Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleby domowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleby domowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 marca 2013

Chleb Graham z orzechami i dynią. Prosty wypiek na zakwasie na świąteczny stół.

O jak wiele szczęścia daje jedzenie własnoręcznie przygotowanego, wypieszczonego chlebka.

Ten zapach,
kolor,
smak,
soczystość,
chrupiąca skórka,
ulubione dodatki,
aromat pieczywa w całym domu
i satysfakcja.

To wszystko sprawia, że każdy udany domowy wypiek staje się bezcennym składnikiem codziennych posiłków.




Chleb Graham z orzechami i dynią

100 g mąki żytniej
300 g mąki pszennej pełnoziarnistej
200 g zakwasu (dokarmionego 8 godzin wcześniej)
200 ml wody (około)
3/4 łyżeczki suchych drożdży
1 łyżka melasy trzcinowej lub miodu gryczanego
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka czarnuszki
garść orzechów laskowych
garść pestek dyni


Wymieszać razem wszystkie składniki chleba. Ciasto wyrabiamy szpatułką/ łyżką, bo jest dość luźne.
Do pierwszego rośnięcia odstawiamy je w misce na minimum 2 godziny w ciepłe miejsce.
Do drugiego rośnięcia przekładamy chleb do foremki keksówki, wysmarowanej olejem i posypanej otrębami, lub wyłożonej papierem do pieczenia. Chleb rośnie teraz 1-1,5 godziny.

Chleb wstawiam do piekarnika nagrzanego do 220 st C, spryskuję blachę i ściany piekarnika wodą i piekę przez 15 minut. Po tym czasie zmniejszam temperaturę do 200 st C i piekę kolejne 45 minut.
Na koniec wyjmuję ciasto z formy- dlatego wygodniej jest wyłożyć ją papierem do pieczenia. Chleb odwracam do góry dnem i dopiekam 10-15 minut. Ostatni etap można pominąć, jeśli zauważycie po wyjęciu  chleba z piekarnika, że już jest gotowy- opukane dno chleba wydaje charakterystyczny głuchy odgłos.

Chleb studzimy kilka godzin, zawijamy w czystą ściereczkę i jemy następnego dnia.

Smacznego!


wtorek, 19 lutego 2013

Pasta rybna z ricotty i wędzonego pstrąga. Owoc zakupowego szaleństwa na LeTarg'u.



LeTarg.... nazwa dość przewrotna. Niby targ, ale na pewno nie taki zwykły... 
Odwiedzam go od pierwszych tygodni gdy zrodził się na warszawskiej Saskiej Kępie. 

Wkraczając w czwartek i sobotę w wąską uliczkę Królowej Aldony od razu widać, ze coś się tu dzieje, bo pełno dostawczych samochodów o różnych rejestracjach z całej Polski. Po przejściu niespełna stu metrów widzimy że zejście na podwórko i do piwnicy jednej z willi obstawione jest straganami przy których tłoczą się kupujący. Już od wejścia z szerokim uśmiechem zapraszają nas producenci wspaniałych wędlin- Dobra Kiszka i Stanisław Mądry i przesympatyczny Pan Sandacz ze świeżymi rybami. W tę sobotę dołączyli do nich kolejni dostawcy, między innymi z ekologicznymi warzywami i drobiem z wolnego wybiegu. 


Gdy wchodzimy do wnętrza "Szarej Cegły"- kawiarni, galerii, miejsca spotkań artystycznych, spotykamy kolejnych wspaniałych producentów. Jest Kaszubska Koza i Kozia Łąka ze wspaniałymi kozimi serami, pojawia się Spółdzielnia Skaryszewy z moimi ukochanymi serami dojrzewającymi - Stary Szeneker, Amber i Salami z przyprawami, obłędna Fettina i Ricotta. Ostatnio w sobotę pojawił się tez pan z serami owczymi z Ranczo Frontiera i moja kolejna miłość... Mleczna Droga... z niebiańskimi jogurtami, w tym nowym smakiem pomarańczowo imbirowym, twarogami i fetą w oliwie. Całość dopełniają chleby na zakwasie, bajeczne przetwory słodkie i wytrawne, pyszne oliwy z Krety i niesamowite daktyle od Persa i sos z orzechów włoskich. Warto jeszcze wspomnieć i świeżym mleku prosto od krowy, mleku kozim, jajkach od kur z wolnego wybiegu o naturalnych sokach i propozycji Kalinówki "Wzgórza Dylewskie" gdzie nie tylko zakupimy wędzonego pstrąga i pasztet z dziczyzny ale i wątróbkę z pstrąga w zalewie.. Jednym zdaniem dobroci co nie miara.... 


Kto czuje się przytłoczony i już zakłada, ze przepuści tam fortunę, niech się w swoich rozważaniach natychmiast zatrzyma. Wszystkie produkty, które tam kupicie przygotowane są z naturalnych składników z miłością i troską o dobry smak, dobry gatunkowo i naturalny produkt. Sprzedają tam ludzie, którzy dbają o swoje zwierzęta jak o własne dzieci, pielęgnują grządki, lub szukają sprawdzonych dostawców z doskonałym produktem. także główni organizatorzy i założyciele LeTarg wkładają mnóstwo swego czasu i energii w trosce o klientów- sympatyków- przyjaciół, którzy ich odwiedzają. Dostawca, który się u nich pojawia musi być godzien zaufania.

A co z cenami? Otóż tu was może zaskoczę, ale są na prawdę przystępne. Całego pysznego pstrąga kupiłam za 20 zł, kilogram przepysznej szynki kosztuje 35 zł, ser salami z przyprawami 26 zł/kg,  dojrzewający Szeneker 45 zł, spora paczka genialnych daktyli 15 zł, świeże mleko 4zł/litr. Droższe są jedynie szlachetne sery kozie, dojrzewające wędliny i sery, ale nie oszukujmy się- w marketach i tak zapłacimy za nie więcej!!!

Na LeTarg kupuję jedzenie po to by nim się delektować i cieszyć. Wiem, że jem coś co jest zdrowe, przygotowane z troską, z miłością i pasją. Wiem, że zwierzęta traktowane są w sposób humanitarny, warzywa i owoce nie spryskuje się pestycydami a receptury opracowuje się latami w trosce o każdy szczegół. Ponadto, mam pewność, że wspieram dobrych, polskich producentów i biznes lokalny. Jestem przekonana, że tu nikt nie będzie próbował mnie oszukać a moja opinia o produkcie na prawdę się liczy. 

Z utęsknieniem czekam na wiosnę, gdy prawdopodobnie to miejsce rozwinie się jeszcze bardziej, gdy organizatorzy zaproszą do współpracy kolejnych wspaniałych hodowców, dostawców i pasjonatów zdrowego jedzenia. 

Opowiadać o LeTarg mogłabym dużo, ale nie muszę. On broni się sam.
Nie wierzycie? Sprawdźcie!
Wierzycie? Tym bardziej was tam zapraszam! 
Warto, warto, warto.

Szara Cegła, ul. Królowej Aldony 6, czwartki i soboty od 11.00 do 20.00.  Więcej informacji o tym miejscu i galerię zdjęć z poszczególnych dni znajdziecie na profilu LeTarg na Facebooku. 

Ja po sobotniej wyprawie przytachałam torby pełne pyszności. W tym znalazł się cały pstrąg wędzony na gorąco z Kalinówki i Ricotta od Spółdzielni Skaryszewy.  Połączyłam je w jedno pyszne danie na przystawkę i śniadanie. Z wędzonej ryby i serwatkowego serka powstała bowiem przepyszna pasta rybna. 
Podaję tylko składniki pasty bez konkretnych proporcji, bo każdy z was sam może skomponować sobie ulubioną pastę rybną. Moja była bajecznie pyszna.



Pasta rybna z ricotty i wędzonego pstrąga.

mięso wędzonego pstrąga
ricotta 
koperek
sól
pieprz

do podania 
świeże razowe bułeczki
roszponka
oliwa rozmarynowa

Do przygotowania pasty użyłam mniej więcej tej samej ilości wędzonego pstrąga co ricotty. Rozgniotłam je razem za pomocą widelca, doprawiłam mrożonym koperkiem, dużą ilością pieprzu i odrobiną soli. 

Pastę rozsmarowałam za świeżej bułeczce razowej i przyozdobiłam roszponką. Przed podaniem kanapeczki skropiłam oliwa rozmarynową.

Pasta rybna, to świetna propozycja zarówno na śniadanie jak i na imprezę, w formie przystawki. 

Smacznego!

piątek, 8 lutego 2013

Chleb pełnoziarnisty na zakwasie z siemieniem i czarnuszką oraz słodka pasta z ciecierzycy.

Nadal dopieszczam mój zakwas pozwalając mu na wyczarowanie różnych chlebków. Teraz obojętnie w którym domu aktualnie jestem piekę kolejne chleby łącząc różne składniki, zmieniając proporcje, czekając na efekt czasem dłużej, czasem krócej. Jednak klasycznie najbardziej smakuje mi chleb z mąki pełnoziarnistej z dodatkiem ciemienia lnianego i przyprawiony czarnuszką.

Ostatnio zastanawiam się co jeszcze mogę wyczarować z mojego zakwasu. Mam już kilka pomysłów i może niedługo je wykorzystam.

Dziś do chleba, na śniadanie proponuję pastę z ciecierzycy. Nie jest to tradycyjny hummus, ale jego słodka wersja. Cieciorkę sama moczę, gotuję i mielę. Wtedy wiem, że nie ma w niej nadmiernej ilości soli czy innych konserwantów.

Niedawno próbowałam przepysznego hummusu w izraelskiej, wegetariańskiej restauracji Deli Cafe od niedawna przemianowanej na Marrakesh Cafe. Oferują oni ciekawe menu degustacyjne i lunchowe.  Razem z przyjaciółką zasiadłyśmy do stolika w przyjemnym lokalu utrzymanym w kontrastowej czerni i bieli. . Akurat miałyśmy możliwość podglądać pana malującego piękne ornamenty na ścianach.
Przy wejściu ponadto ścianę zdobią skrzynki-półki z jasnego drewna. Dekoracja na czasie, ekologiczna, prosta i ładna.
Na powitanie dostałyśmy pyszną rozgrzewającą zupę z pikantną nutą, idealna na bardzo mroźny dzień w jaki tam przybyłyśmy. Następnie wraz z lampką izraelskiego wina na stole pojawił się zestaw past i sosów- hummus, pasta z groszku i sos jogurtowo-ziołowy. A do tego falafel i koszyczek pysznego pieczywa. Bardzo to wszystko było smakowite. Wyszłyśmy najedzone, zaopiekowane, nagadane i zadowolone. Myślę, że jeszcze tam kiedyś wrócimy.

Moja pasta z ciecierzycy to inna bajka, ale myślę, że też świetnie sprawdziłaby się w śniadaniowym menu restauracji, a w  koszyczku mój zakwasowy chlebek... marzenie :D




Chleb pełnoziarnisty na zakwasie z siemieniem i czarnuszką.

składniki:

300 g mąki pszennej pełnoziarnistej
100 g mąki pszennej dowolnej
50 g otrąb żytnich
250 g zakwasu żytniego
200 ml letniej wody
1/2 szklanki siemienia lnianego
1 łyżka soli
1 łyżka melasy lub miodu
1 łyżka czarnuszki

Zakwas dokarmiamy co najmniej 6 godzin przez przygotowaniem ciasta na chleb.

Siemię lniane zalewamy do 3/4 wysokości szklanki i odstawiamy na minimum 30 minut.
Wszystkie składniki chleba wraz z namoczonym siemieniem dokładnie mieszamy szpatułką. Ciasto będzie dość luźne. Odstawiamy w ciepłe miejsce by rosło. Powinno wyraźnie zwiększyć objętość. U mnie trwało to  niecałe 4 godziny.

Formę do keksa wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy do niego masę chlebową. Wygładzamy wierzch i ponownie odstawiamy do wyrośnięcia.

Gdy chleb wypełni foremkę wstawiamy go do piekarnika nagrzanego do 225 st C. Spryskujemy wodą chleb i ścianki piekarnika i pieczemy 10 minut. Następnie zmniejszamy temperaturę do 210 st C i pieczemy kolejne 40 minut.
Po upływie tego czasu wyjmujemy formę z piekarnika, ciągnąc za papier wyjmujemy chlebek na deskę i odwracamy go do góry nogami. Tak odwrócony chlebek wstawiamy z powrotem do piekarnika i dopiekamy przez 15-20 minut aż ostukany będzie wydawał głuchy odgłos.

Chleb studzimy na kratce, po czym zawijamy w czystą ściereczkę. Chleb kroimy dopiero po kilku godzinach od pieczenia.



Pasta z ciecierzycy na słodko

1/2 szklanki suchych ziaren ciecierzycy
woda
2 łyżki pasty sezamowej
1,5-2 łyżki miodu

 Ciecierzycę moczymy przez co najmniej 12 godzin kilka razy zmieniając wodę. Następnie w nowej wodzie gotujemy do miękkości, co zajmie ok 30-40 minut.

Ugotowaną ciecierzycę blendujemy na gładko z kilkoma łyżkami wody z gotowania. Do tak powstałego musu dodajemy pastę sezamową i miód do smaku.

Pastą z ciecierzycy smarujemy chlebek i posypujemy uprażonymi ziarenkami sezamu.

Smacznego!

wtorek, 22 stycznia 2013

Mój dziadek. Mistrz wegetariańskich kotletów.

Ten mój dziadek to był fajny facet.

Wiadomo, miał swoje wady, wiele nabroił w przeszłości, ale jak trafiły mu się takie wnuki jak ja i moje rodzeństwo, to po prostu oszalał. Nigdy nie zapomnę tych kilometrów, jakie przeszliśmy z nim ulicami warszawskiego Mokotowa. Zawsze będę wspominać te ciasteczka - pyszne eklery, ciastka ponczowe (moje ulubione), rurki z kremem i lody jakie kupowaliśmy w cukierni w Alei Niepodległości (na rogu Madalińskiego).

Zawsze w niedzielę oglądaliśmy razem "W starym kinie". Ja wtulona w jego ramię pytałam o wszystkie szczegóły, ("Dziadku, czy tak na prawdę było?") A potem śmialiśmy się razem i śpiewaliśmy po raz setny te same piosenki ze starego kina.

Mój dziadek, gdy go poznałam, stale był na diecie. Właściwie to chyba dzięki niemu pokochaliśmy razowe pieczywo, grahamki i chleb słonecznikowy. A do tego muszę przyznać, że robił najwspanialsze i niepowtarzalne kotlety warzywne. Przypominam sobie mniej więcej ich składniki, ale niestety byłam za młoda by je sobie zapisać... Na pewno była w nich włoszczyzna, kasza gryczana, zioła, czerwona kapusta, ale czy coś więcej, to już nie pamiętam.
Próbowałam już odtworzyć podobne kotleciki wegetariańskie, ale identycznych nie udało mi się jeszcze usmażyć. Póki co mogę polecić inne moje wegetariańskie kotlety. Myślę, że te moje też by dziadkowi zasmakowały, szczególnie te z brukselki.

Dziś gdy spaceruję ulicami Mokotowa,  po Polu Mokotowskim, albo mijam wspomnianą cukiernię, to myślę o moim ukochanym dziadku Ryszardzie.
Może kiedyś, jeśli będę miała synka, to nazwę go imieniem mojego dziadka. Tak miło mi się kojarzy...

Tęsknię...



wtorek, 11 grudnia 2012

Chleb na zakwasie ze śliwkami i Garam Masala




Co raz częściej próbuje sama wymyślać skład moich zakwasowych chlebków. póki co skupiam się na tych, których masa jest mokra i wyrastają w formie keksowej. Jeszcze nie miałam odwagi zrobić prawdziwego bochna który będzie wyrastał po prostu na blaszce, bo każda dotychczasowa próba kończyła się rozjechanym plackiem. mam nadzieje, że kiedyś trafię na przepis, którego nie będę się bała spróbować i prawdziwy okrągły chleb wyląduje na moim stole.

Zastanawiam się nad chlebkiem na Boże Narodzenie. Chciałabym, by był on z nimi ściśle związany, ale nadal pozostał chlebkiem. Dlatego postanowiłam dodać do masy chlebowej przyprawę garam masala, bo daje ona świetny korzenny smak i aromat, a do tego ładny kolor. Poza tym zamarzyła mi się odrobina słodyczy w moim bochenku, więc dorzuciłam do niego garść suszonych śliwek.

Najczęściej gdy wyjmuję chlebek z pieca i gdy po całym domu unosi się prześliczny aromat mój ukochany już marzy o pierwszej kromce.... Zawsze zjada ją z naturalnym miodkiem, tak mu smakuje najbardziej :)

Dziś w pieczeniu chleba towarzyszy mi Alicia Keys. Wydala niedawno nową płytę "Girl on fire", więc jestem w trakcie jej przesłuchiwania  Od razu wpadł mi w ucho jeden z utworów, a zaraz potem znalazłam w internecie jego wersję koncertową. Jest śliczna. Uwielbiam słuchać moich ukochanych wokalistów na żywo...




Chleb na zakwasie ze śliwkami i Garam Masala

Składniki:
300 g maki pszennej pełnoziarnistej
100 g maki pszennej zwykłej
50 g otrąb pszennych
100 g zakwasu żytniego
200(+20) g wody
1 łyżka miodu
2 łyżeczki przyprawy garam masala
50 g śliwek suszonych
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka drożdży w proszku

Zakwas dokarmiamy 12 godzin przed przygotowywaniem chleba.

W jednej misce mieszamy wszystkie sypkie składniki, po czym dodajemy miód i zakwas oraz 200 gram wody.Śliwki kroimy na ćwiartki i także wrzucamy do miski. Z pomocą łyżki lub szpatułki łączymy dokładnie wszystkie składniki i chwilę wyrabiamy by ciasto się lekko napowietrzyło. Miskę przykrywamy i odstawiamy do rośnięcia w ciepłe (ale nie gorące) miejsce na ok 3 godziny.

Przygotowujemy formę do keksa wykładając ja papierem do pieczenia, lub smarując olejem i wysypując otrębami. Ciasto chlebowe jeszcze raz chwilę zagniatamy ręką lub łyżką i przekładamy do formy.
Odstawiamy do rośnięcia. Powinno być wyraźnie wyrośnięte po około 1 godzinie.

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 210 st. C. Przed włożeniem chleba spryskujemy ścianki piekarnika zimną wodą i wstawiamy do środka naczynie z wodą. Wstawiamy chleb i pieczemy 15 minut. Zmniejszamy temperaturę do 200 st C i pieczemy dalsze 45 minut.

Chleb jest dobry gdy ma chrupiącą skórkę i ostukany od spodu wydaje głuchy odgłos.

*(Aby ostukać chleb wyjmuję go z formy ciągnąć za papier do pieczenia i przechylam na bok.)

Smacznego!

wtorek, 16 października 2012

Chleb graham z siemieniem lnianym na zakwasie z okazji Światowego Dnia Chleba


Dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Chleba. W związku z akcją organizowaną międzynarodowo przez Kochtopf postanowiłam napisać o moim skromnym zakwasowym chlebku.

Chleb jest ważny w życiu ludzi na całym świecie. Nie zawsze występuje on w takiej postaci, jaka my znamy. W niektórych kulturach, rejonach świata przygotowuje się równego rodzaju placki chlebowe, ale ich idea i przeznaczenie jest podobne. Towarzyszy on nam praktycznie każdego dnia i jest nieodłącznie związany z kulturą narodów. Ludzie w każdym państwie, a nawet w każdym regionie mają swoje tradycyjne przepisy na przygotowanie domowego pieczywa. Od pewnego czasu pieczenie własnego pieczywa stało się bardziej popularne, można powiedzieć, ze modne. Myślę, że ten fakt związany jest z kiepskim jakościowo, nadmuchanym pieczywem jakie często spotykamy w wielu sklepach.
Wywodzi się to też z zakorzenionej w nas głęboko potrzebie delektowania się pachnącym, puszystym, wilgotnym chlebem o chrupiącej skórce.  Poza tym nic na świecie nie jest w stanie zastąpić zapachu świeżo upieczonego chleba, tego pragnienia, by oderwać sobie kawałek jeszcze gorącej, chrupiącej skorki i pochłonąć ją ze szklanką zimnego mleka.


Każdy z nas ma swoje ulubione pieczywo. Niezależnie czy jest to puszysta francuska bagietka, czy brioszka,  włoska ciabatta, chlebek razowy, wieloziarnisty, żytni, litewski, staropolski... wiemy kiedy i w jakiej formie smakuje najlepiej. Ja szczególnym uczuciem darzę chleby na zakwasie z pełnego ziarna. Od kilku miesięcy mogę chwalić się domowym pieczywem wypiekanym na moim osobistym, wypieszczonym zakwasie.
 Lubię każdy moment przygotowywania chleba, zarówno dokarmianie zakwasu, przygotowywanie masy chlebowej, ugniatanie, obserwowanie wyrastania, czekanie podczas pieczenia i przede wszystkim wyjmowanie gotowego wypieku z piekarnika. A na koniec kocham radosną minę mojego ukochanego, który nie może się już doczekać, by chleb przestygł i by mógł zjeść swoją pierwszą kromkę z samym miodem :)


Pin It
Chleb graham z melasą i siemieniem lnianym na zakwasie

składniki:

300 g maki pszenej pełnoziarnistej
200 g maki pszennej białej
150 g zakwasu dokarmionego 10h wcześniej
200 ml wody
1/3 szklanki siemienia lnianego
1 łyżeczka soli
1 łyżka melasy trzcinowej (lub miodu gryczanego)
1/2 łyżeczki drożdży w proszku

Siemię lniane zalewamy w szklance gorącą wodą- tak by przykryła nasionka i odstawiamy pod przykryciem na 20 minut.
W misce łączymy obie mąki, drożdże, sól, dodajemy aktywny zakwas, namoczone siemię lniane i melasę. Następnie dolewamy wodę i dokładnie mieszamy.  Ciasto na początku mieszamy łyżką a później wyrabiamy ręcznie. Masę musimy trochę porozciągać i pougniatać i nawet jeśli na początku się trochę lepi, to szybko zacznie odchodzić od dłoni. Nie musimy wyrabiać go długo, wystarczy jakieś 5 minut.

Masę chlebową odstawiamy pod przykryciem, do wyrośnięcia w miejsce ciepłe, bez przeciągów. Ja wstawiam je do piekarnika w którym zapalam tylko światło. Zapominamy o nim na 2-2,5 godziny.

Gdy ciasto wyraźnie urośnie wyjmujemy go na stolnicę i jeszcze chwilkę ugniatamy. Następnie formujemy z niego bochenek i obtaczamy go w otrębach żytnich i wkładamy do formy do pieczenia. ja użyłam keksówki wyłożonej przez długi brzeg papierem do pieczenia. Chlebek odstawiamy do wyrośnięcia na ok 1 godzinę.

Kilka minut przed pieczeniem rozgrzewamy piekarnik do temperatury 220 st.C (oczywiście bez chlebka w środku). Chleb wstawiamy do rozgrzanego piekarnika razem z foremką wypełnioną kilkoma kostkami lodu. To sprawi, ze chleb będzie bardziej wilgotny. Pieczemy w tej temperaturze przez 10 minut, po czym zmniejszamy ja do 200 st.C i pieczemy jeszcze przez 1 godzinę.

Po wyjęciu z piekarnika chleb sprawdzamy przez ostukanie go od spodu. Jeśli wydaje pusty odgłos, znaczy, ze jest gotowy. Odstawiamy go do całkowitego ostygnięcia.

Chleb na zakwasie trzymamy w papierowej lub materiałowej torbie w chlebaku. Utrzymuje świeżość przez tydzień,

Smacznego!

niedziela, 7 października 2012

Pełnoziarnisty chleb na zakwasie i niedzielne poranki z Gastrofazą





Za oknem szaro-buro, leje i ogólnie mało przyjemnie. nie chce się wyściubiać nosa za próg mieszkania. W takie dni dobrze jest zmotywować ciało i umysł i udać się w akt twórczy w kuchni. Mieszanie, ugniatanie, smakowanie zawsze mnie rozbudza. Do tego włączam sobie jakąś mocna płytkę, nalewam lampkę wina i od razu dzień staje się weselszy. 

W niedziele często wypada pora pieczenia chleba. Mam wtedy dużo czasu i cierpliwości by czekać aż zakwas a później ciasto chlebowe urosną i będą gotowe do pieczenia. W sobotnie i niedzielne poranki od godziny 10 włączam sobie Antyradio i zatapiam się w kojący głos Pawła Lorocha w Gastrofazie. Znacie? Słuchacie? Dziś pan Paweł rozmawia z autorką książki o Nieńcach: "Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi". Tam to dopiero jest zimno i nieprzyjemnie. Ale jak słychać pani Magda Skopek zakochała się w tym miejscu i razem z tubylcami jadła mięso, ryby, mięso, ryby i tłuszcz... Hm to chyba nie dieta dla mnie... Szczerze mówiąc mój organizm już za bardzo mięska nie lubi. Może to i dobrze.
Książki podróżnicze to moja kolejna pasja. Bardzo lubię słuchać, czytać oglądać relacje z podróży w miejsca w których jeszcze mnie nie było. Kiedyś pochłaniałam kolejne "blondynki" Beaty Pawlikowskiej, ale jej styl pisania już mi się znudził. Dziś wybór podobnych pozycji podróżniczych jest tak szeroki, ze można sobie pogrymasić. Półki w mojej bibliotece publicznej bogate są w książki Arkadego Fidlera, Olgierda Budrewicza, Jacka Pałkiewicza, Tony'ego Halika i wielu innych mniej i bardziej znanych podróżników. Zdarza się, ze pani bibliotekarka na wejściu informuje mnie o nowościach w tym dziale. To miłe :) Myślę, że książkę pani Magdy również kiedyś przeczytam i sądząc po rozmowie w Antyradiu, będzie mi się podobać :D

Bywały okresy w moim życiu gdy rezygnowałam także z chleba- "ze względów dietetycznych". Na dzień dzisiejszy szczerze odradzam takie postępowanie. Dobry chleb na zakwasie, z ziarnami, z otrębami to wyśmienite źródło błonnika. Zakwas zawiera kwas mlekowy, który ułatwia trawienie i zapobiega zaparciom, sprzyja rozwojowi dobrych bakterii jelitowych.  Chleb zawiera także kwas foliowy, polecany kobietom w ciąży, cynk, który poprawia odporność i żelazo, które chroni przed anemią. Ponadto, chleby razowe, wieloziarniste zawierają dużo węglowodanów złożonych, które zapewniają nam uczucie sytości na dłużej niż pieczywo białe, czy tzw. chrupkie- zwane przeze mnie dachówkami. Jedna kromka chleba to ok 70 kalorii, ale gdy ją zjemy czujemy się o wiele bardziej najedzeni niż po spożyciu jednej kromki pieczywa typu Wasa.

Poza tym zapachu świeżego chleba, szczególnie tego wypiekanego w domu... nic nie zastąpi...






Pełnoziarnisty chleb na zakwasie

300 g mąki pszennej pełnoziarnistej
200 g maki pszennej białej
150 g zakwas żytniego (dokarmionego 10-12 godzin wcześniej)
1 łyżeczka soli
1 łyżka miodu
ok 300 g wody
1 łyżka mieszanki przypraw: kminku, pieprzu, kopru, rozmarynu- utartych w moździerzu
płatki owsiane do obtoczenia ciasta

Wszystkie składniki dokładnie łączymy w misce za pomocą miksera lub drewnianej łyżki. Ciasto powinno być gęste i nadające się do wyrabiania ręcznego. Wstępnie wymieszane ciasto wyjmujemy na stolnicę i ugniatamy rozciągając je zarazem przez kilka minut. Dość szybko powinno zacząć odchodzić od ręki.
Wygniecione ciasto wkładamy do miski , przykrywamy folią lub ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na 2-3 godziny. Ja wstawiam je do piekarnika w którym zapalam tylko światło. Dzięki temu tworzy się tam ciepłe, ale nie gorące środowisko, odpowiednie dla wyrastającego chleba.

Po upływie tego czasu, chleb jeszcze raz przez chwilę ugniatam, formuję bochenek i obtaczam go na stolicy w płatkach owsianych. Chleb wkładam do keksówki przełożonej przez długi bok papierem do pieczenia i odstawiam do rośnięcia na ok 1 godzinę, aż wyraźnie urośnie.

Przy pieczeniu chleba na zakwasie ważna jest cierpliwość. Czasem różne zewnętrzne warunki powodują że chleb rożnie wolniej, ale trzeba mu pozwolić na wyrastanie we własnym tempie.

Piekarnik rozgrzewam do 220'C. Razem z chlebem wstawiam do piekarnika pojemnik z zimną wodą, by chleb był bardziej wilgotny. W tej temperaturze piekę chleb przez 10 minut, po czym zmniejszam temperaturę do 200'C i daję mu jeszcze 40-50 minut. Stopień upieczenia sprawdzam przez ostukanie dna chleba- jeśli wydaje pusty odgłos i w dotyku jest zwarty na pewno już jest gotowy.

Chleb odstawiamy do całkowitego ostygnięcia na kratce kuchennej. Trzymany w chlebaku utrzymuje  świeżość przez około tydzień.

poniedziałek, 24 września 2012

Zdrowy biały chleb z kminkiem i czarnuszką, na zakwasie żytnim. Już mogę się chwalić :)

Od kilku miesięcy piekę własne chleby. Moja domowa piekarnia zaopatruje nas w świeże pieczywo na śniadanie. Musze przyznać, że mieszanie, zagniatanie, doprawianie a przede wszystkim wyciąganie upieczonego bochenka z piekarnika przynosi mi nie lada satysfakcję. 
kto czytał ten wie, że lubuję się w mąkach pełnoziarnistych. Z takiej mąki chleb drożdżowy nigdy nie był na tyle puszysty na ile bym chciała. Z kolei po dodaniu ziaren słonecznika, siemienia, czy dyni stawał się bardzo zwarty, a czasem nazbyt kruchy. Po pary bardziej i mniej udanych bochenkach w końcu zaczęłam produkować satysfakcjonujące mnie chleby. 

I w tym momencie odkryłam zakwas. No może, nie odkryłam, bo jadłam już wcześniej chleby na zakwasie a i sama próbowałam  go raz wyprodukować. Tym razem zebrałam się w sobie, zaparłam się i zakwas w końcu się udał. Ten pierwszy nie był znakomity, bo strasznie dziwnie pachniał, ale z każdym tygodniem i miesiącem staje się co raz doskonalszy. jestem z niego jeszcze bardziej dumna, dlatego że jest mój własny osobisty i to ja o niego od początku dbałam i go dopieszczałam. Nauczył mnie on większej cierpliwości i pokory w tworzeniu wypieków. Dzisiaj mogę się już chwalić wypiekami stworzonymi przy jego udziale. 

Bardzo dużo do zawdzięczenia mam autorce blogów White Plate i Pracownia Wypieków. Myślę, że każdy Food- blogger je zna. To tam znalazłam znakomity opis tworzenia zakwasu i świetne, sprawdzone i niezawodne przepisy na domowe pieczywo. Korzystałam już z przepisów na chleb z siemieniem lnianym, chleb razowy żytni, chleb pszenno-żytni i innych. Każdy jest godny polecenia. 

Bardzo ucieszyła mnie informacja, że Liska wydaje książkę i to już bardzo niedługo!! Na pewno ją kupię. Jej przepisy i blog są wręcz wzorowe. Piękne zdjęcia i co najważniejsze na prawdę dobre i sprawdzone przepisy. Sądzę, ze książka będzie równie cudowna i bogata we wskazówki i przepisy o wielkiej wartości. Już nie mogę się doczekać publikacji.

Przy przygotowaniu poniższego chleba korzystałam z przepisu na biały chleb na zakwasie. Do jego przygotowania użyłam 100% pełnoziarnistego zakwasu żytniego, oprócz tego dodałam trochę przypraw a część białej mąki zastąpiłam razową. Efekt? Zachwycająco wyśmienity smak i niebiańska puszystość...



Biały chleb z kminkiem i czarnuszką na zakwasie

Składniki:
350 g mąki pszennej 
150 g mąki pszennej pełnoziarnistej

1 płaska łyżeczka soli
1 łyżka czarnuszki

1 łyżka kminku
ok 300 g wody
1 łyżeczka świeżych drożdży
150 g aktywnego zakwasu żytniego


Wszystkie składniki łączę w dużej misce. Masę mieszam za pomocą łyżki lub miksera. Jest ona gęsta, ale nie nadaje się do wyrabiania ręcznego.
Miskę z ciasto chlebowym przykrywam luźno folią spożywczą i odstawiam do wyrośnięcia na 1,5-2 godziny. Ja wstawiam je do piekarnika, w którym zapalam tylko światło.  
Następnie przekładam masę do keksówki (wyłożonej papierem do pieczenie- na długich brzegach- by łatwiej było wyciągnąć chleb). Znów w ten sam sposób odstawiam do wyrośnięcia. Po ok 1 godzinie gdy bochen już wyraźnie urośnie, wyjmuję delikatnie formę z piekarnika i nagrzewam go do temperatury 210'C. przed włożeniem formy, rozgrzany piekarnik spryskuję zimną wodą i dodatkowo wstawiam żaroodporne naczynie z zimną wodą do środka.
Chleb lekko posypuję mąką żytnią i piekę ok. 40 minut. Po tym czasie wyjmuję go ostrożnie z formy ciągnąc za papier. Opukuję jego dno- jeśli wydaje pusty odgłos, znaczy, ze chleb już jest dobry.  jeśli nie, wstawiam go z powrotem do pieczenia na dodatkowe 10-15 minut, już bez keksówki. Odstawiam go na kilka godzin, lub na noc do ostygnięcia. 


Chleb kroimy, gdy już całkowicie ostygnie. Cudownie komponuje się z każdym dodatkiem słonym, pikantnym i słodkim.  

Smacznego!

środa, 25 lipca 2012

Zdrowe szpinkowo- owocowe śniadanko i chleb żytni na zakwasie.

Dziś kolejny post z domowych pieleszy.

Po wizycie w ogrodzie i ulubionym targu lodówka jest pełna dobroci warzywnych i owocowych. Już poprzedniego wieczora zamarzyła mi się sałatka owocowa i kombinowałam co mogę jeszcze do niej dodać, by stworzyć coś pysznego. Wybrałam do niej szpinak, miętę, kwiaty oregano i serek wiejski. Kusiło mnie wy dorzucić tam jeszcze wędzonego łososia, ale zrezygnowałam, gdy zobaczyłam wielkość potrawy. ja jednak nie jem za dużo... Do tego dołączyłam porcję domowego czysto żytniego chlebka na zakwasie z przepisu Liski z Pracowni Wypieków. Mój nie wyrósł za bardzo, ale jest cudownie mokry i z chrupiąca skórką. Polecam ten przepis waszej uwadze. A mój zakwas powoli, powoli dojrzewa :)

Mimo, że ukochanego zostawiłam w Czechach, to widzimy się codziennie na śniadanku. Dzięki Ci Boże i wam naukowcy i wynalazcy za komputer, internet i Skype :)
Jest to taka nasza tradycja z czasu, gdy jeszcze musieliśmy żyć na odległość (duuużą odległość). Te pół godziny spędzone razem z samego rana daje dużo energii na resztę dnia.

Generalnie kocham celebrować posiłki. Staram się jadać jak najczęściej obiady, śniadania, kolacje z rodziną czy przyjaciółmi. Spożywane w miłym towarzystwie dania bardzo zyskują na smaku i to jest piękne.

Dzisiaj zaraz po śniadanku goniłam na spotkanie z dwiema cudownymi dziewczynami- mamą i jej córeczką. Obie uwielbiam i cieszę się gdy mogę z nimi pospacerować i porozmawiać. Maja- śliczna, słodka dwulatka- nawet już mnie rozpoznaje i kojarzy z kotkiem, którego dla niej wydziergałam. jakie to miłe :)




Sałatka owocowa z miętą na liściach szpinaku

Umówmy się, że ilość składników traktujemy bardzo umownie i zmieniamy je według chęci i upodobań.

Składniki dla 1 osoby
2 garści liści szpinaku
1 garść borówek amerykańskich
1 garść malin
1 duża morela
1/2 jabłka papierówki
kilka listków świeżej mięty
kilka kwiatów z oregano lub tymianku
sok z 1/2 cytryny
szczypta pieprzu
4 łyżki serka wiejskiego

Liście szpinaku i mięty płuczemy w zimnej wodzie, odsączamy na sitku i pozbawiamy łodyżek.
Morelę i jabłko pozbawiamy pestek i kroimy na cienkie plasterki, lub małe kawałki.
Szpinak rozrzucamy na głębokim talerzu, a na nim układamy wszystkie owoce, listki mięty, serek, i kwiaty. Sposób podania jest oczywiście dowolny. Całość skrapiamy sokiem z cytryny i posypujemy szczyptą pieprzu i gotowe :)

Smacznego!


poniedziałek, 16 lipca 2012

Bułki, chleby, ciacha, "Piekarska sobota" w Valašskym muzeum v přírodě


Piekarska Sobota


W ostatnią sobotę odwiedziliśmy Valašské muzeum v přírodě- czyli skansen wsi czeskiej w naszym mieście.

 Jesteśmy tam prawie stałymi bywalcami, szczególnie gdy możemy uczestniczyć w różnych ludowych wydarzeniach. Muzeum kilka razy w roku organizuje tematyczne jarmarki. Poczynając od Masopustu- zaraz przed Wielkim Postem, przez Jarmark Wielkanocny, Świętojański, Piekarski, Rękodzielniczy, Wigilijny, po jarmarki w trakcie wielu festiwali folklorystycznych. Co tam znajdziecie?
W skansenie tym bardzo często gra muzyka i odchodzą pikne ludowe tańce i śpiewy. Wiele razy w ciągu roku możemy podziwiać zespoły ze Słowacji, Czech, Polski, Węgier w przedstawieniach opartych na ludowych pieśniach, tańcach i zabawach. Najwięcej takich występów jest w trakcie festiwalu "Jánošíkův dukát", który w tym roku odbędzie się 3-8 sierpnia. Zdjęcia pochodzą z festiwalu z 2010 roku.



 

Fotografie nie oddają niestety klimatu festiwalu, ale trzeba przyznać, że jest on pełen barw, życia, pozytywnej energii. 

Zawsze gdy odwiedzamy skansen możemy delektować się smakiem Valašskego Frgala. Tym razem nie było inaczej. Piekarze z regionu Valašsko mogą się pochwalić własnymi cudownymi wypiekami, także ja piekłam nie raz mojego Frgala. Przypomnę, że jest to wypiek drożdżowy z dużą ilością nadzienia i kruszonki. Osoby niewtajemniczone często mylą go z "jakąś  dziwną pizzą", a w praktyce to po prostu kołacz. Nadzienia mogą być różne- makowe, orzechowe, owocowe czy serowe. Uwielbiam je wszystkie. 




Oprócz Frgala pojawiają się także prostsze małe kolaczki, wyglądem przypominające nasze drożdżówki. Do tego w wielkich ilościach dołączają wypieki z ciasta listkowego- czyli francuskiego. Tu w Czechach możemy go kupić gotowe w sklepie w około 40 gramowych kostkach. Rośnie lepiej niż ciasto francuskie kupowane w marketach i można go samodzielnie dowolnie rozwałkowywać.

 

Na jarmarku nie brakowało również tradycyjnych chlebów i bułeczek. Czesi bardzo je lubią, dlatego w momencie gdy przyszliśmy na jarmark, mogliśmy już w zasadzie podziwiać ich resztki :)
Oczywiście obecny był także słowacki Trdelnik, ale o nim słów kilka opowiem może innym razem.

Co jeszcze uwielbiają nasi sąsiedzi? oczywiście smażenie w głębokim tłuszczu :)  Śmieję się, bo słyszałam ostrzeżenia  dla Czechów przed wyjazdem do Polski na Euro 2012 o tym, że polskie jedzenie jest ciężkie, tłuste i niezdrowe. Halo, halo... kto to mówi? Naród, który prawie nie jada warzyw, a w wegetariańskim menu posiada albo knedliki z owocami, albo smażony ser w panierce (i do tego czasem z szynką :) 

W każdym razie, pamiętając o smażeniu- nie zabrakło także pączków. Widzieliśmy tradycyjne pączki w różnych kształtach i wielkościach, ale i takie z luźnego ciasta, które wpada prosto w tłuszcz. Może ktoś zna takie pączki i mi podeśle przepis? Były na prawdę smaczne, pachnące i puszyste, obtoczone w cukrze i cynamonie.


Oj Smakowały :)

Uff, już czuję się pełna jak o tym opowiadam, a to jeszcze nie koniec słodkości.

Kolejny tradycyjny i popularny czeski wypiek to śliczne pierniki. te tradycyjne wypiekane są z użyciem zdobionych drewnianych form, dzięki czemu, występują one w niezliczonych ślicznych wzorach. Są one ponadto fantazyjnie zdobione lukrem, także z imiennymi dedykacjami.  Niestety na jarmarku zabrakło mi pokazów rzemiosł piekarniczych, więc nawet nie mam zdjęcia takiej tradycyjnej formy do piernika. A szkoda...
Liczyłam na pokazy ugniatania i formowania ciasta drożdżowego, czy na zakwasie wykonywane przez profesjonalnych piekarzy.
Miałam nadzieję, że zobaczę jakiś wieloletni zakwas przechowywany z pokolenia na pokolenie i dowiem się jak go pielęgnować.
No cóż nie można mieć wszystkiego.


Czeskie i Słowackie słodkie wypieki są  na prawdę bardzo smaczne. Piekarnie i cukiernie konkurują ze sobą tworząc to co raz to pyszniejsze ciasta i ciasteczka. Także chleby i bułki cieszą się tu olbrzymim powodzeniem, szczególnie czeski rohlik. Jest to najtańsze pieczywo- z ciasta jak na kajzerki- w kształcie malutkiej bagietki-pałeczki. Nie kroi się go, nie smaruje tylko po prostu zjada trzymając w dłoni do zupy, twarożku, gulaszu itp. Chleb- tradycyjnie jest żytnio- pszenny i przeważnie towarzyszy mu wędlina, pasztety i inne mięsne wyroby.

Ja od pewnego czasu staram się wypiekać chleby w domu. Z różnym skutkiem, ale to przecież praktyka czyni mistrza. Widzieliście już u mnie drożdżowy chleb mieszany z ziołami, oraz pełnoziarniste bułeczki. Prze  ostatni miesiąc nie mogłam dojść do ładu z drożdżowym ciastem na bułki, a i wiele z prób wypieku chleba zaliczam do średnio udanych. Ale, ale idzie mi co raz lepiej i staram się korzystać z na prawdę sprawdzonych przepisów. 
Ostatnio korzystam z przepisów Liski z White Plate- na przykład na takie  proste przenne bułki, oraz zaczynam po raz kolejny produkcję zakwasu, również z zaproponowanego przez nią przepisu na Pracowni Wypieków. Powstał z niego żytni chleb na zakwasie.

Przepisu nie zamiszczam znajdziecie go pod linkami. 
Pszenne bułki z makiem

Pozdrawiam i smacznego poniedziałku :)

AHOJ !

piątek, 20 kwietnia 2012

Chleb mieszany z ziołami

W zeszłym tygodniu odwiedziłam moją wiejską bibliotekę. Musze przyznać, że to moja ulubiona wypożyczalnia, bo jest tam mnóstwo książek i nie brakuje nowości książkowych. Nawet gdy studiowałam znajdowałam tam książki z mojego kierunku. Co więcej często korzystam z szerokiej bazy przewodników turystycznych. Wychodzi na to, że zacznę korzystać tez i z bazy książek kucharskich :)
Jak dobrze że jeszcze istnieją prawdziwe biblioteki i cudowne pięknie pachnące książki, które można poczytać pod kocem na fotelu czy w ogrodzie na hamaku...

 Wiele osób gromadzi książki tonami, a ja jakoś jestem przywiązana do ich pożyczania. Próbowałam ostatnio przeczytać poleconą mi książkę w formie e-booka, no ale ja tak nie potrafię czytać. Muszę mieć opasły tom w rekach, czuć zapach druku i wiatr przewracanych stron. No i właśnie w poszukiwaniu owej książki elektronicznej w wersji tradycyjnej, którą oczywiście znalazłam, trafiłam na pozycję "Upiecz swój chleb" . Przyciągnęła moja uwagę bardzo ładna okładka z niesamowicie smakowicie wyglądającym bochnem okrągłego chleba. Autorka,  Barbara Jakimowicz- Klein, zebrała mnóstwo przepisów na chleby zarówno na zakwasie, jak i na drożdżach, w wersjach słodkich, codziennych ale i wytrawnych. Wykorzystam na pewno wiele spośród nich, bo są niesamowite, a na pierwszy ogień wybrałam "Chleb mieszany z ziarnami".
Przygotowuję się już do pieczenia w moim nowym piekarniku, ale o tym jeszcze będzie mowa :)
Miłego pieczenia :)



Mieszany chleb z ziołami
(wersja nieznacznie zmodyfikowana przeze mnie)
Składniki na 1 bochenek:

300 g mąki pszennej pełnoziarnistej
100 g maki żytniej pełnoziarnistej
100 g otrąb owsianych
2 torebki suszonych drożdży
1 łyżka cukru
szczypta soli
300 ml maślanki
100 g masła
50 g ziaren słonecznika
łyżka sezamu
łyżka siemienia lnianego
łyżka suszonego rozmarynu
tłuszcz do posmarowania formy

Maślankę podgrzewamy na bardzo małym ogniu często mieszając i roztapiamy w niej masło. Mieszamy maki, otręby, cukier i sól. Dodajemy do mieszanki maślankę z masłem i wyrabiamy ręcznie przez 10 minut. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy na godzinę w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.
W tym czasie na suchej patelni prażymy nasiona. Do wyrośniętego ciasta dodajemy nasiona i rozmaryn i wyrabiamy przez chwilę. Formujemy z niego chlebek i przekładamy do natłuszczonej formy keksowej. Pozostawiamy w cieple do wyrośnięcia na 20 minut.  Po tym czasie ciasto spryskujemy wodą i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200'C. razem z chlebkiem wstawiamy żaroodporny pojemnik z wodą, by chlebek był wilgotny z chrupiącą skórką. Pieczemy 50 minut.

Porada autorki: "Ciasto na chleb możesz przygotować na zakwasie, zamiast na drożdżach. Chleb będzie wówczas nieco cięższy, wilgotniejszy i dłużej zachowa świeżość."

Niech się dobrze je w te jeszcze deszczowe poranki. Najlepiej z pysznymi zdrowymi dodatkami i cudowną książką w reku  :)

Smacznego!

poniedziałek, 5 marca 2012

Pyszne i pełnoziarniste bułeczki

Od jakiegoś czasu używam wielu rodzai mąk. Mam w mieście fenomenalny sklep wegetariańsko- ekologiczny i jestem jego częstą klientką. Mam do wyboru mąki ze wszystkiego z czego da się zrobić mąkę- gryczana, jaglana, ryżowa, amarantusowa i inne. To samo dotyczy płatków, kasz i otrębów. Znajduję tam również 5 rodzajów napojów (tzw mleka wegańskiego), jogurty sojowe i tofu wszelakiej maści. Same pyszności. A do tego większość 2 razy tańsza niż w Polsce.
Jak ogólnie wiadomo, staram się odżywiać jak najlepiej potrafię, więc bardzo często zastępuję zwykłą białą mąkę pełnoziarnistą, graham, uwielbiam też gryczaną. Płatki zmieszane w jednym słoiku tworzą przepyszne muesli, a kasze uzupełniają nasze obiadowe menu. Jestem typem człowieka, który nie lubi rutyny i wszystkiego próbuje, więc po kolei sprawdzam co w tym sklepie jest dla nas odpowiednie.
Zawsze chciałam piec swoje pieczywo. Piekarnik, do którego mam dostęp jest dość grymaśny, a przede wszystkim bardzo stary. Nawet nie ma okienka i czujnika temperatury, więc nie wszystkie chleby się udają. Ale nie poddaję się i nadal próbuję. Jeden- z przepisu Nigelli, musiałam wywalić w całości do śmieci. Nie lubię jak mi coś nie wychodzi... Na szczęście bułeczki wychodzą lepsze. Te robione w domu są w moim przekonaniu bardziej zdrowe, bo wiem co do nich dodałam. Wiem, że są piekarnie, które wypiekają wyśmienite pieczywo, ale przeważnie również ich cena jest wygórowana.
Proponowane przeze mnie bułeczki są bardzo smaczne i zdrowe, a zarazem niedrogie, więc same korzyści.
Drogi czytelniku, jeśli wypróbujesz poniższy przepis, daj mi znać, jak go zmieniłeś(aś) i czy bułeczki się udały i smakowały. :)




Bułeczki pełnoziarniste.

Składniki na 6 sztuk:
250 g mąki pszennej pełnoziarnistej
75 ml ciepłego mleka
75 ml ciepłej wody
2 łyżki oliwy
1  jajko
20 g świeżych drożdży
szczypta soli
1 łyżeczka cukru
1 łyżka miodu
2 łyżki siemienia lnianego
ziarenka słonecznika do posypania







Drożdże rozdrobnić, rozetrzeć z cukrem. Dodać łyżkę mąki i ciepłą wodę. Dokładnie wymieszać i odstawić do wyrośnięcia. Mąkę przesiać ale nie wyrzucać otrębów- je także trzeba wrzucić do miski. Jajko roztrzepać w miseczce i połowę dodać do mąki, a resztę odstawić. Dalej do mąki dodać wyrośnięte drożdże, mleko oliwę, miód i siemię. Ciasto wyrabiałam przez 5 minut mikserem i kolejne 5 minut ręcznie.
Przykryć bawełnianą ściereczką i odstawić w cieple miejsce aż podwoi objętość ok 1h)
Gdy będzie gotowe, ponownie zagnieść i podzielić na 6 części. Z każdej zrobić kulkę, lekko spłaszczyć (na środku można zrobić krzyżyk)  i układać na papierze do pieczenia lekko posypanym mąką. Przykryć do ponownego wyrośnięcia (ok 40-50 min)
Piekarnik rozgrzać do 200'C. Przed samym pieczeniem posmarować roztrzepanym jajkiem i posypać ziarenkami słonecznika. Piec przez ok 12-15 minut.
Odstawić do ostygnięcia.

Bułeczki trzymane w chlebaku zachowują świeżość  przez kilka dni. Nie rosną bardzo duże ale są puszyste i delikatne o lekko słodkawym smaku. Świetnie nadają się zarówno do zapiekania z serem, jak i jedzone z pastą grochową, czy twarożkiem.


 Pierwsza bułeczka zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Najprawdopodobniej porwały ją domowe krasnoludki i delektowały się całą gromadą. Dobrze że resztę szybko schowałam na śniadanie następnego dnia.

Smacznego!

środa, 22 lutego 2012

Ribollita z domowym chlebkiem. Pysznie, pożywnie i łatwo.

Zaczytując się w "Apetycznej Panie Dahl"  trafiłam na wspomnienie Sophie na temat ponoć wspaniałej włoskiej zupy. Pewnie niektórzy z was ją znają- nazywa się Robollita. Będąc we Włoszech właściwie zup nie jadłam- ale widziałam na talerzach takie gęste, zawiesiste mikstury o niewiadomym składzie. Przeważnie były to zupy zblenderowane o dziwnym kolorze, więc jakoś nigdy mnie nie zachęciły. Gdybym spotkała Ribollitę... pewnie byłoby inaczej.  Ribollita- oznacza- "ugotowana na nowo". Ja ją gotowałam po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Prawdopodobnie nie trafiłam na nią wcześniej bo pochodzi z Toskanii- szczególnie jest uwielbiana we Florencji. Przepisu na owy przysmak musiała szukać w internecie, bo Sophie o nim nie pisze. Wpadłam na dwa: pierwszy po angielsku Jamiego Oliver'a, a drugi na blogu pieprz czy wanilia. Oba były dla mnie bardzo inspirujące, ale oczywiście stworzyłam własną podobną wersję- spolszczoną. Oryginalnie w przepisie używa się cavolo- włoskiej czarnej kapusty- ja zastąpiłam ją pekińską- bo taka właśnie leżała sobie w lodówce :) Przypadkiem kupiłam wcześniej odpowiednią do tego przepisu fasolę borlotti (taka)- w Polsce nazywana fasolą żurawinową.O ile przed gotowaniem wygląda śmiesznie, o tyle ugotowana robi się brązowa :)  Wyczytałam również, że Ribollitę podaje się z czerstwym lub świeżym chlebkiem, więc tym razem udałam się po pomoc do Sophie Dahl i przygotowałam jej chlebek śniadaniowy. Jest w nim coś zaczarowanego. Jest zdrowy, pięknie pachnie i jeszcze lepiej smakuje.
Oto przepisy:


Ribollita z domowym chlebkiem.



200 g fasoli borlotti (lub białej np Jaś)
2 średniej wielkości marchewki
1/2 kapusty pekińskiej (ok 300 g)
1/2 kalarepy
1 cebula
2 ząbki czosnku
3 łodygi selera naciowego
300 ml pulpy pomidorowej
1 mała chili
liść laurowy
oliwa
pieprz, sos sojowy
kilka nasion kopru i kolendry
3 czubate łyżki posiekanego koperku (może być mrożony- ja użyłam odsączonego kopru w zalewie z soli)

Fasolę namoczyć przez noc. Odcedzić i ugotować w nowej wodzie z listkiem laurowym do miękkości (ok 1 godzina). Fasolę znów odcedzić ale zachować co najmniej szklankę płynu z gotowania. Połowę fasoli rozgnieść widelcem, lub zmiksować.
Przygotować warzywa. kapustę drobno pokroić w paski, cebulę i czosnek posiekać, marchewkę pokroić w ćwierć-talarki, kalarepę obrać i pokroić w kostkę, seler naciowy pokroić w cienkie plasterki.

 W garnku rozgrzać oliwę- tyle by pokryła dno. Wrzucić do niej cebulę, czosnek, koper, kolendrę, chili i łyżkę sosu sojowego. Podsmażyć chwilkę na małym ogniu, ciągle mieszając.
Następnie do garnka wrzucić wszystkie warzywa. Przesmażyć przez kilka minut, często mieszając bez dodawania płynów. Następnie dodać szklankę płyny z gotowania i szklankę wody z czajnika. Dusić razem przez ok 15 minut, po czym dodać pulpę pomidorową.  Zupę gotować kolejne 15 minut- aż warzywa będą miękkie po czym dodać fasolę całą i rozgniecioną, dokładnie wymieszać i gotować ok 10 minut.
Przed podaniem dodać koperek - taki jaki macie, ja lubię jego świeży smak, więc dodaję dużo.
Zupę podawać ze świeżym razowym chlebkiem, lub z czerstwym pokrojonym w kostkę, który zalewamy w talerzu gorącą zupą.

Domowy chleb orkiszowo- grahamowy (wg domowego chleba Sophie Dahl)


200 g maki orkiszowej
200 g mąki pszennej graham (lub pełnoziarnistej/ żytniej)
100 g płatków owsianych
1 łyżka suszonych drożdży
1 łyżeczka soli
600 ml cieplej wody
1 łyżka oleju
1 łyżka rozmarynu, kminku
4 łyżki siemienia lnianego

W dużej  misce wymieszaj sypkie składniki i dodaj do nich wodę z olejem. Dokładnie wymieszaj drewnianą łyżką. Przykryj miskę bawełnianą ściereczką i odstaw do wyrośnięcia w ciepłe miejsce aż podwoi objętość. Gdy już wyrośnie ponownie zamieszaj łyżką. Ciasto powróci do poprzedniej objętości, ale właśnie o to chodzi by ponownie rosło.  Przełóż do posmarowanej olejem keksówki (wymiar 23/13/6 cm) i odstaw na 20 minut w ciepłe miejsce. W tym czasie rozgrzej piekarnik do 190 stopni C.

Piecz w piekarniku przez  45- 60 minut. Chlebek jest dobry gdy jego brzegi same odchodzą od foremki a patyczek w niego wbity- suchy.

Chlebek jest przepyszny na śniadanie, pasuje też jako dodatek do zupy. Dodałam do niego rozmarynu i kminku co sprawiło, ze nieziemsko pachnie. Mój  kochany- podobnie jak osobisty muzyk Sophie, od razu go pokochał. Zwłaszcza w wersji z domowym porzeczkowym dżemem. ;)

Na zdjęciu wersja z twarożkiem warzywnym i papryką.




i jeszcze raz z Ribollitą...

Smacznego!

 Bierzemy udział w akcji.