czwartek, 8 listopada 2012

Zdrowe śniadanie na jesienne poranki. Kasza jęczmienna z dynią i orzechami

Dziś Dzień Zdrowego Śniadania. Nie raz już podkreślałam jak ważne jest spożywania śniadania przed wyjściem do pracy, do szkoły i ogólnie każdego dnia. Śniadanie daje nam energię, która jest niezbędna by prawidłowo funkcjonowało nie tylko nasze ciało ale i umysł. Często mówi się, a ja wiem to z doswiadczenia, że dzieci nic nie jedzą przed pójściem do szkoły i nie dostają od rodziców żadnego posiłku na drugie śniadanie. Nie myślę tu o rodzinach, w których są jakieś problemy finansowe czy społeczne, ale o normalnej polskich Kowalskich. Dorośli zrzucają winę na brak czasu, na lenistwo własnych dzieci (!), które nie chcą rano wstawać, na brak pomysłów itp itd. Myślę, ze jeśli ktoś się wykazuje lenistwem w takiej sytuacji- to tylko rodzice.
 Oczywista rzeczą jest, że by przygotować śniadanie musimy wstać 15 czy 30 minut wcześniej. Tak na prawdę ten czas jest niewielki i już nie pomoże nam się "wyspać", a będzie zupełnie wystarczający by przygotować zdrowy i pożywny posiłek. Śniadanie to dobry moment na rodzinne spotkanie przy stole. Nie mam tu na myśli porannego biesiadowania, ale wspólne spożycie posiłku, życzenie sobie miłego i owocnego dnia, może przypomnienie spraw do załatwienia danego dnia, kilka słów wsparcia jeśli czeka nas coś trudnego.

Śniadanie powinno nam dostarczyć energii, więc dobrze by było bogate w węglowodany złożone. Na pewno nie dostarczą nam ich słodkie płatki śniadaniowe, ani biały chleb z masłem. Są one bogate jedynie w cukry proste, które dają kopa na chwilę, podnoszą poziom cukru we krwi, ale równie szybko ten poziom opada i czujemy się ospali. Śniadanie powinno być bogate w błonnik, którego znajdziemy mnóstwo w świeżych owocach ze skórką, w płatkach owsianych, kaszy jęczmiennej, czy jaglanej, wielozbożowym, razowym pieczywie i naturalnym muesli.
Z rana potrzebujemy również białka- i tu pole do popisu jest także bardzo szerokie. Możemy zjeść naturalny jogurt, twarożek, jajka, dobre chude wędliny, wędzonego łososia, pasty z warzyw strączkowych i wiele innych. Do kanapek świetnie będą pasować sezonowe warzywa takie jak rzodkiew, ogórki (świeże i kiszone), pomidory, papryka i inne.

Dbajmy przede wszystkim o to by zapewnić śniadanie swojemu dziecku. Ono na prawdę potrzebuje tej energii by móc efektywnie uczestniczyć w lekcjach, by z uwagą słuchać i rozwiązywać wszelkie zadania.

Jak często zasypiasz nad klawiaturą, ile kaw pijesz by się obudzić?  Ja polecam zjeść rano dobre śniadanie z filiżanką herbaty i obserwować efekty, Szybko zobaczycie, ze kawa nie będzie już niezbędnym elementem poranka. My tak samo jak dzieci potrzebujemy zastrzyku energii by być dobrymi pracownikami i myśleć kreatywnie. Poza tym skąd nasze pociechy mają czerpać przykład jak nie z własnego domu.

Ważne jest także by urozmaicać swoje śniadania, a nie jest to wcale trudne. Weźmy dobry śniadaniowy klasyk- owsiankę. Jej przygotowanie zajmuje maksimum 10 minut, daje mnóstwo energii, a każdego dnia może wyglądać inaczej, tak jak lubisz.

W poniedziałek dodaj do niej miód i orzechy, we wtorek łyżkę konfitury w środę świeże owoce, w czwartek owoce suszone a w piątek masło orzechowe. W ten sposób na każdy poranek pracującego tygodnia masz inne danie, a każde pyszne i pełnowartościowe. Wypij do tego ciepłą herbatę czy dobry świeży sok, zapakuj do torby kubeczek jogurtu plus owoc, czy marchewką i już możesz działać i ty i twoje dziecko!

Jeśli znudzi ci się owsianka, ugotuj kaszę albo zrób dobrą kanapkę z razowego chlebka. Możesz po prostu wymieszać naturalny jogurt, kefir czy maślankę z kilkoma łyżkami naturalnego muesli.
A w lato- wrzuć do blendera szklankę owoców, dolej trochę mleka czy maślanki, wrzuć 2 łyżki otrąb (np owsianych) i już dietetyczne lekkie śniadanie gotowe.

Śniadanie nie zabiera dużo czasu, jest ci potrzebne, więc poświęć mu jedną chwilę.

Osobiście w ostatnich dniach zajadam się kaszą jęczmienną z dynią i orzechami. To typowo jesienne połączenie daje mi dużo energii i nasyca na długi czas. Do tego wiem, że dostarczam mojemu organizmowi wiele potrzebnych mu witamin i składników mineralnych. Dzięki niemu jestem pełna energii by sprostać wyzwaniom rozpoczynającego się dnia.


Kasza jęczmienna z dynią i orzechami

Na każdą osobę potrzebujemy:

4 łyżki drobnej kaszy jęczmiennej (wiejskiej)
1 1/3 szklanki wody, mleka krowiego, mleka roślinnego
3 łyżki miąższu dyni pokrojonego w kostkę (lub jabłek, gruszek)
3 łyżki orzechów włoskich (lub laskowych)
ewentualnie 1 łyżeczka miodu

Kaszę płuczemy na sicie. Możemy zalać ją wieczorem szklanką wody wtedy szybciej się ugotuje, ale nie jest to konieczne.
W garnuszku podgrzewamy wodę lub mleko, albo wodę zmieszaną z mlekiem. Do ciepłego płynu wrzucamy kaszę i dynię po czym gotujemy na małym ogniu aż zmiękną. Nie musimy ciągle mieszać, ale zaglądajmy do garnuszka, by sprawdzić czy płyn nie wyparował, w razie co dodajmy trochę wody.

Orzechy możemy uprażyć, ale nie jest to konieczne.  Gdy kasza i dynia już zmiękną, ale nie będą rozgotowane, zdejmujemy je z ognia. Dorzucamy orzechy, ewentualnie doprawiamy miodem, przykrywamy i odstawiamy na 5 minut. W tym czasie mamy czas na inne poranne sprawunki :)
Gotowe!

Kaszę możemy jeść także z dodatkowa porcją mleka, wtedy będzie mniej gęsta.

Smacznego!

Szkoła na Widelcu. Pyszne gotowanie z dziećmi

Dziś uczestniczyłam w kolejnych warsztatach ze Szkołą na Widelcu.

Uwielbiam te chwile spędzone na gotowaniu i rozmawianiu o jedzeniu z maluchami. Nooo tym razem to nie były takie maluchy, pewnie by się obrazili :) To już przecież 4 czy 5 klasa podstawówki. Z tymi dziećmi można już było podyskutować o odżywianiu i doświadczeniach kulinarnych. Padały już całkiem profesjonalne pytania i ciekawe nazwy potraw. Z drugiej strony nadal obserwuję, że dzieci w domu z rodzicami nie gotują. Dla mnie to bardzo przykre, bo czas spędzony wspólnie z mamą, tatą, babcią, ciocią w kuchni zostaje w pamięci na długie lata. Tam kształtują się nasze nawyki żywieniowe i chęć samodzielnego przyrządzania potraw. Jeśli rodzice jedzą niezdrowo, korzystając z gotowców, niezdrowych zamienników i fast-foodów, to tak samo będzie robić ich dziecko. przykład to podstawa wychowania, to chyba wie każdy.

Podziwiałam dzisiaj zapał, zaangażowanie dzieci i chęć próbowania wszystkich potraw, ziół, przypraw. W kilku grupach przygotowaliśmy przepyszne potrawy, w których królowało jabłko. Jedliśmy kaszę jaglaną gotowaną na soku jabłkowym z suszonymi owocami, sałatkę z marchwi i jabłek z kolorowym dressingiem, pstrąga smażonego na maśle z jabłkami, pierś z kaczki z jabłkami, czosnkiem i majerankiem, duszone jabłka z orzechami i piliśmy zdrowy , przygotowany na miejscu sok z jabłek z cytryna i imbirem.  Walory smakowe zapewniały różnorodne odmiany jabłek, ale i dzieci wykazały się fantazja smakową.

Kocham gotować z dziećmi.

Tym razem aparatu nie zabierałam, więc pokażę wam kilka zdjęć z warsztatów sprzed dwóch tygodni. Tam prowadziliśmy warsztaty dla dzieci z ramienia Slow Food Youth w czasie Food Film Fest, w Forcie Sokolnickiego. Po raz kolejny przygotowaliśmy z dużą grupą dzieciaków sałatki ze świeżych warzyw i owoców. Sceneria Fortu Sokolnickiego dodatkowo wprowadzała nas w bajkowy klimat. powstały wtedy piękne kolorowe sałatki i zimowa lemoniada z jabłek, gruszek z dodatkiem goździków, soku z cytryny, skórki z pomarańczy i cynamonu. Bajka...















poniedziałek, 5 listopada 2012

Zdrowa sałatka z brukselki. Jak się odchudzać i leczyć, to ze smakiem.



Znam wiele osób, które uważają, że brukselka jest mało ciekawa i niesmaczna. Jednak na usta ciśnie mi się pytanie: Kiedy ostatnio jadłeś brukselkę? Było to najprawdopodobniej dawano, daaawno temu- w szkole lub przedszkolu. Nie wiem czemu ludzie tak bardzo boją się tej małej, pysznej kapustki. A myślę, ze warto się do niej przekonać bo ma bardzo wiele właściwości.


Brukselka to bardzo zdrowe warzywo. Zawiera witaminy: A, B1, B2, B3, B5, B6, B9, C, E, H, K. Ponadto jest bogata w  składniki mineralne: potas, magnez, wapń, sód, żelazo, mangan, fosfor, miedź, cynk, błonnik pokarmowy, karoten, kwas foliowy, kwas pantotenowy, białko, węglowodany. Działa przeciw batkeryjnie, przeciw wirusowo, przeciw zapalnie a do tego pomaga zwalczać komórki rakowe i wspomaga odbudowę DNA w komórkach. nie trudno się domyślić, że w związku z tym polecana jest w diecie antynowotworowej, w trakcie leczenia wszelkich infekcji, stanów zapalnych itp. Dzięki dużej zawartości naturalnego błonnika wspomaga walkę z uciążliwymi zaparciami.
Brukselka to świetne źródło wapnia- wiec powinny ja jeść szczególnie dzieci i osoby w podeszłym wieku. Ma również mnóstwo żelaza- to coś dla wegetarian i kobiet w ciąży- takze dzięki kwasowi foliowemu. Jest to również warzywo zbawienne w trakcie diety odchudzającej. 100 g brukselki to tylko 42 kalorie, a przecież jest bardzo sycąca. 

Jak ją możemy przygotować? By nie utraciła swych właściwości najlepiej jeść ją na surowo lub gotowaną na parze. Bardziej kaloryczne, ale równei smaczne wersje to tradycyjna brukselka gotowana z masłem i tarta bułką, czy na przykład brukselka zapiekana pod beszamelem. kapustę brukselską możemy jeść gotowaną i surową, na zimno i naciepło, samodzielnie, w zupie, czy w zapiekance. Jeśli gotujemy brukselkę w wodzie-  możemy dodać do niej odrobinę soli, mleka a nawet cynamonu ( by zniwelować nieprzyjemny dla niektórych zapach)
Na moim blogu znajdziesz kilka przepisów z udziałem brukselki: Kotlety, pierożki w cieście ryżowym, tartę i sałatkę z surowej brukselki, którą przygotowywaliśmy ze Szkołą na Widelcu.

Sezon na kapustę brukselską jest w pełni, więc znalezienie jej w sklepie czy na targu nie stanowi problemu. Wybieramy te okazy, które są jędrne, maja ładny zielony kolor, bez plam i zażółceń. Jeśli trafią się jakieś pożółkłe listki to obrywamy je jeszcze przed gotowaniem. Jeśli kapustki mają duży głąb, również trzeba go odciąć.

Brukselka jest bardzo nieskomplikowana w przygotowaniu, niedroga i baaaardzo zdrowa. Więc do dzieła! 





Sałatka z brukselki z sosem musztardowym i prażonym słonecznikiem

składniki:
(dla 2 osób)
250 g brukselki
50 g ziaren słonecznika
twardy ser dojrzewający (Parmezan, bursztyn, szeneker itp)
posiekana natka pietruszki

Sos:
2 łyżki dobrej, ostrej musztardy
ok 4-5 lyżek oliwy z oliwek
szczypta soli
sok z 1/2 cytryny

Brukselkę myjemy, odcinamy zżółknięte liście i zgrubiałe głąby. Gotujemy na parze do miękkości- ok 15 minut.

Słonecznik prażymy do suchej patelni, aż się lekko zarumieni i zacznie ładnie pachnieć. Pietruszkę drobno siekamy, a ser ścieramy na tarce.

W dużej misce mieszamy składniki sosu i doprawiamy go według uznania. Jeśli użyliśmy mało ostrej musztardy to sos będzie potrzebował pieprzu. Dla większej ostrości do sosu można dodać chilli w płatkach lub kilka kropel tabasco.

Do miski wrzucamy także słonecznik i natkę pietruszki, mieszamy i dodajemy ugotowaną brukselkę. Mieszamy dokładnie zawartość miski tak, by każda kapustka była obtoczona w sosie.

Sałatkę podajemy na ciepło lub na zimno, posypaną startym twardym serem, najlepiej polskim dojrzewającym Bursztynem lub Starym Szenekerem.

Smacznego!

piątek, 2 listopada 2012

Zupa krem z buraków i botwiny. Relacja z Kuchnia+ Food Film Fest i "Niebo w gębie"




Gdy wracamy z podróży, lub mamy za sobą ciężki dzień nic nie robi lepiej niż talerz ciepłej zupy. Potrafi ona rozgrzać i nasycić, a do tego ukrywa w sobie wiele witamin i mikroelementów. Ja moje zupy przygotowuję na bulionie warzywnym, więc nigdy nie są tłuste, a zawsze kryją w sobie mnóstwo warzyw.

Zupa to świetny sposób na przemycenie warzyw dla małych i dużych niejadków. szczególnie wdzięczne w tym temacie są zupy kremowe. Jeśli wiemy, że następnego dnia będziemy na tyle zmęczeni, że na gotowanie już sił nie zastanie, warto zawczasu przygotować dobrą pożywną zupkę. Można do niej swobodnie użyć różnych sezonowych warzyw. Jesień to czas na dynię, kalafior, brukselkę, brokuły, marchew, seler, pasternak, buraki, ziemniaki. Z takiego zestawu można przygotować nieskończenie wiele kombinacji.

Ostatnio zachwycałam się kremową zupą z pasternaku z dodatkiem maślaków i sosem z oliwy i czarnuszki. Przygotował ją Kuba Korczak na Slow Foodowe śniadanie. To wydarzenie na długo zostanie w mojej pamięci, ale dziś nie o tym.

Jak się okazuje zupy lubią także Francuzi, a skąd taki wniosek?  Już wyjaśniam :)

W miniony weekend w Warszawie, Poznaniu i Gdyni odbywał się Food Film Fest, festiwal filmów kulinarnych. W tegorocznym programie nie zabrakło filmów dokumentalnych opowiadających o smakowitym jedzeniu, jego produkcji, problemach związanych z odżywianiem i mistrzach w przygotowywaniu potraw.  Wszyscy miłośnicy gotowania i dobrego jedzenia z Warszawy i okolic zebrali się w kinie Kultura by smakować wykwintne kino.
Pierwszego dnia festiwalu byłam z przyjaciółką na seansie składającym się z dwóch filmów dokumentalnych.
Pierwszy z nich "Gorycz czekolady" opowiadał o tym jak czekolada wpływa na życie ludzi w różnych miejscach świata. Ten film na prawdę warto obejrzeć bo zwraca nasza uwagę na ważny problem wykorzystywania ludzi ubogich do zbierania ziaren kakaowca i podkreśla potrzebę kupowania produktów FairTrade. Z drugiej strony przedstawia wyśmienitego chocolatier'a z Francji, mężczyznę pracującego w czekoladowym parku rozrywki w Stanach Zjednoczonych i parę, która żyje według new Age i żywi siebie i swoje dziecko ręcznie robioną czekoladą.  ten film możecie obejrzeć na antenie Kuchnia+ już w najbliższą sobotę. Polecam.

Kolejny film: "Mleko" wzbudził we mnie wiele myśli i emocji. Nie stanę po żadnej ze stron- zdecydowanych  zwolenników i przeciwników picia mleka. Moim wnioskiem po projekcji było stwierdzenie, że wszystko jest dla ludzi. nic w nadmiarze nie może być zdrowe, ale nie dajmy się zwariować... czy miliony osób pijące mleko, jedzące sery, twarogi, jogurty trują się z własnej woli? Myślę, ze to niemożliwe, bo dawno byśmy poumierali. najważniejszy jest umiar. Po prostu.

Największe wrażenie zrobił na mnie jedyny fabularny film festiwalu. "Niebo w gębie" oparty jest na losach Danièle Mazet-Delpeuch, która została zaproszona do francuskiego pałacu prezydenckiego by gotować dla samej głowy państwa François Mitterranda. 
Bohaterka filmu nazywa się Hortense Laborie i jest kobietą, która prawdziwie potrafi smakować życie. Dla niej ważny jest smak każdego składnika potrawy jaką zamierza przygotować. Do prywatnej kuchni Pałacu Elizejskiego pani Hortensja, zgodnie z życzeniem prezydenta, wprowadziła tradycyjną kuchnię francuską. Widzimy jak w prywatnej prezydenckiej kuchni przygotowuje wiele wyśmienitych potraw. "Niebo w gębie" wyróżniają świetnie zdjęcia- z bliska obserwujemy krojenie, siekanie, doprawianie, polewanie sosem, dekorowanie... i oczywiście po paru minutach kiszki skręcają się z głodu. :) Hortensja poszukiwała najlepszych producentów z całej Francji, którzy dbają o swoje produkty- warzywa, zwierzęta, sery, jak o własne dzieci, wkładając w nie mnóstwo smaku i miłości. Bardzo ją za to podziwiam.

Pani Danièle, podobnie jak Hortense, jest zafascynowana hodowlą trufli. W filmie jest taka scena, w której przygotowuje ona dla prezydenta kanapkę z grubo pokrojonymi plastrami tego rarytasu. Żałuję, że nie mogę póki co obejrzeć tej sceny jeszcze raz, no i tego, ze nigdy nie próbowałam świeżych trufli. 


Scen malowniczych, pysznych i wyśmienitych jest w filmie wiele. Każdą z nich warto celebrować i oglądać z uwagą, po przedstawiają przepiękne dania. "Niebo w gębie" to nie tylko opowieść o jedzeniu, ale także o życiu w Pałacu Elizejskim, o konwenansach, zasadach, przeszkodach i pracujących w nim ludziach, co czyni go jeszcze bardziej interesującym. Akcja rozgrywa się równolegle kilka lat po odejściu Daniele z pałacu prezydenckiego, gdy pracowała na Antarktydzie gotując dla francuskich polarników. W tych scenach odkrywamy jaki wpływ miały na nią e 2 lata spędzone na gotowaniu dla prezydenta.


Gościem na projekcji "Niebo w gębie" była sama  Danièle Mazet-Delpeuch. Okazało się, że jest tak samo dowcipna i sympatyczna jak filmowa Hortensja. Z humorem odpowiadała na pytania z widowni. Doradziła nawet jednej z dziewczyn, co przygotować na kolację dla grupy Francuzów. Poleciła, by ugotować dla nich właśnie zupę :) 

Na koniec pani Daniele opowiedziała zabawną anegdotę. Także u zupie :)


Pani Daniele na przełomie lat 80/90 była w Polsce wraz z prezydentem i korpusem dyplomatycznym. Oczywiście na te okazję miała przygotowane i zaakceptowane menu dla prezydenta. W kuchni zauroczył ją zapach zupy, która przygotowywał polski kucharz dla swoich pracowników. bardzo jej zasmakowała i stwierdziła, ze prezydent też na pewno ja doceni. Wiadomo, że zmiana menu prezydenta z minuty na minutę jest niemożliwa, więc pani Daniele wcale nie pytała o zgodę... Po prostu zaserwowała prezydentowi polską zupę....

Miała rację co do prezydenckiego smaku. François Mitterrand poprosił nawet o dokładkę i już nic więcej nie chciał jeść, taka to była pyszna strawa.
Oczywiscie dopytaliśmy cóż to była za zupa... Pani Daniele pamiętała jedynie że były w niej buraki i miała ciemny kolor, a podawana była z pasztecikiem... już wiecie co to za zupa?

"Niebo w gębie" już niedługo wchodzi do kin, więc każdy kto jeszcze go nie oglądał, ma na to szansę. Szczerze polecam :)

Ja na dzisiaj proponuję Wam kremową zupę z buraków i boćwinki.





Zupa krem z buraków i botwiny
(4-5 porcji)

3 buraki

6 gałązek (pęczek) botwiny
po 1 gałązce estragony, oregano, lubczyku
2 ząbki czosnku
1/2 cebuli
1 łyżka sosu sojowego
oliwa z oliwek
1 łyżka octu z czerwonego wina
sól, pieprz do smaku
gorąca woda
jajka ugotowane na twardo



Buraki obieramy i kroimy wa małe kawałki. Boćwinę płuczemy i kroimy zarówno liście i łodyżki na małe kawałki.
Czosnek i cebulę obieramy, drobno siekamy i podsmażamy na oliwie w dużym garnku. Wrzucamy do nich buraki i boćwinę i zalewamy gorącą wodą, tak by zakryła zawartość garnka. Dokładamy gałązki ziół, wlewamy sos sojowy i ocet i gotujemy aż buraki zmiękną.
Z zupy wyjmujemy zioła. Odkładamy do miseczki 1-2 chochle buraków i boćwiny, a resztę miksujemy na krem. Dorzucamy odłożone warzywa i doprawiamy do smaku.

Zupę podajemy z jajkiem ugotowanym na twardo, udekorowaną ziołami.

Smacznego!

środa, 31 października 2012

Dyniowe, wegańskie ciasto drożdżowe.



Piękną mamy zimę tej jesieni... :)

Szczęśliwie w ostatnie ciepłe dni zebrałam z rodzicami wszystkie jabłka z sadu. Ten rok był dla jabłonek bardzo dostatni, więc z dwóch drzewek zebrało nam się aż 25 dużych skrzynek.  Nie mamy ani specjalnych chłodni do ich przechowywania, ale mam nadzieje, że przetrwają przynajmniej jakiś czas. Oczekujcie w najbliższym czasie wielu przepisów z udziałem jabłek.

Jeśli ktoś z was mieszka w Warszawie i i jej zachodnich okolicach, to chętnie się nimi podzielę  :) Od pewnego czasu gdy jadę w odwiedziny do znajomych, to zabieram ze sobą minimum 5 kilo jabłek. To taki fajny prezent, bo przynosi wiele radości i kulinarnych inspiracji. A przy okazji sama sprawiam sobie przyjemność oglądając uśmiechnięte buzie, a do tego mam poczucie, że nasze zbiory nie pójdą na marne.

W piwnicy pełno jest również zebranej z pola dyni. Jest to tak niesamowicie wdzięczne warzywo.... Można go jeść zarówno na słodko jak i w wersji pikantnej. Przepisów na dania z dynią jest tysiące. Dodajemy ją do sałatek, gulaszy mięsnych i warzywnych, do sosów, zup, ciast i deserów. Ja od kilku lat stosuję mus dyni jako zamiennik żółtek w cieście drożdżowym. Nadaje ona ciastu śliczny kolor i konsystencję.

Ostatnio zainspirowana szwedzkimi ciastkami z nadzieniem cynamonowym przygotowałam ślimaczki dyniowe z korzennym musem z dyni. Ten drożdżowy wypiek, mimo że nie ma w nim jajek, jest puszysty, delikatny i mokry. a korzenny aromat nadaje mu jeszcze więcej uroku. Przepis na ciasto wzorowałam na Pumpkin Cinamon Rolls z bloga Smitten Kichen.



Drożdżowe wegańskie ślimaczki z dynią.

Składniki:

ciasto:
1 3/4 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
1 1/2 łyżeczki drożdży w proszku
1/4 szklanki ciepłego mleka roślinnego
1/4 szklanki brązowego cukru
40 g margaryny (masla roślinnego)
2/3 szklanki  musu z dyni
1 łyżka mieszanki przypraw korzennych (cynamon, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon)

nadzienie
2/3 szklanki musu z dyni
cukier cynamonowy ( np. mieszamy 2 łyżki cukru pudru z 1 łyżeczką cynamonu)


Mleko lekko podgrzewamy a margarynę rozpuszczamy. Łączymy w misce wszystkie składniki ciasta oprócz masła i łączymy je pomagając sobie drewnianą łyżką lub szpatułką. Po wstępnym wymieszaniu, dodajemy rozpuszczone masło i rozpoczynamy zagniatanie. Ciasto można połączyć także z pomocą miksera. Ciasto drożdżowe dobrze ugniatamy i rozciągamy by potem ładnie nam urosło. Po kilku minutach powinno swobodnie odchodzić od ręki.
Jeśli ciasto wydaje się za suche, można do niego dodać odrobinę letniego mleka. natomiast gdy po długim wyrabianiu nadal się klei, możemy dosypać po trochu mąki.
Ciasto po wyrobieniu odstawiamy do rośnięcia pod przykryciem, w ciepłe miejsce, w misce lekko wysmarowanej olejem.

Do pieczenia ślimaczków używam tortownicy, której dno wykładam papierem do pieczenia

Gdy podwoi swoją objętość wyjmujemy go na stolnicę i rozwałkowujemy na prostokąt o grubości ok 1,5 cm. Na cieście rozsmarowujemy cienko mus z dyni i posypujemy cukrem z dodatkiem cynamonu lub przyprawy korzennej.
Zawijamy ciasto w roladę po dłuższym boku. kroimy na plastry o grubości ok 4 cm ( 8-9 bułeczek). Bułeczki układamy na płasko zaczynając od środka tortownicy i dalej naokoło.

Znów odstawiamy do rośnięcia w ciepłe miejsce na ok 45-60 minut aż wyraźnie urosną. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C. Wyrośnięte dyniowe ślimaczki pieczemy 25-30 minut aż się ładnie zarumienią.

Po wystudzeniu bułeczki możemy posypać cukrem pudrem, lub polać lukrem, ale mi najlepiej smakują samodzielnie z herbatą lub szklanką mleka.

Smacznego!

wtorek, 30 października 2012

Szybkie, dietetyczne, zdrowe sałatki na lunch z dodatkiem ryby

Ostatnio często rozmawiałam ze znajomymi na temat stołówek pracowniczych, restauracji serwujących zestawy lunchowe itp. Ja osobiście bardzo rzadko stołuję się "na mieście". Także stołówka w mojej szkole skutecznie mnie odstraszała ciągłym zapachem mielonego mięsa... Co jeść w takim wypadku, zwłaszcza jeśli staramy się dbać o linię? Ja od czasu studiów, gdy nierzadko musiałam przebywać pół dnia na uczelni, przygotowywałam sobie dania na wynos. Kanapki w moim menu pojawiają się sporadycznie więc były to przeważnie sałatki, lub inne dania które mogłam zjeść na zimno. Także w pracy w czasie przerwy śniadaniowej wyciągałam mój pojemniczek z sałatką i zaspokajałam mój brzuszek.

Niektórzy mogliby powiedzieć, że przygotowanie sałatki zajmuje dużo czasu, którego nie mają, albo stwierdzą, że sałatką nie można się najeść. Nic bardziej mylnego! Dobór rodzaju składników i sposobu ich przygotowania zależy tylko od was. Ja zależnie od pory roku przygotowywałam je z dostępnych warzyw i owoców stosownie dobierając dodatki. Tak na prawdę posiadając w swojej lodówce podstawowe składniki zawsze możemy wyczarować coś pysznego. A do tego zużywajmy resztki z kolacji, obiadu z poprzednich dni zapobiegając wyrzucaniu i marnowaniu jedzenia.

Weźmy dowolne 2-3 składniki warzywne: każdą sałatę, pomidora- świeżego lub suszonego, ogórka- świeżego lub kiszonego- konserwowego, rzodkiew, marchewkę, selera, jabłko, warzywa strączkowe;
Do tego dorzućmy jakiś białkowy dodatek np jajko na twardo, kawałek sera- np fety, tofu, lazur; kawałek przygotowanego wcześniej mięsa czy wędliny, gotowaną, wędzoną czy pieczoną rybę:
Później dopasujmy składnik węglowodanowy: ryż, kaszę, makaron, kuskus, dobre pieczywo; całość połączmy odpowiednim sosem- winegret, jogurtowy, musztardowy lub inny i już mamy kombinację kilkuset różnych sałatek!!
Wystarczy uruchomić wyobraźnię i wygospodarować trochę chęci, a będziemy jeść zdrowo także w czasie lunchu w pracy, czy na uczelni.
Po kilku epizodach z własnym pojemniczkiem lunchowym już nikt nie będzie się dziwił, ze nosicie ze sobą obiady, a wręcz zaczną wam zazdrościć tych pyszności które przygotujecie. Mogę poświadczyć własnym przykładem :)

Od tygodnia nie gotuję dużych obiadów a raczej zadowalam się właśnie szybkim lunchem. Z użyciem składników które leżały w mojej lodówce, dzień po dniu wyczarowywałam różne zdrowe dania.
Oto przykłady na lunch dla jednej osoby:



Wrapsy szpinakowe z ruccolą i łososiem.

2 naleśniki szpinakowe (lub inne)
3 łyżki dobrego gęstego jogurtu
liście ruccoli (lub szpinaku, rukwi wodnej, salaty lodowej)
świeża bazylia (lub inne świeże zioła)
1 łyżka chrzanu (lub ewentualnie majonezu)
150-200 g ugotowanego na parze łososia

Naleśnik smarujemy jogurtem wymieszanym z chrzanem. na nim układamy liście ruccoli i bazylii.
Na brzegu naleśnika układamy łososia i zawijamy całość w rulonik lekko dociskając.
Naleśniki pakujemy do szczelnego pojemniczka i zabieramy do pracy :)





Mieszanka sałat z pieczonym pstrągiem

1/2 pieczonego pstrąga bez skóry
100 g mieszanki różnych salat, szpinaku i świeżych ziół
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka octu winnego (lub soku z cytryny)
1 łyżeczka sosu sojowego
2 kromki dobrego pieczywa

Salaty wymieszać z dressingiem i podartym na kawałki mięsem pieczonego łososia. W razie potrzeby doprawić do smaku i zapakować w szczelny pojemniczek. Sałatka wyśmienicie smakuje z ulubionym pieczywem.



Sałatka z łososiem i suszonymi pomidorami

100 g ugotowanego na parze łososia
garść ruccoli
garść g liści świeżego szpinaku
3 sztuki patisonów w occie (lub małych korniszonów)
5-6 suszonych pomidorów w oliwie
2 łyżki oliwy (ze słoika z suszonymi pomidorami)
sok z cytryny
sól, pieprz do smaku (odrobina!)

Szpinak i ruccolę polewamy oliwą i sokiem z cytryny. Doprawiamy odrobiną soli i pieprzu, dodajemy suszone pomidory osączone z zalewy oliwnej a na wierzchu układamy płat gotowanego na parze łososia, pozbawionego skóry. Pakujemy w szczelne opakowanie i zabieramy do pracy. Do tego zestawu świetnie pasuje grissini. Do sałatki można też dodać ugotowany makaron.

SMACZNEGO!!

poniedziałek, 29 października 2012

Krem z dyni z mlekiem kokosowym i cieciorką. Warsztaty z NieMarnuję

W czwartkowy wieczór miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach organizowanych przez Banki Żywności wspierające kampanię "Nie marnuj jedzenia. Myśl ekologicznie." Gościła nas Warszawska Akademia Kulinarna wraz z jej założycielem, którym jest młody i entuzjastyczny kucharz Robert Harna.






Wraz z warszawskimi blogerkami kulinarnymi, laureatkami konkursu "Nie rzucaj mięsem do kosza" i wolontariuszami Banków Żywności przygotowywaliśmy przeróżne potrawy z dostępnych nam składników.

Od pierwszych chwil naszego kulinarnego spotkania dzieliliśmy się wzajemnie naszymi sposobami na nie marnowanie jedzenia. Oto jakie były nasze propozycje:
- dokładne planowanie zakupów,
- mrożenie resztek,
- produkowanie przetworów,
- przetwarzanie resztek w nowe pyszne dania,
- dzielenie się jedzeniem ze znajomymi,
- przygotowywanie porcji do zjedzenia na jeden raz,
- sprawdzanie daty przydatności,
- kontrola zawartości lodówki i spiżarni,
- odpowiednie przechowywanie żywności,
- posiadanie produktów "niezbędników" o długim terminie ważności, z których udziałem można zawsze coś przygotować (np. makaron, kasze, sos pomidorowy),
- posiadanie głodnego męża lub narzeczonego
- posiadanie głodnego męża i dorastającego syna :)




Wiele praktycznych porad udzielił nam kucharz prowadzący warsztaty.


Spotkaliśmy się w dzień makaronu, więc pierwsze potrawy powstały z jego udziałem. Z warzyw i mięsa- składników bardzo często wyrzucanych do kosza, przygotowaliśmy makaronowa ucztę. 






W czasie gotowania nieustannie toczyły się między nami kulinarne rozmowy. Dzieliliśmy się poradami dotyczącymi gotowania, doprawiania, przechowywania, przetwarzania itp...itd.
Wszystkie makarony smakowały wyśmienicie. Zostało ich sporo, ale zapakowaliśmy je w opakowania na wynos i zabraliśmy ze sobą. Taki makaron to świetny lunch na następny dzień. Można go zjeść zarazem na zimno, jak i odgrzać w piekarniku w razie potrzeby dodając odrobinę dodatków, sosu czy wody.






Dewizą naszego czwartkowego gotowania było przygotowywanie potraw sezonowych. Zajadaliśmy się między innymi daniami z dodatkiem dyni i marchewki/ Z tego połączenia wyczarowałyśmy z koleżankami pyszną zupę dyniową. Do dyspozycji miałyśmy zawartość torby z zakupami, która nie była nam znana. Naszym zadaniem było wykorzystanie każdego składnika i przygotowanie z nich dowolnego dania. Na naszym stole pojawiły się marchewki, pomidory, kawałek dyni, puszka cieciorki, śmietana kremówka, przecier pomidorowy. Uruchomiłyśmy wyobraźnię i z jednego zestawu przygotowałyśmy 2 dania na wieczorną kolację. Była to zupa z dyni i marchewki z kokosową nutą i dodatkiem ciecierzycy oraz deser z lekko karmelizowanej dyni z gruszką, bitą śmietaną i prażonymi płatkami migdałowymi. 










W innych grupach powstały sałatki, kolejny makaron i kolejna zupa dyniowa- ale tym razem na ostro. W ciągu godziny powstały bardzo kolorowe i pyszne dania pełne witamin i mikroelementów. Do ich wykorzystania używaliśmy warzyw, mięsa i dodatków, które pozornie mogły do siebie nie pasować. przepisy na stworzone przez nas potrawy znajda się niedługo na portalu niemarnuje.pl

Ja dzisiaj zaprezentuję wam zupę, którą przygotowałam wspólnie z koleżankami. 
Była wspaniała, tak samo jak te chwile spędzone na wspólnym gotowaniu. 



Zupa krem z dyni i marchewki z kokosową nutą i dodatkiem ciecierzycy.

200 g miąższu dyni
2 marchewki
1-2 pomidory
korzeń imbiru wielkości kciuka
2 ząbki czosnku
1 puszka ciecierzycy
2 łyżki przecieru pomidorowego
400 ml mleczka kokosowego
oliwa z oliwek
sos sojowy
sól

Obieramy i siekamy drobno czosnek i imbir.  Pomidory parzymy wrzątkiem i obieramy ze skórki. 
W rondelku rozgrzewamy oliwę i podsmażamy na nim czosnek z imbirem. Dodajemy do nich pokrojoną w kostkę dynię i marchew, delikatnie solimy. Podsmażamy chwilę często mieszając. Pomidora również drobno kroimy i dodajemy do rondla. Warzywa przykrywamy i dusimy do miękkości. W razie potrzeby dodajemy odrobinę przegotowanej wody. Gdy warzywa już lekko zmiękną wlewamy mleczko kokosowe i dalej gotujemy kilka minut. Zupę miksujemy i doprawiamy sosem sojowym i przecierem pomidorowym.

Wstawiamy z powrotem na ogień i dodajemy odcedzoną cieciorkę. Gotujemy na małym ogniu kilka minut, aż cieciorka się podgrzeje.

Do podania możemy użyć słodką śmietanę i uprażone nasiona dyni, czy płatki migdałowe.

Smacznego!