeżej bułeczce razowej i przyozdobiłam roszponką. Przed podaniem kanapeczki skropiłam oliwa rozmarynową.

Pasta rybna, to świetna propozycja zarówno na śniadanie jak i na imprezę, w formie przystawki. 

Smacznego!

wtorek, 29 stycznia 2013

Quesadilla z halloumi i warzywami. Kilka słów o Kooperatywie Spożywczej

Niedawno dołączyłam do nowej Kooperatywy Spożywczej 'Kup Pan Cegłę". Działa ona w Warszawie jednocząc miłośników dobrego jedzenia z pewnego źródła. Dzięki takiej formie zakupów w naszej kuchni pojawiają się dobre produkty, które powstają z pasją, z dbałością o naturalność i wyśmienity smak.

Takie zamówienie ma swojego opiekuna, który kontaktuje się z producentem, dba o dostawę i odbiór produktów. Tydzień temu zamówiłam dla siebie cypryjskie sery. Od razu zainteresował mnie ser halloumi, którego próbowałam jakiś czas temu na stoisku ambasady Cypru. Jego cena w sklepie jest jednak dla mnie za wysoka. Ser, który zamówiliśmy wyprodukował Cypryjczyk mieszkający w Polsce. Jego Halloumi smakuje wyśmienicie, ma gładki sprężysty miąższ. Idealnie nadaje się do grillowania lub do dań w zastępstwie mozzarelli. Jeśli jeszcze kiedyś będziemy zamawiać  jego produkty to na pewno spróbuję także innych serów. już się nie mogę doczekać.



Sama będę miała mały wkład w życie naszej kooperatywy, bo jutro będę sprzedawać jabłuszka z mojego rodzinnego sadu. Mogę zagwarantować, że nie były pryskane żadną chemią, są pyszne, jędrne i wręcz idealne na przekąskę i sok. Mam nadzieję, że będą wszystkim smakować.

Mój halloumi przygotowałam dziś z warzywami jako farsz do naleśników. Zainspirowała mnie meksykańska Quesadilla. To pewnie jeszcze pozostałość warsztatów kuchni meksykańskiej :) Takie danie świetnie nadaje się na brunch, lunch, obiad lub jako przystawka i przekąska na imprezy. Daje się łatwo modyfikować, jest zarazem chrupka ale i mięciutka i ciągnąca. Pychota.




Quesadilla (czyli naleśniki kukurydziane) z halloumi i warzywam.

Składniki na 1 talerz

2 naleśniki kukurydziane
(przygotowane jak zwykłe, z 1/2 mąki pszennej i 1/2 mąki kukurydzianej)

ok. 150 g sera halloumi
5-6 pieczarek
1/2 cebuli
1 łodyżka selera naciowego
1/4 papryki świeżej lub marynowanej
sól/ pieprz

1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżka chrzanu
1 łyżeczka majonezu
1 łyżka koperku
1 łyżeczka ulubionych ziół

radicchio lub ruccola
dowolne kiełki
chilli w platkach
kilka łyżek prażonych ziaren słonecznika i dyni

oliwa z oliwek



Pieczarki kroimy w półplasterki a cebulę w piórka i podsmażamy je na kilku łyżkach oliwy z dodatkiem soli i pieprzu. Seler naciowy i papryczkę kroimy na male kawałki a Halloumi  na ok 1 cm plastry.

W jednym pojemniczku mieszamy jogurt z chrzanem majonezem, ziołami i koperkiem. Ewentualnie doprawiamy solą.

Haloumi smażymy na patelni grillowej w sumie ok 8 minut, przewracając go kilka razy. Zdejmujemy ser i na tej samej patelni podsmażamy naleśnika z jednej strony, dobrze go dociskając na przykład pokrywką. To samo powtarzamy z drugim naleśnikiem. Gdy już się zarumieni i stanie się bardziej kruchy, smarujemy go sosem jogurtowym, na wierzchu układamy przygotowane warzywa oraz ser i przykrywamy drugim naleśnikiem.  Znów dobrze dociskamy i smażymy przez ok 4 minuty.

Quesadilla przekładamy na duży talerz i kroimy na krzyż na 4 części.  Wierzch każdej z nich dekorujemy sałatą i kiełkami, skrapiamy oliwą, posypujemy prażonymi pestkami i chilli. Quesadilla możemy podawać z ostrym sosem chilli, sokiem z cytryny, tabasco lub dodatkowa porcją sosu jogurtowego.

Warzywa można zmieniać do woli według upodobań i fantazji

Smacznego!

niedziela, 6 stycznia 2013

Kolorowa sałatka w rożkach z sushi nori. Rewelacja na imprezy i spotkania.

Jestem od pewnego czasu miłośnikiem sushi. Przygotowuję je czasem samodzielnie w domu dla siebie i przyjaciół. Mogę się pochwalić, że już kilka osób, po lekcjach u Moniczki, także zajada się własnoręcznie przygotowanym sushi. Jest to fajna zabawa, szczególnie na imprezy w gronie znajomych. Każda osoba może sobie skomponować takie sushi jakie najbardziej będzie jej smakować.
Zawijanie, krojenie, i zjadanie z odrobiną sosu sojowego daje dużo satysfakcji i radości.

Dostałam po nowym roku cynk, że jedna z moich przyjaciółek, która wcześniej przechodziła skrócony kurs pod moim okiem, przygotowała sushi na Sylwestra i zrobiło furorę :)

A co zrobić jeśli ktoś nie przepada za rybami i owocami morza? Proste! Trzeba przygotować sushi wegetariańskie. Myślę, że za jakiś czas to będzie dla nas niestety jedyna alternatywa, ze względu na wzmożone połowy ryb, w szczególności tuńczyka. Natomiast ryby i owoce morze pochodzące z hodowli będą zanadto napakowane trującą chemią...

Moje menu sylwestrowe wzbogaciły rożki sałatkowe, czyli kolorowa sałatka zawinięta w arkusze alg morskich. Oczywiście daleko im do sushi, bo nawet nie zawierają ryżu, ale są równie pyszne i efektowne.
Przygotowanie rożków zajmuje niewiele czasu, a efekt estetyczny, wizualny i smakowy są zachwycające. Idealny "finger-food" na imprezy. W sezonie, można zmieniać składniki sałatki na przykład dodając świeży ogórek, rzodkiewki, pomidorki koktajlowe, cukinię itp.




Kolorowa sałatka w rożkach z alg morskich.

składniki:

10 arkuszy alg morskich (sushi nori)

2-3 długie marchewki
3 gałązki selera naciowego
1 czerwona cebula
ok 10 liści kapusty pekińskiej
1/2 chilli (świeżego lub suszonego)
1/2 pęczka natki pietruszki
3-4 łyżki sezamu
Sos:
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
2 łyżki octu ryżowego (lub winnego)
sol/pieprz do smaku

Marchewkę obieramy i z dalszą pomocą obieraczki robimy z niej długie paski (a'la  tagliatelle). Czerwoną cebulę kroimy w jak najcieńsze piórka. Seler naciowy pozbawiamy żyłek i kroimy w cienkie słupki. Kapustę pekińską kroimy w cienkie paseczki.
Natkę pietruszki i chilli drobno siekamy. Sezam prażymy kilka minut na suchej patelni.
Wszystkie powyższe składniki łączymy w jednym naczyniu i polewamy je sosem.
Zgodnie z upodobaniami możemy zmieniać proporcje chilli, octu, sosu sojowego i oleju.
Jeśli mamy na to czas, sałatkę odstawiamy na 30 minut by się "przegryzła".

Arkusz alg morskich do sushi kroimy ostrym nożem na 4 części. W powstałe w ten sposób prostokąciki zawijamy po niewielkiej porcji sałatki. Jeśli arkusze nie będą chciały się sklejać, możemy zwilżyć je odrobiną wody i lekko docisnąć rożki, uważając jednak by algi się nie połamały.

Rożki możemy podać na talerzu z dodatkową porcją sosu sojowego. Nie polecam układania rożków jeden na drugim, bo mogą się posklejać.

Smacznego!



czwartek, 3 stycznia 2013

Imprezowe wytrawne mufinki. Babeczka z pieczarkami i babeczka z oliwkami

Niedługo po przygotowywaniu świątecznych pyszności nadszedł czas na planowanie sylwestrowych przekąsek. Do ostatniej chwili nie byliśmy pewni gdzie i w jak bardzo licznym gronie spędzimy ostatni dzień 2012 roku. Padła propozycja powtórki imprezy z zeszłego roku, czyli zaprosiliśmy gości do siebie do Roznova pod Radhostem. Także tym razem zasiedliśmy nad wspólnym stołem zastawionym przekąskami, wypiliśmy troszeczkę i poszliśmy tańczyć w klubie do białego rana, w międzyczasie zaliczając pokaz fajerwerków. :)

Również do ostatniej chwili zastanawialiśmy się czym nakarmić naszych imprezowiczów. Wybór padł na niezawodną pizzę. Ostatecznie w trakcie sylwestrowej imprezy wyjęłam z pieca trzy wielkie pizze z różnymi dodatkami. Oczywiście to była tylko część menu. Na stole pojawiły się fantazyjne kanapeczki do wódeczki, świeże upieczone przeze mnie grissini, korniszony, śledzik, czipsy, sosiki i grecka sałatka w wykonaniu Kai i sałatka w rożkach z alg morskich.
Natomiast już poprzedniego dnia, by zaoszczędzić na czasie, przygotowałam górę muffinek w 4 wersjach smakowych. Dwie partie były wytrawne a dwie słodziutkie. Wszystkie wyszły przepyszne, a oparte były na jednym podstawowym przepisie.

Mufiny wytrawne moim zdaniem świetnie pasują do alkoholu, zwłaszcza tego mocniejszego. Każda babeczka to taka fajna przekąska , która niektórzy pochłaniają w całości, na raz, a niektórzy dłużej się nią delektują i doprawiają dostępnymi sosikami :) Babeczki z nadzieniem z sera i warzyw to fajne zastępstwo "zwykłych" kanapek i kolorowe urozmaicenie każdej imprezy.

W karnawale będziemy mieli jeszcze trochę okazji do imprezowania, więc taki podstawowy przepis na pewno się przyda nie jeden raz. Jego dodatkowa zaleta jest to, że można go swobodnie przekształcać zależnie od gustu i smaku.

Miłośnikom kruchych babeczek polecam na menu imprezowe moje babeczki z sałatką z łososiem.



Imprezowe wytrawne muffinki. Przepis podstawowy:
(ok 10 sztuk)
1 1/4 szklanki  mąki
1 jajko
50 g masła
1/2 szklanki maślanki (kefiru, jogurtu, mleka, soku)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka soli
1 łyżka wybranej przyprawy

ok 100 g wybranych dodatków.
(np: pieczarki, oliwki, cebula, papryka, suszone pomidory, sery pleśniowe, żółte, feta, szynka, wędzona ryba)

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 200 st C. przygotowujemy formę lub silikonowe foremki do mufinek wykładając je papilotkami.
Suche składniki mieszamy dokładnie w jednym naczyniu a mokre w drugim.
Łączymy zawartość obu naczyń i wrzucamy do nich wybrane dodatki. Mieszamy krótko po czym nakładamy  masę do 3/4 wysokości papilotek.
Babeczki pieczemy w nagrzanym piekarniku przez ok 20-25 minut. Ich gotowość można sprawdzić wkładając w nie patyczek- jeśli wyjdzie suchy, to już na pewno są gotowe.
Po kilku minutach po wyjęciu z piekarnika, przekładamy je na kratkę kuchenną i zostawiamy do ostygnięcia.

Babeczka z pieczarkami i żółtym serem
(ok 10 sztuk)

1 1/4 szklanki maki pszennej
50 g masła +1 łyżka
1 jajko
1/2 szklanki maślanki
szczypta soli
1 łyżeczka pieprzu
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
50 g twardego wyrazistego w smaku sera żółtego
ok 6 niedużych pieczarek
1/2 cebuli
1-2 ząbki czosnku
oliwa do smażenia


Obieramy i drobno siekamy czosnek i cebulę. Pieczarki oczyszczamy i kroimy w półplasterki. Na oliwie podsmażamy cebulę i czosnek, dorzucamy do nich pieczarki. Dodajemy sos sojowy i łyżkę masła i dusimy kilka minut, by pieczarki zmiękły i lekko się przyrumieniły. Doprawiamy odrobiną pieprzu i odstawiamy do przestudzenia.

W misce łączymy mąkę z proszkiem do pieczenia, sodą, pieprzem i szczyptą soli. W drugim naczyniu mieszamy maślankę, jajko i rozpuszczone, przestudzone masło.

Łączymy suche i more składniki, po czym dorzucamy pieczarki z cebulką i czosnkiem oraz ser pokrojony w 1 cm kostkę.

Masę nakładamy do papilotek do 3/4 wysokości. Babeczki wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 st. C i pieczemy przez 20-25 minut, aż dobrze wyrosną i będą lekko zarumienione.

Gotowe muffiny studzimy na kratce kuchennej. Przed podaniem możemy udekorować kremowym twarożkiem zmieszanym z natką pietruszki lub koperkiem i posypane świeżo zmielonym pieprzem.




Babeczki z oliwkami i fetą.

(ok 10 sztuk)

2/3 szklanki mąki pszennej
2/3 szklanki maki kukurydzianej
1 jajko
50 g masła
1/2 szklanki maślanki (kefiru, jogurtu, mleka, soku)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli
1 łyżka oregano
50 g zielonych oliwek
50 g fety

Przygotowanie jak w przepisie podstawowym powyżej.
Również możemy je udekorować kremowym twarożkiem zmieszanym ze świeżymi ziołami i kolorowym pieprzem.

Smacznego!

sobota, 24 listopada 2012

Czas na gęsinę po raz drugi. Warsztaty u Kurta Schellera.



W czwartkowy poranek wybrałam się na drugą stronę. Wisły by uczestniczyć w warsztatach kulinarnych u Kurta Schellera. Tym razem spotkałam na miejscu 20 osób- pasjonatów jedzenia prowadzących blogi kulinarne. Pełno tam było rozmów, wymiany informacji, smakowania, wąchania, przygotowywania, gotowania i podglądania. Wspaniale było obserwować pracę Szefa Kurta. Warsztaty prowadził w zupełnie innym stylu niż prezentował kilka dni wcześniej Artur Moroz, ale jest to jednak mistrz, więc można się od niego wiele nauczyć, tylko podpatrując co robi.

Szef z Michałem i Asią

Plan był dość ambitny, bo zaplanowane było pieczenie całej gęsi. Wiadomo, że na każdy kilogram mięsa przypada 45 minut pieczenia, więc potrzebne nam były ok 3,5 godziny na każda gęś w piecu w temperaturze 160 st C. Jedna w nich była jedynie natarta sola i pieprzem z wierzchu i w środku. Drugą natarliśmy sola pieprzem, papryką i majerankiem. Trzecia została wypełniona nadzieniem i zaszyta. Nadzienie składało się z jabłek duszonych z cebulką, czosnkiem, połączonych z piwem, ziołami i musem kasztanowym.



Dalej przystąpiliśmy do przygotowania zupy na wywarze z gęsiny. Do zupy zaplanowane były pierożki z nadzieniem z duszonych gęsich żołądków zmielonych z plastrem schabu wieprzowego. Do duszenia żołądków dodaliśmy kilka sekretnych składników, na przykład imbir i żubrówkę :) Mięso wieprzowe było surowe, bo szybko się gotuje. Natomiast żołądki wymagają czasu, dlatego udusiliśmy je zawczasu. Nadzienie zawijaliśmy w ciasto won- ton i gotowaliśmy w wywarze.



Jako przystawkę przygotowaliśmy pasztet z gęsich wątróbek. Ta potrawa najbardziej przypadła mi do gustu. Pasztet w stylu foie gras był wyśmienity. Gęsie smażone wątróbki połączyliśmy z podsmażonymi jabłkami i rozmarynem. Wszystko zmiksowane, doprawione i schłodzone. Na stół podaliśmy pasztet na półgęsku. Pycha.



Kolejne danie to krótko pieczona pierś gęsi na sosie słodko kwaśnym z aromatycznym ryżem basmati.
Na koniec posmakowaliśmy trzech pieczonych gęsi w towarzystwie duszonej czerwonej kapusty z jabłkami i przyprawami korzennymi oraz włoskiej kapusty w sosie śmietanowym i puree ziemniaczanym. ucieszyło mnie tym razem, że jemy nie tylko mięsa, ale i świetnie przygotowane warzywa. Jednak trzeba powiedzieć, że pan Kurt uwielbia masło i śmietanę. Niewątpliwie te dwa składniki są nośnikami smaku, ale i źródłem wyrzutów sumienia osób starających się utrzymać zgrabna linię.


Wszystkie dania z gęsi były bardzo smaczne, a ich przygotowanie ni zanadto skomplikowane. Wiadomo, że każdy ma inne przyzwyczajenia smakowe i kulinarne i może niektóre potrawy zrobiłby trochę inaczej, ale to właśnie jest magia kuchni. Nigdy nie uzyskamy w niej dwóch identycznych dań, nawet jeśli będziemy korzystać z jednego przepisu.



Gdy już zasiedliśmy do stołu, rozmowom i śmiechom nie było końca ale mimo tak przyjemnej atmosfery trzeba było opuścić w końcu gościnne progi Akademii Kurta Schellera. Oby więcej takich fajnych spotkań.

Dziękuję serdecznie za zaproszenie. Będę na pewno promować gęsinę między znajomymi i w rodzinie, bo bardzo w niej zasmakowałam. Teraz tylko muszę gdzieś ją zdobyć :)

Pozdrawiam!

czwartek, 22 listopada 2012

Gęsina na Świętego Marcina. Warsztaty z Arturem Morozem.

To mój pierwszy raz z gęsią.

Nigdy wcześniej nie jadłam gęsiny, nie przygotowywałam jej, ani nie widziałam jak i z czym ją się je. We wtorkowy wieczór mogłam zasmakować w mięsie gęsi owsianej wielokrotnie. Skorzystałam z zaproszenia dla blogerek kulinarnych na warsztaty w warszawskiej restauracji znajdującej się na skraju lasu- dokładnie w Krasnodworze.



Polska jest jednym z głównych producentów gęsi na Europę, ale większość produkcji jest eksportowana na Zachód- do Niemiec. Kiedyś częściej gościła na staropolskich stołach, później odeszła w zapomnienie, ale na szczęście od niedawna wraca do łask.



Mięso gęsi jest bardzo zdrowe, bo zawiera jedno- i wielonienasycone kwasy tłuszczowe, a do tego witaminki. Można ją swobodnie stosować w trakcie odchudzania, bo zawiera stosunkowo mało kalorii, w porównaniu do reszty drobiu. A co więcej jest na prawdę pyszna.



Na warsztatach z Arturem Morozem i Marcinem Sobolem mogliśmy poznać się z gęsiami wszerz i wzdłuż. Nauczyłam się jak "wyluzować" tuszkę gęsią, jak rozdzielić ją na części i co z każdej z nich mogę przygotować.  Na szczęście wzięłam ze sobą notatnik, bo pan Artur dzielił się z chęcią swoją wiedzą, a wszystkiego na pewno bym nie spamiętała. Szefowie przekazali nam wiele wartościowych wskazówek, odpowiadali na nasze pytania i chętnie dzielili się swoją olbrzymią wiedzą.


Już na początku spotkania mogłyśmy spróbować prawdopodobnie najlepszego półgęska dostępnego w Polsce. Szef Artur przywiózł go specjalnie dla nas. Półgęsek to piersi gęsi zszyte ze sobą, marynowane i wędzone przez długi czas w dymie o niskiej temperaturze. PYCHA



Z piersi gęsi przygotowaliśmy na przykład okrasę. Można powiedzieć, że jest podobna do tatara, bo przygotowuje się ją z surowego mięsa. Miałam pewne obawy przed spróbowaniem tej przystawki, ale raz kozie (a raczej raz gęsi) śmierć....i ? okrasa nie ma nic z tatara, którego nie lubię i nie trawię. Jest bardzo delikatna w smaku, a jakże łatwa w przygotowaniu. Potrzebuje jedynie soli i majeranku oraz paru chwil na odpoczynek. Świetnie smakuje z razowym chlebkiem. PYCHA

Do przygotowania przystawek, przekąsek oprócz piersi wykorzystaliśmy żołądki, wątróbkę i inne "mniej szlachetne" części gęsiny jak szyja czy skrzydła. Powstały z nich:

Wątróbki gęsie smażone w boczku




Gęś z gąskami


Pierś z papryką i melonem na ostro



Czernina po żydowsku z szarymi kluskami


Konfitowane uda gęsi


Sałatka z gęsimi żołądkami i jabłkiem.

 

Jak widać jedzenia było co nie miara, a jeszcze więcej zachwytów, mlaskania i oblizywania palców. Muszę przyznać, że praktycznie wszystko mi smakowało, mimo że nie jestem specjalnym pożeraczem mięsa. Wiadomo wszem i wobec, że gustuję w warzywach, ale dla gęsi takiej klasy mogę zrobić wyjątek.

Artur Moroz potrafi zarażać swoją pasją do mięsa gęsi kołudzkiej. Wspomnę raz jeszcze, że dzięki niemu dowiedziałam się o gęsinie bardzo wiele i mogłam moją wiedzę wykorzystać w praktyce. Szef jest świetnym nauczycielem i nie traktuje swoich uczniów z wysoka, nawet jeśli jeszcze wiedzą tak mało jak ja :P
Myślę, że w restauracji, której jest właścicielem i szefem kuchni zarazem panuje fajna atmosfera. Chętnie kiedyś wybiorę się do Sopotu by odwiedzić restaurację Bulaj. A jeśli tylko będę miała możliwość uczyć się pod okiem pana Artura, to chętnie z tego skorzystam



Na tych warsztatach dowiedziałam się między innymi, że gęś lubi być duszona, bo wtedy jej mięso nie staje się twarde. My przygotowywaliśmy uda gęsi duszone w kapuście kiszonej z dodatkiem suszonych grzybów. Na tę potrawę musieliśmy czekać najdłużej, bo potrzebuje kilku godzin w piecu. Pod koniec pieczenia w całej restauracji roznosił się genialny aromat, a wygląd i smak także zachwycały. Uda kurczaka dusiły się tutaj w kołderce z kapusty, natomiast piersi otulił płaszczyk z soli morskiej. Wylądowały one w piekarniku z gałązką rozmarynu zaledwie na 15 minut. Dzięki temu pierś była jeszcze lekko krwista w środku. Nie mogliśmy się powstrzymać i początkowo jedliśmy ją zupełnie bez dodatków, ale zostało tez troszkę do podania z sosem. Sos był lekko kwaskowaty, lekko słodki, przepyszny- składający się z między innymi z czerwonej cebuli, pigwy i dżemu z jarzębiny. Tak przygotowaną pierś można podać także w formie carpaccio. PYCHA.

Gęś duszona w piecu w kiszonej kapuście



Pierś gęsi pieczona w soli

 
 


Na zakończenie warsztatów stwierdziłam że nie taka gęś straszna jak myślalam. Mam nadzieję, że szybko będę miała możliwość wykorzystać świeżo nabytą wiedzę w praktyce, w domu.  Szef Artur nie recytował nam żadnych przepisów, bo przyrządzając dania polega jedynie na swoim smaku. Na potrzeby akcji "Gęsina na Świętego Marcina" skomponował jednak kilka przykładowych przepisów. Klikając na TEN link odnajdziecie nawet kilka przepisów na dania, które jedliśmy na warsztatach, a TU konkretnie na gęsie wątróbki w bekonie.

To jeszcze nie koniec mojej przygody z gęsiną. Już niedługo relacja z kolejnych gęsich warsztatów