Od dawna przygotowuję prezenty dla najbliższych. Teraz trwa ich pakowanie, podpisywanie, przeliczanie, czy na pewno o nikim nie zapomniałam. Kilka wstążek, trochę bibuły, kolorowe piórka, rafia, folia dekoracyjna, ozdóbki z drewna i cyrkonii, małe bombki, czekoladki i pudełeczka. uwielbiam przystrajać prezenty najlepiej jak potrafię, by cieszyły oko obdarowywanego jeszcze bardziej niż sam prezent. nabiera on wtedy dodatkowej magii.
W tym roku przygotowałam dla przyjaciółek oliwy z oliwek aromatyzowane rozmarynem i skórką z cytryny. Ich przygotowanie jest niesamowicie proste, efekt ładny a smak po upływie kilku tygodni, wspaniały. Taka oliwa idealnie pasuje do świeżych sałatek, bo nadaje im dodatkowy aromat. Podobną oliwę można przygotować z dodatkiem papryczek chilli, ząbków czosnku i innych ziołowych gałązek np. tymianku, oregano, estragonu. Oliwa nabierze pełnego aromatu po około 2 tygodniach.
Oliwa rozmarynowa
2 gałązki świeżego rozmarynu
1/2 litra oliwy z oliwek Extra Virgin
Oliwa cytrynowa
skórka otarta z jednej cytryny
1/2 litra oliwy z oliwek Extra Virgin
Przygotowujemy ładną buteleczkę, najlepiej zamykaną korkiem. Wyparzamy ją w piekarniku.
Rozmaryn dokładnie płuczemy i osuszamy.
Cytrynę dokładnie szorujemy, osuszamy i obieramy z niej skórkę za pomocą obieraczki do jarzyn.
Oliwę wlewamy do garnuszka i podgrzewamy do temperatury 50 st.C.
Do butelki wkładamy gałązki ziół lub skórkę z cytryny i zalewamy ciepłą oliwą. Zatykamy korkiem i odstawiamy w zacienione, chłodne miejsce.
Uwielbiam wszelkiego rodzaju pierożki i paszteciki. Wigilia to idealny dzień na ich podanie. Najbardziej tradycyjnym nadzieniem tego dnia w moim domu jest farsz z kapusty z grzybami. Moja mama przygotowuje niesamowitą postną kapustę. Zawsze pilnuję, by przygotowała jej tyle, by dużo zostało na później. Dobry bigos nie jest zły, ale jeśli mam wybór, zawsze wybiorę kapustę z grzybami.
W zeszłym roku po raz pierwszy przygotowałam postną kapustę samodzielnie. Jedliśmy ją razem z moim ukochanym a później wykorzystałam ją jako nadzienie do pierożków, które podałam w trakcie naszej małej Wigilii ze znajomymi z Czech.
Kapusta z grzybami to także świetne nadzienie do pasztecików jakie można podawać wspólnie z dobrym czerwonym barszczem. Przygotowałam ich dwie wersje- ekspresowe, dla zapracowanych w cieście francuskim oraz dla ambitnych- Sójki Mazowieckie w cieście drożdżowym.
Lubię przedświąteczne przygotowania- zwłaszcza te kulinarne. Jak zawsze słucham wtedy dużo muzyki, a czasem radia i niestety mam już dość powielanych amerykańskich piosenek świątecznych. Ostatnio trafiłam na coś nowego, perełkę, utwór w wykonaniu Doroty Miśkiewicz i Artura Andrusa "Bambino Jazzu". Miłego słuchania i do dzieła!
Kapusta Wigilijna mocno grzybowa.
(moja kompozycja smakowa)
1/2 kg kiszonej kapusty
1 cebula
50 g suszonych grzybów
garść suszonych śliwek
100 g mrożonych grzybów
1 starta marchewka
100 ml czerwonego porto
3-4 ziarna ziela angielskiego
2 listki laurowe
1 łyżka kminku
1 łyżka ziaren kopru
olej do smażenia
2 łyżki masła
Suszone grzyby zalewamy gorącą wodą, by wszystkie były nią przykryte i odstawiamy na kilka godzin do namoczenia. Grzyby gotujemy później w tej samej wodzie pod przykryciem, na średnim ogniu aż będą miękkie.
Rozmrażamy świeże grzyby.
Kapustę próbujemy. Jeśli jest bardzo kwaśna płuczemy ją ciepłą wodą i odsączamy na sicie.
Moja mama czasem kapustę obgotowuje chwilę we wrzątku, ale ja lubię jej kwaśny smak. Następnie kapustę odciskamy z nadmiaru wody i siekamy z grubsza, by nie było w niej bardzo długich włókien kapusty
Grzyby odcedzamy zostawiając wodę z gotowania i kroimy je na cienkie paseczki. W paski kroimy również suszone śliwki.
Do dużego garnka lub patelni wlewamy 2-3 łyżki oleju wkładamy kapustę, chwilkę obsmażamy i zalewamy wodą z moczenia grzybów oraz porto. Wrzucamy ziele angielskie, ziarna kopru i kminku oraz listek laurowy. Przykrywamy i dusimy przez ok 30 minut. W międzyczasie kilka razy mieszamy i sprawdzamy czy płyny nie odparowały. Jeśli płyny zniknęły a kapusta nie jest jeszcze gotowa, możemy dodać trochę wody z czajnika.
Rozmrożone grzyby obsmażamy na maśle i doprawiamy odrobiną soli i pieprzem.
Do kapusty dodajemy pokrojone suszone grzyby, śliwki i świeże grzyby z masłem. Mieszamy i dusimy na bardzo małym ogniu kolejne 10 minut. Na koniec wrzucamy startą marchewkę, dusimy 10 minut i ostatecznie doprawiamy solą i pieprzem.
Kapusta najlepiej smakuje jeśli ją jeszcze raz odgrzejemy.
Ekspresowe paszteciki wigilijne w kapusta i grzybami.
1 płat ciasta francuskiego
około 250 g kapusty z grzybami
ew. żółtko do posmarowania po wierzchu
Ciasto francuskie rozwijamy i kroimy na kwadraty tej samej wielkości.
Kapustę możemy drobniej posiekać ale nie jest to konieczne.
Na środku każdego kwadratu układamy łyżkę nadzienie i dobrze sklejamy brzegi ciasta. Paszteciki można posmarować po wierzchu roztrzepanym żółtkiem, ale nie jest to konieczne.
Paszteciki pieczemy 25 minut w piekarniku nagrzanym do 170 st.C do zarumienienia.
Paszteciki można podawać od razu, albo odgrzać w ciepłym piekarniku ok 100 st.C.)
Sójki Mazowieckie. Paszteciki drożdżowe z kapustą, grzybami i kaszą jaglaną.
ciasto: 1 szklanka mąki pszennej
1 łyżeczka drożdży w proszku
1/2 łyżeczki cukru
1/2 łyżeczki soli
3 łyżki oleju
ciepła woda
ew. żółtko do posmarowania po wierzchu
nadzienie:
200 g kapusty z grzybami
100 g ugotowanej kaszy jaglanej
sól, pieprz do smaku
Zaczynamy od przygotowania ciasta. Mąkę mieszamy z drożdżami, cukrem, solą i olejem. Dodajemy stopniowo ciepłą wodę tyle ile "weźmie mąka". W momencie gdy ciasto będzie elastyczne, nie rwie się przy rozciąganiu, znaczy ze dodaliśmy wystarczającą ilość wody. Przy okazji ciasto dobrze się napowietrzy.
Formujemy z niego kulę rękoma zwilżonymi olejem. Odstawiamy pod przykryciem, w ciepłe miejsce na ok 1 godzinę.
Na nadzienie łączymy kapustę z grzybami i kaszę jaglana ugotowaną na sypko. Doprawiamy do smaku u mieszamy lekko uciskając, by nadzienie dobrze się ze sobą skleiło.
Partiami rozwałkowujemy ciasto do grubości 1/2 centymetra. Wykrawamy koła o średnicy 7-8 cm. Na krążki nakładamy nadzienie i szczelnie sklejamy. Gotowe paszteciki odkładamy na tacę lub deskę posypaną mąką, przykrywamy ściereczką i zostawiamy na 20-30 minut by trochę urosły. Przed pieczeniem można posmarować każdy rozkłóconym żółtkiem
Resztki ciasta możemy rozwałkować ponownie jeszcze jeden raz.
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 170 st. C. Sójki pieczemy około 20 minut aż się lekko zarumienią.
Sójki Mazowieckie- paszteciki- możemy zamrozić i podać innego dnia. Po rozmrożeniu podgrzewamy je w piekarniki, najlepiej owinięte zmoczonym i posmarowanym olejem papierem do pieczenia.
Co roku wybieram się na różne kiermasze i świąteczne Jarmarki w Warszawie. Przez kilka sezonów pojawiałam się na targu organizowanym przy Muzeum Etnograficznym. Można tam było zaopatrzyć się nie tylko w rękodzieło artystyczne na gwiazdkowe prezenty, ale i w pieczywo, wędliny, sery, miody i ciasta. Zawsze pojawiali się państwo z Litwy- producenci przepysznych sękaczy i pierniczków. Pojawiały się między nimi pierniczki w kształcie grzybków i kasztanów.
W tym roku niestety mnie na Jarmarku nie było, więc postanowiłam grzybki przygotować samodzielnie. W tym samym czasie przypadkiem wpadł mi w ręce przepis ze słowackiej strony kulinarnej, więc postanowiłam go wykorzystać. oczywiście zgodnie z tegorocznym postanowieniem przedświątecznym- zwykłą mąkę pszenną zmieszałam z mąką graham, by było troszkę zdrowsze. Zapraszam na Decembrové hríby czyli Grudniowe pierniczkowe grzybki.
PS. Grzybki- pierniczki znakomicie prezentują się na choince i mogą stanowić niebanalny prezent gwiazdkowy.
Grzybki - pierniczki na choinkę
Składniki:
100 g mąki graham
100 g mąki pszennej
1 łyżka miodu
1 jajko
30 g margaryny (rozpuszczonej)
50 g cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka przyprawy do piernika
bardzo ścisła polewa czekoladowa lub lukier
kilka łyżek maku
Ucieramy wszystkie płynne składniki po czym dodajemy do nich mieszankę sypkich i zagniatamy ciasto. Jeśli będzie zbyt kruche możemy dodać do niego odrobinę zimnej wody, a gdy będzie się zanadto kleić, dorzucamy trochę mąki.
Ciasto zawijamy w folię i wstawiamy na godzinę do lodówki.
Mniej więcej z połowy ciasta formujemy nóżki grzybków. W dłoniach toczymy walec po czym rolując zwężamy g z jednej strony. Kładziemy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
Pieczmy 8-10 minut w piekarniku nagrzanym do 175 st. C.
Z reszty ciasta przygotowujemy taką samą ilość czapeczek. W dłoniach formujemy kulkę i lekko ją spłaszczamy. Pieczemy tak samo jak nóżki.
Nóżki i czapeczki grzybków studzimy na kratce.
Przygotowujemy bardzo gęsty lukier lub polewę. Ja tym razem użyłam gotową polewę czekoladową, która zalegała w mojej szafce.
Nakładamy małą łyżeczkę polewy na spodnią stronę czapeczki. Ustawiamy na niej nóżkę i odstawiamy grzybka na bok o coś podpartego by polewa mogła zastygnąć.
Gdy nóżki już się trzymają smarujemy daszek polewą i znów pozwalamy zastygnąć.
Na koniec zanurzamy nóżki w polewie i w maku tak by dobrze ja oblepił. Pozwalamy zastygnąć, najlepiej do góry nóżką i gotowe.
Grzybki mogą długo wisieć na choince i na pewno się nie zepsują. Jeśli zanadto stwardnieją włóż je do blaszanej puszki z cząstką jabłka.
W święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok lubimy się troszkę porozpieszczać. Właśnie wtedy jest czas a jedzenie ciast i ciasteczek domowych wędlin i pieczeni a także na wypicie paru kropel alkoholu.
W moim domu alkohol nie pojawia się na stole w wigilijny wieczór. Jest to czas postu i zastanowienia się nad sobą. Wigilijna kolacja jest preludium przed prawdziwym świętowaniem na Pasterce zaraz po północy.
Natomiast w kolejne świąteczne dni pozwalamy sobie na więcej. Razem z moją mamą gustujemy w nalewkach. Często już w lato przygotowujemy malinówkę, aroniówkę, lub nalewkę śliwkową czy truskawkową. Wymagają one niewielkiego nakładu pracy, ale trzeba na nie długo czekać. Za to nasz ukochany likier jajeczny- czyli ajerkoniak wcale nie każe na siebie czekać i jest bardzo prostu w przygotowaniu. Można go pić już tego samego dnia, ale najsmaczniejszy jest po tygodniu. A więc właśnie nastała pora by przygotować ajerkoniak na święta.
Co więcej, jeśli wybieracie się do znajomych, rodziny, przyjaciół i nie wiecie co im kupić- to taka buteleczka domowego likieru będzie świetnym pomysłem na prezent. Wystarczy ją delikatnie świątecznie udekorować i smakowity podarek gotowy.
Likier jajeczny
(składniki na ok 0.7 litra likieru)
3 żółtka
300 ml mleka skondensowanego niesłodzonego
1/2 szklanki cukru pudru
1 łyżeczka pasty waniliowej (lub 1 laska wanilii)
1 szklanka spirytusu (lub wódki)
żółtka ucieramy do białości przez kilka minut. Następnie dodajemy cukier ucierając kolejne kilka minut aż uzyskamy puszystą masę o kremowym kolorze. Zmniejszamy obroty do minimum i dolewamy mleko skondensowane oraz pastę- lub ziarenka z środka laski wanilii. Można zatrzymać się już tutaj, wtedy uzyskamy likier bezalkoholowy.
Wyłączamy mikser i wciąż mieszając powoli, by żółtka się nie zważyły, dolewamy alkohol. Gotowy likier przelewamy do butelki i wstawiamy go do lodówki. Nadaje się do spożycia od razu.
Staram się odchudzić na tyle na ile można wigilijne i Bożonarodzeniowe potrawy. Zaczęłam od produkcji ciastek i ciast zastępując zwykłą mąkę, mąką pełnoziarnistą oraz zmniejszając ilość cukru w przepisach. Kolejnym krokiem będzie urozmaicenie dań większą ilością świeżych warzyw i owoców.
Od pewnego czasu jem bardzo mało mięsa, ale nie zrezygnowałam z ryb i owoców morza. Uwielbiam ich smak i strukturę, oraz sposób w jaki wzbogacają wiele potraw. Kiedyś nieszczególnie przepadałam za śledziem i kojarzyłam go tylko i wyłącznie z Wigilią. Natomiast od niedawna staram się go ożywić i podawać go w towarzystwie różnych warzyw i wykorzystując wszelkie marynaty. Przypomnę tylko, że w moim blogowym menu śledzik pojawił się już w dwóch odsłonach Marynowany w miodowym piwie z karmelizowanym jabłkiem i z czerwoną cebulką duszoną w czerwonym winie. Być może któryś z przepisów przypadnie Wam do gustu i przygotujecie go na wigilijna wieczerzę.
Na Wigilijny stół w moim domu tradycyjnie przygotowujemy 12 potraw. Przeważnie są to male porcje degustacyjne, bo inaczej pęklibyśmy jak bombki spadające z choinki. Myślę, że taka niewielka porcja sałatki jaką proponuję starczy spokojnie dla 2-3 osób. Jeśli zapraszasz wielu gości przygotuj większą porcję, bo sałatka jest na prawdę pyszna i może szybko zniknąć ze stołu. :)
sos:
3 łyżki octu z białego wina
ok 70 ml oleju rzepakowego tłoczonego na zimno (Np. Z góry Św. Wawrzyńca)
1 łyzka dobrej musztardy
3 łyżki siekanego koperku
1 łyżka posiekanego chilli
1 ząbek czosnku drobno posiekany
pieprz do smaku
Platy śledziowe zalewamy wodą i odstawiamy na noc by się wymoczyły. Przed przygotowaniem sałatki odsączamy je i osuszamy delikatnie papierowym ręcznikiem. Płaty kroimy w niewielkie romby.
Jako marynatę do ryby przygotowujemy sos. Wszystkie składniki można wymieszać w słoiczku miseczce lub w moździerzu. Sos powinien być słodko kwaśny. Zmieniając ilości podanych składników możemy go doprawić według gustu.
Zostawiamy 2 łyżki sosu a resztą zalewamy śledzie i odstawiamy by się przegryzły- najlepiej w lodówce przez kilka godzin.
Na dno miski wylewamy pozostałe 2 łyżki sosu. Po kolej dodajemy kolejne składniki sałatki. Pierwszą warstwę stanowi pokrojona w małe paseczki kapusta pekińska. Kolejna warstwa to poszatkowana w piórka czerwona cebula, następnie pokrojony w cienkie plasterki seler naciowy i na końcu cząstki granatu.
Na wierzchu sałatki układamy zamarynowane śledzie i polewamy pozostałą marynatą.
Sałatkę przed podaniem możemy wymieszać, albo pozwolić by wymieszała się sama, w trakcie nakładania.
Dawno dawno temu, gdy byliśmy małymi dziećmi przyszedł do nas Święty Mikołaj. TEN PRAWDZIWY!
Akurat tego roku spędzaliśmy Wigilię u naszej babci i dziadka na warszawskim Mokotowie. Wychodząc z domu zostawiliśmy świąteczne dekoracje i pięknie ubraną choinkę. Były na niej szklane bombki w różnych kształtach okrągłe, kolorowe z brokatem, sopelki, owalne witraże, małe Mikołajki, aniołki, bobaski, muchomorki i szyszki, a nawet pszczółka Maja, pajace oraz Bolek i Lolek. Nie brakowało na niej także ślicznych lampek i Anielskiego włosia, oraz mnóstwo miejsca pod spodem na prezenty.
Wychodząc z domu kilka razy zerkaliśmy z bratem czy oby nic się pod choinka nie znalazła....ale nie. Specjalnie wróciłam jeszcze na sekundę by to sprawdzić w ostatniej chwili przed zamknięciem drzwi. Mieliśmy nadzieję, że Mikołaj przyjdzie do babci, ale tam też go nie było.
Kilka godzin później, już gdy jako pierwsza spośród wszystkich domowników wchodziłam po schodach zauważyłam, że pod naszym drzewkiem wcale nie jest pusto, że leżą tam PREZENTY. Jakaż olbrzymia była nasza radość gdy rozpakowaliśmy śliczne, kolorowe dziecięce narty. W tym momencie wszystkie moje wątpliwości zniknęły w oka mgnieniu. Wreszcie upewniłam się, że Święty Mikołaj istnieje i był u nas w domu pod naszą nieobecność. Na pewno śpieszył się już do innych dzieci, więc nie mógł na nas poczekać. To prawda, że Mikołaj przychodzi z prezentami, szczególnie gdy w domu są male dzieci. Wślizguje się przez kominek, wchodzi przez balkon, albo uchylony lufcik, a jeśli zastanie kogoś w domu, to po prostu zastuka laską do drzwi.
Święty Mikołaju jeszcze raz chcę ci podziękować za tamte narty, były śliczne i pomogły mi zatrzymać wiarę w Ciebie.
W naszym domu Mikołaj zawsze może się trochę posilić przed dalszą podróżą, bo pełno koło choinki na stoliku ciast i ciasteczek. W tym roku zaproponuję mu bardziej dietetyczne wersje wypieków, by zanadto nie przytył i zachował zdrowie na długie lata.
Keks z mąką pełnoziarnistą i polewą z białej czekolady.
Składniki
150 g mąki pszennej pełnoziarnistej
150 g maki pszennej zwykłej
100 g orzechów włoskich
100 g cukru trzcinowego
50 ml porto (lub rumu)
50 ml mleka
4 jajka
150 g masła (lub margaryny)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 garść suszonych fig
1 garść suszonych moreli
1 garść suszonych daktyli
1 garść suszonych śliwek
1 garść rodzynek
1 garść suszonej papai
*(w sumie ok 250 gram)
50 g skórki pomarańczowej
100 ml porto
50 g białej czekolady
2 łyżki mleka
Owoce kroimy na mniejsze kawałeczki. Odkładamy kilka łyżek owoców do dekoracji. Owoce do ciasta zalewamy porto, lub rumem by dobrze nasiąkły. Można je oczywiście zalać zwykłą wodą, lub np. herbatą.
Przed przygotowywaniem ciasta owoce odsączamy i obsypujemy 2 łyżkami mąki.
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 170 st. C. (grzanie góra i dół) Blachę do keksa o długości 30 cm. wykładamy papierem, by łatwiej było go później wyjąć.
Masło ucieramy mikserem by stało się gładkie i puszyste. Dodajemy do niego cukier i dalej miksujemy aż się połączą. Żółtka oddzielamy od białek a następnie wrzucamy do masy maślanej. W oddzielnej misce mieszamy mąki z proszkiem do pieczenia i sodą oraz ze zmielonymi orzechami włoskimi.
Do masy maślanej dodajemy mleko i porto (może to być te samo wino, w którym moczyły sie owoce) na zmianę z mieszanką mączną. Pod koniec mieszamy już łyżką, nie mikserem i dodajemy suszone owoce. Białka ubijamy na sztywno i delikatnie dodajemy do ciasta. Jeśli jest bardzo gęste, możemy dodać po łyżce mleka.
Keks przekładamy do formy, wyglądamy wierzch i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika. Ciasto pieczemy przez ok 70 minut, do momentu gdy patyczek włożony w środek będzie suchy. Jeśli keks zaczyna się zbyt mocno rumienić od góry, po 30 minutach można ostrożnie przykryć go folią aluminiową.
Po wyjęciu z piekarnika keks odstawić w formie do ostygnięcia. Gdy będzie jeszcze lekko ciepły ostrożnie ciągnąc za papie wyjmujemy go z formy i zaczynamy dekorować.
Białą czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej z 2 łyżkami mleka. Keks polewamy rozpuszczoną czekoladą i od razu posypujemy pokrojonymi drobno suszonymi owocami i kilkoma orzechami włoskimi.
Odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.
Ciasto utrzymuje świeżość i wilgotność nawet przez tydzień.
Co raz częściej próbuje sama wymyślać skład moich zakwasowych chlebków. póki co skupiam się na tych, których masa jest mokra i wyrastają w formie keksowej. Jeszcze nie miałam odwagi zrobić prawdziwego bochna który będzie wyrastał po prostu na blaszce, bo każda dotychczasowa próba kończyła się rozjechanym plackiem. mam nadzieje, że kiedyś trafię na przepis, którego nie będę się bała spróbować i prawdziwy okrągły chleb wyląduje na moim stole.
Zastanawiam się nad chlebkiem na Boże Narodzenie. Chciałabym, by był on z nimi ściśle związany, ale nadal pozostał chlebkiem. Dlatego postanowiłam dodać do masy chlebowej przyprawę garam masala, bo daje ona świetny korzenny smak i aromat, a do tego ładny kolor. Poza tym zamarzyła mi się odrobina słodyczy w moim bochenku, więc dorzuciłam do niego garść suszonych śliwek.
Najczęściej gdy wyjmuję chlebek z pieca i gdy po całym domu unosi się prześliczny aromat mój ukochany już marzy o pierwszej kromce.... Zawsze zjada ją z naturalnym miodkiem, tak mu smakuje najbardziej :)
Dziś w pieczeniu chleba towarzyszy mi Alicia Keys. Wydala niedawno nową płytę "Girl on fire", więc jestem w trakcie jej przesłuchiwania Od razu wpadł mi w ucho jeden z utworów, a zaraz potem znalazłam w internecie jego wersję koncertową. Jest śliczna. Uwielbiam słuchać moich ukochanych wokalistów na żywo...
Chleb na zakwasie ze śliwkami i Garam Masala
Składniki:
300 g maki pszennej pełnoziarnistej
100 g maki pszennej zwykłej
50 g otrąb pszennych
100 g zakwasu żytniego
200(+20) g wody
1 łyżka miodu
2 łyżeczki przyprawy garam masala
50 g śliwek suszonych
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka drożdży w proszku
Zakwas dokarmiamy 12 godzin przed przygotowywaniem chleba.
W jednej misce mieszamy wszystkie sypkie składniki, po czym dodajemy miód i zakwas oraz 200 gram wody.Śliwki kroimy na ćwiartki i także wrzucamy do miski. Z pomocą łyżki lub szpatułki łączymy dokładnie wszystkie składniki i chwilę wyrabiamy by ciasto się lekko napowietrzyło. Miskę przykrywamy i odstawiamy do rośnięcia w ciepłe (ale nie gorące) miejsce na ok 3 godziny.
Przygotowujemy formę do keksa wykładając ja papierem do pieczenia, lub smarując olejem i wysypując otrębami. Ciasto chlebowe jeszcze raz chwilę zagniatamy ręką lub łyżką i przekładamy do formy.
Odstawiamy do rośnięcia. Powinno być wyraźnie wyrośnięte po około 1 godzinie.
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 210 st. C. Przed włożeniem chleba spryskujemy ścianki piekarnika zimną wodą i wstawiamy do środka naczynie z wodą. Wstawiamy chleb i pieczemy 15 minut. Zmniejszamy temperaturę do 200 st C i pieczemy dalsze 45 minut.
Chleb jest dobry gdy ma chrupiącą skórkę i ostukany od spodu wydaje głuchy odgłos.
*(Aby ostukać chleb wyjmuję go z formy ciągnąć za papier do pieczenia i przechylam na bok.)