Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjmujemy gości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjmujemy gości. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 września 2013

Tarta gryczana z dynią i chilli. Hit na pożegnanie lata.

Sobota- Le Targ na Wilanowie a niedziela Targ Śniadaniowy w Sadku Natolińskim na Ursynowie.

Tam spędziłam dwa ostatnie dni. Upiekłam kilkanaście tart wegetariańskich, dwie z dodatkiem ryby, wegańskie i 3 bezglutenowe.

Największą popularnością w ten weekend cieszyła się tarta dyniowa na gryczanym spodzie doprawiona papryczką chilli. Teraz sezon na dynię właśnie się zaczyna, więc najwyższa pora się za nią zabrać i upichcić coś pysznego.

Jako spód do tarty możemy użyć zwykłego wytrawnego ciasta kruchego, lub odmiany pełnoziarnistej na przykład według TEGO przepisu. Ja postanowiłam przygotować tartę bezglutenową, więc na warsztat wzięłam mąkę gryczaną. Wyszło fajnie :)



Tarta dyniowa na bezglutenowym gryczanym cieście

na ciasto:
200 g mąki gryczanej
50 g mąki ziemniaczanej
120 g masła
3 lyżki zmielonego siemienia lnianego
szczypt soli
50-70 ml wody
ew. olej do wyrabiania ciasta

farsz:
2 szklanki gładkiego przecieru z dyni
50 g twarogu
80 ml maślanki lub kefiru
1 jajko
1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 łyżka sosu sojowego
1/2 łyżeczki pieprzu
1 średnia cebula
1/2 papryczki chilli
plastry chilli i listki szałwii do dekoracji


Na ciasto na początek siekamy suche składniki z masłem, aż powstanie kruszonka. Powoli dodajemy wodę by zlepić ciasto. Z płynami nie wolno przesadzić, bo masa zacznie się kleić. Szybko zagniecione ciasto odkładamy na 15 minut do zamrażalnika.
Ciasto wyjmujemy i próbujemy rozwałkować na stolnicy posypanej mąką ziemniaczaną. Jeśli bardzo się kruszy możemy wyrobić je jeszcze przez chwilę, dodając odrobinę oleju aż złapie elastyczność.

Gdy przygotowujemy ciasto bezglutenowe mamy spore szanse ze będzie się kruszyć, wiec by ułatwić sobie pracę, wykładamy formę do tarty papierem i dopiero na niego przekładamy rozwałkowane ciasto z ok 3 cm brzegami.
Rozgrzewamy piekarnik do 190 st C. Ciasto które już mamy w foremce przykrywamy papierem również od góry i obciążamy je fasolkami (kulkami ceramicznymi, suchym makaronem) i podpiekamy 15 minut. Po tym czasie usuwamy papier z obciążeniem i dopiekamy kolejne 5 minut.

W tym czasie robimy nadzienie. Cebulkę i chilli (z pestkami lub bez- ja robię bez) drobno siekamy i podsmażamy na łyżce oleju. Dodajemy do musu z dyni razem z twarogiem i maślanką po czym doprawiamy przyprawami i sosem sojowym do smaku.
Żółtko jajka wbijamy do farszu a z białka ubijamy pianę, którą ostatecznie delikatnie mieszany z farszem.

Farsz wykładamy na podpieczony spód , dekorujemy listami świeżej szałwii i plasterkami chilli. Wstawiamy do piekarnika na kolejne 20 minut.

Po wyjęciu najlepiej tartę wystudzić i podawać podgrzaną ponownie, ale niecierpliwi mogą się częstować od razu.

Smacznego!

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Co na zdrowy obiad? Prosta wegańska tarta warzywna na pełnoziarnistym sezamowym spodzie.



Często szukamy pomysłu na lekki i nieskomplikowany obiad. Co raz częściej słyszę, że ludzie jedzą bardzo mało owoców i warzyw. Ja praktycznie nie wyobrażam sobie dnia bez owocu ani obiadu bez porcji warzyw. Nawet gdy jem na mieście wybieram z karty dania z jak największą ilością zieleniny, szczególnie w formie sałatek, surówek ale i tart. Razem z moim ukochanym uwielbiamy tarty wszelkiego rodzaju. Jego ukochane to te na cieście francuskim, ale wiem jak bardzo jest ono kaloryczne, więc staram się go ograniczać.

Ostatnio szukałam inspiracji dotyczącej tart wegańskich- bez masła, mleka czy serów. Wyczytałam w kilku miejscach, że mogę swobodnie przygotować spód do tarty z urzyciem oliwy z oliwek. Bardzo mnie to ucieszyło, bo bardzo lubię jej smak w wypiekach. Znacie Tortas de aceite? Ja je uwielbiam, a przygotowuje się je własnie z oliwą.

Nadzienie do w naszej kuchni przeważnie czysta improwizacja. Zawsze kombinuję z tego co akurat mam w lodówce i spiżarni. Tym razem użyłam zabłąkaną na końcu zamrażalnika mrożonkę warzywną. Z racji, że w Czechach nie mam dostępu do mojego targu, muszę korzystać z tego co mam... cóż. Nie zmienia to faktu, że można oczywiście w tarcie wykorzystać warzywka na przykład z młodej włoszczyzny, która już się pojawia, cukinie, szpinak itp itd.

Moja propozycja, to tarta na pełnoziarnistym spodzi z dodatkiem prażonego sezamy i płatków owsianych. Nadały one ciastu świetny, lekkko orzechowy posmak. Sos podobny jest do beszamelu, jednak przygotowany bez masła i mąki pszennej, a jedynie na mleku sojowym z mąką kukurydzianą.

Warto eksperymentować w kuchni, bo można odkryć nowe połączenia, nowe smaki pełne zdrowia i witamin a bez zbędnego zwierzęcego tłuszczu.

A na koniec jeszcze jedno zdanie i link muzyczny. Niedawno światło dzienne ujrzała nowa płyta Jamiego Cullum, który nie dość, że jest utalentowanym, kreatywnym muzykiem jazzowym, wydającym wspaniałe płyty, prowadzącym swój wlasny program w BBC Radio, to prywatnie jest mężem Sophie Dahl. A ją chyba wszystkie kulinarne blogerki znają :)

Oto jego najnowyszy singiel. Enjoy...






 Wegańska tarta warzywna na pełnoziarnistym sezamowym spodzie. 
(21 cm)

Składniki
1 szklanka mąki pełnoziarnistej
1/2 szklanki platków owsianych
3 lyżki sezamu
1/3 szklanki oliwy z oliwek
1/2 szklanki wody
1/2 łyżeczki soli


350 g mieszanych warzyw- marchew, pietruszka, fasolka, por itp.
(ja tym razem użyłam gotowej mieszanki mrożonej)
1 cebula dymka
1 łyżka przyprawy 5 smaków

1 pełna szklanka mleka roślinnego (sojowego/ryżowego)
2 płaskie łyżki mąki kukurydzianej
szczypta gałki muszkatołowej i soli

Płatki owsiane i sezam prażymy na suchej patelni przez kilka minut, nastpęnie mielimy w młynku do kawy lub rozdrabniamy w malakserze. Do mieszanki dodajemy sól, mąkę oraz oliwę z wodą. Zagniatamy gładkie ciasto, w razie potrzeby dodając odrobinę wody lub mąki. Na stolnicy posypanej mąkę rozwałkowujemy ciasto na ksztalt formy do tarty, ale o obwodzie większym przynajmniej o 4 cm. Ciasto bardzo delikatnie przenosimy do formy i lekko dociskamy w rogach. Gotową formę wstawiamy do lodówki.

Warzywa jeśli są mrożone, wystarczy wrzucić na patelnię z kilkoma łyżkami oliwy. Jeśli używamy świeżych warzyw należy je obrać i pokroić na średniej wielkości kostkę lub w talarki, według uznania.
Cebulę dymkę kroimy dowolnie na mniejsze kawałki. Wszystkie warzywa najlepiej ugotować na parze lub udusić na patelni z niewielką ilością wody na półtwardo. Do ugotowanych warzyw dodajemy dymkę i przyprawę 5 smaków.

W rondelku zagotowujemy 200 ml mleka roślinnego. W pozostałych 50 ml rozprowadzamy mąkę kukurydzianą. Do gorącego mleka dodajemy rozmieszaną mąkę zmlekiem i zagotowujemy aż powstanie lekko gęsty sos. Doprawiamy solą i gałką muszkatołową.

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C
Na ciasto wylewamy 3 łyzki sosu, na nim ukladamy warzywa, lekko docisając, by stworzyć w miarę równą powierzchnię. Całość zalewamy resztą sosu z mleka roślinnego i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy ok 30 minut aż góra się ladnie zetnie i lekko zarómieni.

Po wyjęciu z piekarnika zostawiamy na 5 minut by tarta trochę przestygła. Podajemy z sałatą z lekkim dresingiem..

Smacznego!

poniedziałek, 20 maja 2013

IZUMI IZAKAYA. Nowa restauracja-pub z sushi i drinkami w centrum Warszawy

W sobotni wieczór przywdziałam zwiewną sukienkę, buty na obcasie, spakowałam prezent, kupiłam różyczki i udałam się do nowego miejsca na kulinarnej mapie Warszawy.

Izumi Izakaya to trzecia restauracja duetu Alon i Alicja Than. Pisałam już o Izumi Sushi przy okazji warsztatów, które osobiście prowadzili właściciele. Jest to para niesamowicie sympatyczna, ciepła, a do tego o profesjonalnym podejściu połączonym z pasją i kreatywnością, co widzimy we wnętrzach i w menu.



Alicja i Alon Than

Izumi Izakaya mieści się w ślicznych, odnowionych wnętrzach Pasażu Lipińskiego w Alejach Jerozolimskich 61/63 (wejście od Emilii Plater). Zaraz po wejściu zostałam zaproszona do degustacji ciekawych win w formie aperitifu. Muszę przyznać, że jest to genialna propozycja na letnie wieczory. Białe, francuskie wino z dodatkiem soków owocowych- greifrutowego, limonkowego i brzoskwiniowego. Niestety nie zanotowałam nazwy...ale na pewno jakoś je znajdę :)
Moją uwagę zwrócił podwieszany sufit, który świecił różnymi kolorami, oraz wyspa barowa na samym środku lokalu. Nadają one restauracji fajny klimat.



Moją uwagę zwróciły oczywiście stoły zastawione japońskimi smakołykami. Sushi, sushi rolls, sałatka z makaronem ryżowym, bardzo bogata zielona surówka. imbir, wasabi, sosik sojowy.... a wszystko niesamowicie pyszne. Ryby i owoce morza najlepszej jakości, idealnie ugotowany ryż i świetnie dobrane dodatki, to sekrety najlepszego sushi w mieście :)




Izumi Izakaya, to nie tylko pyszne jedzenie, ale także miejsce, które wieczorami ma przekształcać się w drink bar. Szef baru skomponował zestaw drinków, które zaspokoją każde podniebienie. Jeśli tylko mam okazję, stawiam przed barmanami wyzwanie skomponowania drinku idealnie dopasowanego do mnie. Czasem mam ochotę na coś słodkiego a czasem chciałabym by napój mnie orzeźwił swym świeżym smakiem. Tym razem miałam ochotę na coś kwaskowatego, jedyny warunek jaki postawiłam to brak Whiskey (bo go nie trawię). Od razu widać, że szef baru Izumi Sushi to prawdziwy pasjonata i kreatywny, młody mistrz wspaniałych drinków. Spod jego rąk wyszło wiele kolorowych i smakowitych koktajli w tym dwa moje. Pierwszy z nich był bardzo kwaskowy, tak jak chciałam. Drugi zaskoczył mnie nie tylko smakiem ale i wyglądem. prezentował się jak idealne zakończenie wieczoru- torcik z wisienką.  Na prawdę warto zaufać doświadczonemu, pomysłowemu barmanowi. Jestem zachwycona.

Restauracja Izumi Izakaya będzie zarządzana przez młodego szefa kuchni, który oprócz sushi zaprasza także na dania na ciepło. Próbowaliśmy kilku wspaniałych dań na ciepło, między innymi kurczaka teriyaki.

Ucztę dopełniły rozmowy i miłe towarzystwo koleżanek blogerek z Warszawy (i ich mężów/partnerów)
Zdjęcia oglądacie dzięki uprzejmości Joasi z bloga Krolestwo Garów. Tam też znajdziecie relację z otwarcie Izumi Izakaya.

Nie muszę już chyba więcej zachęcać do odwiedzin Alona i Alicji w Izumi Izakaya. Mój zachwyt przemawia sam przez siebie. A do tego, restauracja mieści się w ścisłym centrum, dokładnie naprzeciwko hotelu Mariott.  Ja się tam wybiorę na pewno, jeśli nie na sushi, to na pysznego drinka.


sobota, 18 maja 2013

Szparagi grillowane. Zdrowy i ekspresowy dodatek do obiadu.

Sezon na szparagi trwa.

Nadal pracujemy w ogrodzie. Wreszcie przyszedł moment, że czekamy na rezultaty naszych zasiewów i prac w ogrodzie. Już powoli wychodzi ruccola, fasolka szparagowa, ogórecznik i burak liściowy. Truskawki kwitną jak szalone a zioła co dzień są większe, topinambur rośnie w górę.

Pomimo wielu prac w ogródku, wieczorami biegam i jeżdżę na różne spotkania i pokazy. Właśnie kończy się tydzień wegetarianizmu. W ramach jego obchodów na warszawskim SWPS gościł LeTarg i  Marta z bloga Jadłonomia. Na pokazie kulinarnym w jej wykonaniu mogliśmy zobaczyć i posmakować burgerów wegańskich i zadać wiele nurtujących nas pytań. Sama przygotowuję różne wegetariańskie i wegańskie burgery ale wymiana informacji jest zawsze bardzo wartościowa.

Innego dnia pojechałam do kina, w którym widziałam moje pierwsze filmy na dużym ekranie. Jest to byłe kino Stolica- dziś nazywane Iluzjon. Jestem zachwycona remontem i ostatecznym wyglądem tego miejsca. Zachowany został wspaniały klimat "Stolicy", w dekoracjach panuje prostota, nawet łazienka robi spore wrażenie. We wnętrzu napijemy się kawy, herbaty i zjemy zapewne pyszne ciastko lub tartę. Bardzo tam sympatycznie.
Udałam się tam nie bez powodu. Iluzjon gościł PLANETE + DOC festiwal. Zasiadłam w kinowych fotelach by podziwiać dwa filmy. Pierwszy z nich to Małże i miłość. Prezentuje on osoby hodujące małże głównie z Belgii i Holandii. Porusza ponadto istotny problem dotyczący rządowych regulacji hodowli małż w tych krajach i sprzecznych opinii na ten temat. Do tego poznacie kilka prostych przepisów na małże. Nie powiem, ślinka mi ciekła jak je oglądałam. Na pewno nie jest to film porywający, ale miłośnikom małż i owoców morza na pewno się spodoba.

Drugi z filmów to "Historia ruchu Slow Food". Przyznam szczerze, że bardzo na ten film czekałam. Jestem członkiem Slow Food już od jakiegoś czasu i poznanie genezy tej organizacji wydało mi się niezmiernie istotne. Film prezentuję sylwetkę Carlo Petrini oraz jego przyjaciół, znajomych, dzięki którym powstała ta wspaniała organizacja. Dla mnie bardzo interesująca była bogata biografia Carla Petriniego, jego zainteresowania, entuzjazm, pozytywna energia i zaangażowanie. Nic dziwnego że Carlito pociągnął za sobą takie tłumy.
Do tego mogłam odświeżyć swoje włoskie wspomnienia... Widziałam miasteczko Alba ze wspaniałym festiwalem wina, Bra, Turyn i genialne centrum handlowe Eataly. Byłam tam kilka razy, w zasadzie tylko po to by przechadzać się między półkami, podziwiać, wąchać próbować... Pamiętam te wiszące szynki, leżakujące sery i wina, wybór owoców morza, warzyw i owoców. Szkoda, że w tamtym czasie jako biedny student nie mogłam sobie na nic pozwolić. Ale już sama przechadzka wywarła na mnie olbrzymie wrażenie.
Po filmie odbyła się debata, której nie chce mi się komentować, Jej poziom niestety był bardzo niski... jedynym wnioskiem jaki z niej wyciągnęliśmy, to fakt, że film nie przekazał w pełni idei Slow Food osobom, które jeszcze nic o nim nie wiedzieli. Mam nadzieję, że zainteresował ich na tyle by poszukać więcej informacji w internecie, czy w trakcie Slow Foodowych wydarzeń.

We Włoszech właśnie po raz pierwszy jadłam szparagi. Razem z moim erazmusowym przyjacielem kupowaliśmy śliczne szparagi na targu porta Palazzo a później on uczył mnie jak je przygotowywać. To były piękne dni.

Najprostszy sposób na szparagi to grillowanie. Co prawda nigdy nie próbowałam szparagów z grilla węglowego, jedynie z patelni grillowej, ale obie wersje na pewno są równie dobre.



Szparagi z grilla

Wybieramy jak najcieńsze zielone szparagi. Myjemy je, osuszamy i odłamujemy zdrewniałe końcówki. Skrapiamy patelnię grillową kilkoma kroplami oliwy, dobrze ją rozgrzewamy i układamy na niej szparagi.
Grillujemy, poruszając kilkakrotnie patelnią, by szparagi się po niej przeturlały. Cały proces nie trwa więcej niż 5 minut. Szparagi są chrupiące, lekko skarmelizowane, cieplutkie i pyszne.

Ja dzisiaj moje szparagi zjadłam z wędzonym na zimno łososiem, posiekanym estragonem, koperkiem i kilkoma kroplami soku z cytryny. Obok pojawiła się czubata łyżką gęstego jogurtu. Niebo w gębie.

Smacznego!

środa, 15 maja 2013

Szparagi na parze w sosie koperkowo musztardowym.

Długo nic nie pisałam. Dlaczego? Jest we mnie jakaś wewnętrzna walka.
Są dni pełne zwątpienia
Są dni kiedy nic się nie chce.
Są tygodnie wypełnione zadaniami, a jednak jakby ubogie.
Są chwile cudowne, ale tak ulotne i szybko przemijające.
Jest czas, który potrzebujemy by wszystko sobie przemyśleć i poukładać.
A plany, pragnienia, marzenia? Chciałoby się by spełniały się jak najszybciej, najlepiej już, zaraz, a im wcale niespieszno.
Są dni kiedy brak wiary, cierpliwości i sił.
Są chwile pełne nerwów, niepewności, złości, gdy chciałoby się wszystko rzucić.
A inne gdy miłość, przyjaźń i wiara dają silnego kopa naprzód.
Byłoby dobrze, gdyby te uczucia, emocje nie targały mną bezustannie.

Póki co nie daję się zwariować, ale nie jest mi lekko.
Staram się cieszyć małymi przyjemnościami.



Bardzo lubię szparagi. Zawsze na nie niecierpliwie czekam, a sezon na nie trwa tak krótko... w końcu pojawiły się śliczne pęczki szparagów pod Halą Mirowską. Te zielone cuda są nie tylko przepyszne ale i bardzo zdrowe. Zawierają mnóstwo białka, błonnika, witamin i mikroelementów a do tego są lekkostrawne i niskokaloryczne. Prawdziwa bomba smaków i wartości zbawiennych dla organizmu.

Ostatnio dużo pracuję w naszym ogrodzie. Ważne jest dla mnie przygotowanie zdrowego, lekkiego posiłku w tempie ekspresowym, bo najchętniej pożarłabym lodówkę wraz z żarówką. Stwierdziłam, że mój ulubiony, prosty sosik musztardowy z dużą ilością koperku będzie idealnie grał ze szparagami. A oto rezultaty...



Szparagi na parze w sosie koperkowo-musztardowym

dla 2 osób

ok 15 sztuk szparagów

2 łyżki musztardy dijon lub ziarnistej francuskiej
2 łyżki octu z białego wina
2 lyżki siekanego świerzego koperku
1 łyżeczka miodu
Dobra oliwa z oliwek Extra Virgin (ok 1/2 szklanki)

Szparagi myjemy i odłamujemy zdrewniałe końcówki. Następnie przełamujemy je na pół i układamy w koszyku do gotowania na parze.
Gotujemy przez ok 5 minut od momentu  gdy woda zawrze.

W tym czasie mieszamy wszystkie składniki sosu oprócz oliwy. Powoli dolewamy oliwę intensywnie ubijając sosik widelcem aż uzyskamy kremową strukturę i odpowiadający nam smak. Ja lubię żeby był ostry, więc nie daję dużo oliwy. Ale kto woli kremowe, delikatne sosy, może dodać więcej tłuszczu. Trzeba próbować.

Na talerze wylewamy po łyżce sosu. Na nim układamy szparagi i polewamy druga czubatą łyżką.

Szparagi świetnie będą pasować jako przystawka albo towarzysz delikatnej ryby, czy też jajka.

Smacznego!

Z pozdrowieniami dla E.E.E.E :)

piątek, 8 marca 2013

Tarta razowa z wędzonym pstrągiem z Kalinówki

Dziś kolejna propozycja kulinarna związana z LeTargiem i z wędzonym pstrągiem z gospodarstwa Kalinówka Wzgórza Dylewskie. Choć akurat w weekend nie mogłam się udać na Saską Kępę, bo spędzałam czas w innym równie przyjemnym i smakowitym miejscu, to pstrąga zdobyłam. Zaraziłam mojego kochanego brata zakupami na LeTargu i dzięki niemu mam rybkę i jogurciki.

Właściciele Kalinówki sami o sobie piszą że mieszkają w krainie slow food, slow time i slow life. Mam nadzieję, że będę mogła ich kiedyś odwiedzić i poczuć zapach dochodzący z wędzarni, spróbować przygotowanych przez panią domu winniczków i oddychać świeżym mazurskim powietrzem. Fajnie  byłoby spędzić wakacje w poszukiwaniu wspaniałych polskich smaków i znakomitych produktów, móc rozmawiać o magii prawdziwego jedzenia.

Inspiracja do przepisu pochodzi z książki "Tarteletki i tarty" Sarah Banbery.




Tarta razowa z wędzonym pstrągiem.
(4-5 porcji)

100 g maki pszennej białej
150 g maki pszennej pełnoziarnistej
100 g masła
1 żółtko
1 łyżka curry (opcjonalnie)
szczypta soli
zimna woda (ok 50-70 ml)

200 g mięsa wędzonego pstrąga
200 ml mleka
1 jajko
1 białko (pozostałe z ciasta)
1 dymka ze szczypiorem
50 g dobrego wyrazistego sera (użyłam Salami z papryką od spółdzielni "Skaryszewy")
20 g masła
20 g mąki
gałka muszkatołowa
pieprz



Przygotowanie spodu:

Mąki mieszamy z solą i przyprawą, dorzucamy schłodzone masło pokrojone na małe cząstki.Z pomocą szpatułki, noża lub rękoma rozcieramy masło w mące do konsystencji kruszonki. Dodajemy żółtko i stopniowo dolewamy zimną wodę zagniatając gładkie ciasto. Dodajemy tyle wody by masa się nie kruszyła ani nie kleiła do rąk.
Ciastem wykładamy formę do tarty z wysokim brzegiem. Wnętrze wykładamy papierem do pieczenia i obciążamy go fasolkami. Wstawiamy do lodówki na 30 minut.

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st C. i pieczemy spód przez 12 minut. Po tym czasie zdejmujemy papier z fasolkami i podpiekamy kolejne 5 minut.



Przygotowanie farszu:

Pstrąga dzielimy na małe kawałki dokładnie usuwając ości.
W rondelku na małym ogniu rozpuszczamy masło i przez 2 minuty przesmażamy na nim mąkę. Dolewamy do nich mleko stale mieszając by nie powstały gródki, zagotowujemy i zestawiamy z ognia. Do beszamelu wrzucamy pstrąga, posiekaną szalotkę ze szczypiorem, doprawiamy gałką muszkatołową i pieprzem. Dodajemy żółtka i starty ser, odstawiamy by  farsz trochę ostygł. Białka ubijamy na sztywno i delikatnie dodajemy do farszu.
Gotowe nadzienie przekładamy na podpieczony spód i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika na 20 minut.

Tartę studzimy przynajmniej 10 minut. Możemy podawać od razu, lub odgrzewaną, wtedy jest jeszcze smaczniejsza.

Podajemy z lekką sałatką.

wtorek, 19 lutego 2013

Pasta rybna z ricotty i wędzonego pstrąga. Owoc zakupowego szaleństwa na LeTarg'u.



LeTarg.... nazwa dość przewrotna. Niby targ, ale na pewno nie taki zwykły... 
Odwiedzam go od pierwszych tygodni gdy zrodził się na warszawskiej Saskiej Kępie. 

Wkraczając w czwartek i sobotę w wąską uliczkę Królowej Aldony od razu widać, ze coś się tu dzieje, bo pełno dostawczych samochodów o różnych rejestracjach z całej Polski. Po przejściu niespełna stu metrów widzimy że zejście na podwórko i do piwnicy jednej z willi obstawione jest straganami przy których tłoczą się kupujący. Już od wejścia z szerokim uśmiechem zapraszają nas producenci wspaniałych wędlin- Dobra Kiszka i Stanisław Mądry i przesympatyczny Pan Sandacz ze świeżymi rybami. W tę sobotę dołączyli do nich kolejni dostawcy, między innymi z ekologicznymi warzywami i drobiem z wolnego wybiegu. 


Gdy wchodzimy do wnętrza "Szarej Cegły"- kawiarni, galerii, miejsca spotkań artystycznych, spotykamy kolejnych wspaniałych producentów. Jest Kaszubska Koza i Kozia Łąka ze wspaniałymi kozimi serami, pojawia się Spółdzielnia Skaryszewy z moimi ukochanymi serami dojrzewającymi - Stary Szeneker, Amber i Salami z przyprawami, obłędna Fettina i Ricotta. Ostatnio w sobotę pojawił się tez pan z serami owczymi z Ranczo Frontiera i moja kolejna miłość... Mleczna Droga... z niebiańskimi jogurtami, w tym nowym smakiem pomarańczowo imbirowym, twarogami i fetą w oliwie. Całość dopełniają chleby na zakwasie, bajeczne przetwory słodkie i wytrawne, pyszne oliwy z Krety i niesamowite daktyle od Persa i sos z orzechów włoskich. Warto jeszcze wspomnieć i świeżym mleku prosto od krowy, mleku kozim, jajkach od kur z wolnego wybiegu o naturalnych sokach i propozycji Kalinówki "Wzgórza Dylewskie" gdzie nie tylko zakupimy wędzonego pstrąga i pasztet z dziczyzny ale i wątróbkę z pstrąga w zalewie.. Jednym zdaniem dobroci co nie miara.... 


Kto czuje się przytłoczony i już zakłada, ze przepuści tam fortunę, niech się w swoich rozważaniach natychmiast zatrzyma. Wszystkie produkty, które tam kupicie przygotowane są z naturalnych składników z miłością i troską o dobry smak, dobry gatunkowo i naturalny produkt. Sprzedają tam ludzie, którzy dbają o swoje zwierzęta jak o własne dzieci, pielęgnują grządki, lub szukają sprawdzonych dostawców z doskonałym produktem. także główni organizatorzy i założyciele LeTarg wkładają mnóstwo swego czasu i energii w trosce o klientów- sympatyków- przyjaciół, którzy ich odwiedzają. Dostawca, który się u nich pojawia musi być godzien zaufania.

A co z cenami? Otóż tu was może zaskoczę, ale są na prawdę przystępne. Całego pysznego pstrąga kupiłam za 20 zł, kilogram przepysznej szynki kosztuje 35 zł, ser salami z przyprawami 26 zł/kg,  dojrzewający Szeneker 45 zł, spora paczka genialnych daktyli 15 zł, świeże mleko 4zł/litr. Droższe są jedynie szlachetne sery kozie, dojrzewające wędliny i sery, ale nie oszukujmy się- w marketach i tak zapłacimy za nie więcej!!!

Na LeTarg kupuję jedzenie po to by nim się delektować i cieszyć. Wiem, że jem coś co jest zdrowe, przygotowane z troską, z miłością i pasją. Wiem, że zwierzęta traktowane są w sposób humanitarny, warzywa i owoce nie spryskuje się pestycydami a receptury opracowuje się latami w trosce o każdy szczegół. Ponadto, mam pewność, że wspieram dobrych, polskich producentów i biznes lokalny. Jestem przekonana, że tu nikt nie będzie próbował mnie oszukać a moja opinia o produkcie na prawdę się liczy. 

Z utęsknieniem czekam na wiosnę, gdy prawdopodobnie to miejsce rozwinie się jeszcze bardziej, gdy organizatorzy zaproszą do współpracy kolejnych wspaniałych hodowców, dostawców i pasjonatów zdrowego jedzenia. 

Opowiadać o LeTarg mogłabym dużo, ale nie muszę. On broni się sam.
Nie wierzycie? Sprawdźcie!
Wierzycie? Tym bardziej was tam zapraszam! 
Warto, warto, warto.

Szara Cegła, ul. Królowej Aldony 6, czwartki i soboty od 11.00 do 20.00.  Więcej informacji o tym miejscu i galerię zdjęć z poszczególnych dni znajdziecie na profilu LeTarg na Facebooku. 

Ja po sobotniej wyprawie przytachałam torby pełne pyszności. W tym znalazł się cały pstrąg wędzony na gorąco z Kalinówki i Ricotta od Spółdzielni Skaryszewy.  Połączyłam je w jedno pyszne danie na przystawkę i śniadanie. Z wędzonej ryby i serwatkowego serka powstała bowiem przepyszna pasta rybna. 
Podaję tylko składniki pasty bez konkretnych proporcji, bo każdy z was sam może skomponować sobie ulubioną pastę rybną. Moja była bajecznie pyszna.



Pasta rybna z ricotty i wędzonego pstrąga.

mięso wędzonego pstrąga
ricotta 
koperek
sól
pieprz

do podania 
świeże razowe bułeczki
roszponka
oliwa rozmarynowa

Do przygotowania pasty użyłam mniej więcej tej samej ilości wędzonego pstrąga co ricotty. Rozgniotłam je razem za pomocą widelca, doprawiłam mrożonym koperkiem, dużą ilością pieprzu i odrobiną soli. 

Pastę rozsmarowałam za świeżej bułeczce razowej i przyozdobiłam roszponką. Przed podaniem kanapeczki skropiłam oliwa rozmarynową.

Pasta rybna, to świetna propozycja zarówno na śniadanie jak i na imprezę, w formie przystawki. 

Smacznego!

czwartek, 7 lutego 2013

Pączki...a jednak, ale odchudzone, dyniowe i bez masła.

Planowałam podzielić się z wami innym przepisem, ale pączki jakie wyczarowałam z okazji Tłustego Czwartku okazały się najlepsze jakie jadłam. Cieszy mnie to tym bardziej, że proporcje składników skomponowałam samodzielnie w oparciu o wiele pączkowych przepisów. Priorytetem było zastąpienie żółtek musem dyniowym, a i masło jakoś chciałam ominąć i tak powstały moje dyniowe pączusie.

W przeszłości często buntowałam się przeciwko tradycji Tłustego Czwartku. Pamiętam takie lata, gdy specjalnie w ten dzień organizowałam sobie prawie-głodówkę, to znaczy zjadałam jeden niewielki posiłek w okolicach obiadu, a słodkości omijałam wielki łukiem. Dawało mi to satysfakcję, poczucie zwycięstwa nad kaloriami. Dochodzi do tego fakt, że nigdy się w pączkach nie kochałam. W drożdżówkach, preclach i faworkach owszem, ale w pączkach niekoniecznie. Za to mój ukochany pączki uwielbia. Odkąd jesteśmy razem i sobie pomieszkujemy, usmażyłam ich już paręnaście tuzinów i w pewnym sensie trochę je polubiłam, bo jak by nie było, dobrze mi się kojarzą :)

Najlepsze pączki jakie jadłam w dzieciństwie to oczywiście te od Bliklego. Pamiętam te czasy gdy czekaliśmy na tatę, który w Tłusty Czwartek przywoził pyszne pączusie z niewielka ilością lukru i skórką pomarańczową na wierzchu. Dzisiaj jeśli kupuję pączki, to przeważnie z myślą o mamie. Gdy tylko jestem w okolicach warszawskiego Służewca wstępuję do małej pysznej cukierni na roku Puławskiej i Alei Lotników. Mają tam świetne mini pączusie z nadzieniem z róży. Niebo w gębie.
Tak na marginesie, to wszystkie ich wypieki są wspaniałe, a lody.... bajka, naturalne smaki i kolory, świetna kremowa konsystencja...mniam.

Wracając do pączków, to próbowałam już kilku przepisów. Nigdy nie zachęciły mnie te tradycyjne, polskie z olbrzymią liczbą żółtek. Próbowałam dwóch rodzai pączków z Moich Wypieków, jednego od Kwestii Smaku i innych znalezionych w książkach kucharskich i zagranicznych blogach. Miałam też krótką przygodę z pączkami angielskimi- z sodą zamiast drożdży, ale te chłoną za dużo tłuszczu. Muszę jeszcze kiedyś spróbować jakiegoś włoskiego przepisu na bomboloni.

Natomiast ten który prezentuję złożyłam w całość samodzielnie i jestem z niego bardzo zadowolona. Pączki są puszyste, świetnie rosną a po ugryzieniu wracają do swojego kształtu jak gąbka. Są idealne.

Do nadzienia użyłam musu jabłkowego, który zrobiłam z dzikich jabłek i skórki pomarańczowej. PYCHA!



Pączki dyniowe delikatnie odchudzone.

250 g mąki tortowej (użyłam czeskiej mąki gładkiej 00)
20 g świeżych drożdży
szczypta soli
2 łyżki cukru
1/2 szklanki mleka
1 małe jajko
3 łyżki musu dyniowego
(dynia ugotowana na parze i ugnieciona widelcem)
1/3 szklanki oliwy z oliwek
1 kieliszek spirytusu

Drożdże rozcieramy z cukrem i ciepłym mlekiem. Dodajemy 2 łyżki mąki, mieszamy dokładnie i odstawiamy rozczyn do wyrośnięcia na ok 10 minut. Już po kilku minutach powinniśmy widzieć, że się podnosi. Jeśli nic się z nim nie dzieje, prawdopodobnie nic z niego nie będzie i trzeba przygotować nowy.




Przesiewamy mąkę, dodajemy do niej jajko, mus dyniowy, sól, spirytus i dobrze wyrośnięty zaczyn. Wyrabiamy początkowo szpatułką (łyżką) do połączenia składników. Następnie zabieramy się za ręczne wyrabianie dodając po trosze oliwy. Ciasto dobrze ugniatamy i rozciągamy, by mąka uwolniła gluten i złapała dużo powietrza. Po kilku minutach ciasto powinno z łatwością odchodzić od ręki.

Uformować z niego gładką kulę i włożyć do wysmarowanej oliwą miski. Poruszając naczyniem obtoczyć kulę w oliwie i przykryć czystą ściereczką. Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia- aż podwoi objętość. Ja wstawiłam ciasto do piekarnika w którym tylko zapaliłam światło. Wyrastanie zajęło 1,5 godziny.

Z wyrośniętej kuli odrywamy około 50 g kawałki. Najlepiej wyważyć sobie jedną kulkę ciasta, a później już będziemy wiedzieć jak dużą porcję ciasta oderwać. 




Ciasto lekko rozciągamy w rękach i zawijamy pod spód, powtarzając to kilka razy. Tak powstałą kulkę lekko spłaszczamy i układamy na papierze/macie/desce posypanej mąką. Znów odstawiamy do wyrośnięcia, aż pączki dobrze się napuszą. W moim przypadku trwało to 30 minut.

Pączki smażę we frytkownicy na oleju rozgrzanym do 170 st C po około 3 minuty z każdej strony.




Ważne by pączki wkładać do tłuszczu odwrotnie niż wyrastały, czyli wyrośniętą częścią do spodu. Wtedy druga część kulki też ma szansę urosnąć. 




Po wyjęciu z frytkownicy odsączam pączki na papierowym ręczniku. Następnie obtaczam je w cukrze wymieszanym z cynamonem. Już teraz są pyszne ale możemy je jeszcze nadziać.




W bok pączka wbijamy patyczek i delikatnie nim poruszmy by zrobić troszkę miejsca na nadzienie. Przy pomocy szprycy wypełniamy pączek konfiturą, musem owocowym lub kremem.




Smacznego!

wtorek, 29 stycznia 2013

Quesadilla z halloumi i warzywami. Kilka słów o Kooperatywie Spożywczej

Niedawno dołączyłam do nowej Kooperatywy Spożywczej 'Kup Pan Cegłę". Działa ona w Warszawie jednocząc miłośników dobrego jedzenia z pewnego źródła. Dzięki takiej formie zakupów w naszej kuchni pojawiają się dobre produkty, które powstają z pasją, z dbałością o naturalność i wyśmienity smak.

Takie zamówienie ma swojego opiekuna, który kontaktuje się z producentem, dba o dostawę i odbiór produktów. Tydzień temu zamówiłam dla siebie cypryjskie sery. Od razu zainteresował mnie ser halloumi, którego próbowałam jakiś czas temu na stoisku ambasady Cypru. Jego cena w sklepie jest jednak dla mnie za wysoka. Ser, który zamówiliśmy wyprodukował Cypryjczyk mieszkający w Polsce. Jego Halloumi smakuje wyśmienicie, ma gładki sprężysty miąższ. Idealnie nadaje się do grillowania lub do dań w zastępstwie mozzarelli. Jeśli jeszcze kiedyś będziemy zamawiać  jego produkty to na pewno spróbuję także innych serów. już się nie mogę doczekać.



Sama będę miała mały wkład w życie naszej kooperatywy, bo jutro będę sprzedawać jabłuszka z mojego rodzinnego sadu. Mogę zagwarantować, że nie były pryskane żadną chemią, są pyszne, jędrne i wręcz idealne na przekąskę i sok. Mam nadzieję, że będą wszystkim smakować.

Mój halloumi przygotowałam dziś z warzywami jako farsz do naleśników. Zainspirowała mnie meksykańska Quesadilla. To pewnie jeszcze pozostałość warsztatów kuchni meksykańskiej :) Takie danie świetnie nadaje się na brunch, lunch, obiad lub jako przystawka i przekąska na imprezy. Daje się łatwo modyfikować, jest zarazem chrupka ale i mięciutka i ciągnąca. Pychota.




Quesadilla (czyli naleśniki kukurydziane) z halloumi i warzywam.

Składniki na 1 talerz

2 naleśniki kukurydziane
(przygotowane jak zwykłe, z 1/2 mąki pszennej i 1/2 mąki kukurydzianej)

ok. 150 g sera halloumi
5-6 pieczarek
1/2 cebuli
1 łodyżka selera naciowego
1/4 papryki świeżej lub marynowanej
sól/ pieprz

1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżka chrzanu
1 łyżeczka majonezu
1 łyżka koperku
1 łyżeczka ulubionych ziół

radicchio lub ruccola
dowolne kiełki
chilli w platkach
kilka łyżek prażonych ziaren słonecznika i dyni

oliwa z oliwek



Pieczarki kroimy w półplasterki a cebulę w piórka i podsmażamy je na kilku łyżkach oliwy z dodatkiem soli i pieprzu. Seler naciowy i papryczkę kroimy na male kawałki a Halloumi  na ok 1 cm plastry.

W jednym pojemniczku mieszamy jogurt z chrzanem majonezem, ziołami i koperkiem. Ewentualnie doprawiamy solą.

Haloumi smażymy na patelni grillowej w sumie ok 8 minut, przewracając go kilka razy. Zdejmujemy ser i na tej samej patelni podsmażamy naleśnika z jednej strony, dobrze go dociskając na przykład pokrywką. To samo powtarzamy z drugim naleśnikiem. Gdy już się zarumieni i stanie się bardziej kruchy, smarujemy go sosem jogurtowym, na wierzchu układamy przygotowane warzywa oraz ser i przykrywamy drugim naleśnikiem.  Znów dobrze dociskamy i smażymy przez ok 4 minuty.

Quesadilla przekładamy na duży talerz i kroimy na krzyż na 4 części.  Wierzch każdej z nich dekorujemy sałatą i kiełkami, skrapiamy oliwą, posypujemy prażonymi pestkami i chilli. Quesadilla możemy podawać z ostrym sosem chilli, sokiem z cytryny, tabasco lub dodatkowa porcją sosu jogurtowego.

Warzywa można zmieniać do woli według upodobań i fantazji

Smacznego!

czwartek, 24 stycznia 2013

Te Maki i Warsztaty w Izumi Sushi z warszawskimi blogerami

Ostatnia sobota rozpoczęła się dla mnie magicznie i smakowicie.
Skorzystałam z zaproszenia Alicji i Alona Than dla warszawskich blogerów kulinarnych na warsztaty w Izumi Sushi.


Przedzierałam się przez śniegi i mrozy po czym od samego wejścia w ulicę Biały Kamień poczułam, że przeniosłam się w inny świat. Wnętrze restauracji wygląda jak oranżeria o olbrzymich oknach, palmach i roślinach tropikalnych. Idealnie komponują się w niej proste, eleganckie stoły i idealnie pasujące krzesła i obrusy. Stolików dla gości jest wiele i każdy może w tej restauracji znaleźć swój zakątek. Moją uwagę szczególnie zwróciły miejsca na balkonach naokoło palm oraz fotele przy barze o pięknym fioletowym  kolorze. Ale tutaj magia dopiero się zaczęła.

Po kilku łykach dobrej zielonej herbaty, zapoznaniu się z gospodarzami i zajęciu stanowisk, przystąpiliśmy do pracy. Zaczęliśmy od przygotowania japońskiego omletu. Nie jest to prosta sprawa i wymaga sporo wprawy. Nasz Sushi Master, Alon, ma już wieloletnie doświadczenie w smażeniu Tamago i pokazał nam kilka przydatnych sztuczek, ale tylko wprawa czyni mistrza, więc czeka nas jeszcze wiele ćwiczeń. :)

Sushi z Tamago to bardzo proste i pożywne danie. Kulkę ugotowanego ryżu do sushi przykrywa się plastrem japońskiego omletu i owija paseczkiem z alg morskich, by całą konstrukcję utrzymał i tyle. Proste i pyszne. Omlet przygotowuje się z jajek roztrzepanych z dodatkiem soli, cukru i słodkiego Sake.




Gotowy omlet japoński dumnie pozował do zdjęć zachwyconych blogerek :)



A tu już gotowa przekąska Sushi z Tamago. 


Oczywiście wszyscy mieliśmy możliwość popróbować swoich sił z omletem. Wersja blogerów nie była może idealna, ale smakowała tak samo pysznie. 



Kolejnym punktem sobotnich warsztatów było przygotowanie Te Maki. Dla amatorów jest to najprostsza metoda przygotowania sushi. Nie wymaga wielkiej precyzji, a daje duże możliwości do komponowania smaków według własnych upodobań.  Składnikiem bazowym Te Maki są oczywiście algi morskie i ryż. 
Dalsze dodatki zależą w dużej mierze od naszej fantazji. Z "mięsnych" składników mieliśmy do wyboru surowego łososia, tuńczyka, ikrę z łososia i kurczaka tetiyaki. (Przepis na kurczaka znajdziecie na blogu Alicji foodfashionblog.com)
Nasze Te maki zawierały również karbowaną sałatę, avocado, pora, suszone pomidory oraz ostry sos chilli, majonez japoński, wasabi i prażony sezam. 
Mistrz szybkim i sprawnym ruchem pokazał nam jak zawinąć te wszystkie pyszności z zgrabny rożek, skropił całość dobrym sosem sojowym i od razu mogliśmy popróbować jak taka przekąska smakuje. 
Muszę przyznać, że jest to przekąska doskonała. Nie tylko zawiera zdrowe mięso ryby, lub kurczaka, przyozdobione sałatą i warzywnymi dodatkami, ale zachwyca także strukturą. Rożek jest chrupiący, jak i niebiańsko delikatny, ostry i łagodny... Niebo w gębie.



Moje przykładowe kompozycje to:
Algi+ ryż+ tuńczyk+ por+ sałata+sos chilli + sos sojowy




Algi+ ryż+ ikra łososia+ sałata+ por+ wasabi+ majonez japoński








i jeszcze szczypta prażonego sezamu...


Algi+ ryż+kurczak teriyaki+ suszony pomidor+ sałata+  majonez+ sos chilli





i jeszcze kilka końcowych improwizacji z dodatkiem łososia i avocado.


Na koniec zasiedliśmy do wspólnej uczty i ciekawych, miłych rozmów. 
Było 
Uroczo
Pysznie
Zdrowo
Elegancko
Wykwintnie
po prostu wspaniale.

Jeśli będziecie chcieli spróbować wspaniałego sushi oraz innych dań kuchni japońskiej i nie tylko, to koniecznie wybierzcie się do Izumi Sushi na Placu Zbawiciela lub przy ulicy Biały Kamień, lub już niedługo w samym centrum. Szczególnie polecam Wam Biały Kamień, bo jego wnętrza na prawdę mnie zachwyciły.

Alicji i Alonowi dziękuję za  miłe spotkanie i cudownie spędzony sobotni poranek.