Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zioła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zioła. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 kwietnia 2013

Ciastka pełnoziarniste z szałwią. Jest Wiosna, są warsztaty z dzieciakami, jest nowy FOOD&FRIENDS, jest dobrze :)

Wraz ze sporą dawką słońca i świeżego powietrza w moich żyłach krew znów zaczyna szybciej płynąć i jest co raz lepiej.

Święta Wielkanocne, choć spędzone z ukochanym zadziałały na mnie przygnębiająco. Nie dość że mróz, śnieg, wiatr i zimno, to nigdzie nie dało się wyjść na dłużej niż 30 minut. Dla mnie siedzenie w domu bez możliwości skorzystania ze świeżego powietrza, bez tych paru kilometrów biegiem, lub szybkim spacerkiem, bez kąpieli słonecznych... to czas bardzo ciężki. Ale zapomnijmy o tym.

Od tygodnia gości u nas prawdziwa WIOSNA!

Znów mogę biegać, jeździć na rowerze i cieszyć się słonkiem i ciepłym wietrzykiem. Świat staje się co raz bardziej kolorowy, pełen życia. Już nie mogę się doczekać prac w gródku. Ziemia jest jeszcze dosyć zimna, więc boję się coś do niej wsadzać. Nie minie jednak więcej niż 2 tygodnie a będę widzieć pierwsze pędy moich ziółek, może pierwsze kwiaty na drzewach w sadzie i listki rzodkiewki i sałat które mam zamiar wyhodować na początku.

Moje ziółka i salaty, tak samo jak kiełki na pewno przydadzą się na warsztatach, które zaczęłam prowadzić pod patronatem Szkoły na Widelcu. W niedzielne przedpołudnie spotykam się z dzieciakami w przedszkolu -Akademii Sztuk Dziecięcych na wspólne gotowanie, doprawianie, dekorowanie i smakowanie. Na razie nasze grono jest niewielkie, ale mam nadzieję, że z każdym tygodniem będzie przybywać więcej smakoszy.

Wczoraj spotkałam się z warszawskimi koleżankami blogerkami. Odwiedziłyśmy fajną, małą restaurację- winiarnię z chorwackimi winami. Był to dla mnie kolejny zastrzyk pozytywnej energii.

A do tego z samego rana pan z kiosku powitał mnie machając nowym wiosennym numerem Food&Friends. uwielbiam ten magazyn. Zawsze czytam go od deski do deski, podziwiam wszystkie zdjęcia, artykuły i relacje. Czasem próbuję także wykorzystać zawarte w nim przepisy. Dziś moją uwagę zwróciły propozycje użycia w kuchni młodych ziół i pokrzywy. Jak tylko pojawi się ona na polach, to na pewno pojawi się w naszym menu. Ale póki co muszę korzystać z zapasów zimowych.

Na strychowych belkach wiszą całe pęczki szałwii i sama już nie wiem co z nią robić. Dodanie szałwii do ciastek nagle stało się tak oczywiste :) Ciastka są przepyszne, kruchutkie i zdrowe. Szałwia świetnie działa na organizm, a mąka pełnoziarnista z otrębami to bogate źródło błonnika. Mąkę kupiłam w kooperatywie i jest niesamowita- bardzo bogata w otręby, grubo zmielona, wspaniała.

Takie ciasteczka nie są bardzo słodkie, świetnie pasują na poranną przekąskę, piknik lub do śniadaniówki. Pychotka.



Ciastka pełnoziarniste z szałwią
(inspirowane na herbatnikach z bazylią)

100 g masła
400 ml mąki pszennej pełnoziarnistej z otrębami (lub otrąb pszennych/owsianych)
200 ml mąki pszennej zwykłej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki cukru trzcinowego
szczypta soli
4 łyżki suszonej szałwii
150 ml mleka

W misce mieszamy wszystkie sypkie składniki. Dorzucamy do nich masło i siekamy całość dokładnie. Gdy masło jest dobrze rozdrobnione dodajemy mleko i szybko zagniatamy ciastko w kulę.
Mleko można dodawać stopniowo, aż uzyskamy gładką kulę.

Ciastu pozwoliłam odpocząć 15 minut w lodówce. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 200 st. C. Blachę wykładamy matą silikonową lub papierem do pieczenia.

Ciasto w dwóch turach wałkujemy na grubość ok 0.5 cm. Wycinamy ciastka i układamy je na blaszce. Nakłuwamy je widelcem i smarujemy odrobiną mleka. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku przez ok 12 minut, aż się lekko zarumienią.

Po wyjęciu z piekarnika studzimy i przekładamy do pojemniczka na ciasteczka.

piątek, 21 grudnia 2012

Oliwa rozmarynowa i cytrynowa. Pachnący i pyszny prezent pod choinkę

Od dawna przygotowuję prezenty dla najbliższych. Teraz trwa ich pakowanie, podpisywanie, przeliczanie, czy na pewno o nikim nie zapomniałam. Kilka wstążek, trochę bibuły, kolorowe piórka, rafia, folia dekoracyjna, ozdóbki z drewna i cyrkonii, małe bombki, czekoladki i pudełeczka. uwielbiam przystrajać prezenty najlepiej jak potrafię, by cieszyły oko obdarowywanego jeszcze bardziej niż sam prezent. nabiera on wtedy dodatkowej magii.

W tym roku przygotowałam dla przyjaciółek oliwy z oliwek aromatyzowane rozmarynem i skórką z cytryny. Ich przygotowanie jest niesamowicie proste, efekt ładny a smak po upływie kilku tygodni, wspaniały. Taka oliwa idealnie pasuje do świeżych sałatek, bo nadaje im dodatkowy aromat. Podobną oliwę można przygotować z dodatkiem papryczek chilli, ząbków czosnku i innych ziołowych gałązek np. tymianku, oregano, estragonu. Oliwa nabierze pełnego aromatu po około 2 tygodniach. 




Oliwa rozmarynowa 


2 gałązki świeżego rozmarynu
1/2 litra oliwy z oliwek Extra Virgin


Oliwa cytrynowa

skórka otarta z jednej cytryny
 1/2 litra oliwy z oliwek Extra Virgin


Przygotowujemy ładną buteleczkę, najlepiej zamykaną korkiem. Wyparzamy ją w piekarniku.
Rozmaryn dokładnie płuczemy i osuszamy.
Cytrynę dokładnie szorujemy, osuszamy i obieramy z niej skórkę za pomocą obieraczki do jarzyn.
Oliwę wlewamy do garnuszka i podgrzewamy do temperatury 50 st.C.

Do butelki wkładamy gałązki ziół lub skórkę z cytryny i zalewamy ciepłą oliwą. Zatykamy korkiem i odstawiamy w zacienione, chłodne miejsce. 

Prezent Gotowy.

Smacznego!

piątek, 2 listopada 2012

Zupa krem z buraków i botwiny. Relacja z Kuchnia+ Food Film Fest i "Niebo w gębie"




Gdy wracamy z podróży, lub mamy za sobą ciężki dzień nic nie robi lepiej niż talerz ciepłej zupy. Potrafi ona rozgrzać i nasycić, a do tego ukrywa w sobie wiele witamin i mikroelementów. Ja moje zupy przygotowuję na bulionie warzywnym, więc nigdy nie są tłuste, a zawsze kryją w sobie mnóstwo warzyw.

Zupa to świetny sposób na przemycenie warzyw dla małych i dużych niejadków. szczególnie wdzięczne w tym temacie są zupy kremowe. Jeśli wiemy, że następnego dnia będziemy na tyle zmęczeni, że na gotowanie już sił nie zastanie, warto zawczasu przygotować dobrą pożywną zupkę. Można do niej swobodnie użyć różnych sezonowych warzyw. Jesień to czas na dynię, kalafior, brukselkę, brokuły, marchew, seler, pasternak, buraki, ziemniaki. Z takiego zestawu można przygotować nieskończenie wiele kombinacji.

Ostatnio zachwycałam się kremową zupą z pasternaku z dodatkiem maślaków i sosem z oliwy i czarnuszki. Przygotował ją Kuba Korczak na Slow Foodowe śniadanie. To wydarzenie na długo zostanie w mojej pamięci, ale dziś nie o tym.

Jak się okazuje zupy lubią także Francuzi, a skąd taki wniosek?  Już wyjaśniam :)

W miniony weekend w Warszawie, Poznaniu i Gdyni odbywał się Food Film Fest, festiwal filmów kulinarnych. W tegorocznym programie nie zabrakło filmów dokumentalnych opowiadających o smakowitym jedzeniu, jego produkcji, problemach związanych z odżywianiem i mistrzach w przygotowywaniu potraw.  Wszyscy miłośnicy gotowania i dobrego jedzenia z Warszawy i okolic zebrali się w kinie Kultura by smakować wykwintne kino.
Pierwszego dnia festiwalu byłam z przyjaciółką na seansie składającym się z dwóch filmów dokumentalnych.
Pierwszy z nich "Gorycz czekolady" opowiadał o tym jak czekolada wpływa na życie ludzi w różnych miejscach świata. Ten film na prawdę warto obejrzeć bo zwraca nasza uwagę na ważny problem wykorzystywania ludzi ubogich do zbierania ziaren kakaowca i podkreśla potrzebę kupowania produktów FairTrade. Z drugiej strony przedstawia wyśmienitego chocolatier'a z Francji, mężczyznę pracującego w czekoladowym parku rozrywki w Stanach Zjednoczonych i parę, która żyje według new Age i żywi siebie i swoje dziecko ręcznie robioną czekoladą.  ten film możecie obejrzeć na antenie Kuchnia+ już w najbliższą sobotę. Polecam.

Kolejny film: "Mleko" wzbudził we mnie wiele myśli i emocji. Nie stanę po żadnej ze stron- zdecydowanych  zwolenników i przeciwników picia mleka. Moim wnioskiem po projekcji było stwierdzenie, że wszystko jest dla ludzi. nic w nadmiarze nie może być zdrowe, ale nie dajmy się zwariować... czy miliony osób pijące mleko, jedzące sery, twarogi, jogurty trują się z własnej woli? Myślę, ze to niemożliwe, bo dawno byśmy poumierali. najważniejszy jest umiar. Po prostu.

Największe wrażenie zrobił na mnie jedyny fabularny film festiwalu. "Niebo w gębie" oparty jest na losach Danièle Mazet-Delpeuch, która została zaproszona do francuskiego pałacu prezydenckiego by gotować dla samej głowy państwa François Mitterranda. 
Bohaterka filmu nazywa się Hortense Laborie i jest kobietą, która prawdziwie potrafi smakować życie. Dla niej ważny jest smak każdego składnika potrawy jaką zamierza przygotować. Do prywatnej kuchni Pałacu Elizejskiego pani Hortensja, zgodnie z życzeniem prezydenta, wprowadziła tradycyjną kuchnię francuską. Widzimy jak w prywatnej prezydenckiej kuchni przygotowuje wiele wyśmienitych potraw. "Niebo w gębie" wyróżniają świetnie zdjęcia- z bliska obserwujemy krojenie, siekanie, doprawianie, polewanie sosem, dekorowanie... i oczywiście po paru minutach kiszki skręcają się z głodu. :) Hortensja poszukiwała najlepszych producentów z całej Francji, którzy dbają o swoje produkty- warzywa, zwierzęta, sery, jak o własne dzieci, wkładając w nie mnóstwo smaku i miłości. Bardzo ją za to podziwiam.

Pani Danièle, podobnie jak Hortense, jest zafascynowana hodowlą trufli. W filmie jest taka scena, w której przygotowuje ona dla prezydenta kanapkę z grubo pokrojonymi plastrami tego rarytasu. Żałuję, że nie mogę póki co obejrzeć tej sceny jeszcze raz, no i tego, ze nigdy nie próbowałam świeżych trufli. 


Scen malowniczych, pysznych i wyśmienitych jest w filmie wiele. Każdą z nich warto celebrować i oglądać z uwagą, po przedstawiają przepiękne dania. "Niebo w gębie" to nie tylko opowieść o jedzeniu, ale także o życiu w Pałacu Elizejskim, o konwenansach, zasadach, przeszkodach i pracujących w nim ludziach, co czyni go jeszcze bardziej interesującym. Akcja rozgrywa się równolegle kilka lat po odejściu Daniele z pałacu prezydenckiego, gdy pracowała na Antarktydzie gotując dla francuskich polarników. W tych scenach odkrywamy jaki wpływ miały na nią e 2 lata spędzone na gotowaniu dla prezydenta.


Gościem na projekcji "Niebo w gębie" była sama  Danièle Mazet-Delpeuch. Okazało się, że jest tak samo dowcipna i sympatyczna jak filmowa Hortensja. Z humorem odpowiadała na pytania z widowni. Doradziła nawet jednej z dziewczyn, co przygotować na kolację dla grupy Francuzów. Poleciła, by ugotować dla nich właśnie zupę :) 

Na koniec pani Daniele opowiedziała zabawną anegdotę. Także u zupie :)


Pani Daniele na przełomie lat 80/90 była w Polsce wraz z prezydentem i korpusem dyplomatycznym. Oczywiście na te okazję miała przygotowane i zaakceptowane menu dla prezydenta. W kuchni zauroczył ją zapach zupy, która przygotowywał polski kucharz dla swoich pracowników. bardzo jej zasmakowała i stwierdziła, ze prezydent też na pewno ja doceni. Wiadomo, że zmiana menu prezydenta z minuty na minutę jest niemożliwa, więc pani Daniele wcale nie pytała o zgodę... Po prostu zaserwowała prezydentowi polską zupę....

Miała rację co do prezydenckiego smaku. François Mitterrand poprosił nawet o dokładkę i już nic więcej nie chciał jeść, taka to była pyszna strawa.
Oczywiscie dopytaliśmy cóż to była za zupa... Pani Daniele pamiętała jedynie że były w niej buraki i miała ciemny kolor, a podawana była z pasztecikiem... już wiecie co to za zupa?

"Niebo w gębie" już niedługo wchodzi do kin, więc każdy kto jeszcze go nie oglądał, ma na to szansę. Szczerze polecam :)

Ja na dzisiaj proponuję Wam kremową zupę z buraków i boćwinki.





Zupa krem z buraków i botwiny
(4-5 porcji)

3 buraki

6 gałązek (pęczek) botwiny
po 1 gałązce estragony, oregano, lubczyku
2 ząbki czosnku
1/2 cebuli
1 łyżka sosu sojowego
oliwa z oliwek
1 łyżka octu z czerwonego wina
sól, pieprz do smaku
gorąca woda
jajka ugotowane na twardo



Buraki obieramy i kroimy wa małe kawałki. Boćwinę płuczemy i kroimy zarówno liście i łodyżki na małe kawałki.
Czosnek i cebulę obieramy, drobno siekamy i podsmażamy na oliwie w dużym garnku. Wrzucamy do nich buraki i boćwinę i zalewamy gorącą wodą, tak by zakryła zawartość garnka. Dokładamy gałązki ziół, wlewamy sos sojowy i ocet i gotujemy aż buraki zmiękną.
Z zupy wyjmujemy zioła. Odkładamy do miseczki 1-2 chochle buraków i boćwiny, a resztę miksujemy na krem. Dorzucamy odłożone warzywa i doprawiamy do smaku.

Zupę podajemy z jajkiem ugotowanym na twardo, udekorowaną ziołami.

Smacznego!

piątek, 7 września 2012

PRZETWORY Patisony, ogórki konserwowe z ziołami

Dziś znów ekspresowo.

 Przez ostatnie dni miałam ogrom spraw na głowie, w tym bardziej i mniej przyjemne. Dla mnie bardzo satysfakcjonujące, choć odrobinę męczące jest robienie przetworów na zimę. Zadziwia mnie często w jakim tempie wyrastają na krzaczkach patisony i ogórki. Zbierałam je przecież 2-3 dni temu, a one już takie wielkie? No cóż koniec narzekania czas wziąć się do roboty.

Do tego wymyśliłam sobie konfitury z owoców czarnego bzu i z przerośniętych ogórków, przecier z pomidorów z jabłkami i cebulą, oraz krem dyniowy na kanapki. Ach... i naprodukowałam co najmniej 5 litrów soku jabłkowego, o nieskazitelnie bursztynowej barwie, nieziemskim smaku i właściwościach orzeźwiających.

Odwiedziła też giełdę kwiatową powiększając moją kolekcję ziół o tymianek, miętę bananową i miętę truskawkową!! Gdy zobaczyłam je na półkach, nie mogłam się już im oprzeć. Zostawiałam jeszcze mięte ananasową, bo ta za bardzo nie dawała odpowiedniego aromatu.
No cóż sporo się działo, dużo słoiczków pełnych dobroci na zimę powstało, a i trochę już ich rozdałam przy okazji spotkań z przyjaciółmi.





Ogórki, patisony konserwowe z ziołami

Składniki

ok 2 kg malutkich patisonów (i/ lub ogorków)

gałązki estragonu i oregano
ziele angielskie
gorczyca
pieprz w ziarnach
listki laurowe
kilka ząbków czosnku

5 szklanek wody
1 szklanka octu 10%
1 1/2 szklanki cukru
2 płaskie łyżki soli



Patisony (lub ogórki) dokładnie umyć, odkroić ogonki, oskrobać z ewentualnych zabrudzeń i osuszyć.
Duże słoiki, najlepiej tej samej wysokości i pojemności, wyparzyć przez 15 minut w piekarniku nagrzanym do 120'C. Nakrętki zalać wrzątkiem, pozostawić na kilka minut, osuszyć.
W każdym słoiku ścisło poukładać warzywa i wrzucić po 2-3 ziarenka ziela angielskiego i pieprzu, 1 mały listek laurowy, 1 lub 1/2 ząbka czosnku, 1/2 łyżeczki ziaren gorczycy, 1 gałązkę estragonu i oregano.

Zagotować składniki zalewy i gorącą wlać do ogórków. Zakręcić, sprawdzić czy słoik nie przecieka, przez ostrożne odwrócenie go do góry dnem. Słoiki ułożyć w garnku, którego dno zostało wyłożone ściereczką, by słoiki się o siebie nie obijały. Wlewamy wodę mniej więcej o tej samej temperaturze co słoiki, do 3/4 ich wysokości. Od momentu gdy woda zacznie lekko bulgotać, pasteryzujemy ok 20-25 minut. Woda w garnku nie może mocno wrzeć.
Po tym czasie słoiki wyjmujemy ostrożnie z garnka i ustawiamy w przewiewnym miejscu do ostygnięcia.

Jeśli wolicie korniszony o bardziej słodkim smaku, możecie dodać troszkę więcej cukru. Z kolei, gdy nie przepadacie za aromatem dodanych przeze mnie przypraw zmniejszcie ich ilość, zioła można również dowolnie zmieniać.

Już niedługo kolejne propozycje na przetwory.

Smacznego!