Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 maja 2016

Zdrowe Muffinki z ksiązki White Plate na wiosenny piknik w parku/ Healthy muffins from "White Plate" book for a spring-picnic in the park

Dobra ksiażka kucharska to prawdziwy skarb. W każdej chwili, gdy potrzebujesz szybko przepisu na coś co chcesz ugotować lub upiec, mozesz do niej w ciemno zajrzeć. Właśnie taką książkę znalazlam.

Kupiłam "White Plate. Słodkie" Elizy Mórawskiej, ponieważ zawsze lubiłam blog/ stronę internetową autorki. Wypróbowanie jej przepisów to była prawdziwa przyjemność.

Na pierwszy ogień poszła Polska Szarlotka, która ukradła kilka serc w pracy mojego męża. Musiałam na szybko, w ostatniej chwili upiec coś na "wkupne" w jego nowym miejscu pracy.
Później wypróbowałam bezą, która uświetniła urodziny mojego ukochanego i szybko zorientowałam się, że wszystkie przepisy są wspaniałe.

Któregoś słonecznego dnia urządziłyśmy sobie z koleżankami z Graz mały piknik w parku. Słonko nas rozpieszczało swoimi ciepłymi promykami, więc starałam sie korzystać z takiej przyjemnosci tak dużo jak się da. Większosć czasu spędzaliśmy z moim maluchem na zewnątrz, w parku, na placu zabaw, nad rzeką, obojętnie gdzie, byleby na słonku. Piotruś już kocha wszystkie huśtawki, zjeżdżalnie, piaskownice z piaskiem i kamykami (które pasją pożera... na szczęście nie połyka...). Jak każdy maluch, szuka skarbów w trawie, w krzakach i w każdej dziurze. Nie należę do mam sterylnych i nadopiekuńczych, wiec pozwalam mu poznawać świat tak jak mu to odpowiada, obserwując jedynie by nie zrobił sobie krzywdy.

Na piknik zabrałam cały koszyk pełen dobroci dla każdego z nas: kocyk, butelka z lemoniadą z pomarańczy i mięty, przekąski dla maluchów i zdrowe smakołyki dla mam.

Uwielbiam piec babeczki i mufinki, bo ich pieczenie jest ekspresowe i banalnie proste. Zazwyczaj, po prostu improwizuję i łączę przeróżne składniki, jakie akurat mam pod ręką, bazując na podstawowym przepisie na babeczki. Ale tym razem chciałam by były idealne, więc zajrzałam do książki kucharskiej. Oczywiście, książka White Plate" i tym razem mnie nie zawiodła. Babeczki miały idealną fakturę, były lekko puszyste ale i treściwe, o pięknym kolorze i wspaniałym smaku. Tak, były na prawdę pyszne, a do tego zdrowe :) Przysmak idealny.

Żeby babeczki mogły zjeść też maluchy, cukier w przepisie zastąpiłam syropem daktylowym z bardzo pozytywnym efektem smakowym.

Już nei mogę się doczekać kiedy wyprobuje kolejne przepisy z "White Plate. słodkie"...


......................................................................................................................................

A good cooking book is like a treasure. You can use it each time you need a fast tip how to cook or bake something you wish to do. I found one.

I bought "White Plate. Słodkie" by Eliza Mórawska cause I loved the authors blog/website from a very long time. Trying out those resipes was a real pleasure.
At first I used the recipe for Polish "Szarlotka" (apple pie), which stold some hearts of my husbands coworkers. Next was meringue for my husbands birthday and soon I realise that they are all amazingly good.

One  sunny day me and my new friends from Graz had a small picnic in a park. The weather was spoiling us with very a nice temperature and big amount of sun so I was trying to enjoy it as much as I could. Me and my baby boy spend lots of time outside in the park or in the playground.
My kid loves already all kinds of swings, slides and off course sand and rocks (also as a snack)
He is also a small explorer looking for some treasures in the grass or between bushes.

For the picnic, I went to the park equiped with a picnic planket and a bascket fool of goods for us all. A bottle of simple mint and orange lemonade, some small snacks for babies, and healthy treats for mummies. :)

I love baking muffins and cupcakes. They are so easy and fast to make. Usually, I just improvise and combine all the ingredients more or less, depending on what I have in my fridge and drawers.
This day I had very little time and my muffins had to be perfect so I used the recipe from the book. There was no disapointment when I took them out of my oven. perfect sructure, great taste, nice colour.... yes they were deliscious AND healthy. :)

I used much less sugar then originally in the recipe, so even kids could enjoy some of that treat.
I can't wait to test the rest of cakes and cookies from "White Plate. słodkie" (sweet)





Muffinki jak batoniki

ok. 10-12 sztuk

ciasto:
150 g mąki pszennej (ja użyłam pełnoziarnistą)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
2 jajka
120 g cukru (dałam kilka łyżek syropu daktylowego)
1/2 opakowania cukru waniliowego (pominęłam)
1 łyżeczka cynamonu
1 małe jabłko obrane i starte na tarce
120 g startej marchwi
80 ml oleju słonecznikowego
50 g dowolnych orzechów
50 g rodzynek
30 g wiórków kokosowych (zastąpiłam mąką migdałową)

kruszonka*:
30 g masła
40 g mąki
10 g cukru
20 g płatków owsianych błyskawicznych
10 g pestek słonecznika
10 g sezamu
1 łyżka miodu
1 łyżeczka wody
1 łyżeczka oleju słonecznikowego

Wykonanie kruszonki:  Wsypać wszystkie składniki do miseczki. Mieszać łyżką, aż porobią się grudki. Odstawić.

*bardziej tradycyjna kruszonka pełnoziarnista z otrębami owsianymi tez świetnie pasuje

Ciasto:
W jednej misce połączyć sypkie składniki: mąkę, proszek do pieczenia, sól i cynamon. W drugiej misce ubić jajka z cukrem(syropem), ubijając powoli dodać olej a na końcu połączyć z jabłkiem i marchewką. Ja orzechy i rodzynki wrzuciłam najpierw do sypkich składników żeby trochę się obtoczyły w mące. Na końcu łączymy wszystkie składniki muffinek, tylko chwilkę, by się połączyły. Ja uznałam że masa jest trochę za gęsta, więc rozrzedziłam ją kilkoma łyżkami soku jabłkowego.

Ciasto wlać do formy na muffiny. Autorka poleca by wysmarować je masłem lub olejem, a ja po prostu używam papilotek papierowych lub silikonowych. Na wierzch każdego muffina wsypać kruszonkę. W muffinkach przeznaczonych dla maluchów kruszonkę pominęłam.
Wstawić muffiny do nagrzanego do 170 stC piekarnika i piec 25 minut. Stopień upieczenia sprawdzić patyczkiem- gdy będzie suchy, muffinki są gotowe.

Po wyjęciu  piekarnika ostudzić na kratce. Podobno najlepiej smakują następnego dnia (nie zdążyłam spróbować;) )

Muffins like muesli bars with a crumlbe topping

Muffins:
150 g of flour (I used wholegrain flour)
1 tsp baking powder
pinch of salt
2 eggs
120 g  sugar ( I used 3 Tbsp of date syrup)
1 Tbsp vanilla sugar
1 tsp cinnamon
1 little apple (peeled and grated)
120 g carrot (peeled and grated)
80 ml sunflower oil (or any other cooking vegetable oil)
50 g nuts (any kind you like)
50 g rasins
30 g coconut shreds ( I used almond flour)

Crumble topping:
30 g butter
40 g flour (preferably whole grain)
10 g subar (non refined)
20 g oat bran
10g sunflower seeds
10 g sesam seeds
1 Tbsp honey ( I skipped that)
1 tsp water
1 tsp vegetable oil

For the crumble topping:

Combine all the dry ingredient  and rub in the butter until clumpy with your fingertips. Set aside.

For the muffin mix:

Heat oven to 170C
Sift the flour combided with baking powder, cinnamon and salt. Beat eggs with sugar (syrup) and vanilla sugar, add oil and in the end also apple and carrot,  beat until just combined  Combine with nutts and coconut and finally throw the flour mixture in. Mix gently, and not too long, until just smooth.

In my opinion the batter was a little bit to thick, so I added couple tablespoons of apple juice.

Line muffin tray with paper muffin cases. You will probably have 10 to 12 muffins. Fill muffin cases two-thirds full and put some crumble on top of each one. I skipped crumble topping in few muffins meant for kids. 
Bake for 20-25 mins, until  skewer inserted in the middle comes out clean.
Transfer the muffins to a wire rack to cool completely.
They are best served the next day. (We never had opportinity to check that :) )


czwartek, 7 listopada 2013

Pęczak a'la risotto z dynią, chilli, wędzonym tofu i przyprawą Kamis

Marka Kamis lubi blogerów, nie da się tego ukryć. Ale dzięki tej sympatii mogę czasem wypróbowywać różne ich nowości, jakie pojawiają się na rynku.  Ostatnio do mojej kuchni trafiła limitowana edycja przypraw kuchni włoskiej. Mamy tu przyprawę do pizzy po sycylijsku, do spaghetti bolognese, spaghetti carbonara i przyprawa do pomidorów.

Od razu zaczęłam czytać ich skład i muszę przyznać, że jestem nim pozytywnie zaskoczona. Przykładowo, przyprawa do spaghetti carbonara zawiera takie składniki jak: cebula, czosnek, gałka muszkatołowa, natka pietruszki, pieprz biały, bazylia i tymianek. Nie widzę w składzie soli, ani konserwantów, ponadto, producent deklaruje, ze nie ma w niej glutaminianu. taki zestaw przypraw to fajna rzecz, zwłaszcza dla początkujących i zabieganych kucharzy, albo na przykład w podróży Nie trzeba wtedy się martwić jakie przyprawy i w jakiej proporcji powinny wylądować w spaghetti, wystarczy posłużyć się przepisem z opakowania i wsypać gotową mieszankę.

Mieszankę do spaghetti carbonara używam też w przygotowaniu innych dań. Ostatnio przyprawiłam nią szpinak a innym razem duszone borowiki i fajnie to razem grało. Dziś eksperymentuję doprawiając tą przyprawą pęczak z dynią. Lubię smak gałki muszkatołowej, który jest w przyprawie dobrze wyczuwalny i dla mnie fajnie pasuje do dyni. Polecam.



Pęczak a'la risotto z dynią, chilli wędzonym tofu.
(dla osób)

8 łyżek kaszy pęczak
300 g dyni pokrojonej w kostkę (użyłam dyni piżmowej)
200 g wędzonego tofu
100 ml mleka
ok 200 ml wody
2 cm kawałek chilli (razem z pestkami)
1/2 cebuli
1 ząbek czosnku
1 łyżka śmietany 12% lub masła (niekoniecznie)
sól do smaku
3 łyżki przyprawy do spaghetti carbonara (Kamis)
2 łyżki oleju
natka pietruszki do podania

Cebulę, czosnek i chilli kroimy w drobną kostkę. W szerokim rondlu rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę, po chwili dorzucając czosnek i chilli.
Pęczak wrzucamy do rondla i chwilę prażymy. Po ok  minutach dolewamy mleko, przykrywamy i dusimy na średnim ogniu.
Gdy mleko się wchłonie stopniowo dodajemy wodę. przy 3 dolewce wody dorzucamy również dynię i dalej całość dusimy pod przykryciem. Dynia także odda do pęczaku trochę soku.
Gdy pęczak będzie już prawie miękki dorzucamy wędzone tofu. Po chwili wspólnego duszenia całość doprawiamy solą i przyprawą  do spaghetti carbonara. W razie potrzeby dodajemy więcej płynu, ale nie za dużo by nie rozgotować kaszy.
Gdy pęczak będzie już wystarczająco miękki, całość zdejmujemy z ognia i jeśli mamy ochotę, dodajemy łyżkę śmietany, albo nawet masła. Odstawiamy na 3 minuty pod przykryciem, by pęczak jeszcze troszkę doszedł.

Podajemy przybrane świeżą natką pietruszki.

Smacznego!

wtorek, 15 października 2013

Eggcheese. Sałatka z serem jajecznym

Często na swojej drodze spotykam bardzo fajne produkty. Często jestem gościem na wszelkiego rodzaju targach, wystawach, imprezach kulinarnych, gdzie swoje produkty prezentują fajni producenci.

W miniony piątek odwiedziłam Łódź i Targi Natura Food. Popróbowałam wiele fajne sery, ogólnie nabiał zarówno z mleka krowiego, koziego i owczego, soki, miody, chleby, produkty roślinne- takie jak tofu i napoje w wielu smakach, produkty zbożowe, w tym pyszne ciastka, czipsy amarantusowe i wiele innych. Dla własnego komfortu nie powiem ile tam wydałam... ale przynajmniej ze świadomością, że są to zdrowe, naturalne produkty.

Jakiś czas temu, mój narzeczony pokazał mi co zakupił w sklepie ze zdrową żywnością. Na początku zupełnie nie mogłam załapać co to jest, mimo że jego nazwa jest prosta- Eggcheese. Ser jajeczny? Ale jak to?

No właśnie. Jest to taki śmieszny ser, produkowany przez Słowaków, a składa się on w 94% z białka jajka kurzego. Od razu zapytałam wujka Googla z czym i jak to się je. Producent wychwala swój ser pod niebiosa i szczerze mówiąc, także uważam ze jest to całkiem fajny wynalazek.
W składzie sera jajecznego jest jak wspomniałam 94 % jajka kurzego a ponadto: sól ( 0,6 mg na 100 g), zioła, twaróg nisko tłuszczowy i suszone mleko. Ostatnie składniki jak widać występują w nim w śladowych ilościach. Ponadto, etykieta zapewnia, że jest to produkt bezglutenowy. bez tłuszczu i bez cholesterolu.

Eggcheese, to w zasadzie czyste białko, więc świetnie sprawdziłoby się w diecie atletów budujących masę mięśniową, ale polecany jest także dla cukrzyków (zawiera śladową ilość cukrów 06 mg na 100 g), wegetarian, dzieci, osób starszych i osób planujących zrzucić parę kilogramów (52 kcal na 100 g).
Ser jajeczny występuje w wersji naturalnej i wędzonej, próbowałam obie i mogę śmiało powiedzieć ze są smaczne. Wersja wędzona jest bardziej wyrazista, co chyba oczywiste, a naturalna o neutralnym smaku.

Koszt takiego sera w Czechach to ok 6,5 za 2 porcje po 100 gram.

Ciekawa jestem czy można go gdzieś dostać w Polsce. Jeszcze go tutaj nie spotkałam, ale będę poszukiwać.

Moja propozycja podania Sera jajecznego to prosta szybka sałatka. Ilości składników nie podaję, bo sami sobie je z łatwością dobierzecie.



Sałatka z Eggcheese- czyli sposób na ser jajeczny

opakowanie Eggcheese
liście świeżego szpinaku
natka pietruszki
pomidory
cebula dymka
granat
olej rzepakowy tłoczony na zimno,
krem z octu balsamicznego
kilka kropel tabasco

Szpinak porwać na małe kawałki, pomidora, natkę i dymkę dowolnie pokroić. Przygotowane składniki przełożyć na talerz, a na wierzchu powstałej sałatki ułożyć ser jajeczny i udekorować miąższem granatu.
Całość skropić dowolną oliwą lub olejem, octem winnym i/lub kremem balsamicznym Dla odrobiny pikanterii dodałam do sałatki  kilka kropel tabasco.

Było smacznie :)

wtorek, 11 czerwca 2013

Wegańska tarta z czereśniami i truskawkami. Tarty na Zdrowie z Moniczką w Dniu Dobrych Smaków


Ta niedziela była na prawdę pyszna. Oba dni kręciły się wokół gotowania, pichcenia, pieczenia, degustowania, próbowania i jedzenia.

Był czas na Szkołę na Widelcu, był czas na inne warsztaty, pokazy, dyskusje i filmy kulinarne. Nie zabrakło na prawdę DOBRYCH SMAKÓW a to wszystko dzięki organizatorom Dnia Dobrych Smaków z LaTargiem i Nowym Fortem. Zaproszono wielu fajnych wystawców- dobrych polskich producentów serów, wędlin, pieczywa, przetworów, alkoholi i gotowych dań. W niedzielę każdy mógł znaleźć coś pysznego i zdrowego dla siebie i całej rodziny w Nowym Forcie i na uliczkach do niego prowadzących. Gości nie wystraszyła nawet niesamowita ulewa, istny Armagedon z gradobiciem błyskawicami i potopem jaki nawiedził Warszawę. Wcale mnie to nie dziwi, bo jedzenie, warsztaty i atmosfera były tam niesamowite.



Muszę się pochwalić że ja też gościłam w tym dniu jako wystawca. W piątek przyjechałam do Warszawy, w sobotę do 15 byłam na warsztatach z dzieciakami,a wieczorem i nocą zamęczałam mój piekarnik wkładając do niego kolejne wypieki.  Zależało mi by moje tarty były nie tylko smaczne ale i zdrowe, takie jakie sama podałabym mojej rodzinie i przyjaciołom. Używałam świeżych warzyw od moich zaufanych dostawców z targu w Pruszkowie, mąk, które kupiłam w Kooperatywie KupPanCegłę, tofu i mleka roślinnego przywiezionych z Czech, dobrej oliwy i masła bez barwników i dodatków. A do tego dodałam magiczne składniki w formie owoców i ziół z mojego sadu i ogródka.




W ten sposób powstało prawie 10 różnych tart słodkich i słonych, także wegetariańskich i wegańskich.

Tarta na białym cieście z brokułem, wędzonym łososiem i śmietanowym sosem.
Tarta na białym cieście z wędzoną makrelą i sosem beszamelowym.
Tarta  szpinakowa z twarogiem na cieście pełnoziarnistym.
Tarta wegańska- gryczana z sosem pomidorowym, cukinią, cebulką i czosnkiem/
Tarta wegańska- z beszamelem pomidorowym z mleka owsianego z pomidorkami, cukinią i marynowanym tofu na pełnoziarnistym cieście z oliwa z oliwek.
Tarta  na cieście francuskim z sosem śmietanowym z dodatkiem sera pleśniowego i szparagami
Tarta  twarogowa z dużą ilością ziół i pomidorkami koktajlowymi.
Tarta sernikowa z czereśniami na pełnoziarnistym cieście
Tarta wegańska na cieście pszenno-owianym z dodatkiem płatków migdałowych z truskawkami i czereśniami.
Tartinki na słodko z z truskawkami.


 Ku mojej radości cieszyły się one wielkim powodzeniem, sprzedałam je bardzo szybko a i wysłuchałam wielu pochwał i głosów podziwu. Każdy ma w sobie odrobinę próżności, i tego dnia moja była bardzo podsycana :D Bardzo cieszę się, że zdecydowałam się wystawić z moimi tartami, że smakowały i spotkały się z tak pozytywnym odzewem. Bardzo jestem wdzięczna Zuzce Groniowskiej, organizatorce tego wydarzenia, twórczyni LeTargu, że dała mi szansę zaistnieć na szersza skalę.



Jeśli wrócicie o jeden post do tyłu to przeczytacie parę słów o warsztatach Szkoły na Widelcu jakie współprowadziłam tego samego dnia. Jest tam kilka zdjęć z dzieciakami i świetna ogórkowa lemoniada, oraz kilku wystawców uwiecznionych na fotografiach.
Kupilam parę fajnych specjałów, w tym Crema di Mandarino z Sycylii... już nie mogę się doczekać aż go otworzę.

Wrażeń na jeden weekend było wiele.

W takie dni życie jest piękne.

Na Dzień Dobrych Smaków przygotowałam w większości tarty wytrawne, ale dziś zaprezentuję przepis na tą słodką, dlatego że jest ona bardzo prosta i szybka do przygotowania. Na pewno znajdziecie chwilę, by ją przygotować w domu z dodatkiem sezonowych owoców. Ja użyłam czereśni i wiśni z mojego ogrodu.





Wegańska tarta pszenno-owsiana z czereśniami i truskawkami.

Spód:
200 g mąki pszennej tortowej
100 g otrąb owsianych
150 g margaryny
szczypta soli
kilka łyżek mleka owsianego
4 łyżki brązowego cukru
4 łyżki płatków migdałowych

ok 400 g świeżych owoców (u mnie truskawki i czereśnie)
2 łyżki bułki tartej
Dodatkowo: 2 łyżki cukru i 3 łyżki płatków migdałowych do posypania ciasta


Mąkę pszenną łączymy z otrębami solą, płatkami migdałowymi, cukrem i pokrojoną w kostkę margaryną. Rozdrabniamy szpatułką lub nożem do konsystencji kruszonki. Dodajemy po trosku mleka owsianego aż uzyskamy gładką kulę ciasta. Wkładamy je owinięte w folię do lodówki na 30 minut.

Owoce myjemy i przygotowujemy do ciasta- oczyszczamy z listków, pozbawiamy pestek.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 st C.

Ciasto rozwałkowujemy na koło o średnicy 4 cm większej niż forma. Krążek przekładamy delikatnie do formy i dociskamy w rogach, formujemy rant, odcinamy ewentualny nadmiar ciasta.
Tartę po wierzchu posypujemy bułką tartą i układamy na niej owoce jedne obok drugiego, ale nie bardzo ścisło. Całość posypujemy brązowym cukrem i płatkami migdałowymi.

Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 30-35 minut aż brzegi lekko się zarumienią a owoce puszczą dużo soku. Studzimy w formie.

Smacznego!


wtorek, 4 czerwca 2013

Zdrowe wegańskie burgery z soczewicy z marchewką. Na co dzień i na grilla; dla dużych i małych łakomczuchów.



Ostatnio co raz częściej całkowicie rezygnuję w potrawach z produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie świadczy to, że zostałam weganką, ale jakoś tam mnie pcha natura... Myślę, ze to dobrze.

Stało się już naszym małym zwyczajem, że gdy wyjeżdżam, zostawiam mojemu mężczyźnie zapas kotlecików warzywnych w zamrażarce. Mam już nie lada doświadczenie, bo przygotowałam ich już więcej niż 100. Wyjeżdżam w najbliższy piątek, a w pudełeczkach przygotowane jest już jakieś 30 kotlecików. Starczą na jakiś czas :)

Najprostrzym i najszybszym sposobem na przygotowanie wegańskich burgerów jest ugotowanie do nich soczewicy. Soczewica, to bardzo zdrowe warzywo strączkowe, które jest najbardziej lekkostrawne z fasolowatych. Nie wymaga też większych podchodów i nie ma sensu kupować jej w puszce, gdyż gotuje się ją bez wcześniejszego namaczania, nie dłużej niż 30 minut.

Jeśli chodzi o warzywne dodatki do wnętrza burgerów, to często dodaję do nich warzywa korzeniowe, takie jak marchew, pietruszka seler, lub kwiaty- brokuła i kalafior. Dużą popularnością w naszej kuchni cieszą się kotleciki z brukselki, ale na nią jeszcze poczekamy parę miesięcy.

Muszę się przyznać, że specjalnie dla mnie moje kochanie przygotowało filmik kulinarny, w czasie przygotowywania kotletów z brokuła. Była to dla mnie nie lada przyjemność, bo sam jego widok przy pracy w kuchni już wywołuje uśmiech na mej twarzy, a do tego on to robi tak zabawnie... :) W te dni gdy jesteśmy od siebie oddaleni o 600 kilometrów, dobrze jest wiedzieć, że ta ukochana osoba o tobie myśli i przygotowuje takie fajne niespodzianki. Filmu nie pokażę, nawet gdybym chciała, bo powiedzmy... nie otrzymałam praw do udostępniania, a poza tym to dopiero jego pierwsze nagranie, więc jeszcze nie bylo do końca dopracowane i skończyło sie przedwcześnie :)

Wege kotleciki to świetny pomysł na obiad- szczególnie dla dzieci. Przemycamy w nich pełno witamin i skladników odżywczych, a wyglądają fajnie i są bardzo apetyczne. Mogą też posłużyć do przygotowania wyśmienitych wege-burgerów, a nawet być elementem wegańskiego grilla.



Wegańskie burgery z soczewicy z marchewką

150 g soczewicy
150 g marchewki
3 łyżki siemienia lnianego
1/2 dużej cebuli (lub 1 mniejsza)
1 łyżka sosu sojowego
2 łyżki oliwy
1 sucha bułka grahamka (lub inna)
1 łyżka przyprawy 5 smaków (lub mieszanki koper włoski, pieprz czarny, cynamon, goździki, kmin rzymski)
1 łyzeczka chilli
2 lyzki świeżych liści estragonu

Soczewicę gotujemy w 2 szklankach wody do miękkości, ale uważamy by się nie rozgotowała, studzimy i miksujemy niezbyt dokładnie.
Siemie lniane zalewamy wrzątkiem 1 cm powyżej wydokości w szklance i odstawiamy na kilka minut.
Cebulę siekamy i podsmażamy na złocisto na oliwie.
Marchewkę ścieramy na małych oczkach i dodajemy do przestudzonej soczewicy wraz z cebulką i namoczonym siemieniem.
Suchą razową bułkę ścieramy i dodajemy z resztą składników do masy. Dokładnie mieszamy.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 st C.
Zamoczonymi w wodzie dłońmi formujemy z masy niewielkie, lekko spłaszczone kotleciki. Układamy je na blaszce wyłożonej matą silikonową lub papierem do pieczenia( spryskanym oliwą). Burgery pieczmemy 25 minut. Po wyjęciu z piekarnika zostawiamy na 10 minut a po tym czasie przekładamy na kratkę do całkowitego ostygnięcia.

Kotleciki można jeść od razu, przechować je w lodówce lub w zamrażarce.
Burgery w wersji pieczonej są o wiele zdrowsze od ich smażonych odpowiedników, więc polecam pieczenie.

Jeśli burgery będziemy chcieli przygotować na grillu, trzeba je owinąć w folię i ułożyć na kracie, by się ogrzały. Obok układamy bułeczki, bagietkę, czy chlebek i również go podgrzewamy. Zjadamy z sosikiem i świeżymi warzywami.

Do kotlecików świetnie będzie pasował domowy majonez- może być też wegański (wskazówka na blogu jadłonomia), keczup czy musztarda.

Smacznego!


piątek, 31 maja 2013

Babeczki bez mąki i cukru- owsiane z kawą i do kawy



Miały z tego być ciasteczka, owsiane, małe i chrupiące, ale tak się rozkręciłam, że wyszły babeczki. Najważniejsze moje założenie zostało jednak zrealizowane. Nie użyłam do ich produkcji ani grama pszennej mąki i cukru. Do tego chciałam dykorzystać fusy, które zostały mi po parzeniu kawy w kawiarce. Taki kuchenny recycling :)

Mam słabość do deserów, więc gdy je przygotowuję, chcę by były jak najbardziej zdrowe. Czasem się udaje :) A co najważniejsze...nadal sa pyszne :) 

Moje babeczki zjedliśmy z korzennym kremem czkoladowym z pomarańcząod Towarów Niezwykłych.
Och, ale były bajeczne z delikatnym aromatem kawy...mniam.

Ostatnio znów dużo muzyki gra mi w uszach. Od jakiegoś czasu słucham namiętnie Emeili Sande ale i Piano Guys, Lindsey Stirling, Jamiego Cullum, ale dziś podzielę się z wami utworem z płyty, na którą bardzo czekam. Już 3 czerwca pojawi się „Kozmic Blues: Tribute To Janis Joplin” autorstwa Natalii 'Natu' Przybysz. Promuje go świetny singiel i teledysk w którym Natalia pojawia się razem ze swoją mamą. Zapadł mi mocno w serce.





Babeczki owsiane z kawą i miodem

3 szklanki płatków owsianych
1 jajko
1/2 szklanki mleka
50 g masła roztopionego
1 łyżka melasy trzcinowej
3 łyżki miodu
Fusy z kawy- użyłam krążka pozostałego po zapażeniu 15 g zmielonej kawy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki kakao

Jedną szklankę platków owsianych mielimy w młynku do kawy do postaci mąki.
Mieszmy ze sobą powstałą mąkę, płatki, kakao fusy z kawy i proszek do pieczenia. Jajko rozkłucamy i mieszamy z miodem i melacą. Masło rozpuszczamy i chłodzimy. Wlewamy wszystkie płynne składniki do sypkich i którko mieszamy.

Masę przekąłdamy do foremek na mufinki wyłożonych papilotkami do 3/4 ich wysokosci. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 190 st C. przez 20-23 minuty, aż patyczek z nie wbity wyjdzie suchy. Studzimy na kratce kuchennej.

Świetnie smakują z konfiturą, zwłaszcza taką z dodatkiem kakao.

Jeśli nie masz foremek do muffinek i papilotek, możesz swobodnie użyc małe filiżanki, ramekiny itp które wyłożysz dobrym papierem do pieczenia. Przykład TUTAJ


Smacznego!

środa, 29 maja 2013

Szkoła na Widelcu. Gotowanie z dziećmi i dla dzieci.

Już nie liczę w ilu warsztatach Szkoły na Widelcu brałam udział. Pomagałam w organizacji przeróżnych imprez w szkołach, przedszkolach, klubikach, w trakcie wydarzeń zwiazanych z jedzniem, zdrowym trybem życia.
Przez kilka tygodni samodzielnie gościłam różwnież w przedszkolu na Saskiej Kępie. Zrobiliśmy tam kilka fajnych salatek surówek i zdrowych deserów. Mam nadzieję, że Akademia Sztuk Dziecięcych włączy się bardziej aktywnie w Szkołę na Widelcu we wrześniu, po wakacyjnej przerwie.




Wraz ze Szkołą na Widelcu gościłam na Urban Market, w Klubie Mam na Bemowie a także na konferencji Szkolne Smaki w Katowicach. Wszystkie te wydarzenia bardzo mnie wzbogacają. Dzięki nim co ram mocniej wierzę, ze rewolucja żywieniowa jest możliwa. Wierzę, ze dzieci mogą jeść zdrowo, kolorowo i zmacznie zarazem, że będą tworzyć zdrowe, silne, aktywne, dobrze odżywione społeczeństwo gdy wejdą w dorosłosć. Wierzę, że ziarenko, które w nich siejemy kiełkuje i ziemni ich sposób myślenia o jedzeniu, gotowaniu, spędzaniu czasu wolnego.



Z drugiej strony widzę ile jeszcze pracy przed nami. Dostrzegam potrzebę mówienia o zdrowym jedzeniu, o potrzebach naszego organizmu, o tym gdzie i jakie produkty żwynościowe kupować, jak wykorzystywać zasoby przyrody i produkcji żywności w Polsce. Zdaję sobie sprawę, że jesteśmy na początku naszej drogi, że musimy przeprowadzić jeszcze tysiące warsztatów, nauczyć wiele dzieciaków, uświadomić i zmienić sposób myślenia milionów rodziców, którzy kształtują nawyki żywieniowe swoich dzieci.



W gotowaniu jest cos takiego, co pociąga praktycznie każdego z nas. nie tylko spędzamy razem wspaniały, wartościowy czas; nie tylko możemy wspólnie pracować, próbować i doświadczać, nie tylko mamy szybki wynik naszych działań w postaci zdrowego, pysznego posiłku, ale także, świetnie się bawimy, dzielimy się radością, pomysłami, pozytywną energią. W takiej atmosferze każde dziecko i dorosły gotuje chętnie, bez zachamowań próbujeto, co przygotował, potrafi podzielić się świeżo zdobytą wiedzą i wraca do domu z głową pełną inspiracji. Ważne jest, by takie przeżycia nie były jednorazowe, by mali kucharze doświadczali różnych smaków, wyrabiali sobie swój wąłsny gust kulinarny, by jedzenie, zdrowe jedzenie, stało się częścią ich życia.



Wiem, że gotowanie z dziećmi moze być w oczach niektórych ludzi problematyczne. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, wziąć poprawkę na to, że dziciaki na pewno zrobią bałagan, że mogą się skaleczyć-choć rzadko się to zdażą- że będą nadgryzać, oblizywać paluchy ale one włąśnie tak doświadczają świata. Na początek wystarczą proste rzeczy- nieskomplikowane potrawy. Dla przykladu, ostatnio z przedszkolakami przygotowaywaliśmy koktajle owocowe. Ileż było w nich koloru ileż pozytywnej energii i świetnego smaku, a witaminy i wartości odżywcze to już tylko wartość dodana :) Przyrządzaliśmy wspólnie dressingi, które serwowaliśmy z sałatami różnego rodzaju, podawaliśmy surówki ze świeżych warzyw, dusiliśmy na patelni szparagi ze szpinakiem, skomponowaliśmy kolorowy chłodnik z nowalijek, utarliśmy własnoręcznie pesto z bazylii i prażonego slonecznika, zaserwowaliśmy carpaccio z truskawek z miętą i limonką a dla zaspokojenia pragnienia wyczarowaliśmy lemoniady- między innymi z ogórkiem.




Na warsztatach z dzieciakami rozmawiamy jak z dorosłymi. Nie odprawiamy rzadnych czarów, nie przekonujemy, że te truskawki, czy szparagi sa jakieś magiczne. Ostrzegamy, że w kuchni można się skaleczyć i pokazujemy co zrobić by temu zapobiec. Zaachęcamy do probowania, ale do niczego nie zmuszamy, staramy się inspirować dzieci do próbowania nowych smaków, tworzenia ulubionych połączeń.

Gotować moze każdy i niech poświadczą temu zdjęcia z warsztatów w przedszkolu integracyjnym.







Niech to ziarenko w nich kiełkuje, dla lepszej przyszłosci ich i naszej...

niedziela, 19 maja 2013

Zdrowy zielony koktajl z avocado i ogórka.

Słoneczna i cieplutka niedziela to małe marzenie każdego człowieka.
Można iść na spacer, na rower, na rolki.
Można zjeść duże lody i usiąść na słoneczku i wygrzewać kosteczki.
Można zrobić sobie piknik na trawie.
Można odwiedzić ciekawe miejsca.
Można napić się zimnego białego czy różowego musującego wina.
Można pięknie spędzić czas w gronie rodziny i przyjaciół.
Można zagrać w badmintona, pokopać piłkę lub zanurzyć nóżki w basenie.

Słońce i niedziela to połączenie idealne.

Na takie dni idealnie pasują koktajle owocowe i warzywne. Mnie ogarnęła dziś zielona siła, która popchnęła mnie do lodówki w poszukiwaniu zieleniny. Do blendera wpadły same pyszności i kolejna zdrowa piguła.



Koktajl z avocado i ogórka z nutą koperku i rozmarynu.

 (dla 2-3 osób)

1 dojrzałe avocado
1 ogórek sałatkowy
200 ml jogurtu (kefiru/maślanki/mleka)
1 mała gałązka świeżego rozmarynu
1 gałązka koperku

Ogórka obieramy ze skóry, kroimy na mniejsze kawałki i wrzucamy do blendera.
Avocado przecinamy na pół, wyjmujemy pestkę i łyżką wyjmujemy miąższ, wrzucamy do ogórka. W kielichu lądują także koperek, jogurt i listki rozmarynu (bez łodyżki).
Miksujemy, rozcieńczamy w razie potrzeby, przelewamy do ładnych szklanek, dekorujemy listkiem mięty i....
delektujemy się smakiem.

Smacznego!

środa, 17 kwietnia 2013

Ciastka pełnoziarniste z szałwią. Jest Wiosna, są warsztaty z dzieciakami, jest nowy FOOD&FRIENDS, jest dobrze :)

Wraz ze sporą dawką słońca i świeżego powietrza w moich żyłach krew znów zaczyna szybciej płynąć i jest co raz lepiej.

Święta Wielkanocne, choć spędzone z ukochanym zadziałały na mnie przygnębiająco. Nie dość że mróz, śnieg, wiatr i zimno, to nigdzie nie dało się wyjść na dłużej niż 30 minut. Dla mnie siedzenie w domu bez możliwości skorzystania ze świeżego powietrza, bez tych paru kilometrów biegiem, lub szybkim spacerkiem, bez kąpieli słonecznych... to czas bardzo ciężki. Ale zapomnijmy o tym.

Od tygodnia gości u nas prawdziwa WIOSNA!

Znów mogę biegać, jeździć na rowerze i cieszyć się słonkiem i ciepłym wietrzykiem. Świat staje się co raz bardziej kolorowy, pełen życia. Już nie mogę się doczekać prac w gródku. Ziemia jest jeszcze dosyć zimna, więc boję się coś do niej wsadzać. Nie minie jednak więcej niż 2 tygodnie a będę widzieć pierwsze pędy moich ziółek, może pierwsze kwiaty na drzewach w sadzie i listki rzodkiewki i sałat które mam zamiar wyhodować na początku.

Moje ziółka i salaty, tak samo jak kiełki na pewno przydadzą się na warsztatach, które zaczęłam prowadzić pod patronatem Szkoły na Widelcu. W niedzielne przedpołudnie spotykam się z dzieciakami w przedszkolu -Akademii Sztuk Dziecięcych na wspólne gotowanie, doprawianie, dekorowanie i smakowanie. Na razie nasze grono jest niewielkie, ale mam nadzieję, że z każdym tygodniem będzie przybywać więcej smakoszy.

Wczoraj spotkałam się z warszawskimi koleżankami blogerkami. Odwiedziłyśmy fajną, małą restaurację- winiarnię z chorwackimi winami. Był to dla mnie kolejny zastrzyk pozytywnej energii.

A do tego z samego rana pan z kiosku powitał mnie machając nowym wiosennym numerem Food&Friends. uwielbiam ten magazyn. Zawsze czytam go od deski do deski, podziwiam wszystkie zdjęcia, artykuły i relacje. Czasem próbuję także wykorzystać zawarte w nim przepisy. Dziś moją uwagę zwróciły propozycje użycia w kuchni młodych ziół i pokrzywy. Jak tylko pojawi się ona na polach, to na pewno pojawi się w naszym menu. Ale póki co muszę korzystać z zapasów zimowych.

Na strychowych belkach wiszą całe pęczki szałwii i sama już nie wiem co z nią robić. Dodanie szałwii do ciastek nagle stało się tak oczywiste :) Ciastka są przepyszne, kruchutkie i zdrowe. Szałwia świetnie działa na organizm, a mąka pełnoziarnista z otrębami to bogate źródło błonnika. Mąkę kupiłam w kooperatywie i jest niesamowita- bardzo bogata w otręby, grubo zmielona, wspaniała.

Takie ciasteczka nie są bardzo słodkie, świetnie pasują na poranną przekąskę, piknik lub do śniadaniówki. Pychotka.



Ciastka pełnoziarniste z szałwią
(inspirowane na herbatnikach z bazylią)

100 g masła
400 ml mąki pszennej pełnoziarnistej z otrębami (lub otrąb pszennych/owsianych)
200 ml mąki pszennej zwykłej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki cukru trzcinowego
szczypta soli
4 łyżki suszonej szałwii
150 ml mleka

W misce mieszamy wszystkie sypkie składniki. Dorzucamy do nich masło i siekamy całość dokładnie. Gdy masło jest dobrze rozdrobnione dodajemy mleko i szybko zagniatamy ciastko w kulę.
Mleko można dodawać stopniowo, aż uzyskamy gładką kulę.

Ciastu pozwoliłam odpocząć 15 minut w lodówce. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 200 st. C. Blachę wykładamy matą silikonową lub papierem do pieczenia.

Ciasto w dwóch turach wałkujemy na grubość ok 0.5 cm. Wycinamy ciastka i układamy je na blaszce. Nakłuwamy je widelcem i smarujemy odrobiną mleka. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku przez ok 12 minut, aż się lekko zarumienią.

Po wyjęciu z piekarnika studzimy i przekładamy do pojemniczka na ciasteczka.

środa, 27 marca 2013

Jarski pasztet fasolowy z pietruszką i jajem. Wegetariańska Wielkanoc

Obmyślam wegetariańskie potrawy Wielkanocne dla mojego ukochanego i jego siostry. Na szczęście, sama również uwielbiam jarskie jedzonko i nie brakuje mi pomysłów.

Na nasze wspólne bezmięsne śniadania przygotowuję często pasty z warzyw strączkowych i korzeniowych, a czasem piekę pasztety. Wśród moich przepisów znajdziecie Pasztet z soczewicy i warzyw z curry, a także Pasztet warzywno-sojowy z kaszą.

Na Wielkanoc zamarzył mi się pasztet w jak najbardziej dziewiczym kolorze. Postanowiłam przygotować go z białych warzyw i fasoli. W jego wnętrzu kryje się jeden kolorowy, świąteczny akcent, żółtko jajka.

Pasztet fasolowy z jajeczkiem pięknie prezentuje się na Wielkanocnym stole.



Jarski pasztet fasolowy z pietruszką i jajem

300 g suchej fasoli "Jaś"
(lub 500 g fasoli z puszki odsączonej z zalewy)

500 g pietruszki i selera
(u mnie 3 pietruszki, 1 seler)
1/2 cebuli
2 ząbki czosnku
3 jajka ugotowane na twardo (od szczęśliwych kur z wolnego wybiegu)
1 kromka razowego chleba
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżeczka ziaren anyżu
sól, pieprz do smaku

Fasolę moczymy ok 5 godzin, lub zostawiamy na noc. Następnie odsączamy i gotujemy w dużej ilości świeżej wody. Gotowanie trwa ok 1,5-2 godziny. Gdy łupinki będą się oddzielać od fasolek i ich miąższ będzie miękki, odcedzamy je zachowując 1/2 szklanki płynu z gotowania. Fasolę pozbawiamy łupinek i mielimy w maszynce do mięsa lub w malakserze, w razie potrzeby dodajemy płyn pozostały z gotowania.

Pietruszki i selera obieramy i gotujemy na parze do miękkości. Warzywa także miksujemy i dodajemy do fasoli. Cebulkę i czosnek siekamy i podsmażamy na oliwie. Kromkę chleba moczymy w niewielkiej ilości wody, po czym wyciskamy i razem z cebulką dodajemy do masy na pasztet.

Masę doprawiamy solą i pieprzem, dorzucamy ziarenka anyżu, wlewamy oliwę i dokładne mieszamy.

Rozgrzewamy piekarnik do 200 st C.
1/3 masy przekładamy do foremki do keksa wyłożonej papierem do pieczenia. Na środku układamy jaja ugotowane na twardo i przykrywamy reszta masy fasolowo-warzywnej. Wierzch wygładzamy, nadając pasztetowi zaokrąglony kształt.



Pasztet pieczemy w rozgrzanym piekarniku przez 30-40 minut, aż się delikatnie zarumieni.
Odstawiamy, nie wyjmując z formy do całkowitego ostygnięcia.

Pasztet możemy jeść na zimno i na ciepło- na przykład z chlebem i chrzanem.

Smacznego!

poniedziałek, 25 marca 2013

Mazurek owsiany z suszonymi owocami. Odchudzamy Wielkanoc.



Święta to czas kiedy jemy dużo, czasem o wiele za dużo...

Dużo wtedy ciast ze zwykłej pszennej mąki, a więc mało dobrego błonnika, który nam pomaga w trawieniu.

Ja najbliższe święta Wielkiej Nocy planuję w wersji wegetariańskiej i możliwie odchudzonej.
Nie mamy jeszcze szans na nowalijki, bo pogoda za oknem jest iście Wigilijna! Śnieg i mróz...

Ludzie się śmieją, że przynajmniej jedne święta w roku będą białe, a w Lany Poniedziałek będziemy się obrzucać śnieżkami dla odmiany.

Nie raz wspominałam, że bardzo brakuje mi świeżych owoców i młodych, zielonych warzyw. No ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Trzeba będzie naprodukować kiełków, bo one już dają radę się rozwinąć na parapecie, dzięki większej ilości słońca. Trzeba będzie korzystać z zeszłorocznych warzyw, przetworów i mrożonek, oraz oczywiście z suszonych owoców.

Tradycyjne mazurki, są prześliczne, nie można tez im zarzucić, że są niesmaczne, wręcz przeciwnie, ale przede wszystkim są nieprawdopodobnie kaloryczne. Kajmak, masa marcepanowa, cukrowe ozdoby i kruche ciasto z dużą ilością masła i żółtek... uff nawet nie chce mi się liczyć ile w tym zbędnych kalorii.

Z racji że wszyscy w domu kochamy płatki owsiane i owsiane ciasteczka, postanowiłam w tym roku wypróbować przepis na mazurek owsiany. Nadzieniem będą suszone owoce i bakalie. Ja skomponowałam własną mieszankę i wy tez możecie. Mazurek nie jest zbyt słodki, ani nie obciąża żołądka. Polecam spróbować.



Mazurek owsiany z suszonymi owocami
przepis. Anastazja Kotwicz. "Wielkanocne Wypieki"

2 szklanki płatków owsianych
2 szklanki mąki pszennej razowej
3 łyżki miodu
pół kostki masła
2 jajka
200 g bakalii (rodzynek, żurawiny, śliwek, orzechów, słonecznika, dyni)
dodałam jeszcze 3 łyżki dżemy wiśniowego z całymi wiśniami.
ew. rum

Suszone owoce namoczyć w wodzie lub w wodzie z rumem.
Jedną szklankę mąki posiekać z masłem  do konsystencji kruszonki po czym dodać jajka, miód i płatki owsiane i zagnieść w kulę. Owoce odcedzić, większe owoce i orzechy rozdrobnić. Wszystkie bakalie wymieszać z drugą szklanką mąki, ja dodałam jeszcze dżem wiśniowy własnego wyrobu.

Niewielką formę wyłożyć papierem do pieczenia- ja użyłam blaszki w kształcie serca. Całe dno wyłożyć ciastem owsianym formując 1,5 cm rant. Środek wypełnić masą z suszonych owoców.

Mazurek wstawić do piekarnika rozgrzanego do 175 st.C i piec 40 minut.

Po wyjęciu z piekarnika odstawić do całkowitego ostygnięcia. Dzięki temu, że formę wyłożymy papierem do pieczenia, ciasto będzie o wiele prościej wyjąć.

Mazurek owsiany można dodatkowo posypać cukrem pudrem.

Smacznego!

poniedziałek, 11 marca 2013

Omlet z daktylami i fetą na wyjątkowe śniadanie. Perski przepis prosto z LeTargu

LeTarg z wizyty na wizytę staje się dla mnie bardziej uzależniający. W moim domowym menu pojawiły się nowe stale pozycje. Wędlina od "Mądrego", kaszanka z "Dobrej Kiszki", jogurty i twarożek z Mlecznej Drogi", świeże mleko z Kurpiów, kozi serek z Koziej Łąki, wspominany już nie raz wędzony pstrąg z Kalinówki i daktyle od Persa. To właśnie o tych ostatnich będzie dzisiaj mowa.

Daktyle, które można kupić u Persa są po prostu niesamowite. Zapomnijcie o wysuszonych na wiór, sztucznie dosładzanych owocach palmy daktylowej. Wyobraźcie sobie naturalną słodycz, kremową konsystencję, owoc, który rozpływa się w ustach jest zdrowy i daje zastrzyk energii. Takie właśnie są daktyle od Persa. Sam sprzedawca do tego jest bardzo sympatyczny. Przy pierwszej wizycie proponował nam daktyle nadziewane papryką i owczym serem, które bardzo przypadły do gustu mojemu bratu. Ja zakochałam się w daktylach nadziewanych orzechami włoskimi z dodatkiem cynamonu i wiórków kokosowych. Gdy je pierwszy raz jadłam, przyszło mi na myśl skojarzenie ze smakiem baklavy...tylko bez ciasta :) Na stoisku znajdziecie również niesamowity sos Fesenjoon, który w perskiej kuchni służy do  marynowania, doprawiania mięs. Mi on smakował sam w sobie i pewnie znajdę dla niego inne zastosowanie :)

W czasie kolejnej wizyty nasz kochany Pers podzielił się ze mną przepisem na omlet z daktylami. Od razu wiedziałam, że mi zasmakuje, ale dość długo zbierałam się do jego przyrządzenia. W miniony weekend wreszcie miałam więcej czasu o poranku, by móc przygotować tak wytworne i pyszne śniadanie. Powiem wam, że omlet nie tyle nam smakował, co wzbudził wręcz ogromny zachwyt. Myślę, że jeszcze nie raz zagości na naszym stole zarówno w porze śniadania jak i lunchu.



Perski omlet z daktylami i fetą

na 2 osoby

4 jajka (z wolnego chowu)
6 sztuk świeżych daktyli
50 g sera feta (koniecznie prawdziwej greckiej) lub twarożku koziego/owczego
2-3 łyżki marynowanej papryki drobno pokrojonej (o dowolnym stopniu ostrości)
3 łyżki świeżej bazylii lub oregano
2 łyżki oliwy z oliwek



Daktyle pozbawiamy pestek i wrzucamy na rozgrzaną patelnię z oliwą. Podgrzewamy je na małym ogniu do momentu aż delikatnie zaczną się rozpuszczać.
W kubeczku roztrzepujemy widelcem jajka. Wlewamy je na patelnię do daktyli i dalej smażymy na niewielkim ogniu. Omlet delikatnie poruszamy, podważamy i przechylając patelnię pozwalamy by jajka powoli się ścinały, pilnując zarazem by się nie przypaliły.

Gdy omlet był już w połowie ścięty dorzuciłam do niego paprykę i fetę. Całość podgrzewałam jeszcze przez 3 minutki i doprawiłam posiekanymi listkami bazylii.

Omlet składamy na pół i od razu podajemy z kromką dobrego pieczywa.

Smacznego!

sobota, 9 marca 2013

Zdrowa przekąska. Batoniki owsiane z daktylami - Flapjaks.

Mój ukochany zażyczył sobie ciastek owsianych. Nie chciałam po raz setny powtarzać starych przepisów, więc postanowiłam poszperać w moich książkach kucharskich.

Byłam pewna, że znajdę jakiś przepis na owsiane wypieki w książkach brytyjskich autorów. Oczywiście, nie pomyliłam się. Zaciekawił mnie bardzo prosty przepis z książki Jamesa Martina "The great British Village Show Cookbook". Tak na marginesie, to kupiłam ją jakiś czas temu w secondhandzie :)
Autor napisał o tych ciasteczkach w ten sposób: "In northern parts of the UK I've heard this called nutty flip. Whatever name you use, flapjacks are the best baked in advance." A więc spokojnie możemy upiec mnóstwo tych batoników, by doczekały tych dni kiedy mają stać się smaczniejsze :) bo na prawdę szybko znikają...

Te ciastka- batoniki można upiec by służyły jako przekąska w czasie wycieczki, ale znajdą zaszczytne miejsce w dziecięcej i waszej osobistej śniadaniówce i puszce ze śniadaniowymi ciasteczkami. Są pełne błonnika i składników odżywczych pochodzących z płatków owsianych. Dodatek suszonych owoców czy czekolady, na pewno sprawi że będę zastrzykiem energii. Taka przekąska zaspokaja ochotę na coś słodkiego, jest sycąca i po prostu pyszna.

Oryginalny przepis odchudziłam według mojego uznania, a i tak batoniki wyszły bardzo słodkie. Wariacje na temat flapjacks można mnożyć i mnożyć urozmaicając je wieloma dodatkami. Możemy dorzucić do nich wszelkie suszone owoce, orzechy i kawałki gorzkiej czekolady.

 James proponował batoniki czekoladowe z imbirem z syropu. Na stronie BBC FOOD znalazłam przepis Nigela Slatera i Lorrein Pascale. Moja kompozycja to kombinacja tych wszystkich trzech propozycji.

Batoniki są fajnie chrupkie i lekko ciągnące zarazem. Moje, choć bez cukru są dość słodkie. Do ich wykonania użyłam wspaniałych daktyli podsuszanych które kupiłam na perskim stoisku w czasie LeTargu. Są mięciutkie, naturalnie suszone, a nie wyschnięte na wiór jak można czasem znaleźć na sklepowych półkach. Te daktyle dosłownie rozpływają się w ustach...



Batoniki owsiane z daktylami- Flapjakcs

200 g płatków owsianych
100 g masła
100 ml miodu (lub syropu klonowego)
100 g daktyli
1/2 szklanki migdałów
1/2 szklanki wiórków kokosowych

Masło rozpuszczamy w rondelku razem z miodem. W misce mieszamy wszystkie sypkie składniki- płatki, posiekane migdały i wiórki kokosowe. Daktyle pozbawiamy pestki i kroimy na male kawałki. Daktyle i masło z miodem dodajemy do płatków, dokładnie mieszamy.

Niewielka blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Przekładamy do niej wymieszane składniki i dobrze dociskamy. Formę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 st. C. Pieczemy przez 25 minut aż masa lekko się zarumieni.

Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy na 15 minut do przestygnięcia. Kroimy całość na niewielkie batoniki i zostawiamy by całkowicie ostygły.

piątek, 1 marca 2013

Lekka, kremowa zupa dyniowo marchewkowa z promykiem słońca

Iść ciągle iść w stronę słońca.....

tararara...paparara ti ra ra


Nareszcie nastał słoneczny dzień. Aż od razu naszło mnie na jakieś kolorowe danie.

W lodówce leżała jeszcze ostatnia najwytrwalsza dynia piżmowa z naszych ogródkowych zbiorów, dołączyła do niej marchewka ziemniaki i kawałek imbiru. Szybkie zdrowe i rozgrzewające danie. Gotowe maksymalnie w 20 minut.

A wieczorem, pełna energii pomknęłam na fitness. Dziś przeszłam samą siebie i spędziłam w klubie prawie 4 godziny z czego 3 na intensywnych ćwiczeniach. Znacie Speed Ball, Pump i Step? Jeśli nie, to może niedługo coś więcej o nich opowiem. To był dobry trening...




Zupa dyniowo marchewkowa pełna słońca
(4 porcje)

1 dynia niewielka piżmowa
2-3 marchewki
2-3 ziemniaki
2 litry wody
1/2 cebuli
ew. 1 ząbek czosnku
korzeń imbiru wielkości kciuka
3-4 łyżeczki sosu sojowego
pieprz do smaku
oliwa z oliwek

Do podania:
prażone ziarna słonecznika
fasola Jaś (z puszki lub ugotowana i wyłuskana)
mieszanka suszonych ziół z kwiatami.
ew. krem balsamiczny

Warzywa obieramy i wrzucamy do garnka. Zalewamy wrzącą wodą, dodajemy korzeń imbiru i czosnek i gotujemy aż warzywa będą miękkie. A wtedy zupę miksujemy w blenderze.

Posiekaną cebulkę podsmażamy na oliwie i dodajemy do zupy. Doprawiamy całość do smaku sosem sojowym i pieprzem.

Do podania używamy ugotowanej fasolki Jaś lub ciecierzycy i prażonych pestek słonecznika. Możemy też całość skropić oliwą, kremem balsamicznym i posypać mieszanką suszonych ziół.

Zupa fajnie smakuje z razowym chlebkiem albo z grissini

piątek, 8 lutego 2013

Chleb pełnoziarnisty na zakwasie z siemieniem i czarnuszką oraz słodka pasta z ciecierzycy.

Nadal dopieszczam mój zakwas pozwalając mu na wyczarowanie różnych chlebków. Teraz obojętnie w którym domu aktualnie jestem piekę kolejne chleby łącząc różne składniki, zmieniając proporcje, czekając na efekt czasem dłużej, czasem krócej. Jednak klasycznie najbardziej smakuje mi chleb z mąki pełnoziarnistej z dodatkiem ciemienia lnianego i przyprawiony czarnuszką.

Ostatnio zastanawiam się co jeszcze mogę wyczarować z mojego zakwasu. Mam już kilka pomysłów i może niedługo je wykorzystam.

Dziś do chleba, na śniadanie proponuję pastę z ciecierzycy. Nie jest to tradycyjny hummus, ale jego słodka wersja. Cieciorkę sama moczę, gotuję i mielę. Wtedy wiem, że nie ma w niej nadmiernej ilości soli czy innych konserwantów.

Niedawno próbowałam przepysznego hummusu w izraelskiej, wegetariańskiej restauracji Deli Cafe od niedawna przemianowanej na Marrakesh Cafe. Oferują oni ciekawe menu degustacyjne i lunchowe.  Razem z przyjaciółką zasiadłyśmy do stolika w przyjemnym lokalu utrzymanym w kontrastowej czerni i bieli. . Akurat miałyśmy możliwość podglądać pana malującego piękne ornamenty na ścianach.
Przy wejściu ponadto ścianę zdobią skrzynki-półki z jasnego drewna. Dekoracja na czasie, ekologiczna, prosta i ładna.
Na powitanie dostałyśmy pyszną rozgrzewającą zupę z pikantną nutą, idealna na bardzo mroźny dzień w jaki tam przybyłyśmy. Następnie wraz z lampką izraelskiego wina na stole pojawił się zestaw past i sosów- hummus, pasta z groszku i sos jogurtowo-ziołowy. A do tego falafel i koszyczek pysznego pieczywa. Bardzo to wszystko było smakowite. Wyszłyśmy najedzone, zaopiekowane, nagadane i zadowolone. Myślę, że jeszcze tam kiedyś wrócimy.

Moja pasta z ciecierzycy to inna bajka, ale myślę, że też świetnie sprawdziłaby się w śniadaniowym menu restauracji, a w  koszyczku mój zakwasowy chlebek... marzenie :D




Chleb pełnoziarnisty na zakwasie z siemieniem i czarnuszką.

składniki:

300 g mąki pszennej pełnoziarnistej
100 g mąki pszennej dowolnej
50 g otrąb żytnich
250 g zakwasu żytniego
200 ml letniej wody
1/2 szklanki siemienia lnianego
1 łyżka soli
1 łyżka melasy lub miodu
1 łyżka czarnuszki

Zakwas dokarmiamy co najmniej 6 godzin przez przygotowaniem ciasta na chleb.

Siemię lniane zalewamy do 3/4 wysokości szklanki i odstawiamy na minimum 30 minut.
Wszystkie składniki chleba wraz z namoczonym siemieniem dokładnie mieszamy szpatułką. Ciasto będzie dość luźne. Odstawiamy w ciepłe miejsce by rosło. Powinno wyraźnie zwiększyć objętość. U mnie trwało to  niecałe 4 godziny.

Formę do keksa wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy do niego masę chlebową. Wygładzamy wierzch i ponownie odstawiamy do wyrośnięcia.

Gdy chleb wypełni foremkę wstawiamy go do piekarnika nagrzanego do 225 st C. Spryskujemy wodą chleb i ścianki piekarnika i pieczemy 10 minut. Następnie zmniejszamy temperaturę do 210 st C i pieczemy kolejne 40 minut.
Po upływie tego czasu wyjmujemy formę z piekarnika, ciągnąc za papier wyjmujemy chlebek na deskę i odwracamy go do góry nogami. Tak odwrócony chlebek wstawiamy z powrotem do piekarnika i dopiekamy przez 15-20 minut aż ostukany będzie wydawał głuchy odgłos.

Chleb studzimy na kratce, po czym zawijamy w czystą ściereczkę. Chleb kroimy dopiero po kilku godzinach od pieczenia.



Pasta z ciecierzycy na słodko

1/2 szklanki suchych ziaren ciecierzycy
woda
2 łyżki pasty sezamowej
1,5-2 łyżki miodu

 Ciecierzycę moczymy przez co najmniej 12 godzin kilka razy zmieniając wodę. Następnie w nowej wodzie gotujemy do miękkości, co zajmie ok 30-40 minut.

Ugotowaną ciecierzycę blendujemy na gładko z kilkoma łyżkami wody z gotowania. Do tak powstałego musu dodajemy pastę sezamową i miód do smaku.

Pastą z ciecierzycy smarujemy chlebek i posypujemy uprażonymi ziarenkami sezamu.

Smacznego!