Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasze. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 listopada 2013

Pęczak a'la risotto z dynią, chilli, wędzonym tofu i przyprawą Kamis

Marka Kamis lubi blogerów, nie da się tego ukryć. Ale dzięki tej sympatii mogę czasem wypróbowywać różne ich nowości, jakie pojawiają się na rynku.  Ostatnio do mojej kuchni trafiła limitowana edycja przypraw kuchni włoskiej. Mamy tu przyprawę do pizzy po sycylijsku, do spaghetti bolognese, spaghetti carbonara i przyprawa do pomidorów.

Od razu zaczęłam czytać ich skład i muszę przyznać, że jestem nim pozytywnie zaskoczona. Przykładowo, przyprawa do spaghetti carbonara zawiera takie składniki jak: cebula, czosnek, gałka muszkatołowa, natka pietruszki, pieprz biały, bazylia i tymianek. Nie widzę w składzie soli, ani konserwantów, ponadto, producent deklaruje, ze nie ma w niej glutaminianu. taki zestaw przypraw to fajna rzecz, zwłaszcza dla początkujących i zabieganych kucharzy, albo na przykład w podróży Nie trzeba wtedy się martwić jakie przyprawy i w jakiej proporcji powinny wylądować w spaghetti, wystarczy posłużyć się przepisem z opakowania i wsypać gotową mieszankę.

Mieszankę do spaghetti carbonara używam też w przygotowaniu innych dań. Ostatnio przyprawiłam nią szpinak a innym razem duszone borowiki i fajnie to razem grało. Dziś eksperymentuję doprawiając tą przyprawą pęczak z dynią. Lubię smak gałki muszkatołowej, który jest w przyprawie dobrze wyczuwalny i dla mnie fajnie pasuje do dyni. Polecam.



Pęczak a'la risotto z dynią, chilli wędzonym tofu.
(dla osób)

8 łyżek kaszy pęczak
300 g dyni pokrojonej w kostkę (użyłam dyni piżmowej)
200 g wędzonego tofu
100 ml mleka
ok 200 ml wody
2 cm kawałek chilli (razem z pestkami)
1/2 cebuli
1 ząbek czosnku
1 łyżka śmietany 12% lub masła (niekoniecznie)
sól do smaku
3 łyżki przyprawy do spaghetti carbonara (Kamis)
2 łyżki oleju
natka pietruszki do podania

Cebulę, czosnek i chilli kroimy w drobną kostkę. W szerokim rondlu rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę, po chwili dorzucając czosnek i chilli.
Pęczak wrzucamy do rondla i chwilę prażymy. Po ok  minutach dolewamy mleko, przykrywamy i dusimy na średnim ogniu.
Gdy mleko się wchłonie stopniowo dodajemy wodę. przy 3 dolewce wody dorzucamy również dynię i dalej całość dusimy pod przykryciem. Dynia także odda do pęczaku trochę soku.
Gdy pęczak będzie już prawie miękki dorzucamy wędzone tofu. Po chwili wspólnego duszenia całość doprawiamy solą i przyprawą  do spaghetti carbonara. W razie potrzeby dodajemy więcej płynu, ale nie za dużo by nie rozgotować kaszy.
Gdy pęczak będzie już wystarczająco miękki, całość zdejmujemy z ognia i jeśli mamy ochotę, dodajemy łyżkę śmietany, albo nawet masła. Odstawiamy na 3 minuty pod przykryciem, by pęczak jeszcze troszkę doszedł.

Podajemy przybrane świeżą natką pietruszki.

Smacznego!

piątek, 18 stycznia 2013

Zdrowe pęczotto buraczane z Żubrówką, słonecznikiem i serem pleśniowym.

Kto lubi kasze?

Ja bardzo. Staram się wykorzystywać ich jak najwięcej w mojej kuchni. powód jest prosty. Są one nie tylko smaczne, ale i bardzo zdrowe. W naszym klimacie jedzenie kasz i roślin strączkowych, zwłaszcza w okresie zimowym to podstawa. Dają one bowiem organizmowi dużo energii, która uwalniana jest stopniowo. oznacza to ni mniej ni więcej, że dzięki nim jest nam po prostu cieplej.

Dziś na stole pojawił się pęczak. Bardzo lubię go przygotowywać tym samym sposobem co zwykłe risotto.
Oprócz tego szukałam zastosowania dla buraczków, które czekały na swoją kolej w lodówce. Nie muszę mówić, że także one są niesamowitym źródłem witamin i składników mineralnych. Ostatnio czytałam, że ich spożywanie zapobiega powstawaniu nowotworów a do tego dają nam prawdziwy power!

Własnie tego nam potrzeba, bo znowu zapowiadają mrozy, więc na stoku, na łyżwach, czy na sankach nie będzie za ciepło :)


 Pęczotto buraczane z Żubrówką, słonecznikiem i serem pleśniowym.

(dla 2 osób)

8 łyżek pęczaku
2 średnie buraki
1 czerwona cebula
1-2 ząki czosnku
3-4 łyżki pestek słonecznika
2 plastry sera z niebieską pleśnią (użyłam sera Niva)
garść listków majeranku
ok 600 ml bulionu warzywnego
3 łyżki octu balsamicznego
50 ml żubrówki
1 lyżka sosu sojowego
1/2 łyżeczki suszonej bazylii
oliwa
1 łyzka masła
sól/ pieprz do smaku


Na dużej patelni podsmażamy posiekaną cebulkę i czosnek. Gdy zmiękną, dorzucamy pęczak i smażymy ok 2 minuty. Na patelnie wlewamy żubrówkę i zostawiamy na kolejne 2 minuty. Następnie dolewamy pierwsza porcję bulionu, przykrywamy i gotujemy,
W międzyczasie obieramy i ścieramy na grubej tarce buraka. Gdy płyn na patelni już się prawie wchłonie, dorzucamy startego buraka i kolejna porcję bulionu. Wlewamy także sos sojowy i ocet, przykrywamy i zostawiamy na kilka minut.

Na drugiej, suchej patelni prażymy ziarna słonecznika.

Sprawdzamy czy pęczotto ma wystarczająca ilość płynu i czy kasza już dostatecznie zmiękła. Bulion dolewamy dopóki wciąż się wchłania a kasza jeszcze nie zmiękła. Oczywiście, nie powinna się ona rozgotować, tylko pozostać al dente. Gdy już będzie gotowa, doprawiamy ją ziołami, pieprzem, wrzucamy masło i słonecznik i zostawiamy na ogniu jeszcze kilka minut, po czym odstawiamy pod przykryciem, na kolejne 5 minut, by odpoczęło.

2 plastry sera pleśniowego pieczemy przez chwilę w piekarniku z grzaniem górnym (grillem), do momentu aż się podgrzeje i zacznie się rozpuszczać. Nie potrwa to dłużej niż 5 minut.

Pęczotto podajemy z plastrami sera i listkami świeżych ziół- na przykład majeranku, oregano, tymianku.

Smacznego!

wtorek, 10 lipca 2012

Pasztet wegetariański warzywno sojowy i akcja ratowania ziół.

Długo mnie nie było... Jak zwykle odwiedzałam rodziców, ale tym razem towarzyszył mi mój kochany. Była to taki nasz krotki urlop w podwarszawskiej wsi :) Najadłam się owoców po same uszy. Wzięliśmy nawet aparat w celu uwiecznienia krzaków i drzewek obsypanych owocami, ale w natłoku spraw, atmosferze sielanki i w letnich upałach, jakoś mi to wypadło z głowy. Damian śmiał się ze mnie straszliwie, bo pierwsze co zrobiłam po wyjściu z samochodu i ucałowaniu rodziców, to bieg w stronę sadu. Od wejścia zaczęłam pałaszować czereśnie i wiśnie. Później przyszła pora na porzeczki w trzech kolorach, agrest, maliny i borówki amerykańskie. Dorwałam nawet ostatnie 10 truskawek pozostawionych na krzaczku specjalnie dla mnie. Och jak ja kocham owoce... Na warzywka muszę jeszcze trochę poczekać, bo późno były zasadzone ze względu na mrozy, które nie chciały nas opuścić. Ale, ale już na krzaczkach pojawiły się pierwsze patisony, które zbieramy gdy są jeszcze malutkie, do zamarynowania. Nasze "parkinsony" jak żartobliwie nazywają je znajomi, robią prawdziwą furorę zwłaszcza w czasie sierpniowego grillowania. Także kulista cukinia zrodziła pierwsze owoce, o nich będzie słów kilka już niedługo.

 Korzystałam też z domowego- ogródkowego zielnika, który wystrzelił w niebo jak szalony. Przywiozłam ze sobą gałązki mięty, oregano i estragonu. Ale także szałwia i lubczyk trzymają się zdrowo. Niestety zaraza dotknęła mój osobisty- balkonowy zielnik. Z racji że nie mogłam się nim opiekować w czasie wyjazdu, trafił pod opiekę mamy mojego chłopca. Podlewała go dzielnie i jestem za to wdzięczna, ale niestety podkrakowskie powietrze przyniosło ze sobą mszyce i przędziorki. Teraz z nimi walczę już w Czechach, oczywiście metodą ekologiczną. Mam zamiar te zioła wyleczyć i jeszcze z nich korzystać, więc nie mogłam im przywalić chemią...
W internecie znalazłam porady, by spryskać roślinki wywarem z czosnku, polać je mocnym strumieniem wody, a ponadto "zaprosić" biedronki z łąki. Tak też zrobiłam, zlałam je obficie pod prysznicem, w czym dodatkowo pomogła mi ulewna burza, pognałam po czosnek i przygotowałam wywar. Trochę pomogło, ale to dopiero drugi dzień walki, więc jeszcze mszyce trzymają się mocno niektórych gałązek. Panna Biedroneczka sama przyleciała na mój parapet, a ja ją tylko przekierowałam w inne miejsce z olbrzymią prośbą by ratowała moją miętę. Kochane maleństwo walczy już drugi dzień. Dzisiaj rano znalazłam dla niej koleżankę, gdy odprowadzałam mojego mężczyznę do pracy. Teraz pracują sobie razem. Mam nadzieję, że jest im raźniej i zaproszą jeszcze jakieś koleżanki. Och kochane biedroneczki, co ja bym bez was zrobiła... A ja tak uwielbiam zioła... mam nadzieję, że szybko pozbędę się tych przebrzydłych pasożytów i znów będę mogla korzystać z mojej bazylii zielonej i bordowej, tymianku i nieszczęsnej mięty (której o dziwo najbardziej się dostało).


Dziś w hołdzie ziółkom i młodym warzywkom zaproponuję wam Pasztet wegetariański na Wege Wtorek. Jest to świetny dodatek do porannych i biwakowych kanapek, a ponadto można jego plastry usmażyć jako kotlety. Dodatek ziół i pestek dyni i słonecznika sprawił, że jest on bardzo, ale to bardzo aromatyczny. Polecam.
Inspirację zaczerpnęłam z magazynu Food and Friends.



Pasztet wegetariański warzywno- sojowy.
 Skladniki
(na 1 formę)
1/2 szklanki soi
1/2 szklanki ciecierzycy
1/2 szklanki kaszy jęczmiennej
1/2 szklanki drobnych płatków owsianych
1 duża cebula
2 marchewki
2 młode pietruszki
1 mlody seler
2 ząbki czosnku
2 jajka
1/2 szklanki oliwy z oliwek Monini
1 łyżka majeranku
1/2 pęczka natki z młodej pietruszki
1/3 pęczka natki z młodego selera
1 lyżeczka pieprzu
2 łyżki sosu sojowego



Przygotowanie:
Soję i ciecierzycę namocz przez 4 godziny, po 2 godzinach zmieniając wodę. Namoczone fasole ugotuj w świeżej wodzie do  miękkości. Kaszę ugotuj na półsypko.Cebulę obierz i posiekaj, czosnek zmiażdż obierz i posiekaj. warzywa dobrze umyj i zetrzyj na tarce o grubych oczkach. Rozgrzej oliwę i na wolnym ogniu podsmaż na niej cebulę i czosnek. Następnie wrzuć do nich starte warzywa i duś przez kilka minut mieszając co jakiś czas, by się nie przypaliły.

Soję i ciecierzycę zmiel w maszynce- lub tak jak ja rozdrobnij ręcznym blenderem na gładką masę. Połącz wszystkie składniki- soję z cieciorką, warzywa, posiekaną natkę pietruszki i selera, płatki  owsiane, sos sojowy, jajka i przyprawy. Dopraw dodatkowo do smaku, pamiętając że musi on być wyrazisty.
Dokładnie wymieszaną masę przełóż do natłuszczonej i wyłożonej papierem do pieczenia formy- keksówki.
Posyp garścią pestek dyni i słonecznika. Piecz około 1 godzinę w piekarniku nagrzanym do 180'C.

Pasztet pozostaw do całkowitego ostygnięcia i podawaj na zimno z razowym pieczywem, lub na ciepło jako kotlety.
Smacznego!




piątek, 25 maja 2012

Zapiekanka warzywna, która sie prawie sama robi.

Jeszcze czekam na niektóre warzywa sezonowe. Te, które już widuję w sklepie strasznie mnie kuszą, ale wiem, że nie pochodzą od miejscowych producentów, a są sprowadzane z Hiszpanii, Holandii, Włoch itp. Ciężko jest się powstrzymać, więc muszę wymyślić coś smacznego i kolorowego z bulw z poprzedniego roku.
Olbrzymim mankamentem mieszkania w Czechach, a przynajmniej w regionie Morav, jest brak targów, bazarów itp. Strasznie brakuje mi kontaktu ze sprzedawcami, prawdziwymi producentami żywności. Będąc we Włoszech uwielbiałam klimat pobliskiego targu na Porta Palazzo. Chodziłam tam raz na kilka dni, wyławiając co lepsze okazje i polując na super świeże warzywa. W Polsce także jestem stałą bywalczynią bazarów, odwiedzam ten w Pruszkowie, na warszawskim Ursusie i Pod Halą Banacha. Wiadomo, że wielu sprzedawców to zwykli handlarze, którzy odwiedzili wcześniej Bronisze, ale zdarzają się też bardzo często rolnicy i sadownicy. Tacy ludzie pomogą wybrać dobre szparagi, odpowiednie jabłka na sok, czy do ciasta, powiedzą jak przygotować fioletowego kalafiora i którą kapustę wybrać na gołąbki, a które pomidory na przecier. Jak się ładnie uśmiechniesz i chwilę porozmawiasz, to dorzucą ci kilka marchewek "górką", poczęstują jabłkiem, albo obniżą cenę. Na prawdę bardzo mi tego brakuje...

Z warzyw, które kupiłam postanowiłam przygotować aromatyczną potrawę, która prawie sama się robi.
Robi się sama- bo przygotowane warzywa i kaszę zamykam w foremce pod przykryciem i zapominam o nich na 45 minut. Aromatyczna jest dlatego, że użyłam świetnej mieszanki ziół KAMIS, jakie dostałam w zestawie podczas Food Blogger Fest. Kamis był sponsorem tego wydarzenia i przygotował dla nas spore paczki z ziołami i zaproponował konkurs właśnie dla nas blogerów. Oto moja propozycja:



Zapiekanka warzywna z kaszą jaglaną.
(dla 3 osób)

8 łyżek kaszy jaglanej,
1 średni burak,
1 duża marchewka (lub 2 małe),
1/2 dużego selera (lub 1 mały seler),
1/4 główki kapusty,
3 cm kawałek imbiru,
3 gałązki selera naciowego,
szczypiorek,
skórka otarta z 1 pomarańczy,
1 łyżka pieprzu młotkowanego z kolendrą KAMIS,
Ognista mieszanka przypraw KAMIS,
3 szklanki bulionu warzywnego,
1 łyżka sosu rybnego

Kaszę przelewamy wrzącą wodą i płuczemy na sicie.
Warzywa myjemy i obieramy. Jeśli macie robot kuchenny z szatkownicą użyjcie go by poszatkować wszystkie warzywa- marchew, buraka, selera, selera naciowego i kapustę. W innym wypadku po prostu pokrójcie warzywa w cieniutkie paseczki. Ja użyłam do tego obieraczki do warzyw, a kapustę i selera naciowego posiekałam. Imbir obieramy przy pomocy łyżeczki i ścieramy na drobnych oczkach.
W formie do zapiekania układamy warstwami warzywa i kaszę. Zaczynając od kapusty, przez seler, marchew, kaszę, buraka i selera naciowego. Całość posypujemy startym imbirem, pieprzem i ognistą przyprawą Kamis. Do bulionu dodajemy sos rybny w wlewamy całość do formy z warzywami. Przykrywamy szczelnie folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika. Ustawiamy temperaturę 200'C i pieczemy przez ok 45 minut.
Po tym czasie wyjmujemy formę z piekarnika posypujemy skórką z pomarańczy i szczypiorem i podajemy gdy jest gorące.


Na stole możemy ustawić jeszcze młynek z Ognistą przyprawą Kamis, by można było sobie danie doprawić do smaku. Wegetariańska potrawa jednogarnkowa gotowa! A dla małego niejadka można wymyślić jakąś  fajną nazwę potrawy, np. masakra piłą mechaniczną, zakrwawione organy, czy jeszcze coś bardziej obrzydliwego. a jak to nie podziała, to może serduszko pomoże :)



Smacznego!

czwartek, 19 kwietnia 2012

Pęczak z suszonymi pomidorami i lekką sałatką z rucoli

Och, jak ja już tęsknię za latem. Nie mogę się doczekać gdy wgryzę się w świeżutką zerwaną z krzaka, przepyszną, słodziutką, zapiaszczoną truskaweczkę. Kiedy zasmakuję nadzwyczajnej zupki z botwinki z jajkiem, czy zjem rzodkiewkę, która smakuje jak rzodkiewka- nie jak woda. Słonko moje, grzej proszę mocno, mocno. Tak mi ciebie brakuje. Rozgrzej już proszę gałązki czereśni które za moim oknem rosną i tez czekają na Ciebie by rozkwitnąć pachnącymi białymi kwiatami. Spuść swoje promienie na ziemię, by ziarenka niedawno posianych warzyw szybko się rozwijały. Poświeć  tez na tulipany, bo bez ciebie ciężko im jest rozwinąć pączki i pokazać światu swe piękne, kolorowe płatki. Aha, i jeszcze apel od biedronek i motyli: rozchmurz buzię, bo one nie lubią deszczu i niepogody, też ciebie potrzebują. Tak jak ja.

W zeszłym roku z pierwszakami z mojej klasy witałam panią Wiosnę i szukałam jej śladów po lesie. Na początku też nie szło nam za dobrze. Ale gdy tylko nauczyliśmy się piosenki dla słonka, od razu zaczęło częściej świecić. Chyba dzieci zapomniały, że w wakacje też powinny śpiewać, więc już się tak często nie pojawiało.

Słoneczko nasze rozchmurz pyska bo nie do warzy ci w chmurzyskach, słoneczko nasze rozchmurz się, spacerować z Tobą będzie lżej.

Te pochmurne  dni staram się pokolorować za pomocą jedzenia i z takiej inspiracji powstała nowa potrawa:




Risotto z pęczaku z suszonymi pomidorami i kurczakiem w towarzystwie rucoli.

Składniki na 2 osoby:
8 łyżek pęczaku
3/4 szklanki pulpy pomidorowej
6 połówek suszonych pomidorów w oliwie
1 pieczona pierś z kurczaka
sól, pierz do smaku
1 łyżeczka przyprawy 5 smaków (niekoniecznie)
ok 1,5 szklanki wody
2 łyżki oliwy

Sałatka
2 duże garści rucoli
kiełki do dekoracji i do smaku - u mnie z brokuła
2 łyżki oliwy z oliwek Extra Virgin
2 łyżki soku z cytryny
1 pomidor
sól/pieprz do smaku

Wykonanie:
Pęczak płuczemy na sicie zimną wodą. W głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę do smażenia i wrzucamy do niej pęczak. Prażymy go przez 2-3 minuty, często mieszając (lub podrzucając ;). Wlewamy pierwszą szklankę wody. Przykrywamy pokrywką i gotujemy na średnim ogniu aż woda się wchłonie co jakiś czas mieszając. Suszone pomidory osączamy z oliwy i kroimy na drobne kawałki. Podobnie kroimy kurczaka. Ja użyłam pierś, którą odjęłam od kości- pozostałość z pieczonego kurczaka.
Gdy woda już się prawie calkowicie wchłonie, dodajemy pulpę pomidorową. Znów mieszamy i pozwalamy by pęczak wchłonął płyn. Po czym dodajemy pokrojone pomidory, kurczaka oraz przyprawę "5 smaków", pozwalamy by smaki się wymieszały przez kilka minut i doprawiamy dalej według uznania. Można także dodać trochę oliwy z zalewy z pomidorów.
Próbujemy kaszę- musi być ugotowana  al'dente, ale jeśli jeszcze jest zbyt twarda to dodajemy trochę wody.
Gdy kasza jest już dostatecznie miękka, ale nadal stawia opór między zębami, jest gotowa. Przykrywamy ją i pozwalamy chwilkę odpocząć w czasie gdy przygotujemy sałatkę.
Rucolę płuczemy zimną wodą i odsączamy dokładnie. Ja używam suszarki do sałaty, kora bardzo przyspiesza i ułatwia to zadanie. Pomidora parzymy we wrzątku przez 10 sekund, hartujemy w zimnej wodzie przez kolejne kilka sekund i ściągamy skórkę. kroimy w ósemki i dodajemy do rucoli. Sałatkę polewamy oliwą- najlepiej użyć taj ze słoiczka z suszonymi pomidorami  i sokiem świeżo wyciśniętym z cytryny. Dodajemy kiełki i doprawiamy  do smaku.

Pęczak można ładnie ukształtować za pomocą ringów- lub tak jak ja przy użyciu pojemniczka po śmietanie. Nakładam kilka łyżek pęczaku do takiego kubeczka, lekko ugniatam i odwracam do góry nogami na talerzu. Efekt jest prawie profesjonalny :)

Oby ta potrawa zachęciła słonko do walki z chmurami i przywołała panią Wiosnę w kwiecistej sukience, z truskawkami w koszyku...

Smacznego

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Zapiekanka z jajkami. Wielkanoc już tuż tuz.

Zacznijmy od tego, że pomysł na zapiekankę wyglądał trochę inaczej. Jak to często w mojej kuchni bywa, koncept uległ transformacji. W zeszłym roku w jednej z kobiecych gazetek spotkałam dobry przepis na zapiekankę ze szpinakiem. Oczywiście oryginał dawno zaginął w akcji, ale przed Wielkanocą zapragnęłam go odtworzyć. Zainspirowała mnie też troszkę Zielenina swoim przepisem na razową tartę. Z poprzedniego obiadu zostało mi ok 300 gram ugotowanej drobnej kaszy jęczmiennej, więc i ona powinna znaleźć swoje zastosowanie w przepisie. Wszystko wyglądało cudownie dopóki nie zajrzałam do zamrażalnika. NIE MA SZPINAKU. Nie mam podstawowego składnika... Ciasto na spód już było gotowe do przypiekania, wszystkie składniki przygotowane, ale nie ma szpinaku!! Nie było już czasu na spacer do sklepu, a mężczyzna nadal nie wrócił z misji przeprowadzkowej kolegi z pracy i jeszcze nie odwiedził marketu.
Po przejrzeniu lodówki i podliczeniu zysków i strat (nadal chciałam zrobić tę zapiekankę) wybór na zastępstwo szpinaku padł na brokuła i zielony groszek. Z jakim wynikiem ta historia się skończyła?
Otóż mój mężczyzna wrócił pieruńsko głodny gdy zapiekanka właśnie wskakiwała do piekarnika. Komplementów nie było końca. Nie wiem czy tak bardzo nam smakowało, bo byliśmy głodni, czy po prostu stworzyłam coś pysznego :)
Taką zapiekankę widzę na Wielkanocnym stole i to nie tylko wegetariańskim. Jest wykwintna no i z jajkami, przewodnim symbolem tych dni :)
Jeszcze słowo a propos jajek. bardzo ostatnio podrożały- oczywiście ze względu na marketing przed świętami, ale nie tylko. Zmieniły się normy dotyczące chowu klatkowego kur. Nie myślcie że kury zyskały wolność, nie  nie maja jedynie parę centymetrów wyższe mieszkanie w którym spędzają swoje życie. Polecam odcinek "Jamie at home" z jajami w roli głównej. Co robi kura, która cale życie spędziła w metalowych kratach, gdy się jej otworzy drzwi by sobie pospacerowała? NIC. STOI. Bo nigdy w życiu nie chodziła, nie wie, że tak można... straszne. Starajmy się kupować jajka od tzw. "szczęśliwych kur", które mają dużo przestrzeni życiowej i mogą sobie poskrobać w ziemi i zjeść pysznego robaczka. Mysśę, że najlepiej znaleźć w okolicy osobę, która ma kurnik i od niej kupować świeże jaja. Jeśli nie mamy takiej możliwości, bo mieszkamy w mieście (choć i tu na bazarach sprzedają panie ze wsi), zwracajmy uwagę na oznaczenia na jajkach. Kupujemy jajka z numerem 0 lub 1. Zwłaszcza teraz, przed Wielkanocą. Niech i kury mają swoje święto.

Przejdę już do przepisu:

Zielona pełnoziarnista tarta z jajem



Składniki na 3 porcje:

Ciasto ( zaczerpnięte od Zieleniny):
120 g mąki pełnoziarnistej
120 g maki pszennej
120 g margaryny
szczypta soli
50 ml zimnej wody

Nadzienie:
1/2 brokuła
ok 150 g zielonego groszku (mrożonego)
300 g ugotowanej drobnej kaszy jęczmiennej
100 ml maślanki
3 jajka wiejskie (typ 0-1) ugotowane na twardo
1/2 startej gałki muszkatołowej
1 łyżka suszonej bazylii
1 łyżka sosu sojowego
2 łyżki startego sera pecorino
świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie:

Połączyć ze sobą mąki, sól i masło by przygotować ciasto. Masło rozdrabniamy ręką lub nożykiem do konsystencji kruszonki. Następnie dodajemy bardzo zimną wodę i szybko zagniatamy ciasto. Owijamy je folią i wstawiamy do lodówki na 1 godzinę.
Po tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180'C.
Odkrawamy 2/3 ciasta i rozwałkowujemy je na stolnicy posypanej mąką. Ja użyłam malej tortownicy o średnicy 18 cm, więc krążek rozwałkowanego ciasta miał ok 24 cz średnicy. Wypełniamy dno formy formując około 3-4 cm brzegi. Ciasto obciążamy fasolkami, czyli najpierw przykrywamy z wierzchu papierem do pieczenia, na który wysypujemy fasolki do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika by wstępnie się upiekło, na 15 minut.

Wskazówki dotyczące tarty: Jeśli macie zimne rączki tak jak ja- ugniatanie ciasta jest zawsze łatwiejsze, bo nie klei się ono tak szybko do palców. Jeśli przeważnie masz gorące dłonie, zanim zanurzysz ręce w masie z masłem- zrób im pół minutowy zimny prysznic pod kranem. 
Fasolki do pieczenia: jeśli często przygotowujesz tarty to znasz już ten prosty patent. Zawsze dobrze mieć w słoiczku mieszankę fasolek, które używamy tylko do pieczenia. Służą one do obciążenia ciasta- by zapobiec temu by urosło. Potrzebny tez będzie papier do pieczenia o średnicy większej niż forma. Najlepiej zgnieść go w dłoniach by łatwiej go wyłożyć na surowe ciasto. 
Mówiąc szczerze- nawet jeśli autor tego w przepisie nie podaje- zawsze najpierw podpiekam ciasto gdy robię zapiekankę, lub tartę. Mam wtedy pewność, że spód mi nie namięknie i nie będzie surowy. 

Nadzienie:
 Brokuła gotuję razem z łodyżką na parze 8  minut od momentu zagotowania się wody. Następnie rozdrabniam go przy pomocy malaksera. Można go także drobno posiekać nożem na desce.
Kasza już jest gotowa do użycia. Jeśli nie- po prostu ja opłucz i ugotuj na półtwardo.
Jajka są już ugotowane na twardo.
Groszek płuczę pod kranem na sicie.
Wszystkie składniki nadzienia mieszam w jednym naczyniu i doprawiam do smaku.

Na podpieczonym spodzie rozsmarowuję 3 łyżki nadzienia, na którym układam ugotowane jajka. Następnie wykładam resztę nadzienia na jaja, tak by mniej więcej wiedzieć gdzie się znajdują- by było widoczne małe wybrzuszenie.

Pozostałą części ciasta rozwałkowuje na krążek o średnicy formy i przykrywam nim farsz. Brzegi dokładnie zalepiam. Zapiekankę wstawiam do piekarnika i podwyższam temperaturę do 200'C. Czas pieczenia to 25-30 minut. Wierzch zapiekanki powinien się lekko zarumienić, wtedy całość jest gotowa.


Do nadzienia z powodzeniem można wykorzystać resztki kaszy, czy ryżu, które mamy w lodówce. Sądzę ze świetnie w tym przypadku spisze się brązowy ryz, ale i niepalona kasza gryczana. Pokusiłabym się tez o kaszę jaglaną. Groszek może zastąpić kukurydza albo cieciorka. Zioła musicie dopasować według własnego gustu i smaku- ale na pewno musi ich być dużo. Uwolnijcie wodze fantazji, próbujcie nowych kombinacji. Ja to uwielbiam :)

Podana ilość składników wystarczy na zapiekankę dla 3 osób. Jeśli wiesz orientacyjnie gdzie są jaja- krój porcje tak by było je widać- lub by były całkowicie schowane- wybór należy do Ciebie.

Smacznego!

niedziela, 26 lutego 2012

Lasagne zupełnie nietypowa. Łosoś, szpinak i kasza jaglana.

Piękne słońce za oknem nastraja do ciepłych myśli o wiośnie i spacerach gdy jego promienie muskają delikatnie poliki. Nie mogę się już doczekać wiosny. Wiem, ze to jeszcze miesiąc, ale moje myśli już biegają po łące i zbierają pierwsze truskawki i rzodkieweczki. Czy czujecie podobnie?


Planuję co raz intensywniej, co by przygotować na Wielkanoc. Przygotowuję już wielkanocne kartki pocztowe i ozdobne kieliszki do jajek, więc nie da się tego uniknąć. Na parapecie już rośnie rzeżucha, nie pierwsza i na pewno nie ostatnia w tym roku. Przynajmniej ona daje mi nadzieję, że ta plucha na trawnikach niedługo wyschnie i pojawi się młoda trawka, mlecze, prymulki i ukochane hiacynty, żonkile i szafirki.


W mojej kuchni tez chciała zapanować świeżość- tym razem pod postacią obiadowego eksperymentu. Ku mojej uciesze danie wyszło przepyszne. Następnego dnia cieszyło podniebienie nawet bardziej. Nazwałam te zapiekankę Nietypową Lasagne ze względu na jej warstwicowość, ale wiem, że dalece odbiega od oryginału. Bez obaw, prawdziwa włoska lasagne też się kiedyś tutaj pojawi :) Przejdźmy do przepisu:



Lasagne z łososiem szpinakiem na kaszy jaglanej.

Składniki  na (3 porcje)

1 szklanka kaszy jaglanej
2 duże filety z łososia bez skóry
1 opakowanie mrożonego szpinaku
4 łyżki startego żółtego sera
1 ząbek czosnku
1 mala cebulka
cytryna
bazylia, oregano, pieprz,
sos sojowy
3 łyzki sezamu
1/4 gałki muszkatołowej
oliwa do smażenia

Kaszę przygotować jak w tym przepisie. Do gotowej kaszy dodać starty ser i wymieszać.
Łososia pokroić w dużą kostkę skropić sokiem z cytryny i sosem sojowym, obtoczyć w ziołach i sezamie. Pozostawić na 10-15 minut.
W tym czasie rozmrozić szpinak na rozgrzanej patelni, dusić go dotąd aż odparuje większość wody. Doprawić go do smaku pieprzem, solą, i gałką muszkatołową, dodać rozgnieciony ząbek czosnku i pokrojoną w piórka cebulę.
Łososia smażyć na rozgrzanej patelni przez kilka minut często mieszając. Łosoś powinien być obsmażony z każdej strony, ale jeszcze surowy w środku.
Piekarnik rozgrzewamy do 190 stopni.
Dno formy do zapiekania- ja do lasagne używam keksówki- skropić oliwą i rozsmarować połowę kaszy jaglanej. Na niej ułożyć łososia, następnie cały szpinak. Na wierzchu znów układamy warstwę kaszy. Całość skrapiamy lekko oliwą. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i zapiekamy przez ok 20-25 minut aż na wierzchu pojawi się lekko zarumieniona, chrupiąca skórka z kaszy. Gotowe!

Do zapiekanki będzie pasował sos czosnkowy, ale także pomidorowy (ew. keczup). Polecam tez łyżkę gęstej śmietany czy jogurtu greckiego. Zapiekanka jest jeszcze smaczniejsza odgrzewana, więc można ją przygotować wcześniej.
Jej struktura jest dość zwarta, więc jak sądzę świetnie spisze się jako danie lunchowe do pudełeczka.

Smacznego!


niedziela, 12 lutego 2012

Kotlety gryczane na puree z czerwonej kapusty w towarzystwie aromatycznej białej rzodkwii. Wegetariański obiad w stylu fussion.

Kombinuję i kombinuję co by tu przygotować na zimowy obiadek. Potrzebujemy czegoś sycącego i rozgrzewającego. Staram się ostatnio korzystać z warzyw, do których mam dostęp bez korzystania ze sztucznych upraw. Wiąże się to z ograniczeniem ogórków, pomidorów i teko typu składników, które są charakterystyczne dla wiosny i lata ale na pewno nie dla zimy. Co mamy do wyboru? Ziemniaki, warzywa korzeniowe jak marchew, buraki, pietruszka, seler, kapustne- czerwona biała, a zwłaszcza kiszona, dynia, kalafior, rzepa, kalarepa. Z owoców można wybrać te z eksportu, ale wciąż sezonowe- owoce cytrusowe, oraz nasze polskie jabłka i gruszki przechowywane w chłodniach. Gdy tylko mam dostęp do zamrażarki w domu rodzinnym, wyjadam zapasy mrożonych truskawek, śliwek, wiśni i borówek amerykańskich z naszego sadu i ogrodu. Poza tym pałaszuję zapasy ze spiżarni, które wożę ze sobą do Czech i ochoczo rozdaję najbliższym. Nieskromnie wspomnę, ze wiele moich koleżanek moje dżemiki i przetwory uwielbia :)


Wróćmy do obiadu. ten dzisiejszy składa się z kotleta- ale wegetariańskiego, puree- ale nie ziemniaczanego- a kapustnego i dodatku po części z Azji- białej rzodkwi (daikon). Oto przepis:

Kotlety gryczane podane na  puree z czerwonej kapusty w towarzystwie duszonej białej rzodkwi.


Składniki  na 4 osoby:

Kotlety gryczane ( ok 12 sztuk)

200 g kaszy gryczanej
pół szklanki płatków owsianych
pół bułki razowej (lub grahamki, kajzerki)
1 duża cebula
1 duże jajko (lub 2 małe)
4 łyżki posiekanej natki pietruszki
5 małych pieczarek
2 łyżki otrąb owsianych (lub bułki tartej)
sos sojowy,
3 ziarenka pieprzu,
4 ziarenka ziela angielskiego,
1 listek laurowy
olej do smażenia

Przygotowanie:
Płatki owsiane zalej ciepłą wodą i odstaw by zmiękły. Namocz także bułkę.
Kaszę gryczaną ugotuj na półsypko w wodzie z dodatkiem łyżeczki sosu sojowego i ziół. Odstaw do ostygnięcia- wyjmij ziarna pieprzu, ziela angielskiego i listek laurowy.
Cebulę pokrój drobno i zeszklij lekko na oleju, dodaj pokrojone drobno pieczarki i podduś razem kilka minut. Dopraw odrobiną soli i dużą ilością pieprzu.
Do przestudzonej kaszy dodaj namoczone płatki owsiane, odciśniętą bułkę, cebulę z pieczarkami, jajko i natkę pietruszki. Wszystko dokładnie wymieszaj. Jeśli masa jest rzadka dodaj do niej otręby lub bułkę tartą. Jeśli jest zbyt gęsta, możesz wbić jeszcze jedno małe jajko. Dopraw sosem sojowym i pieprzem do smaku. Możesz też dodać ulubione zioła- np. oregano, majeranek a także estragon, lub chili.
Na patelni rozgrzej olej. kotleciki wykładam na patelnię łyżką. Smażę po kilka minut z obu stron, odsączam z tłuszczu na papierowym ręczniku.
Gotowe kotleciki odgrzewam w piekarniku. Jeśli chcę je podać od razu każdą partię od razu przykrywam folią aluminiową by nie wystygły.

Puree z czerwonej kapusty.

1/2 główki niedużej czerwonej kapusty
mała czerwona cebula
małe obrane jabłko
sok z połowy cytryny,
2 łyżki oliwy
pieprz
1/2 łyżeczki cynamonu
garść rodzynek

Przygotowanie:
Namoczyć rodzynki w wodzie.
Kapustę drobno poszatkować, wrzucić do garnka i zalać wrzącą wodą do 3/4 objętości, gotować bez przykrycia ok 7 minut. Kapusta nie może być surowa, ale nie powinna całkowicie zmięknąć.
Kapustę osączyć na durszlaku, wrzucić do miski i jeszcze ciepłą polać sokiem z cytryny. Sygnałem do tego, że już dość soku jest gdy kapusta osiągnie ładny czerwonofioletowy kolor.
Do kapusty dodać starte jabłko, przyprawy, rodzynki i oliwę. Zmiksować całość przy pomocy malaksera lub blendera do konsystencji puree. W razie potrzeby doprawić do smaku i przed podaniem lekko podgrzać w rondelku uważając by masa się nie przypaliła.


Duszona biała rzodkiew z sosem sojowym.

1 korzeń białej rzodkwi (daikon)
kilka łyżek sosu sojowego
kilka łyżek oliwy

Przygotowanie:
Rzodkiew pokrój w ok 1,5 cm plastry. W szerokim rondlu rozgrzej oliwę i połóż na niej plastry rzodkwi. Podsmaż aż się lekko zarumieni, przewróć każdy plaster na drugą stronę i całość obficie polej sosem sojowym. Zmniejsz ogień, przykryj i duś przez ok 5 minut. Uważaj by rzodkiew się zanadto nie przypaliła. Sos sokowy się lekko skarmelizuje i nada rzodkwi pięknego brązowego koloru.

Podanie:
Na talerz wykładamy dużą porcję puree z kapusty, układamy na nim gryczane kotlety 2-3 sztuki, obok układamy plastry duszonej rzodkwi. Dla koloru można całość udekorować listkami rucoli, natką pietruszki lub szczypiorkiem. Gotowe!
Smacznego!

niedziela, 29 stycznia 2012

Orzotto con funghi e pomodori secchi

Parli Italiano? NO? Como no?


Dobra, dobra oszczędzę wam na dzisiaj języka włoskiego, ale za to nie opuścimy na pewno tego pięknego kraju.


We Włoszech zakochałam się w dwójnasób. Uwielbiam ten kraj, jedzenie, klimat, ludzi, widoki, zabytki....wino. Po prostu wszystko. A poza tym tam właśnie zakochało się moje serduszko w pewny długowłosym Polaku. No cóż los tak chciał, że spotkaliśmy się na obczyźnie.
Zapewne to nie ostatni raz kiedy Włochy i mój pobyt w tym kraju bedę wspominać.
Co prawda dania które dziś przedstawię nie miałam przyjemności próbować we Włoszech, ale ku mojemu zdziwieniu niedawno do moich uszu doszło, że Włosi też jedzą pęczak !!!
Risotto- to ja rozumiem- w końcu mijałam za oknem wiele razy w pociągu do Mediolanu pola ryżowe. Ale pęczak? Kiedyś moja koleżanka z liceum stwierdziła dobitnie, że to to (czyli pęczak), to je jej pies i nie tknie za żadną cenę. 
Po pierwsze, zimową porą często poszukuję potraw rozgrzewających i treściwych, a ta kaszka pomoże nam takie cudo wyczarować. Ważne żeby jej nie rozgotować, bo stanie się koszmarem niczym ze szkolnej stołówki...brrr
Po drugie, kasze goszczą na polskich stołach od zarania dziejów. Dlaczego? Bo właśnie na naszych polach mamy dobre warunki do ich uprawy, a mięsko nie pojawiało się za często w menu prostego człowieka. I chwała nam za to!! 
Dlaczego wciąż na siłę szukamy potraw "nie z tej ziemi"? Oczywiście uwieeelbiam próbować nowych smaków i z zazdrością patrzę na wszystkie egzotyczne owoce w ciepłych krajach i świeżutkie owoce morza, ale w codziennej kuchni wyznaję zasadę: ma być na świeżo i lokalnie!
Jeszcze tylko 2 słowa dlaczego pęczakowi będą towarzyszyć grzybki. Inspiracja przybyła z linkiem z pierwszego pół kulinarnego programu w polskiej telewizji autorstwa Roberta Makłowicza. Jak tylko mogę to oglądam, a co jest fajne, to Tv.Polska udostępnia archiwalne odcinki za darmo. Także za granicą :) Polecam waszej uwadze odcinek "Alpejska kraina Ladynów".


Orzotto con funghi e pomodori secchi- czyli Pęczak z suszonymi grzybami i pomidorami



Składniki na 2 osoby:
3/4 szklanki suchego pęczaku
spora garść suszonych grzybów (np.borowiki, podgrzybki)
1 nieduża cebula
pół szklanki startego parmezanu (lub pecorino)
3 szklanki bulionu warzywnego
3 łyżki pasty z suszonych pomidorów-
(lub taka sama ilość susonych pomidorów ze słoiczka bardzo drobno pokrojonych i wymieszanych z łyżką oliwy z zalewy)
100 ml ginu (niekoniecznie)
spora łyżka masła
oliwa
pieprz, sól do smaku

Przygotowanie:
Grzybki przygotowuję tak jak robię to zawsze moja mama. Zostawiam je do moczenia w wodzie na noc lub na przynajmniej 2 godziny. W wodzie z moczenia gotuję je przez około pół godziny. Odcedzam zachowując pozostały płyn i kroję w drobną kostkę. Poszatkowaną cebulę podsmażam chwilkę na oliwie na dużej patelni. Po chwili dorzucam pokrojone grzyby. Po 3 minutach na średnim ogniu dodaję ziarna pęczaku. Podsmażam je chwilę, tak samo jak przygotowując tradycyjne risotto. Pęczak tak jak ryż, po podsmażeniu staje się lekko szklisty. Następnie wlewam gin i czekam chwilę aż wyparuje z niego alkohol. na pewno wyczujecie ten moment nosem :)
W tym momencie pora by zacząć dodawać bulion warzywny. Powoli zaczynając od jednej szklanki. Kasza będzie wchłaniać płyn, a wy musicie pilnować by miała o pić. Bulion dodajemy aż pęczak będzie lekko twardy. Wystarczy spróbować paru ziarenek raz na jakiś czas. czas gotowania w moim przypadku to 10 minut. Pęczak musi być al dente- czyli stawiać opór naszym zębom. Rozgotowany już nie jest taki smaczny.
Gdy czujecie ze pęczak za chwilkę będzie gotowy możecie dodać do niego suszone pomidory, połowę startego sera i dużo pieprzu. Sól według uznania. Dajemy im 3 minuty żeby się połączyły z kaszą.
Patelnię zdejmujemy z ognia i dodajemy masło. Zostawiamy pod przykryciem na 5 minut.

Orzotto podaję w głębokim talerzu a już przy stole posypuję każdą porcję odrobiną parmezanu i świerzo zmielonego pieprzu. (Goście to lubią :) Idealnie będzie też pasować świeża natka pietruszki.
Gotowe!

Smacznego !

sobota, 28 stycznia 2012

Pomidory z nadzieniem z kaszy jaglanej, czyli nadziany gość na obiedzie.

Dzisiaj szybki post, bo szybki był obiad :)


Miałam w lodówce duże mięsiste pomidory, które same się prosiły o to żeby je czymś wypełnić. Doskonale wiemy, że pomidory w zimie same w sobie za wiele smaku nie mają, więc postanowiłam i trochę pomóc.
Często widzę różne nadziewane warzywa z kaszką kuskus. nie dziwi mnie to w ogóle, sama z niej często korzystam, szczególnie z wersji BIO- pełnoziarnistej. Ale kochani!! Mamy zimę!! W ziemie potrzeba nam dużo ciepełka, a kasza jaglana daje organizmowi dużo niezbędnej energii  dzięki zawartości węglowodanów złożonych. Można więc z niej korzystać w czasie diety. Ponadto ma w sobie mnóstwo witamin i minerałów a nie zawiera glutenu. Ma zbawienny wpływ na włosy paznokcie i nasz system odpornościowy. Poczytajcie, poszukajcie przepisów, bo warto ją jeść i na słono i na słodko, a tak banalnie prosto się ją przygotowuje.
Oto moja propozycja na kaszę jaglaną i pana pomidora:

Pomidor z nadzieniem z kaszy jaglanej podany z czipsami gryczanymi



Składniki na 2 osoby:
2 duże mięsiste pomidory
1/2 cebuli
80 g suchej kaszy jaglanej
1 łyżka sambal oelek (lub innego sosu z ostrych papryczek, np. pimento chili)
2 łyżki pasty z suszonych pomidorów (lub koncentratu pomidorowego)
dowolna ilość twardego sera- u mnie pecorino
oliwa
bazylia i oregano
dodatkowo (niekoniecznie): 2 naleśniki gryczane

Kaszę najpierw płuczemy na sitku pod kranem a następnie przelewamy wrzącą wodą prosto z czajnika, żeby pozbawić ją goryczki. Wrzucamy do lekko osolonego wrzątku w proporcji 1:2. Czyli na 80g- ok jedna szklankę kaszy- 2 szklanki wody. kaszę gotujemy na małym ogniu mieszając od czasu do czasu. kasza szybko pije wodę, więc trzeba uważać by się nie przypaliła, Kaszę jaglaną gotuję maksimum 10 minut, by się nie rozgotowała. Musimy w garnuszku widzieć cale ziarenka, ale woda powinna już zniknąć. Do kaszy dodajemy starty ser- wg. uznania. Ja pecorino uwielbiam ale ON już nie tak bardzo :) Kaszę w garnuszku odstawiamy na chwilę pod przykryciem na bok.

Możemy już powoli rozgrzewać piekarnik. Temperatura 200 stopni.

Od pomidorów odkrawamy czapeczkę  i wydłubujemy miąższ z pomocą łyżki- nie wyrzucamy go! Następnie cebulę drobno szatkujemy a miąższ kroimy w kostkę. Na patelni podsmażamy na łyżce oliwy cebulkę, a gdy się lekko zrumieni, dodajemy miąższ z pomidorów. Gdy pomidory już się zredukują, czyli odparuje z nich woda dodajemy sambal oelek i pastę z suszonych pomidorów oraz zioła. Podsmażamy razem przez dosłownie 2 minuty w razie potrzeby dodając więcej ziół. Jeśli zależy wam na uzyskaniu bardziej pikantnej potrawy- dodajcie więcej ostrego sosu,; jeśli wolicie wersję łagodną- pomoże większa ilość pasty pomidorowej.
Zawartość patelni dodajemy do kaszy i dokładnie razem mieszamy.

Kaszą z sosem nadziewamy pomidorki aż do samego brzegu i przykrywamy czapeczką.
Pomidorki wkładamy do naczynia do zapiekania. Ja tym razem użyłam zwykłych foremek do małych babek.
Dno skraplamy odrobiną oliwy, kładziemy pomidorka i także jego kropimy lekko oliwą. Wstawiamy do piekarnika ma 30 minut.

Do podania wykorzystałam naleśniki gryczane z poprzedniego dnia. Zawijałam w nie falafel, ale jeszcze 2 zostały. naleśnika kroję jak pizzę w trójkąty. Z jednego naleśnika mam ich 8. Układam je na blaszce skropionej oliwą, polewam jeszcze odrobiną oliwy i sosu sojowego a na koniec posypuję ziołami- bazylią oregano i pieprzem. Wkładam do piekarnika 10 minut przed wyjęciem pomidorów- czyli na 10 minut :)
W tej roli świetnie spisze się też ciabata, bagietka, pita, lub cokolwiek co po upieczeniu można chrupać.

Wariacje: Jak sugerowałam we stępie kaszę jaglaną można śmiało zastąpić kuskusem, pokusiłabym się też o kaszę kukurydzianą, czy brązowy lub biały ryz basmati. Wykorzystajcie to co akurat macie w spiżarni, albo co zostało z poprzedniego obiadu czy kolacji.

Pomidorki są gotowe, gdy ich skorka jest pomarszczona i lekko przypieczona. Świetnie smakują z sałatą z najprostszym winegretem. Gotowe!

Smacznego!

PS.
 Na obiedzie mieliśmy gości. Niestety tylko za oknem, ale też miały czerwone brzuszki i z ciekawością spoglądały w stronę naszych talerzy.
Miłego weekendu.