Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dania wegetariańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dania wegetariańskie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 listopada 2013

Pęczak a'la risotto z dynią, chilli, wędzonym tofu i przyprawą Kamis

Marka Kamis lubi blogerów, nie da się tego ukryć. Ale dzięki tej sympatii mogę czasem wypróbowywać różne ich nowości, jakie pojawiają się na rynku.  Ostatnio do mojej kuchni trafiła limitowana edycja przypraw kuchni włoskiej. Mamy tu przyprawę do pizzy po sycylijsku, do spaghetti bolognese, spaghetti carbonara i przyprawa do pomidorów.

Od razu zaczęłam czytać ich skład i muszę przyznać, że jestem nim pozytywnie zaskoczona. Przykładowo, przyprawa do spaghetti carbonara zawiera takie składniki jak: cebula, czosnek, gałka muszkatołowa, natka pietruszki, pieprz biały, bazylia i tymianek. Nie widzę w składzie soli, ani konserwantów, ponadto, producent deklaruje, ze nie ma w niej glutaminianu. taki zestaw przypraw to fajna rzecz, zwłaszcza dla początkujących i zabieganych kucharzy, albo na przykład w podróży Nie trzeba wtedy się martwić jakie przyprawy i w jakiej proporcji powinny wylądować w spaghetti, wystarczy posłużyć się przepisem z opakowania i wsypać gotową mieszankę.

Mieszankę do spaghetti carbonara używam też w przygotowaniu innych dań. Ostatnio przyprawiłam nią szpinak a innym razem duszone borowiki i fajnie to razem grało. Dziś eksperymentuję doprawiając tą przyprawą pęczak z dynią. Lubię smak gałki muszkatołowej, który jest w przyprawie dobrze wyczuwalny i dla mnie fajnie pasuje do dyni. Polecam.



Pęczak a'la risotto z dynią, chilli wędzonym tofu.
(dla osób)

8 łyżek kaszy pęczak
300 g dyni pokrojonej w kostkę (użyłam dyni piżmowej)
200 g wędzonego tofu
100 ml mleka
ok 200 ml wody
2 cm kawałek chilli (razem z pestkami)
1/2 cebuli
1 ząbek czosnku
1 łyżka śmietany 12% lub masła (niekoniecznie)
sól do smaku
3 łyżki przyprawy do spaghetti carbonara (Kamis)
2 łyżki oleju
natka pietruszki do podania

Cebulę, czosnek i chilli kroimy w drobną kostkę. W szerokim rondlu rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę, po chwili dorzucając czosnek i chilli.
Pęczak wrzucamy do rondla i chwilę prażymy. Po ok  minutach dolewamy mleko, przykrywamy i dusimy na średnim ogniu.
Gdy mleko się wchłonie stopniowo dodajemy wodę. przy 3 dolewce wody dorzucamy również dynię i dalej całość dusimy pod przykryciem. Dynia także odda do pęczaku trochę soku.
Gdy pęczak będzie już prawie miękki dorzucamy wędzone tofu. Po chwili wspólnego duszenia całość doprawiamy solą i przyprawą  do spaghetti carbonara. W razie potrzeby dodajemy więcej płynu, ale nie za dużo by nie rozgotować kaszy.
Gdy pęczak będzie już wystarczająco miękki, całość zdejmujemy z ognia i jeśli mamy ochotę, dodajemy łyżkę śmietany, albo nawet masła. Odstawiamy na 3 minuty pod przykryciem, by pęczak jeszcze troszkę doszedł.

Podajemy przybrane świeżą natką pietruszki.

Smacznego!

wtorek, 15 października 2013

Eggcheese. Sałatka z serem jajecznym

Często na swojej drodze spotykam bardzo fajne produkty. Często jestem gościem na wszelkiego rodzaju targach, wystawach, imprezach kulinarnych, gdzie swoje produkty prezentują fajni producenci.

W miniony piątek odwiedziłam Łódź i Targi Natura Food. Popróbowałam wiele fajne sery, ogólnie nabiał zarówno z mleka krowiego, koziego i owczego, soki, miody, chleby, produkty roślinne- takie jak tofu i napoje w wielu smakach, produkty zbożowe, w tym pyszne ciastka, czipsy amarantusowe i wiele innych. Dla własnego komfortu nie powiem ile tam wydałam... ale przynajmniej ze świadomością, że są to zdrowe, naturalne produkty.

Jakiś czas temu, mój narzeczony pokazał mi co zakupił w sklepie ze zdrową żywnością. Na początku zupełnie nie mogłam załapać co to jest, mimo że jego nazwa jest prosta- Eggcheese. Ser jajeczny? Ale jak to?

No właśnie. Jest to taki śmieszny ser, produkowany przez Słowaków, a składa się on w 94% z białka jajka kurzego. Od razu zapytałam wujka Googla z czym i jak to się je. Producent wychwala swój ser pod niebiosa i szczerze mówiąc, także uważam ze jest to całkiem fajny wynalazek.
W składzie sera jajecznego jest jak wspomniałam 94 % jajka kurzego a ponadto: sól ( 0,6 mg na 100 g), zioła, twaróg nisko tłuszczowy i suszone mleko. Ostatnie składniki jak widać występują w nim w śladowych ilościach. Ponadto, etykieta zapewnia, że jest to produkt bezglutenowy. bez tłuszczu i bez cholesterolu.

Eggcheese, to w zasadzie czyste białko, więc świetnie sprawdziłoby się w diecie atletów budujących masę mięśniową, ale polecany jest także dla cukrzyków (zawiera śladową ilość cukrów 06 mg na 100 g), wegetarian, dzieci, osób starszych i osób planujących zrzucić parę kilogramów (52 kcal na 100 g).
Ser jajeczny występuje w wersji naturalnej i wędzonej, próbowałam obie i mogę śmiało powiedzieć ze są smaczne. Wersja wędzona jest bardziej wyrazista, co chyba oczywiste, a naturalna o neutralnym smaku.

Koszt takiego sera w Czechach to ok 6,5 za 2 porcje po 100 gram.

Ciekawa jestem czy można go gdzieś dostać w Polsce. Jeszcze go tutaj nie spotkałam, ale będę poszukiwać.

Moja propozycja podania Sera jajecznego to prosta szybka sałatka. Ilości składników nie podaję, bo sami sobie je z łatwością dobierzecie.



Sałatka z Eggcheese- czyli sposób na ser jajeczny

opakowanie Eggcheese
liście świeżego szpinaku
natka pietruszki
pomidory
cebula dymka
granat
olej rzepakowy tłoczony na zimno,
krem z octu balsamicznego
kilka kropel tabasco

Szpinak porwać na małe kawałki, pomidora, natkę i dymkę dowolnie pokroić. Przygotowane składniki przełożyć na talerz, a na wierzchu powstałej sałatki ułożyć ser jajeczny i udekorować miąższem granatu.
Całość skropić dowolną oliwą lub olejem, octem winnym i/lub kremem balsamicznym Dla odrobiny pikanterii dodałam do sałatki  kilka kropel tabasco.

Było smacznie :)

czwartek, 10 października 2013

Wegańska tarta Vortex do spróbowania na targach Warszawski Smak w klubie 1500m2




Już w w najbliższą niedzielę kolejna edycja targów kulinarnych Warszawski Smak. Jest to impreza na której spotkamy wielu fajnych wystawców. Będą tam zarówno fajni producenci dobrej, zdrowej żywności, restauracje, producenci gadżetów kuchennych, blogerzy, ogólnie rzecz biorąc pasjonaci kulinarni. 

Pełną listę wystawców znajdziecie na stronie wydarzenia na Facebooku. TUTAJ


Będę tam również ja.

Szukajcie mnie z moim małym mufinkowym stolikiem pełnym słodkich i wytrawnych tart oraz innych wypieków. Mam nadzieję, że nie będzie mi doskwierać samotność, bo mnie licznie odwiedzicie. A ponadto...trzymajcie za mnie kciuki...


Na moim stoisku zawsze największą popularnością cieszy się wegańska tarta Vortex. Jest to wypiek pełnoziarnisty, jak większość moich tart, a za nadzienie służą warzywka. Znajdziecie tam marchew i jeden lub dwa rodzaje cukinii. Efekt tarty tworzy odpowiednie ułożenie warzyw na podpieczonym spodzie. Mam nadzieję, że moje wskazówki zachęcą was do spróbowania wypieku na moim stoisku na targach Warszawski Smak, odczaruje hipnotyzujące wypieki i zachęci do przygotowania tego dania w domu.
Trzeba przyznać, że jest on bardzo efektowny.

Szukajcie logo Moniczka w Kuchni na targach Warszawski Smak. Przypominam. Niedziela. 13 października. Godziny 11.00 do 18.00. Klub 1500m2. ul.Solec 18. Warszawa.

Zaproszenie na targi i poniższy przepis znajdziecie również w serwisie Kulinarni.pl

Zapraszam bardzo serdecznie, z całego serduszka.


Tarta „Vortex” cukiniowo - marchewkowa

Kruche ciasto:
120 g mąki pszennej pełnoziarnistej
160 g mąki pszennej typ 450-600
130 g masła lub margaryn (wegańskiej)
½ łyżeczki soli
Ok 70 ml chłodnej wody

Wypełnienie:
4 łyżki pesto (najlepiej domowego)
1 średnia cukinia zielona
1 średnia cukinia żółta
2-3 długie marchewki
Oliwa z oliwek
Gałązka świeżego majeranku lub oregano
Sól, pieprz świeżo mielony
Forma do tarty lub tortownica o średnicy 26 cm.

Aby przygotować ciasto mieszamy obydwie mąki z solą w misce lub na stolnicy. Dodajemy zimne, pokrojone w kostkę masło i siekamy do uzyskania konsystencji kruszonki. Następnie powoli dodajemy zimną wodę by zagnieść ciasto w gładką kulę. Ciasto nie powinno się ani kruszyć, ani kleić do rąk.
Gotową kulę zawijamy w folię spożywczą i odstawiamy do lodówki na 30 min.

By móc ułożyć na cieście wir musimy odpowiednio przygotować warzywa. Cukinie przekrawamy na pół. Jeśli są odpowiedniej wielkości, to nie powinny mieć w środku widocznych pestek, ale jeśli są one duże, to należy je usunąć.  Cukinię kroimy po długości na jak najcieńsze paseczki razem ze skórką. Możemy to wykonać przy pomocy mandoliny, dobrej obieraczki do warzyw lub ostrego noża i sprawnej ręki.
Gotowe paseczki cukinii doprawiamy szczyptą soli, pieprzu i drobno pokrojonych ziół.

Marchew obieramy i również kroimy po długości na cieniutkie paseczki, podobnie jak cukinię. Tak przygotowaną marchew gotujemy przez 4-5 minut na parze od momentu gdy woda zawrze.
Rozgrzewamy piekarnik do 190 st C.

Ciasto na tartę wyjmujemy z lodówki i rozwałkowujemy na oprószonej mąką stolnicy. Powinniśmy uzyskać okrąg o średnicy 4 cm większej niż forma. Ciasto owijamy na wałku i przenosimy do foremki. Formujemy ładne brzegi, a nadmiar ciasta osuwamy.

Spód przykrywamy papierem do pieczenia na który wysypujemy fasolki, które obciążą ciasto. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 12 minut.

Na podpieczonym spodzie rozsmarowujemy pesto i układamy naprzemiennie paski marchewki,  zielonej i żółtej cukinii zaczynając od zewnątrz aż do samego środka. Powstanie w ten sposób kolorowy wir.
Całość posypujemy resztą ziół, skrapiamy niewielką ilością oliwy i wstawiamy do piekarnika na dodatkowe 20 minut.

Tartę podajemy na ciepło, lub na zimno. Najlepiej smakuje w towarzystwie porcji domowego pesto lub lekkiej sałatki.

Smacznego.

niedziela, 15 września 2013

Tarta gryczana z dynią i chilli. Hit na pożegnanie lata.

Sobota- Le Targ na Wilanowie a niedziela Targ Śniadaniowy w Sadku Natolińskim na Ursynowie.

Tam spędziłam dwa ostatnie dni. Upiekłam kilkanaście tart wegetariańskich, dwie z dodatkiem ryby, wegańskie i 3 bezglutenowe.

Największą popularnością w ten weekend cieszyła się tarta dyniowa na gryczanym spodzie doprawiona papryczką chilli. Teraz sezon na dynię właśnie się zaczyna, więc najwyższa pora się za nią zabrać i upichcić coś pysznego.

Jako spód do tarty możemy użyć zwykłego wytrawnego ciasta kruchego, lub odmiany pełnoziarnistej na przykład według TEGO przepisu. Ja postanowiłam przygotować tartę bezglutenową, więc na warsztat wzięłam mąkę gryczaną. Wyszło fajnie :)



Tarta dyniowa na bezglutenowym gryczanym cieście

na ciasto:
200 g mąki gryczanej
50 g mąki ziemniaczanej
120 g masła
3 lyżki zmielonego siemienia lnianego
szczypt soli
50-70 ml wody
ew. olej do wyrabiania ciasta

farsz:
2 szklanki gładkiego przecieru z dyni
50 g twarogu
80 ml maślanki lub kefiru
1 jajko
1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 łyżka sosu sojowego
1/2 łyżeczki pieprzu
1 średnia cebula
1/2 papryczki chilli
plastry chilli i listki szałwii do dekoracji


Na ciasto na początek siekamy suche składniki z masłem, aż powstanie kruszonka. Powoli dodajemy wodę by zlepić ciasto. Z płynami nie wolno przesadzić, bo masa zacznie się kleić. Szybko zagniecione ciasto odkładamy na 15 minut do zamrażalnika.
Ciasto wyjmujemy i próbujemy rozwałkować na stolnicy posypanej mąką ziemniaczaną. Jeśli bardzo się kruszy możemy wyrobić je jeszcze przez chwilę, dodając odrobinę oleju aż złapie elastyczność.

Gdy przygotowujemy ciasto bezglutenowe mamy spore szanse ze będzie się kruszyć, wiec by ułatwić sobie pracę, wykładamy formę do tarty papierem i dopiero na niego przekładamy rozwałkowane ciasto z ok 3 cm brzegami.
Rozgrzewamy piekarnik do 190 st C. Ciasto które już mamy w foremce przykrywamy papierem również od góry i obciążamy je fasolkami (kulkami ceramicznymi, suchym makaronem) i podpiekamy 15 minut. Po tym czasie usuwamy papier z obciążeniem i dopiekamy kolejne 5 minut.

W tym czasie robimy nadzienie. Cebulkę i chilli (z pestkami lub bez- ja robię bez) drobno siekamy i podsmażamy na łyżce oleju. Dodajemy do musu z dyni razem z twarogiem i maślanką po czym doprawiamy przyprawami i sosem sojowym do smaku.
Żółtko jajka wbijamy do farszu a z białka ubijamy pianę, którą ostatecznie delikatnie mieszany z farszem.

Farsz wykładamy na podpieczony spód , dekorujemy listami świeżej szałwii i plasterkami chilli. Wstawiamy do piekarnika na kolejne 20 minut.

Po wyjęciu najlepiej tartę wystudzić i podawać podgrzaną ponownie, ale niecierpliwi mogą się częstować od razu.

Smacznego!

wtorek, 11 czerwca 2013

Wegańska tarta z czereśniami i truskawkami. Tarty na Zdrowie z Moniczką w Dniu Dobrych Smaków


Ta niedziela była na prawdę pyszna. Oba dni kręciły się wokół gotowania, pichcenia, pieczenia, degustowania, próbowania i jedzenia.

Był czas na Szkołę na Widelcu, był czas na inne warsztaty, pokazy, dyskusje i filmy kulinarne. Nie zabrakło na prawdę DOBRYCH SMAKÓW a to wszystko dzięki organizatorom Dnia Dobrych Smaków z LaTargiem i Nowym Fortem. Zaproszono wielu fajnych wystawców- dobrych polskich producentów serów, wędlin, pieczywa, przetworów, alkoholi i gotowych dań. W niedzielę każdy mógł znaleźć coś pysznego i zdrowego dla siebie i całej rodziny w Nowym Forcie i na uliczkach do niego prowadzących. Gości nie wystraszyła nawet niesamowita ulewa, istny Armagedon z gradobiciem błyskawicami i potopem jaki nawiedził Warszawę. Wcale mnie to nie dziwi, bo jedzenie, warsztaty i atmosfera były tam niesamowite.



Muszę się pochwalić że ja też gościłam w tym dniu jako wystawca. W piątek przyjechałam do Warszawy, w sobotę do 15 byłam na warsztatach z dzieciakami,a wieczorem i nocą zamęczałam mój piekarnik wkładając do niego kolejne wypieki.  Zależało mi by moje tarty były nie tylko smaczne ale i zdrowe, takie jakie sama podałabym mojej rodzinie i przyjaciołom. Używałam świeżych warzyw od moich zaufanych dostawców z targu w Pruszkowie, mąk, które kupiłam w Kooperatywie KupPanCegłę, tofu i mleka roślinnego przywiezionych z Czech, dobrej oliwy i masła bez barwników i dodatków. A do tego dodałam magiczne składniki w formie owoców i ziół z mojego sadu i ogródka.




W ten sposób powstało prawie 10 różnych tart słodkich i słonych, także wegetariańskich i wegańskich.

Tarta na białym cieście z brokułem, wędzonym łososiem i śmietanowym sosem.
Tarta na białym cieście z wędzoną makrelą i sosem beszamelowym.
Tarta  szpinakowa z twarogiem na cieście pełnoziarnistym.
Tarta wegańska- gryczana z sosem pomidorowym, cukinią, cebulką i czosnkiem/
Tarta wegańska- z beszamelem pomidorowym z mleka owsianego z pomidorkami, cukinią i marynowanym tofu na pełnoziarnistym cieście z oliwa z oliwek.
Tarta  na cieście francuskim z sosem śmietanowym z dodatkiem sera pleśniowego i szparagami
Tarta  twarogowa z dużą ilością ziół i pomidorkami koktajlowymi.
Tarta sernikowa z czereśniami na pełnoziarnistym cieście
Tarta wegańska na cieście pszenno-owianym z dodatkiem płatków migdałowych z truskawkami i czereśniami.
Tartinki na słodko z z truskawkami.


 Ku mojej radości cieszyły się one wielkim powodzeniem, sprzedałam je bardzo szybko a i wysłuchałam wielu pochwał i głosów podziwu. Każdy ma w sobie odrobinę próżności, i tego dnia moja była bardzo podsycana :D Bardzo cieszę się, że zdecydowałam się wystawić z moimi tartami, że smakowały i spotkały się z tak pozytywnym odzewem. Bardzo jestem wdzięczna Zuzce Groniowskiej, organizatorce tego wydarzenia, twórczyni LeTargu, że dała mi szansę zaistnieć na szersza skalę.



Jeśli wrócicie o jeden post do tyłu to przeczytacie parę słów o warsztatach Szkoły na Widelcu jakie współprowadziłam tego samego dnia. Jest tam kilka zdjęć z dzieciakami i świetna ogórkowa lemoniada, oraz kilku wystawców uwiecznionych na fotografiach.
Kupilam parę fajnych specjałów, w tym Crema di Mandarino z Sycylii... już nie mogę się doczekać aż go otworzę.

Wrażeń na jeden weekend było wiele.

W takie dni życie jest piękne.

Na Dzień Dobrych Smaków przygotowałam w większości tarty wytrawne, ale dziś zaprezentuję przepis na tą słodką, dlatego że jest ona bardzo prosta i szybka do przygotowania. Na pewno znajdziecie chwilę, by ją przygotować w domu z dodatkiem sezonowych owoców. Ja użyłam czereśni i wiśni z mojego ogrodu.





Wegańska tarta pszenno-owsiana z czereśniami i truskawkami.

Spód:
200 g mąki pszennej tortowej
100 g otrąb owsianych
150 g margaryny
szczypta soli
kilka łyżek mleka owsianego
4 łyżki brązowego cukru
4 łyżki płatków migdałowych

ok 400 g świeżych owoców (u mnie truskawki i czereśnie)
2 łyżki bułki tartej
Dodatkowo: 2 łyżki cukru i 3 łyżki płatków migdałowych do posypania ciasta


Mąkę pszenną łączymy z otrębami solą, płatkami migdałowymi, cukrem i pokrojoną w kostkę margaryną. Rozdrabniamy szpatułką lub nożem do konsystencji kruszonki. Dodajemy po trosku mleka owsianego aż uzyskamy gładką kulę ciasta. Wkładamy je owinięte w folię do lodówki na 30 minut.

Owoce myjemy i przygotowujemy do ciasta- oczyszczamy z listków, pozbawiamy pestek.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 st C.

Ciasto rozwałkowujemy na koło o średnicy 4 cm większej niż forma. Krążek przekładamy delikatnie do formy i dociskamy w rogach, formujemy rant, odcinamy ewentualny nadmiar ciasta.
Tartę po wierzchu posypujemy bułką tartą i układamy na niej owoce jedne obok drugiego, ale nie bardzo ścisło. Całość posypujemy brązowym cukrem i płatkami migdałowymi.

Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 30-35 minut aż brzegi lekko się zarumienią a owoce puszczą dużo soku. Studzimy w formie.

Smacznego!


wtorek, 4 czerwca 2013

Zdrowe wegańskie burgery z soczewicy z marchewką. Na co dzień i na grilla; dla dużych i małych łakomczuchów.



Ostatnio co raz częściej całkowicie rezygnuję w potrawach z produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie świadczy to, że zostałam weganką, ale jakoś tam mnie pcha natura... Myślę, ze to dobrze.

Stało się już naszym małym zwyczajem, że gdy wyjeżdżam, zostawiam mojemu mężczyźnie zapas kotlecików warzywnych w zamrażarce. Mam już nie lada doświadczenie, bo przygotowałam ich już więcej niż 100. Wyjeżdżam w najbliższy piątek, a w pudełeczkach przygotowane jest już jakieś 30 kotlecików. Starczą na jakiś czas :)

Najprostrzym i najszybszym sposobem na przygotowanie wegańskich burgerów jest ugotowanie do nich soczewicy. Soczewica, to bardzo zdrowe warzywo strączkowe, które jest najbardziej lekkostrawne z fasolowatych. Nie wymaga też większych podchodów i nie ma sensu kupować jej w puszce, gdyż gotuje się ją bez wcześniejszego namaczania, nie dłużej niż 30 minut.

Jeśli chodzi o warzywne dodatki do wnętrza burgerów, to często dodaję do nich warzywa korzeniowe, takie jak marchew, pietruszka seler, lub kwiaty- brokuła i kalafior. Dużą popularnością w naszej kuchni cieszą się kotleciki z brukselki, ale na nią jeszcze poczekamy parę miesięcy.

Muszę się przyznać, że specjalnie dla mnie moje kochanie przygotowało filmik kulinarny, w czasie przygotowywania kotletów z brokuła. Była to dla mnie nie lada przyjemność, bo sam jego widok przy pracy w kuchni już wywołuje uśmiech na mej twarzy, a do tego on to robi tak zabawnie... :) W te dni gdy jesteśmy od siebie oddaleni o 600 kilometrów, dobrze jest wiedzieć, że ta ukochana osoba o tobie myśli i przygotowuje takie fajne niespodzianki. Filmu nie pokażę, nawet gdybym chciała, bo powiedzmy... nie otrzymałam praw do udostępniania, a poza tym to dopiero jego pierwsze nagranie, więc jeszcze nie bylo do końca dopracowane i skończyło sie przedwcześnie :)

Wege kotleciki to świetny pomysł na obiad- szczególnie dla dzieci. Przemycamy w nich pełno witamin i skladników odżywczych, a wyglądają fajnie i są bardzo apetyczne. Mogą też posłużyć do przygotowania wyśmienitych wege-burgerów, a nawet być elementem wegańskiego grilla.



Wegańskie burgery z soczewicy z marchewką

150 g soczewicy
150 g marchewki
3 łyżki siemienia lnianego
1/2 dużej cebuli (lub 1 mniejsza)
1 łyżka sosu sojowego
2 łyżki oliwy
1 sucha bułka grahamka (lub inna)
1 łyżka przyprawy 5 smaków (lub mieszanki koper włoski, pieprz czarny, cynamon, goździki, kmin rzymski)
1 łyzeczka chilli
2 lyzki świeżych liści estragonu

Soczewicę gotujemy w 2 szklankach wody do miękkości, ale uważamy by się nie rozgotowała, studzimy i miksujemy niezbyt dokładnie.
Siemie lniane zalewamy wrzątkiem 1 cm powyżej wydokości w szklance i odstawiamy na kilka minut.
Cebulę siekamy i podsmażamy na złocisto na oliwie.
Marchewkę ścieramy na małych oczkach i dodajemy do przestudzonej soczewicy wraz z cebulką i namoczonym siemieniem.
Suchą razową bułkę ścieramy i dodajemy z resztą składników do masy. Dokładnie mieszamy.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 st C.
Zamoczonymi w wodzie dłońmi formujemy z masy niewielkie, lekko spłaszczone kotleciki. Układamy je na blaszce wyłożonej matą silikonową lub papierem do pieczenia( spryskanym oliwą). Burgery pieczmemy 25 minut. Po wyjęciu z piekarnika zostawiamy na 10 minut a po tym czasie przekładamy na kratkę do całkowitego ostygnięcia.

Kotleciki można jeść od razu, przechować je w lodówce lub w zamrażarce.
Burgery w wersji pieczonej są o wiele zdrowsze od ich smażonych odpowiedników, więc polecam pieczenie.

Jeśli burgery będziemy chcieli przygotować na grillu, trzeba je owinąć w folię i ułożyć na kracie, by się ogrzały. Obok układamy bułeczki, bagietkę, czy chlebek i również go podgrzewamy. Zjadamy z sosikiem i świeżymi warzywami.

Do kotlecików świetnie będzie pasował domowy majonez- może być też wegański (wskazówka na blogu jadłonomia), keczup czy musztarda.

Smacznego!


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Co na zdrowy obiad? Prosta wegańska tarta warzywna na pełnoziarnistym sezamowym spodzie.



Często szukamy pomysłu na lekki i nieskomplikowany obiad. Co raz częściej słyszę, że ludzie jedzą bardzo mało owoców i warzyw. Ja praktycznie nie wyobrażam sobie dnia bez owocu ani obiadu bez porcji warzyw. Nawet gdy jem na mieście wybieram z karty dania z jak największą ilością zieleniny, szczególnie w formie sałatek, surówek ale i tart. Razem z moim ukochanym uwielbiamy tarty wszelkiego rodzaju. Jego ukochane to te na cieście francuskim, ale wiem jak bardzo jest ono kaloryczne, więc staram się go ograniczać.

Ostatnio szukałam inspiracji dotyczącej tart wegańskich- bez masła, mleka czy serów. Wyczytałam w kilku miejscach, że mogę swobodnie przygotować spód do tarty z urzyciem oliwy z oliwek. Bardzo mnie to ucieszyło, bo bardzo lubię jej smak w wypiekach. Znacie Tortas de aceite? Ja je uwielbiam, a przygotowuje się je własnie z oliwą.

Nadzienie do w naszej kuchni przeważnie czysta improwizacja. Zawsze kombinuję z tego co akurat mam w lodówce i spiżarni. Tym razem użyłam zabłąkaną na końcu zamrażalnika mrożonkę warzywną. Z racji, że w Czechach nie mam dostępu do mojego targu, muszę korzystać z tego co mam... cóż. Nie zmienia to faktu, że można oczywiście w tarcie wykorzystać warzywka na przykład z młodej włoszczyzny, która już się pojawia, cukinie, szpinak itp itd.

Moja propozycja, to tarta na pełnoziarnistym spodzi z dodatkiem prażonego sezamy i płatków owsianych. Nadały one ciastu świetny, lekkko orzechowy posmak. Sos podobny jest do beszamelu, jednak przygotowany bez masła i mąki pszennej, a jedynie na mleku sojowym z mąką kukurydzianą.

Warto eksperymentować w kuchni, bo można odkryć nowe połączenia, nowe smaki pełne zdrowia i witamin a bez zbędnego zwierzęcego tłuszczu.

A na koniec jeszcze jedno zdanie i link muzyczny. Niedawno światło dzienne ujrzała nowa płyta Jamiego Cullum, który nie dość, że jest utalentowanym, kreatywnym muzykiem jazzowym, wydającym wspaniałe płyty, prowadzącym swój wlasny program w BBC Radio, to prywatnie jest mężem Sophie Dahl. A ją chyba wszystkie kulinarne blogerki znają :)

Oto jego najnowyszy singiel. Enjoy...






 Wegańska tarta warzywna na pełnoziarnistym sezamowym spodzie. 
(21 cm)

Składniki
1 szklanka mąki pełnoziarnistej
1/2 szklanki platków owsianych
3 lyżki sezamu
1/3 szklanki oliwy z oliwek
1/2 szklanki wody
1/2 łyżeczki soli


350 g mieszanych warzyw- marchew, pietruszka, fasolka, por itp.
(ja tym razem użyłam gotowej mieszanki mrożonej)
1 cebula dymka
1 łyżka przyprawy 5 smaków

1 pełna szklanka mleka roślinnego (sojowego/ryżowego)
2 płaskie łyżki mąki kukurydzianej
szczypta gałki muszkatołowej i soli

Płatki owsiane i sezam prażymy na suchej patelni przez kilka minut, nastpęnie mielimy w młynku do kawy lub rozdrabniamy w malakserze. Do mieszanki dodajemy sól, mąkę oraz oliwę z wodą. Zagniatamy gładkie ciasto, w razie potrzeby dodając odrobinę wody lub mąki. Na stolnicy posypanej mąkę rozwałkowujemy ciasto na ksztalt formy do tarty, ale o obwodzie większym przynajmniej o 4 cm. Ciasto bardzo delikatnie przenosimy do formy i lekko dociskamy w rogach. Gotową formę wstawiamy do lodówki.

Warzywa jeśli są mrożone, wystarczy wrzucić na patelnię z kilkoma łyżkami oliwy. Jeśli używamy świeżych warzyw należy je obrać i pokroić na średniej wielkości kostkę lub w talarki, według uznania.
Cebulę dymkę kroimy dowolnie na mniejsze kawałki. Wszystkie warzywa najlepiej ugotować na parze lub udusić na patelni z niewielką ilością wody na półtwardo. Do ugotowanych warzyw dodajemy dymkę i przyprawę 5 smaków.

W rondelku zagotowujemy 200 ml mleka roślinnego. W pozostałych 50 ml rozprowadzamy mąkę kukurydzianą. Do gorącego mleka dodajemy rozmieszaną mąkę zmlekiem i zagotowujemy aż powstanie lekko gęsty sos. Doprawiamy solą i gałką muszkatołową.

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C
Na ciasto wylewamy 3 łyzki sosu, na nim ukladamy warzywa, lekko docisając, by stworzyć w miarę równą powierzchnię. Całość zalewamy resztą sosu z mleka roślinnego i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy ok 30 minut aż góra się ladnie zetnie i lekko zarómieni.

Po wyjęciu z piekarnika zostawiamy na 5 minut by tarta trochę przestygła. Podajemy z sałatą z lekkim dresingiem..

Smacznego!

sobota, 18 maja 2013

Szparagi grillowane. Zdrowy i ekspresowy dodatek do obiadu.

Sezon na szparagi trwa.

Nadal pracujemy w ogrodzie. Wreszcie przyszedł moment, że czekamy na rezultaty naszych zasiewów i prac w ogrodzie. Już powoli wychodzi ruccola, fasolka szparagowa, ogórecznik i burak liściowy. Truskawki kwitną jak szalone a zioła co dzień są większe, topinambur rośnie w górę.

Pomimo wielu prac w ogródku, wieczorami biegam i jeżdżę na różne spotkania i pokazy. Właśnie kończy się tydzień wegetarianizmu. W ramach jego obchodów na warszawskim SWPS gościł LeTarg i  Marta z bloga Jadłonomia. Na pokazie kulinarnym w jej wykonaniu mogliśmy zobaczyć i posmakować burgerów wegańskich i zadać wiele nurtujących nas pytań. Sama przygotowuję różne wegetariańskie i wegańskie burgery ale wymiana informacji jest zawsze bardzo wartościowa.

Innego dnia pojechałam do kina, w którym widziałam moje pierwsze filmy na dużym ekranie. Jest to byłe kino Stolica- dziś nazywane Iluzjon. Jestem zachwycona remontem i ostatecznym wyglądem tego miejsca. Zachowany został wspaniały klimat "Stolicy", w dekoracjach panuje prostota, nawet łazienka robi spore wrażenie. We wnętrzu napijemy się kawy, herbaty i zjemy zapewne pyszne ciastko lub tartę. Bardzo tam sympatycznie.
Udałam się tam nie bez powodu. Iluzjon gościł PLANETE + DOC festiwal. Zasiadłam w kinowych fotelach by podziwiać dwa filmy. Pierwszy z nich to Małże i miłość. Prezentuje on osoby hodujące małże głównie z Belgii i Holandii. Porusza ponadto istotny problem dotyczący rządowych regulacji hodowli małż w tych krajach i sprzecznych opinii na ten temat. Do tego poznacie kilka prostych przepisów na małże. Nie powiem, ślinka mi ciekła jak je oglądałam. Na pewno nie jest to film porywający, ale miłośnikom małż i owoców morza na pewno się spodoba.

Drugi z filmów to "Historia ruchu Slow Food". Przyznam szczerze, że bardzo na ten film czekałam. Jestem członkiem Slow Food już od jakiegoś czasu i poznanie genezy tej organizacji wydało mi się niezmiernie istotne. Film prezentuję sylwetkę Carlo Petrini oraz jego przyjaciół, znajomych, dzięki którym powstała ta wspaniała organizacja. Dla mnie bardzo interesująca była bogata biografia Carla Petriniego, jego zainteresowania, entuzjazm, pozytywna energia i zaangażowanie. Nic dziwnego że Carlito pociągnął za sobą takie tłumy.
Do tego mogłam odświeżyć swoje włoskie wspomnienia... Widziałam miasteczko Alba ze wspaniałym festiwalem wina, Bra, Turyn i genialne centrum handlowe Eataly. Byłam tam kilka razy, w zasadzie tylko po to by przechadzać się między półkami, podziwiać, wąchać próbować... Pamiętam te wiszące szynki, leżakujące sery i wina, wybór owoców morza, warzyw i owoców. Szkoda, że w tamtym czasie jako biedny student nie mogłam sobie na nic pozwolić. Ale już sama przechadzka wywarła na mnie olbrzymie wrażenie.
Po filmie odbyła się debata, której nie chce mi się komentować, Jej poziom niestety był bardzo niski... jedynym wnioskiem jaki z niej wyciągnęliśmy, to fakt, że film nie przekazał w pełni idei Slow Food osobom, które jeszcze nic o nim nie wiedzieli. Mam nadzieję, że zainteresował ich na tyle by poszukać więcej informacji w internecie, czy w trakcie Slow Foodowych wydarzeń.

We Włoszech właśnie po raz pierwszy jadłam szparagi. Razem z moim erazmusowym przyjacielem kupowaliśmy śliczne szparagi na targu porta Palazzo a później on uczył mnie jak je przygotowywać. To były piękne dni.

Najprostszy sposób na szparagi to grillowanie. Co prawda nigdy nie próbowałam szparagów z grilla węglowego, jedynie z patelni grillowej, ale obie wersje na pewno są równie dobre.



Szparagi z grilla

Wybieramy jak najcieńsze zielone szparagi. Myjemy je, osuszamy i odłamujemy zdrewniałe końcówki. Skrapiamy patelnię grillową kilkoma kroplami oliwy, dobrze ją rozgrzewamy i układamy na niej szparagi.
Grillujemy, poruszając kilkakrotnie patelnią, by szparagi się po niej przeturlały. Cały proces nie trwa więcej niż 5 minut. Szparagi są chrupiące, lekko skarmelizowane, cieplutkie i pyszne.

Ja dzisiaj moje szparagi zjadłam z wędzonym na zimno łososiem, posiekanym estragonem, koperkiem i kilkoma kroplami soku z cytryny. Obok pojawiła się czubata łyżką gęstego jogurtu. Niebo w gębie.

Smacznego!

środa, 15 maja 2013

Szparagi na parze w sosie koperkowo musztardowym.

Długo nic nie pisałam. Dlaczego? Jest we mnie jakaś wewnętrzna walka.
Są dni pełne zwątpienia
Są dni kiedy nic się nie chce.
Są tygodnie wypełnione zadaniami, a jednak jakby ubogie.
Są chwile cudowne, ale tak ulotne i szybko przemijające.
Jest czas, który potrzebujemy by wszystko sobie przemyśleć i poukładać.
A plany, pragnienia, marzenia? Chciałoby się by spełniały się jak najszybciej, najlepiej już, zaraz, a im wcale niespieszno.
Są dni kiedy brak wiary, cierpliwości i sił.
Są chwile pełne nerwów, niepewności, złości, gdy chciałoby się wszystko rzucić.
A inne gdy miłość, przyjaźń i wiara dają silnego kopa naprzód.
Byłoby dobrze, gdyby te uczucia, emocje nie targały mną bezustannie.

Póki co nie daję się zwariować, ale nie jest mi lekko.
Staram się cieszyć małymi przyjemnościami.



Bardzo lubię szparagi. Zawsze na nie niecierpliwie czekam, a sezon na nie trwa tak krótko... w końcu pojawiły się śliczne pęczki szparagów pod Halą Mirowską. Te zielone cuda są nie tylko przepyszne ale i bardzo zdrowe. Zawierają mnóstwo białka, błonnika, witamin i mikroelementów a do tego są lekkostrawne i niskokaloryczne. Prawdziwa bomba smaków i wartości zbawiennych dla organizmu.

Ostatnio dużo pracuję w naszym ogrodzie. Ważne jest dla mnie przygotowanie zdrowego, lekkiego posiłku w tempie ekspresowym, bo najchętniej pożarłabym lodówkę wraz z żarówką. Stwierdziłam, że mój ulubiony, prosty sosik musztardowy z dużą ilością koperku będzie idealnie grał ze szparagami. A oto rezultaty...



Szparagi na parze w sosie koperkowo-musztardowym

dla 2 osób

ok 15 sztuk szparagów

2 łyżki musztardy dijon lub ziarnistej francuskiej
2 łyżki octu z białego wina
2 lyżki siekanego świerzego koperku
1 łyżeczka miodu
Dobra oliwa z oliwek Extra Virgin (ok 1/2 szklanki)

Szparagi myjemy i odłamujemy zdrewniałe końcówki. Następnie przełamujemy je na pół i układamy w koszyku do gotowania na parze.
Gotujemy przez ok 5 minut od momentu  gdy woda zawrze.

W tym czasie mieszamy wszystkie składniki sosu oprócz oliwy. Powoli dolewamy oliwę intensywnie ubijając sosik widelcem aż uzyskamy kremową strukturę i odpowiadający nam smak. Ja lubię żeby był ostry, więc nie daję dużo oliwy. Ale kto woli kremowe, delikatne sosy, może dodać więcej tłuszczu. Trzeba próbować.

Na talerze wylewamy po łyżce sosu. Na nim układamy szparagi i polewamy druga czubatą łyżką.

Szparagi świetnie będą pasować jako przystawka albo towarzysz delikatnej ryby, czy też jajka.

Smacznego!

Z pozdrowieniami dla E.E.E.E :)

środa, 27 marca 2013

Jarski pasztet fasolowy z pietruszką i jajem. Wegetariańska Wielkanoc

Obmyślam wegetariańskie potrawy Wielkanocne dla mojego ukochanego i jego siostry. Na szczęście, sama również uwielbiam jarskie jedzonko i nie brakuje mi pomysłów.

Na nasze wspólne bezmięsne śniadania przygotowuję często pasty z warzyw strączkowych i korzeniowych, a czasem piekę pasztety. Wśród moich przepisów znajdziecie Pasztet z soczewicy i warzyw z curry, a także Pasztet warzywno-sojowy z kaszą.

Na Wielkanoc zamarzył mi się pasztet w jak najbardziej dziewiczym kolorze. Postanowiłam przygotować go z białych warzyw i fasoli. W jego wnętrzu kryje się jeden kolorowy, świąteczny akcent, żółtko jajka.

Pasztet fasolowy z jajeczkiem pięknie prezentuje się na Wielkanocnym stole.



Jarski pasztet fasolowy z pietruszką i jajem

300 g suchej fasoli "Jaś"
(lub 500 g fasoli z puszki odsączonej z zalewy)

500 g pietruszki i selera
(u mnie 3 pietruszki, 1 seler)
1/2 cebuli
2 ząbki czosnku
3 jajka ugotowane na twardo (od szczęśliwych kur z wolnego wybiegu)
1 kromka razowego chleba
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżeczka ziaren anyżu
sól, pieprz do smaku

Fasolę moczymy ok 5 godzin, lub zostawiamy na noc. Następnie odsączamy i gotujemy w dużej ilości świeżej wody. Gotowanie trwa ok 1,5-2 godziny. Gdy łupinki będą się oddzielać od fasolek i ich miąższ będzie miękki, odcedzamy je zachowując 1/2 szklanki płynu z gotowania. Fasolę pozbawiamy łupinek i mielimy w maszynce do mięsa lub w malakserze, w razie potrzeby dodajemy płyn pozostały z gotowania.

Pietruszki i selera obieramy i gotujemy na parze do miękkości. Warzywa także miksujemy i dodajemy do fasoli. Cebulkę i czosnek siekamy i podsmażamy na oliwie. Kromkę chleba moczymy w niewielkiej ilości wody, po czym wyciskamy i razem z cebulką dodajemy do masy na pasztet.

Masę doprawiamy solą i pieprzem, dorzucamy ziarenka anyżu, wlewamy oliwę i dokładne mieszamy.

Rozgrzewamy piekarnik do 200 st C.
1/3 masy przekładamy do foremki do keksa wyłożonej papierem do pieczenia. Na środku układamy jaja ugotowane na twardo i przykrywamy reszta masy fasolowo-warzywnej. Wierzch wygładzamy, nadając pasztetowi zaokrąglony kształt.



Pasztet pieczemy w rozgrzanym piekarniku przez 30-40 minut, aż się delikatnie zarumieni.
Odstawiamy, nie wyjmując z formy do całkowitego ostygnięcia.

Pasztet możemy jeść na zimno i na ciepło- na przykład z chlebem i chrzanem.

Smacznego!

poniedziałek, 25 marca 2013

Mazurek owsiany z suszonymi owocami. Odchudzamy Wielkanoc.



Święta to czas kiedy jemy dużo, czasem o wiele za dużo...

Dużo wtedy ciast ze zwykłej pszennej mąki, a więc mało dobrego błonnika, który nam pomaga w trawieniu.

Ja najbliższe święta Wielkiej Nocy planuję w wersji wegetariańskiej i możliwie odchudzonej.
Nie mamy jeszcze szans na nowalijki, bo pogoda za oknem jest iście Wigilijna! Śnieg i mróz...

Ludzie się śmieją, że przynajmniej jedne święta w roku będą białe, a w Lany Poniedziałek będziemy się obrzucać śnieżkami dla odmiany.

Nie raz wspominałam, że bardzo brakuje mi świeżych owoców i młodych, zielonych warzyw. No ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Trzeba będzie naprodukować kiełków, bo one już dają radę się rozwinąć na parapecie, dzięki większej ilości słońca. Trzeba będzie korzystać z zeszłorocznych warzyw, przetworów i mrożonek, oraz oczywiście z suszonych owoców.

Tradycyjne mazurki, są prześliczne, nie można tez im zarzucić, że są niesmaczne, wręcz przeciwnie, ale przede wszystkim są nieprawdopodobnie kaloryczne. Kajmak, masa marcepanowa, cukrowe ozdoby i kruche ciasto z dużą ilością masła i żółtek... uff nawet nie chce mi się liczyć ile w tym zbędnych kalorii.

Z racji że wszyscy w domu kochamy płatki owsiane i owsiane ciasteczka, postanowiłam w tym roku wypróbować przepis na mazurek owsiany. Nadzieniem będą suszone owoce i bakalie. Ja skomponowałam własną mieszankę i wy tez możecie. Mazurek nie jest zbyt słodki, ani nie obciąża żołądka. Polecam spróbować.



Mazurek owsiany z suszonymi owocami
przepis. Anastazja Kotwicz. "Wielkanocne Wypieki"

2 szklanki płatków owsianych
2 szklanki mąki pszennej razowej
3 łyżki miodu
pół kostki masła
2 jajka
200 g bakalii (rodzynek, żurawiny, śliwek, orzechów, słonecznika, dyni)
dodałam jeszcze 3 łyżki dżemy wiśniowego z całymi wiśniami.
ew. rum

Suszone owoce namoczyć w wodzie lub w wodzie z rumem.
Jedną szklankę mąki posiekać z masłem  do konsystencji kruszonki po czym dodać jajka, miód i płatki owsiane i zagnieść w kulę. Owoce odcedzić, większe owoce i orzechy rozdrobnić. Wszystkie bakalie wymieszać z drugą szklanką mąki, ja dodałam jeszcze dżem wiśniowy własnego wyrobu.

Niewielką formę wyłożyć papierem do pieczenia- ja użyłam blaszki w kształcie serca. Całe dno wyłożyć ciastem owsianym formując 1,5 cm rant. Środek wypełnić masą z suszonych owoców.

Mazurek wstawić do piekarnika rozgrzanego do 175 st.C i piec 40 minut.

Po wyjęciu z piekarnika odstawić do całkowitego ostygnięcia. Dzięki temu, że formę wyłożymy papierem do pieczenia, ciasto będzie o wiele prościej wyjąć.

Mazurek owsiany można dodatkowo posypać cukrem pudrem.

Smacznego!

wtorek, 12 marca 2013

Babka sezamowo - czekoladowa z masłem orzechowym z KUKBUKa

Pierwszy przełom w magazynach kulinarnych w Polsce w mojej opinii nastąpił dwa lata temu. Wtedy właśnie na rynku pojawił się pierwszy numer FOOD&FRIENDS. Piękne zdjęcia, ciekawi goście, wspaniałe potrawy, interesujące miejsca, trendy kulinarne i restauracyjne, to jego cechy charakterystyczne. Zawsze czytam go od deski do deski, wielokrotnie wracam na jego strony, podziwiam piękne fotografię i marzę o podróżach w opisywane miejsca. Jedyny problem z Food&Friend jest taki, że często prezentują bardzo skomplikowane potrawy a opis ich wykonania bywa niepełny i niejasny. Niemniej jednak, nie przeszkadza mi to w lekturze, bo i tak nie podjęłabym się przyrządzania większości z nich.

Na moim biurku leży w tej chwili kolejny znakomity magazyn kulinarny KUKBUK. On również zachwycił mnie od pierwszego numeru. Przyciągają mnie do niego świetne zdjęcia często przedstawiające jedzenie w nietypowych aranżacjach. Chętnie czytam także wywiady i artykuły, ale przede wszystkim pochłaniają mnie przepisy. KukBuk o wiele lepiej dba o swojego czytelnika. Przepisy są proste, jasne i klarowne, co zupełnie nie znaczy że nieciekawe, wręcz przeciwnie. Jestem pewna, że byłabym w stanie przygotować każdą propozycję kulinarną autorów magazynu i prawdopodobnie to uczynię.

KukBuk zdecydowanie trafia w moje gusta kulinarne. W drugim numerze moją uwagę zwrócił temat chlebów, bo od ponad pół roku sama je piekę. Chętnie spróbuję propozycji Roberta Trzópka na "Mistrzów drugiego planu"- zimowe warzywa. Za to szczególne wyróżnienie należy się licznym przepisom i kompozycjom wielkanocnym. Jest w nich odrobina tradycji, ale i świeżość, nowe trendy i wspaniałe smaki.

Ja tez już myślę o świętach i w trakcie komponowania menu szukam inspiracji także w magazynach kulinarnych.Dziś przyszedł czas na wypróbowanie przepisu na babkę. Pochodzi on z drugiego numeru KukBuk'a i tam go znajdziecie (ma 172 stronie). "Babka sezamowo- czekoladowa z masłem orzechowym" jest bardzo prosta w wykonaniu, świetnie rośnie i fajnie smakuje. Moim zwyczajem zamieniłam w niej zwykłą mąkę na pełnoziarnistą, a biały cukier na trzcinowy nierafinowany. Pychota.



Cieszę się, że zamówiłam prenumeratę KUKBUK, bo nie dość, że dostaję go pod same drzwi, to jeszcze otrzymałam w prezencie świetny notes na przepisy. Aż mi się uszy trzęsły jak go przeglądałam. Z niecierpliwością czekam na kolejne numery obu magazynów. Cieszę się, że wreszcie drukowane są w Polsce gazety dla fanów jedzenia i gotowania na tak wysokim poziomie. Moim skrytym marzeniem jest móc kiedyś współtworzyć takie cudo.
 Moja wersja Babki Wielkanocnej

4 jajka
1 szklanka cukru brązowego
1 1/3 szklanki mąki pełnoziarnistej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
80 g masła roztopionego
75 ml gęstej śmietany (12%)
2 łyżki kakao
2,5 łyżki pasty tahini
czarny sezam do dekoracji

3/4 szklanki orzeszków ziemnych
11 łyżka oleju roślinnego
1 łyżeczka cukru

Jajka ucieramy z cukrem na puszystą masę. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia. Rozpuszczone i ostudzone masło łączymy ze śmietaną. Do utartych jajek dodajemy na przemian mieszankę mączną i maślaną- na 3 tury, ciągle ucierając.
Gotową masę dzielimy na pół. Jedną część mieszamy z tahini a drugą z kakaem.

Formę do babki smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st C.

Ciasta wlewamy do formy na zmianę, dzięki czemu wewnątrz po wyrośnięciu powstanie wzorek.
Pieczemy ok 50-60 minut aż patyczek wkłuty w ciasto wyjdzie suchy.

Babkę odstawiamy do ostygnięcia.

Orzechy miksujemy z cukrem i olejem w blenderze, lub ucieramy dokładnie w moździerzu.
Ostudzoną babkę smarujemy powstałym masłem orzechowym i dekorujemy sezamem.

Smacznego!







piątek, 1 marca 2013

Lekka, kremowa zupa dyniowo marchewkowa z promykiem słońca

Iść ciągle iść w stronę słońca.....

tararara...paparara ti ra ra


Nareszcie nastał słoneczny dzień. Aż od razu naszło mnie na jakieś kolorowe danie.

W lodówce leżała jeszcze ostatnia najwytrwalsza dynia piżmowa z naszych ogródkowych zbiorów, dołączyła do niej marchewka ziemniaki i kawałek imbiru. Szybkie zdrowe i rozgrzewające danie. Gotowe maksymalnie w 20 minut.

A wieczorem, pełna energii pomknęłam na fitness. Dziś przeszłam samą siebie i spędziłam w klubie prawie 4 godziny z czego 3 na intensywnych ćwiczeniach. Znacie Speed Ball, Pump i Step? Jeśli nie, to może niedługo coś więcej o nich opowiem. To był dobry trening...




Zupa dyniowo marchewkowa pełna słońca
(4 porcje)

1 dynia niewielka piżmowa
2-3 marchewki
2-3 ziemniaki
2 litry wody
1/2 cebuli
ew. 1 ząbek czosnku
korzeń imbiru wielkości kciuka
3-4 łyżeczki sosu sojowego
pieprz do smaku
oliwa z oliwek

Do podania:
prażone ziarna słonecznika
fasola Jaś (z puszki lub ugotowana i wyłuskana)
mieszanka suszonych ziół z kwiatami.
ew. krem balsamiczny

Warzywa obieramy i wrzucamy do garnka. Zalewamy wrzącą wodą, dodajemy korzeń imbiru i czosnek i gotujemy aż warzywa będą miękkie. A wtedy zupę miksujemy w blenderze.

Posiekaną cebulkę podsmażamy na oliwie i dodajemy do zupy. Doprawiamy całość do smaku sosem sojowym i pieprzem.

Do podania używamy ugotowanej fasolki Jaś lub ciecierzycy i prażonych pestek słonecznika. Możemy też całość skropić oliwą, kremem balsamicznym i posypać mieszanką suszonych ziół.

Zupa fajnie smakuje z razowym chlebkiem albo z grissini

wtorek, 26 lutego 2013

Zupa porowa z selerem koperkiem i kozim serkiem



Wiosna już niedługo więc i ja powoli wracam do życia.

Nie ukrywam, że nadal myślę wyłącznie o ciepełku i słoneczku. Planuję już nawet wysiewanie pierwszych ziarenek do doniczek. Ale jeszcze muszę poczekać na słońce. No właśnie... Słoneczko kochane, gdzie jesteś?? Bardzo już za tobą tęsknię.

Brakuje mi moich ulubionych świeżych warzyw i owoców. Na szczęście mamy w domu dużą zamrażarkę, w której skrywamy malinki, borówki i agrest. Na szczęście w spiżarni pełno jeszcze dżemików marynowanych ogórków, patisonów i papryki. Korzystam z tych smakołyków często, acz oszczędnie.

Z zimowych warzyw również można wyczarować coś smacznego, na przykład warzywne gulasze, sałatki i rozgrzewające zupy. Dziś podjęłam eksperyment z zupą porową. Nigdy jej nie jadłam i sama nie przygotowywałam, ale zaryzykowałam nową kombinację smakową i udało się! Wyszło pysznie.




Zupa porowa z selerem koperkiem i kozim serkiem

(4 porcje)

1 por
1 mały seler
2 łyżki posiekanego koperku
1-2 łyżeczki sosu sojowego
4 łyżki koziego kremowego serka
szczypta soli
pieprz do smaku
2 łyżki oliwy
1-2 łyżki ocu z bialego wina
1 litr wody lub bulionu warzywnego

Z pora odcinamy ciemno zielone liście, resztę dokładnie myjemy. Następnie przecinamy go wzdłuż na pół i kroimy na półplasterki. Seler obieramy i kroimy w 1 cm kostkę.

Pora podsmażamy na oliwie ze szczyptą soli w garnku o grubym dnie. Nie dopuszczamy by się spalił i zbrązowiał, często go mieszamy. Smażymy przez 4-5 minut po czym dodajemy selera i wodę i dusimy całość do miękkości.
Połowę zupy miksujemy w blenderze z serkiem kozim i mieszamy z resztą zupy. Doprawiamy octem sosem sojowym, pieprzem i dorzucamy koperek.

Zupę podajemy z kromką dobrego chlebka. (U mnie mój własny chleb żytni ze słonecznikiem na zakwasie)

Smacznego!

środa, 13 lutego 2013

Kotlety z soczewicy i marchewki. Zdrowe, sycące i pyszne.

Zima zima zima pada pada śnieg.... problem w tym że nie mam sanek, ani konia, który by je ciągną ani kożucha którym powinnam się przykryć. Są dni kiedy mam ochotę tylko na kubek gorącej herbaty i leżenie pod kocem. Do tego dobra książka albo fajny film, czy serial i może jakoś do tej wiosny dotrzymam.

Również moje gotowanie ucierpiało, bo czuję się strasznie ociężała i mam w głowie pustkę. Inspiracji naokoło pełno, ale ja na nic nie mam ochoty. Więc po prostu kombinuję jedzonko z tego co mam w szafce i lodówce. I tak powstały te kotleciki. Z lenistwa :)

Ucieszyło mnie, że wyszły takie smaczne- chrupiące i mięciutkie zarazem. Świetnie pasują do każdej sałatki, do ziemniaków, ryżu, kaszy. Przynajmniej mam obiad z głowy na kilka dni. I mogę znów przykryć się kocykiem. To na razie... wracam na kanapę.



Kotlety z soczewicy i marchewki
na ok 12 sztuk

1 szklanka soczewicy
2 duże marchewki
1/2 niedużego selera
2 ząbki czosnku
1 cebula dymka
1/2 szklanki płatków owsianych
1 szklanka bułki tartej
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka curry
1 łyżka oliwy
pieprz, bazylia do smaku
olej do smażenia


Soczewicę płuczemy i gotujemy do miękkości w 2 szklankach wody. Marchewki obieramy i ścieramy na drobnej tarce. Selera gotujemy w wodzie lub na parze, obieramy ze skórki i rozgniatamy widelcem. Czosnek obieramy i drobno siekamy razem z dymką
Płatki owsiane zalewamy gorącą wodą 1,5 cm ponad ich poziom w szklance.

Ugotowaną soczewicę blendujemy, zostawiając część ziarenek w całości. Dodajemy do niej startą marchewkę, selera, namoczone płatki, czosnek, dymkę, przyprawy, sos sojowy, oliwę i bułkę tartą. Ja zawsze do kotlecików dodaję sporo świeżo zmielonego pieprzu. Mieszamy całość dokładnie w razie potrzeby dodając więcej bułki tartej. Masę odstawiam do lodówki na 15-30 minut.

Na rozgrzaną patelnię wylewamy ok 3 łyżki oleju. Zwilżonymi rękoma formujemy w dłoniach zgrabne kotleciki. Smażymy z każdej strony po 2-3 minuty.

Kotlety możemy odgrzewać w piekarniku.

Moje kotlety z soczewicy podałam z ruccolą, pomidorkiem i musztardą z curry.

Smacznego!

wtorek, 12 lutego 2013

Warzywa pieczone w folii. Zdrowo i kolorowo zimową porą.



Ostatnio cierpię na brak weny kulinarnej. Wracam raczej do sprawdzonych przepisów, szybkich dań, albo improwizacji lodówkowej. To pewnie ta zima. Mam już jej po dziurki w nosie.

Wiem, że potrafi być piękne, magiczna, że cieszy oko.
Wiem, że daje frajdę dzieciakom, że można pojeździć na nartach, na sankach i łyżwach.
Wiem również, ze jest potrzebna do prawidłowej wegetacji roślin w naszym środowisku.
Wiem to.

Ale jest mi zimno, mokro, oczy mi płaczą od zimnego powietrza, odmarza mi nos i palce u rąk i stóp, muszę się grubo ubierać, nosić czapkę i zimowe buty. Do tego broczę w błocie pośniegowym, ślizgam się po nieodśnieżonych chodnikach, zapadam się w śniegu i odśnieżać też czasem muszę.

Brakuje mi świeżych warzyw i owoców, wycieczek rowerowych i opalania się nad rzeką.

Z kolej gdy patrzę na szczyty pokryte śniegiem, oszronione drzewa i lodowe rzeźby, to znów zapiera mi dech w piersiach. A gdy słyszę fajne chrupanie zmrożonego śniegu pod stopami i śmiechy dzieci zjeżdżających na górce i dźwięk łyżew na lodzie to morda mi się śmieje.

W sumie lubię zimę, ale tylko wtedy, gdy jest mi ciepło.
Dziwne to wszystko.

Na koniec podzielę się moim niedawnym odkryciem muzycznym. Mój mężczyzna pokazał mi wspaniały teledysk Lindsey Stirling, która gra na wiolonczeli do akompaniamentu muzyki elektronicznej, a do tego tańczy w pięknych sceneriach. Jej teledyski są magiczne... przekonajcie się sami.






Warzywa korzeniowe pieczone w folii.

(dla 2 osób)

2 małe buraki
2 małe marchewki
2 małe pietruszki
1/2 średniego selera
50 g dobrej fety
3-4 ząbki polskiego czosnku
kilka gałązek tymianku (rozmarynu)
oliwa lub olej tłoczony na zimno

1/2 łyżeczki kolendry
1/2 łyżeczki kminku
1/2 łyżeczki ziaren kopru
1/2 łyżeczki ziaren gorczycy
1 szczypta soli morskiej

Blaszkę wykładamy folią aluminiową z dużym zapasem i skrapiamy ją oliwą.
Warzywa obieramy i kroimy w słupki i układamy na folii. Czosnek obieramy z łupinki i wrzucamy do warzyw razem z tymiankiem. jeszcze raz skrapiamy całość oliwą.
W moździerzu ucieramy przyprawy z solą. Gotowa mieszanką posypujemy warzywa i zamykamy szczelnie folię.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 st.C i pieczemy 25-30 minut.
Po tym czasie odwijamy folię, rozrzucamy na wierzchu fetę i dopiekamy bez przykrycia przez 5-10 minut.

Warzywa świetnie pasują jako dodatek do obiadu wraz z kaszą czy brązowym ryżem i na przykład w towarzystwie sadzonego jajka.

Smacznego!

poniedziałek, 11 lutego 2013

Zdrowa surówka z ruccoli i avocado z fetą lub wędzonym łososiem. Tęsknię za Włochami.



Oglądałam dziś dwa odcinki świetnego programu kulinarnego. Pokazuje on moje ukochane Włochy, jego bardziej i mniej znane regiony, potrawy, sery, wina i miłość do jedzenia...

"Two greedy Italians" to program w którym kucharze Antonio Carluccio i Gennaro Contaldo wracają z Wielkiej Brytanii do swoich korzeni we Włoszech. podróżują, smakują, piją, gotują, rozmawiają, wspominają, świetnie się bawią ze swoimi rodakami. Jest w nim pełno miłości Włochów do swojego kraju, jest tradycyjna kuchnia są piękne produkty, wspaniali producenci, niesamowite widoki a to i tak nie wszystko. Ci dwaj podstarzali kucharze wspaniale przedstawiają włoską kuchnię i zwyczaje, są zabawni i pełni uroku. Szkoda, ze nie mam możliwości oglądać ich częściej. Brakuje mi takich fajnych programów.

Bardzo już tęsknię za Italią, za ich pięknym językiem, niesamowitym jedzeniem wspaniałym winem za włoskim wybrzeżem, Alpami, ciepłymi, przyjacielskimi ludźmi, za Aperitivo....

W Włoszech najważniejsze są dwie rzeczy- miłość i jedzenie. Gdy mamy jedno i drugie, wtedy życie staje się piękne. Mogę więc śmiało powiedzieć, ze bardzo mi blisko do pełni szczęścia, zwłaszcza gdy mogę delektować się taką pyszną sałatką z ruccolą.


Zdrowa surówka z ruccoli i avocado

składniki

1 spora garść ruccoli
1/2 avocado
1 średni pomidor
1/2 żółtej papryki (świeżej lub marynowanej)
3 gałązki selera naciowego
1/2 czerwonej cebuli
sok z 1/2 cytryny

1 łyżka majonezu
1 łyżka chrzanu
1/2 łyżeczki suszonej bazylii
1/2 łyżeczki suszonego oregano
pieprz do smaku

dodatki:
50 g fety lub łososia wędzonego na zimno
lub kilka płatków dobrego twardego dojrzewającego sera itd.

Ruccolę płuczemy zimną wodą i odcedzamy na durszlaku. Pomidor parzymy 8 sekund we wrzątku i zdejmujemy z niego skórkę. Cebulę kroimy w piórka a selera naciowego i paprykę w grubą kostkę.
Dojrzałe avocado przekrawamy na pół, przekręcamy i część z pestką odkładamy do lodówki na później. Z drugiej połówki za pomocą łyżki wyjmujemy miąższ i kroimy go w kostkę. od razu skrapiamy je sokiem z cytryny.
W misce mieszamy majonez z musztardą, ziołami i pieprzem. Wrzucamy wszystkie warzywa i mieszamy delikatnie. Najlepiej wymieszać surówkę rękoma. Teraz czas na doprawianie sałatki do smaku- solą, pieprzem, oliwą, sokiem z cytryny.

Gotową sałatkę układamy na głębokim talerzu a na wierzchu układamy wybrane dodatki.

Ja skusiłam się na wędzonego na zimno łososia, a mój mężczyzna na fetę (z Mlecznej drogi- w oliwie z czosnkiem i ziołami. Pycha!)

Surówka świetnie sprawdzi się zarówno w porze lunchu, na romantyczną kolację jak i na imprezę, spotkanie z przyjaciółmi.  Zdrowe, smaczne i dietetyczne.

Smacznego

piątek, 8 lutego 2013

Chleb pełnoziarnisty na zakwasie z siemieniem i czarnuszką oraz słodka pasta z ciecierzycy.

Nadal dopieszczam mój zakwas pozwalając mu na wyczarowanie różnych chlebków. Teraz obojętnie w którym domu aktualnie jestem piekę kolejne chleby łącząc różne składniki, zmieniając proporcje, czekając na efekt czasem dłużej, czasem krócej. Jednak klasycznie najbardziej smakuje mi chleb z mąki pełnoziarnistej z dodatkiem ciemienia lnianego i przyprawiony czarnuszką.

Ostatnio zastanawiam się co jeszcze mogę wyczarować z mojego zakwasu. Mam już kilka pomysłów i może niedługo je wykorzystam.

Dziś do chleba, na śniadanie proponuję pastę z ciecierzycy. Nie jest to tradycyjny hummus, ale jego słodka wersja. Cieciorkę sama moczę, gotuję i mielę. Wtedy wiem, że nie ma w niej nadmiernej ilości soli czy innych konserwantów.

Niedawno próbowałam przepysznego hummusu w izraelskiej, wegetariańskiej restauracji Deli Cafe od niedawna przemianowanej na Marrakesh Cafe. Oferują oni ciekawe menu degustacyjne i lunchowe.  Razem z przyjaciółką zasiadłyśmy do stolika w przyjemnym lokalu utrzymanym w kontrastowej czerni i bieli. . Akurat miałyśmy możliwość podglądać pana malującego piękne ornamenty na ścianach.
Przy wejściu ponadto ścianę zdobią skrzynki-półki z jasnego drewna. Dekoracja na czasie, ekologiczna, prosta i ładna.
Na powitanie dostałyśmy pyszną rozgrzewającą zupę z pikantną nutą, idealna na bardzo mroźny dzień w jaki tam przybyłyśmy. Następnie wraz z lampką izraelskiego wina na stole pojawił się zestaw past i sosów- hummus, pasta z groszku i sos jogurtowo-ziołowy. A do tego falafel i koszyczek pysznego pieczywa. Bardzo to wszystko było smakowite. Wyszłyśmy najedzone, zaopiekowane, nagadane i zadowolone. Myślę, że jeszcze tam kiedyś wrócimy.

Moja pasta z ciecierzycy to inna bajka, ale myślę, że też świetnie sprawdziłaby się w śniadaniowym menu restauracji, a w  koszyczku mój zakwasowy chlebek... marzenie :D




Chleb pełnoziarnisty na zakwasie z siemieniem i czarnuszką.

składniki:

300 g mąki pszennej pełnoziarnistej
100 g mąki pszennej dowolnej
50 g otrąb żytnich
250 g zakwasu żytniego
200 ml letniej wody
1/2 szklanki siemienia lnianego
1 łyżka soli
1 łyżka melasy lub miodu
1 łyżka czarnuszki

Zakwas dokarmiamy co najmniej 6 godzin przez przygotowaniem ciasta na chleb.

Siemię lniane zalewamy do 3/4 wysokości szklanki i odstawiamy na minimum 30 minut.
Wszystkie składniki chleba wraz z namoczonym siemieniem dokładnie mieszamy szpatułką. Ciasto będzie dość luźne. Odstawiamy w ciepłe miejsce by rosło. Powinno wyraźnie zwiększyć objętość. U mnie trwało to  niecałe 4 godziny.

Formę do keksa wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy do niego masę chlebową. Wygładzamy wierzch i ponownie odstawiamy do wyrośnięcia.

Gdy chleb wypełni foremkę wstawiamy go do piekarnika nagrzanego do 225 st C. Spryskujemy wodą chleb i ścianki piekarnika i pieczemy 10 minut. Następnie zmniejszamy temperaturę do 210 st C i pieczemy kolejne 40 minut.
Po upływie tego czasu wyjmujemy formę z piekarnika, ciągnąc za papier wyjmujemy chlebek na deskę i odwracamy go do góry nogami. Tak odwrócony chlebek wstawiamy z powrotem do piekarnika i dopiekamy przez 15-20 minut aż ostukany będzie wydawał głuchy odgłos.

Chleb studzimy na kratce, po czym zawijamy w czystą ściereczkę. Chleb kroimy dopiero po kilku godzinach od pieczenia.



Pasta z ciecierzycy na słodko

1/2 szklanki suchych ziaren ciecierzycy
woda
2 łyżki pasty sezamowej
1,5-2 łyżki miodu

 Ciecierzycę moczymy przez co najmniej 12 godzin kilka razy zmieniając wodę. Następnie w nowej wodzie gotujemy do miękkości, co zajmie ok 30-40 minut.

Ugotowaną ciecierzycę blendujemy na gładko z kilkoma łyżkami wody z gotowania. Do tak powstałego musu dodajemy pastę sezamową i miód do smaku.

Pastą z ciecierzycy smarujemy chlebek i posypujemy uprażonymi ziarenkami sezamu.

Smacznego!