poniedziałek, 19 marca 2012

Urodzinki z winem i śledzikiem. Śledź w dwóch ciekawych odslonach.

Kilka dni temu obchodziłam swoje kolejne dwudzieste urodziny. Tak się złożyło że raz gościłam koleżanki a raz kolegów :) No i na tym prawie całkowicie męskim spotkaniu - z kobiet byłam tylko ja i żona jednego z kolegów- podałam śledziki według autorskiego przepisu. Do tego na stół powędrowały robione przeze mnie sushi- maki, pieczywo czosnkowe i tarteletki z pieczarkami. Na deser przygotowałam Croissanty. Przepis na nie na pewno się jeszcze pojawi.
Największą radością dla mnie był fakt, że wszystko znikało w zaskakująco szybkim tempie. To chyba znaczy że było smaczne :)

Bardzo lubię gotować dla innych. Sama przyjemność jedzenia to wyjątkowe przeżycie ale satysfakcja z gotowania dla najbliższych jest jeszcze bardziej nagradzająca. Mam parę swoich potraw, które wychodzą i się sprawdzają gdy zapraszamy gości, a oprócz tego zawsze staram się przygotować jakąś niespodziankę.
Poza tym znalazłam fajny sklepik rybny a w nim śliczne mięsiste matiasy i moskaliki. na pewno jeszcze nie raz tam wrócę.

Dodam jeszcze parę słów na temat lokalnego jedzenia. Przez większość mego życia mieszkałam pod Warszawą i nadal tam często wracam. Moje korzenie, dzięki tacie sięgają do okolic Grójca skąd pochodzą fenomenalne jabłka. Praktycznie każda osoba, która tam mieszka ma sady i uprawy owoców- przede wszystkim jabłek. Niedawno pewien konkurs kulinarny zainspirował mnie do poszukiwania innych typowo mazowieckich produktów. Znalazłam różnego rodzaju mięsa i wędliny- z których raczej nie skorzystam, ale także miody, pierogi "Szlachcice", babę z żytniego chleba, razowy chleb radziwiłowski i inne chleby ekologiczne, fefernuchy, pańską skórkę, sękacza, sójki mazowieckie, oraz alkohole- miód pitny, wiśniówka i moje ukochane piwo "Ciechan" Znacie te wszystkie produkty?

Chciałabym żyć na zasadzie - jedz lokalnie, ale w dzisiejszych czasach jest to trochę bardziej kłopotliwe niż kiedyś. Sama obserwuję jak znikają kolejne gospodarstwa w mojej okolicy i przy drogach Mazowsza, którymi się poruszam. Dla mnie to niepokojące i smutne zjawisko, że znikają małe, ale niesamowicie dbające o swoje uprawy gospodarstwa. Myślę, że każdy z nas powinien coś zrobić, by wspierać producentów z okolicy. Na przykład zamiast iść do supermarketu przespacerować się na bazar i poszukać autentycznych rolników, którzy sprzedają pracę swoich rąk.  Są to przeważnie produkty ekologiczne- choć może nie opatrzone żadnym logo, a poza tym zgodne z sezonem.

Pierwszy z zaproponowanych przeze mnie śledzików to śledź na mazowiecką nutę. Przepis autorski.





Mazowiecki śledzik z karmelizowanym grójeckim jabłuszkiem i piwkiem z Ciechanowa

Składniki:
2 duże filety śledziowe typu matias
300 ml piwa miodowego "Ciechan"

1 duże twarde jabłko
1 cały kardamon w łusce
40 g masła
50 g brązowego cukru
sok z połowy cytryny

1 łyżka musztardy dijon
1 łyżka płynnego miodu
2-3 łyżki oleju roślinnego
sól

Filety śledziowe opłukać zimną wodą i ułożyć w miseczce lub zamykanym pojemniku. Do naczynia ze śledziem wlać 200 ml piwa miodowego, przykryć szczelnie i odstawić na noc do lodówki.
Następnego dnia śledzia wyjąć z marynaty i delikatnie osuszyć papierowym ręcznikiem.

Jabłko umyć i pokroić w całości na bardzo cienkie plasterki (ok 2 mm). Nasienie kardamonu rozłupać i wyjąć z niego ziarenka. Na patelni rozpuścić masło z cukrem i dodać nasionka kardamonu. Następnie ułożyć na niej jabłka i dusić na średnim ogniu, często mieszając aż się lekko skarmelizują. Na koniec dodać sok z cytryny i resztę piwa miodowego. Smażyć jeszcze przez chwilę, aż alkohol odparuje z patelni. Płatki jabłka zdjąć na talerz i ostudzić.

Następnie przygotować sos- dokładnie wymieszać musztardę z miodem i cienkim strumieniem dodawać olej, stale mieszając aż całość się połączy i będzie miała kremową konsystencję. Delikatnie doprawić solą.

Śledzia pokroić w ok 2 cm plastry i układać na talerzu na przemian z płatkami karmelizowanego jabłka. Każdy kawałek śledzia polać łyżeczką sosu miodowo- musztardowego. Talerz udekorować pozostałymi płatkami jabłka.

Śledzia odstawić na kilka godzin w chłodne miejsce lub do lodówki.
Danie można podać z pozostałym sosem w oddzielnym naczyniu.


Drugi śledzik zrodził się już na Wigilię a dziś zasłużył na sprecyzowany przepis i zdjęcie.

Śledź z czerwoną cebulką i winem



Składniki:
2 duże płaty śledzia matias
1 czerwona cebula
150 ml ostu z czerwonego wina
100 ml czerwonego wytrawnego wina
40 g masła
1 czubata łyżka miodu
szczypta soli

Przygotowanie:

Śledzia lekko opłukać wodą i wysuszyć ręcznikiem. Do naczynia z przykryciem wkładamy śledzia i zalewamy go octem winnym, przykrywamy  i odstawiamy do lodówki na całą noc.
Następnego dnia śledzia wyjmujemy z marynaty i lekko osuszamy papierowym ręcznikiem. kroimy wzdłuż na cienkie paski.
Cebulkę kroimy w piórka i podsmażamy na maśle na małym ogniu ze szczyptą soli i łyżką miodu. Gdy cebulka zmięknie i się lekko skarmelizuje dodajemy czerwone wino. Dusimy aż wino z cebulką stworzą gęsty sos. Odstawiamy by lekko przestygło.
Śledzia zawijamy w ślimaczki i przebijamy go wykałaczką, by się dobrze trzymał. Na talerz wykładamy 1 łyżkę sosu na którym układamy śledzia i przykrywamy drugą łyżką sosu.
Śledzia odstawiamy na kilka godzin do lodówki, lub w chłodne miejsce.

Obie rybki wzbogacą każde domowe przyjęcie i zaspokoją nawet wybredne podniebienie. Są nieskomplikowane w smaku, co dla mnie stanowi klucz do sukcesu. Polecam je także na kolację z dobrym razowym chlebkiem.
Smacznego!

niedziela, 18 marca 2012

Powrót po przerwie. Marchewkowe Muffinki z okazji Dnia Kobiet.

Dlugo nie pisałam, bo i wiele się działo w ostatnich tygodniach. Nie znaczy to, ze nie gotowałam. A owszem, a tak... tylko na pisanie czasu zabrakło. 

W okolicach Dnia Kobiet odwiedziłam mój dom rodzinny i dla domowników- i siebie opiekłam marchewkowe mufiny zainspirowane przepisem z gazetki "Palce Lizać" uwielbiam ją i szczerze polecam, szczególnie dla początkujących kucharzy. przepisy przedstawione są w prosty sposób i opatrzone ślicznymi zdjęciami, a do tego zebrane w zestawy tematyczne. Mam prawie pełną kolekcję tego dodatku do GW.


A dlaczego nie miałam czasu ani natchnienia na pisanie? Przygotowuję się aktualnie do jarmarku na którym wystawiam na sprzedaż swoje wyroby rękodzielnicze. Tak, tak, oprócz gotowania zajmuję się też ozdabianiem przedmiotów techniką decoupage, oraz tworzeniem biżuterii szydełkowej, z koralików i także decoupage. Zajmuje to sporo mojego czasu, więc niewiele go pozostaje.
Zainteresowanych tematem zapraszam na stronę Jarrmarku Rzeczy Ładnych.

Oprócz tego przygotowywałam jedzonko dla gości urodzinowych 2 razy- w domku i w miejscu gdzie mieszkam. Ale o tym będzie mowa kiedy indziej.

Miałam poza tym niesamowite szczęście w wyborze pociągu. Otóż ten którym jechałam z Krakowa do Warszawy wyjechał 40 minut wcześniej niż jeden z pociągów który brał udział w tragicznym wypadku kolejowym. Przeżyłam to trochę, mimo że nie było mnie w tym nieszczęsnym pociągu. Ale sama świadomość, ze niewiele brakowało miała dla mnie duże znaczenie. Nie wyobrażam sobie nawet siebie w takim wypadku i bardzo współczuję wszystkim pokrzywdzonym i ich bliskim. 


Poza tym gdy wracam do domu mam jak zwykle mnóstwo spraw do załatwienia i tuziny bliskich i znajomych do odwiedzenia :) Z jednej z takich wizyt u mojej Izuni wrócił ze mną pewien Pan Królik, własnoręcznie przez nią wykonany. To on pilnował by babeczki miały w sobie wystarczająco dużo marchewki :)


Zapraszam tez do zapoznania się akcją na durszlaku- Muffinki dla Mai. Ten przepis bierze udział w tej akcji i jest dla Mai dedykowany.



Marchewkowe muffinki z kremem fistaszkowym i nadzieniem budyniowym
Składniki na 12 sztuk

babeczki:
1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
1/2 łyżki cynamonu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
1/2 szklanki brązowego cukru
3/4 szklanki oleju
2 jajka
2 duże marchewki

Nadzienie budyniowe
1/2 opakowania budyniu waniliowego
200 ml mleka

 Krem fistaszkowy
2 łyżki masła orzechowego
2 łyżki kremowego twarożku ( u mnie ricotta)
1 łyżka cukru pudru

Przygotowanie:

W pierwszym naczyniu połączyć wszystkie suche składniki: mąkę, sól, przyprawy, proszek do pieczenia, sodę i cukier.
W drugim naczyniu połączyć mokre składniki: jajka i olej. Do mokrych składników wsypać mieszankę suchych i  wymieszać do wstępnego połączenia się składników. 
Marchew zetrzeć na małych oczkach i dodać do masy. Piekarnik rozgrzać do temperatury 180'C.
Formę do mufinek wyłożyć papilotkami i do każdej nałożyć czubata łyżkę ciasta- do 3/4 wysokości.
Piec około 25- 30 min- do suchego patyczka, ostudzić na kratce.

Do nadzienia przygotować krem budyniowy według przepisy na opakowaniu- ale z mniejszą niż zalecana ilością mleka.

Na wierzch przygotowalam krem fistaszkowy. Mieszamy dokładnie jego składniki - można dosłodzic do smaku, jeśli będzie za mało słodki. Mi odpowiadał taki bez cukru- na wytrawnie.

W ostudzonych muffinkach robię po środku dziurkę specjalnym wykrawaczem- ale z powodzeniem można to wykonać nożykiem. Każdą babeczkę nadziewam budyniem i przykrywam dziurkę resztką ciasta które wcześniej wycięłam.
Wierzch smaruję kremem fistaszkowym- można użyć do tego szprycy, ale i po prostu posmarować je nożykiem do masła.
Pyszne zdrowe muffiny gotowe.



Smacznego!

poniedziałek, 5 marca 2012

Pyszne i pełnoziarniste bułeczki

Od jakiegoś czasu używam wielu rodzai mąk. Mam w mieście fenomenalny sklep wegetariańsko- ekologiczny i jestem jego częstą klientką. Mam do wyboru mąki ze wszystkiego z czego da się zrobić mąkę- gryczana, jaglana, ryżowa, amarantusowa i inne. To samo dotyczy płatków, kasz i otrębów. Znajduję tam również 5 rodzajów napojów (tzw mleka wegańskiego), jogurty sojowe i tofu wszelakiej maści. Same pyszności. A do tego większość 2 razy tańsza niż w Polsce.
Jak ogólnie wiadomo, staram się odżywiać jak najlepiej potrafię, więc bardzo często zastępuję zwykłą białą mąkę pełnoziarnistą, graham, uwielbiam też gryczaną. Płatki zmieszane w jednym słoiku tworzą przepyszne muesli, a kasze uzupełniają nasze obiadowe menu. Jestem typem człowieka, który nie lubi rutyny i wszystkiego próbuje, więc po kolei sprawdzam co w tym sklepie jest dla nas odpowiednie.
Zawsze chciałam piec swoje pieczywo. Piekarnik, do którego mam dostęp jest dość grymaśny, a przede wszystkim bardzo stary. Nawet nie ma okienka i czujnika temperatury, więc nie wszystkie chleby się udają. Ale nie poddaję się i nadal próbuję. Jeden- z przepisu Nigelli, musiałam wywalić w całości do śmieci. Nie lubię jak mi coś nie wychodzi... Na szczęście bułeczki wychodzą lepsze. Te robione w domu są w moim przekonaniu bardziej zdrowe, bo wiem co do nich dodałam. Wiem, że są piekarnie, które wypiekają wyśmienite pieczywo, ale przeważnie również ich cena jest wygórowana.
Proponowane przeze mnie bułeczki są bardzo smaczne i zdrowe, a zarazem niedrogie, więc same korzyści.
Drogi czytelniku, jeśli wypróbujesz poniższy przepis, daj mi znać, jak go zmieniłeś(aś) i czy bułeczki się udały i smakowały. :)




Bułeczki pełnoziarniste.

Składniki na 6 sztuk:
250 g mąki pszennej pełnoziarnistej
75 ml ciepłego mleka
75 ml ciepłej wody
2 łyżki oliwy
1  jajko
20 g świeżych drożdży
szczypta soli
1 łyżeczka cukru
1 łyżka miodu
2 łyżki siemienia lnianego
ziarenka słonecznika do posypania







Drożdże rozdrobnić, rozetrzeć z cukrem. Dodać łyżkę mąki i ciepłą wodę. Dokładnie wymieszać i odstawić do wyrośnięcia. Mąkę przesiać ale nie wyrzucać otrębów- je także trzeba wrzucić do miski. Jajko roztrzepać w miseczce i połowę dodać do mąki, a resztę odstawić. Dalej do mąki dodać wyrośnięte drożdże, mleko oliwę, miód i siemię. Ciasto wyrabiałam przez 5 minut mikserem i kolejne 5 minut ręcznie.
Przykryć bawełnianą ściereczką i odstawić w cieple miejsce aż podwoi objętość ok 1h)
Gdy będzie gotowe, ponownie zagnieść i podzielić na 6 części. Z każdej zrobić kulkę, lekko spłaszczyć (na środku można zrobić krzyżyk)  i układać na papierze do pieczenia lekko posypanym mąką. Przykryć do ponownego wyrośnięcia (ok 40-50 min)
Piekarnik rozgrzać do 200'C. Przed samym pieczeniem posmarować roztrzepanym jajkiem i posypać ziarenkami słonecznika. Piec przez ok 12-15 minut.
Odstawić do ostygnięcia.

Bułeczki trzymane w chlebaku zachowują świeżość  przez kilka dni. Nie rosną bardzo duże ale są puszyste i delikatne o lekko słodkawym smaku. Świetnie nadają się zarówno do zapiekania z serem, jak i jedzone z pastą grochową, czy twarożkiem.


 Pierwsza bułeczka zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Najprawdopodobniej porwały ją domowe krasnoludki i delektowały się całą gromadą. Dobrze że resztę szybko schowałam na śniadanie następnego dnia.

Smacznego!

piątek, 2 marca 2012

Zupa, która juz prawie pachnie wiosną

Wspominałam już przy okazji ciasteczek owsianych o rewolucji żywieniowej Jamiego Olivera. Dziś postanowiłam zamieścić przepis na zupę zainspirowany Minestrone Jamiego.
Jeśli zależy wam na zdrowym odżywianiu- siebie i najbliższych koniecznie obejrzyjcie filmik na http://foodrevolutionday.com/ jest niezwykle ciekawy i poruszający.

Zainteresowała mnie również działalność polskiego kucharza- Grzegorza Łapanowskiego. On również namawia nas do dobrego jedzenia, a także chce nabić szkoły i przedszkola na widelec. Jego propozycja: "Zróbmy razem projekt kulinarno-edukacyjny. Zmieńmy ten kraj. Dajmy szansę dzieciakom na lepsze jedzenie." Podpisuję się rękami i nogami, nawet ustami jak dam radę. Edukacja jest mi bliska ze względu na zawód. Edukacja zdrowotna- także ta dotycząca odżywiania i jedzenia to coś co lubię najbardziej. Wiele przyjemności dawało mi i dzieciakom przygotowywanie i spożywanie wspólnych potraw. Ważne by dzieci wiedziały co jedzą, z czego się składają ich posiłki- skąd się bierze chleb, mleko, jajka, a także frytki, czipsy i paróweczki. Świadomość to podstawa, potem trzeba zdrowe żywienie wprowadzać w życie- zarazem przez wspólne przygotowywanie zdrowych i smacznych potraw, oraz rewolucję w szkolnych i przedszkolnych stołówkach.  (artykuł "Szkola na widelcu")

Wracam do jedzenia. Zupy są świetnym "przemytnikiem" warzyw, szczególnie te w postaci kremu. Mogą też stanowić prawdziwie sycące danie obiadowe. Na przykład taka wielowarzywna  Minestrone.



Zupa mocno warzywna o zapachu wiosny.

inspiracja Jamies Food Revolution

Składniki (na duuży garnek- ok 6 porcji)
2 marchewki
1 duża cebula
1 czarna rzepa (lub kalarepka)
1 ząbek czosnku
3 gałązki selera naciowego
ok 1/4 kapusty pekińskiej (lub włoskiej)
1 puszka lub 150 g ciecierzycy.
2 puszki pomidorów
1 litr wywaru warzywnego
1 mała cukinia
1 listek laurowy
3 łyżki posiekanego koperku
kilka nasion kolendry
gałązka świeżego oregano
pieprz, sos sojowy
oliwa
kawałek skórki z parmezanu (niekoniecznie)

Przygotowanie:

Cebulę i czosnek posiekać. Marchew i rzepę obrać i pokroić w dużą kostkę. Z selera usunąć żyłki i pokroić go w 0,5 cm talarki. Cukinię można obrać, ale jeśli jest mała i młoda to zawsze gotuję ją ze skórką- kroimy również w kostkę. Kapustę siekamy w cienkie paseczki.
Cieciorkę- jeśli używamy tej z puszki odlewamy z zalewy. Ja przygotowałam ją sama- namaczając przez ok 16h ( 2 razy zmieniając wodę z moczenia)  i gotując przez godzinę w dużej ilości wody

W dużym garnku rozgrzewamy tyle oliwy by pokryła dno. Wrzucamy cebulę i kolendrę, a po chwili także czosnek. Podsmażamy przez 3 minuty i dodajemy marchew i rzepę, bo się najdłużej gotują. Zmniejszamy trochę ogień i często mieszamy. Po paru minutach w garnku ląduje cukinia, seler naciowy i kapusta wraz z listkiem laurowym, skórką z parmezanu i wywarem. Całość gotujemy ok 10 minut aż warzywa lekko zmiękną. Niesamowity efekt daje dodanie chociaż kawałka skórki którą odkrawamy z parmezanu czy pecorino- można ją przechowywać w lodowce na okazje sosów i zup.

Po tym czasie dodajemy pomidory z puszki wraz z zalewą. Jeśli pomidorki są całe- dzielę je na ćwiartki. Pomidory dodaje się z opóźnieniem bo zatrzymują one gotowanie się warzyw do których je dodajemy.
Można też już wrzucić soczewicę.

Po ok 15 minutach zupę trzeba spróbować i doprawić- sosem sojowym(lub solą), pieprzem, oregano i koprem.
Pamiętajmy o wyłowieniu z zupy listka laurowego i skórki z parmezanu.

Jeśli zupa wydaje wam się za gęsta- można do niej dodać jeszcze trochę wody czy wywaru.
Dopuszczalne są wszelkie wariacje warzywne. Jamie proponuje jeszcze jarmuż i ziemniaka. Myślę że w pewnej kombinacji wpasował by się świeży szpinak, może seler korzeniowy, fasolka szparagowa no i oczywiście świeże pomidory w sezonie.

Zupę można podać z makaronem, ryżem, kostką z kaszy jęczmiennej(ta na zdjęciu). W każdej opcji jest bardzo smaczna.

Smacznego!

Bierzemy udział w akcji.

czwartek, 1 marca 2012

Gofry z Muesli, czyli zdrowe gofry po raz drugi

Uwielbiam Muesli. Takie naturalne ze zwykłymi płatkami owsianymi, pszennymi, żytnimi, z ziarenkami siemienia lnianego i słonecznika z dodatkiem suszonych owoców i orzechów. Kupuję w jednym ze sklepów kilogramową pakę i w międzyczasie jeszcze dosypuję do niej więcej płatków i otrąb, więc starczają na długo. Dla mnie muesli to uniwersalne śniadanie, które wcale mi się nie nudzi. Zarówno z mlekiem, napojem sojowym, jogurtem, kefirem czy z samą gorącą wodą... dla mnie jest pyszne. Idę więc dalej. Od dawna przygotowuję także ciasteczka, batoniki, ciasta i chleby z jego dodatkiem.


Tym razem przedstawię moje gofry z dodatkiem muesli. Już kiedyż pisałam o pysznych gofrach śniadaniowych, czas na drugą odsłonę. W poprzednim wpisie znajdziecie rożne podstawowe wskazówki  dotyczące ich pieczenia.  
Moje gofry na pewno nie wygrają konkursu piękności, ale za to są pyszne i zdrowe
 :)


Gofry z muesli

Składniki (na ok 6 gofrów):
75 g margaryny
50 g miodu
1 łyżka startej skorki pomarańczowej
szczypta soli
2 jajka (M)
70 g mąki pełnoziarnistej (lub zwykłej)
50 g otrąb owsianych (lub innych)
50 g muesli naturalnego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
80 ml mleka sojowego (może być krowie)

Przygotowanie:

Masło utrzeć z miodem na gładką masę. Pojedynczo dodać do niej jajka i dokładnie wymieszać.
W drugiem misce przygotować wszystkie suche składniki i powoli wsypywać jej zawartość do masła z jajkami. Na koniec dodać mleko i skórkę pomarańczową.
Ciasto powinno być dość gęste, by nie wypływało bokami z gofrownicy gdy wafle będą rosnąć.
Nagrzaną gofrownicę posmarować pędzelkiem zanurzonym w oleju. Na jednego gofra przypadają przeważnie 2 czubate łyżki masy, które lekko rozprowadzamy na boki.

Smażymy przynajmniej 3 minuty, po czym można sprawdzić czy wafel już odchodzi od teflonu gdy lekko uchylimy pokrywę i jest wystarczająco zarumieniony.
Ja lubię troszkę przetrzymać gofry, żeby miały chrupiącą skórkę. Gotowe.

Każdy wafel studzimy na kratce. Jak widzicie na zdjęciu, używam do tego suszarki do naczyń, która jest już dla nas za mała i przeszła na gofrową emeryturę :) Nigdy nie wiadomo co się w kuchni przyda :)

Moje gofry wylądowały na talerzach w towarzystwie sojowego jogurtu, świeżych owoców i sosu kawowego (twarożek śmietankowy z dodatkiem cukru pudru i dobrej kawy rozpuszczalnej)


Smacznego!

środa, 29 lutego 2012

Ciasteczka owsiane po raz pierwszy i rewolucja Jamie'go

Lubię  wspólne wieczory. Często wyglądają one podobnie, ale i tak wcale mi się nie nudzą. 
Serial, herbatka, ukochane ramie, które czule obejmuje i kolacyjne smakołyki....
Jeśli tylko mam na to czas, staram się przygotować coś dobrego na kolację. Zazwyczaj jest to coś na słodko i z owocami- np. pieczone jabłka, owoce pod kruszonką, ciasto, lub ciastko, muffinki, budynie itp. Do jedzenia est nas tylko dwoje, więc gdy przygotuję jakieś słodkości to zazwyczaj cieszą przez kilka dni. Zazwyczaj... bo są dni kiedy wyparowują jak kamfora. I w tym momencie pieczenie i gotowanie stają się jeszcze bardziej przyjemne. Dla mnie największym komplementem i satysfakcją jest widok osoby, która zjada- albo raczej wcina- pochłania to co przygotowałam i tylko rozświetlone oczka przytakują: "Taak, Taaak pyszne, pyyyyszne". Od niektórych usłyszę tylko "dobre" i już wiem że potrawa jest na prawdę popisowa. 
Uwielbiam pichcić dla najbliższych, o wiele bardziej niż dla siebie. Gdy jem sama nic mi nie smakuje tak, jak w towarzystwie najbliższych.


Nie myśl drogi czytelniku, że skoro tak wcinamy te słodkości, to pewnie już z kanapy ledwo wstajemy. Wręcz przeciwnie. Cała w tym moja głowa, żeby tak nie było. Słodycze też potrafią być zdrowe i pełnowartościowe, wystarczy je tylko odpowiednio dopieścić.

Gdy myślę o zdrowym odżywianiu przypomina mi się program na Kuchni+  Jamie's Oliver Food Revolution. Myślę że każdy powinien obejrzeć chociaż jeden odcinek. Jakby go opisać w kilku słowach?
Jamie porusza bardzo ważny problem sposobu odżywiania się współczesnego człowieka. Przeciętny Kowalskiemu szkoda czasu na przejmowanie się tym, co je. Ważne żeby zapełniło żołądek i było gotowe szybko, dostępne od ręki i bez wysiłku. Śniadanie w biegu (jeśli w ogóle zjadane), lunch podobnie, po drodze parę zagryzek dających energię z czystego cukru  no i wreszcie kolacja. Obfiiiiita, no bo w końcu prawie nic nie jadłem... trzeba zregenerować jakoś ten organizm. Dajmy mu trochę cukru, żeby było słodko, tłuszczu żeby było przyjemnie no i sól- bo musi być "ze smakiem". Teraz jeszcze kanapa, fotel, telewizor, komputer, ach no i może jedno piwko... relaks. A co za parę lat powie na to nasz organizm? "Ja mam dość, ja wysiadam" 
Wyobraźcie sobie że wasze ciało jest odżywiane śmieciowym jedzeniem, powiedzmy już od przedszkola. Tak na pewno dzieje się w USA i WB. Tam Jamie próbuje wprowadzić rewolucję- rewolucję żywieniową. Wychodzi do szkół, przedszkoli z programem pomocy z zmianie jadłospisu brytyjskich i amerykańskich dzieci. W programie Jamie's Food Revolution widzimy dzieci, które na widok sałatki dostają spazmów, a przy pierwszej próbie połknięcia, wymiotują. Następnie dostrzegamy rodziców, którzy pakują im do śniadaniówek batoniki, czipsy, krakersy i ciasteczka. Nic z tego nie zostało wykonany w domu, więc prawdopodobnie pakują w swoje dzieci kilogramy cukrów, słodzików, tłuszczy, barwników, soli i polepszaczy smaku. 
Na szczęście jest w tym programie dużo optymistycznych wydarzeń, myśli i planów na przyszłość.


Myślimy sobie, czy w Polsce jest aż źle? Nie jest tragicznie, ale popatrzcie na współczesne szkoły. Dzieci co raz częściej zaczynają przypominać te z amerykańskich koszmarów. Jesteśmy na złej drodze.
Czy woje dziecko w prywatnym przedszkolu dobrze się odżywia? Czy w szkolnej stołówce obiady są zdrowe? Widziałam zarówno obiady przedszkolaków jak i te w publicznej szkole. Na dłuższą metę- nie polecam. Dużo cukru, wszystko jest zmielone, rozgotowane i jak najmniejszym kosztem. Nie nazwałabym tego wartościowym jedzeniem. Jeśli ci zależy na zdrowiu twojej pociechy, zainteresuj się co je, gdy ciebie nie ma w pobliżu.


Jamie inspiruje mnie na wiele sposobów. Jego rewolucyjne posunięcia, walka o wartościowe jedzenie dla każdego, a zarazem niesamowite podejście do potraw. jest w nim pełno spontaniczności, smaku, naturalności, miłości, wyczucia i prostoty. To lubię najbardziej. Dzięki niemu jedzenie stało się sexy :)
W poszukiwaniu zdrowych przepisów często zaglądam na jego strony i spisuję przepisy z programów. Dziś przepis z Jamie's Food Revolution Oatmel cookies




Ciasteczka owsiane NR 1.

100 g masła (ja użyłam dobrej margaryny)
3/4 szklanki brązowego cukru ( dla mnie za dużo!- polecam dodać 3-4 łyżki)
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (nie dodwałam- nie mam)
3/4 szklanki mąki pełnoziarnistej
1/2 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pierzenia
szczypta soli
1/2 łyżeczki cynamonu
1 1/2 szklanki płatków owsianych (zmieniłam na 1 szklankę płatków i 1/2 szklanki otrąb owsianych)
1/2 szklanki rodzynek

Dodatkowo dodałam: 2 łyżki maku (mogą być tez wiórki kokosowe, sezam, płatki migdałowe)

Rozgrzej piekarnik do 180 C.
Masło o temperaturze pokojowej utrzeć z cukrem za pomocą łyżki lub miksera. Gdy masa już będzie puszysta dodajemy jajko i dokładnie mieszamy.
W drugim naczyniu zmieszaj wszystkie sypkie składniki, oprócz rodzynek i dodaj do masła. Wymieszaj dokładnie, na koniec dodając rodzynki.

Przygotuj blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Za pomocą łyżki układamy porcje masy na blaszce nadając im kształt ciastek. Ja używam 2 łyżek zwilżonych zimną wodą- żeby ciasto się mniej do nich przyklejało. Pozostawiamy wolne przynajmniej 2 cm naokoło każdego ciastka. Będą one rosnąć troszkę w gorę, jak i na boki.
Piec 10-15 min. Wystudzić pozostawiając na blaszce i przełożyć delikatnie na talerz, tackę itp.

Jak dodaje Jamie najlepiej smakują z zimnym mlekiem :)

Smacznego!

niedziela, 26 lutego 2012

Lasagne zupełnie nietypowa. Łosoś, szpinak i kasza jaglana.

Piękne słońce za oknem nastraja do ciepłych myśli o wiośnie i spacerach gdy jego promienie muskają delikatnie poliki. Nie mogę się już doczekać wiosny. Wiem, ze to jeszcze miesiąc, ale moje myśli już biegają po łące i zbierają pierwsze truskawki i rzodkieweczki. Czy czujecie podobnie?


Planuję co raz intensywniej, co by przygotować na Wielkanoc. Przygotowuję już wielkanocne kartki pocztowe i ozdobne kieliszki do jajek, więc nie da się tego uniknąć. Na parapecie już rośnie rzeżucha, nie pierwsza i na pewno nie ostatnia w tym roku. Przynajmniej ona daje mi nadzieję, że ta plucha na trawnikach niedługo wyschnie i pojawi się młoda trawka, mlecze, prymulki i ukochane hiacynty, żonkile i szafirki.


W mojej kuchni tez chciała zapanować świeżość- tym razem pod postacią obiadowego eksperymentu. Ku mojej uciesze danie wyszło przepyszne. Następnego dnia cieszyło podniebienie nawet bardziej. Nazwałam te zapiekankę Nietypową Lasagne ze względu na jej warstwicowość, ale wiem, że dalece odbiega od oryginału. Bez obaw, prawdziwa włoska lasagne też się kiedyś tutaj pojawi :) Przejdźmy do przepisu:



Lasagne z łososiem szpinakiem na kaszy jaglanej.

Składniki  na (3 porcje)

1 szklanka kaszy jaglanej
2 duże filety z łososia bez skóry
1 opakowanie mrożonego szpinaku
4 łyżki startego żółtego sera
1 ząbek czosnku
1 mala cebulka
cytryna
bazylia, oregano, pieprz,
sos sojowy
3 łyzki sezamu
1/4 gałki muszkatołowej
oliwa do smażenia

Kaszę przygotować jak w tym przepisie. Do gotowej kaszy dodać starty ser i wymieszać.
Łososia pokroić w dużą kostkę skropić sokiem z cytryny i sosem sojowym, obtoczyć w ziołach i sezamie. Pozostawić na 10-15 minut.
W tym czasie rozmrozić szpinak na rozgrzanej patelni, dusić go dotąd aż odparuje większość wody. Doprawić go do smaku pieprzem, solą, i gałką muszkatołową, dodać rozgnieciony ząbek czosnku i pokrojoną w piórka cebulę.
Łososia smażyć na rozgrzanej patelni przez kilka minut często mieszając. Łosoś powinien być obsmażony z każdej strony, ale jeszcze surowy w środku.
Piekarnik rozgrzewamy do 190 stopni.
Dno formy do zapiekania- ja do lasagne używam keksówki- skropić oliwą i rozsmarować połowę kaszy jaglanej. Na niej ułożyć łososia, następnie cały szpinak. Na wierzchu znów układamy warstwę kaszy. Całość skrapiamy lekko oliwą. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i zapiekamy przez ok 20-25 minut aż na wierzchu pojawi się lekko zarumieniona, chrupiąca skórka z kaszy. Gotowe!

Do zapiekanki będzie pasował sos czosnkowy, ale także pomidorowy (ew. keczup). Polecam tez łyżkę gęstej śmietany czy jogurtu greckiego. Zapiekanka jest jeszcze smaczniejsza odgrzewana, więc można ją przygotować wcześniej.
Jej struktura jest dość zwarta, więc jak sądzę świetnie spisze się jako danie lunchowe do pudełeczka.

Smacznego!