Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dania z ryżem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dania z ryżem. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 października 2012

Zielone risotto. Szybkie, zdrowe i dietetyczne

Ostatnie dni rozciągałam do granic możliwości. Dopiero wczoraj miałam możliwość posiedzieć i poczytać książkę, obejrzeć film. A to dzięki temu że spędziłam 4 godziny w pociągu do Zebrzydowic... Tak, tak oznacza to powrót do naszego mieszkanka w Czechach. Wiozłam ze sobą mnóstwo warzyw i owoców, a także kilka kuchennych gadżetów a do tego wiele wspomnień pięknych chwil w gronie rodziny i przyjaciół.

Jak tylko uporządkuję wszystkie myśli i zdjęcia to podzielę się relacją z kilku spotkań i przedsięwzięć w jakich brałam udział w minionym tygodniu.

Dziś korzystałam z pięknego słońca na zewnątrz i wybrałam się na dwugodzinną wycieczkę rowerową. Było ślicznie i ciepło, choć i wiatru nie brakowało. Nie ma się co oszukiwać, jesień już na dobre zawitała w nasze progi. Na drzewach wisi jeszcze mnóstwo jabłek i gruszek, a liście już przybierają przeróżne barwy. W parku pod kołami pełno kasztanów i żołędzi a na krzaczkach w lesie ostatnie jeżyny i maliny

Wczoraj po powrocie zjadłam przygotowane przez ukochanego specjalnie dla mnie naleśniczki. To już nasz zwyczaj i po 3 godzinach w pociągu już sobie o nich marzę. W domku wypiłam herbatę, obejrzałam MacGyver'a i poszłam spać. Dopiero dziś wróciłam do pitraszenia.]

Na pierwszy wspólny obiad przygotowałam szybkie risotto z brązowego ryżu z dodatkiem zielonych warzyw. Szpinak i brokuła wiozłam aż z domu (z bazarku w Pruszkowie), bo wiedziałam, że w Czechach znajdę je jedynie sprowadzane z UE. Potem upiekłam chlebek na zakwasie na jutro i mufinki pełnoziarniste z jabłkiem i cynamonem. Pracowity, ale bardzo przyjemny dzień :)

Dzisiaj 1 października. Jest to nie tylko dzień inauguracji na wszystkich uczelniach w Polsce, ale także  Światowy Dzień Wegetarianizmu, Międzynarodowy Dzień Muzyki oraz Światowy Dzień Uśmiechu.
Wegetarianizm jest mi bardzo bliski od dawna. Nie mogę powiedzieć że jestem wegetarianką, bo jem dużo ryb, owoce morza i bardzo rzadko produkty mięsne (ale już wcale nie mam na nie ochoty). Do słuchania muzyki i uśmiechania się ustawiam się pierwsza w kolejce :)
Aby celebrować dzisiejsze święta włączyłam sobie jeden z moich ulubionych teledysków i przygotowałam Wege-obiadek dla mojego Wegetarianina :)


Kate Nash "Foundation"




Zielone risotto z brązowym ryżem

składniki:
(dla 2 osób)

10 łyżek brązowego ryżu do risotto
200 g brokuła
100 g świeżego szpinaku
1/2 cebuli
1 ząbek czosnku
mały kawałek chilli
70 g fety (lub gorgonzoli)
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
1/2 szklanki mleka sojowego (lub krowiego)
ok 1 szklanka wywaru warzywnego
oliwa
sól pieprz do smaku

Na rozgrzaną oliwę wrzucamy posiekany drobno chilli, czosnek i cebulę. Podsmażamy na średnim ogniu kontrolując, by się nie przypaliły. Dorzucamy ryż i również podsmażamy ok 3 minuty- często mieszając- najlepiej podrzucając ryż na patelni. Do ryżu dodajemy następnie mleko i pozwalamy mu odparować na wolnym ogniu.

Brokuła dzielimy na małe różyczki, a jego ogonki kroimy na male kawałki. Szpinak kroimy na średniej wielkości kawałki- jeśli używamy odmiany baby- można pominąć krojenie. Fetę dzielimy na 1 cm kostki.

Do ryżu dolewamy stopniowo wywar warzywny. Po kilku minutach dorzucamy różyczki brokuła i dalej razem dusimy pod przykryciem. Kontynuując dolewanie wody i mieszanie, sprawdzamy czy ryż jest już al dente. Jeśli tak, to dorzucamy szpinak, pietruszkę i fetę. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

Po 5 minutach risotto zdejmujemy z ognia, dodajemy do niego 2 łyżki oliwy i zostawiamy na 5 minut pod przykryciem by odpoczęło.

W tym daniu fetę możemy zastąpić gorgonzolą oraz dodatkowo doprawić ulubionymi ziołami, czy większą ilością natki pietruszki.

Smacznego!

wtorek, 11 września 2012

Zdrowo nadziany patison

Jak wiecie, patisony z mojej działki zazwyczaj zbieram gdy są mniej więcej wielkości orzecha włoskiego. te podstępne male dynie, potrafią się jednak jakimś cudem przede mną schować. Wtedy w kilka dni dzielących jeden zbiór od drugiego  zwielokrotniają zwą objętość i już się nie mieszczą do słoika :) To niesamowite, jak bardzo potrafią się one schować między lub pod gałązkami. Ale to nic, wtedy mogę je wykorzystać do innych celów konsumpcyjnych.
Pamiętam rozmowę telefoniczną, jaką około rok temu prowadziłam z moją przyjaciółką. Zadzwoniła do mnie z prośbą o pomoc z takim jednym kosmitą, który do niej przyleciał. Znała go już wcześniej w wersji słoikowej, a w formie dużego statku kosmicznego także zachwycił i wylądował w koszyku z zakupami. Szkoda tylko, ze twarda była z niego sztuka i nijak nie chciał ukazać swego wnętrza. Telefon do przyjaciela, no cóż, także nie pomógł, na takiego twardziela jest tylko jedno miejsce w kuchni- na wystawie.
Mówiąc dokładniej, koleżanka zakupiła w markecie patisona dość sporej wielkości, bo stwierdziła: "a co tam, ja tez zrobię z niego coś dobrego. W końcu małżonek 'parkinsony' lubi". Zadzwoniła do mnie z desperacką prośbą o wskazówkę jak się do niego dostać, bo żaden nóż nie dawał mu rady. Odpowiedź była prosta, patison zgrywał twardziela, bo już był mocno podstarzały i na pewno nie nadawał się do zjedzenia. Odtąd mógł jedynie pełnić funkcję dekoracyjną.



Ja moje patisony zbieram gdy mają nie więcej niż 2 tygodnie. Wtedy są już odpowiednio wyrośnięte, ale ich skórka jest nadal miękka i łatwa do przekrojenia. Taką dynię można oczywiście wypełnić nadzieniem i zapiec, co zresztą uczyniłam. Polecam też frytki z patisona (oczywiście uprzednio obranego i wydrążonego), a także wersje grillowaną z ziołami. Ostatnio przygotowałam z niego także placki w towarzystwie z cukinią. Pycha.

Patison ma niewiele miąższu, ale dzięki temu nie wymaga długiego gotowania czy pieczenia. Dania z jego udziałem należą zatem do tych ekspresowych. Polecam.



Patison nadziewany brązowym ryżem z pomidorami.

Składniki

3 średniej wielkości patisony
100 g brązowego ryżu
2 pomidory (podłużne/pelati)
1/2 średniej cebuli
50 g żółtego sera (najlepiej dojrzewającego o wyrazistym smaku)
garść świeżych liści oregano
sol, pieprz do smaku
oliwa do smażenia

Gotujemy ryż według instrukcji na opakowaniu- na półtwardo.

Patisony przekrawamy w ten sposób , by odciąć z nich górną część. Będzie ona stanowić przykrywkę, czapeczkę, dla naszego nadzienia. Wydrążamy i usuwamy pestki za pomocą dużej łyżki. Następnie delikatnie zeskrobujemy miąższ patisona tak by go nie przedziurawić, oraz by została jeszcze ok 0.5 cm warstwa. Wydrążone patisony lekko solimy i pieprzymy.


Wydrążony miąższ kroimy na male kawałki.
Cebulę obieramy i drobno siekamy. Pomidory parzymy przez kilka sekund we wrzątku i zdejmujemy z nich skórkę. Wybrałam pomidory pelati- bo praktycznie nie mają pestek. Jeśli używasz zwykłe pomidory- wydrąż z nich pestki. Pomidory kroimy na ok 1 cm kawałki.  Ser ścieramy na drobnych oczkach.

Piekarnik rozgrzewamy do 200'C.
Na patelni podsmażamy cebulę, po chwili dorzucamy do niej miąższ patisona. Dusimy 3-4 minuty na małym ogniu, po czym dorzucamy pomidory. Smażymy razem aż pomidory się lekko rozpadną, dorzucamy ugotowany ryż, ser i oregano.  Zdejmujemy z ognia i doprawiamy do smaku.



Wydrążone patisony wypełniamy czubato nadzieniem i przykrywamy "daszkami". Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i zapiekamy ok 20 minut. Daszki patisona lekko się przypieką a nadzienie dobrze podgrzeje.

Takie śliczne dynie można jeść w całości ze skórką. Wyglądają dość efektownie zarówno jako samodzielna potrawa, jak i dodatek do obiadu.

Smacznego

wtorek, 28 sierpnia 2012

Owocowe Sushi Maki czyli nietypowy deser po Szkole na Widelcu

Szkoła na Widelcu wraz ze Slow Food Youth i Zielonym Jazdowem organizowali w wakacje niedzielne kursy gotowania dla dzieci. Pisałam ostatnio, że wybrałam się na spotkanie piknikowe- piątkowe i świetnie się na nim czułam, ale niedziela z dzieciakami to jeszcze inna bajka.

Jestem, jak by nie było, nauczycielką, więc temat dzieci jest mi bliski i znany. Z olbrzymim uśmiechem na twarzy patrzyłam na maluchy które w pełnym skupieniu przygotowywały sałatki z darów łąk i lasów. Najpierw wykazały się  swoją wiedzą na temat roślinek, które możemy znaleźć w lesie i zjeść. Mogły posmakować malinki prosto z lasu, napić się soku z brzozy i zobaczyć jak wyglądają boczniaki. Te maluchy oczywiście już same mogły pochwalić się nie lada wiedzą na temat przechowywania i przetwarzania owoców. Ale dla wszystkich nowością była przygotowana  własnoręcznie sałatka z surowego kalafiora. Każdy z nich dostał własny fartuszek, deseczkę nożyk i miseczki oraz podstawowe składniki, które lądowały w dużej wspólnej misie.

 Podziwiałam zwinne ręce jednego z chłopców- ok 7 latka który zwinnymi rączkami rwał na różyczki kalafiora, obierał i kroił pieczarkę, a także ścierał czosnek. Za każdym razem, gdy przechodził do następnego składnika, czyścił sobie deseczkę za pomocą noża, zgarniając małe resztki. A gdy pokazałam mu trick na zgniatanie czosnku- by było go łatwiej posiekać, wykonał go po prostu po mistrzowsku... To jeszcze nie wszystko. W zasadzie każdy z uczestników (także obserwujący rodzice) wcinał ze smakiem własnoręcznie przygotowaną sałatkę warzywną. To świadczy o tym o ile lepiej pobudza apetyt małego szkraba jedzenie, które sam może przygotować. Myślę, że takie dziecięce gotowanie i próbowanie wszystkich możliwych potraw jest dla dzieciaków niesamowicie ważne już od pierwszych lat życia. Na początku to mogą być owoce drewniane, plastikowe, którymi dziecko się bawi. Ale oprócz tego niech trzyma w rączce to jabłuszko, tego banana i niech go sobie trochę pomiętosi i pomemła i popróbuje. Nie rozumiem, dlaczego mamy tak często uciekają się do używania przecierów ze słoika. One mają być niby zdrowsze niż takie przygotowane w domu? Nigdy w to nie uwierzę.  Kontakt ze zdrowym i pełnym smaku a nie cukru (!) jedzeniem jest szalenie istotny dla rozwoju preferencji smakowych dziecka.

W dalszej części warsztatów maluchy przygotowywały sałatkę owocową. Do wyboru mieli malinki, truskawki, borówki, porzeczki, zmieszane z twarożkiem, miodem, sokiem malinowym lub żurawinowym, listkami mięty i melisy oraz naturalną galaretką (przygotowaną w domu- bez żelatyny- z naturalnych soków) Inwencja twórcza mojego małego kolegi wzbudzała we mnie podziw. W krótkim czasie na jego talerzu powstały przynajmniej trzy kompozycje z rzeczonych składników. Jak nic rodzi się nowy talent kulinarny.
Także tym razem dzieci zaskakiwały- nie przeszkadzał im wcale kwaśny smak porzeczek, a wręcz był pożądany. Nawet ci mali kucharze, którzy na początku tego, czy tamtego nie chcieli posiadać na swoim talerzu, w końcu zjadali wszystko. Aż miło było patrzeć.

Gdy jeszcze pracowałam w szkole z własnej inicjatywy organizowałam moim dzieciakom takie mini warsztaty. Zawsze cieszyły mnie reakcje moich pierwszaków. Gdy przychodził dzień, z lekcja o gotowaniu, od rana padały pytania: "kiedy będziemy gotować?", "Możemy już wyjąć deski?", "Kiedy już będzie ta lekcja z jedzeniem?" A te rozmowy w trakcie krojenia, smarowania, dekorowania i w końcu w czasie jedzenia.... po prostu bezcenne... powinnam to zapisywać :)
A co jedliśmy? Przeróżne pasty do chleba i fantazyjne z nimi kanapki, tosty w kształcie serduszka na dzień mamy, mazurki na święta, sałatki itp. Dla mnie były to jedne z najfajniejszych dni w szkole.

Ja w domku przygotowałam za to coś zupełnie nietypowego jak na owoce. Poczułam nieodpartą chęć na sushi maki, a że w domu żadna ryba nie przebywała aktualnie w lodówce, to w obrót poszły owoce. Oczywiście wyż przygotowałam w troszkę inny sposób niż tradycyjnie, bo na słodko. Od pewnego czasu sushi to jedno z moich dań ulubionych oraz pokazowych, pewniaków na imprezy. Każdy wie, że kocham także owoce, a więc stwierdziłam, że "raz kozie śmierć" i spróbowałam zawinąć je w ryż i glony.
Dla opornych  pożeraczy glonów, wymyśliłam także wersję roladek w papierze ryżowym. Na przykład dla mojego kochanego, któremu nori źle się kojarzą, nie pytajcie dlaczego :)

A więc do dzieła! Zachęcam do spróbowania na własnym gruncie i piszcie jak wam smakowało.



Owocowe Deserowe Sushi Maki
(autor. Monika Bukowska)


1 szklanka ryżu do sushi
4 łyżeczki octu ryżowego
3 łyżeczki cukru
4 łyżeczki syropu z dzikiego bzu
skórka otarta z 1 cytryny

1 nektarynka
1 małe kwaskowe jabłko
1 kiwi
1 kawałek arbuza


3-4  arkusze nori (lub kilka płatów papieru ryżowego)
Miód (lub syrop z agavy)

1 szklanka mrozonej czarnej porzeczki (lub jagody)
2 łyżki brązowego cukru

Ryż płuczemy na sicie zimną wodą, następnie w miseczce moczymy przez 20 minut w świeżej wodzie. Odcedzamy i gotujemy w 1 szklance wrzątku. Zagotowujemy i trzymamy przez 3 minuty na ogniu, często mieszając. Zmniejszamy ogień do minimum i trzymamy na ogniu pod przykryciem przez ok 10 minu, także ciężko mieszając. Wyłączamy ogień i odstawiamy na 15 minut pod przykryciem.

Łączymy ze sobą syrop z czarnego bzu, szczyptę soli, cukier i ocet winny. Dodajemy do ryżu razem ze skórką cytrynową i mieszamy przez kilka minut przy okazji ochladzając jego ziarna.

Owoce obieramy i kroimy w słópki 0,5 cm słupki. Skraplamy je sokiem z cytryny by nie ściemniały.
Układamy Nori na macie do zawijania sushi. Na ¾ powierzchni rozsmarowujemy cienko ryż. Na jednym brzegu układamy owoce równolegle do brzegu którym będziemy zwijać sushi. Owoce można dodatkowo skropić odrobiną miodu lub syropu z agawy czy kwiatów czarnego bzu.

Chwytając za brzeg maty do zawijania zaczynamy zawijanie sushi.  Tworzymy rulonik i dobrze go dociskamy. Dalej zawijamy sushi pomagając sobie matą i znów dobrze dociskamy. Odkryty brzeg nori smarujemy odrobiną wody i dokladnie sklejamy całą roladę.

Te same czynności powtarzamy z resztą składników.
Roladki kroimy na 2 cm plastry za pomocą ostrego, zamoczonego w zimnej wodzie noża. Sushi Maki układamy na płasko na talerzu.

By przygotować sos, wrzucamy porzeczki do rondla bez wcześniejszego rozmrażania, wsypujemy cukier i dusimy na malym ogniu aż lekko zgęstnieje. Studzimy.
Owocowe sushi Maki podajemy z miodem i sosem z czarnej porzeczki.


Do wersji z papierem ryżowym owoce i ryż przygotowujemy identycznie. Arkusz papieru ryżowego moczymy przez 5 sekund w szerokiej misce z letnią wodą. Układamy papier na talerzu i układamy ryż i owoce na jednym brzegu koła, ale ok 2 cm bliżej jego środka, niż w przypadku sajgonek  Instrukcja zwijania sajgonek jest to przeważnie umieszczona na opakowaniu, ciężko ją wyjaśnić słowami.
Farsz zawijamy ściśle w papier ryżowy według instrukcji. Gotowe ruloniki od razu kroimy na 4 porcje i ustawiamy pionowo na talerzu. Podajemy podobnie jak sushi maki z sosem i miodem.

Smacznego!

sobota, 25 sierpnia 2012

Nadziewana papryka z brązowym ryżem, czyli mania nadziewania

Wróciłam do domu. Znów pospacerowałam po ogrodzie i zebrałam to i tamto na śniadanko, obiad, kolację... Z niecierpliwością czekałam na dynie, które w lipcu zostawiłam malutkie i zielone na krzaczkach. Ucieszyłam się niezmiernie, gdy zerwałam, zaprowadziłam do domu, pokroiłam i ugotowałam na parze moją nową przyjaciółkę. Poezja... Jest to dynia piżmowa czyli Butternut Squash- taka jaką znajdujemy w wielu brytyjskich przepisach. Obrodziła przepięknie, więc czuję, ze będzie dużo dyniowych przepisów. Obok jeszcze rosną patisonki, cukinie i ogóreczki.... a więc kolejna dawka przetworów przede mną.

Na krzakach obok dojrzewają jeszcze ostatnie borówki, maliny czerwienią się pełnią chwały, oraz czekające już na mnie kilogramy aronii. Ach już się cieszę :) Póki co zaprezentuję przepis, który powstał jeszcze w Roznovie. Jest on wyrazem mojej pasji do nadziewania warzyw. Do tego celu nie używam mięsa, ale znów- warzyw i kasz lub ryżu. Tak na prawdę nafaszerować możemy przeróżne warzywka zaczynając od pomidorów, przez kalarepki, cukinie, dynie, papryki aż po kwiaty cukinii. Jako podstawę nadzienia wykorzystuję przeróżne kasze- jaglaną, kukurydzianą, kus-kus, jęczmienną, gryczaną, oraz ryż brązowy, a do tego przeróżne warzywa i przyprawy. To na prawdę fajna zabawa.
Tak dla przykładu wygląda zestaw warzyw z nadzieniem z kaszy kus-kus w moim wykonaniu:




Dziś przedstawiam przepis na nadziewaną paprykę. Ten przepis znalazł się również na stronie www.niemarnuje.pl w mojej zakładce (tu). W ten sposób wspieram akcję "NIE MARNUJ JEDZENIA. MYŚL EKOLOGICZNIE".  Jak widzicie wiele warzyw nadaje się do faszerowania, nadziewania, wszystko zależy od waszej wyobraźni. Co więcej, możecie puścić wodze fantazji i eksperymentować w przygotowywaniu farszu zużywają resztki z poprzednich posiłków. Nadają się do tego wszelkie kasze, ryż, gotowane warzywa czy kawałki mięsa, wędlin, końcówki sera. Próbujcie nadzienia, doprawiajcie go według gustu i śmiało nadziewajcie wasze warzywka :)



Papryka nadziewana brązowym ryżem
(autor.Monika Bukowska)

Składniki:
1 torebka brązowego ryżu
2 duże podłużne papryki (lub zwyklej)
½ szklanki przecieru pomidorowego
1 pomidor
½ średniej cukinii
1 średnia cebula
2-3 łyżki grubego szczypioru
1 łyżka sosu sojowego
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka przyprawy prowansalskiej
2 łyżki startego parmezanu (lub innego twardego sera- np. Bursztyn)
świeżo starty pieprz

Ryż ugotować według przepisu na opakowaniu- skracając czas gotowanie o 5 minut. Można użyć ryż, jaki pozostał z poprzedniego obiadu.
Cebulę drobno posiekać i wrzucić na patelnię na rozgrzaną oliwę. Cukinię pokroić na niewielkie kawałki i po kilki gdy cebula lekko zmięknie dorzucić na patelnię. Dusić razem przez 5 minut.

Pomidor sparzyć we wrzątku i obrać ze skóry, pokroić na małe kawałki, dorzucić na patelnię. Warzywa dusić razem przez kolejne 5 minut, po czym dolać przecier pomidorowy i wrzucić ugotowany ryż.  Całość podsmażać przez kilka minut aż wyparuje nadmiar płynu a warzywa i ryż lekko  zmiękną. Zdejmujemy z ognia, dodajemy starty parmezan, zioła i pieprz do smaku.

Podłużną paprykę przekroić wzdłuż, wydrążyć gniazdo nasienne i wyciąć białe błonki. Jeśli używamy zwykłej papryki- odcinamy „daszek” i również pozbawiamy pestek i białych błonek.
Paprykę wypełniamy nadzieniem, układamy na blaszce do pieczenia i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200’C. Pieczemy przez ok 20 minut, aż skórka papryki lekko się zbrązowi.



Danie można podać jako przystawkę, lub jako dodatek do dania głównego.

Smacznego!

wtorek, 17 lipca 2012

Wegetariańskie Jalfrezi Curry z przepisu Jamiego Oliver'a

Dziś kolejna odsłona przepisów Jamiego Oliver'a. Jalfrezi Curry pochodzi z książki "Ministry of Food" (Każdy może gotować) i jest następną propozycją na indyjska potrawę. Pastę Jalfrezi przygotowałam  również według przepisu z tej książki. Wydaje mi się, że tą pastę można kupić w sklepach w stylu "Kuchnie Świata" lub dobrze wyposażonych marketach, aczkolwiek nigdy nie szukałam. W moim miejscowym  ekologicznym sklepie widziałam jedynie pasty curry- wg kolorów- zielona, czerwona, żółta. Zawsze staram się przygotować różne sosy, pasty itp samodzielnie, więc także tym razem bawiłam się w ugniatanie składników w moździerzu.

Ministry of Food to nie tylko świetna książka ale także nazwa fundacji- której misją jest uczenie ludzi jak zdrowo gotować i jeść. Idea tego przedsięwzięcia oparta jest na programie, który był wprowadzony w Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej. W tamtym czasie uczono Anglików jak przygotować potrawy "z niczego", bo jak się można łatwo domyślić, zapasy jedzenia były znikome. W dzisiejszych czasach program ten skierowany jest do ludzi otyłych, odżywiających się gotowymi daniami. Ich jedzenie wędruje jedynie z zamrażalnika do mikrofalówki... dla mnie straszna rzecz. Wiele współczesnych chorób cywilizacyjnych spowodowana jest właśnie niezdrowym trybem życia- kiepskim jedzeniem, brakiem ruchu, używkami.
Jamie zaczynając na własnym gruncie i zachęcając dalej ludzi z całego świata chce nauczyć opornych tłuścioszków i nie tylko jak gotować. Idea jest prosta: "pass it on", każdy powinien znać kilka podstawowych przepisów- np na prosty makaron czy ryż z sosem, mięso przygotowane w zdrowy sposób oraz proste warzywne dodatki- sałatki, tradycyjne gotowane warzywa. Gdy dany uczeń zdobędzie taką wiedzę, może ją później poszerzać i urozmaicać, przy odrobinie chęci i fantazji, ale to jeszcze nie koniec. Tan, kto umie już ugotować coś smacznego powinien na przykład zaprosić do domu swoich przyjaciół i zaprezentować im przygotowanie danej potrawy na swój sposób. Taki łańcuszek powinien iść dalej i dalej... i dalej.

Myślę, ze my- osoby blogujące- poniekąd realizujemy te inicjatywę, bo dzielimy się przepisami na proste dania. Jeśli dołączymy do tego kulinarne spotkania z przyjaciółmi- czy zabawy z dziećmi to już mamy ministerstwo żywności w naszym własnym domu. Czy to nie jest piękne?

Niesamowity jest fakt, że wiele osób, które w ten sposób uczą się gotowania, nagle odkrywa, że rzeczywiście potrafi przygotować coś smacznego. Tu zaczyna się wiara we własne możliwości i niesamowita satysfakcja. Obejrzyjcie reakcję brytyjskiego górnika, gdy usmażył swojego pierwszego w życiu steak'a :)
http://www.youtube.com/watch?v=7EPOmbKev6Y
Oraz ten sam facet, po pewnym czasie- gotujący kolację dla Jamiego we własnym domu (od 3:30 minuty filmiku) http://www.youtube.com/watch?v=YHiU65F0Ebw&feature=relmfu

Marzy mi się, by kiedyś w szkołach wprowadzono prawdziwe zajęcia z przygotowywania zdrowego i smacznego jedzenia. Cudownie by było, gdyby znalazły się także środki na szkolenia dla dorosłych- np ze środowisk o niskim statusie społecznym, młodych matek itp. jestem wtedy pierwszą osobą, która stanie przy kuchennym blacie i będzie przekazywać wszystko co potrafi.

Dzisiaj jeszcze jedynie przepis z opisem- w dwóch wersjach językowych.


Jalfrezi paste
2 cloves of garlic
a thumb sized piece of fresh root ginger
1 teaspoom tumeric
1/2 teaspoon sea salt
2 tablespoon groundnut oil
2 tablespoon tomato puree
1 fresh green chilli
a small bunch of fresh coriander
Spices for toasting:
2 tablespoons cumin seeds
1 teaspoon brown mustard seeds
1 teaspoon fenugreek seeds
1 teaspoon coriander seeds

Peel the garlic and ginger. Put a frying pan on a medium high heat and add the spices for toasting to the dry pan. Lightly toast them for a few minutes until golden brown and smelling delicious. Then remove the pan from the heat. Add the toasted spices to a pestle  and mortar and grind antil fine, or put them into a food procesor and whiz to a powder. Either way, when you've ground them whiz the toasted spices in a food processor with the rest of the ingredients until you have a smooth paste.


Vegetable Jalarezi
serves 8

1 medium onion
1 fresh red chilli
a thumb sized piece of fresh root ginger
2 cloves of garlic
a small bunch of fresh coriander
2 red peppers
3 ripe tomatoes
1 small butternut squash
1x 400g tin of chickpeas
groundnut or vegetable oil
a knob of butter
140 g of jalfrezi paste
1x 400g tin of chopped tomatoes
 4 tablespoons balsamic vinegar
sea salt and freshly ground black pepper
2 lemons
200 g natural jogurt

To prepare your curry
Peel, halve and roughly chop your onion. Finely slice the chilli. peel and finely slice the ginger and garlic. Pick the coriander leaves and finely chop the stalks. Halve, deseed and roughly chop peppers. Break green leaves of the cauliflower and discard. Break the cauliflower into florets and roughly chop the steam. Quarter the tomatowes. Carefully kalve the butternut squash, then scoop out seeds with a spoon and discard. Slice the squash into inch-size wedges, leaving the peel on but removing any thick skin, then rughly chop into smaller pieces. Drain the chickpeas.

To cook your curry
Put a large casserole-type pan ona amedium to high heat and add couple of lugs of oil and the butter. Add the onions, chilli, ginger, garlic and coriander stalks and cook for 10 minutes, until soften and golden. Add the peppers, butternut squash, drained chickpeas and jalfrezi paste. Stir welle to coat everything with the paste. Add the cauliflower, the fresh and tinned tomatoes and vinegar. Fill the two empty tins with water, pour into the pan and stir again. Bring to boil, then turn the heat down and simmer for 45 minutes with the lid on. Check the curry regurarly to make shure it's not drying out, and add extra water if necessary. When the weg are tender, taste and add salt and pepper - please season carefully- and a squeeze of lemon juice.

To serve your curry
eliscious with pappadums and any of flufy rice and with a few spoonfuls of natural jogurt, a sprinkle of coriander leaves and a few lemon wedges for squeezing over.
 


Pasta Jalfrezi Curry
2 ząbki czosnku
kawałek korzenia imbiru wielkości kciuka
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki soli morskiej
2 łyżki oleju z orzeszków ziemnych(lub roślinnego)
2 łyżki przecieru pomidorowego
1 świeże zielone chilli
mały pęczek kolendry
Przyprawy do uprażenia:
2 łyżeczki kminku
1 łyżeczka ziaren czarnej gorczycy
1 łyżeczka ziaren kozieradki (pominęłam)
1 łyżeczka ziaren kolendry

Pastę przygotowałam w moździerzu, można także do tego użyć malaksera.
Obrać i drobno pokroić czosnek i imbir. Na rozgrzaną patelnię wrzucić przyprawy i podrzucając prażyć przez kilka minut, aż będą lekko brązowe i pachnące. Przyprawy wrzucić do moździerza dodać resztę składników i ucierać dokładnie aż powstanie gładka pasta.



Wegetariańskie Jalfrezi Curry

(dla 8 osób)
1 średnia cebula
1 świeże czerwone chilli
korzeń imbiru wielkości kciuka
2 ząbki czosnku
mały pęczek kolendry
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
1 kalafior
1 średnia cukinia
3 pomidory bez skórki
1 puszka cieciorki
olej roślinny
140 g pasty jalfrezi
1 puszka pomidorów w kawalkach
4 łyżki octu balsamicznego
sol morska i świeżo zmielony pieprz
2 cytryny
200 g naturalnego jogurtu

2 szklanki ryżu basmati

Cebulę, czosnek i imbir obieramy i drobno siekamy. Papryki pozbawiamy pestek i kroimy w dowolne kawałki. Pomidory obieramy ze skórki, pozbawiamy pestek i również kroimy na kawałki. Cukinia- jeśli jest młoda i ma miękką skórkę- nie trzeba jej obierać ani pozbawiać pestek. Jeśli używacie dużej i starszej cukinie, trzeba będzie ją obrać i przy pomocy łyżeczki usunąć wnętrze z pestkami. Odcedzamy cieciorkę, chilli drobno kroimy. Kalafior pozbawiamy liści i łodygi, dzielimy na różyczki. Z kolendry odrywamy listki a łodyżki drobno kroimy.

Na dużej patelni rozgrzewamy chlust oleju, na którym podsmażamy cebulę, chilli, imbir, czosnek i łodygi kolendry. Podsmażamy aż będą miękkie i lekko brązowe. Dodajemy cukinię, papryki, cieciorkę i pastę jalfrezi. Mieszamy dokładnie by całość pokryła się pastą. Dodajemy kalafior, pomidory świeże i z puszki, ocet i wodę o objętości dwóch puszek po pomidorach. Doprowadzamy do wrzenia, przykrywamy i dusimy na średnim ogniu aż warzywa będą miękkie. według Jamiego- 45 minut, moje były dobre po 25 minutach.
Sprawdzamy co pewien czas czy curry ma wystarczająco dużo wody. Jeśli już całkiem znikła, trzeba jej trochę dolać, by całość się nie przypaliła.

Ryż płuczemy na sicie. Zagotowujemy 1 litr wody, solimy i wrzucamy do niego ryż. Od momentu gdy całość znów się zagotuje, trzymamy na ogniu przez 5 minut. następnie zdejmujemy z ognia i odstawiamy na 15 minut by ryż napęczniał. Będzie on bardzo sypki al dente.

Przed podaniem curry doprawiamy, jeśli tego potrzebuje, dorzucamy porwane liście kolendry i skrapiamy sokiem z cytryny. Podajemy z ryżem, który także można skropić odrobiną soku z cytryny, z cząstkami cytryny i naturalnym jogurtem w oddzielnym naczyniu.

Ilość składników można zmniejszyć, lub nadmiar zamrozić.
Warzywa w tym curry można oczywiście zmieniać- proponuję na przykład bakłażan, seler naciowy, fenkuł, brokuł, szpinak (wtedy wrzucamy go na ostatnie kilka minut).

środa, 13 czerwca 2012

Risotto kalafiorowe w dwóch odsłonach.

 Květák, cauliflower, cavolfiore, coliflor... Jak go zwal tak go zwał, ale chodzi oczywiście o kalafior.
Uwielbiam jego smak, obojętne czy pojawia się pod postacią kremowej zupy, czy na sposób polski- podawany z zasmażką z bułki tartej z masełkiem, czy też jest zapieczony z serem lub beszamelem. Po prostu jest pyszny. W Czechach przeważnie występuje w wersji w obalu- czyli w panierce, smażony na głębokim tłuszczu. No cóż nasi sąsiedzi wiedzą jak zrobić z warzywa bombę kaloryczną... Ale powiem wam, że nawet w takiej formie przypadł mi do gustu.
Kalafior oprócz walorów smakowych zawiera także mnóstwo składników odżywczych i witamin, a do tego jest bardzo niskokaloryczny. Jednym słowem posiada same zalety. Przez pewien czas panowała nawet moda by kalafior używać jako element bukietu. Moim zdaniem mógłby nawet tworzyć oryginalną wiązankę ślubną.

Marzy mi się, by kiedyś wyhodować kilka kalafiorów na własnej grządce, najlepiej w różnych kolorach. Jadłam już kalafiora fioletowego i zielonego ze strzelistymi różyczkami, nie próbowałam jeszcze odmiany żółtej. Swoją drogą, szkoda że tak rzadko możemy na bazarach spotkać kalafiory kolorowe. Z autopsji wiem, że kupujący boją się próbować nowości, więc takie "wynalazki" gorzej się sprzedają.  Ja należę do osób, które wręcz polują na wszystko co nieznane, w poszukiwaniu nowych smaków i doznań. Ostatnimi czasy muszę nawet polować na tradycyjne odmiany warzyw. Dla przykładu podam rzodkiewkę, która straciła swoją ostrość na rzecz łagodnego braku smaku. Co raz trudniej znaleźć również stare odmiany jabłek- malinówki czy kosztele. Z kolei z zazdrością patrzę na programy Jamiego Olivera w których przygotowuje różnokolorowe buraki, rzodkiewki, rzepy, cukinie czy kalafiory. W naszym ogródku pojawiają się różne odmiany dyniowatych- czyli patisony, dynie, kabaczki i cukinie we wszystkich dostępnych kolorach. Jednak nigdy nie spotkałam w warzywniaku, czy sklepie ogrodniczym kolorowych buraków. Ciekawe jak smakują...

Moja dzisiejsza kalafiorowa propozycja to risotto w dwóch możliwych wersjach. Na talerzu w zasadzie wyglądają identycznie, przygotowuje je się prawie tak samo. Jedyną różnicą jest ryż- dla siebie przygotowałam risotto z ryżu naturalnego- brązowego, a dla mojego chłopca wersję tradycyjną z ryżu arborio.

PS. Nastrojowo ciemne zdjęcie zawdzięczamy kilkugodzinnej ulewie za oknem i rozładowanej baterii w lampie :) Na pocieszenie słucham niedawno zasłyszanej i polubionej piosenki Miki Urbaniak "Pixelated"
szczerze polecam




Risotto kalafiorowe w dwóch odsłonach.

Składniki:
4 łyżki ryżu naturalnego- brązowego oraz 4 łyżki  ryżu białego do risotto (arborio)
1/2 dużego kalafiora
1 średnia cebula
1 szklanka mleka
2-3 szklanki wody
4 łyżki startego oscypka (lub parmezanu, czy innego twardego sera)
2 łyżki masła (ja użyłam masła czosnkowego)
2 łyżki sosu sojowego
pieprz do smaku
świeże posiekane zioła do podania
oliwa z oliwek lub olej do smażenia

Risotto przygotowuję w dwóch naczyniach- każdy rodzaj ryżu oddzielnie, ale kolejne kroki są identyczne.
Najpierw zaczynam przygotowywać risotto z brązowego ryżu, gdyż dłużej się on gotuje (ok 40 minut).
Ryz opłukać na sicie zimną wodą i osączyć. Cebulę drobno pokroić i połowę zeszklić na 2 łyżkach oliwy. Do cebuli wrzucić ryż i smażyć go przez chwilę aż będzie szklisty. Najlepiej w tym czasie nie mieszać go łyżką, a jedynie podrzucać na patelni. Po około 2 minutach dolać połowę mleka- czyli 1/2 szklanki.
Risotto należy mieszać raz na jakiś czas i uzupełniać płyny gdy już prawie odparują. Do ryżu dodać sos sojowy i stopniowo wlewać  wodę. Po 15 minutach do brązowego ryżu wrzucić połowę ilości kalafiora podzielonego na jak najdrobniejsze różyczki. Dalej dusić, mieszając i uzupełniając płyny aż ryz i kalafior będą miękkie. Gdy nadejdzie już ten moment, dodajemy do risotto łyżkę masła i 2 łyżki startego sera, mieszamy, doprawiamy pieprzem i ewentualnie sosem sojowym. Risotto zdejmujemy z ognia i odstawiamy na 3 minuty pod przykryciem, by smaki się przegryzły i ryż jeszcze troszkę napęczniał.

Aby przygotować risotto z tradycyjnego ryżu arborio, postępujemy identycznie, jedynie czas gotowania ulegnie zmianie. Już mniej więcej 7 minut od momentu gdy dodamy mleko do ryżu, wrzucamy do niego kalafior. Pozostałe czynności wykonujemy tak samo jak z ryżem brązowym. Czas przygotowania białego ryżu to około 20 minut (+ 3 minuty pod przykryciem)

Zarówno biały jak i brązowy ryż powinny być lekko twarde w środku- czyli al dente. Risotto dzięki dodaniu mleka, masła i sera powinno stać się lekko kremowe.

Risotto podaję posypane świeżymi ziołami .Na stole stawiam dodatkowo talerzyk z serem i tarką oraz młynek z pieprzem, by każdy mógł doprawić swoja porcję według upodobań.

Smacznego!


poniedziałek, 14 maja 2012

Risotto cytrynowe ze szparagami w 2 wersjach ( Asparagus Lemon Risotto with salmon)

Sezon na szparagi nadal trwa. To pyszne warzywo gości tak krótko na naszych stołach, że czuję potrzebę obcowania z nim jak najczęściej. Zawsze śmieszy mnie zapach jaki występuje po szparagach gdy robimy siusiu. Podobno nie wszyscy to czują, ale od wielu słyszałam, że "też tak mają". Zabawne, wtedy od razu przypomina mi się co pysznego zjadłam :) Wiem, ze to nie jest apetyczne miejsce do wspomnień, ale co tam.

Myslałam sobie o tych moich białych szparagach i wymarzyło mi się dziewiczo białe risotto z delikatnymi akcentami i delikatne w smaku. Szparagi są bardzo wdzięcznym produktem. Nie wymagają długiego gotowania, smakują wyśmienicie w wielu połączeniach a i wygląd mają reprezentacyjny. Ważne jest jedynie by były świeże i jędrne. e małe cwaniaki same dokładnie wiedzą w którym miejscu są jeszcze pyszne i chrupiące a od którego momentu są zdrewniałe i łykowate. Wystarczy takiego szparaga złapać za ciałko i ogonek i delikatnie przełamać. Powinna odłamać się ta niesmaczna końcówka. Słyszałam, że z obierek z białych szparagów i tych odrzuconych końcówek można ugotować jeszcze zupę, którą się potem przeciera przez sito, by pozbyć się niezjadliwych włókien. Ale szczerze mówiąc jeszcze nie próbowałam, więc nie będę się na ten temat wypowiadać.

Pamiętam moje pierwsze szparagowe zakupy. Było to we Włoszech na moim ukochanym Porta Palazzo w Turynie. Pomagał mi je wybierać a potem przygotowywać kolega Hiszpan. W ogóle często razem gotowaliśmy :) Ja jeszcze wtedy nie wiedziałam jak wybrać dobre szparagi, karczochy, czy owoce morza. On przyjechał za stypendium z Barcelony i miał kontakt z takimi rarytasami już od dzieciństwa. Nigdy nie zapomnę Paelli czy tortilli w jego wykonaniu...mniam
Byłam młoda i nieświadoma, że w Polsce jest tyle znakomitych upraw szparagów. Chciałabym się kiedyś wybrać na taką szparagową ucztę bezpośrednio u producenta. Wszystko przede mną :)

Moje białe szparagi (z racji, że mieszkam w Czechach) pochodzą ze słowackich Bio-upraw. Muszę je pochwalić, również były wyśmienite. Ale przejdźmy wreszcie do rzeczy. Zaprezentuję przepis na dwa sposoby. Czysto wegetariański i z łososiem.

risotto cytrynowe ze szparagami


Risotto cytrynowe ze szparagami (z łososiem lub bez)

Składniki:
(dla 2 osób)
8 łyżek  ryżu do risotto
8 sztuk białych szparagów
1/2 szklanki mleka ryżowego (lub zwykłego)
sok i skórka otarta z 1/2 cytryny
2 łyżki koperku
sól i biały pieprz
ok 1,5 szklanki wody
2 łyżki oliwy
2 łyżki masła

Do wersji z łososiem:
150 g filetu z łososia
1 szklanka bulionu warzywnego

Przygotowanie:

Na patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy do niej ryż.  Prażymy go przez kilka minut podrzucając go na patelni. Po upływie około 2 minut wlewamy mleko. Dusimy przez chwile na średnim ogniu. Gdy mleko prawie całkiem odparuje stopniowo dodajemy sól i wodę - również porcjami po 1/2 szklanki. Risotto będzie powoli wchłaniać płyny i wystarczy że raz na jakiś czas je przemieszamy i będziemy pilnować by woda nie zniknęła całkowicie.
Mamy teraz 5 minut na przygotowanie białych szparagów. Jeśli mamy cienkie i świeże szparagi wystarczy odciąć końcówki - około 1,5 cm (tak na wszelki wypadek) W innym wypadku trzeba odłamać zdrewniałą końcówkę- jak pisałam powyżej- szparag sam wie gdzie ma się złamać. Następnie obieramy je najlepiej przy pomocy dobrej obieraczki od 3/4 wysokości do końca i kroimy na 2 cm kawałki. Główki odkładamy na bok, a resztę szparagów wrzucamy do risotto.
Kontynuujemy mieszanie i dodawanie wody aż ryż będzie prawie gotowy- ale oczywiście nadal al dente. Na Ostatnie 5 minut gotowania wrzucamy główki szparagów. One gotują się najszybciej i wystarczy im kilka minut w cieple. Gdy ryż już będzie gotowy, dodajemy sok z cytryny, koperek i masło i szczyptę białego pieprzu, w razie potrzeby dosalamy, zdejmujemy z ognia, przykrywamy i odstawiamy na 5 minut.

W wersji z łososiem: świeży filet gotujemy przez około 10 minut w gorącym bulionie warzywnym. Płyn nie powinien mocno wrzeć, bo ryba się rozpadnie. Gdy łosoś jest już ścięty w środku wyjmujemy go z garnka, kruszymy na mniejsze kawałki i dodajemy do risotto w tym samym momencie co główki szparagów.

risotto cytrynowe ze szparagami i łososiem


Risotto można także przygotować na samym maśle i mleku. Będzie wtedy jeszcze bardziej kremowe.

Risotto przed podaniem posypujemy skórką otartą z cytryny.

Smacznego!
   


Asparagus Lemon Risotto with salmon (or without)
Ingredients:
(serve 2)

8 tbsp risotto rice
8 piece of white asparagus
½ glass of rice milk (or ordinary milk)
Juice and skin from ½ of lemon
2 tbsp dill
Salt and white pepper
approx 1 ½ glass of water
2 tbsp olive oil
2 tbsp butter
For salmon-version
150 g salmon filet
1 glass vegetable stock

Method:

Heat the olive in a big pan and add the rice. Fry your rice for around 2 minutes tossing it up couple of times. Then add milk turn the heat to medium level and keep stirring. Once the milk has cooked into the rice, add your first ladle of hot water and a pinch of salt. Keep adding water and stirring. Let your rice to simmer slowly, allowing each ladleful to be absorbed before adding the next.
Prepare asparagus. Pell them from ¾ of their height – leave head untouched. If your asparagus is nice and fresh you don’t have to cut off their ends but just in case I cut off 1,5 cm of hard end. Asparagus is a quite intelligent vegetable, cause it knows where to break to lose hard end. You just have to grab asparagus with two hands ant try to break it. This should break exactly in the place it stars to be hard.
So you have your asparagus peeled, and now it needs to be cut into 2 cm pieces. Leave heads aside and add the rest to the pan with risotto around 5 minutes before it is ready. Remember your risotto has to be al-dente, so do not cook it too long.
Remove risotto from the heat and add the butter, lemon juice, heads of asparagus, a pinch of white pepper and dill. Stir it, taste it, add some salt if it’s needed. Place a lid on the pan and allow to sit for 5 minutes.
For the version with salmon- take your fish and boil it in a vegetable stock on the medium heat. Once the salmon is cooked dry it from the water and brake it into small pieces. Add it to risotto the moment you add asparagus heads.
Serve your risotto on a nice plate with a sprinkle of lemon zest.

Buon Appetito!

poniedziałek, 20 lutego 2012

Ryż z owocowo orzechowy. Projekt śniadanie!

Moje ulubione śniadanie to biały, gęsty jogurt z wkrojonym świeżym owocem i naturalnym muesli z dużą ilością płatków owsianych, żytnich i orzechów. Najczęściej nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba. Ale nuda i powtarzalność są nie w moim stylu, więc często kombinuję tu i ówdzie. Miałam troszkę więcej czasu na przygotowanie pysznego porannego dania niż na co dzień, więc zabrałam się za ryż. Powstała jego słodka wersja jaką zapewne dobrze znacie, tylko w różnych odmianach. Co dziś na na śniadanie u Moniczki?

Ryż owocowo orzechowy. (przepis wegański)



Składniki na 2 osoby:
150 g białego ryżu długoziarnistego
2 szklanki mleka sojowego naturalnego
ziarenka z 1 strąka kardamonu (lub anyżu)
1 pomarańcza i skórka z niej otarta
1 kwaskowe jabłko
1 łyżka masła
4 łyżki posiekanych orzechów włoskich i laskowych 
2-3 łyżki miodu (lub syropu z agawy)

Przygotowanie:
W garnuszku podgrzewamy mleko sojowe z ziarenkami kardamonu. Gdy się zagotuje wrzucamy opłukany ryż. Gotujemy aż ziarenka będą prawie miękkie.
Obieramy i ścieramy ta tarce jabłko. Skraplamy go sokiem z pomarańczy by nie ściemniało.
Z pomarańczy ocieramy skórkę i dodajemy ja do gotującego się ryżu. Wycinamy miąższ pomarańczy- najlepiej bez białych błonek.
Orzechy prażymy przez kilka minut na suchej rozgrzanej patelni.
Gdy ryż jest już al dente dodajemy do niego starte jabłka, cząstki pomarańczy i miód. Dusimy na bardzo małym ogniu jeszcze przez kilka minut.
Gdy ryż jest już miękki wykładamy go do salaterek i posypujemy orzechami. Kto woli słodsze danie może jeszcze polać całość miodem.
Gotowe.

Do tego dania  zamiast kardamonu można użyć gwiazdkę  anyżu, kwiaty kardamonu, laskę cynamonu, czy ekstrakt waniliowy. Owoce można zmieniać na takie jakie mamy pod ręką- wiśnie, truskawki, porzeczki, jagody, brzoskwinie, morele. Myślę że idealnie będzie również pasował mix suszonych śliwek, moreli i fig uprzednio namoczonych. Orzechy też traktujmy dość dowolnie. Mleko sojowe naturalne- można zastąpić smakowym, lub zwykłym krowim, wg preferencji.

Całość gotowa jest w ok 20 minut. Znika bardzo szybko, szczególnie w towarzystwie porannego cappuccino.

Smacznego!