Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pasta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 października 2012

Krem z dyni z mlekiem kokosowym i cieciorką. Warsztaty z NieMarnuję

W czwartkowy wieczór miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach organizowanych przez Banki Żywności wspierające kampanię "Nie marnuj jedzenia. Myśl ekologicznie." Gościła nas Warszawska Akademia Kulinarna wraz z jej założycielem, którym jest młody i entuzjastyczny kucharz Robert Harna.






Wraz z warszawskimi blogerkami kulinarnymi, laureatkami konkursu "Nie rzucaj mięsem do kosza" i wolontariuszami Banków Żywności przygotowywaliśmy przeróżne potrawy z dostępnych nam składników.

Od pierwszych chwil naszego kulinarnego spotkania dzieliliśmy się wzajemnie naszymi sposobami na nie marnowanie jedzenia. Oto jakie były nasze propozycje:
- dokładne planowanie zakupów,
- mrożenie resztek,
- produkowanie przetworów,
- przetwarzanie resztek w nowe pyszne dania,
- dzielenie się jedzeniem ze znajomymi,
- przygotowywanie porcji do zjedzenia na jeden raz,
- sprawdzanie daty przydatności,
- kontrola zawartości lodówki i spiżarni,
- odpowiednie przechowywanie żywności,
- posiadanie produktów "niezbędników" o długim terminie ważności, z których udziałem można zawsze coś przygotować (np. makaron, kasze, sos pomidorowy),
- posiadanie głodnego męża lub narzeczonego
- posiadanie głodnego męża i dorastającego syna :)




Wiele praktycznych porad udzielił nam kucharz prowadzący warsztaty.


Spotkaliśmy się w dzień makaronu, więc pierwsze potrawy powstały z jego udziałem. Z warzyw i mięsa- składników bardzo często wyrzucanych do kosza, przygotowaliśmy makaronowa ucztę. 






W czasie gotowania nieustannie toczyły się między nami kulinarne rozmowy. Dzieliliśmy się poradami dotyczącymi gotowania, doprawiania, przechowywania, przetwarzania itp...itd.
Wszystkie makarony smakowały wyśmienicie. Zostało ich sporo, ale zapakowaliśmy je w opakowania na wynos i zabraliśmy ze sobą. Taki makaron to świetny lunch na następny dzień. Można go zjeść zarazem na zimno, jak i odgrzać w piekarniku w razie potrzeby dodając odrobinę dodatków, sosu czy wody.






Dewizą naszego czwartkowego gotowania było przygotowywanie potraw sezonowych. Zajadaliśmy się między innymi daniami z dodatkiem dyni i marchewki/ Z tego połączenia wyczarowałyśmy z koleżankami pyszną zupę dyniową. Do dyspozycji miałyśmy zawartość torby z zakupami, która nie była nam znana. Naszym zadaniem było wykorzystanie każdego składnika i przygotowanie z nich dowolnego dania. Na naszym stole pojawiły się marchewki, pomidory, kawałek dyni, puszka cieciorki, śmietana kremówka, przecier pomidorowy. Uruchomiłyśmy wyobraźnię i z jednego zestawu przygotowałyśmy 2 dania na wieczorną kolację. Była to zupa z dyni i marchewki z kokosową nutą i dodatkiem ciecierzycy oraz deser z lekko karmelizowanej dyni z gruszką, bitą śmietaną i prażonymi płatkami migdałowymi. 










W innych grupach powstały sałatki, kolejny makaron i kolejna zupa dyniowa- ale tym razem na ostro. W ciągu godziny powstały bardzo kolorowe i pyszne dania pełne witamin i mikroelementów. Do ich wykorzystania używaliśmy warzyw, mięsa i dodatków, które pozornie mogły do siebie nie pasować. przepisy na stworzone przez nas potrawy znajda się niedługo na portalu niemarnuje.pl

Ja dzisiaj zaprezentuję wam zupę, którą przygotowałam wspólnie z koleżankami. 
Była wspaniała, tak samo jak te chwile spędzone na wspólnym gotowaniu. 



Zupa krem z dyni i marchewki z kokosową nutą i dodatkiem ciecierzycy.

200 g miąższu dyni
2 marchewki
1-2 pomidory
korzeń imbiru wielkości kciuka
2 ząbki czosnku
1 puszka ciecierzycy
2 łyżki przecieru pomidorowego
400 ml mleczka kokosowego
oliwa z oliwek
sos sojowy
sól

Obieramy i siekamy drobno czosnek i imbir.  Pomidory parzymy wrzątkiem i obieramy ze skórki. 
W rondelku rozgrzewamy oliwę i podsmażamy na nim czosnek z imbirem. Dodajemy do nich pokrojoną w kostkę dynię i marchew, delikatnie solimy. Podsmażamy chwilę często mieszając. Pomidora również drobno kroimy i dodajemy do rondla. Warzywa przykrywamy i dusimy do miękkości. W razie potrzeby dodajemy odrobinę przegotowanej wody. Gdy warzywa już lekko zmiękną wlewamy mleczko kokosowe i dalej gotujemy kilka minut. Zupę miksujemy i doprawiamy sosem sojowym i przecierem pomidorowym.

Wstawiamy z powrotem na ogień i dodajemy odcedzoną cieciorkę. Gotujemy na małym ogniu kilka minut, aż cieciorka się podgrzeje.

Do podania możemy użyć słodką śmietanę i uprażone nasiona dyni, czy płatki migdałowe.

Smacznego! 

wtorek, 24 lipca 2012

Cannelloni con spinaci e ricotta - dla mojej mamy.

Już jutro obiecane przetwory z patisonów a może nawet i z ogórków. Jednak jeszcze dzisiaj przepis na danie, które przygotowuję dla mojej mamy za każdym razem gdy ją odwiedzam.

Jak już kiedyś wspominałam, obydwie bardzo lubimy włoskie makarony. Gnocchi, tortellini, ravioli, papardele z różnymi, głównie warzywnymi dodatkami. Ale najbardziej ukochane przez moją mamę są cannelloni ze szpinakiem i zawsze je dla niej przygotowuję. Mój tata należy do miłośników mięsiwa i piwa i takie potrawy "jak dla królika" niekoniecznie mu smakują... no cóż nie wie co traci.

Dzisiaj odwiedziłyśmy razem nasz pobliski targ. Zaopatrzyłam się w fasolkę, różnokolorowe, fikuśne papryki, pachnące pomidory, świeży szpinak oraz morele i młode jabłka. Ech, uwielbiam spacerować między straganami i polować na dobre i świeże owoce i warzywa. Możemy tam też kupić sadzonki ziół i kwiatów, jaja, pieczywo i mnóstwo innych przydatnych rzeczy w kuchni i w domu. tego mi brakuje w Czechach...

Zawsze gdy przyjeżdżam do  rodziców mam swoje jedzeniowe zachciewajki. Nikt nie robi lepszej kaszki mannej na mleku ani smaczniejszych racuchów, czy zupy grochowej niż moja mama. Ja także mam kilka potraw, które w tych dniach przygotowuję w tym ciasteczka z muesli, risotta, cannelloni i inne. Cannelloni występuje u mnie w kilku wersjach, ale najczęściej robimy wersję ze szpinakiem i sosem beszamelowym, lub z sosem pomidorowym jak dzisiaj. Potem razem zajadamy z uśmiechem na twarzy :)

A więc zanim o przetworach, zapraszam na obiadek.



Cannelloni con spinaci e ricotta

(dla 2-3 osób)
12 rurek makaronu cannelloni

150 g sera ricotta
500 g dobrego mrożonego szpinaku
(lub 750 g świeżego szpinaku )
1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej (lub więcej)
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
garść natki pietruszki

Sos:
150-200 ml przecieru pomidorowego
1/2 cebuli
1 gałązka estragonu i oregano

sól i pieprz do smaku
oliwa z oliwek

50 g startego twardego sera (użyłam polski Szafir)

Przygotowanie:
Szpinak jeśli jest mrożony, rozmrażamy na głębokiej patelni dusząc początkowo pod przykryciem i na koniec odparowując całą wodę. Jeśli kupicie dobry, czysty szpinak wody nie powinno być prawie wcale. Nie polecam szpinaku w typie gniazdek, porcyjek itp, a już szczególnie tego ze śmietaną.

Świeży szpinak wrzucamy na patelnię z 1/2 szklanki wody, przykrywamy i dusimy przez 3 minuty- aż całkiem "zwiędnie". Wykładamy na drobne sito i gdy przestygnie odciskamy go z nadmiary wody. Następnie siekamy go bardzo drobno.

Listki pietruszki siekamy i mieszamy ze szpinakiem, dodajemy do nich także sól, pieprz, gałkę muszkatołową i ricottę. Jeśli lubicie czosnek możecie przecisnąć jeden ząbek przez praskę i również dodać do nadzienia.

Piekarnik rozgrzewamy do 180 'C.



Cebulę drobno siekamy i podsmażamy aż zmięknie na kilku łyżkach oliwy. Następnie wlewamy do niej przecier pomidorowy, przyprawy  i  posiekane zioła. Dodaj tyle ziół i przypraw ile lubisz. Całość mieszamy i podgrzewamy nie dłużej niż 5 minut.

Przygotowujemy naczynie do zapiekania, najlepiej prostokątne. Na dno wylewamy połowę sosu pomidorowego. Każdą rurkę nadziewamy nadzieniem szpinakowym i układamy na sosie. Mi nadzienia wystarcza na 12-13 rurek. Gdy wszystkie rurki już leżą w naczyniu polewamy je po wierzchu resztą sosu.
Najważniejszy jest fakt, by wszystkie rurki były przykryte sosem, żeby mogły się ładnie ugotować.
Cannelloni wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20 minut.

Po tym czasie szpinakowe rurki posypujemy startym serem i zapiekamy kolejne 5-7 minut. Ja dorzuciłam także krążki z młodego pora.

Aby mieć pewność, że makaron już jest miekki i gotowy do jedzenia, wbijcie w niego widelec. Jeśli wchodzi dość łatwo, to cannelloni powinny być gotowe. Zawsze możesz tez kawałek oderwać i spróbować :)

Przed podaniem cannelloni skrapiam dodatkową ilością oliwy z oliwek i posypuję ziołami i mielonym pieprzem.

No i gotowe. Smacznego!


piątek, 15 czerwca 2012

Knedle, kluski, kuleczki, kopytka. Ziemniaczano- ziołowy zawrót glowy.

Nie miałam specjalnie pomysłu na obiad, więc zajrzałam do książki kucharskiej jaką niedawno przywiózł od swojej mamy mój kochany. Jest to "Kuchnia Wegetariańska" Marka Łebkowskiego. Książka jest bardzo ładnie wydana, na papierze kredowym z wieloma fotografiami i ciekawymi przepisami. Moją uwagę szczególnie przykuło pierwsze 60 stron, na których znajdziemy mnóstwo przydatnych informacji i ilustracji opiewających warzywa, owoce, przyprawy, kasze, makarony, mąki i fasole wszelkiego typu. Jest to niewątpliwie ważna część szczególnie dla osób, które średnio orientują się w świecie gastronomii.  Oprócz tego znajdziemy tam masę przepisów o różnym poziomie trudności od sałatek, zup, tart po dania z kaszami, jajkami, słodkości i chleby. Na mojej półce zajmuje ona szczególne miejsce między książkami dla wegetarian. Polecam. Przepis, który podałam poniżej pochodzi właśnie z jej stron. Mogę śmiało powiedzieć, że przepis jest wyśmienity, danie proste, a smaczne, a do tego tanie :)

Knedle podałam z  pierwszymi w tym roku małosolnymi ogóreczkami, a poniekąd pierwszymi w mojej karierze kulinarnej :) (dotąd do wykonywania małosolnych wykorzystywałam mamę) PYCHA



Ziemniaczane knedle ziołowe.

Składniki:
 (dla 4 osób)

600 g ziemniaków,
2 żółtka
50 g mąki ziemniaczanej
drobno pokrojone świeże zioła:
2 gałązki majeranku lub oregano,
2 gałązki koperku,
2 gałązki tymianku
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
sól, pieprz
2 łyżki masła (ja użyłam czosnkowego)

Ziemniaki ugotować w łupinach. Gdy trochę ostygną obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Posiekane zioła, ziemniaki, żółtka i mąką dobrze wymieszać. Dodać pieprz i gałkę muszkatołową.
Masę zagnieść w dużą kulę i odstawić pod ściereczką na 20 minut.

Z masy ziemniaczanej uformować kulki wielkości włoskiego orzecha. Gotować porcjami we wrzącej wodzie. Gdy wypłyną na powierzchnię, gotować je jeszcze 2 minuty. Wyłowić łyżką cedzakową o przełożyć na talerze. Knedle przed podaniem polać stopionym masłem i posypać posiekanym koperkiem.

Knedle najlepiej gotować w dużym garnku, lub nawet w dwóch, jeśli chcemy podać w tym samym czasie ciepłe danie dla wszystkich obiadujących :)




poniedziałek, 28 maja 2012

Raviolii z botwinką, młodą kapustą i rzeżuchą.

Co pewien czas podejmuję próby przygotowania własnego makaronu. Nie jest to dla mnie takie proste, muszę chyba więcej opracować na siłowni :) Fajne przepisy na domowy makaron znalazłam w książce Jamiego Oliver'a Naked Chef. Problem w tym, że ja nie mam takiej fajnej maszynki do makaronu jak on... Muszę ja zapisać na liście do świętego Mikołaja.  Oglądałam też jeden z odcinków "Jamie at home" gdy przygotowywał makaron używając jaj kur ze swojej małej hodowli. Jak będę duża i będę mieszkać w domku z działką, to założę sobie mini kurnik i tez taki makaron sobie przygotuję... Jestem w trakcie czytania biografii Jamiego, stąd wiem o jego pasji do produkcji domowego makaronu i chleba. Uczył się długo i cierpliwie, także pod okiem specjalistów od "pasty" czyli Włochów. Ja na razie tez się uczę, podejmując wiele prób z różnym rezultatem, ale może dojdę kiedyś do swoistej perfekcji... zobaczymy.

Byłam kiedyś  z ekipą z Warsztatów Smaku na kolacji w restauracji 12 stolików w Warszawie. Kuchnia+ wybrała tą restaurację, gdyż wygrała ona w plebiscycie na najlepszą restaurację. Moją uwagę najbardziej przykuł stół  stojący na środku sali, na którym pracował jeden z kucharzy. Przygotowywał tam świeże ravioli. Ja skusiłam się na takie z nadzieniem z dyni. Byłam zachwycona, bo smakowały dokładnie tak jak ja bym je dla siebie przygotowała. Poza tym każdy z pierożków był w paski, bo powstał z różnokolorowych płatów ciasta. Mmmmm lubią takie miejsca. W tym miejscu kucharz pracował nad makaronem przy pomocy KitchenAid. Tego na listę nie zapiszę, bo żaden z Mikołajów nie dysponuje odpowiednią ilością pieniążków.

Każdy chyba wie, że większość Włochów opiera praktycznie każdą ze swoich kolacji na makaronie. My także mnóstwo pasty wchłonęliśmy w czasie pobytu w tym pięknym kraju. Mój pierwszy obiad w stołówce składał się z talerza pełnego ravioli w kilku smakach (żeby więcej spróbować). Nie byłam w stanie zjeść całej porcji...ale dla nich to żaden problem. Kolejne makaronowe wspomnienie, to kolacja u Paula z Hospitallity Club we Florencji. Nasz gospodarz zapowiedział, że zrobi nam oryginalną pastę z Sardynii. Czekałyśmy z niecierpliwością i.... dostałyśmy coś na kształt polskich pierogów ruskich, tylko w większym rozmiarze.  Nie powiem, smakowało wybornie. Pisałam już kiedyś o gnocchi w Koloseum :) Ale ja najbardziej chyba pokochałam ravioli i tortellini...

Te które przygotowałam, chciałam jak najbardziej wypełnić wiosną. Uwielbiam te porę roku i wszystkie nowe warzywa i owoce, które pojawiają się w ogrodzie i na talerzach. W tej chwili nie mam dostępu do ogrodu, ale hoduję kiełki i zioła na parapecie. Jednak już za tydzień będę mogla wreszcie wybrać się między grządki w poszukiwaniu truskaweczek od mojej mamy :)



Ravioli z botwinką, młodą kapustą i rzeżuchą.

Składniki :
(dla 4 osób)
Makaron:
500g mąki pszennej (najlepiej '00', lub semoliny)
5 świeżych dużych jaj (od kur z wolnego wybiegu)
mąka do posypania stolnicy

Nadzienie:
150 g młodej botwiny (tylko liście)
150 g młodej kapusty
50 g parmezanu (luba) innego ser
1 ząbek czosnku
sól, pieprz, zioła  do smaku
3 łyżki posiekanej rzeżuchy

Mąkę przesiać na stolnicę. W środku kopca zrobić dołek, do którego wbijamy jajka. Za pomocą widelca przebijamy żółtka i wstępnie mieszamy mąkę z jajkami. Następnie wyrabiamy ciasto rękoma dość długo (oj długo) by wydobyć z mąki gluten i by ciasto stało się gładkie i jednolite. Zawijamy je w folię i wstawiamy do lodówki by odpoczęło, na godzinkę.

Przygotowujemy nadzienie. Botwinę i kapustę należy pokroić dość drobno i sparzyć we wrzącej wodzie. Osączyć, zahartować zimna wodą zostawić chwilę na sicie, by wyciekł z nich nadmiar wody. Warzywa można jeszcze wrzucić do malaksera by jeszcze bardziej je rozdrobnić. Następnie dodajemy do nich posiekane czosnek i rzeżuchę oraz ser starty na drobnych oczkach. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Ja dodałam jeszcze  parę świeżych listków tymianku i bazylii. Nadzienie mieszamy dokładnie, pamiętając że nie może ono być wodniste, bo przez to nasze ravioli się rozkleją w czasie gotowania. Przechodzimy do wałkowania.
Odkrawamy 1/3 ciasta na makaron, resztę zawijamy i odkładamy na bok. Stolnicę podsypujemy delikatnie mąką i rozwałkowujemy ciasto. Nie powinno się ono przyklejać do deski. Należy je rozwałkować bardzo cienko, tak by było przez nie widać sęki z drewna pod spodem.



Wielkość i kształt ravioli pozostawiam waszej inwencji twórczej. ja przygotowałam ravioli- kwadratowe o boku 6cm. Cały płat podzieliłam na jednakowe kwadraciki. Całość posmarowałam rozkłóconym białkiem jajka, by łatwiej było sklejać pierożki. Na połowie ułożyłam po łyżce nadzienia. Pozostałymi kwadracikami przykrywamy płaty z nadzieniem. Sklejamy przyciskając palcem naokoło nadzienia, by w środku nie zostało powietrze. Na brzegach wykonałam wzorek za pomocą widelca.Pierożki odkładam na oprószoną mąką deskę i przygotowuję kolejne ravioli z reszty ciasta.

Ravioli gotujemy w osolonym wrzątku około 5 minut. Przed podaniem możemy polać je rozpuszczonym masłem, posypać wiórkami parmezanu i udekorować ulubionymi podprażonymi nasionkami i świeżymi ziołami. Ja użyłam nasion sezamu, siemienia lnianego i dyni oraz listków rzeżuchy.

Jeśli zostanie wam trochę ciasta makaronowego, możecie napełnić go innym  nadzieniem, lub pokroić w paski na tagiatelle, papardelle, lub prostokąty na lasagne.



Smacznego!

piątek, 24 lutego 2012

Domowe pesto z rucoli w kilku wersjach

Szybko, szybko już padam z głodu, krzyczy od wejścia do domu ukochana osoba. Co tu przygotować?
 Dobrze na takie okazje mieć w lodówce domowe pesto, albo przynajmniej składniki, do jego przygotowania.

Dla mnie sama przyjemność przygotowywania jedzenia po domowemu jest bardzo satysfakcjonująca. Razem z mamą robimy słynne już nisko słodzone- albo całkiem bez dodatku cukru dżemy i mramolady. W naszej spiżarni wiele jest słoików z marynowanymi buraczkami, dynią, ogórkami, cukiniami, patisonami ( zwanymi przez nałogowych zjadaczy parkinsonami :P ). Zawsze samodzielnie przygotowuję wszystkie sosy do sałatek makaronów i innych potraw. Wierzę że dzięki temu będą o wiele zdrowsze niż te ze słoika.

Niektórzy powiedzą- ale ja nie mam na to czasu... Będę wtedy głośno krzyczeć, że nigdy przygotowanie sosu nie zajmuje mi więcej niż 30 minut. Przeważnie po około 15 minutach sos jest gotowy. Więc, gdy chcemy obiad na szybko- w czasie gotowania makarony, czy ryżu- spokojnie zdążysz ugotować sos. Jest to tylko kwestia prób i oczywiście posiadania uniwersalnych składników w lodowce.

 Co się na pewno przyda? Czosnek, cebula, pulpa pomidorowa lub pomidory w puszce (pelati), oliwki, papryczki chili, pesto, mrożony groszek, lub szpinak, świeże dowolne zioła- bazylia, natka pietruszki, koperek, ruccola, kolendra. Do tego kawałek dowolnego sera (parmezan, cheddar, inny ulubiony, feta, tofu, pleśniowy), albo mięsa (mielone, pierś z kurczaka, indyka), ryby-łosoś świeży lub wędzony, różne białe ryby, anchois w puszce. Wyszło tego dużo- ale nie o to chodzi żeby mieć wszystko w swojej spiżarce- ale chociaż niektórych przedstawicieli powyższej listy.
 Uwielbiam momenty w programach kulinarnych gdy kucharze zaglądają do swojej spiżarni- np. Nigella Lawson, czy Jamie Oliver i inni. Te półki uginające się od mąk, makaronów, fasoli, kasz, przypraw, sosów, przetworów, oliw, puszek. Moja kolekcja nie jest aż taka, ale znajdziecie tam podstawy do przygotowania obiadu, kolacji, deseru- na szybko. Polecam :)

Tradycyjne pesto bazyliowe
(na 180 ml pesto)
2 ząbki czosnku
50 g orzeszków pini
80 g liści bazylii
4 łyżki startego sera parmezan
150 ml oliwy z oliwek extra virgin

Wszystkie składniki oprócz oliwy utrzeć na gładko w moździerzu, lub w malakserze. (tak na pewno jest szybciej :)) Dodawać oliwę cienkim strumieniem ciągle mieszając.
Pesto można użyć od razu dodając je do odsączonego ciepłego makaronu. Resztę przechowywać w lodówce w wysterylizowanym słoiku zalane warstwą oliwy z oliwek. Jego trwałość to 3 tygodnie.




Pesto z ruccoli- zamiast bazylii dodajemy tą samą ilość ruccoli

Pesto z ruccoli i orzeszków ziemnych- zamiast bazylii dodajemy ruccolę, orzeszki pini zastępujemy orzeszkami ziemnymi. najlepiej cale orzeszki obieramy z łupinki i skórki. 

Moje pesto z ruccoli pojawiło się w towarzystwie makaronu rurki (oczywiście al dente), tworząc posiłek prosty, lekkostrawny i co najważniejsze- zdrowy.

Smacznego!

wtorek, 21 lutego 2012

Obiad od serca, czyli krótka opowieść o gnocchi.

Gnocchi, to jedno z ulubionych dan mojej mamy :) Z tymi mięciutkimi, pysznymi kluseczkami wiążą się pewne wspomnienia....


Gdy studiowałam pół roku w pięknej Italii poznałam wiele odmian pasty i pizzy. W naszej studenckiej stołówce można je było skosztować w każdej niemal odmianie. Pamiętam jak dziś, że na pierwszy obiad z moją koleżanką zjadłyśmy po talerzu ravioli i pękałyśmy już w szwach więc deser powędrował za nami do akademika. Zresztą robiłyśmy tak często, bo pełen zestaw obiadowy był dla nas zdecydowanie za duży, a w pewnym sensie służył nam później za kolację a czasem i śniadanie :) No cóż, na emigracji trzeba nauczyć się oszczędności. Niestety nie dysponowałyśmy ani pokaźnym stypendium, ani zapasem pieniędzy od rodziców, więc w czasie obiadów restauracji nie odwiedzaliśmy nigdy. Gdy wypuszczaliśmy się z dala od naszego Turynu, by podziwiać resztę Włoch przygotowywaliśmy coś do jedzenia na własną rękę, albo korzystaliśmy z dobroci pizzerii. Nikt nie odbierze Włochom trofeum za najlepsze pizze, więc narzekać nie mogłam :) Powracając do stołówki, tamtejsza pizza była wprost nieziemska, a lasagne będę chyba pamiętać do końca życia.


W pewnym momencie odwiedzili mnie moi rodzice i tu właśnie zaczyna się historia z gnocchi. Wybraliśmy się nocnym pociągiem do Rzymu. Moja mama będzie te podróż chyba jeszcze dłuuugo wspominać, bo towarzyszyły nam porywcze i pokaźnych rozmiarów donne z Neapolu :) Ja po uspokojeniu sytuacji w przedziale po prostu zasnęłam...


Rzym. Odwiedziłam już to miasto dwa razy. jestem nim oczarowana i mogłabym długo o nim opowiadać, ale skupię się na jedzeniu. Dzięki temu, że w maju we Włoszech jest już na prawdę ciepło nasze pożywienie w czasie dnia stanowiły głównie lody. Och, gdy o nich teraz pomyślę... Pistacjowe, które miały piękny naturalny kolor i niesamowity smak, kasztanowe, gianduja i wiele, wiele innych. Najpiękniejsze we włoskich lodach jest to, że dostajesz ich bardzo dużo. Wybiera się smaki, nie kulki! Te nasze wyskrobywane z trudem kuleczki w najlepszych lodziarniach w Polsce niczym się do nich nie umywają. Spróbujcie zjeść kubeczek z 3 smakami lodów, a gwarantuję, że będziecie najedzeni. Porcja każdego smaku nakładana jest na oko, szpatułką i zawsze jest wielkości co najmniej 2 polskich kulek. Mmmm az się rozmarzyłam...


We Włoszech zaraziłam też mamę miłością do ricotty i właśnie do wspomnianych gnocchi. W ten pamiętny dzień, gdy naszym celem miało być koloseum przygotowaliśmy sobie wałówkę do plecaczka. Z racji, że generalnie w Rzymie nie ma ławeczek, ostatecznie mury i nie mieliśmy gdzie przysiąść na chwilę, więc mini piknik urządziliśmy sobie właśnie w tym wiekowym zabytku. Była to pasta fresca- czyli świeża- gnocchi di patate podgotowane i podsmażone na masełku z odrobiną parmezanu. Jedzone na starożytnych murach, na zimno w ciepłym słonku wyryły się w pamięci na zawsze.
W Polsce zapewne zaraz by nas ktoś "upomniał" mówiąc ładnie, lub wygonił z tymi kluseczkami wbitymi na widelce, ale nie w Italii. Włosi wręcz się do nas serdecznie uśmiechali i wyrażali swoje zadowolenie nad naszym uwielbieniem dla gnocchi w tak zaszczytnym miejscu. Piękne wspomnienia....


Teraz kilka słów o tym dlaczego dzisiaj gnocchi wystąpią w kształcie serca. odpowiedź jest prosta i krótka- z miłości. To było kolejne danie naszej Walentynkowej uczty. Aby nadać im także odpowiedniego koloru dodałam do ziemniaków nieco pulpy pomidorowej, w której również się później zapiekały. Oto przepis:


Gnocchi od serca. Pomidorowe w sosie pomidorowym.



Składniki (2-3 porcje):
1 kg ziemniaków
2 żółtka
ok 5 łyżek pulpy pomidorowej
ok 300 g mąki pszennej
szczypta soli

Sos:
1 szklanka pulpy pomidorowej
sól, pieprz do smaku
oregano i tymianek
ok 30 g startego parmezanu (lub innego ostrego sera)
oliwa z oliwek

Przygotowanie:

Ziemniaki ugotować w mundurkach do miękkości. Obrać i utłuc na gładko. Dodać żółtka, szczyptę soli i pulpę pomidorową. Wymieszać dokładnie i stopniowo dodawać mąkę do momentu gdy ciasto przestanie się kleić. Ja użyłam ok 1.5 szklanki maki, ale zależy to od rodzaju ziemniaków i samej mąki. Ciasto podzielić na 2-3 porcje i z każdej uformować wałek. Odcinać nożem kluseczki wielkości orzecha włoskiego. Następnie każdą kluskę uformować w kulkę i za pomocą trzonka np od łyżeczki zrobić z jednej strony dołek, aby łatwiej było uzyskać kształt serca. Kluseczki odkładać na posypaną mąką stolnicę lub tacę. Gnocchi gotować we wrzącej wodzie z łyżką oliwy przez ok 1 minute od wypłynięcia na powierzchnię. Po czym kluski wybrać łyżką cedzakową i wyłożyć na tacę lub talerze- posmarowane oliwą. Kluseczki czekają na sos.

Gdy ugotujesz już wszystkie gnocchi możesz przygotować sos, chyba że już masz to za sobą  :)
Pulpę pomidorową wlewamy na chwilę do rondelka z 2 łyżkami oliwy. Doprawiamy przyprawami- ja dodaję zawsze dużo oregano, bo uwielbiam jego smak z pomidorami. Jeśli masz czas i ochotę podsmaż wcześniej w tym samym rondelku cebulkę i czosnek, ja tym razem z nich zrezygnowałam.

Rozgrzej piekarnik do 180 stopni a w tym czasie sos pomidorowy lekko się zredukuje. Na dużą blaszkę wylej sos pomidorowy, na którym delikatnie ułożymy gnocchi. Całość posypujemy serem i wstawiamy do piekarnika na maksimum 20 minut.

Gnocchi będą pyszne w towarzystwie prostej mieszanki sałat z winegretem.



Smacznego!