czwartek, 28 kwietnia 2016

Powroty nie są łatwe. / It's hard to come back

Powroty nie są łatwe. / It's hard to come back
(for English version scroll down)

Sama się dziwię , ile już czasu upłynęło od mojej ostatniej wizyty tutaj.

Pewnego dnia po prostu już nie miałam ochoty pisać o jedzeniu, robić zdjęcia, albo nawet gotować czegokolwiek niezwykłego. Historia, która się za tym kryje jest długa i zawiła. Po pierwsze, przeprowadziłam się z powrotem do Warszawy, po tym jak mieszkałam z moim ukochanym w Czechach przez jakiś czas. Właściwie, chyba właśnie dlatego przestałam pisać. Nie miałam już dla kogo gotować. Mój ukochany mieszkał w odległości 500 km ode mnie.

Niedługo później zaczęłam pracę w małym Caffee Bistro w Warszawie. Niezwykłe bylo spotykać co chwile nowych, zaskakujących, miłych, zabawnych, przyjaznych ludzi. Możliwość gotowania, rozmowy, sprawiania przyjemności z jedzenia, które przygotowałam jest prawdziwie bezcenna.

W międzyczasie ja i Damian wzięliśmy ślub. TAK. jestem szczęśliwą żoną fantastycznego przystojniaka...niewiarygodne. Ceremonia w kościele i ogólnie cały dzień naszego ślubu były niesamowite, urocze, takie jak sobie wymyśliliśmy. Współdzielenie tej wspaniałej chwili z najbliższą rodziną i przyjaciółmi było najpiękniejszym momentem naszego życia.

NO I... dwa miesiące później dowiedziałam się, że będziemy mieli dzidziusia. WOW, szok...
TAK, to było moje marzenie, TAK byłam bardzo szczęśliwa, ale być może niektórzy z was wiedzą, co dzieje się w umyśle kobiety, gdy zdaje sobie sprawę, że to się dzieje na prawdę, i to zmieni całe moje życie. Ale jednak szczęście, to ono wypełniało moją duszę. :)

Ciąża, mówiąc ogólnie nie jest taka zła.  Tak na prawdę, przez pierwsze trzy miesiące nie opuszczały mnie wieczorne mdłości i nie byłam w stanie znieść zapachu kawy, wina czy papierosów. Jednocześnie towarzyszyła mi nieodparta chęć na szpinak i czekoladę, także jedno zaraz po drugim. Poza faktem że rosłam do co raz większych rozmiarów, czułam się dobrze, nadal ćwiczyłam i jadłam prawie wszystko co zazwyczaj. Jedyną rzeczą za którą tęskniłam, zwłaszcza w czasie naszej podróży poślubnej na Kretę, była lampka wytrawnego wina, albo zimne piwo wypite wieczorową porą.
Tak, wieczory, przez pierwsze dwa trymestry, praktycznie ich nie było, bo zasypiałam jak dzidziuś po dobranocce. Tak, to była jazda na maksa.

Marzec 2015, mój świat wywrócił się do góry nogami. W moich ramionach pojawił się piękny zdrowy chłopczyk, mój SYN. pokochałam go od pierwszego wrzasku, pierwszego wejrzenia w jego piękne oczy, pierwszego dotyku delikatnej skóry mojego maleństwa. Oj tak, był bardzo głośny od pierwszej minuty życia, ale także był najpiękniejszym noworodkiem jakiego w życiu widziałam.
Będę szczera, jest bardzo wymagający i czasem zasypiam bardzo zmęczona, i nie przespałam całej nocy odkąd się urodził ( a nawet 2 noce wcześniej) ale jego uśmiech, przytulaski i wszystkie małe i większe rzeczy, sprawiają ze jestem bardzo szczęśliwa. Obudziły się we mnie takie zapasy miłości o których istnieniu nie miałam świadomości.

Dzisiaj, gdy ma już ponad roczek, jest go wszędzie pełno. Tak, jest to moja mała torpeda.

Teraz możesz spytać, po co ja tu właściwie wracam. Zabawna sprawa. Moja strona na Facebooku zaczęła żyć własnym życiem, bez mojej ingerencji czy starań i kilka dni temu osiągnęłam 2000 lików. Stwierdziłam, że to dobry powód by wrócić do pisania.

Nie wiem czy będę pisać systematycznie, czy posty pojawią się co tydzień, czy dwa a może trzy razy w miesiącu. Wiem jedno, postanowieniem zadbać o siebie, o swoje pasje i o mojego bloga.

Oznacza to, że mówię... do zobaczenia wkrótce

_______________________________________

I'am suprised myself how much time passed since my last visit in here.

Ona day, I've just lost my interest in writing about food, making pictures, or even cooking anything fancy. There is a really long story behind that.  I moved back to Warsaw after living in Czech Republic with my men for some time. That is actually why I stop writing. I didn't have anybody to cook or bake for any more. My beloved one was 500 km away from me.

Then I found a job in a small Caffee Bistro in Warsaw.  It was really nice to meet new, funny, specific, friendly and many other kinds of people. Cooking, chatting, making them feel pleasure of eating something I prepared was priceless.

In the meantime Me and Damian got married. YES. I am a happy wife of fantastic, handsome guy...unbelieveable. The ceremony and whole wedding day was so loevely. Sharing this time with closest friends and familly was the most preascious time of my life.

AND...two months later I discovered we were gonna have a baby... WOW what a shock...
YES, this was my dream, Yes I was very happy, but maybe some of you know what happens in a girl mind when she realise it's really happening, and it will change your life for ever.
Happiness though, was the strongest feeling over there :)

Pregnancy in all wasn't bad. To tell you the truth I felt nauseous for three months and I couldn't tolerate any coffee, wine or cigarets near me. At the same time I had enormous crave for spinach and chocolate, even one after another ;) Beside the fact I was growing really big, I felt good, was still exersising, eating almost everything. The only thing I really missed, espescially during our honey moon trip to Crete was a glass of dry wine or a cold beer in the evenings. Evenings... yeah... in the first two trimesters I didn't really have evenings, cause I usually was falling asleep like a baby after 8 p.m. Yep, this was fun :)

March 2015...my world turned inside out. My little beautiful, healthy baby boy was already in my arms. I loved him since the first screem, the first look in his eyes, the first touch. Oh yeah, he was loud since the minute number one, but also most beautiful baby I've ever seen.
To be honest, he is demanding, sometimes I am very tired, I didn't sleep during the night since he was born (actually two days before that), but his smile, his huggs, his cute little things make me most happy and awakens such supplies of love I didn't think I have.

Today, being ONE year old, he is all over the place. Yeah, he is my little torpedo :)

You can ask, what brought me back in here?
Funny thing. My Facebook page started to live her own live with me doing nothing :) Couple of days ago it reached 2000 likes...so i figured it's a good reason to come back.

I do not know if i will be systematic. Will the posts appear every week or maybe ones, twice a moth, but I promised myself that I will take care of myself, my passion, and my blog :)

That means... SEE YOU SOON


czwartek, 7 listopada 2013

Pęczak a'la risotto z dynią, chilli, wędzonym tofu i przyprawą Kamis

Marka Kamis lubi blogerów, nie da się tego ukryć. Ale dzięki tej sympatii mogę czasem wypróbowywać różne ich nowości, jakie pojawiają się na rynku.  Ostatnio do mojej kuchni trafiła limitowana edycja przypraw kuchni włoskiej. Mamy tu przyprawę do pizzy po sycylijsku, do spaghetti bolognese, spaghetti carbonara i przyprawa do pomidorów.

Od razu zaczęłam czytać ich skład i muszę przyznać, że jestem nim pozytywnie zaskoczona. Przykładowo, przyprawa do spaghetti carbonara zawiera takie składniki jak: cebula, czosnek, gałka muszkatołowa, natka pietruszki, pieprz biały, bazylia i tymianek. Nie widzę w składzie soli, ani konserwantów, ponadto, producent deklaruje, ze nie ma w niej glutaminianu. taki zestaw przypraw to fajna rzecz, zwłaszcza dla początkujących i zabieganych kucharzy, albo na przykład w podróży Nie trzeba wtedy się martwić jakie przyprawy i w jakiej proporcji powinny wylądować w spaghetti, wystarczy posłużyć się przepisem z opakowania i wsypać gotową mieszankę.

Mieszankę do spaghetti carbonara używam też w przygotowaniu innych dań. Ostatnio przyprawiłam nią szpinak a innym razem duszone borowiki i fajnie to razem grało. Dziś eksperymentuję doprawiając tą przyprawą pęczak z dynią. Lubię smak gałki muszkatołowej, który jest w przyprawie dobrze wyczuwalny i dla mnie fajnie pasuje do dyni. Polecam.



Pęczak a'la risotto z dynią, chilli wędzonym tofu.
(dla osób)

8 łyżek kaszy pęczak
300 g dyni pokrojonej w kostkę (użyłam dyni piżmowej)
200 g wędzonego tofu
100 ml mleka
ok 200 ml wody
2 cm kawałek chilli (razem z pestkami)
1/2 cebuli
1 ząbek czosnku
1 łyżka śmietany 12% lub masła (niekoniecznie)
sól do smaku
3 łyżki przyprawy do spaghetti carbonara (Kamis)
2 łyżki oleju
natka pietruszki do podania

Cebulę, czosnek i chilli kroimy w drobną kostkę. W szerokim rondlu rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę, po chwili dorzucając czosnek i chilli.
Pęczak wrzucamy do rondla i chwilę prażymy. Po ok  minutach dolewamy mleko, przykrywamy i dusimy na średnim ogniu.
Gdy mleko się wchłonie stopniowo dodajemy wodę. przy 3 dolewce wody dorzucamy również dynię i dalej całość dusimy pod przykryciem. Dynia także odda do pęczaku trochę soku.
Gdy pęczak będzie już prawie miękki dorzucamy wędzone tofu. Po chwili wspólnego duszenia całość doprawiamy solą i przyprawą  do spaghetti carbonara. W razie potrzeby dodajemy więcej płynu, ale nie za dużo by nie rozgotować kaszy.
Gdy pęczak będzie już wystarczająco miękki, całość zdejmujemy z ognia i jeśli mamy ochotę, dodajemy łyżkę śmietany, albo nawet masła. Odstawiamy na 3 minuty pod przykryciem, by pęczak jeszcze troszkę doszedł.

Podajemy przybrane świeżą natką pietruszki.

Smacznego!

wtorek, 15 października 2013

Eggcheese. Sałatka z serem jajecznym

Często na swojej drodze spotykam bardzo fajne produkty. Często jestem gościem na wszelkiego rodzaju targach, wystawach, imprezach kulinarnych, gdzie swoje produkty prezentują fajni producenci.

W miniony piątek odwiedziłam Łódź i Targi Natura Food. Popróbowałam wiele fajne sery, ogólnie nabiał zarówno z mleka krowiego, koziego i owczego, soki, miody, chleby, produkty roślinne- takie jak tofu i napoje w wielu smakach, produkty zbożowe, w tym pyszne ciastka, czipsy amarantusowe i wiele innych. Dla własnego komfortu nie powiem ile tam wydałam... ale przynajmniej ze świadomością, że są to zdrowe, naturalne produkty.

Jakiś czas temu, mój narzeczony pokazał mi co zakupił w sklepie ze zdrową żywnością. Na początku zupełnie nie mogłam załapać co to jest, mimo że jego nazwa jest prosta- Eggcheese. Ser jajeczny? Ale jak to?

No właśnie. Jest to taki śmieszny ser, produkowany przez Słowaków, a składa się on w 94% z białka jajka kurzego. Od razu zapytałam wujka Googla z czym i jak to się je. Producent wychwala swój ser pod niebiosa i szczerze mówiąc, także uważam ze jest to całkiem fajny wynalazek.
W składzie sera jajecznego jest jak wspomniałam 94 % jajka kurzego a ponadto: sól ( 0,6 mg na 100 g), zioła, twaróg nisko tłuszczowy i suszone mleko. Ostatnie składniki jak widać występują w nim w śladowych ilościach. Ponadto, etykieta zapewnia, że jest to produkt bezglutenowy. bez tłuszczu i bez cholesterolu.

Eggcheese, to w zasadzie czyste białko, więc świetnie sprawdziłoby się w diecie atletów budujących masę mięśniową, ale polecany jest także dla cukrzyków (zawiera śladową ilość cukrów 06 mg na 100 g), wegetarian, dzieci, osób starszych i osób planujących zrzucić parę kilogramów (52 kcal na 100 g).
Ser jajeczny występuje w wersji naturalnej i wędzonej, próbowałam obie i mogę śmiało powiedzieć ze są smaczne. Wersja wędzona jest bardziej wyrazista, co chyba oczywiste, a naturalna o neutralnym smaku.

Koszt takiego sera w Czechach to ok 6,5 za 2 porcje po 100 gram.

Ciekawa jestem czy można go gdzieś dostać w Polsce. Jeszcze go tutaj nie spotkałam, ale będę poszukiwać.

Moja propozycja podania Sera jajecznego to prosta szybka sałatka. Ilości składników nie podaję, bo sami sobie je z łatwością dobierzecie.



Sałatka z Eggcheese- czyli sposób na ser jajeczny

opakowanie Eggcheese
liście świeżego szpinaku
natka pietruszki
pomidory
cebula dymka
granat
olej rzepakowy tłoczony na zimno,
krem z octu balsamicznego
kilka kropel tabasco

Szpinak porwać na małe kawałki, pomidora, natkę i dymkę dowolnie pokroić. Przygotowane składniki przełożyć na talerz, a na wierzchu powstałej sałatki ułożyć ser jajeczny i udekorować miąższem granatu.
Całość skropić dowolną oliwą lub olejem, octem winnym i/lub kremem balsamicznym Dla odrobiny pikanterii dodałam do sałatki  kilka kropel tabasco.

Było smacznie :)

czwartek, 10 października 2013

Wegańska tarta Vortex do spróbowania na targach Warszawski Smak w klubie 1500m2




Już w w najbliższą niedzielę kolejna edycja targów kulinarnych Warszawski Smak. Jest to impreza na której spotkamy wielu fajnych wystawców. Będą tam zarówno fajni producenci dobrej, zdrowej żywności, restauracje, producenci gadżetów kuchennych, blogerzy, ogólnie rzecz biorąc pasjonaci kulinarni. 

Pełną listę wystawców znajdziecie na stronie wydarzenia na Facebooku. TUTAJ


Będę tam również ja.

Szukajcie mnie z moim małym mufinkowym stolikiem pełnym słodkich i wytrawnych tart oraz innych wypieków. Mam nadzieję, że nie będzie mi doskwierać samotność, bo mnie licznie odwiedzicie. A ponadto...trzymajcie za mnie kciuki...


Na moim stoisku zawsze największą popularnością cieszy się wegańska tarta Vortex. Jest to wypiek pełnoziarnisty, jak większość moich tart, a za nadzienie służą warzywka. Znajdziecie tam marchew i jeden lub dwa rodzaje cukinii. Efekt tarty tworzy odpowiednie ułożenie warzyw na podpieczonym spodzie. Mam nadzieję, że moje wskazówki zachęcą was do spróbowania wypieku na moim stoisku na targach Warszawski Smak, odczaruje hipnotyzujące wypieki i zachęci do przygotowania tego dania w domu.
Trzeba przyznać, że jest on bardzo efektowny.

Szukajcie logo Moniczka w Kuchni na targach Warszawski Smak. Przypominam. Niedziela. 13 października. Godziny 11.00 do 18.00. Klub 1500m2. ul.Solec 18. Warszawa.

Zaproszenie na targi i poniższy przepis znajdziecie również w serwisie Kulinarni.pl

Zapraszam bardzo serdecznie, z całego serduszka.


Tarta „Vortex” cukiniowo - marchewkowa

Kruche ciasto:
120 g mąki pszennej pełnoziarnistej
160 g mąki pszennej typ 450-600
130 g masła lub margaryn (wegańskiej)
½ łyżeczki soli
Ok 70 ml chłodnej wody

Wypełnienie:
4 łyżki pesto (najlepiej domowego)
1 średnia cukinia zielona
1 średnia cukinia żółta
2-3 długie marchewki
Oliwa z oliwek
Gałązka świeżego majeranku lub oregano
Sól, pieprz świeżo mielony
Forma do tarty lub tortownica o średnicy 26 cm.

Aby przygotować ciasto mieszamy obydwie mąki z solą w misce lub na stolnicy. Dodajemy zimne, pokrojone w kostkę masło i siekamy do uzyskania konsystencji kruszonki. Następnie powoli dodajemy zimną wodę by zagnieść ciasto w gładką kulę. Ciasto nie powinno się ani kruszyć, ani kleić do rąk.
Gotową kulę zawijamy w folię spożywczą i odstawiamy do lodówki na 30 min.

By móc ułożyć na cieście wir musimy odpowiednio przygotować warzywa. Cukinie przekrawamy na pół. Jeśli są odpowiedniej wielkości, to nie powinny mieć w środku widocznych pestek, ale jeśli są one duże, to należy je usunąć.  Cukinię kroimy po długości na jak najcieńsze paseczki razem ze skórką. Możemy to wykonać przy pomocy mandoliny, dobrej obieraczki do warzyw lub ostrego noża i sprawnej ręki.
Gotowe paseczki cukinii doprawiamy szczyptą soli, pieprzu i drobno pokrojonych ziół.

Marchew obieramy i również kroimy po długości na cieniutkie paseczki, podobnie jak cukinię. Tak przygotowaną marchew gotujemy przez 4-5 minut na parze od momentu gdy woda zawrze.
Rozgrzewamy piekarnik do 190 st C.

Ciasto na tartę wyjmujemy z lodówki i rozwałkowujemy na oprószonej mąką stolnicy. Powinniśmy uzyskać okrąg o średnicy 4 cm większej niż forma. Ciasto owijamy na wałku i przenosimy do foremki. Formujemy ładne brzegi, a nadmiar ciasta osuwamy.

Spód przykrywamy papierem do pieczenia na który wysypujemy fasolki, które obciążą ciasto. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 12 minut.

Na podpieczonym spodzie rozsmarowujemy pesto i układamy naprzemiennie paski marchewki,  zielonej i żółtej cukinii zaczynając od zewnątrz aż do samego środka. Powstanie w ten sposób kolorowy wir.
Całość posypujemy resztą ziół, skrapiamy niewielką ilością oliwy i wstawiamy do piekarnika na dodatkowe 20 minut.

Tartę podajemy na ciepło, lub na zimno. Najlepiej smakuje w towarzystwie porcji domowego pesto lub lekkiej sałatki.

Smacznego.

poniedziałek, 7 października 2013

Eco Pomysł na weekend: Natura Food w Łodzi.

VI Międzynarodowe Targi Żywności Ekologicznej i Tradycyjnej NATURA FOODJuż w najbliższy weekend wybieram się na targi Natura Food w Łodzi. Jadę tam po raz pierwszy, ale mam wielkie nadzieje, że będzie o na prawdę fajna impreza.

W jednym miejscu będzie można spotkać producentów naturalnej żywności, porozmawiać, powymieniać się wiedzą, doświadczeniem ale i  wizytówkami :)

Obserwuję w Polsce wspaniały trend jedzenia i życia w zgodzie z naturą. Co raz częściej Polacy poszukują żywności niskoprzetworzonej, naturalnej czy z certyfikatem ekologicznym. Powstaje i przyłącza się do niego co raz więcej gospodarstw wiejskich. Dobrzy producenci zdali sobie sprawę, że wytwarzanie żywności napakowanej pestycydami, konserwantami itp na dłuższą metę jest nieopłacalne dla całego społeczeństwa. To wspaniałe, że wracają do łask stare odmiany warzyw i owoców, wędliny i sery wytwarzane jak za dawnych lat, bez zbędnej chemii i wypełniaczy.  Mimo, ze wielu kupców nadal kieruje się do sklepów po  certyfikowaną żywność ECO, to mali producenci, którzy nie posiadają certyfikatów są również doceniani i wspierani prze Slow Food i inicjatywy podobne do LeTargu i różne targi żywności regionalnej, zdrowej, naturalnej. Również w Łodzi od lipca przy samej Piotrkowskiej działał targ dobrych producentów żywności. Warszawski LeTarg to już prawie legenda, która prężnie działa w dwóch lokalizacjach- na Wilanowie i w SOHO Factory na Pradze



Wróćmy do Natura Food. W tym roku partnerem targów maja być Węgry. Podobno możemy spodziewać się pysznych pikli, kiełbas i win węgierskich. Nie mogę się już doczekać by zdegustować jakiegoś pysznego Tokaja albo pasty paprykowej. Na pewno będzie pysznie.

Te trzy dni w Łódzkich Targach to także mnóstwo spotkań i wykładów dla ludzi z branży,  strefa ekologicznego Stylu Życia beECO, oraz strefa dla dzieci z EcoLudkiem. Trzeciego dnia- w niedzielę dzieciaki będą mogły ponadto uczestniczyć w warsztatach Szkoły na Widelcu prowadzonych przez Grzegorza Łapanowskiego. Zapowiada się fajna zabawa :)

Ale mnie jak zawsze najbardziej interesuje zdrowe jedzenie i turystyka- agroturystyka w szczególności. Jadę tam z pustym plecakiem i żołądkiem, a mam nadzieję wrócić z wieloma nowymi kontaktami, nową wiedzą i  pysznościami, także w brzuszku. :)
Targi trwają 3 dni, wejście na nie jest zupełnie niedrogie, potwierdzonych jest ponad 300 wystawców ze wszystkich polskich regionów, a także z zagranicy. Myślę, ze żadnego prawdziwego smakosza nie może zabraknąć w Łodzi w czasie trwania Natura Food.

 Ja na pewno tam będę, prawdopodobnie w piątek, bo na resztę weekendu mam kolejne plany, ale o tym już wkrótce.

niedziela, 15 września 2013

Tarta gryczana z dynią i chilli. Hit na pożegnanie lata.

Sobota- Le Targ na Wilanowie a niedziela Targ Śniadaniowy w Sadku Natolińskim na Ursynowie.

Tam spędziłam dwa ostatnie dni. Upiekłam kilkanaście tart wegetariańskich, dwie z dodatkiem ryby, wegańskie i 3 bezglutenowe.

Największą popularnością w ten weekend cieszyła się tarta dyniowa na gryczanym spodzie doprawiona papryczką chilli. Teraz sezon na dynię właśnie się zaczyna, więc najwyższa pora się za nią zabrać i upichcić coś pysznego.

Jako spód do tarty możemy użyć zwykłego wytrawnego ciasta kruchego, lub odmiany pełnoziarnistej na przykład według TEGO przepisu. Ja postanowiłam przygotować tartę bezglutenową, więc na warsztat wzięłam mąkę gryczaną. Wyszło fajnie :)



Tarta dyniowa na bezglutenowym gryczanym cieście

na ciasto:
200 g mąki gryczanej
50 g mąki ziemniaczanej
120 g masła
3 lyżki zmielonego siemienia lnianego
szczypt soli
50-70 ml wody
ew. olej do wyrabiania ciasta

farsz:
2 szklanki gładkiego przecieru z dyni
50 g twarogu
80 ml maślanki lub kefiru
1 jajko
1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 łyżka sosu sojowego
1/2 łyżeczki pieprzu
1 średnia cebula
1/2 papryczki chilli
plastry chilli i listki szałwii do dekoracji


Na ciasto na początek siekamy suche składniki z masłem, aż powstanie kruszonka. Powoli dodajemy wodę by zlepić ciasto. Z płynami nie wolno przesadzić, bo masa zacznie się kleić. Szybko zagniecione ciasto odkładamy na 15 minut do zamrażalnika.
Ciasto wyjmujemy i próbujemy rozwałkować na stolnicy posypanej mąką ziemniaczaną. Jeśli bardzo się kruszy możemy wyrobić je jeszcze przez chwilę, dodając odrobinę oleju aż złapie elastyczność.

Gdy przygotowujemy ciasto bezglutenowe mamy spore szanse ze będzie się kruszyć, wiec by ułatwić sobie pracę, wykładamy formę do tarty papierem i dopiero na niego przekładamy rozwałkowane ciasto z ok 3 cm brzegami.
Rozgrzewamy piekarnik do 190 st C. Ciasto które już mamy w foremce przykrywamy papierem również od góry i obciążamy je fasolkami (kulkami ceramicznymi, suchym makaronem) i podpiekamy 15 minut. Po tym czasie usuwamy papier z obciążeniem i dopiekamy kolejne 5 minut.

W tym czasie robimy nadzienie. Cebulkę i chilli (z pestkami lub bez- ja robię bez) drobno siekamy i podsmażamy na łyżce oleju. Dodajemy do musu z dyni razem z twarogiem i maślanką po czym doprawiamy przyprawami i sosem sojowym do smaku.
Żółtko jajka wbijamy do farszu a z białka ubijamy pianę, którą ostatecznie delikatnie mieszany z farszem.

Farsz wykładamy na podpieczony spód , dekorujemy listami świeżej szałwii i plasterkami chilli. Wstawiamy do piekarnika na kolejne 20 minut.

Po wyjęciu najlepiej tartę wystudzić i podawać podgrzaną ponownie, ale niecierpliwi mogą się częstować od razu.

Smacznego!

piątek, 13 września 2013

Piekę, uczę się, szukam swojego miejsca...



Ciężko wrócić do pisania po tak długiej nieobecności.

Całe wakacje obfitowały w wiele wydarzeń kulinarnych, zawodowych i osobistych.





Szukam swojego miejsca w Warszawie. Porzuciłam mieszkanie w Czechach z moim NARZECZONYM :) na rzecz poszukiwania zajęcia dla siebie, rozwijania swoich pasji, doskonalenia umiejętności, samodoskonalenia siebie. Niestety opłacam to straszliwą tęsknotą, która objawia się w różnych porach dnia i nocy... momentami robię się strasznie sentymentalna, wzruszają mnie zwykłe rzeczy itp. itd... ciężko jest być ze sobą na odległość...


Od dłuższego czasu staram się wystawiać moje wytrawne i słodkie wypieki w formie tart na LeTargu i w innych miejscach. Cieszy mnie fakt że smakują one moim klientom i sprzedają się całkiem dobrze. Są gorsze i lepsze dni, ale od czegoś trzeba zacząć.
LeTarg w Wilanowie ma świetną miejscówkę, odwiedzają nas nie tylko wspaniali producenci ale i mieszkańcy, przyjezdni i celebryci. Jeśli chodzi o wystawców to niezmiennie zachwycam się stoiskiem serowarskim, wędlinami Wasąg, chlebami, niezwykłym wyborem oliwek, dżemów, oliwami, wspaniałą kawą w Nomada Cafe, warzywami, owocami, ziołami, lodami i innymi smakołykami.
przynajmniej połowę mojego utargu wydaję na samo jedzenie na LeTargu. Ale przynajmniej wiem co kupuję, moge porozmawiać ze sprzedawcami, mogę popróbować co kupuję i wiem, ze są to rzeczy przygotowane bez chemii, tradycyjnie i z pasją. Od LeTargu można się uzależnić :)

Wakacje spędziłam w kilku miejscach. Warszawa- Kraków-Poznań-Czechy-Słowenia- Włochy, ale o tym innym razem :)



A na koniec, to jeszcze odwiedziliśmy Wenecję. Miasto do którego pojechałam dokładnie 5 lat temu na wielkanocną wycieczkę. Poznałam wtedy najukochańszą osobę w moim życiu... mojego Damiana... A w tym roku przy okazji wyjazdu do graniczącej z Włochami Słowenii, po przejechaniu 200 km autostradą, niemałych problemów ze znalezieniem parkingu, sprintem między tłumem turystów, po dotarciu do Gran Canale i wkroczeniu na most Rialto... oficjalnie przyjęłam śliczny złoty pierścionek z diamentem i stałam się narzeczoną pana Damiana :D A w związku z tym rozpiera mnie radość ogromna :)



Wracając do warszawskich LeTargów, to od zeszłego tygodni, pojawia się również w SOHO. W ostatnia sobotę odbywał się atm piknik Male Men i fajny Targ Designerski z ciuchami , biżuterią i wyposażeniem wnętrz. Mam nadzieję, że LaTarg  fajnie przyjmie się w tym miejscu i będzie ściągał dużą ilość klientów.

A już w piątek zabieram się za pichcenie. Mam zamiar przygotować ok 13-15 tart w większości wytrawnych. Gorąco zapraszam na LeTarg do Wilanowa. Nie może Was tam zabraknąć w sobotę między 9 o 15.

Przybywajcie!

Zapraszam!