Pokazywanie postów oznaczonych etykietą finger food. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą finger food. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 września 2013

Piekę, uczę się, szukam swojego miejsca...



Ciężko wrócić do pisania po tak długiej nieobecności.

Całe wakacje obfitowały w wiele wydarzeń kulinarnych, zawodowych i osobistych.





Szukam swojego miejsca w Warszawie. Porzuciłam mieszkanie w Czechach z moim NARZECZONYM :) na rzecz poszukiwania zajęcia dla siebie, rozwijania swoich pasji, doskonalenia umiejętności, samodoskonalenia siebie. Niestety opłacam to straszliwą tęsknotą, która objawia się w różnych porach dnia i nocy... momentami robię się strasznie sentymentalna, wzruszają mnie zwykłe rzeczy itp. itd... ciężko jest być ze sobą na odległość...


Od dłuższego czasu staram się wystawiać moje wytrawne i słodkie wypieki w formie tart na LeTargu i w innych miejscach. Cieszy mnie fakt że smakują one moim klientom i sprzedają się całkiem dobrze. Są gorsze i lepsze dni, ale od czegoś trzeba zacząć.
LeTarg w Wilanowie ma świetną miejscówkę, odwiedzają nas nie tylko wspaniali producenci ale i mieszkańcy, przyjezdni i celebryci. Jeśli chodzi o wystawców to niezmiennie zachwycam się stoiskiem serowarskim, wędlinami Wasąg, chlebami, niezwykłym wyborem oliwek, dżemów, oliwami, wspaniałą kawą w Nomada Cafe, warzywami, owocami, ziołami, lodami i innymi smakołykami.
przynajmniej połowę mojego utargu wydaję na samo jedzenie na LeTargu. Ale przynajmniej wiem co kupuję, moge porozmawiać ze sprzedawcami, mogę popróbować co kupuję i wiem, ze są to rzeczy przygotowane bez chemii, tradycyjnie i z pasją. Od LeTargu można się uzależnić :)

Wakacje spędziłam w kilku miejscach. Warszawa- Kraków-Poznań-Czechy-Słowenia- Włochy, ale o tym innym razem :)



A na koniec, to jeszcze odwiedziliśmy Wenecję. Miasto do którego pojechałam dokładnie 5 lat temu na wielkanocną wycieczkę. Poznałam wtedy najukochańszą osobę w moim życiu... mojego Damiana... A w tym roku przy okazji wyjazdu do graniczącej z Włochami Słowenii, po przejechaniu 200 km autostradą, niemałych problemów ze znalezieniem parkingu, sprintem między tłumem turystów, po dotarciu do Gran Canale i wkroczeniu na most Rialto... oficjalnie przyjęłam śliczny złoty pierścionek z diamentem i stałam się narzeczoną pana Damiana :D A w związku z tym rozpiera mnie radość ogromna :)



Wracając do warszawskich LeTargów, to od zeszłego tygodni, pojawia się również w SOHO. W ostatnia sobotę odbywał się atm piknik Male Men i fajny Targ Designerski z ciuchami , biżuterią i wyposażeniem wnętrz. Mam nadzieję, że LaTarg  fajnie przyjmie się w tym miejscu i będzie ściągał dużą ilość klientów.

A już w piątek zabieram się za pichcenie. Mam zamiar przygotować ok 13-15 tart w większości wytrawnych. Gorąco zapraszam na LeTarg do Wilanowa. Nie może Was tam zabraknąć w sobotę między 9 o 15.

Przybywajcie!

Zapraszam!

wtorek, 19 lutego 2013

Pasta rybna z ricotty i wędzonego pstrąga. Owoc zakupowego szaleństwa na LeTarg'u.



LeTarg.... nazwa dość przewrotna. Niby targ, ale na pewno nie taki zwykły... 
Odwiedzam go od pierwszych tygodni gdy zrodził się na warszawskiej Saskiej Kępie. 

Wkraczając w czwartek i sobotę w wąską uliczkę Królowej Aldony od razu widać, ze coś się tu dzieje, bo pełno dostawczych samochodów o różnych rejestracjach z całej Polski. Po przejściu niespełna stu metrów widzimy że zejście na podwórko i do piwnicy jednej z willi obstawione jest straganami przy których tłoczą się kupujący. Już od wejścia z szerokim uśmiechem zapraszają nas producenci wspaniałych wędlin- Dobra Kiszka i Stanisław Mądry i przesympatyczny Pan Sandacz ze świeżymi rybami. W tę sobotę dołączyli do nich kolejni dostawcy, między innymi z ekologicznymi warzywami i drobiem z wolnego wybiegu. 


Gdy wchodzimy do wnętrza "Szarej Cegły"- kawiarni, galerii, miejsca spotkań artystycznych, spotykamy kolejnych wspaniałych producentów. Jest Kaszubska Koza i Kozia Łąka ze wspaniałymi kozimi serami, pojawia się Spółdzielnia Skaryszewy z moimi ukochanymi serami dojrzewającymi - Stary Szeneker, Amber i Salami z przyprawami, obłędna Fettina i Ricotta. Ostatnio w sobotę pojawił się tez pan z serami owczymi z Ranczo Frontiera i moja kolejna miłość... Mleczna Droga... z niebiańskimi jogurtami, w tym nowym smakiem pomarańczowo imbirowym, twarogami i fetą w oliwie. Całość dopełniają chleby na zakwasie, bajeczne przetwory słodkie i wytrawne, pyszne oliwy z Krety i niesamowite daktyle od Persa i sos z orzechów włoskich. Warto jeszcze wspomnieć i świeżym mleku prosto od krowy, mleku kozim, jajkach od kur z wolnego wybiegu o naturalnych sokach i propozycji Kalinówki "Wzgórza Dylewskie" gdzie nie tylko zakupimy wędzonego pstrąga i pasztet z dziczyzny ale i wątróbkę z pstrąga w zalewie.. Jednym zdaniem dobroci co nie miara.... 


Kto czuje się przytłoczony i już zakłada, ze przepuści tam fortunę, niech się w swoich rozważaniach natychmiast zatrzyma. Wszystkie produkty, które tam kupicie przygotowane są z naturalnych składników z miłością i troską o dobry smak, dobry gatunkowo i naturalny produkt. Sprzedają tam ludzie, którzy dbają o swoje zwierzęta jak o własne dzieci, pielęgnują grządki, lub szukają sprawdzonych dostawców z doskonałym produktem. także główni organizatorzy i założyciele LeTarg wkładają mnóstwo swego czasu i energii w trosce o klientów- sympatyków- przyjaciół, którzy ich odwiedzają. Dostawca, który się u nich pojawia musi być godzien zaufania.

A co z cenami? Otóż tu was może zaskoczę, ale są na prawdę przystępne. Całego pysznego pstrąga kupiłam za 20 zł, kilogram przepysznej szynki kosztuje 35 zł, ser salami z przyprawami 26 zł/kg,  dojrzewający Szeneker 45 zł, spora paczka genialnych daktyli 15 zł, świeże mleko 4zł/litr. Droższe są jedynie szlachetne sery kozie, dojrzewające wędliny i sery, ale nie oszukujmy się- w marketach i tak zapłacimy za nie więcej!!!

Na LeTarg kupuję jedzenie po to by nim się delektować i cieszyć. Wiem, że jem coś co jest zdrowe, przygotowane z troską, z miłością i pasją. Wiem, że zwierzęta traktowane są w sposób humanitarny, warzywa i owoce nie spryskuje się pestycydami a receptury opracowuje się latami w trosce o każdy szczegół. Ponadto, mam pewność, że wspieram dobrych, polskich producentów i biznes lokalny. Jestem przekonana, że tu nikt nie będzie próbował mnie oszukać a moja opinia o produkcie na prawdę się liczy. 

Z utęsknieniem czekam na wiosnę, gdy prawdopodobnie to miejsce rozwinie się jeszcze bardziej, gdy organizatorzy zaproszą do współpracy kolejnych wspaniałych hodowców, dostawców i pasjonatów zdrowego jedzenia. 

Opowiadać o LeTarg mogłabym dużo, ale nie muszę. On broni się sam.
Nie wierzycie? Sprawdźcie!
Wierzycie? Tym bardziej was tam zapraszam! 
Warto, warto, warto.

Szara Cegła, ul. Królowej Aldony 6, czwartki i soboty od 11.00 do 20.00.  Więcej informacji o tym miejscu i galerię zdjęć z poszczególnych dni znajdziecie na profilu LeTarg na Facebooku. 

Ja po sobotniej wyprawie przytachałam torby pełne pyszności. W tym znalazł się cały pstrąg wędzony na gorąco z Kalinówki i Ricotta od Spółdzielni Skaryszewy.  Połączyłam je w jedno pyszne danie na przystawkę i śniadanie. Z wędzonej ryby i serwatkowego serka powstała bowiem przepyszna pasta rybna. 
Podaję tylko składniki pasty bez konkretnych proporcji, bo każdy z was sam może skomponować sobie ulubioną pastę rybną. Moja była bajecznie pyszna.



Pasta rybna z ricotty i wędzonego pstrąga.

mięso wędzonego pstrąga
ricotta 
koperek
sól
pieprz

do podania 
świeże razowe bułeczki
roszponka
oliwa rozmarynowa

Do przygotowania pasty użyłam mniej więcej tej samej ilości wędzonego pstrąga co ricotty. Rozgniotłam je razem za pomocą widelca, doprawiłam mrożonym koperkiem, dużą ilością pieprzu i odrobiną soli. 

Pastę rozsmarowałam za świeżej bułeczce razowej i przyozdobiłam roszponką. Przed podaniem kanapeczki skropiłam oliwa rozmarynową.

Pasta rybna, to świetna propozycja zarówno na śniadanie jak i na imprezę, w formie przystawki. 

Smacznego!

wtorek, 29 stycznia 2013

Quesadilla z halloumi i warzywami. Kilka słów o Kooperatywie Spożywczej

Niedawno dołączyłam do nowej Kooperatywy Spożywczej 'Kup Pan Cegłę". Działa ona w Warszawie jednocząc miłośników dobrego jedzenia z pewnego źródła. Dzięki takiej formie zakupów w naszej kuchni pojawiają się dobre produkty, które powstają z pasją, z dbałością o naturalność i wyśmienity smak.

Takie zamówienie ma swojego opiekuna, który kontaktuje się z producentem, dba o dostawę i odbiór produktów. Tydzień temu zamówiłam dla siebie cypryjskie sery. Od razu zainteresował mnie ser halloumi, którego próbowałam jakiś czas temu na stoisku ambasady Cypru. Jego cena w sklepie jest jednak dla mnie za wysoka. Ser, który zamówiliśmy wyprodukował Cypryjczyk mieszkający w Polsce. Jego Halloumi smakuje wyśmienicie, ma gładki sprężysty miąższ. Idealnie nadaje się do grillowania lub do dań w zastępstwie mozzarelli. Jeśli jeszcze kiedyś będziemy zamawiać  jego produkty to na pewno spróbuję także innych serów. już się nie mogę doczekać.



Sama będę miała mały wkład w życie naszej kooperatywy, bo jutro będę sprzedawać jabłuszka z mojego rodzinnego sadu. Mogę zagwarantować, że nie były pryskane żadną chemią, są pyszne, jędrne i wręcz idealne na przekąskę i sok. Mam nadzieję, że będą wszystkim smakować.

Mój halloumi przygotowałam dziś z warzywami jako farsz do naleśników. Zainspirowała mnie meksykańska Quesadilla. To pewnie jeszcze pozostałość warsztatów kuchni meksykańskiej :) Takie danie świetnie nadaje się na brunch, lunch, obiad lub jako przystawka i przekąska na imprezy. Daje się łatwo modyfikować, jest zarazem chrupka ale i mięciutka i ciągnąca. Pychota.




Quesadilla (czyli naleśniki kukurydziane) z halloumi i warzywam.

Składniki na 1 talerz

2 naleśniki kukurydziane
(przygotowane jak zwykłe, z 1/2 mąki pszennej i 1/2 mąki kukurydzianej)

ok. 150 g sera halloumi
5-6 pieczarek
1/2 cebuli
1 łodyżka selera naciowego
1/4 papryki świeżej lub marynowanej
sól/ pieprz

1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżka chrzanu
1 łyżeczka majonezu
1 łyżka koperku
1 łyżeczka ulubionych ziół

radicchio lub ruccola
dowolne kiełki
chilli w platkach
kilka łyżek prażonych ziaren słonecznika i dyni

oliwa z oliwek



Pieczarki kroimy w półplasterki a cebulę w piórka i podsmażamy je na kilku łyżkach oliwy z dodatkiem soli i pieprzu. Seler naciowy i papryczkę kroimy na male kawałki a Halloumi  na ok 1 cm plastry.

W jednym pojemniczku mieszamy jogurt z chrzanem majonezem, ziołami i koperkiem. Ewentualnie doprawiamy solą.

Haloumi smażymy na patelni grillowej w sumie ok 8 minut, przewracając go kilka razy. Zdejmujemy ser i na tej samej patelni podsmażamy naleśnika z jednej strony, dobrze go dociskając na przykład pokrywką. To samo powtarzamy z drugim naleśnikiem. Gdy już się zarumieni i stanie się bardziej kruchy, smarujemy go sosem jogurtowym, na wierzchu układamy przygotowane warzywa oraz ser i przykrywamy drugim naleśnikiem.  Znów dobrze dociskamy i smażymy przez ok 4 minuty.

Quesadilla przekładamy na duży talerz i kroimy na krzyż na 4 części.  Wierzch każdej z nich dekorujemy sałatą i kiełkami, skrapiamy oliwą, posypujemy prażonymi pestkami i chilli. Quesadilla możemy podawać z ostrym sosem chilli, sokiem z cytryny, tabasco lub dodatkowa porcją sosu jogurtowego.

Warzywa można zmieniać do woli według upodobań i fantazji

Smacznego!

niedziela, 27 stycznia 2013

Kuchnia Meksykańska. Kurs kulinarny w Masala. Smaki Świata.

Miniony czwartek był dla mnie bardzo przyjemnym i smakowitym dniem.

Najpierw odwiedziłam Szarą Cegłę i Le Targ, o którym już jest głośno, ale o nim napiszę przy innej okazji. Zdradzę tylko że zaopatrzyłam się w pyszne sery, mleko wędliny i kiełbasę dla taty :)

Kolejnym punktem programu był fryzjer, który porządnie zaszalał na mojej głowie, co zajęło mu trochę czasu, ale efekt końcowy po prostu mnie zachwycił.



Dalej już prawie biegiem zdążałam z uśmiechem na twarzy na warszawski Służew do Składu Bananów, gdzie mieszczą się nie tylko delikatesy ale również instytut sztuki kulinarnej. Spóźniona kilka minut dołączyłam szybko do reszty kursantów.



Kurs prowadziła rodowita Meksykanka, pani Isabel Balderas. Od razu zwróciłam uwagę, że każde stanowisko do gotowania jest bardzo profesjonalnie przygotowane. Nie musieliśmy nigdzie biegać w poszukiwaniu naczyń czy składników, bo wszystko już było przygotowane. Salka, w której odbywają się zajęcia jest kameralna, ale wygodna, a w centrum gotuje mistrz kuchni- a w tym wypadku mistrzyni

Pokrótce przedstawię wam  dania, które przygotowywaliśmy pod okiem pani Isabel a później razem konsumowaliśmy.

Na dobry początek zaczęliśmy od przygotowania drinku Charro Negro z meksykańskiej Tequilii coli i limonki. Po czym szybko zaczęliśmy pichcić Pozole rojo, czyli czerwoną zupę z dodatkiem pozole- czyli białej kukurydzy. Zupa swoją barwę zawdzięcza dodatkowi pastą z ostrej papryczki guajillo. Dla mnie  najbardziej interesujący w tej potrawie jest sposób podania. Zupę podaje się bowiem ze świeżą sałatą, cebulką, rzodkiewką. Mieszanka ciepłej zupy z chrupkością świeżych warzyw była nader interesująca.





Kolejnym daniem naszej meksykańskiej uczty były Jalapennos Rellenos de Atun. Są to całe papryczki jalapeno z zalewy octowej napełnione sałatką z tuńczyka, cebulki i pomidora z dodatkiem oliwek, natki pietruszki i majonezu. Jest to w mojej ocenie jeden z faworytów wieczoru. Świetnie nadają się na imprezową ostrą przekąskę do Tequilli :) Jedna papryczka potrafi już nieźle rozgrzać zziębnięty organizm :)









Kolejnego dania z naszej karty nie powstydziła by się żadna restauracja. Ceviche ma swoich amatorów na całym świecie i wiele wersji wykonania. Pani Isabel zaproponowała nam przepis typowo meksykański, z jej okolic. Do przygotowania tej znakomitej przystawki użyliśmy mięsa białej ryby- halibuta które marynowało się przez kilka godzin w soku z cytryn.  Tak przygotowaną rybę mieszamy z pomidorami, cebulką, oliwkami, kolendrą i avocado. Sałatka świetnie prezentuje się w kieliszku do czerwonego wina. Podajemy ją z nachos.



Moi partnerzy kulinarni szczególną sympatią obdarzyli sałatkę z kaktusa. Pani Isabel opowiadała nam przy okazji gotowania o różnych zawiłościach kulinarnych Meksyku. Muszę przyznać, że zamęczałam ją dziesiątkami pytań, ale każde z nich spotkało się z profesjonalną odpowiedzią. Nasza mistrzyni jest wykwalifikowanym kucharzem, od lat mieszka w Polsce i pracowała między innymi w Mariottcie. Mogłam dzięki temu zaspokoić w pełni moja ciekawość kulinarną, a jest ona znaczna :)
Wspomniana przeze mnie sałatka przygotowywana jest z kaktusa z puszki, bo nie występuje on w Polsce w świeżej postaci. Smaczna, ale szczerze mówiąc spodziewałam się po kaktusie czegoś więcej...


ą sala

A teraz kolejny faworyt wieczoru. Tostadas de tinga. Tostadas- czyli tortille kukurydziane usmażyliśmy na głębokim tłuszczu, więc stały się fenomenalnie chrupkie i nabrały smak, dobrych domowych nachos. Do tego  przygotowaliśmy świetną sałatkę z kurczakiem i pastą z papryczek chipotle adobado. Danie to, to kolejna przekąska na zimno, ale tak na prawdę można ją też jeść na ciepło. Sprawdziliśmy :)
Gotowy sos Chipotle Adobado można kupić w Składzie Bananów.

Przy okazji przygotowywania tostadas porozmawiałam sobie z panią Isabel o smażeniu tortilli kukurydzianych w polskich warunkach. Nie jest to proste zadanie, bo nie dość że wymaga wprawy, to jeszcze odpowiedniego sprzętu i mąki. Nasze tostadas nigdy nie będą takie kształtne i elastyczne jak meksykańskie, ale próbować można... Czy ktoś wie dlaczego polska mąka kukurydziana jest żółta, a oryginalna jest prawie biała? I don't get it.

My korzystaliśmy z gotowych, pysznych tostadas, które stały się wspaniale chrupkie po usmażeniu, a dodatek lekko kremowego farszu i łyżki śmietany zaprowadza człowieka do kulinarnego nieba.

Takie tortille to kolejna znakomita propozycja na imprezy, zwłaszcza teraz w karnawale.






To była prawdziwa Fiesta Mexicana... Wyrazista, pikantna, smakowita i kolorowa. A na jej zakończenie pojawił się także deser, czyli bajeczne Churros con cajeta.

Bardzo się ucieszyłam jak zobaczyłam w broszurce przedstawiającej kurs, że nauczę się je przygotowywać. Nigdy ich jeszcze nie jadłam, ale zawsze wzbudzały moja ciekawość. I słusznie. Są pyszne!  Zwłaszcza z sosem cajeta przygotowanym z karmelizowanego 2 godziny koziego mleka. Po prostu niebo w gębie!


 To idealny deser także na polski Tłusty Czwartek, wiec na pewno pojawi się w moim domu już niedługo :)





Wieczór skończył się prawdziwą rozkoszą dla podniebienia i jeszcze większym uśmiechem na twarzy. 

Doceniam Masalę za profesjonale podejście, dobór potraw i prowadzących warsztaty kucharzy. mam głębokie przekonanie, że każdy z kursów przygotowany jest na podobnym, lub wyższym poziomie, więc chętnie tam jeszcze kiedyś wrócę. 





czwartek, 24 stycznia 2013

Te Maki i Warsztaty w Izumi Sushi z warszawskimi blogerami

Ostatnia sobota rozpoczęła się dla mnie magicznie i smakowicie.
Skorzystałam z zaproszenia Alicji i Alona Than dla warszawskich blogerów kulinarnych na warsztaty w Izumi Sushi.


Przedzierałam się przez śniegi i mrozy po czym od samego wejścia w ulicę Biały Kamień poczułam, że przeniosłam się w inny świat. Wnętrze restauracji wygląda jak oranżeria o olbrzymich oknach, palmach i roślinach tropikalnych. Idealnie komponują się w niej proste, eleganckie stoły i idealnie pasujące krzesła i obrusy. Stolików dla gości jest wiele i każdy może w tej restauracji znaleźć swój zakątek. Moją uwagę szczególnie zwróciły miejsca na balkonach naokoło palm oraz fotele przy barze o pięknym fioletowym  kolorze. Ale tutaj magia dopiero się zaczęła.

Po kilku łykach dobrej zielonej herbaty, zapoznaniu się z gospodarzami i zajęciu stanowisk, przystąpiliśmy do pracy. Zaczęliśmy od przygotowania japońskiego omletu. Nie jest to prosta sprawa i wymaga sporo wprawy. Nasz Sushi Master, Alon, ma już wieloletnie doświadczenie w smażeniu Tamago i pokazał nam kilka przydatnych sztuczek, ale tylko wprawa czyni mistrza, więc czeka nas jeszcze wiele ćwiczeń. :)

Sushi z Tamago to bardzo proste i pożywne danie. Kulkę ugotowanego ryżu do sushi przykrywa się plastrem japońskiego omletu i owija paseczkiem z alg morskich, by całą konstrukcję utrzymał i tyle. Proste i pyszne. Omlet przygotowuje się z jajek roztrzepanych z dodatkiem soli, cukru i słodkiego Sake.




Gotowy omlet japoński dumnie pozował do zdjęć zachwyconych blogerek :)



A tu już gotowa przekąska Sushi z Tamago. 


Oczywiście wszyscy mieliśmy możliwość popróbować swoich sił z omletem. Wersja blogerów nie była może idealna, ale smakowała tak samo pysznie. 



Kolejnym punktem sobotnich warsztatów było przygotowanie Te Maki. Dla amatorów jest to najprostsza metoda przygotowania sushi. Nie wymaga wielkiej precyzji, a daje duże możliwości do komponowania smaków według własnych upodobań.  Składnikiem bazowym Te Maki są oczywiście algi morskie i ryż. 
Dalsze dodatki zależą w dużej mierze od naszej fantazji. Z "mięsnych" składników mieliśmy do wyboru surowego łososia, tuńczyka, ikrę z łososia i kurczaka tetiyaki. (Przepis na kurczaka znajdziecie na blogu Alicji foodfashionblog.com)
Nasze Te maki zawierały również karbowaną sałatę, avocado, pora, suszone pomidory oraz ostry sos chilli, majonez japoński, wasabi i prażony sezam. 
Mistrz szybkim i sprawnym ruchem pokazał nam jak zawinąć te wszystkie pyszności z zgrabny rożek, skropił całość dobrym sosem sojowym i od razu mogliśmy popróbować jak taka przekąska smakuje. 
Muszę przyznać, że jest to przekąska doskonała. Nie tylko zawiera zdrowe mięso ryby, lub kurczaka, przyozdobione sałatą i warzywnymi dodatkami, ale zachwyca także strukturą. Rożek jest chrupiący, jak i niebiańsko delikatny, ostry i łagodny... Niebo w gębie.



Moje przykładowe kompozycje to:
Algi+ ryż+ tuńczyk+ por+ sałata+sos chilli + sos sojowy




Algi+ ryż+ ikra łososia+ sałata+ por+ wasabi+ majonez japoński








i jeszcze szczypta prażonego sezamu...


Algi+ ryż+kurczak teriyaki+ suszony pomidor+ sałata+  majonez+ sos chilli





i jeszcze kilka końcowych improwizacji z dodatkiem łososia i avocado.


Na koniec zasiedliśmy do wspólnej uczty i ciekawych, miłych rozmów. 
Było 
Uroczo
Pysznie
Zdrowo
Elegancko
Wykwintnie
po prostu wspaniale.

Jeśli będziecie chcieli spróbować wspaniałego sushi oraz innych dań kuchni japońskiej i nie tylko, to koniecznie wybierzcie się do Izumi Sushi na Placu Zbawiciela lub przy ulicy Biały Kamień, lub już niedługo w samym centrum. Szczególnie polecam Wam Biały Kamień, bo jego wnętrza na prawdę mnie zachwyciły.

Alicji i Alonowi dziękuję za  miłe spotkanie i cudownie spędzony sobotni poranek.