Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe przetwory. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lutego 2013

Pasta rybna z ricotty i wędzonego pstrąga. Owoc zakupowego szaleństwa na LeTarg'u.



LeTarg.... nazwa dość przewrotna. Niby targ, ale na pewno nie taki zwykły... 
Odwiedzam go od pierwszych tygodni gdy zrodził się na warszawskiej Saskiej Kępie. 

Wkraczając w czwartek i sobotę w wąską uliczkę Królowej Aldony od razu widać, ze coś się tu dzieje, bo pełno dostawczych samochodów o różnych rejestracjach z całej Polski. Po przejściu niespełna stu metrów widzimy że zejście na podwórko i do piwnicy jednej z willi obstawione jest straganami przy których tłoczą się kupujący. Już od wejścia z szerokim uśmiechem zapraszają nas producenci wspaniałych wędlin- Dobra Kiszka i Stanisław Mądry i przesympatyczny Pan Sandacz ze świeżymi rybami. W tę sobotę dołączyli do nich kolejni dostawcy, między innymi z ekologicznymi warzywami i drobiem z wolnego wybiegu. 


Gdy wchodzimy do wnętrza "Szarej Cegły"- kawiarni, galerii, miejsca spotkań artystycznych, spotykamy kolejnych wspaniałych producentów. Jest Kaszubska Koza i Kozia Łąka ze wspaniałymi kozimi serami, pojawia się Spółdzielnia Skaryszewy z moimi ukochanymi serami dojrzewającymi - Stary Szeneker, Amber i Salami z przyprawami, obłędna Fettina i Ricotta. Ostatnio w sobotę pojawił się tez pan z serami owczymi z Ranczo Frontiera i moja kolejna miłość... Mleczna Droga... z niebiańskimi jogurtami, w tym nowym smakiem pomarańczowo imbirowym, twarogami i fetą w oliwie. Całość dopełniają chleby na zakwasie, bajeczne przetwory słodkie i wytrawne, pyszne oliwy z Krety i niesamowite daktyle od Persa i sos z orzechów włoskich. Warto jeszcze wspomnieć i świeżym mleku prosto od krowy, mleku kozim, jajkach od kur z wolnego wybiegu o naturalnych sokach i propozycji Kalinówki "Wzgórza Dylewskie" gdzie nie tylko zakupimy wędzonego pstrąga i pasztet z dziczyzny ale i wątróbkę z pstrąga w zalewie.. Jednym zdaniem dobroci co nie miara.... 


Kto czuje się przytłoczony i już zakłada, ze przepuści tam fortunę, niech się w swoich rozważaniach natychmiast zatrzyma. Wszystkie produkty, które tam kupicie przygotowane są z naturalnych składników z miłością i troską o dobry smak, dobry gatunkowo i naturalny produkt. Sprzedają tam ludzie, którzy dbają o swoje zwierzęta jak o własne dzieci, pielęgnują grządki, lub szukają sprawdzonych dostawców z doskonałym produktem. także główni organizatorzy i założyciele LeTarg wkładają mnóstwo swego czasu i energii w trosce o klientów- sympatyków- przyjaciół, którzy ich odwiedzają. Dostawca, który się u nich pojawia musi być godzien zaufania.

A co z cenami? Otóż tu was może zaskoczę, ale są na prawdę przystępne. Całego pysznego pstrąga kupiłam za 20 zł, kilogram przepysznej szynki kosztuje 35 zł, ser salami z przyprawami 26 zł/kg,  dojrzewający Szeneker 45 zł, spora paczka genialnych daktyli 15 zł, świeże mleko 4zł/litr. Droższe są jedynie szlachetne sery kozie, dojrzewające wędliny i sery, ale nie oszukujmy się- w marketach i tak zapłacimy za nie więcej!!!

Na LeTarg kupuję jedzenie po to by nim się delektować i cieszyć. Wiem, że jem coś co jest zdrowe, przygotowane z troską, z miłością i pasją. Wiem, że zwierzęta traktowane są w sposób humanitarny, warzywa i owoce nie spryskuje się pestycydami a receptury opracowuje się latami w trosce o każdy szczegół. Ponadto, mam pewność, że wspieram dobrych, polskich producentów i biznes lokalny. Jestem przekonana, że tu nikt nie będzie próbował mnie oszukać a moja opinia o produkcie na prawdę się liczy. 

Z utęsknieniem czekam na wiosnę, gdy prawdopodobnie to miejsce rozwinie się jeszcze bardziej, gdy organizatorzy zaproszą do współpracy kolejnych wspaniałych hodowców, dostawców i pasjonatów zdrowego jedzenia. 

Opowiadać o LeTarg mogłabym dużo, ale nie muszę. On broni się sam.
Nie wierzycie? Sprawdźcie!
Wierzycie? Tym bardziej was tam zapraszam! 
Warto, warto, warto.

Szara Cegła, ul. Królowej Aldony 6, czwartki i soboty od 11.00 do 20.00.  Więcej informacji o tym miejscu i galerię zdjęć z poszczególnych dni znajdziecie na profilu LeTarg na Facebooku. 

Ja po sobotniej wyprawie przytachałam torby pełne pyszności. W tym znalazł się cały pstrąg wędzony na gorąco z Kalinówki i Ricotta od Spółdzielni Skaryszewy.  Połączyłam je w jedno pyszne danie na przystawkę i śniadanie. Z wędzonej ryby i serwatkowego serka powstała bowiem przepyszna pasta rybna. 
Podaję tylko składniki pasty bez konkretnych proporcji, bo każdy z was sam może skomponować sobie ulubioną pastę rybną. Moja była bajecznie pyszna.



Pasta rybna z ricotty i wędzonego pstrąga.

mięso wędzonego pstrąga
ricotta 
koperek
sól
pieprz

do podania 
świeże razowe bułeczki
roszponka
oliwa rozmarynowa

Do przygotowania pasty użyłam mniej więcej tej samej ilości wędzonego pstrąga co ricotty. Rozgniotłam je razem za pomocą widelca, doprawiłam mrożonym koperkiem, dużą ilością pieprzu i odrobiną soli. 

Pastę rozsmarowałam za świeżej bułeczce razowej i przyozdobiłam roszponką. Przed podaniem kanapeczki skropiłam oliwa rozmarynową.

Pasta rybna, to świetna propozycja zarówno na śniadanie jak i na imprezę, w formie przystawki. 

Smacznego!

sobota, 22 grudnia 2012

Pierniczki, ciasteczka, dżemy, mus dyniowy i miód, czyli wyjątkowe prezenty na Gwiazdkę.

Maślane ciasteczka upieczone, makowiec i keks gotowe. Śledziki już się macerują, kapusta z grzybami nabiera smaku a i mięsa mojej mamy czekają w spiżarni. Ja szykuje się na spotkanie z moimi dziewczynami. Zapakowałam dla nich odrobinę słońca z mojego ogrodu. W paczuszkach znalazły się smażone w domu dżemiki, mus dyniowy i miód z orzechami włoskimi z mojej działki.  Postarałam się by każda paczuszka wyglądała ładnie, świątecznie i zostawiłam w nich odrobinę mojego serca. jest ono duże, więc dla każdego wystarczy.
Mam nadzieję, że w momencie gdy będą jadły moje przetwory poczują ten promyk słońca i to ciepło mojego serca, szczególnie teraz, w te mroźne dni...


 

piątek, 19 października 2012

Przetwory. Gruszki w syropie korzennym. Krótka relacja z wystawy florystycznej Flora Olomouc

W miniony weekend odwiedziłam z moim ukochanym czeskie miasto Ołomuniec (Olomouc). Naszym celem tym razem nie było jego zwiedzanie, bo byliśmy tam już kilka razy. A tak przy okazji, to bardzo ładne miasto, więc polecam odwiedzić, jeśli będzie gdzieś na waszej trasie podróży.



Naszym celem była jesienna wystawa kwiatów owoców i warzyw Floro Olomouc, połączona z festiwalem gastronomii i napojów.  Jest to impreza, która odbywa się w tym mieście cyklicznie dwa razy do roku.
 Festiwal odbywa się na terenie dużego parku miejskiego, w którym znajduje się kilka hal wystawienniczych,  szklarnie z roślinami egzotycznymi, a w alejkach i namiotach zorganizowanych jest wiele innych stoisk.




W trakcie wystawy mogliśmy podziwiać kompozycje kwiatowe w tym różne odmiany chryzantem, a także wiele odmian warzyw i owoców z czeskich sadów i gospodarstw.  Wielka szkoda, ze przy okazji te wszystkie piękności ni były sprzedawane.



W namiocie gastronomicznym mieliśmy możliwość spróbować zdrowego jedzenia- czeskich serów, miodów i pieczywa, jak również wziąć udział w degustacji win z Moraw. Zaopatrzyliśmy się tam w oscypki i bardzo dobre czeskie wina.



Na stoiskach w parku mogliśmy kupić w zasadzie wszystko :) Czesi takie wydarzenia traktują jak targi, na których można zaopatrzyć się w ubrania, obuwie i różne tandetne gadżety i bibeloty. Ale znalazło tam się również miejsce dla wielu sadzonek drzew i krzewów owocowych, cebulki kwiatów i przeróżne nasiona. W sprzedaży przodowały stragany z czeskim, polskim i węgierskim czosnkiem.


W hali z wystawa owoców zachwyciły mnie kompozycje z jabłek i gruszek. najchętniej spróbowałabym prawie każdego owocu, bo ciekawił mnie smak nowych nieznanych mi odmian, a i te znajome wyglądały i pachniały kusząco.

Warzywa tez wzbudziły nasze spore zainteresowanie. Wiele odmian kalafiorów, brokułów, marchwi i innych warzyw... jak oni je odróżniają, jeśli wyglądają identycznie?


Dzień w Ołomuńcu był słoneczny, piękny i smakowity. Myślę, że za pół roku też na wystawie Flora zawitamy. :) Bardzo żałuję, że przy okazji wystawy producenci nie sprzedawali swoich wyrobów. Na pewno skusiłabym się na te śliczne papryczki, żółte marchewki, czy zielonego kalafiora a i jabłuszka i gruszki znalazłyby miejsce w naszym mieszkanku. No cóż, tacy są Czesi, nie wiem co oni z tymi warzywami robią, bo na pewno nie widzę ich w sklepach...

Pisałam niedawno, ze znalazłam koło lasu wielka gruszkę ulęgałkę- czyli jej zdziczałą wersję z malymi gruszkami. Jej owoce po prostu mnie zauroczyły i już przy zbieraniu wiedziałam, że wylądują w słoiczkach z syropem... są takie śliczne i pyszne mmmm...



Gruszki ulęgałki w syropie korzennym

składniki:
1,5 kg gruszek (małych i twardych)
1 szklanka cukru
1 litr wody
1 cytryna sok i skórka
kilka goździków
kawałek kory cynamonowej
korzeń imbiru wielkości kciuka
1 gwiazdka anyżu



W dużym garnku gotujemy syrop korzenny dodając do niego wszystkie składniki oprócz gruszek.
Gruszki obieramy i ścinamy im "wąsiki" na spodzie, ogonki zostawiamy. Ja wkładam je do wody z 2 łyżkami octu, by nie ściemniały.
Gdy syrop już się zagotuje wrzucamy do niego gruszki i gotujemy je przez kilka minut na średnim ogniu. Najlepiej gotować je stopniowo. Gruszki powinny lekko zmięknąć i jeśli używamy malutkich gruszek, nie potrwa to dłużej niż 5 minut.
W słoikach najpierw układamy gruszki, które następnie zalewamy gorącym syropem. Rozdzielamy goździki i imbir między wszystkie słoiczki.
Słoiki dobrze dokręcamy i stawiamy do góry dnem. Gruszki można także pasteryzować. W tym wypadku gotujemy słoiczki w garnku wyłożonym ściereczką i  wypełniony wodą do 3/4 wysokości słoików. Gotujemy ok 15 minut od momentu gdy woda zacznie bulgotać.

czwartek, 4 października 2012

Marynowany imbir i sałatka z marchewki, imbiru i malin.

Kilka tygodni temu kupiłam kilka korzeni imbiru w bardzo dobrej cenie. Jest to popularna przyprawa stosowana szeroko w wielu kuchniach świata. Ma on też nieocenione właściwości odkażające, działa przeciwgrzybiczo, przeciwwirusowo, przeciwzapalnie, ponadto pobudza wydzielanie soków trawiennych i żółci, odtruwa wątrobę, leczy wzdęcia, poprawia ukrwienie kończyn, skóry, mózgu, łagodzi bóle miesiączkowe i mdłości . Imbir możemy dodać do herbaty lub pić z miodem, cytryną i gorącą wodą. Takie napoje cudownie zwalczają przeziębienie i rozgrzewają w jesienno-zimowe wieczory.
Imbir jest bardzo ostrą, czasem drażniącą przyprawą, więc nie powinny jej używać kobiety w ciąży i karmiące, a także osoby o chorym lub wrażliwym żołądku. Osobiście imbir polubiłam dość niedawno bo ok 2 lata temu. Dodaję go to past curry, do herbaty i wody z miodem a także wcinam w towarzystwie sushi. Uwielbiam tez piwo imbirowe, ale to sprzedawane w Polsce jest niestety tylko aromatyzowane imbirem. 



Jak tylko natknęłam się na przepis na marynowany imbir postanowiłam go wypróbować. Skorzystałam z przepisu na stronie Fine Cooking. Wykonanie jest niesamowicie proste, a efekt smakowy zachwycający. Jeśli lubicie sushi i czasem, tak jak ja, przygotowujecie je w domu, to taki słoiczek w waszej lodówce będzie nieoceniony. 


Marynowany imbir sam podsunął mi się pod ręce, gdy przygotowywałam sałatkę z marchewki. Brakowało mi w niej czegoś ostrego, a jakoś nie miałam ochoty na chilli. Wybór padł na imbir. Do przygotowania sałatki użyłam także ostatnich malin z mojego ogródka. Och jak ja będę za nimi tęsknić. Dobrze że u mnie w domu stoi wielgaśna zamrażarka i moja mamusia specjalnie dla nas zamroziła parę pojemniczków z malinami. :* Nigdy takiej sałatki nie jadłam, ale połączenie wydało mi się oczywiste, a efekt przepyszny. Sałatka idealnie nadaje się do zapakowania na szybki lunch w pracy, na studia, czy na wycieczkę :)


Zachęcam do wypróbowania zarówno przepisu na marynowany imbir jak i tego na sałatkę marchewkową z imbirem i malinami.




Domowy marynowany imbir

400 g świeżego imbiru
2 szklanki octu ryżowego
3/4 szklanki cukru
1 łyżka soli




Imbir obieramy ze skórki. najłatwiej zrobić to przy pomocy malej łyżeczki. Korzeń ścieramy na szatkownicy, albo po prostu kroimy w cieniutkie plasterki. Imbir wrzucamy do wrzącej wody i gotujemy pół minuty aż lekko zmięknie po czym odcedzamy na sitku.

W rondelku zagotowujemy ocet z solą i cukrem.

Imbir układamy ścisło w wyparzonych słoiczkach i zalewamy gorącą zalewą. Zakręcamy i odstawiamy słoiczek do ostygnięcia. marynowany imbir przechowujemy w lodówce przez kilka tygodni.




Sałatka z marchewki marynowanego imbiru i malin.

Składniki:

2 duże marchewki,
4 łyżki marynowanego imbiru pokrojonego na male kawałki,
1/2 szklanki malin,
2 łyżki posiekanej natki pietruszki,
1 łyżka oliwy z oliwek,
1 łyżka octu winnego,
1 łyżka miodu.


Marchewkę obieramy i ścieramy na małych oczkach. Dodajemy rozdrobniony imbir, natkę pietruszki i maliny. Doprawiamy oliwą, octem i miodem do smaku. Mieszamy delikatnie, by nie uszkodzić malin.

Smacznego!

wtorek, 25 września 2012

Sałatka warzywna z promieniem słońca w słoiczku. Idealna na jesienne dni.

Jesień już jest między nami. Ta pora roku jest dla mnie zarazem piękna i przygnębiająca.
Kocham różnokolorowe liście, które opadają z drzew i tak cudownie szeleszczą pod stopami w czasie popołudniowych spacerów w parku. Z dźwięków jesieni wspaniały jest także trzask rozgniatanych orzechów włoskich a potem ich niesamowity smak. Pośród kolorów wyróżniają się dynie w wielu odmianach, które pięknie ozdabiają ogród, a także jabłka we wszelkich odcieniach czerwieni oraz gruszki i ich żółte brzuszki. Lubię patrzeć jak wielką frajdę sprawiają dzieciom jesienne spacery. Te bitwy na liście, usypywanie ich w wielkie stosy i miękkie na nich lądowanie. Nie zapomnijmy o żołędziowych i kasztanowych ludkach z noskiem z jarzębiny i cienkich nóżkach z zapałek...

Ale jesień to też zimne poranki i wieczory, błoto i olbrzymie kałuże w dziurach na drodze. Dla mnie to pierwsze dni z Rudolfem czerwononosym- w jakiego się przeobrażam, konieczność noszenia parasolki i ciężkich ubrań w wielu warstwach i  przemoczone buty. A co najgorsze, to ta piękna złota polska jesień trwa krótko a szybko przychodzi ziąb, wiatr i mróz... za którymi, mówiąc krótko, NIE PRZEPADAM.

W te chłodne dni lubię zakopać się pod kocykiem lub wskoczyć do gorącej kąpieli. Pozwalam sobie wtedy na herbatę z sokiem malinowym mojej mamy, na gorącą czekoladę i grzane wino. I zawsze mam wielkie obawy że znowu pojawią się znienawidzone "muffin tops" na moim ciele i w ogóle będę pod stałym atakiem komórek tłuszczowych.

W pierwszych tygodniach jesieni mamy jeszcze do wyboru sporo świeżych warzyw i owoców. Jednak szybko kończą się te, które lubię najbardziej...
No cóż taka jest kolej rzeczy... ale przez pierwsze takie dni mój mózg widzi więcej argumentów na nie.
Nie dla deszczu,
nie dla chłodu,
nie dla braku świeżych warzyw i owoców w moim ogrodzie,
nie dla grubych, ciężkich swetrów,
nie dla ciemnych dni i
nie dla czerwonego nosa.

Na pocieszenie za w czasu przygotowałam sobie słoneczną sałatkę warzywną w słoiku. Mam nadzieję, że w te zimne i ciemne jesienno-zimowe dni dotknie mnie dzięki niej chociaż jeden promyk słońca, który pobudzi mnie do życia. Oprócz tego włączę sobie jakieś ciepłe nutki, przebiegnę się na fitness albo na siłownię zrobię sobie kasztanowego ludka i na pewno będzie mi lepiej...

a to mała "próbka" mojej jesiennej terapii:




Sałatka warzywna z promieniem słońca w słoiczku.


(inspiracja do przepisu na Fine Cooking)


Składniki:
1/2 dużego kalafiora
4 marchewki
1 duża cebula
kilka ząbków czosnku
2 czerwone papryki pomidorowe
1 duża biała papryka
4 papryczki czereśniowe
korzeń imbiru wielkości kciuka, obrany

Przyprawy
1 łyżka ziaren kolendry
1 łyżka ziaren gorczycy czarnej lub żółtej
1 łyżka ziaren ziaren kminku
1 łyżka ziaren pieprzu
1 łyżeczka chilli w płatkach

Zalewa
2 szklanki octu jabłkowego
4 szklanki wody
1/2 szklanki cukru
2 łyżki soli
1/2 łyżki kurkumy


Marchew obieramy i kroimy w słupki. Czerwoną i białą paprykę pozbawiamy nasion i kroimy w paseczki. kalafiora dzielimy na nieduże różyczki. Cebulę obieramy i kroimy w piórka. Czosnek obieramy.

Autor oryginalnego przepisu poleca uprażyć przyprawy na suchej patelni, ja ten krok pominęłam.

W każdym słoiczku umieszczamy pokrojone warzywa w mniej więcej podobnych proporcjach. Ponadto wkładamy po 1-2 ząbki czosnku, papryczkę czereśniową i mały kawałek imbiru.  Wsypujemy także przyprawy po troszku do każdego słoika. Ja lubię dużo przypraw, więc dodaję dużo, ale każdy z was powinien dodać taką ich ilość jak wam odpowiada.

Zagotowujemy wszystkie składniki zalewy zwracając uwagę, by nie wykipiała przez dodatek kurkumy.

Gorący płyn wlewamy do słoiczków i dobrze je zakręcamy a następnie pasteryzujemy przez 15 minut.
Wskazówki dotyczące pasteryzowania znajdziesz TU.

Pikle są dobre do spożycia i pełne smaku po ok 2 tygodniach. Można je również przechowywać w lodówce bez pasteryzacji, ale nie dłużej niż 2 tygodnie.

Smacznego!

poniedziałek, 17 września 2012

PRZETWORY po co je robić? Przepis na patisony i ogórki z chilli czereśniowym.


Domowe przetwory-  dlaczego warto je przygotować w domu?
(artykuł przygotowałam dla Slow Food Youth Warszawa)

Wszyscy znamy nieocenioną wartość spożywania owoców i warzyw w codziennej diecie.  Dostarczają one niezbędne do prawidłowego rozwoju i zachowania zdrowia witaminy, składniki mineralne i błonnik. Zostawiając walory zdrowotne na boku, warzywa i owoce są po prostu pyszne i nie bylibyśmy w stanie wyobrazić sobie dnia bez ich obecności na talerzu.

W dzisiejszych czasach bez większego problemu możemy kupić  dowolne warzywa i owoce. Z drugiej strony doskonale wiemy, że zdrowe jedzenie, to jedzenie naturalne. Każdy, kto choć minimalnie orientuje się w kalendarzu warzyw sezonowych, wie że truskawki, pomidory, rzodkiewka i inne pyszności nie rosną i nie dojrzewają zimą i wczesną wiosną. Warzywa i owoce mozemy zamrozić, składować w piwnicy, lub innym chłodnym miejscu, kiedyś także w kopcach na polu. Spora ich grupa a wśród nich sałata, pomidory, ogórki, owoce jagodowe nie nadają się do dłuższego przechowywania. Mało kto dysponuje  zamrażarką dużej wielkości a już na pewno nie trzymamy kapusty, czy marchewki w kopcu. Jedynym wyborem pozostaje przetwórstwo owocowo warzywne w formie marynat, kiszonek, dżemów czy kompotów.Dlaczego domowy dżem i kiszone ogórki są lepsze niż te ze sklepu?

Przetwory warzywne i owocowe wytwarzane w warunkach przemysłowych muszą zachować trwałość, wyrazisty smak, zapach, odpowiednią barwę i konsystencję na długi czas. Dodawane są do nich substancje zapobiegające powstawaniu bakterii, wspomagają zagęszczanie, zastępują cukier i nadające im odpowiednią barwę. Problem w tym, że większość tych substancji może podrażniać nasz układ pokarmowy a nawet powodować alergie. Większość dodatków do pożywienia nie jest badana pod kątem oddziaływania na nasze zdrowie przy długoletnim stosowaniu a także ich łączeniu z innymi związkami.  Dla przykładu podam kilka składników, których działanie możecie sprawdzić sami, a które wyczytałam na słoiczkach w sklepie.

Dżem niskosłodzony znanej marki:  brzoskwinie, cukier, substancje zagęszczające – pektyna i guma guar, regulatory kwasowości – kwas cytrynowy i cytrynian sodu 
Powidła śliwkowe konserwowane chemicznie: śliwki węgierki, cukier, konserwanty: sorbinian potasu, dwutlenek siarki.
Dżem porzeczkowy produkowany dla jednego z dyskontów:  czarne porzeczki, cukier, substancja żelująca - pektyna, substancja zagęszczająca - guma guar, regulatory kwasowości - kwas cytrynowy i cytrynian trisodowy. 

Dodajmy do tego barwniki, słodziki i inne konserwanty i jak dla mnie, wychodzi mieszanka wybuchowa. Pamiętajmy o tym, że mamy wpływ na to co jemy i możemy wybrać produktu zdrowe i sezonowe, naturalne w naszych warunkach klimatycznych. Przetwarzając warzywa i owoce samodzielnie jestesmy w stanie kontrolować skladniki jakie dodajemy, ilosć cukru, octu, soli i przypraw.

Najprostszym sposobem konserwacji potraw jest pasteryzacja. Dzięki tej metodzie warzywa i owoce zachowują większość swoich wartości odżywczych. Kolejną metodą jest utrwalanie octem, której  minusem jest fakt że ocet może być szkodzić osobom o wrażliwych żołądkach oraz nie powinny go spożywać dzieci. Najstarszą metodą konserwacji jest kwaszenie- kiszenie Kiszone ogórki i kapusta zawierają dużą ilość witaminy C, błonnika  i innych składników odżywczych.

Zabawa w robienie przetworów to także świetna metoda spędzania wolnego czasu z dziećmi- tymi małymi i tymi większymi. W domu jest wtedy czas i odpowiednia atmosfera na rozmowy, opowieści z dzieciństwa rodziców i dziadków, celebrowanie wspólnie spędzonych godzin. Dzieci poznają wtedy sposoby przygotowywania i przechowywania żywności, uczą się szacunku dla pracy własnych rąk. Poza tym zawsze najlepiej smakują potrawy przygotowane własnoręcznie i doprawione według gustu. Przetwarzanie owoców i warzyw uczy i umożliwia zużywanie nadmiarów jakie mamy w gospodarstwie. Jeśli mamy własny ogród, kilka drzewek, albo otrzymaliśmy kosz pełen dobroci od cioci ze wsi. Najprostszym sposobem na wykorzystanie takich owoców i warzyw jest ich konserwowanie, przechowanie w postaci dżemów, pikli na zimę, lub po prostu na kolejne dni. Dzięki temu nie marnujemy pożywienia i dokładamy swoją cegiełkę do ochrony środowiska.

Dżemy, konfitury, soki i syropy przygotowywane w domu to smak jakiego nie da się zastąpić. Mają one nie tylko właściwości pro zdrowotne ale i niezastąpione walory smakowe. Domowe przetwory chronią nas przed nadmiarem substancji chemicznych w codziennej diecie i po prostu dają odrobinę radości. Ciężka praca mięśni i czas spędzony na przygotowywaniu marynat i dżemów odpłaca nam się w zimowe dni po wielokroć. Kto jeszcze nie zaczął bawić się w przetwórstwo warzywno owocowe, niech szybko zabiera się do roboty, bo jesień i zima już czyhają za progiem.

A dziś proponuje w kategorii domowe przetwory bardzo proste patisony i ogórki z chilli czereśniowym. (od Pana Ziółko zresztą :)



Patisony i ogórki z chilli czereśniowym.

Składniki:

3/4 kg patisonów miniaturowych
3/4 kg malutkich ogórków
kilka papryczek czereśniowych

5 szklanek wody
1 szklanka octu 10%
1 szklanka cukru
2 płaskie łyżki soli

ziele angielskie
gorczyca
pieprz w ziarnach
chilli w płatkach
kilka ząbków czosnku

Patisony, ogórki i papryczki dokładnie umyć, oczyścić z ewentualnych zabrudzeń i osuszyć.
Duże słoiki, najlepiej tej samej wysokości i pojemności, wyparzyć przez 15 minut w piekarniku nagrzanym do 120'C. Nakrętki wygotować przez 5 minut we wrzątku, osuszyć.
W każdym słoiku ścisło poukładać ogórki i patisony, na wierzchy ułożyć po 1-3 papryczki- w zależności jaki stopień pikantności wybieramy. Następnie wrzucić po 2 ziarenka ziela angielskiego i pieprzu, 1 ząbek czosnku, 1/2 łyżeczki ziaren gorczycy i chilli w płatkach.

Zagotować składniki zalewy i gorącą wlać do ogórków. Zakręcić, sprawdzić czy słoik nie przecieka, przez ostrożne odwrócenie go do góry dnem. 
Słoiki ułożyć w garnku, którego dno zostało wyłożone ściereczką, by słoiki się o siebie nie obijały. Wlewamy wodę mniej więcej o tej samej temperaturze co słoiki, do 3/4 ich wysokości. Od momentu gdy woda zacznie lekko bulgotać, pasteryzujemy ok 20-25 minut. Woda w garnku nie może mocno wrzeć.
Po tym czasie słoiki wyjmujemy ostrożnie z garnka i ustawiamy w przewiewnym miejscu do ostygnięcia.

Pikle są dobre i pełne smaku już po 1-2 tygodniach.

Smacznego!

czwartek, 13 września 2012

Przetwory. Przecier pomidorowy z jabłkami.

W moim sadzie, podobnie jak w wielu innych w tym roku pojawiło się mnóstwo jabłek. Część z nich spada na trawę, bo drzewa już nie dają rady utrzymać takiego ciężaru. Gdy jestem w domu, zbieram spady jak najczęściej. Tak na prawdę powinno się to robić codziennie. Z pomocą mojej ukochanej długowiecznej sokowirówki przygotowuje pyszne soki jabłkowe. Ich barwa i smak są wprost niesamowite. Nie da się ich porównać do jakiejkolwiek wersji sklepowej. Ponadto, przygotowuję zawsze trochę przecierów na zimę, ale nie za wiele, bo jednak jabłka możemy składować prawie do wiosny. Dodaję je także do innych przetworów, bo są bogate w pektynę- np. jabłko z aronią, czarna porzeczką, dzikim bzem. Ostatnio w jednej z bardzo starych gazetek z przepisami na przetwory wpadłam na zimową pastę pomidorową z jabłkami. Śliczne pomidory i cebulę przywiózł mój tata prosto z bazaru a jabłka już czekały na swoją kolej w kuchni. Przygotowanie tej pasty/ przecieru jest bardzo proste. Muszę się przyznać, ze miałam ochotę pochłonąć co najmniej jeden słoiczek na miejscu, bo pachniał tak nieziemsko kusząco. Taką pastę można spokojnie wykorzystać do przyrządzania sosów warzywnych, dodać do pomidorówki, czy nawet użyć jako sos na zimno.  Jest na prawdę pyszny...


Przecier pomidorowy z jabłkami

Składniki:
1 1/2 kg pomidorów
1 kg jabłek
1/2 kg cebuli
sól
kilka ząbków czosnku

Zdrowe pomidory i jabłka dokładnie myjemy, a cebulę i czosnek obieramy. Warzywa i jabłka kroimy na mniejsze części- np na 8-ki i wkładamy do garnka o grubym dnie. Przykrywamy i dusimy na średnim ogniu przez ok 30 minut, co jakiś czas mieszając.
Zawartość garnka przecieramy przez drobne sito. Tak powstałą pastę doprawiamy niedużą ilością soli i dusimy aż wyraźnie zgęstnieje.
Przecier przekładamy do wyparzonych słoików i szczelnie zakręcamy.
Ja dla pewności pasteryzowałam moje słoiczki przez 15 minut w piekarniku nastawionym na 120'C.

Smacznego!


poniedziałek, 10 września 2012

PRZETWORY Dżem ogórkowy z jabłkami.


Ostatnie dni wakacyjnego przetwórstwa domowego zaowocowały kilkoma fajnymi przepisami. Od kilku dni siedział mi w głowie dżem ogórkowy. Miałam trochę przerośniętych ogórków, na które trzeba było znaleźć jakiś sposób.





 Kilka dni wcześniej odwiedziłam z bratem, a później z przyjaciółką  lodziarnię Limoni na warszawskim Nowym Świecie. Smaki lodów jakie tam zastałam wpędziły mnie w prawdziwe podniecenie. Po kilku degustacjach dobrałam sobie pasujący do siebie zestaw. Za pierwszym razem skomponowałam ze sobą lody buraczane z koperkowymi. Po kilku minutach podsumowałam mój deserek jako chłodnik buraczany z koperkiem. Pychota.  Mój brat delektował się lodami piwnymi i arachidowymi- czyli piwo z orzeszkami :) Typowo męskie połączenie. Kilka dni później wróciłam do Limoni na lody pomidorowe z ziołami, a moja psiapsiuła wcinała nietypowe połączenie piwa i ryżu na mleku. Dodam jeszcze że próbowałam także lodów marchewkowych, rozmarynowych z sezamem, cytrynowych z bazylią i oscypkowych. Te ostatnie są dość specyficzne, w zasadzie nie pasują do niczego. Ale jeśli ktoś lubi oscypki to na pewno będą smakować.

Postanowiłam, że sama spróbuję przygotować podobne lody, ale aktualnie skupiłam się na przetworach. Połączenie ogórka z jabłkiem wydało mi się odpowiednie, a do tego rozmaryn. Jak to smakuje? Przekonajcie się sami.



Dżem ogórkowy z jabłkami

1 kg ogórków polnych (przerośniętych)
1 kg jabłek
1 szklanka cukru
1 cytryna- sok i skórka
2 łyżki posiekanego świeżego rozmarynu
*(ew. żelfix)

Ogórki obrać, przeciąć wzdłuż i wydrążyć pestki. Ogórki zetrzeć na tarce- grubej lub drobnej- jak wolisz. Ogórki możemy odcisnąć, jeśli nadal maja za dużo wody.
Cytrynę dokładnie wyszorować , wymasować wałkując ją o blat i zetrzeć skórkę.
Jabłka obrać, wydrążyć gniazda. Obierki i gniazda nasienne zawinąć w gazę i zostawić. Jabłka zetrzeć na tych samych oczkach co ogórek. Wrzucić do garnka razem z ogórkami i od razu obficie skropić sokiem z cytryny, by jabłka nie ściemniały. Dodajemy cukier.
Woreczek z obierkami jabłka wkładamy do garnka. Najlepiej przywiązać go do ucha, lub do drewnianej łyżki, by łatwiej było go wyłowić.
Ogórki z jabłkami zagotowujemy i dusimy przez ok 15-20 minut na niewielkim ogniu. Dżem ogórkowy często mieszamy i gdy uzyskamy pożądaną konsystencję, dodajemy skórkę cytrynową i rozmaryn. Gotujemy jeszcze przez 5 minut i wyjmujemy obierki z jabłka.*
Gorący dżem przekładamy do wyparzonych słoiczków, dobrze zakręcamy i stawiamy do góry dnem. Tak zostawiamy do ostygnięcia.


*Pektyna jaką dostarczamy z jabłek powinna dobrze zakonserwować dżem, ale jeśli potrzebujecie dodatkowej pewności, to dodajcie żelfix.

Smacznego

piątek, 7 września 2012

PRZETWORY Patisony, ogórki konserwowe z ziołami

Dziś znów ekspresowo.

 Przez ostatnie dni miałam ogrom spraw na głowie, w tym bardziej i mniej przyjemne. Dla mnie bardzo satysfakcjonujące, choć odrobinę męczące jest robienie przetworów na zimę. Zadziwia mnie często w jakim tempie wyrastają na krzaczkach patisony i ogórki. Zbierałam je przecież 2-3 dni temu, a one już takie wielkie? No cóż koniec narzekania czas wziąć się do roboty.

Do tego wymyśliłam sobie konfitury z owoców czarnego bzu i z przerośniętych ogórków, przecier z pomidorów z jabłkami i cebulą, oraz krem dyniowy na kanapki. Ach... i naprodukowałam co najmniej 5 litrów soku jabłkowego, o nieskazitelnie bursztynowej barwie, nieziemskim smaku i właściwościach orzeźwiających.

Odwiedziła też giełdę kwiatową powiększając moją kolekcję ziół o tymianek, miętę bananową i miętę truskawkową!! Gdy zobaczyłam je na półkach, nie mogłam się już im oprzeć. Zostawiałam jeszcze mięte ananasową, bo ta za bardzo nie dawała odpowiedniego aromatu.
No cóż sporo się działo, dużo słoiczków pełnych dobroci na zimę powstało, a i trochę już ich rozdałam przy okazji spotkań z przyjaciółmi.





Ogórki, patisony konserwowe z ziołami

Składniki

ok 2 kg malutkich patisonów (i/ lub ogorków)

gałązki estragonu i oregano
ziele angielskie
gorczyca
pieprz w ziarnach
listki laurowe
kilka ząbków czosnku

5 szklanek wody
1 szklanka octu 10%
1 1/2 szklanki cukru
2 płaskie łyżki soli



Patisony (lub ogórki) dokładnie umyć, odkroić ogonki, oskrobać z ewentualnych zabrudzeń i osuszyć.
Duże słoiki, najlepiej tej samej wysokości i pojemności, wyparzyć przez 15 minut w piekarniku nagrzanym do 120'C. Nakrętki zalać wrzątkiem, pozostawić na kilka minut, osuszyć.
W każdym słoiku ścisło poukładać warzywa i wrzucić po 2-3 ziarenka ziela angielskiego i pieprzu, 1 mały listek laurowy, 1 lub 1/2 ząbka czosnku, 1/2 łyżeczki ziaren gorczycy, 1 gałązkę estragonu i oregano.

Zagotować składniki zalewy i gorącą wlać do ogórków. Zakręcić, sprawdzić czy słoik nie przecieka, przez ostrożne odwrócenie go do góry dnem. Słoiki ułożyć w garnku, którego dno zostało wyłożone ściereczką, by słoiki się o siebie nie obijały. Wlewamy wodę mniej więcej o tej samej temperaturze co słoiki, do 3/4 ich wysokości. Od momentu gdy woda zacznie lekko bulgotać, pasteryzujemy ok 20-25 minut. Woda w garnku nie może mocno wrzeć.
Po tym czasie słoiki wyjmujemy ostrożnie z garnka i ustawiamy w przewiewnym miejscu do ostygnięcia.

Jeśli wolicie korniszony o bardziej słodkim smaku, możecie dodać troszkę więcej cukru. Z kolei, gdy nie przepadacie za aromatem dodanych przeze mnie przypraw zmniejszcie ich ilość, zioła można również dowolnie zmieniać.

Już niedługo kolejne propozycje na przetwory.

Smacznego!

niedziela, 2 września 2012

PRZETWORY Dynia a'la brzoskwinia (na słodko)

Moje ostatnie dni w domu wypełnione są licznymi spotkaniami z przyjaciółmi, rodziną i nie tylko. Oprócz tego zrywam kolejne warzywa i owoce i przerabiam je w pyszne przetwory, ciasta i zapiekanki. Już niedługo pojawi się na blogu kilka smakowitych i prostych przepisów z warzyw i owoców sezonowych.

Dzisiaj chciałabym podzielić się przepisem na marynowana dynię- na słodko. jego pierwotna wersja zawitała do mojego domu już kilka lat temu pod postacią dyni marynowanej a'la ananas. Dzięki dodaniu odpowiednich składników do marynaty, cukinia zaczyna przypominać smakiem ananas z puszki. Rok temu postanowiłam wypróbować ów przepis na dyni i efekt smakowy dorównał moim oczekiwaniom. Dynię przygotowuję więc w ten sam sposób co niegdyś cukinię i zajadam ją łyżkami prosto ze słoika w pochmurne zimowe dni i ciemne wieczory. Dynię na słodko, można użyć także do przygotowania deserów i ciast.



Dynia a'la brzoskwinia 

Składniki:
2 kg obranej i pokrojonej w kostkę dyni
1 1/2 l wody
1/2 kg cukru
30 g cukru waniliowego
1 łyżka goździków
4 łyżeczki kwasku cytrynowego

Dynię uprzednio obieramy ze skóry, wydrążamy z niej pestki i kroimy w kostkę.
Zagotować wodę z kwaskiem cytrynowym i zalać tą zalewą dynię. przykryć ścisło talerzem i odstawić do całą dobę w chłodne miejsce.
Następnego dnia zlewamy zalewę do dużego garnka dodać cukier, cukier waniliowy i goździki. Do gotującej się zalewy wrzucamy dynię i gotujemy 5 minut.
Dynię wraz z zalewą wkładamy do wyparzonych słoików i dobrze zakręcamy. Całość stawiamy do góry dnem i zostawiamy do ostygnięcia. Dla pewności słoiki można pasteryzować przez 15 minut.
Smacznego!!

czwartek, 30 sierpnia 2012

PRZETWORY. Ogórki lub patisony w musztardzie.

Dzisiaj znowu expresowy wpis. Pochłonęła mnie mania przetwórstwa owocowo - warzywnego. Pełno tu tego na mnie czekało. Z owoców- maliny, borówki, aronie i jabłka. Z warzyw- dynia piżmowa, cukinie, buraki, ogórki i patisony. Do tego wiele spotkań, wiele pięknych rozmów i wspólnie spędzonego czasu. Parę smacznych dań, kilka wypadów na rower i lody a to jeszcze nie koniec.
Ciężko jest mi jeszcze w tym całym zgiełku znaleźć czas na pisanie. Teraz właśnie skończyłam obiadek i za kilka minut wracam do borówek, a potem jadę z nimi do koleżanki, by także z nią zjeść coś pysznego i obgadać ostatni miesiąc. Do dzieła i uciekam na działkę!

Przepis zaczerpnięty z dodatku do magazyny Pani Domu z 2006 roku.



Ogórki lub patisony w musztardzie

1 kg patisonów (lub ogórków)
1 szklanka octu
1/2 szklanki cukru
2 łyżki soli
4 łyżki ostrej musztardy
1 litr wody
Przyprawy:
gorczyca, pieprz, ziele angielskie, czosnek

Patisony umyć, odkroić ogonki i resztki kwiatów (jeśli są) i osuszyć. Jeśli używasz ogórki- należy je umyć i osuszyć. Warzywa ułożyć dość ścisło w słoikach. Ja dobieram patisony o podobnej wielkości, by wszystkie w jednym słoiku smakowały podobnie.
Do każdego słoiczka wrzucamy po ok 1/2 łyżeczki przypraw (lub więcej wg upodobania) oraz 1/2 lub cały ząbek czosnku.
Wodę zagotować z octem, cukrem i solą i  musztardą. Uważaj, ponieważ niepilnowana zalewa może wykipieć.
Patisony  zalewamy gorącą zalewą i zakręcamy słoiczki. Wstawiamy do pasteryzacji na 10-15 minut, wyjmujemy, odwracamy słoiki do góry dnem, sprawdzając czy nakrętki są szczelne i zostawiamy w przewiewnym miejscu do wystygnięcia.
Przechowujemy w chłodnym miejscu, aż do zimy, ale oczywiście próbować można już po kilku dniach.

Smacznego!

środa, 15 sierpnia 2012

Przetwory. Kiszone ogórki z octem Lucyny Ćwierczakiewiczowej i MOJE :)

Wspominałam już przy okazji przetworów z patisonów, że wypróbowuję pewien staropolski przepis na marynowane ogórki. Pochodzi on z książki Lucyny Ćwierczakiewiczowej "Jedyne praktyczne przepisy konfitur, różnych marynat, wędlin, wódek, likierów, win owocowych, miodów oraz ciast" (I. wydanie z 1885 r.)

Cytat z wydania Wydawnictwa Alfa, Warszawa 1985 r.

"Ogórki kwaszone z octem

"Trzy garnce wody, szklankę winnego octu, szklankę wódki francuskiej, półtora funta soli, zagotować razem. Opłukane ogórki bez okrawania końców ułożyć w baryłkę przekładając liśćmi wiśniowemi, winogronowemi, gdzie niegdzie dębowemi, tych ostatnich bardzo niewiele, kawałkami chrzanu, posypać koprem i jeżeli kto lubi, czosnku kilka ząbków na całą baryłkę. Z wierzchu pokryć grubą warstwą liści, aby ogórków nie było widać i otworem na szpont zrobionym zalać gotującym odwarem do pełna, zaraz zaszpontować z lekka. Na drugi dzień otworzyć, dolać pełno pozostawionym jeszcze sosem, gdyż zawsze opadnie; gdy ostygnie, zaszpontowac i zalać pakiem. Ogórków powinno być tylko tyle, aby sos je z łatwością dobrze pokrywał i aby ogórków nie upychać. Pozostawione w dobrej nie wilgotnej piwnicy, do świeżych wiosennych dotrwają, smakując najwyborniej."
Jednostki miary powyższego tekstu:
funt= 450 g
garniec 4 litry

Składniki zalewy w przełożeniu na współczesna miarę:
12 litrów wody
1 szklanka octu
1 szklanka wódki francuskiej (może do być calvados, lub wódka z winogron- nie wiem)
675 g soli (2 pełne szklanki)

Przepis postanowiłam wypróbować na własnym gruncie ale: za beczkę posłużył mi duży słoik wekowy z klipsem, zmniejszyłam znacznie ilość wody zamiast wódki francuskiej użyłam kolejnej szklanki octu, a ponadto dodałam przyprawy. Tak na prawdę powstał zupełnie nowy sposób na ogórki...

Po wszystkich wprowadzonych przeze mnie zmianach ogórki wyszły przepyszne, mój kochany je chwalił pod niebiosa i wszystkim kazał próbować i zgadywać czy są kiszone czy marynowane :) I jak tu go nie kochać...
W smaku okazały się dość ostre- nie pikantne- po prostu przy pierwszym kęsie dostaje się lekkiego wytrzeszczu :D ale potem już się tylko chrupie z uwielbieniem. Wiem, ze jest im na pewno daleko od oryginału, ale na prawdę smakowały wybornie.

Tak przedstawia się przepis w moim wykonaniu:



Ogórki kiszone z octem

1,5 kilograma ogórków
kilka liści młodego chrzanu
kilka liści dębowych
3 ząbki czosnku
po 1 łyżeczce: gorczycy, pieprzu, ziela angielskiego, czarnuszki
1 korzeń chrzanu wielkości kciuka
1 cały koper z ziarnami
1 litr wody
50 g soli
1/2 szklanka białego  octu winnego
1/2 szklanki octu jabłkowego

Zagotować wodę z octem winnym, octem jabłkowym i solą.
W dużym weku ułożyć na dnie liść chrzanu i dębu. Na nim luźno poukładać warstwę ogórków. Dalej dokładamy liście, by przykryły ogórki i powtarzamy, aż wszystkie ogórki znajdą się w słoju. W międzyczasie wrzucamy także chrzan, czosnek i koper. Na końcu w słoju lądują wszystkie przyprawy i liść chrzanu zakrywający całą jego zawartość. Ogórki zalać gorącą zalewą, tak by tylko przykryła ogórki i zawekować słój.
Następnego dnia, gdy zalewa opadnie, dolewamy pozostałą podgrzaną zalewę, by przykryła zawartość słoja, czekamy aż ostygnie i znów wekujemy.

Ogórki jedliśmy już po tygodniu od wekowania. Są one kruche i chrupiące a ich smak oscyluje między kiszonymi a konserwowymi. Ostrzegam, że są dosyć ostre i szczypią w język, ale za to pod alkohol, z talerzem serów, czy wędlin będą wyśmienite.

Smacznego

środa, 1 sierpnia 2012

Patisony, ogórki, cukinie w ziołowej marynacie. Przetwory część druga.

Często trafiam ostatnimi czasy na przepisy i książki autorstwa Lucyny Ćwierczakiewiczowej. Parę dni temu dostrzegłam w mojej bibliotece książkę: "Jedyne praktyczne przepisy konfitur, różnych marynat, wędlin, wódek, likierów, win owocowych, miodów oraz ciast." (wydanie z 1985r, według wydania z 1885 roku.) Od razu porwałam ją do domu i zaczęłam przeglądać, z racji że sezon na przetwory właśnie trwa.

Zaczęłam od "oddziału siódmego" Różne konserwy bez cukru, marynaty. Możemy tam znaleźć nawet przepis na domowy ocet oraz oczywiście wiele marynat.
Ogórki
"ogórki kwasić należy w sierpniu. Dobroć ogórków na zimę, zależy głównie od piwnicy i ogórków samych. Trzeba uważać, żeby ogórki mające się kwasić na zimę, nie były przestałe, ani zbyt wysuszone przez słońce, lecz jędrne, zielone, zebrane w suchy dzień i jak można najprędzej po zerwaniu urządzone."

Język tekstów Pani Lucyny czasem wprawia w zamyślenie, czasem śmieszy, ale przecież to pozycje jeszcze z XIX wieku! Co mnie najbardziej w tych książkach uwodzi jest to, ze znajduję tam wiele praktycznych porad z cyklu co, kiedy, jak, ile i gdzie, na wszelkie około-kulinarne tematy. O ile niektóre przepisy są trudne do wykonania współcześnie, o tyle nadal uwielbiam je czytać, nawet do poduszki.

Próbuję teraz wykonać jeden z przepisów na ogórki kwaszone z octem. Troszkę musiałam go przerobić, ale mam nadzieję że się udadzą. Na razie do nich nie zaglądam, ale na pewno napiszę, czy i jak wyszły.

Zaciekawiło mnie, że w tamtych czasach robiło się korniszony w zupełnie inny sposób niż dzisiaj.  Właśnie tak:
"korniszony bez płukania przesypywać dobrze solą w garnku lub na misce; niech tak stoją godzin 12, często mieszając. Po tym czasie obetrzeć każdy do sucha ściereczką i na misce sparzyć gorącym lekkim octem. Niech tak stoją 24 godzin; następnie wyjąć je z tego octu, ułożyć w garnku kamiennym lub słoju szklanym przekładając korzeniami, pieprzem zwyczajnym i tureckim, angielskiem zielem, imbirem, estragonem, liśćmi bobkowemi, cebulką zwaną szarlotką sparzoną pierwej ukropem; można także dołożyć strączków fasoli i kalafiorów, pierwej jednak w wodzie obgotowanych; gdy tak słój już pełen się ułoży, zagotować w rondlu octu bardzo dobrego i przestudzonym zalać korniszony, a na drugi dzień obwiązać pęcherzem. W parę tygodni odlać ocet, jeszcze raz go przegotować i zimnym polać."

Może ktoś z was będzie chciał wypróbować ten przepis, a jak nie to zachęcam do skorzystania z mojego. W części patisonów pozostawiłam kwiaty, one tez są pyszne po zamarynowaniu, trzeba jedynie z ich wnętrza usunąć pręciki :)

Na mnie czekają w ogrodzie jeszcze inne warzywka dyniowate. Już za kilka tygodni zabiorę się także za nie :)
dynia

dynia

krzaki dyni

cukinia kulista



Patisony w ziołach

Patisony marynowane w ziołach.

1 kg małych patisonów  (lub ogórków, pokrojonej cukinii, lub małych cukinek)

Marynata:
1 szklanka octu z białego wina
1 szklanka octu 10%
3 szklanki wody
1/2 szklanki cukru
1 łyżka soli

Dodatki- na każdy sloik:
1 mały ząbek czosnku
1 listek laurowy
1/2 lyżeczki ziaren ziela angielskiego
1/2 łyżeczki nasion gorczycy
1/2 łyżeczki ziaren pieprzu
mala gałązka oregano
mała gałązka estragonu
liść selera
liść natki pietruszki

Składniki marynaty zagotować w rondelku. Można ją dodatkowo doprawić solą lub cukrem do ulubionego smaku.

 Umyte i osuszone patisony, lub inne warzywa układamy w słoiczkach dość ściśle. Ja w patisonach pozostawiłam kwiaty, uprzednio usuwając z nich pręciki. Do każdego słoika wrzucamy przyprawy i zioła jak w składnikach przepisu. Czosnek rozdrobniłam i także wrzuciłam do słoiczków.

Patisony zalewamy gorącą marynatą, słoiczki zakręcamy i sprawdzamy ich szczelność przez odwrócenie ich do góry dnem. Uwaga, by gorąca marynata nie oparzyła dłoni!

Słoiki tej samej wielkości pasteryzujemy w garnku z wodą do 3/4 wysokości słoików. Od momentu gdy woda zawrze, gotujemy 15 minut. Słoiczki studzimy, jeszcze raz mocno dokręcamy i odstawiamy do spiżarni.

Pikle są dobre do spożycia ok. tydzień od przygotowania, ale spokojnie mogą poczekać do zimy.

Smacznego!

piątek, 27 lipca 2012

Przetwory. Patisony w marynacie z curry. Wieczór filmowy po hiszpańsku.

Dzisiaj obiecany przepis na pikle z patisonów. Zaproponowaną zalewę można także swobodnie użyć do marynowania ogórków i cukinii pokrojonych w kostkę. Patisony to tak na prawdę odmiana dyni- tzw. Dynia talerzowata. od kilku lat hodujemy z mamą patisony w 90% z przeznaczeniem na przetwory. Dawno temu zasmakowały nam "Patisony ze Ścinawy" i postanowiłyśmy zacząć własną produkcję.  Wspominałam już kilka razy, że nasze przetwory w tym dowcipnie nazwane przez znajomych "parkinsony" robią furorę. Smakują niesamowicie już po kilku dniach. Naszym sekretem jest zawsze duża ilość przypraw i ziół, to one oprócz octu nadają smak patisonom, ogórkom czy cukinii. Kilka lat temu wpadłam w manię marynowania. Mieliśmy wtedy w ogrodzie kilka odmian cukinii, kabaczków i dyni i ich nadmiar trzeba było jakoś przerobić. Powstało wtedy mnóstwo słoiczków wypełnionych samymi pysznościami. Dzięki temu wiem, które pikle były na prawdę smaczne i trwałe.
patison


Teraz nagła zmiana tematu. Miałam dziś opisać kolejny film, który mną poruszył, ale na niego przyjdzie jeszcze pora. Z samego rana wyczytałam w programie telewizyjnym, ze w ramach "Kocham Kino" zaprezentowany będzie film "Maria Łaski Pełna". Właśnie go oglądam.

Jest to film w koprodukcji USA, Kolumbii i Ekwadoru. Porusza on bardzo ważny problem przemytu narkotyków na dużą skalę. Naiwne, młode, zdrowe dziewczęta są namawiane by pracowały jako tzw."muły". Ich zadaniem jest przemycanie heroiny w kapsułkach we własnych żołądkach. Oczywiście za dobrze wypełnione zadanie dostaną tyle pieniędzy, ile nie dałyby radę zarobić przez kilka lat. Maria, główna bohaterka, pracuje w fabryce produkującej róże, musi oddawać pieniądze na utrzymanie całej rodziny, a do tego sama dowiaduję się o ciąży. Maria chciałaby, by jej dziecko wychowywało się w lepszych warunkach, a do tego potrzebne są pieniądze. Czy jej chęć opieki nad nienarodzonym dzieckiem usprawiedliwia podjęcie takiej decyzji i zarazem wielkiego ryzyka? Mogła być złapana i  oskarżona, mogła zginąć i zabić swoje dziecko. Ciężko nam postawić się w sytuacji takiej dziewczyny. Maria dorasta w o wiele trudniejszych warunkach niż my, młodzi ludzie w Polsce. jednego jestem pewna, winnych na pewno trzeba szukać zw producentach, przemytnikach, sprzedawcach narkotyków. 
Nie będę opowiadać więcej szczegółów filmu, bo bardzo was zachęcam do jego obejrzenia. Większość filmów proponowanych w "Kocham Kino" jest prawdziwymi arcydziełami. Maria Łaski Pełna też mieści się w te ramy.
Godny uwagi jest też plakat do filmu, gdy zastanowić się na jego symboliką, można wyciągnąć kilka  kolejnych przemyśleń dotyczących filmu. Szczerze polecam.

Wróćmy do jedzenia. Niestety nie mogę napisać ile słoików marynat otrzymacie. Ja za każdym razem używam słoików o różnych pojemnościach, więc nie podam konkretnej liczby. Z kolei, jeśli zabraknie mi zalewy, to tez się nie przejmuj, tylko dorabiam jej kolejną porcję. Robienie marynat to przyjemność, więc trzeba do tego podejść na luzie i ograniczyć dawkę stresu, a wszystko się uda. Oto przepis:

patisony w curry


Patisony w marynacie z curry.

2 kilogram małych patisonów (o średnicy do 4 cm)
liście selera
cebula
główka czosnku
ziarna gorczycy, pieprzu, ziela angielskiego
listki laurowe
Patisony w marynacie curry

Zalewa:
1 litr wody
1 i 1/2 szklanki octu (10%)
1 1/2 łyżki soli
1 1/2 szklanki cukru
50 g przyprawy curry

Patisony myjemy, ścinamy ogonek i pozostałość po kwiatach. Składniki zalewy zagotowujemy w garnku, uważając by nie wykipiała.

W każdym słoiku ściśle układamy patisony. Dorzucamy po jednej sztuce: listek laurowy, liść selera, ząbek czosnku, plaster cebuli. Dodatkowo dosypuję ok 1/3 łyżeczki ziaren gorczycy, pieprzu i ziela angielskiego.

Do słoików wlewam gorącą zalewę zostawiając 1 cm od wieczka. Zakręcam szczelnie i ostrożnie przechylam słoik i stawiam do góry nogami. w ten sposób od razu sprawdzam czy nakrętka jest szczelna i mogę ją jeszcze wymienić. Odwracam je z powrotem i wkładam do garnka, na dnie kładziemy ściereczkę, by słoiki bezpośrednio go nie dotykały. Pasteryzujemy słoiki o podobnej wysokości i pojemności. Nalewamy wodę do 3/4 wysokości słoika i gotujemy. Od momentu zagotowania wody trzymamy na ogniu przez 15 minut. Po tym czasie możemy je pozostawić w garnku do ostygnięcia lub wyjąć na ściereczkę, na blat i również zostawić by wystygły.

Marynaty powinny być pełne smaku i pyszne już po tygodniu.

Smacznego!