Szybko, szybko, szybko.
Znów jestem w domu i jak zawsze mam mnóstwo spraw do załatwienia i wiele osób do odwiedzenia...
Już za parę dni EURO 2012. Nie jestem miłośniczką piłki nożnej, więc bardzo się tymi mistrzostwami nie przejmuję. Być może obejrzę mecz Polska- Czechy i to prawdopodobnie już z Czech. Komu więc mam kibicować? Polsce oczywiście :) ale w ciszy serca, raczej niż w śpiewie euforii...
Zastanawiam się czy coś na tym Euro ugramy... Dobrze by było i życzę naszej kadrze wszystkiego dobrego. Musimy być dobrej myśli.
Stadiony- są. Dworce, drogi, infrastruktura- nie do końca. Zapał kibiców- jest. Pogoda-(?) będzie jaka będzie. Dobrze by było żeby wreszcie się porządnie rozpogodziło. Te zimne noce strasznie mnie rozbrajają. Podejrzewam, że kibice znad Morza Śródziemnego również będą na nie narzekać...
Załóżmy więc optymistyczny scenariusz, że nikt nie zauważy braku dróg, niedokończonych dworców i opóźnionej kolei, a słoneczko będzie ogrzewać policzki zapalonych kibiców. W tym przypadku na pewno przydadzą się pyszne lody. Ja proponuje mocno sezonowy sorbet rabarbarowy.
Sorbet rabarbarowy.
3 grube łodygi rabarbaru
1 szklanka wody
4 łyżki brązowego cukru.
ewentualnie 2-3 łyżki płynnego miodu
Rabarbar pokroić na ok 2 cm. kawałki i gotować do miękkości w szklance wrzącej wody. Dodać cukier i wymieszać. Przestudzić i spróbować czy całość jest wystarczająco słodka. Ewentualnie dodać kilka łyżek miodu i znów starannie wymieszać.
Ja lubię by sorbet miał dość kwaskowaty posmak, zwłaszcza jeśli podaję go ze słodkim wafelkiem.
Schłodzony sorbet wstawiamy do zamrażalnika. Wyjmujemy i mieszamy całość po godzinie, a później kilka razy co 2-3 godziny.
Przed podaniem sorbet miksuję dodatkowo w malakserze. By był bardziej kremowy dodaję do niego 3 łyżki wrzątku.
P.S.Sorbet podałam w rożkach z Czech o nazwie Stramberske Usi. Jest to przysmak z małego miasteczka Stramberk o ślicznej średniowiecznej zabudowie z wysoką wierzą widokową na wzgórzu. Podaje się je przeważnie z bitą śmietaną i konserwowymi owocami, dodatkowo obsypane bakaliami. Sam rożek ma smak pierniczków. Jeśli traficie na nie w Czechach, to szczerze je polecam.
Smacznego!
wtorek, 5 czerwca 2012
czwartek, 31 maja 2012
Zdrowa pizza i paluchy na Dzień Dziecka.
Już jutro dzień wszystkich dzieci. Czujecie się jeszcze dziećmi? Ja tak. A największe dziecko mam w domu, ciągle je rozpieszczam. Jest duży i pełnoletni, więc sam o sobie decyduje (przynajmniej tak mu się wydaje :P), ale zachcianki ma jak siedmiolatek. Natomiast moja w tym głowa, żeby jego zachciewajki jedzeniowe były zdrowe. Pewnie to samo będę kiedyś stosować na własnych dzieciach. Ale na ten moment przyjdzie mi jeszcze poczekać...Póki co rozpieszczam mojego ukochanego. Wczoraj smażyłam pączki i choć sama ich nie jadłam, podobno były dobre :)
Na Dzień Dziecka proponuję Wam pizzę na pełnoziarnistym cieście. Pizza to fajny sposób na przemycenie warzyw dla małych niejadków. Po pierwsze sos pomidorowy- najlepiej przygotowany samodzielnie, do niego możemy dorzucić drobno startą cukinie- na pewno przemknie niezauważona. Inne warzywka zostawiam waszej inwencji twórczej. Przygotowywanie i pieczenia własnej pizzy to także świetna zabawa, zarówno z dziećmi jak i z przyjaciółmi. Pizza Party... to jest to. każdy robi dla siebie taką pizzę na jaką ma ochotę. A jeśli mamy przygotowane dużo składników do wyboru to fantazja prowadzi w nowe kręgi smakowe. Polecam!
Ja uwielbiam pizzę szpinakową, do tego najlepiej z jajkiem, ale także taka z bakłażanem, suszonymi pomidorami, kaparami i oliwkami, ach i jeszcze z rucolą i z owocami morza oczywiście. Hm...ja po prostu uwielbiam każdą dobrą pizzę we włoskim stylu, na cienkim cieście i dużą ilością zdrowych dodatków :) W Krakowie jadłam nawet pizzę z serem blue i orzechami włoskimi i była na prawdę pyszna. Pizza to moja obsesja- pozostałość po Erasmusie w Turynie. A do tego ubóstwiam grissini, dla niech tez się znajdzie chwila w poniższym przepisie.
Podstawą pizzy jest dobre ciasto. Jeśli się przyłożymy w trakcie jego przygotowywania będziemy mogli bez problemu rozciągnąć ciasto na boki formując koło, bez konieczności rozwałkowywania. Do machania ciastem nad głową przymierzałam się już kilka razy i nawet fajnie mi to wychodzi. Oczywiście nie równam się z żadnym mistrzem pizzerem, ale jak się coś udaje to się człowiek cieszy :) Drugim ważnym składnikiem jest dobry sos pomidorowy, do tego oliwa Extra Virgin, mozzarella i już mamy Margaritę.
Chyba już przejdę do przepisu, bo robię się krytycznie głodna...
Składniki:
(na 2 spody o średnicy 30 cm.)
15g świeżych drożdży (lub 2 łyżeczki suszonych)
250 ml ciepłej wody
200 g zwykłej mąki pszennej
250 g pełnoziarnistej mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli,
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka cukru pudru
Drożdże rozcieramy z cukrem i dodajemy 90 ml ciepłej wody. Mieszamy dokładnie, przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Jeśli drożdże nie utworzą żadnej piany w ciągu 5 minut, wyrzuć je i zacznij od początku.
Mąkę mieszamy z solą, dodajemy oliwę z oliwek, pozostałą wodę i zaczyn drożdżowy. Wymieszać aż ciasto będzie jednolite i wyrabiać ręcznie przez ok 10 minut. W tym czasie ciasto wielokrotnie rozciągamy , składamy i ugniatamy, by złapało jak najwięcej powietrza. Do uzyskania odpowiedniej konsystencji można dodać odrobinę mąki lub wody. Nie powinno się ono kleić do rąk, ani być suche w dotyku.
Wnętrze miski natrzeć oliwą, włożyć do niej kulę z ciasta, obtoczyć je by również pokryło się tłuszczem. wierzch nasiąć lekko na krzyż, przykryć ściereczką i odstawić w cieple, wolne od przeciągów miejsce na 1,5 godziny aż ciasto podwoi swoją objętość. Ciasto możemy tez przygotować wcześniej i na 8 godzin wstawić do lodówki, by tam powoli rosło.
Wyrośnięte ciasto znów ugnieść i podzielić na 2 porcje. Jedną przykryć ściereczką lub włożyć do lodówki (najdłużej na 4 godziny) lub zamrozić. Przed przygotowywaniem pizzy musi ono jednak powrócić do temperatury pokojowej.
Z porcji ciasta wygnieść i potem rozciągnąć duże koło. Powierzchnia, na której pracujemy musi być posypana mąką, wtedy łatwiej nam będzie ukształtować pizzę. Robimy to w ten sposób jakbyśmy głaskali komuś plecy, z tym że prawa ręka zaczyna z lewej strony i kręci ciastem w prawo. a lewa ręka zaczyna z prawej strony i kręci oczywiście także w prawo.
(Spróbujcie, a może kiedyś nakręcę filmik jak to w rzeczywistości wygląda)
Drogie panie jeśli zamierzacie kręcić ciastem nad głową, musicie skrócić sobie pazurki, by nie porobić w nim dziur :)
Gdy macie już koło, lub inny kształt z nieco grubszym brzegiem, ciasto jest gotowe do użycia. Od razu rozgrzewamy piec do jak najwyższej temperatury i rozkładamy dodatki.
PS. Z reszty ciasta można przygotować przepyszne pełnoziarniste grissini.
Wystarczy z ciasta uformować długie cienkie paluchy i przy pomocy pędzelka posmarować je oliwą. Następnie odstawiamy grisiini na 15 minut do wyrośnięcia i pieczemy w dobrze rozgrzanym piekarniku aż się lekko zarumienią. PYCHA!
120 g pomidorów (aromatycznych, pytajcie w warzywniaku, które są najlepsze na sos)
kilka liści bazylii i oregano
2 rozgniecione ząbki czosnku
1 łyżka koncentratu pomidorowego
1 łyżka oliwy z oliwek Extra Virgin
sól, pieprz do smaku
(ewentualnie 1 szalotka podsmażona na oliwie)
Pomidory pozbawić skórki pokroić na malutkie kawałeczki, lub zmiksować w malakserze razem z ziołami, czosnkiem i oliwą. Całość dobrze przyprawić i odstawić na 30 min żeby smaki się przemieszały.
Jeśli sos wydaje się wam zbyt wodnisty można go zredukować na bardzo małym ogniu przez kilka minut.
50 g startego sera Królewskiego
5 pomidorków koktajlowych
1/2 podłużnej żółtej papryki
5 niewielkich pieczarek
szczypior
estragon
oliwa z oliwek Extra Virgin
Pomidorki pozbawiam skórki. Paprykę kroje w cienkie plasterki. Pieczarki przepoławiam i podsmażam chwilkę na maśle z dodatkiem soli i pieprzu.
Na cieście rozsmarowuję sos pomidorowy, na nim układam dodatki, każdy w oddzielnym miejscu (jak w pizzy Quattro Stagioni) Całość posypuję startym serem i ziołami i lekko skraplam oliwa z oliwek.
Pizzę piekłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w 220'C przez 15 minut.
Smacznego :)
Inspiracja do przepisu pochodzi z książki "Szczypta smaku...Włochy"
Na Dzień Dziecka proponuję Wam pizzę na pełnoziarnistym cieście. Pizza to fajny sposób na przemycenie warzyw dla małych niejadków. Po pierwsze sos pomidorowy- najlepiej przygotowany samodzielnie, do niego możemy dorzucić drobno startą cukinie- na pewno przemknie niezauważona. Inne warzywka zostawiam waszej inwencji twórczej. Przygotowywanie i pieczenia własnej pizzy to także świetna zabawa, zarówno z dziećmi jak i z przyjaciółmi. Pizza Party... to jest to. każdy robi dla siebie taką pizzę na jaką ma ochotę. A jeśli mamy przygotowane dużo składników do wyboru to fantazja prowadzi w nowe kręgi smakowe. Polecam!
Ja uwielbiam pizzę szpinakową, do tego najlepiej z jajkiem, ale także taka z bakłażanem, suszonymi pomidorami, kaparami i oliwkami, ach i jeszcze z rucolą i z owocami morza oczywiście. Hm...ja po prostu uwielbiam każdą dobrą pizzę we włoskim stylu, na cienkim cieście i dużą ilością zdrowych dodatków :) W Krakowie jadłam nawet pizzę z serem blue i orzechami włoskimi i była na prawdę pyszna. Pizza to moja obsesja- pozostałość po Erasmusie w Turynie. A do tego ubóstwiam grissini, dla niech tez się znajdzie chwila w poniższym przepisie.
Podstawą pizzy jest dobre ciasto. Jeśli się przyłożymy w trakcie jego przygotowywania będziemy mogli bez problemu rozciągnąć ciasto na boki formując koło, bez konieczności rozwałkowywania. Do machania ciastem nad głową przymierzałam się już kilka razy i nawet fajnie mi to wychodzi. Oczywiście nie równam się z żadnym mistrzem pizzerem, ale jak się coś udaje to się człowiek cieszy :) Drugim ważnym składnikiem jest dobry sos pomidorowy, do tego oliwa Extra Virgin, mozzarella i już mamy Margaritę.
Chyba już przejdę do przepisu, bo robię się krytycznie głodna...
Pizza pełnoziarnista.
Składniki:
(na 2 spody o średnicy 30 cm.)
15g świeżych drożdży (lub 2 łyżeczki suszonych)
250 ml ciepłej wody
200 g zwykłej mąki pszennej
250 g pełnoziarnistej mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli,
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka cukru pudru
Drożdże rozcieramy z cukrem i dodajemy 90 ml ciepłej wody. Mieszamy dokładnie, przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Jeśli drożdże nie utworzą żadnej piany w ciągu 5 minut, wyrzuć je i zacznij od początku.
Mąkę mieszamy z solą, dodajemy oliwę z oliwek, pozostałą wodę i zaczyn drożdżowy. Wymieszać aż ciasto będzie jednolite i wyrabiać ręcznie przez ok 10 minut. W tym czasie ciasto wielokrotnie rozciągamy , składamy i ugniatamy, by złapało jak najwięcej powietrza. Do uzyskania odpowiedniej konsystencji można dodać odrobinę mąki lub wody. Nie powinno się ono kleić do rąk, ani być suche w dotyku.
Wnętrze miski natrzeć oliwą, włożyć do niej kulę z ciasta, obtoczyć je by również pokryło się tłuszczem. wierzch nasiąć lekko na krzyż, przykryć ściereczką i odstawić w cieple, wolne od przeciągów miejsce na 1,5 godziny aż ciasto podwoi swoją objętość. Ciasto możemy tez przygotować wcześniej i na 8 godzin wstawić do lodówki, by tam powoli rosło.
Wyrośnięte ciasto znów ugnieść i podzielić na 2 porcje. Jedną przykryć ściereczką lub włożyć do lodówki (najdłużej na 4 godziny) lub zamrozić. Przed przygotowywaniem pizzy musi ono jednak powrócić do temperatury pokojowej.
Z porcji ciasta wygnieść i potem rozciągnąć duże koło. Powierzchnia, na której pracujemy musi być posypana mąką, wtedy łatwiej nam będzie ukształtować pizzę. Robimy to w ten sposób jakbyśmy głaskali komuś plecy, z tym że prawa ręka zaczyna z lewej strony i kręci ciastem w prawo. a lewa ręka zaczyna z prawej strony i kręci oczywiście także w prawo.
(Spróbujcie, a może kiedyś nakręcę filmik jak to w rzeczywistości wygląda)
Drogie panie jeśli zamierzacie kręcić ciastem nad głową, musicie skrócić sobie pazurki, by nie porobić w nim dziur :)
Gdy macie już koło, lub inny kształt z nieco grubszym brzegiem, ciasto jest gotowe do użycia. Od razu rozgrzewamy piec do jak najwyższej temperatury i rozkładamy dodatki.
PS. Z reszty ciasta można przygotować przepyszne pełnoziarniste grissini.Wystarczy z ciasta uformować długie cienkie paluchy i przy pomocy pędzelka posmarować je oliwą. Następnie odstawiamy grisiini na 15 minut do wyrośnięcia i pieczemy w dobrze rozgrzanym piekarniku aż się lekko zarumienią. PYCHA!
Podstawowy sos pomidorowy
120 g pomidorów (aromatycznych, pytajcie w warzywniaku, które są najlepsze na sos)
kilka liści bazylii i oregano
2 rozgniecione ząbki czosnku
1 łyżka koncentratu pomidorowego
1 łyżka oliwy z oliwek Extra Virgin
sól, pieprz do smaku
(ewentualnie 1 szalotka podsmażona na oliwie)
Pomidory pozbawić skórki pokroić na malutkie kawałeczki, lub zmiksować w malakserze razem z ziołami, czosnkiem i oliwą. Całość dobrze przyprawić i odstawić na 30 min żeby smaki się przemieszały.
Jeśli sos wydaje się wam zbyt wodnisty można go zredukować na bardzo małym ogniu przez kilka minut.
Dodatki Moniczki:
50 g startego sera Królewskiego
5 pomidorków koktajlowych
1/2 podłużnej żółtej papryki
5 niewielkich pieczarek
szczypior
estragon
oliwa z oliwek Extra Virgin
Pomidorki pozbawiam skórki. Paprykę kroje w cienkie plasterki. Pieczarki przepoławiam i podsmażam chwilkę na maśle z dodatkiem soli i pieprzu.
Na cieście rozsmarowuję sos pomidorowy, na nim układam dodatki, każdy w oddzielnym miejscu (jak w pizzy Quattro Stagioni) Całość posypuję startym serem i ziołami i lekko skraplam oliwa z oliwek.
Pizzę piekłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w 220'C przez 15 minut.
Smacznego :)
Inspiracja do przepisu pochodzi z książki "Szczypta smaku...Włochy"
wtorek, 29 maja 2012
Szybka i prosta tarta ze szparagami.
Dalej szleję ze szparagami. Wiadomo wszem i wobec, że idą one w jednej parze z kremowym beszamelem. Ja i mój kochany uwielbiamy beszamel. Przynajmniej kiedyś tak bylo, dopóki nie okazalo się, że biedak ma przestac pić mleczko i ogolnie zpożywać lakozę. Testujemy kolejne napoje z ryżu, owsa, orkiszu i soi. Tej osatniej staram się ostatnio unikać, bo badania na jej temat są dla mnie nipokojące, więc wolę ją ograniczyć do granic możliwości...(w kuchni wegetariańskiej)
Odkryliśmy już że najbardziej neutralny smak ma mleko ryżowe, więc ono najczęściej występuje w kuchni mojego glodomora. Znalazłam też pewien wynalazek- mleko krowie z usuniętą laktozą. Niestety wychodzi na to, że tego napoju jego brzuszek tez nie lubi... coż zrobić, musi być widocznie napój ryżowy.
Na szczęście mam w bliskiej odleglosci genialnie wyposażony wegetariański skleb ekologiczny. Znajduję tam wiele produktów z bio upraw i bardzo często z nich korzystam. Także napoje zbożowe pochodzą z bio produkcji, więc mam nadzieję, że są zdrowe, bo to jest najważniejsze.
tarta wyszla niesamowicie pyszna i byla upragnioną nagrodą po godzinie pływania na basenie.
Ostatnimi czasy do obiadu oglądamy 20 minutowy serial. Wiem, że to moze mało odpowiednie zajęcie, ale nas wciągnęło niesamowicie, bo serial jes przezabawny. To taka mala odskocznia od spraw codzinnych w świat dobrego humoru. kolejny zatrzyk energii na resztę dnia.

Szybka i prosta tarta ze szparagami
Skladniki:
1 płat ciasa francuskiego (250g)
10 sztuk zielonych szparagów
1 szklanka mleka
1 łyzka masła
1 plaska łyżka mąki
1 lyżeczka świeżo startej galki muszkatołowej
szczypta soli i świerzo zmielony pieprz
2 jajka
100 gram gorgonzoli (lub sera Niva)
Od szparagów odlamać zdrewniale końcówki. Należy chwycic szparaga w 2 dlonie i próbować go złamać- powinien to uczynić w odpowiednim dla siebie miejscu- wiedząc ze dalej jest zdrewniały i niesmaczny :)
Szparagi wrzucamy na 3 minuty do wrzątku glowkami do góry, po czym hartujemy w bardzo zimnej wodzie i od razu odcedzamy.
Aby przygotować beszamel podgrzawamy w garnuszku mleko. W drugim naczyniu rozpuszczamy masło i wrzucamy do niego mąkę. Podsmażamy 2 minuty stale mieszając. Można doadać więcej masla, jesli zasmażka jest za sucha. Do mąki z masłem dodajemy powoli gorące mleko sale mieszając trzepaczką. Rozprowadzamy wszystkie ewentualne grudki. Doprawiamy galką muszkatołową, solą i pieprzem. Zdejmujemy z ognia i dodajemy rozkłócone jajka i rozdrobnioną gorgonzolę.
Ciasto francuskie rozwijamy, lub rozwałkowujemy Wykrajamy z niego okrąg o średnicy o 2 cm większej niż forma. Wykładamy ciastem dno formy tworząc również brzegi. Z resztek ciasta możemy stworzyć fantazyjny wzorek na brzegach.

Na ciasto wylewamy caly beszamel, na którym ukladamy szparagi. Wsztawiamy do piekarnika nagrzanego do 180'C i pieczemy ok 20 minut, az ciasto i beszamel lekko się zarómienią.
Tarta może stanowic samodzielne danie, może być podana w towarzystwie salatki, lub jako przekąska na zimno.
Odkryliśmy już że najbardziej neutralny smak ma mleko ryżowe, więc ono najczęściej występuje w kuchni mojego glodomora. Znalazłam też pewien wynalazek- mleko krowie z usuniętą laktozą. Niestety wychodzi na to, że tego napoju jego brzuszek tez nie lubi... coż zrobić, musi być widocznie napój ryżowy.
Na szczęście mam w bliskiej odleglosci genialnie wyposażony wegetariański skleb ekologiczny. Znajduję tam wiele produktów z bio upraw i bardzo często z nich korzystam. Także napoje zbożowe pochodzą z bio produkcji, więc mam nadzieję, że są zdrowe, bo to jest najważniejsze.
tarta wyszla niesamowicie pyszna i byla upragnioną nagrodą po godzinie pływania na basenie.
Ostatnimi czasy do obiadu oglądamy 20 minutowy serial. Wiem, że to moze mało odpowiednie zajęcie, ale nas wciągnęło niesamowicie, bo serial jes przezabawny. To taka mala odskocznia od spraw codzinnych w świat dobrego humoru. kolejny zatrzyk energii na resztę dnia.

Szybka i prosta tarta ze szparagami
Skladniki:
1 płat ciasa francuskiego (250g)
10 sztuk zielonych szparagów
1 szklanka mleka
1 łyzka masła
1 plaska łyżka mąki
1 lyżeczka świeżo startej galki muszkatołowej
szczypta soli i świerzo zmielony pieprz
2 jajka
100 gram gorgonzoli (lub sera Niva)
Od szparagów odlamać zdrewniale końcówki. Należy chwycic szparaga w 2 dlonie i próbować go złamać- powinien to uczynić w odpowiednim dla siebie miejscu- wiedząc ze dalej jest zdrewniały i niesmaczny :)
Szparagi wrzucamy na 3 minuty do wrzątku glowkami do góry, po czym hartujemy w bardzo zimnej wodzie i od razu odcedzamy.
Aby przygotować beszamel podgrzawamy w garnuszku mleko. W drugim naczyniu rozpuszczamy masło i wrzucamy do niego mąkę. Podsmażamy 2 minuty stale mieszając. Można doadać więcej masla, jesli zasmażka jest za sucha. Do mąki z masłem dodajemy powoli gorące mleko sale mieszając trzepaczką. Rozprowadzamy wszystkie ewentualne grudki. Doprawiamy galką muszkatołową, solą i pieprzem. Zdejmujemy z ognia i dodajemy rozkłócone jajka i rozdrobnioną gorgonzolę.
Ciasto francuskie rozwijamy, lub rozwałkowujemy Wykrajamy z niego okrąg o średnicy o 2 cm większej niż forma. Wykładamy ciastem dno formy tworząc również brzegi. Z resztek ciasta możemy stworzyć fantazyjny wzorek na brzegach.

Na ciasto wylewamy caly beszamel, na którym ukladamy szparagi. Wsztawiamy do piekarnika nagrzanego do 180'C i pieczemy ok 20 minut, az ciasto i beszamel lekko się zarómienią.
Tarta może stanowic samodzielne danie, może być podana w towarzystwie salatki, lub jako przekąska na zimno.
poniedziałek, 28 maja 2012
Raviolii z botwinką, młodą kapustą i rzeżuchą.
Co pewien czas podejmuję próby przygotowania własnego makaronu. Nie jest to dla mnie takie proste, muszę chyba więcej opracować na siłowni :) Fajne przepisy na domowy makaron znalazłam w książce Jamiego Oliver'a Naked Chef. Problem w tym, że ja nie mam takiej fajnej maszynki do makaronu jak on... Muszę ja zapisać na liście do świętego Mikołaja. Oglądałam też jeden z odcinków "Jamie at home" gdy przygotowywał makaron używając jaj kur ze swojej małej hodowli. Jak będę duża i będę mieszkać w domku z działką, to założę sobie mini kurnik i tez taki makaron sobie przygotuję... Jestem w trakcie czytania biografii Jamiego, stąd wiem o jego pasji do produkcji domowego makaronu i chleba. Uczył się długo i cierpliwie, także pod okiem specjalistów od "pasty" czyli Włochów. Ja na razie tez się uczę, podejmując wiele prób z różnym rezultatem, ale może dojdę kiedyś do swoistej perfekcji... zobaczymy.
Byłam kiedyś z ekipą z Warsztatów Smaku na kolacji w restauracji 12 stolików w Warszawie. Kuchnia+ wybrała tą restaurację, gdyż wygrała ona w plebiscycie na najlepszą restaurację. Moją uwagę najbardziej przykuł stół stojący na środku sali, na którym pracował jeden z kucharzy. Przygotowywał tam świeże ravioli. Ja skusiłam się na takie z nadzieniem z dyni. Byłam zachwycona, bo smakowały dokładnie tak jak ja bym je dla siebie przygotowała. Poza tym każdy z pierożków był w paski, bo powstał z różnokolorowych płatów ciasta. Mmmmm lubią takie miejsca. W tym miejscu kucharz pracował nad makaronem przy pomocy KitchenAid. Tego na listę nie zapiszę, bo żaden z Mikołajów nie dysponuje odpowiednią ilością pieniążków.
Każdy chyba wie, że większość Włochów opiera praktycznie każdą ze swoich kolacji na makaronie. My także mnóstwo pasty wchłonęliśmy w czasie pobytu w tym pięknym kraju. Mój pierwszy obiad w stołówce składał się z talerza pełnego ravioli w kilku smakach (żeby więcej spróbować). Nie byłam w stanie zjeść całej porcji...ale dla nich to żaden problem. Kolejne makaronowe wspomnienie, to kolacja u Paula z Hospitallity Club we Florencji. Nasz gospodarz zapowiedział, że zrobi nam oryginalną pastę z Sardynii. Czekałyśmy z niecierpliwością i.... dostałyśmy coś na kształt polskich pierogów ruskich, tylko w większym rozmiarze. Nie powiem, smakowało wybornie. Pisałam już kiedyś o gnocchi w Koloseum :) Ale ja najbardziej chyba pokochałam ravioli i tortellini...
Te które przygotowałam, chciałam jak najbardziej wypełnić wiosną. Uwielbiam te porę roku i wszystkie nowe warzywa i owoce, które pojawiają się w ogrodzie i na talerzach. W tej chwili nie mam dostępu do ogrodu, ale hoduję kiełki i zioła na parapecie. Jednak już za tydzień będę mogla wreszcie wybrać się między grządki w poszukiwaniu truskaweczek od mojej mamy :)
Ravioli z botwinką, młodą kapustą i rzeżuchą.
Składniki :
(dla 4 osób)
Makaron:
500g mąki pszennej (najlepiej '00', lub semoliny)
5 świeżych dużych jaj (od kur z wolnego wybiegu)
mąka do posypania stolnicy
Nadzienie:
150 g młodej botwiny (tylko liście)
150 g młodej kapusty
50 g parmezanu (luba) innego ser
1 ząbek czosnku
sól, pieprz, zioła do smaku
3 łyżki posiekanej rzeżuchy
Mąkę przesiać na stolnicę. W środku kopca zrobić dołek, do którego wbijamy jajka. Za pomocą widelca przebijamy żółtka i wstępnie mieszamy mąkę z jajkami. Następnie wyrabiamy ciasto rękoma dość długo (oj długo) by wydobyć z mąki gluten i by ciasto stało się gładkie i jednolite. Zawijamy je w folię i wstawiamy do lodówki by odpoczęło, na godzinkę.
Przygotowujemy nadzienie. Botwinę i kapustę należy pokroić dość drobno i sparzyć we wrzącej wodzie. Osączyć, zahartować zimna wodą zostawić chwilę na sicie, by wyciekł z nich nadmiar wody. Warzywa można jeszcze wrzucić do malaksera by jeszcze bardziej je rozdrobnić. Następnie dodajemy do nich posiekane czosnek i rzeżuchę oraz ser starty na drobnych oczkach. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Ja dodałam jeszcze parę świeżych listków tymianku i bazylii. Nadzienie mieszamy dokładnie, pamiętając że nie może ono być wodniste, bo przez to nasze ravioli się rozkleją w czasie gotowania. Przechodzimy do wałkowania.
Odkrawamy 1/3 ciasta na makaron, resztę zawijamy i odkładamy na bok. Stolnicę podsypujemy delikatnie mąką i rozwałkowujemy ciasto. Nie powinno się ono przyklejać do deski. Należy je rozwałkować bardzo cienko, tak by było przez nie widać sęki z drewna pod spodem.
Wielkość i kształt ravioli pozostawiam waszej inwencji twórczej. ja przygotowałam ravioli- kwadratowe o boku 6cm. Cały płat podzieliłam na jednakowe kwadraciki. Całość posmarowałam rozkłóconym białkiem jajka, by łatwiej było sklejać pierożki. Na połowie ułożyłam po łyżce nadzienia. Pozostałymi kwadracikami przykrywamy płaty z nadzieniem. Sklejamy przyciskając palcem naokoło nadzienia, by w środku nie zostało powietrze. Na brzegach wykonałam wzorek za pomocą widelca.Pierożki odkładam na oprószoną mąką deskę i przygotowuję kolejne ravioli z reszty ciasta.
Ravioli gotujemy w osolonym wrzątku około 5 minut. Przed podaniem możemy polać je rozpuszczonym masłem, posypać wiórkami parmezanu i udekorować ulubionymi podprażonymi nasionkami i świeżymi ziołami. Ja użyłam nasion sezamu, siemienia lnianego i dyni oraz listków rzeżuchy.
Jeśli zostanie wam trochę ciasta makaronowego, możecie napełnić go innym nadzieniem, lub pokroić w paski na tagiatelle, papardelle, lub prostokąty na lasagne.
Smacznego!
Byłam kiedyś z ekipą z Warsztatów Smaku na kolacji w restauracji 12 stolików w Warszawie. Kuchnia+ wybrała tą restaurację, gdyż wygrała ona w plebiscycie na najlepszą restaurację. Moją uwagę najbardziej przykuł stół stojący na środku sali, na którym pracował jeden z kucharzy. Przygotowywał tam świeże ravioli. Ja skusiłam się na takie z nadzieniem z dyni. Byłam zachwycona, bo smakowały dokładnie tak jak ja bym je dla siebie przygotowała. Poza tym każdy z pierożków był w paski, bo powstał z różnokolorowych płatów ciasta. Mmmmm lubią takie miejsca. W tym miejscu kucharz pracował nad makaronem przy pomocy KitchenAid. Tego na listę nie zapiszę, bo żaden z Mikołajów nie dysponuje odpowiednią ilością pieniążków.
Każdy chyba wie, że większość Włochów opiera praktycznie każdą ze swoich kolacji na makaronie. My także mnóstwo pasty wchłonęliśmy w czasie pobytu w tym pięknym kraju. Mój pierwszy obiad w stołówce składał się z talerza pełnego ravioli w kilku smakach (żeby więcej spróbować). Nie byłam w stanie zjeść całej porcji...ale dla nich to żaden problem. Kolejne makaronowe wspomnienie, to kolacja u Paula z Hospitallity Club we Florencji. Nasz gospodarz zapowiedział, że zrobi nam oryginalną pastę z Sardynii. Czekałyśmy z niecierpliwością i.... dostałyśmy coś na kształt polskich pierogów ruskich, tylko w większym rozmiarze. Nie powiem, smakowało wybornie. Pisałam już kiedyś o gnocchi w Koloseum :) Ale ja najbardziej chyba pokochałam ravioli i tortellini...
Te które przygotowałam, chciałam jak najbardziej wypełnić wiosną. Uwielbiam te porę roku i wszystkie nowe warzywa i owoce, które pojawiają się w ogrodzie i na talerzach. W tej chwili nie mam dostępu do ogrodu, ale hoduję kiełki i zioła na parapecie. Jednak już za tydzień będę mogla wreszcie wybrać się między grządki w poszukiwaniu truskaweczek od mojej mamy :)
Ravioli z botwinką, młodą kapustą i rzeżuchą.
Składniki :
(dla 4 osób)
Makaron:
500g mąki pszennej (najlepiej '00', lub semoliny)
5 świeżych dużych jaj (od kur z wolnego wybiegu)
mąka do posypania stolnicy
Nadzienie:
150 g młodej botwiny (tylko liście)
150 g młodej kapusty
50 g parmezanu (luba) innego ser
1 ząbek czosnku
sól, pieprz, zioła do smaku
3 łyżki posiekanej rzeżuchy
Mąkę przesiać na stolnicę. W środku kopca zrobić dołek, do którego wbijamy jajka. Za pomocą widelca przebijamy żółtka i wstępnie mieszamy mąkę z jajkami. Następnie wyrabiamy ciasto rękoma dość długo (oj długo) by wydobyć z mąki gluten i by ciasto stało się gładkie i jednolite. Zawijamy je w folię i wstawiamy do lodówki by odpoczęło, na godzinkę.
Przygotowujemy nadzienie. Botwinę i kapustę należy pokroić dość drobno i sparzyć we wrzącej wodzie. Osączyć, zahartować zimna wodą zostawić chwilę na sicie, by wyciekł z nich nadmiar wody. Warzywa można jeszcze wrzucić do malaksera by jeszcze bardziej je rozdrobnić. Następnie dodajemy do nich posiekane czosnek i rzeżuchę oraz ser starty na drobnych oczkach. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Ja dodałam jeszcze parę świeżych listków tymianku i bazylii. Nadzienie mieszamy dokładnie, pamiętając że nie może ono być wodniste, bo przez to nasze ravioli się rozkleją w czasie gotowania. Przechodzimy do wałkowania.
Odkrawamy 1/3 ciasta na makaron, resztę zawijamy i odkładamy na bok. Stolnicę podsypujemy delikatnie mąką i rozwałkowujemy ciasto. Nie powinno się ono przyklejać do deski. Należy je rozwałkować bardzo cienko, tak by było przez nie widać sęki z drewna pod spodem.
Wielkość i kształt ravioli pozostawiam waszej inwencji twórczej. ja przygotowałam ravioli- kwadratowe o boku 6cm. Cały płat podzieliłam na jednakowe kwadraciki. Całość posmarowałam rozkłóconym białkiem jajka, by łatwiej było sklejać pierożki. Na połowie ułożyłam po łyżce nadzienia. Pozostałymi kwadracikami przykrywamy płaty z nadzieniem. Sklejamy przyciskając palcem naokoło nadzienia, by w środku nie zostało powietrze. Na brzegach wykonałam wzorek za pomocą widelca.Pierożki odkładam na oprószoną mąką deskę i przygotowuję kolejne ravioli z reszty ciasta.
Ravioli gotujemy w osolonym wrzątku około 5 minut. Przed podaniem możemy polać je rozpuszczonym masłem, posypać wiórkami parmezanu i udekorować ulubionymi podprażonymi nasionkami i świeżymi ziołami. Ja użyłam nasion sezamu, siemienia lnianego i dyni oraz listków rzeżuchy.
Jeśli zostanie wam trochę ciasta makaronowego, możecie napełnić go innym nadzieniem, lub pokroić w paski na tagiatelle, papardelle, lub prostokąty na lasagne.
Smacznego!
sobota, 26 maja 2012
Tort Brzoskwiniowo Kokosowy pełen miłości
Dzień Matki. Mimo, że jestem z daleka od domu pozostaje myślami z
moja mamą. W tej chwili mieszkam dość daleko, ale nasza więź jest nadal
silna. Rozmawiamy ze sobą codziennie i są dni kiedy bardzo tęsknię.
Z kolei mój brat ma jutro urodziny. Z nim widuję się jeszcze rzadziej, a brakuje mi tego, bo kiedyś byliśmy ze sobą bardzo związani.
Dzisiaj oboje są w moich sercu w tym bardzo specjalnym miejscu. Im dedykuję tort, który zrobiłam.
Parę słów o torcie. Jest on odpowiedni dla osób z nietolerancją laktoz. Nie zawiera mleka i jego pochodnych. Ponadto mogę powiedzieć, że nie jest ani za słodki ani mdły jak o często bywa z tortami. Myślę, ze mógłby być odpowiedni dla dzieci, zwłaszcza tych, które lubią kokosanki

Chętnie podzieliłabym się tym tortem z moją rodzinką, ale będę musiała dla nich zrobić kolejny jak wrócę na kilka dni do domu.

Ciasto biszkoptowe:
4 jajka,
120 g cukru pudru
120 g mąki,
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
Masa brzoskwiniowa
180 g margaryny,
1 puszka brzoskwiń,
Sok z ½ cytryny,
80 g maki ziemniaczanej,
Blat kokosowy
4 białka,
200 g wiórków kokosowych,
100 g cukru,
Syrop:
4 łyżki syropu z brzoskwiń
kieliszek wódki
4 łyżki wody
Polewa czekoladowa,
50 g masła,
1 łyżka cukru pudru,
1 łyżka mleka,
100 g gorzkiej czekolady.
Kwiaty świeże lub z cukru do dekoracji.
Przygotowanie:
Biszkopt:
Tortownicę (23 cm) wyłożyć papierem do pieczenia.
Ubić na sztywno pianę z białek ze szczyptą soli. Dodawać powoli cukier i żółtka. Do masy przesiewać mąkę z proszkiem do pieczenia stale mieszając mikserem na wolnych obrotach. Przelać do tortownicy i piec 40 minut w piekarniku nagrzanym do 180’C. Jeśli w trakcie pieczenia wierzch będzie się zbyt mocno przyrumieniał, zmniejszyć temperaturę do 160’C.
Biszkopt studzić przez 10 minut przy uchylonych drzwiczkach piekarnika, po czym wyjąć i odstawić do całkowitego ostygnięcia.
Masa brzoskwiniowa:
Odcedzić brzoskwinie zachowując syrop. Odłożyć 4 łyżki syropu a resztę dopełnić wodą do objętości pół litra. Z syropu z wodą ugotować budyń: w 2/3 szklanki syropu wymieszać mąkę ziemniaczaną i dodać do gotującego się syropu. Wymieszać dokładnie, doprowadzić do wrzenia, zdjąć z ognia i ostudzić. Margarynę utrzeć na pianę i dodawać po łyżce do zimnego budyniu stale ucierając. Gdy cała margaryna połączy się z budyniem dodajemy sok z cytryny i brzoskwinie pokrojone w centymetrową kostkę.
Blat kokosowy:
Dno tortownicy (23 cm) wyłożyć papierem do pieczenia.
Ubić pianę z białek na sztywno ze szczyptą soli. Dodać cukier sale ubijając. Dodawać stopniowo wiórki kokosowe mieszając już nie ubijaczką tylko łyżką. Przełożyć do tortownicy , wyrównać i wstawić do piekarnika nagrzanego do 190’C. Piec około 15 minut, po wyjęciu odstawić do całkowitego ostygnięcia.
Sposób połączenia tortu.:
Przygotować syrop: zmieszać odłożony syrop z brzoskwini z kieliszkiem wódki i 4 łyżkami przegotowanej wody.
Blaty biszkoptowy i kokosowy przekroić na 2 równe części. Jeśli biszkopt na mocno się zaokrąglił, odciąć górę, by wyrównać wierzch. Na dnie tortownicy z ramą wyłożyć blat biszkoptowy. Namoczyć go połową ilości syropu. Na biszkopcie ułożyć jedną warstwę kokosową. Na nią wykładamy krem brzoskwiniowy i wygładzamy szpatułką zamoczoną z ciepłej wodzie. Przykrywamy 2 blatem kokosowym na którym układamy drugi blat biszkoptowy. Nasączamy biszkopt resztą syropu.
Zdejmujemy obręcz i wyrównujemy krem na bokach tortu.
Przygotowujemy polewę czekoladową: rozpuszczamy masło w rondelku na małym ogniu, dodajemy mleko i cukier. Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej i dodajemy do masła. Mieszamy je razem i od razu rozsmarowujemy cienką warstwą na torcie.
Gotowy tort zostawiamy w lodówce co najmniej na noc. Dekorujemy kwiatami. Ja użyłam świeżych jadalnych kwiatów z ogrodu.
Smacznego!
Z kolei mój brat ma jutro urodziny. Z nim widuję się jeszcze rzadziej, a brakuje mi tego, bo kiedyś byliśmy ze sobą bardzo związani.
Dzisiaj oboje są w moich sercu w tym bardzo specjalnym miejscu. Im dedykuję tort, który zrobiłam.
Parę słów o torcie. Jest on odpowiedni dla osób z nietolerancją laktoz. Nie zawiera mleka i jego pochodnych. Ponadto mogę powiedzieć, że nie jest ani za słodki ani mdły jak o często bywa z tortami. Myślę, ze mógłby być odpowiedni dla dzieci, zwłaszcza tych, które lubią kokosanki
Chętnie podzieliłabym się tym tortem z moją rodzinką, ale będę musiała dla nich zrobić kolejny jak wrócę na kilka dni do domu.
Tort Brzoskwiniowo Kokosowy pełen miłości

Ciasto biszkoptowe:
4 jajka,
120 g cukru pudru
120 g mąki,
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
Masa brzoskwiniowa
180 g margaryny,
1 puszka brzoskwiń,
Sok z ½ cytryny,
80 g maki ziemniaczanej,
Blat kokosowy
4 białka,
200 g wiórków kokosowych,
100 g cukru,
Syrop:
4 łyżki syropu z brzoskwiń
kieliszek wódki
4 łyżki wody
Polewa czekoladowa,
50 g masła,
1 łyżka cukru pudru,
1 łyżka mleka,
100 g gorzkiej czekolady.
Kwiaty świeże lub z cukru do dekoracji.
Przygotowanie:
Biszkopt:
Tortownicę (23 cm) wyłożyć papierem do pieczenia.
Ubić na sztywno pianę z białek ze szczyptą soli. Dodawać powoli cukier i żółtka. Do masy przesiewać mąkę z proszkiem do pieczenia stale mieszając mikserem na wolnych obrotach. Przelać do tortownicy i piec 40 minut w piekarniku nagrzanym do 180’C. Jeśli w trakcie pieczenia wierzch będzie się zbyt mocno przyrumieniał, zmniejszyć temperaturę do 160’C.
Biszkopt studzić przez 10 minut przy uchylonych drzwiczkach piekarnika, po czym wyjąć i odstawić do całkowitego ostygnięcia.
Masa brzoskwiniowa:
Odcedzić brzoskwinie zachowując syrop. Odłożyć 4 łyżki syropu a resztę dopełnić wodą do objętości pół litra. Z syropu z wodą ugotować budyń: w 2/3 szklanki syropu wymieszać mąkę ziemniaczaną i dodać do gotującego się syropu. Wymieszać dokładnie, doprowadzić do wrzenia, zdjąć z ognia i ostudzić. Margarynę utrzeć na pianę i dodawać po łyżce do zimnego budyniu stale ucierając. Gdy cała margaryna połączy się z budyniem dodajemy sok z cytryny i brzoskwinie pokrojone w centymetrową kostkę.
Blat kokosowy:
Dno tortownicy (23 cm) wyłożyć papierem do pieczenia.
Ubić pianę z białek na sztywno ze szczyptą soli. Dodać cukier sale ubijając. Dodawać stopniowo wiórki kokosowe mieszając już nie ubijaczką tylko łyżką. Przełożyć do tortownicy , wyrównać i wstawić do piekarnika nagrzanego do 190’C. Piec około 15 minut, po wyjęciu odstawić do całkowitego ostygnięcia.
Sposób połączenia tortu.:
Przygotować syrop: zmieszać odłożony syrop z brzoskwini z kieliszkiem wódki i 4 łyżkami przegotowanej wody.
Blaty biszkoptowy i kokosowy przekroić na 2 równe części. Jeśli biszkopt na mocno się zaokrąglił, odciąć górę, by wyrównać wierzch. Na dnie tortownicy z ramą wyłożyć blat biszkoptowy. Namoczyć go połową ilości syropu. Na biszkopcie ułożyć jedną warstwę kokosową. Na nią wykładamy krem brzoskwiniowy i wygładzamy szpatułką zamoczoną z ciepłej wodzie. Przykrywamy 2 blatem kokosowym na którym układamy drugi blat biszkoptowy. Nasączamy biszkopt resztą syropu.
Zdejmujemy obręcz i wyrównujemy krem na bokach tortu.
Przygotowujemy polewę czekoladową: rozpuszczamy masło w rondelku na małym ogniu, dodajemy mleko i cukier. Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej i dodajemy do masła. Mieszamy je razem i od razu rozsmarowujemy cienką warstwą na torcie.
Gotowy tort zostawiamy w lodówce co najmniej na noc. Dekorujemy kwiatami. Ja użyłam świeżych jadalnych kwiatów z ogrodu.
Smacznego!
piątek, 25 maja 2012
Zapiekanka warzywna, która sie prawie sama robi.
Jeszcze czekam na niektóre warzywa sezonowe. Te, które już widuję w sklepie strasznie mnie kuszą, ale wiem, że nie pochodzą od miejscowych producentów, a są sprowadzane z Hiszpanii, Holandii, Włoch itp. Ciężko jest się powstrzymać, więc muszę wymyślić coś smacznego i kolorowego z bulw z poprzedniego roku.
Olbrzymim mankamentem mieszkania w Czechach, a przynajmniej w regionie Morav, jest brak targów, bazarów itp. Strasznie brakuje mi kontaktu ze sprzedawcami, prawdziwymi producentami żywności. Będąc we Włoszech uwielbiałam klimat pobliskiego targu na Porta Palazzo. Chodziłam tam raz na kilka dni, wyławiając co lepsze okazje i polując na super świeże warzywa. W Polsce także jestem stałą bywalczynią bazarów, odwiedzam ten w Pruszkowie, na warszawskim Ursusie i Pod Halą Banacha. Wiadomo, że wielu sprzedawców to zwykli handlarze, którzy odwiedzili wcześniej Bronisze, ale zdarzają się też bardzo często rolnicy i sadownicy. Tacy ludzie pomogą wybrać dobre szparagi, odpowiednie jabłka na sok, czy do ciasta, powiedzą jak przygotować fioletowego kalafiora i którą kapustę wybrać na gołąbki, a które pomidory na przecier. Jak się ładnie uśmiechniesz i chwilę porozmawiasz, to dorzucą ci kilka marchewek "górką", poczęstują jabłkiem, albo obniżą cenę. Na prawdę bardzo mi tego brakuje...
Z warzyw, które kupiłam postanowiłam przygotować aromatyczną potrawę, która prawie sama się robi.
Robi się sama- bo przygotowane warzywa i kaszę zamykam w foremce pod przykryciem i zapominam o nich na 45 minut. Aromatyczna jest dlatego, że użyłam świetnej mieszanki ziół KAMIS, jakie dostałam w zestawie podczas Food Blogger Fest. Kamis był sponsorem tego wydarzenia i przygotował dla nas spore paczki z ziołami i zaproponował konkurs właśnie dla nas blogerów. Oto moja propozycja:
Zapiekanka warzywna z kaszą jaglaną.
(dla 3 osób)
8 łyżek kaszy jaglanej,
1 średni burak,
1 duża marchewka (lub 2 małe),
1/2 dużego selera (lub 1 mały seler),
1/4 główki kapusty,
3 cm kawałek imbiru,
3 gałązki selera naciowego,
szczypiorek,
skórka otarta z 1 pomarańczy,
1 łyżka pieprzu młotkowanego z kolendrą KAMIS,
Ognista mieszanka przypraw KAMIS,
3 szklanki bulionu warzywnego,
1 łyżka sosu rybnego
Kaszę przelewamy wrzącą wodą i płuczemy na sicie.
Warzywa myjemy i obieramy. Jeśli macie robot kuchenny z szatkownicą użyjcie go by poszatkować wszystkie warzywa- marchew, buraka, selera, selera naciowego i kapustę. W innym wypadku po prostu pokrójcie warzywa w cieniutkie paseczki. Ja użyłam do tego obieraczki do warzyw, a kapustę i selera naciowego posiekałam. Imbir obieramy przy pomocy łyżeczki i ścieramy na drobnych oczkach.
W formie do zapiekania układamy warstwami warzywa i kaszę. Zaczynając od kapusty, przez seler, marchew, kaszę, buraka i selera naciowego. Całość posypujemy startym imbirem, pieprzem i ognistą przyprawą Kamis. Do bulionu dodajemy sos rybny w wlewamy całość do formy z warzywami. Przykrywamy szczelnie folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika. Ustawiamy temperaturę 200'C i pieczemy przez ok 45 minut.
Po tym czasie wyjmujemy formę z piekarnika posypujemy skórką z pomarańczy i szczypiorem i podajemy gdy jest gorące.
Na stole możemy ustawić jeszcze młynek z Ognistą przyprawą Kamis, by można było sobie danie doprawić do smaku. Wegetariańska potrawa jednogarnkowa gotowa! A dla małego niejadka można wymyślić jakąś fajną nazwę potrawy, np. masakra piłą mechaniczną, zakrwawione organy, czy jeszcze coś bardziej obrzydliwego. a jak to nie podziała, to może serduszko pomoże :)
Smacznego!
Olbrzymim mankamentem mieszkania w Czechach, a przynajmniej w regionie Morav, jest brak targów, bazarów itp. Strasznie brakuje mi kontaktu ze sprzedawcami, prawdziwymi producentami żywności. Będąc we Włoszech uwielbiałam klimat pobliskiego targu na Porta Palazzo. Chodziłam tam raz na kilka dni, wyławiając co lepsze okazje i polując na super świeże warzywa. W Polsce także jestem stałą bywalczynią bazarów, odwiedzam ten w Pruszkowie, na warszawskim Ursusie i Pod Halą Banacha. Wiadomo, że wielu sprzedawców to zwykli handlarze, którzy odwiedzili wcześniej Bronisze, ale zdarzają się też bardzo często rolnicy i sadownicy. Tacy ludzie pomogą wybrać dobre szparagi, odpowiednie jabłka na sok, czy do ciasta, powiedzą jak przygotować fioletowego kalafiora i którą kapustę wybrać na gołąbki, a które pomidory na przecier. Jak się ładnie uśmiechniesz i chwilę porozmawiasz, to dorzucą ci kilka marchewek "górką", poczęstują jabłkiem, albo obniżą cenę. Na prawdę bardzo mi tego brakuje...
Z warzyw, które kupiłam postanowiłam przygotować aromatyczną potrawę, która prawie sama się robi.
Robi się sama- bo przygotowane warzywa i kaszę zamykam w foremce pod przykryciem i zapominam o nich na 45 minut. Aromatyczna jest dlatego, że użyłam świetnej mieszanki ziół KAMIS, jakie dostałam w zestawie podczas Food Blogger Fest. Kamis był sponsorem tego wydarzenia i przygotował dla nas spore paczki z ziołami i zaproponował konkurs właśnie dla nas blogerów. Oto moja propozycja:
Zapiekanka warzywna z kaszą jaglaną.
(dla 3 osób)
8 łyżek kaszy jaglanej,
1 średni burak,
1 duża marchewka (lub 2 małe),
1/2 dużego selera (lub 1 mały seler),
1/4 główki kapusty,
3 cm kawałek imbiru,
3 gałązki selera naciowego,
szczypiorek,
skórka otarta z 1 pomarańczy,
1 łyżka pieprzu młotkowanego z kolendrą KAMIS,
Ognista mieszanka przypraw KAMIS,
3 szklanki bulionu warzywnego,
1 łyżka sosu rybnego
Kaszę przelewamy wrzącą wodą i płuczemy na sicie.
Warzywa myjemy i obieramy. Jeśli macie robot kuchenny z szatkownicą użyjcie go by poszatkować wszystkie warzywa- marchew, buraka, selera, selera naciowego i kapustę. W innym wypadku po prostu pokrójcie warzywa w cieniutkie paseczki. Ja użyłam do tego obieraczki do warzyw, a kapustę i selera naciowego posiekałam. Imbir obieramy przy pomocy łyżeczki i ścieramy na drobnych oczkach.
W formie do zapiekania układamy warstwami warzywa i kaszę. Zaczynając od kapusty, przez seler, marchew, kaszę, buraka i selera naciowego. Całość posypujemy startym imbirem, pieprzem i ognistą przyprawą Kamis. Do bulionu dodajemy sos rybny w wlewamy całość do formy z warzywami. Przykrywamy szczelnie folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika. Ustawiamy temperaturę 200'C i pieczemy przez ok 45 minut.
Po tym czasie wyjmujemy formę z piekarnika posypujemy skórką z pomarańczy i szczypiorem i podajemy gdy jest gorące.
Na stole możemy ustawić jeszcze młynek z Ognistą przyprawą Kamis, by można było sobie danie doprawić do smaku. Wegetariańska potrawa jednogarnkowa gotowa! A dla małego niejadka można wymyślić jakąś fajną nazwę potrawy, np. masakra piłą mechaniczną, zakrwawione organy, czy jeszcze coś bardziej obrzydliwego. a jak to nie podziała, to może serduszko pomoże :)
Smacznego!
środa, 23 maja 2012
Majonez. Mój pierwszy, ale nie ostatni.
Przeraża mnie moment w sklepie, gdy próbuję coś kupić i czytam skład produktu. W tej chwili po cokolwiek sięgamy z półki sklepowej zawiera w sobie mnóstwo chemii. Znajdę pewnie wielu osób które popierają żywność modyfikowaną, także tą modyfikowana genetycznie. Dyskusja na ich temat może toczyć się długo, ale nikt mnie nie przekona, ze to co jest sztucznie konserwowane, dosmaczane, barwione, zagęszczane jest smaczne i zdrowe. To samo dotyczy roślin i zwierząt hodowanych w nienaturalnych warunkach.
Nawet nie chcę myśleć o tym jakie konsekwencje będzie miała dla ludzkości taka "dieta"...
Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale każdego dnia staram się wiedzieć więcej.
Skupię się chwilkę na jogurtach- konia z rzędem temu kto znajdzie jogurt, kefir, maślankę, które zawierają jedynie to co rzeczywiście powinny. Mam parę pytań retorycznych. Dlaczego do jogurtu naturalnego dodaje się żelatynę, mleko w proszku, czy skrobię modyfikowaną? Jogurty owocowe- także te przeznaczone dla dzieci, to jeszcze gorsza historia, bowiem jogurt o smaku truskawkowym wcale nie musi zawierać truskawek, a nawet jeśli są to stanowią 2-5%... czy to nie jest jakiś paradoks? Te wszystkie barwniki i aromaty, czy to na prawdę jest nam potrzebne? Znów, nie chcę nawet myśleć o produktach, na etykietach których nawet nie znajdujemy składu, albo niektóre z nich są zatajone. Wszystko po ty by leżały one dłuuuuugo na półce i nie ulegały zepsuciu, miały "idealny" kolor i smak. Ja zgłaszam sprzeciw! Kupuję tylko najbardziej "czyste" jogurty, maślanki itp, a jak mam ochotę to sama dodaję do nich otręby, musli, warzywa, czy owoce. Wtedy mam pewność, że zjadłam kilka truskawek a nie zaledwie 1/2 i łyżkę barwnika i aromatu. To tylko szybki przykład, bo mogłabym tak pisać długo, ale nie chcę nikogo zanudzić i wolę przejść do rzeczy przyjemniejszych.
Od słowa do słowa..... postanowiłam ukręcić swój własny majonez :) Do tej pory w ogóle nie mogłam go jeść czy to samego, czy w sałatce, bo powodował u mnie wielkie niestrawności. Mówię oczywiście o tym ze słoiczka i to nie o tym z najniższą ceną... Z kolei majonez, który sama przygotowałam, pochłonęłam razem z jajkiem na miękko i owsianym chlebkiem domowej roboty... i czułam się idealnie. Wniosek jest jeden, już na pewno nie powrócę z własnej woli do tego sklepowego .
Od dawana już miałam ochotę zrobić majonez samodzielnie, ale bałam się, że to zbyt trudne. Okazało się to banalnie proste. W poszukiwaniu prostego przepisu dość szybko zajrzałam do pierwszej książki Jamiego Olivera "Naked Chef". Jamiego uwielbiam, każdy to wie. Moja koleżanka pytała mnie nawet, czy mój kochany nie jest o niego zazdrosny :D Uśmiałam się do łez, ale D. stwierdził, że nawet o tym nie myślał. Tez ma świadomość, że możliwość mojego spotkania z Jamim jest zerowa, więc czemu miałby być zazdrosny. Co innego jeśli chodzi o trenera fitnessu....ale wróćmy do kuchni.
Jamie niedawno świętował wraz ze swoją organizacją -Food Revolution Day. Wiem, że dostał nawet od Amerykanów nagrodę za swój wkład w walkę z otyłością dzieci w USA. Chciałabym żeby ta rewolucja zahaczyła również o Polskę i rozprzestrzeniła się najlepiej na cały świat. Także u nas działa aktywnie wiele osób, którym zależy na zdrowym odżywianiu przede wszystkim dzieci ale i nas wszystkich. Wszystkie wydarzenia i spotkania SlowFood, kampania Zdrowy Przedszkolak i inne podobne przedsięwzięcia są niesamowicie ważne i popieram je w stu procentach.
W trosce o zdrowe jedzenie w naszym domu, przygotowałam domowy majonez. Może on być ucierany ręcznie przy pomocy ubijaczki, lub mikserem ręcznym i automatycznym. Ja użyłam miksera ręcznego z jedna końcówką do ubijania.
Majonez tradycyjny
1 duże żółtko
1 łyżka musztardy Dijon (ja użyłam musztardy Kremskiej)
1 łyżka octu z białego wina
1 łyżka soku z cytryny
400 ml dobrego oleju rzepakowego
sól do smaku
Wrzuć żółtko, musztardę, 3 małe szczypty soli, ocet i sok z cytryny do miski i mieszaj dopóki się połączą. Wciąż mieszając dodawaj olej bardzo cienką stróżką. Jeśli dodasz go za szybko to się zsiądzie.
Gdyby jednak coś takiego się wydarzyło, dodaj łyżkę wrzącej wody i mieszaj dalej. Powinien się znowu wygładzić. Obiło mi się o uszy, że majonez trzeba stale ubijać (kręcić) w jedną stronę wtedy właśnie się nie waży. Tak tez zrobiłam.
Gdy dodasz już połowę ilości oleju, majonez zacznie nabierać odpowiedniej bardy i konsystencji. Gdy dodasz już cały olej majonez powinien być gęsty, kremowy i lekko zażółcony. Gdy już jest prawie gotowy możemy go jeszcze doprawić solą, lub innymi ziołami. (Jamie proponuje majonez z bazylią lub koperkiem)
Majonez gotowy do podania :) Należy go oczywiście przechowywać w lodówce w szczelnym opakowaniu do około tygodnia.
Smacznego!
Nawet nie chcę myśleć o tym jakie konsekwencje będzie miała dla ludzkości taka "dieta"...
Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale każdego dnia staram się wiedzieć więcej.
Skupię się chwilkę na jogurtach- konia z rzędem temu kto znajdzie jogurt, kefir, maślankę, które zawierają jedynie to co rzeczywiście powinny. Mam parę pytań retorycznych. Dlaczego do jogurtu naturalnego dodaje się żelatynę, mleko w proszku, czy skrobię modyfikowaną? Jogurty owocowe- także te przeznaczone dla dzieci, to jeszcze gorsza historia, bowiem jogurt o smaku truskawkowym wcale nie musi zawierać truskawek, a nawet jeśli są to stanowią 2-5%... czy to nie jest jakiś paradoks? Te wszystkie barwniki i aromaty, czy to na prawdę jest nam potrzebne? Znów, nie chcę nawet myśleć o produktach, na etykietach których nawet nie znajdujemy składu, albo niektóre z nich są zatajone. Wszystko po ty by leżały one dłuuuuugo na półce i nie ulegały zepsuciu, miały "idealny" kolor i smak. Ja zgłaszam sprzeciw! Kupuję tylko najbardziej "czyste" jogurty, maślanki itp, a jak mam ochotę to sama dodaję do nich otręby, musli, warzywa, czy owoce. Wtedy mam pewność, że zjadłam kilka truskawek a nie zaledwie 1/2 i łyżkę barwnika i aromatu. To tylko szybki przykład, bo mogłabym tak pisać długo, ale nie chcę nikogo zanudzić i wolę przejść do rzeczy przyjemniejszych.
Od słowa do słowa..... postanowiłam ukręcić swój własny majonez :) Do tej pory w ogóle nie mogłam go jeść czy to samego, czy w sałatce, bo powodował u mnie wielkie niestrawności. Mówię oczywiście o tym ze słoiczka i to nie o tym z najniższą ceną... Z kolei majonez, który sama przygotowałam, pochłonęłam razem z jajkiem na miękko i owsianym chlebkiem domowej roboty... i czułam się idealnie. Wniosek jest jeden, już na pewno nie powrócę z własnej woli do tego sklepowego .
Od dawana już miałam ochotę zrobić majonez samodzielnie, ale bałam się, że to zbyt trudne. Okazało się to banalnie proste. W poszukiwaniu prostego przepisu dość szybko zajrzałam do pierwszej książki Jamiego Olivera "Naked Chef". Jamiego uwielbiam, każdy to wie. Moja koleżanka pytała mnie nawet, czy mój kochany nie jest o niego zazdrosny :D Uśmiałam się do łez, ale D. stwierdził, że nawet o tym nie myślał. Tez ma świadomość, że możliwość mojego spotkania z Jamim jest zerowa, więc czemu miałby być zazdrosny. Co innego jeśli chodzi o trenera fitnessu....ale wróćmy do kuchni.
Jamie niedawno świętował wraz ze swoją organizacją -Food Revolution Day. Wiem, że dostał nawet od Amerykanów nagrodę za swój wkład w walkę z otyłością dzieci w USA. Chciałabym żeby ta rewolucja zahaczyła również o Polskę i rozprzestrzeniła się najlepiej na cały świat. Także u nas działa aktywnie wiele osób, którym zależy na zdrowym odżywianiu przede wszystkim dzieci ale i nas wszystkich. Wszystkie wydarzenia i spotkania SlowFood, kampania Zdrowy Przedszkolak i inne podobne przedsięwzięcia są niesamowicie ważne i popieram je w stu procentach.
W trosce o zdrowe jedzenie w naszym domu, przygotowałam domowy majonez. Może on być ucierany ręcznie przy pomocy ubijaczki, lub mikserem ręcznym i automatycznym. Ja użyłam miksera ręcznego z jedna końcówką do ubijania.
Majonez tradycyjny
1 duże żółtko
1 łyżka musztardy Dijon (ja użyłam musztardy Kremskiej)
1 łyżka octu z białego wina
1 łyżka soku z cytryny
400 ml dobrego oleju rzepakowego
sól do smaku
Wrzuć żółtko, musztardę, 3 małe szczypty soli, ocet i sok z cytryny do miski i mieszaj dopóki się połączą. Wciąż mieszając dodawaj olej bardzo cienką stróżką. Jeśli dodasz go za szybko to się zsiądzie.
Gdyby jednak coś takiego się wydarzyło, dodaj łyżkę wrzącej wody i mieszaj dalej. Powinien się znowu wygładzić. Obiło mi się o uszy, że majonez trzeba stale ubijać (kręcić) w jedną stronę wtedy właśnie się nie waży. Tak tez zrobiłam.
Gdy dodasz już połowę ilości oleju, majonez zacznie nabierać odpowiedniej bardy i konsystencji. Gdy dodasz już cały olej majonez powinien być gęsty, kremowy i lekko zażółcony. Gdy już jest prawie gotowy możemy go jeszcze doprawić solą, lub innymi ziołami. (Jamie proponuje majonez z bazylią lub koperkiem)
Majonez gotowy do podania :) Należy go oczywiście przechowywać w lodówce w szczelnym opakowaniu do około tygodnia.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)











