Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia włoska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 grudnia 2012

Oliwa rozmarynowa i cytrynowa. Pachnący i pyszny prezent pod choinkę

Od dawna przygotowuję prezenty dla najbliższych. Teraz trwa ich pakowanie, podpisywanie, przeliczanie, czy na pewno o nikim nie zapomniałam. Kilka wstążek, trochę bibuły, kolorowe piórka, rafia, folia dekoracyjna, ozdóbki z drewna i cyrkonii, małe bombki, czekoladki i pudełeczka. uwielbiam przystrajać prezenty najlepiej jak potrafię, by cieszyły oko obdarowywanego jeszcze bardziej niż sam prezent. nabiera on wtedy dodatkowej magii.

W tym roku przygotowałam dla przyjaciółek oliwy z oliwek aromatyzowane rozmarynem i skórką z cytryny. Ich przygotowanie jest niesamowicie proste, efekt ładny a smak po upływie kilku tygodni, wspaniały. Taka oliwa idealnie pasuje do świeżych sałatek, bo nadaje im dodatkowy aromat. Podobną oliwę można przygotować z dodatkiem papryczek chilli, ząbków czosnku i innych ziołowych gałązek np. tymianku, oregano, estragonu. Oliwa nabierze pełnego aromatu po około 2 tygodniach. 




Oliwa rozmarynowa 


2 gałązki świeżego rozmarynu
1/2 litra oliwy z oliwek Extra Virgin


Oliwa cytrynowa

skórka otarta z jednej cytryny
 1/2 litra oliwy z oliwek Extra Virgin


Przygotowujemy ładną buteleczkę, najlepiej zamykaną korkiem. Wyparzamy ją w piekarniku.
Rozmaryn dokładnie płuczemy i osuszamy.
Cytrynę dokładnie szorujemy, osuszamy i obieramy z niej skórkę za pomocą obieraczki do jarzyn.
Oliwę wlewamy do garnuszka i podgrzewamy do temperatury 50 st.C.

Do butelki wkładamy gałązki ziół lub skórkę z cytryny i zalewamy ciepłą oliwą. Zatykamy korkiem i odstawiamy w zacienione, chłodne miejsce. 

Prezent Gotowy.

Smacznego!

czwartek, 27 września 2012

Sernik cappuccino i warszawskie spotkania około-kulinarne.


Jejku jejku, jak zwykle mam listę spotkań w kalendarzyku.

Poprzednia sobota spotkanie przedwarsztatowe w Meltemi i wieczór z rodzinką, niedziela warsztaty z ryb i owoców morza z Polska Gotuje, poniedziałek spotkanie z Izą, wtorek z Gosią, środa Kaja i blogerzy kulinarni, czwartek Slow Food, piątek brat, sobota warsztaty w parku Szczęśliwickim ze Slow Food Youth i sushi z Agatą a w niedzielę, jeśli nic się nie zmieni wracam w ukochane ramiona.

Dziś raczyłam się lodami indyjskimi Kulfi w restauracji Ganesh w Warszawie na spotkaniu Warszawskich Blogerów kulinarnych. To mój pierwszy raz na takim spotkaniu, było bardzo miło, choć byłam jedną z niewielu "nowych" osób. Lody były pyszne o kardamonowo- cynamonowo- karmelowo-mlecznym posmaku. Ja lubię słodycze, więc bardzo mi przypadły do gustu. Kiedyś widziałam na TVN Warszawa jak się je przygotowuje w programie Smaki Warszawy i od wtedy bardzo chciałam je spróbować. Na pewno się nie zawiodłam. Swoją drogą, szkoda ze zamknęli tę telewizję, ja ją często oglądałam.

Inne koleżanki jadły dania na ostro z indyjskimi chlebkami. Wspólnie stwierdziłyśmy, że porcje w tej restauracji są dla wygłodniałych, lub po prostu dwuosobowe, co się chwali.  A oprócz tego dosyć ostre, jak to indyjska kuchnia. Spotkanie nie trwało długo, ale było pełne smakowitych rozmów.

Ja dla mojej mamy i ogólnie dla wszystkich domowników i gości przygotowałam sernik. Znów skorzystałam przepisu z bloga i strony Moje Wypieki. Jest to sernik Cappuccino. Przeważnie w moim domu przygotowuje się sernik według jednego przepisu, ale tym razem przejęłam inicjatywę i zrobiłam go po swojemu. Smakuje wyśmienicie, nieznacznie go przekształciłam i dodałam do niego rodzynki, bo bardzo je lubimy. Pycha.





Sernik Cappuccino na orzechowym spodzie

Składniki



spód:


1,5 szklanki drobno posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki cukru
3 łyżki roztopionego masła


Orzechy, cukier i masło wymieszać. Spód wyłożyłam na 23 cm tortownicę wyłożona papierem do pieczenia. Piec przez 10 minut w temperaturze 165°C.

Masa serowa:
800 g sera 3 razy mielonego
4 jajka
1 serek waniliowy
2 łyżki kawy rozpuszczalnej
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 szklanki brązowego cukru
1/4 szklanki gorącej wody
3 łyżki mąki pszennej
50 g rodzynek namoczonych w ciepłej wodzie



Piekarnik nagrzać do 230ºC
Twaróg i serek waniliowy wymieszałam z cukrem. Dodawałam jajka, po kolei, stale miksując. 

Kawę i cynamon rozpuścić w gorącej wodzie, wystudzić. Ostudzoną kawę dodawać powoli do mikstury serowej, miksując. Na koniec dodajemy rodzynki. Całą masę wylałam na podpieczony spód z orzechów.
Sernik wstawiłam do nagrzanego piekarnika na 10 minut, po czym zmniejszyłam temperaturę do 150ºC i piekłam go przez 50 minut. Sernik według wskazówek musi być ścięty od góry, szczególnie na środku.
Sernik ostudzić i włożyć na noc do lodówki. Ciasto podałam ze świeżymi  orzechami włoskimi na wierzchu.

Smacznego :)

wtorek, 24 lipca 2012

Cannelloni con spinaci e ricotta - dla mojej mamy.

Już jutro obiecane przetwory z patisonów a może nawet i z ogórków. Jednak jeszcze dzisiaj przepis na danie, które przygotowuję dla mojej mamy za każdym razem gdy ją odwiedzam.

Jak już kiedyś wspominałam, obydwie bardzo lubimy włoskie makarony. Gnocchi, tortellini, ravioli, papardele z różnymi, głównie warzywnymi dodatkami. Ale najbardziej ukochane przez moją mamę są cannelloni ze szpinakiem i zawsze je dla niej przygotowuję. Mój tata należy do miłośników mięsiwa i piwa i takie potrawy "jak dla królika" niekoniecznie mu smakują... no cóż nie wie co traci.

Dzisiaj odwiedziłyśmy razem nasz pobliski targ. Zaopatrzyłam się w fasolkę, różnokolorowe, fikuśne papryki, pachnące pomidory, świeży szpinak oraz morele i młode jabłka. Ech, uwielbiam spacerować między straganami i polować na dobre i świeże owoce i warzywa. Możemy tam też kupić sadzonki ziół i kwiatów, jaja, pieczywo i mnóstwo innych przydatnych rzeczy w kuchni i w domu. tego mi brakuje w Czechach...

Zawsze gdy przyjeżdżam do  rodziców mam swoje jedzeniowe zachciewajki. Nikt nie robi lepszej kaszki mannej na mleku ani smaczniejszych racuchów, czy zupy grochowej niż moja mama. Ja także mam kilka potraw, które w tych dniach przygotowuję w tym ciasteczka z muesli, risotta, cannelloni i inne. Cannelloni występuje u mnie w kilku wersjach, ale najczęściej robimy wersję ze szpinakiem i sosem beszamelowym, lub z sosem pomidorowym jak dzisiaj. Potem razem zajadamy z uśmiechem na twarzy :)

A więc zanim o przetworach, zapraszam na obiadek.



Cannelloni con spinaci e ricotta

(dla 2-3 osób)
12 rurek makaronu cannelloni

150 g sera ricotta
500 g dobrego mrożonego szpinaku
(lub 750 g świeżego szpinaku )
1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej (lub więcej)
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
garść natki pietruszki

Sos:
150-200 ml przecieru pomidorowego
1/2 cebuli
1 gałązka estragonu i oregano

sól i pieprz do smaku
oliwa z oliwek

50 g startego twardego sera (użyłam polski Szafir)

Przygotowanie:
Szpinak jeśli jest mrożony, rozmrażamy na głębokiej patelni dusząc początkowo pod przykryciem i na koniec odparowując całą wodę. Jeśli kupicie dobry, czysty szpinak wody nie powinno być prawie wcale. Nie polecam szpinaku w typie gniazdek, porcyjek itp, a już szczególnie tego ze śmietaną.

Świeży szpinak wrzucamy na patelnię z 1/2 szklanki wody, przykrywamy i dusimy przez 3 minuty- aż całkiem "zwiędnie". Wykładamy na drobne sito i gdy przestygnie odciskamy go z nadmiary wody. Następnie siekamy go bardzo drobno.

Listki pietruszki siekamy i mieszamy ze szpinakiem, dodajemy do nich także sól, pieprz, gałkę muszkatołową i ricottę. Jeśli lubicie czosnek możecie przecisnąć jeden ząbek przez praskę i również dodać do nadzienia.

Piekarnik rozgrzewamy do 180 'C.



Cebulę drobno siekamy i podsmażamy aż zmięknie na kilku łyżkach oliwy. Następnie wlewamy do niej przecier pomidorowy, przyprawy  i  posiekane zioła. Dodaj tyle ziół i przypraw ile lubisz. Całość mieszamy i podgrzewamy nie dłużej niż 5 minut.

Przygotowujemy naczynie do zapiekania, najlepiej prostokątne. Na dno wylewamy połowę sosu pomidorowego. Każdą rurkę nadziewamy nadzieniem szpinakowym i układamy na sosie. Mi nadzienia wystarcza na 12-13 rurek. Gdy wszystkie rurki już leżą w naczyniu polewamy je po wierzchu resztą sosu.
Najważniejszy jest fakt, by wszystkie rurki były przykryte sosem, żeby mogły się ładnie ugotować.
Cannelloni wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20 minut.

Po tym czasie szpinakowe rurki posypujemy startym serem i zapiekamy kolejne 5-7 minut. Ja dorzuciłam także krążki z młodego pora.

Aby mieć pewność, że makaron już jest miekki i gotowy do jedzenia, wbijcie w niego widelec. Jeśli wchodzi dość łatwo, to cannelloni powinny być gotowe. Zawsze możesz tez kawałek oderwać i spróbować :)

Przed podaniem cannelloni skrapiam dodatkową ilością oliwy z oliwek i posypuję ziołami i mielonym pieprzem.

No i gotowe. Smacznego!


czwartek, 31 maja 2012

Zdrowa pizza i paluchy na Dzień Dziecka.

Już jutro dzień wszystkich dzieci. Czujecie się jeszcze dziećmi? Ja tak. A największe dziecko mam w domu, ciągle je rozpieszczam. Jest duży i pełnoletni, więc sam o sobie decyduje (przynajmniej tak mu się wydaje :P), ale zachcianki ma jak siedmiolatek. Natomiast moja w tym głowa, żeby jego zachciewajki jedzeniowe były zdrowe. Pewnie to samo będę kiedyś stosować na własnych dzieciach. Ale na ten moment przyjdzie mi jeszcze poczekać...Póki co rozpieszczam mojego ukochanego. Wczoraj smażyłam pączki i choć sama ich nie jadłam, podobno były dobre :)

Na Dzień Dziecka proponuję Wam pizzę na pełnoziarnistym cieście. Pizza to fajny sposób na przemycenie warzyw dla małych niejadków. Po pierwsze sos pomidorowy- najlepiej przygotowany samodzielnie, do niego możemy dorzucić drobno startą cukinie- na pewno przemknie niezauważona. Inne warzywka zostawiam waszej inwencji twórczej. Przygotowywanie i pieczenia własnej pizzy to także świetna zabawa, zarówno z dziećmi jak i z przyjaciółmi. Pizza Party... to jest to. każdy robi dla siebie taką pizzę na jaką ma ochotę. A jeśli mamy przygotowane dużo składników do wyboru  to fantazja prowadzi w nowe kręgi smakowe. Polecam!

 Ja uwielbiam pizzę szpinakową, do tego najlepiej z jajkiem, ale także taka z bakłażanem, suszonymi pomidorami, kaparami i oliwkami, ach i jeszcze z rucolą i z owocami morza oczywiście. Hm...ja po prostu uwielbiam każdą dobrą pizzę we włoskim stylu, na cienkim cieście i dużą ilością zdrowych dodatków :) W Krakowie jadłam nawet pizzę z serem blue i orzechami włoskimi i była na prawdę pyszna. Pizza to moja obsesja- pozostałość po Erasmusie w Turynie. A do tego ubóstwiam grissini, dla niech tez się znajdzie chwila w poniższym przepisie.

Podstawą pizzy jest dobre ciasto. Jeśli się przyłożymy w trakcie jego przygotowywania będziemy mogli bez problemu rozciągnąć ciasto na boki formując koło, bez konieczności rozwałkowywania. Do machania ciastem nad głową przymierzałam się już kilka razy i nawet fajnie mi to wychodzi. Oczywiście nie równam się z żadnym mistrzem pizzerem, ale jak się coś udaje to się człowiek cieszy :) Drugim ważnym składnikiem jest dobry sos pomidorowy, do tego oliwa Extra Virgin, mozzarella i już mamy Margaritę.

Chyba już przejdę do przepisu, bo robię się krytycznie głodna...



Pizza pełnoziarnista.

Składniki:
(na 2 spody o średnicy 30 cm.)

15g świeżych drożdży (lub 2 łyżeczki suszonych)
250 ml ciepłej wody
200 g zwykłej mąki pszennej
250 g pełnoziarnistej mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli,
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka cukru pudru

Drożdże rozcieramy z cukrem i dodajemy 90 ml ciepłej wody. Mieszamy dokładnie, przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Jeśli drożdże nie utworzą żadnej piany w ciągu 5 minut, wyrzuć je i zacznij od początku.

Mąkę mieszamy z solą, dodajemy oliwę z oliwek, pozostałą wodę i zaczyn drożdżowy. Wymieszać aż ciasto będzie jednolite i wyrabiać ręcznie przez ok 10 minut. W tym czasie ciasto wielokrotnie rozciągamy , składamy i ugniatamy, by złapało jak najwięcej powietrza. Do uzyskania odpowiedniej konsystencji można dodać odrobinę mąki lub wody. Nie powinno się ono kleić do rąk, ani być suche w dotyku.

Wnętrze miski natrzeć oliwą, włożyć do niej kulę z ciasta, obtoczyć je by również pokryło się tłuszczem. wierzch nasiąć lekko na krzyż, przykryć ściereczką i odstawić w cieple, wolne od przeciągów miejsce na 1,5 godziny aż ciasto podwoi swoją objętość. Ciasto możemy tez przygotować wcześniej i na 8 godzin wstawić do lodówki, by tam powoli rosło.

Wyrośnięte ciasto znów ugnieść i podzielić na 2 porcje. Jedną przykryć ściereczką lub włożyć do lodówki (najdłużej na 4 godziny) lub zamrozić. Przed przygotowywaniem pizzy musi ono jednak powrócić do temperatury pokojowej.

Z porcji ciasta wygnieść i potem rozciągnąć duże koło. Powierzchnia, na której pracujemy musi być posypana mąką, wtedy łatwiej nam będzie ukształtować pizzę. Robimy to w ten sposób jakbyśmy głaskali komuś plecy, z tym że prawa ręka zaczyna z lewej strony i kręci ciastem w prawo. a lewa ręka zaczyna z prawej strony i kręci oczywiście także w prawo.
(Spróbujcie, a może kiedyś nakręcę filmik jak to w rzeczywistości wygląda)
Drogie panie jeśli zamierzacie kręcić ciastem nad głową, musicie skrócić sobie pazurki, by nie porobić w nim dziur :)

Gdy macie już koło, lub inny kształt z nieco grubszym brzegiem, ciasto jest gotowe do użycia. Od razu rozgrzewamy piec do jak najwyższej temperatury i rozkładamy dodatki.


PS. Z reszty ciasta można przygotować przepyszne pełnoziarniste grissini.
Wystarczy z ciasta uformować długie cienkie paluchy i przy pomocy pędzelka posmarować je oliwą. Następnie odstawiamy grisiini na 15 minut do wyrośnięcia i pieczemy w dobrze rozgrzanym piekarniku aż się lekko zarumienią. PYCHA!





Podstawowy sos pomidorowy

120 g pomidorów (aromatycznych, pytajcie w warzywniaku, które są najlepsze na sos)
kilka liści bazylii i oregano
2 rozgniecione ząbki czosnku
1 łyżka koncentratu pomidorowego
1 łyżka oliwy z oliwek Extra Virgin
sól, pieprz do smaku
(ewentualnie 1 szalotka podsmażona na oliwie)

Pomidory pozbawić skórki pokroić na malutkie kawałeczki, lub zmiksować w malakserze razem z ziołami, czosnkiem i oliwą. Całość dobrze przyprawić i odstawić na 30 min żeby smaki się przemieszały.
Jeśli sos wydaje się wam zbyt wodnisty można go zredukować na bardzo małym ogniu przez kilka minut.



Dodatki Moniczki:

50 g startego sera Królewskiego
5 pomidorków koktajlowych
1/2 podłużnej żółtej papryki
5 niewielkich pieczarek
szczypior
estragon
oliwa z oliwek Extra Virgin

Pomidorki pozbawiam skórki. Paprykę kroje w cienkie plasterki. Pieczarki przepoławiam i podsmażam chwilkę na maśle z dodatkiem soli i pieprzu.
Na cieście rozsmarowuję sos pomidorowy, na nim układam dodatki, każdy w oddzielnym miejscu (jak w pizzy Quattro Stagioni) Całość posypuję startym serem i ziołami i lekko skraplam oliwa z oliwek.
Pizzę piekłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w 220'C przez 15 minut.

Smacznego :)

Inspiracja do przepisu pochodzi z książki "Szczypta smaku...Włochy"

piątek, 18 maja 2012

La Focaccia verde. Idealna na spotkanie przy winie (lub piwie)

Od dawna chciałam spróbować zrobić własna Focaccię. W restauracji- pizzerii, którą mamy koło domu jemy czasem pizzę (swoją drogą bardzo smaczną), ale jakoś nie miałam odwagi zamówić u nich Focacci. Czasem jemu tam coś co Czesi nazywają Pizza Brot- czyli coś w stylu pizza bianca tylko na bardziej puszystym cieście- z dużą ilością czosnku i sera. Już jak o tym myślę, to przybywa mi 2 kilogramy na wadze... Ale spokojnie, faceci przeważnie pochłaniają ją w takim tempie, że dla mnie i tak niewiele zostaje :)

Właśnie spodziewaliśmy się wizyty znajomych z pracy mojego chłopaka- praktycznie samych mężczyzn, więc zaczęłam kombinować co by przygotować dla nich na przegryzkę. Nie lubię jak mój mężczyzna wcina czipsy, więc wolę zrobić coś domowego i bardziej zdrowego, co zajmie rączki, popieści podniebienie i wypełni brzuszki. Tym razem padło na Focaccię.
Od pewnego czasu obserwuję włoski blog kulinarny ze zdjęciami i filmikami o nazwie Viva la Focaccia. Stwierdziłam, że to idealne miejsce do poszukiwania dobrego, prostego, prawdziwie włoskiego przepisu. Skorzystałam dokładnie z tego. Jeśli chociaż trochę znacie język włoski bez problemu się tam we wszystkim połapiecie. A maja parę fajnych przepisów na chleby, ciabaty, pizze i baby drożdżowe. Na prawdę polecam.

Focaccia


Domowa Focaccia

Składniki
(na formę 25/40 cm.- ja użyłam 2 mniejszych form)
400 g mąki tortowej
360 g wody
40 g oliwy Extra Virgin
6 g soli
4 g cukru
20 g świeżych drożdży ( lub 7 g suszonych)
Ja dodałam po 1 łyżce ziaren kminku i kopru.
Ewentualnie: posiekany gruby szczypior, kilka łyżek startego sera, garść oliwek zielonych lub czarnych, czy kaparów, lub kilka suszonych pomidorów z zalewy oliwnej.

Oryginalny przepis tego nie uwzględniał, ale ja zrobiłam najpierw zaczyn.
Utrzeć świeże drożdże z cukrem i rozprowadzić 100 mililitrami letniej wody, dodać 1 łyżkę mąki, wymieszać dokładnie by nie było grudek. Odstawić na 10 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Wymieszać mąkę z solą, oliwą, zaczynem, nasionami i resztą wody. Mieszać przez 5 minut za pomocą miksera lub drewnianej łyżki. 

Naczynie w którym ciasto będzie rosło należy posmarować oliwą z oliwek. Przełożyć do niego całą masę i odstawić do wyrośnięcia. Są dwie możliwości: szybka- odstawiamy naczynie w ciepłe miejsce i przykrywamy ściereczką, zostawiamy na 2-3 godziny. Przed wyborem naczynia należy pamiętać że ciasto podwoi swoją objętość. Metoda wydłużona: ciasto rośnie w lodówce przez 8-12 godzin- również przykryte. Jeśli nie wyrośnie zbyt dobrze, można je jeszcze po wyjęciu c lodówki zostawić na 1 godzinę w ciepłym miejscu.

Formę do pieczenia, jak również własne ręce smarujemy dokładnie oliwą z oliwek. Ciasto jest klejące, więc bez posmarowania dłoni, po prostu się do nich przylepi. Wyrośnięte ciasto rozciągamy palcami na całą formę. Można je podziurawić dalej bawiąc się paluszkami, lub np. widelcem. (Myślę, że to dobra robota dla dzieciaków :) Jeśli chcemy mieć Focaccię z dodatkami- w tym momencie wciskamy je delikatnie w ciasto. Ja użyłam zielonych oliwek i świeżej bazylii na jedną, a na drugiej rozsypałam szczypior i niewielką ilość żółtego sera

Odstawiamy do ponownego rośnięcia na 60 minut. Rozgrzewamy piekarnik do 220'C i wstawiamy Focaccię na 15- 18 minut. Powinna się lekko zarumienić.
Przed podaniem skropić dodatkowo oliwą z oliwek.

Smacznego!

poniedziałek, 14 maja 2012

Risotto cytrynowe ze szparagami w 2 wersjach ( Asparagus Lemon Risotto with salmon)

Sezon na szparagi nadal trwa. To pyszne warzywo gości tak krótko na naszych stołach, że czuję potrzebę obcowania z nim jak najczęściej. Zawsze śmieszy mnie zapach jaki występuje po szparagach gdy robimy siusiu. Podobno nie wszyscy to czują, ale od wielu słyszałam, że "też tak mają". Zabawne, wtedy od razu przypomina mi się co pysznego zjadłam :) Wiem, ze to nie jest apetyczne miejsce do wspomnień, ale co tam.

Myslałam sobie o tych moich białych szparagach i wymarzyło mi się dziewiczo białe risotto z delikatnymi akcentami i delikatne w smaku. Szparagi są bardzo wdzięcznym produktem. Nie wymagają długiego gotowania, smakują wyśmienicie w wielu połączeniach a i wygląd mają reprezentacyjny. Ważne jest jedynie by były świeże i jędrne. e małe cwaniaki same dokładnie wiedzą w którym miejscu są jeszcze pyszne i chrupiące a od którego momentu są zdrewniałe i łykowate. Wystarczy takiego szparaga złapać za ciałko i ogonek i delikatnie przełamać. Powinna odłamać się ta niesmaczna końcówka. Słyszałam, że z obierek z białych szparagów i tych odrzuconych końcówek można ugotować jeszcze zupę, którą się potem przeciera przez sito, by pozbyć się niezjadliwych włókien. Ale szczerze mówiąc jeszcze nie próbowałam, więc nie będę się na ten temat wypowiadać.

Pamiętam moje pierwsze szparagowe zakupy. Było to we Włoszech na moim ukochanym Porta Palazzo w Turynie. Pomagał mi je wybierać a potem przygotowywać kolega Hiszpan. W ogóle często razem gotowaliśmy :) Ja jeszcze wtedy nie wiedziałam jak wybrać dobre szparagi, karczochy, czy owoce morza. On przyjechał za stypendium z Barcelony i miał kontakt z takimi rarytasami już od dzieciństwa. Nigdy nie zapomnę Paelli czy tortilli w jego wykonaniu...mniam
Byłam młoda i nieświadoma, że w Polsce jest tyle znakomitych upraw szparagów. Chciałabym się kiedyś wybrać na taką szparagową ucztę bezpośrednio u producenta. Wszystko przede mną :)

Moje białe szparagi (z racji, że mieszkam w Czechach) pochodzą ze słowackich Bio-upraw. Muszę je pochwalić, również były wyśmienite. Ale przejdźmy wreszcie do rzeczy. Zaprezentuję przepis na dwa sposoby. Czysto wegetariański i z łososiem.

risotto cytrynowe ze szparagami


Risotto cytrynowe ze szparagami (z łososiem lub bez)

Składniki:
(dla 2 osób)
8 łyżek  ryżu do risotto
8 sztuk białych szparagów
1/2 szklanki mleka ryżowego (lub zwykłego)
sok i skórka otarta z 1/2 cytryny
2 łyżki koperku
sól i biały pieprz
ok 1,5 szklanki wody
2 łyżki oliwy
2 łyżki masła

Do wersji z łososiem:
150 g filetu z łososia
1 szklanka bulionu warzywnego

Przygotowanie:

Na patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy do niej ryż.  Prażymy go przez kilka minut podrzucając go na patelni. Po upływie około 2 minut wlewamy mleko. Dusimy przez chwile na średnim ogniu. Gdy mleko prawie całkiem odparuje stopniowo dodajemy sól i wodę - również porcjami po 1/2 szklanki. Risotto będzie powoli wchłaniać płyny i wystarczy że raz na jakiś czas je przemieszamy i będziemy pilnować by woda nie zniknęła całkowicie.
Mamy teraz 5 minut na przygotowanie białych szparagów. Jeśli mamy cienkie i świeże szparagi wystarczy odciąć końcówki - około 1,5 cm (tak na wszelki wypadek) W innym wypadku trzeba odłamać zdrewniałą końcówkę- jak pisałam powyżej- szparag sam wie gdzie ma się złamać. Następnie obieramy je najlepiej przy pomocy dobrej obieraczki od 3/4 wysokości do końca i kroimy na 2 cm kawałki. Główki odkładamy na bok, a resztę szparagów wrzucamy do risotto.
Kontynuujemy mieszanie i dodawanie wody aż ryż będzie prawie gotowy- ale oczywiście nadal al dente. Na Ostatnie 5 minut gotowania wrzucamy główki szparagów. One gotują się najszybciej i wystarczy im kilka minut w cieple. Gdy ryż już będzie gotowy, dodajemy sok z cytryny, koperek i masło i szczyptę białego pieprzu, w razie potrzeby dosalamy, zdejmujemy z ognia, przykrywamy i odstawiamy na 5 minut.

W wersji z łososiem: świeży filet gotujemy przez około 10 minut w gorącym bulionie warzywnym. Płyn nie powinien mocno wrzeć, bo ryba się rozpadnie. Gdy łosoś jest już ścięty w środku wyjmujemy go z garnka, kruszymy na mniejsze kawałki i dodajemy do risotto w tym samym momencie co główki szparagów.

risotto cytrynowe ze szparagami i łososiem


Risotto można także przygotować na samym maśle i mleku. Będzie wtedy jeszcze bardziej kremowe.

Risotto przed podaniem posypujemy skórką otartą z cytryny.

Smacznego!
   


Asparagus Lemon Risotto with salmon (or without)
Ingredients:
(serve 2)

8 tbsp risotto rice
8 piece of white asparagus
½ glass of rice milk (or ordinary milk)
Juice and skin from ½ of lemon
2 tbsp dill
Salt and white pepper
approx 1 ½ glass of water
2 tbsp olive oil
2 tbsp butter
For salmon-version
150 g salmon filet
1 glass vegetable stock

Method:

Heat the olive in a big pan and add the rice. Fry your rice for around 2 minutes tossing it up couple of times. Then add milk turn the heat to medium level and keep stirring. Once the milk has cooked into the rice, add your first ladle of hot water and a pinch of salt. Keep adding water and stirring. Let your rice to simmer slowly, allowing each ladleful to be absorbed before adding the next.
Prepare asparagus. Pell them from ¾ of their height – leave head untouched. If your asparagus is nice and fresh you don’t have to cut off their ends but just in case I cut off 1,5 cm of hard end. Asparagus is a quite intelligent vegetable, cause it knows where to break to lose hard end. You just have to grab asparagus with two hands ant try to break it. This should break exactly in the place it stars to be hard.
So you have your asparagus peeled, and now it needs to be cut into 2 cm pieces. Leave heads aside and add the rest to the pan with risotto around 5 minutes before it is ready. Remember your risotto has to be al-dente, so do not cook it too long.
Remove risotto from the heat and add the butter, lemon juice, heads of asparagus, a pinch of white pepper and dill. Stir it, taste it, add some salt if it’s needed. Place a lid on the pan and allow to sit for 5 minutes.
For the version with salmon- take your fish and boil it in a vegetable stock on the medium heat. Once the salmon is cooked dry it from the water and brake it into small pieces. Add it to risotto the moment you add asparagus heads.
Serve your risotto on a nice plate with a sprinkle of lemon zest.

Buon Appetito!

piątek, 30 marca 2012

Panettone, czyli włoska baba. Wspomnienia Wielkanocy sprzed kilku lat...

Cztery lata temu, (ciężko mi uwierzyć, że to już tyle czasu minęło) spędzałam Wielkanoc we Włoszech. Wspominałam już, że spędziłam tam pół roku na wymianie studenckiej w Turynie, ale na święta pognało nas na wschód. Dokładniej- odwiedziliśmy przez 3 czy 4 dni Wenecję, Weronę i Padwę. W Wenecji cudem znaleźliśmy pokój w jakimś hoteliku, ale warunków do gotowania, czy przygotowania chociaż herbaty niestety nie było. Cóż więcej mówić, w niedzielę wielkanocną na śniadanie zjedliśmy po prostu kanapki z serem, popijając sokiem. Dopiero wieczorem zrobiliśmy sobie mini ucztę. Było to colomba pasquale z włoskim winem. może to nie jest nic szczególnego, ale jak niesamowicie smakowało po całym dniu błądzenia po wąskich uliczkach przekraczania tysiąca mostków i odwiedzania setek kościołów. Rano udaliśmy się na mszę, na której była garstka ludzi. Niczym nie przypominało to naszej polskiej Rezurekcji, której klimat jest dla mnie zawsze bardzo podniosły, pełen emocji i wielu ludzi w świątyni. Miłym akcentem były jednak chlebki które dostaliśmy na zakończenie mszy. Takie specjalne małe zawiniątka, którymi mieliśmy się podzielić przy stole.
Wyprawa była dla mnie podwójnie niesamowita. Nie dość, że mogłam wędrować po ulicach legendarnego miasta, oglądać dom Julii w Weronie to właśnie wtedy poznałam mojego ukochanego. Dokładnie w dniu wyjazdu :)

Ciasta w stylu colomba pasquale- czyli na przyklad panettone jadłam jeszcze wiele razy. Po powrocie do domu starałam się stworzyć sobie małą namiastkę Włoch na miejscu. Wtedy znalazłam genialny przepis na Panettone. Dziś się nim z wami podzielę.

PS. Ten przepis bierze udział w głosowaniu na Bloga Roku 2012. Jeśli przypadnie szanownemu czytelnikowi do gustu w pasku obok jest link do strony konkursu- Feel free to klick on ME. :)
 




Panettone

Składniki:
(na 2 baby)
1/2 szklanki mąki krupczatki
1/2 szklanki mleka
30 g drożdży

4 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki cukru trzcinowego
2 łyżki cukru białego
1 jajko
4 żółtka
szklanka rodzynek
szklanka kandyzowanej skórki pomarańczowej
skórka otarta z 2 cytryn
1/2 szklanki rumu
6 łyżek likieru amaretto
1,5 kostki masła
łyżeczka szafranu lub kurkumy

Przygotowanie:

Zaczyn przygotowujemy z mąki krupczatki letniego mleka i drożdży. Rozcieramy dokładnie drożdże, dodajemy do nich ciepłe mleko, łączymy dokładnie i dodajemy mąkę. Mieszam zaczyn trzepaczką do jajek, by nie było w nim grudek. Zaczyn odstawiamy na 3 godziny pod przykryciem w cieple miejsce. Po tym czasie owijamy naczynie folią i wstawiamy na noc do lodówki.
Następnego dnia rano zalać rodzynki i skórkę pomarańczową rumem i pozostawić do nasączenie na 2-3 godziny. Po tym czasie osączyć je dokładnie na sicie i wymieszać z łyżką mąki.
W 1/2 szklanki ciepłej wody rozpuszczamy oba cukry. Dodajemy wodę do zaczynu i mieszamy razem.
Do dużej miski przesiewamy mąkę i dodajemy do niej zaczyn, jajka, żółtka, sól, skórkę z cytryny, amaretto i szafran. Wyrabiamy ciasto przez chwile przy pomocy drewnianej łyżki lub miksera. Odstawić na 15 minut, po czym dodać miękkie masło i dalej wyrabiać ok 10-15 minut. Jeśli po tym czasie ciasto za mocno się klei dodać więcej mąki. Czasem nie muszę dodawać mąki prawie wcale, ale tym razem dodałam przynajmniej 2/3 szklanki. To wszystko zależy od rodzaju mąki, wielkości jajek i innych czynników. Pod koniec dodajemy obsypane mąką bakalie i wyrabiamy jeszcze przez chwilę. Ciasto ma być miękkie i może się delikatnie kleić.
Ciasto odstawić w misce obsypanej mąką w cieple miejsce do wyrośnięcia. Przykryć je lnianą ściereczką i poczekać 2 godziny.

Wyrośnięte ciasto przedkładamy do formy. Ja użyłam małych tortownic (18cm) które wyłożyłam papierem do pieczenia z bardzo wysokim brzegiem. Panettone powinno być wąskie w obwodzie, ale za to wysokie. Myślę że dobrze spisze się też większa tortownica wyłożona papierem, ale panettone będzie miało inny kształt.
Ciasto rośnie kolejna godzinę. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180'C. Przed pieczeniem ciasto smaruję maślanką i wstawiam do piekarnika na ok 50 minut. po 45 minutach gdy wierzch ciasta już się zarumieni trzeba sprawdzić patyczkiem do szaszłyków czy jest już gotowe. Gdy patyczek jest suchy można już wyłączyć grzanie i zostawić ciasto na 5 minut z uchylonymi drzwiczkami.
Ciasto odstawić do całkowitego ostygnięcia i dopiero wtedy pokroić.

Panettone jest bardzo puszyste, z wyczuwalną nutą amaretto i pysznymi rodzynkami do wydłubywania :)
Moje tym razem się zawstydziło i trochę opadło, ale i tak jest pyszne.

Smacznego i nie zapomnij by oddać głos na Moniczkę!

Na koniec kilka zdjęć pełnych wspomnień :)




środa, 22 lutego 2012

Ribollita z domowym chlebkiem. Pysznie, pożywnie i łatwo.

Zaczytując się w "Apetycznej Panie Dahl"  trafiłam na wspomnienie Sophie na temat ponoć wspaniałej włoskiej zupy. Pewnie niektórzy z was ją znają- nazywa się Robollita. Będąc we Włoszech właściwie zup nie jadłam- ale widziałam na talerzach takie gęste, zawiesiste mikstury o niewiadomym składzie. Przeważnie były to zupy zblenderowane o dziwnym kolorze, więc jakoś nigdy mnie nie zachęciły. Gdybym spotkała Ribollitę... pewnie byłoby inaczej.  Ribollita- oznacza- "ugotowana na nowo". Ja ją gotowałam po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Prawdopodobnie nie trafiłam na nią wcześniej bo pochodzi z Toskanii- szczególnie jest uwielbiana we Florencji. Przepisu na owy przysmak musiała szukać w internecie, bo Sophie o nim nie pisze. Wpadłam na dwa: pierwszy po angielsku Jamiego Oliver'a, a drugi na blogu pieprz czy wanilia. Oba były dla mnie bardzo inspirujące, ale oczywiście stworzyłam własną podobną wersję- spolszczoną. Oryginalnie w przepisie używa się cavolo- włoskiej czarnej kapusty- ja zastąpiłam ją pekińską- bo taka właśnie leżała sobie w lodówce :) Przypadkiem kupiłam wcześniej odpowiednią do tego przepisu fasolę borlotti (taka)- w Polsce nazywana fasolą żurawinową.O ile przed gotowaniem wygląda śmiesznie, o tyle ugotowana robi się brązowa :)  Wyczytałam również, że Ribollitę podaje się z czerstwym lub świeżym chlebkiem, więc tym razem udałam się po pomoc do Sophie Dahl i przygotowałam jej chlebek śniadaniowy. Jest w nim coś zaczarowanego. Jest zdrowy, pięknie pachnie i jeszcze lepiej smakuje.
Oto przepisy:


Ribollita z domowym chlebkiem.



200 g fasoli borlotti (lub białej np Jaś)
2 średniej wielkości marchewki
1/2 kapusty pekińskiej (ok 300 g)
1/2 kalarepy
1 cebula
2 ząbki czosnku
3 łodygi selera naciowego
300 ml pulpy pomidorowej
1 mała chili
liść laurowy
oliwa
pieprz, sos sojowy
kilka nasion kopru i kolendry
3 czubate łyżki posiekanego koperku (może być mrożony- ja użyłam odsączonego kopru w zalewie z soli)

Fasolę namoczyć przez noc. Odcedzić i ugotować w nowej wodzie z listkiem laurowym do miękkości (ok 1 godzina). Fasolę znów odcedzić ale zachować co najmniej szklankę płynu z gotowania. Połowę fasoli rozgnieść widelcem, lub zmiksować.
Przygotować warzywa. kapustę drobno pokroić w paski, cebulę i czosnek posiekać, marchewkę pokroić w ćwierć-talarki, kalarepę obrać i pokroić w kostkę, seler naciowy pokroić w cienkie plasterki.

 W garnku rozgrzać oliwę- tyle by pokryła dno. Wrzucić do niej cebulę, czosnek, koper, kolendrę, chili i łyżkę sosu sojowego. Podsmażyć chwilkę na małym ogniu, ciągle mieszając.
Następnie do garnka wrzucić wszystkie warzywa. Przesmażyć przez kilka minut, często mieszając bez dodawania płynów. Następnie dodać szklankę płyny z gotowania i szklankę wody z czajnika. Dusić razem przez ok 15 minut, po czym dodać pulpę pomidorową.  Zupę gotować kolejne 15 minut- aż warzywa będą miękkie po czym dodać fasolę całą i rozgniecioną, dokładnie wymieszać i gotować ok 10 minut.
Przed podaniem dodać koperek - taki jaki macie, ja lubię jego świeży smak, więc dodaję dużo.
Zupę podawać ze świeżym razowym chlebkiem, lub z czerstwym pokrojonym w kostkę, który zalewamy w talerzu gorącą zupą.

Domowy chleb orkiszowo- grahamowy (wg domowego chleba Sophie Dahl)


200 g maki orkiszowej
200 g mąki pszennej graham (lub pełnoziarnistej/ żytniej)
100 g płatków owsianych
1 łyżka suszonych drożdży
1 łyżeczka soli
600 ml cieplej wody
1 łyżka oleju
1 łyżka rozmarynu, kminku
4 łyżki siemienia lnianego

W dużej  misce wymieszaj sypkie składniki i dodaj do nich wodę z olejem. Dokładnie wymieszaj drewnianą łyżką. Przykryj miskę bawełnianą ściereczką i odstaw do wyrośnięcia w ciepłe miejsce aż podwoi objętość. Gdy już wyrośnie ponownie zamieszaj łyżką. Ciasto powróci do poprzedniej objętości, ale właśnie o to chodzi by ponownie rosło.  Przełóż do posmarowanej olejem keksówki (wymiar 23/13/6 cm) i odstaw na 20 minut w ciepłe miejsce. W tym czasie rozgrzej piekarnik do 190 stopni C.

Piecz w piekarniku przez  45- 60 minut. Chlebek jest dobry gdy jego brzegi same odchodzą od foremki a patyczek w niego wbity- suchy.

Chlebek jest przepyszny na śniadanie, pasuje też jako dodatek do zupy. Dodałam do niego rozmarynu i kminku co sprawiło, ze nieziemsko pachnie. Mój  kochany- podobnie jak osobisty muzyk Sophie, od razu go pokochał. Zwłaszcza w wersji z domowym porzeczkowym dżemem. ;)

Na zdjęciu wersja z twarożkiem warzywnym i papryką.




i jeszcze raz z Ribollitą...

Smacznego!

 Bierzemy udział w akcji.

wtorek, 21 lutego 2012

Obiad od serca, czyli krótka opowieść o gnocchi.

Gnocchi, to jedno z ulubionych dan mojej mamy :) Z tymi mięciutkimi, pysznymi kluseczkami wiążą się pewne wspomnienia....


Gdy studiowałam pół roku w pięknej Italii poznałam wiele odmian pasty i pizzy. W naszej studenckiej stołówce można je było skosztować w każdej niemal odmianie. Pamiętam jak dziś, że na pierwszy obiad z moją koleżanką zjadłyśmy po talerzu ravioli i pękałyśmy już w szwach więc deser powędrował za nami do akademika. Zresztą robiłyśmy tak często, bo pełen zestaw obiadowy był dla nas zdecydowanie za duży, a w pewnym sensie służył nam później za kolację a czasem i śniadanie :) No cóż, na emigracji trzeba nauczyć się oszczędności. Niestety nie dysponowałyśmy ani pokaźnym stypendium, ani zapasem pieniędzy od rodziców, więc w czasie obiadów restauracji nie odwiedzaliśmy nigdy. Gdy wypuszczaliśmy się z dala od naszego Turynu, by podziwiać resztę Włoch przygotowywaliśmy coś do jedzenia na własną rękę, albo korzystaliśmy z dobroci pizzerii. Nikt nie odbierze Włochom trofeum za najlepsze pizze, więc narzekać nie mogłam :) Powracając do stołówki, tamtejsza pizza była wprost nieziemska, a lasagne będę chyba pamiętać do końca życia.


W pewnym momencie odwiedzili mnie moi rodzice i tu właśnie zaczyna się historia z gnocchi. Wybraliśmy się nocnym pociągiem do Rzymu. Moja mama będzie te podróż chyba jeszcze dłuuugo wspominać, bo towarzyszyły nam porywcze i pokaźnych rozmiarów donne z Neapolu :) Ja po uspokojeniu sytuacji w przedziale po prostu zasnęłam...


Rzym. Odwiedziłam już to miasto dwa razy. jestem nim oczarowana i mogłabym długo o nim opowiadać, ale skupię się na jedzeniu. Dzięki temu, że w maju we Włoszech jest już na prawdę ciepło nasze pożywienie w czasie dnia stanowiły głównie lody. Och, gdy o nich teraz pomyślę... Pistacjowe, które miały piękny naturalny kolor i niesamowity smak, kasztanowe, gianduja i wiele, wiele innych. Najpiękniejsze we włoskich lodach jest to, że dostajesz ich bardzo dużo. Wybiera się smaki, nie kulki! Te nasze wyskrobywane z trudem kuleczki w najlepszych lodziarniach w Polsce niczym się do nich nie umywają. Spróbujcie zjeść kubeczek z 3 smakami lodów, a gwarantuję, że będziecie najedzeni. Porcja każdego smaku nakładana jest na oko, szpatułką i zawsze jest wielkości co najmniej 2 polskich kulek. Mmmm az się rozmarzyłam...


We Włoszech zaraziłam też mamę miłością do ricotty i właśnie do wspomnianych gnocchi. W ten pamiętny dzień, gdy naszym celem miało być koloseum przygotowaliśmy sobie wałówkę do plecaczka. Z racji, że generalnie w Rzymie nie ma ławeczek, ostatecznie mury i nie mieliśmy gdzie przysiąść na chwilę, więc mini piknik urządziliśmy sobie właśnie w tym wiekowym zabytku. Była to pasta fresca- czyli świeża- gnocchi di patate podgotowane i podsmażone na masełku z odrobiną parmezanu. Jedzone na starożytnych murach, na zimno w ciepłym słonku wyryły się w pamięci na zawsze.
W Polsce zapewne zaraz by nas ktoś "upomniał" mówiąc ładnie, lub wygonił z tymi kluseczkami wbitymi na widelce, ale nie w Italii. Włosi wręcz się do nas serdecznie uśmiechali i wyrażali swoje zadowolenie nad naszym uwielbieniem dla gnocchi w tak zaszczytnym miejscu. Piękne wspomnienia....


Teraz kilka słów o tym dlaczego dzisiaj gnocchi wystąpią w kształcie serca. odpowiedź jest prosta i krótka- z miłości. To było kolejne danie naszej Walentynkowej uczty. Aby nadać im także odpowiedniego koloru dodałam do ziemniaków nieco pulpy pomidorowej, w której również się później zapiekały. Oto przepis:


Gnocchi od serca. Pomidorowe w sosie pomidorowym.



Składniki (2-3 porcje):
1 kg ziemniaków
2 żółtka
ok 5 łyżek pulpy pomidorowej
ok 300 g mąki pszennej
szczypta soli

Sos:
1 szklanka pulpy pomidorowej
sól, pieprz do smaku
oregano i tymianek
ok 30 g startego parmezanu (lub innego ostrego sera)
oliwa z oliwek

Przygotowanie:

Ziemniaki ugotować w mundurkach do miękkości. Obrać i utłuc na gładko. Dodać żółtka, szczyptę soli i pulpę pomidorową. Wymieszać dokładnie i stopniowo dodawać mąkę do momentu gdy ciasto przestanie się kleić. Ja użyłam ok 1.5 szklanki maki, ale zależy to od rodzaju ziemniaków i samej mąki. Ciasto podzielić na 2-3 porcje i z każdej uformować wałek. Odcinać nożem kluseczki wielkości orzecha włoskiego. Następnie każdą kluskę uformować w kulkę i za pomocą trzonka np od łyżeczki zrobić z jednej strony dołek, aby łatwiej było uzyskać kształt serca. Kluseczki odkładać na posypaną mąką stolnicę lub tacę. Gnocchi gotować we wrzącej wodzie z łyżką oliwy przez ok 1 minute od wypłynięcia na powierzchnię. Po czym kluski wybrać łyżką cedzakową i wyłożyć na tacę lub talerze- posmarowane oliwą. Kluseczki czekają na sos.

Gdy ugotujesz już wszystkie gnocchi możesz przygotować sos, chyba że już masz to za sobą  :)
Pulpę pomidorową wlewamy na chwilę do rondelka z 2 łyżkami oliwy. Doprawiamy przyprawami- ja dodaję zawsze dużo oregano, bo uwielbiam jego smak z pomidorami. Jeśli masz czas i ochotę podsmaż wcześniej w tym samym rondelku cebulkę i czosnek, ja tym razem z nich zrezygnowałam.

Rozgrzej piekarnik do 180 stopni a w tym czasie sos pomidorowy lekko się zredukuje. Na dużą blaszkę wylej sos pomidorowy, na którym delikatnie ułożymy gnocchi. Całość posypujemy serem i wstawiamy do piekarnika na maksimum 20 minut.

Gnocchi będą pyszne w towarzystwie prostej mieszanki sałat z winegretem.



Smacznego!

niedziela, 29 stycznia 2012

Orzotto con funghi e pomodori secchi

Parli Italiano? NO? Como no?


Dobra, dobra oszczędzę wam na dzisiaj języka włoskiego, ale za to nie opuścimy na pewno tego pięknego kraju.


We Włoszech zakochałam się w dwójnasób. Uwielbiam ten kraj, jedzenie, klimat, ludzi, widoki, zabytki....wino. Po prostu wszystko. A poza tym tam właśnie zakochało się moje serduszko w pewny długowłosym Polaku. No cóż los tak chciał, że spotkaliśmy się na obczyźnie.
Zapewne to nie ostatni raz kiedy Włochy i mój pobyt w tym kraju bedę wspominać.
Co prawda dania które dziś przedstawię nie miałam przyjemności próbować we Włoszech, ale ku mojemu zdziwieniu niedawno do moich uszu doszło, że Włosi też jedzą pęczak !!!
Risotto- to ja rozumiem- w końcu mijałam za oknem wiele razy w pociągu do Mediolanu pola ryżowe. Ale pęczak? Kiedyś moja koleżanka z liceum stwierdziła dobitnie, że to to (czyli pęczak), to je jej pies i nie tknie za żadną cenę. 
Po pierwsze, zimową porą często poszukuję potraw rozgrzewających i treściwych, a ta kaszka pomoże nam takie cudo wyczarować. Ważne żeby jej nie rozgotować, bo stanie się koszmarem niczym ze szkolnej stołówki...brrr
Po drugie, kasze goszczą na polskich stołach od zarania dziejów. Dlaczego? Bo właśnie na naszych polach mamy dobre warunki do ich uprawy, a mięsko nie pojawiało się za często w menu prostego człowieka. I chwała nam za to!! 
Dlaczego wciąż na siłę szukamy potraw "nie z tej ziemi"? Oczywiście uwieeelbiam próbować nowych smaków i z zazdrością patrzę na wszystkie egzotyczne owoce w ciepłych krajach i świeżutkie owoce morza, ale w codziennej kuchni wyznaję zasadę: ma być na świeżo i lokalnie!
Jeszcze tylko 2 słowa dlaczego pęczakowi będą towarzyszyć grzybki. Inspiracja przybyła z linkiem z pierwszego pół kulinarnego programu w polskiej telewizji autorstwa Roberta Makłowicza. Jak tylko mogę to oglądam, a co jest fajne, to Tv.Polska udostępnia archiwalne odcinki za darmo. Także za granicą :) Polecam waszej uwadze odcinek "Alpejska kraina Ladynów".


Orzotto con funghi e pomodori secchi- czyli Pęczak z suszonymi grzybami i pomidorami



Składniki na 2 osoby:
3/4 szklanki suchego pęczaku
spora garść suszonych grzybów (np.borowiki, podgrzybki)
1 nieduża cebula
pół szklanki startego parmezanu (lub pecorino)
3 szklanki bulionu warzywnego
3 łyżki pasty z suszonych pomidorów-
(lub taka sama ilość susonych pomidorów ze słoiczka bardzo drobno pokrojonych i wymieszanych z łyżką oliwy z zalewy)
100 ml ginu (niekoniecznie)
spora łyżka masła
oliwa
pieprz, sól do smaku

Przygotowanie:
Grzybki przygotowuję tak jak robię to zawsze moja mama. Zostawiam je do moczenia w wodzie na noc lub na przynajmniej 2 godziny. W wodzie z moczenia gotuję je przez około pół godziny. Odcedzam zachowując pozostały płyn i kroję w drobną kostkę. Poszatkowaną cebulę podsmażam chwilkę na oliwie na dużej patelni. Po chwili dorzucam pokrojone grzyby. Po 3 minutach na średnim ogniu dodaję ziarna pęczaku. Podsmażam je chwilę, tak samo jak przygotowując tradycyjne risotto. Pęczak tak jak ryż, po podsmażeniu staje się lekko szklisty. Następnie wlewam gin i czekam chwilę aż wyparuje z niego alkohol. na pewno wyczujecie ten moment nosem :)
W tym momencie pora by zacząć dodawać bulion warzywny. Powoli zaczynając od jednej szklanki. Kasza będzie wchłaniać płyn, a wy musicie pilnować by miała o pić. Bulion dodajemy aż pęczak będzie lekko twardy. Wystarczy spróbować paru ziarenek raz na jakiś czas. czas gotowania w moim przypadku to 10 minut. Pęczak musi być al dente- czyli stawiać opór naszym zębom. Rozgotowany już nie jest taki smaczny.
Gdy czujecie ze pęczak za chwilkę będzie gotowy możecie dodać do niego suszone pomidory, połowę startego sera i dużo pieprzu. Sól według uznania. Dajemy im 3 minuty żeby się połączyły z kaszą.
Patelnię zdejmujemy z ognia i dodajemy masło. Zostawiamy pod przykryciem na 5 minut.

Orzotto podaję w głębokim talerzu a już przy stole posypuję każdą porcję odrobiną parmezanu i świerzo zmielonego pieprzu. (Goście to lubią :) Idealnie będzie też pasować świeża natka pietruszki.
Gotowe!

Smacznego !