poniedziałek, 10 grudnia 2012

Pełnoziarniste ciastka imbirowe z melasą. Pyszne, zdrowe, proste i wegańskie.

Dziś ostatni odcinek serii ciasteczkowej.

Mamy już w domku dość ciastek na 2 tygodnie, więc trzeba sobie zrobić przerwę, ale te chce wam jeszcze koniecznie pokazać. Znalazłam je poszukując imbirowych inspiracji na wegańskim blogu pewnej Amerykanki, która zamieszkała z mężem z Malezji.
Mogę powiedzieć, że częściowo też wyemigrowałam z ukochanym, ale dość niedaleko, a do tego w tak samo zimne miejsce.  Marzy mi się, że kiedyś na emeryturze kupimy sobie mały domek w jakimś ciepłym miejscu nad morzem i już nie będziemy musieli znosić ponad 15-stopniowych mrozów, chyba ze właśnie na to nas najdzie ochota :)

Pomarzyć zawsze można, ale póki co wracamy do przygotować przedświątecznych,  z czerwonym, zmrożonym nosem i śniegiem na butach i czapkach.

Vegan Gingersnap Cookies  mają bardzo fajny pikantny smak dzięki dodaniu sporej ilości tartego imbiru. Oprócz tego mają ciekawą strukturę, są ciężkie i jakby delikatnie ciągnące, to zasługa melasy. Również dzięki niej wyróżniają ich  przepiękny kolor i aromat. Bardzo podobają mi się te śliczne małe pęknięcia jakie tworzą się w trakcie pieczenia i to delikatne szczypanie w język gdy ciastko już się zje. :)




Pełnoziarniste ciastka imbirowe z melasą

Składniki:

1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
3/4 szklanki mąki pszennej zwykłej
1/2 szklanki oleju
3-4 łyżki mleka sojowego
1/3 szklanki melasy trzcinowej
1/2 szklanki cukru
3 łyżki imbiru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli



W jednej misce wymieszaj suche składniki: mąki, proszek do pieczenia, sól, imbir.
W drugiej dokładnie wymieszaj melasę, cukier, mleko sojowe i olej. Dodaj suche składniki do mokrych i dokładnie wymieszaj. Masę powinniśmy móc formować dłońmi zmoczonymi wodą. Jeśli masa jest nadal bardzo klejąca dodaj do niej dodatkowe 1-2 łyżki mąki pełnoziarnistej.

Blachę do pieczenia wyłóż papierem, który posmaruj odrobiną oleju. Piekarnik rozgrzej do 175 st. C.

Ciasto nabieramy łyżką i mokrymi dłońmi kształtujemy kulkę wielkości orzecha włoskiego. Lekko ją spłaszczamy i układamy na papierze, zachowując ok 3 cm odległości między ciastkami.

Pieczemy w rozgrzanym piekarniku przez 12 minut. Istotne jest, by nie trzymać ciastek za długo w piekarniku, bo będą twarde i trudne do pogryzienia.

Po wyjęciu z piekarnika tradycyjnie zostawiamy na 5 minut, po czym przenosimy na kratkę by ostygły.
Można je przechowywać przez kilkanaście dni w szczelnym pojemniku, np w puszce.

Smacznego!

niedziela, 9 grudnia 2012

Kruche pełnoziarniste ciastka ze słonecznikiem i sezamem



Ciasteczkowo- prezentowy zawrót głowy nadal trwa. Wypróbowuję kolejne przepisy, by stworzyć idealny zestaw ciasteczkowy na tegoroczne gwiazdkowe prezenty. Próbowałam już ciastka czekoladowe z cukrem rozmarynowym, gwiazdki jogurtowe z wanilią, oraz wspaniałe i proste w wykonaniu, puszyste pierniczki z polewą czekoladową. Wszystkie spośród nich zostały wykonane z użyciem mąki pszennej pełnoziarnistej.

Kolejne ciastka jakie zaprezentuję są wspaniałe z wielu powodów. Po pierwsze do ich wykonania także użyłam mąki pełnoziarnistej. Po drugie, zawierają niewielką ilość cukru. Po trzecie, ozdobione są pysznymi i zdrowymi ziarnami słonecznika i sezamu. Po piąte świetnie się przechowują, więc mogą służyć jako prezent oraz jako prowiant w podróży. Tego typu ciasteczka uwielbiamy wcinać razem z moim ukochanym. Często kupowałam je gotowe w cukierni lub sklepie, ale w końcu znalazłam na nie dobry przepis.

Poszukiwane ciasteczka odnalazłam na blogu cookieshunter. Przepis tam zamieszczony był bardzo pomocny, ale oczywiście przekształciłam go na własny użytek w odrobinę zdrowszą wersję. Ciasteczka są wspaniale kruche, ale nie rozpadają się. Ziarenka trzymają się na nich dość dobrze, więc można je zapakować do śniadaniówki lub małego pudełeczka i wozić ze sobą jako przekąskę. Miłośnicy ziarenek będą te ciastka ubóstwiać. Słonecznik i sezam można także zastąpić pestkami dyni czy pokruszonymi orzechami arachidowymi lub włoskimi. Polecam. Można się w nich szybko zakochać.



Kruche pełnoziarniste ciastka ze słonecznikiem i sezamem 



Składniki:

1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
1/2 szklanki mąki pszennej zwykłej
100 g margaryny
1 żółtko
3 kopiaste łyżki przecieru dyniowego
2 łyżki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli

1 białko
1 łyżka cukru pudru
ziarna słonecznika i sezamu



Mieszamy ze sobą mąki z proszkiem do pieczenia cukrem i solą. Wrzucamy margarynę pokrojoną w kostkę i dobrze rozdrabniamy. Dodajemy żółtko i przecier z dyni, po czym formujemy ciasto w zwartą kulę. Masę owijamy w folię i wkładamy na 30 minut do lodówki.

Ziarna słonecznika i sezamu wysypujemy na dwa osobne talerzyki. Ciasto rozwałkowujemy partiami i wycinamy okrągłe ciasteczka. Każde ciastko smarujemy na wierzchy roztrzepanym białkiem do którego przykleją się ziarenka. Mokrą stroną kładziemy ciacho na ziarenkach, leciutko dociskamy, odwracamy i przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia.

Ciastka pieczemy przez 12-14 minut w piekarniku nagrzanym do 175 st.C. Powinny się delikatnie zarumienić na brzegach.

Blachę z upieczonymi ciastkami odstawiamy na 5 minut, po czym przekładamy je na kratkę, by całkiem wystygły. Można je przechowywać przez tydzień a nawet dwa w szczelnym pojemniku.

Smacznego!

piątek, 7 grudnia 2012

Gwiazdki jogurtowe, pełnoziarniste.

Bardzo lubię obdarowywać moich znajomych i przyjaciół. Myślę, że jednym z najwspanialszych pomysłów na prezent jest samodzielnie wykonany podarunek. Już jako dziecko, pragnęłam uszczęśliwić rodziców i dziadków własnoręcznie wykonaną niespodzianką. Różne były rezultaty moich prób, ale oczywiście przede wszystkim liczą się dobre chęci. Myślę, że wspólne przygotowywanie prezentów dla dziadków, czy nawet dla nauczycieli to fajny pomysł na spędzanie wspólnych chwil przed świętami.

Jedna z moich przyjaciółek uczy angielskiego i w zeszłym roku pewna mała uczennica zaskoczyła ją wspaniałym prezentem. Ofiarowała jej koszyk pełen ręcznie wykonanych ciastek, które piekła wspólnie z mamą przez kilka dni przed Wigilią. Taki kosz jest nie tylko ucztą dla podniebienia, ale i wyrazem szacunku, sympatii, zaangażowania. To na prawdę piękny prezent.

Ja rok temu obdarowałam moje psiapsióły koszami wypełnionymi słoiczkami z dżemikami przygotowanymi przeze mnie w domu w trakcie sezonu owocowego. Musze przyznać, ze byłam później wychwalana i to też jest bardzo miłe :)

W tym roku planuję porozpieszczać moich przyjaciół kolejnymi pysznymi prezentami. Mam już parę pomysłów, a jednym z nich są oczywiście pyszne i zdrowe świąteczne ciasteczka. Jestem w trakcie wypróbowania kolejnych przepisów. Inspirację do poniższego przepisu zaczerpnęłam z dodatku do Gazety Wyborczej "Palce Lizać".



Ciastka jogurtowe, pełnoziarniste

1/3 szklanki cukru brązowego nierafinowanego
2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
70 g zimnego masła
1 jajko
1/2 szklanki jogurtu naturalnego

4 łyżki maślanki do posmarowania ciastek



Wymieszaj w misce wszystkie sypkie składniki: mąkę, proszek do pieczenia, sól, cukier. Do mieszanki wrzuć margarynę pokrojona w kostkę i posiekaj do uzyskanie konsystencji kruszonki. W małym naczyniu roztrzep jajko i wymieszaj go z jogurtem, po czym dodaj do miski z mąką i masłem. Z ciasta ukształtuj kulę.
Jeśli ciasto nadal będzie zbyt sypkie, dodaj po łyżce jogurtu, a jeśli będzie za bardzo klejące, po łyżce mąki do uzyskania odpowiedniej konsystencji.

Ciasto zawiń w folię i wstaw do lodówki na 30 minut.
Piekarnik rozgrzej do temperatury 180 st.C. Blachę do ciastek wyłóż papierem do pieczenia.

Ciasto podziel na 2 części i rozwałkuj najpierw pierwszą na grubość ok 7 mm. Wycinaj foremką wybrany kształt ciastek i przekładaj na blachę do pieczenia. Wierzch ciastek posmaruj maślanką. Piecz w rozgrzanym piekarniku przez 15 minut. Te same czynności powtarzaj z drugą częścią ciasta.

Gdy gwiazdki lekko się zarumienią wyjmij je z piekarnika i odstaw na 5 minut. Następnie studzimy ciastka na kratownicy, a gdy będą zimne posypujemy delikatnie cukrem pudrem, najlepiej aromatyzowanym laską wanilii.

Ciastka możemy przechowywać przez kilka/kilkanaście dni w szczelnym pojemniku, np w puszce.

Smacznego!


czwartek, 6 grudnia 2012

Czekoladowe, zdrowe ciasteczka dla Mikołaja z cukrem rozmarynowym.

Dawno, dawno temu przychodził do mnie Mikołaj. Ten prawdziwy. Z brodą i czerwonym kubraczkiem, z laską i rózgą dla mojego taty :)

Wtedy ja i mój braciszek, jako najmłodsi osobnicy w domu musieliśmy powiedzieć wierszyk, albo zaśpiewać piosenkę. To dopiero były ekscytujące chwile.

 W czasie każdej kolacji wigilijnej czekałam aż usłyszę stukanie do drzwi. Nie jakiś dźwięk dzwonka, czy domofonu, ale stukanie laską w nasze wejściowe drzwi. Wiadomo było, że przyszedł nikt inny jak Święty Mikołaj. Dzieci od razu biegły go przywitać, choć trochę nieśmiało, oferowaliśmy mu świąteczne ciastka i gorącą herbatę. Później Święty Mikołaj wszystkim domownikom wręczał prezenty. najdziwniejsze było to, że zawsze akurat w ty czasie dziadek gdzieś wychodził, do łazienki, czy odpocząć do pokoju... A do tego nasz Święty gość, zupełnie jak nasz dziadzio, gdy nikt nie widział, wkładał sobie tabletkę pod język. Bardzo to było podejrzane.

Ale ja wiem, że to był Mikołaj. On zawsze przychodzi tam, gdzie są małe dzieci,  żeby pokazać im, że na prawdę istnieje i ma dla nich śliczne prezenty i parę minut, zanim pojedzie w dalszą drogę. Mam więcej dowodów na istnienie Świętego Mikołaja, ale o tym następnym razem.

Szkoda, że dzisiaj dzieci są bombardowane Mikołajami, aniołkami, elfami, choinkami, wystawami zapełnionymi prezentami i ogólnie świętami już w listopadzie. Czy ktokolwiek uwierzy w magię świąt, jeśli trwają one prawie 2 miesiące? Czy ten setny Mikołaj, którego widzę w dzień Wigilii będzie tym prawdziwym, magicznym, pamiętającym o każdym dziecku małym i dużym?

Dopóki żyje we mnie wspomnienie Świąt Bożego Narodzenia z dzieciństwa spędzonych z ukochaną babcią i dziadkiem, to będę starać się ten klimat odtworzyć. Chociaż czasem jest to bardzo trudne...



Czekoladowe zdrowe ciasteczka dla Mikołaja z cukrem rozmarynowym
(ok 36 ciasteczek)
Składniki:

1 szklanka mąki pełnoziarnistej
50 g czekolady
4 łyżki oleju
2 małe jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 szklanki brązowego nierafinowanego cukru

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. W misce roztrzepać jajka i dodać do nich ostudzoną płynną czekoladę. Dodać cukier oraz olej i dokładnie wymieszać do połączenia składników. Następnie stopniowo dodajemy mąkę z proszkiem do pieczenia i wyrabiamy łyżką na masę o gładkiej konsystencji.
Ciasto odstawiamy do lodówki na 2 godziny, żeby odpoczęło.
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 st. C. Przygotowujemy blachę, którą wykładamy papierem do pieczenia i delikatnie natłuszczamy olejem.
Ciastka formowałam z pomocą dwóch łyżek zamoczonych w zimnej wodzie. Wykładamy na blachę male kulki o średnicy ok 2 cm. i leciutko je dociskamy. Zachowujemy odstęp przynajmniej 3 cm, bo ciastka rozejdą się na boki.

Ciacha pieczemy przez ok 10 minut, aż ich brzegi leciutko się zarumienią. Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy na 3 minuty, po czym delikatnie zdejmujemy z papieru i studzimy na kratce.

Ciastka możemy posypać zwykłym cukrem pudrem, lub cukrem aromatyzowanym. Ja zrobiłam cukier rozmarynowy i nim posypałam ciasteczka.

Ciastka mogą posłużyć jako unikalny prezent dla kogoś kogo kochamy, kogo chcemy uraczyć naszymi wypiekami. Wystarczy zamknąć je w szczelnym słoiczku i ładnie zapakować.

Smacznego!




Cukier rozmarynowy
3 łyżki cukru o grubych ziarenkach
2 łyżki suszonego rozmarynu

Oba składniki utrzeć w moździerzu do uzyskania konsystencji cukru pudru. Przechowywać szczelnie zamknięte w małym słoiczku.

Cukier rozmarynowy można używać do posypywania ciastek i placuszków. Nadaje im niesamowity aromat. Spróbujcie sami.




sobota, 1 grudnia 2012

Prościutkie pierniczki z mąki pełnoziarnistej z polewą kakaową. Zaczynam mysleć o Świętach

Od niedawna obserwuję aktywność na blogach związaną już ze Świętami Bożego Narodzenia. Także wystawy i dekoracje sklepowe pełne są już choinek, bombek, prezentów i Mikołajów.

Dziś pierwszy dzień grudnia i dla mnie to jest dzień kiedy mogę zacząć myśleć o świętach. Za kilka dni Mikołajki, zaczyna się Adwent i do Wigilii został mniej niż jeden miesiąc. Drażnią mnie wszelkie dekoracje i produkty "choinkowe" które pojawiają się już w połowie listopada. W mojej opinii, psuje to magię świąt. Jeśli Mikołaj z reniferami, choinka i inne gadżety towarzysza mi przez prawie 2 miesiące, to mam ich już po dziurki w nosie. Każdy pseudo "Aniołek" w centrum handlowym doprowadza mnie do szewskiej pasji...

Myślę, że dopiero początek grudnia jest odpowiednim momentem na powitanie świątecznej atmosfery i rozpoczęcie przygotowań. To świetna pora by spędzić trochę czasu w kuchni z przyjaciółmi, dzieciaczkami i rodzicami, czy babciami. Wspólne przedświąteczne gotowanie to piękny i ważny czas.

Marzy mi się, by moje świąteczne potrawy troszkę w tym roku uprościć i odchudzić. Wiem, wiem, ze smaku prawdziwego tłustego sernika, śledzika w śmietanie, bigosu i tortu makowego nic nie zastąpi... ale jednak będę próbować.

Na pierwszy ogień poszły pierniczki. Uwielbiam ich korzenny smak i nie wyobrażam sobie choinki bez zawieszonych kilku piernikowych ciastek. Na kiermaszu świątecznym przed Muzeum Etnograficznym w Warszawie przez kilka kolejnych lat kupowałam pyszne sękacze i śliczne piernikowe grzybki. przyjeżdżały do nas prosto z Litwy i smakowały niesamowicie. Zawsze dużo bardziej smakowały mi pierniki w stylu Katarzynek, czy pierniczków Toruńskich. Już kilka razy obiecywałam sobie że przygotuje je tradycyjną metodą, kilka tygodni przed świętami, ale zawsze brakuje mi do tego motywacji.
Tydzień temu przypadkiem trafiłam na śliczne puszyste glazurowane pierniki na blogu SłodkaPasja i bardzo mi one przypadły do gustu. Postanowiłam wypróbować ten prosty przepis używając maki pełnoziarnistej oraz glazurę zastępując polewa kakaową. Efekt smakowy wyśmienity, wygląd jak najbardziej zadowalający, zapach intensywny, struktura bardzo przyjemna, przepis zatwierdzony :)




Pierniczki pełnoziarniste z polewa kakaową 

300 g mąki pszennej pełnoziarnistej
50 g otrąb żytnich (lub pszennych)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 jajko
100 g brązowego cukru
130 g kwaśnej gęstej śmietany
1 łyżka kakao
3 łyżki przyprawy do piernika

Polewa
5 łyżek wody
5 łyżek kakao
1-2 łyżki cukru

W jednej misce za pomocą miksera połączyć śmietanę, jajko, cukier i sodę oczyszczoną. Mąkę wymieszać z przyprawą do piernika, otrębami i kakao, po troszku dodawać do miksowanej masy.  Wymieszać dokładnie do połączenia się składników.

Piekarnik rozgrzać do 200 st. C. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, lub mata silikonową.

Pierniczki formujemy rękoma zwilżonymi zimna wodą, by ciasto się do nich nie kleiło. Robimy w dłoniach kulką wielkości orzecha włoskiego, lekko spłaszczamy i układamy na blaszce zachowując 3 cm odstęp.

Pieczemy 15 minut w rozgrzanym piekarniku, a po wyjęciu studzimy na kratce.

By przygotować polewę najpierw mieszamy w rondelku zimną wodę z kakaem i cukrem. Następnie stawiamy go na ogień i podgrzewamy często mieszając aż się zagotuje. Jeśli polewa będzie dla was w smaku zbyt gorzka, możecie dodać więcej cukru, Ja wolę wersję lekko gorzką. Polewa powinna być gęsta.
Ciepłą polewą smarujemy pierniczki rozłożone na kratce. Pod kratę najlepiej coś podłożyć, bo polewa może trochę spływać. Odstawiamy w chłodne miejsce do momentu aż polewa zastygnie.


Pierniczki pięknie rosną, więc są puszyste. Polewa jest mokra, więc może brudzić ręce, ale jeśli chcecie by była bardziej zwarta- trzeba ją zastąpić po prosu roztopioną w kąpieli wodnej czekoladą.

Smacznego!


poniedziałek, 26 listopada 2012

Lekka, zdrowa sałatka z jarmużu, szpinaku i ruccoli z pieczonym łososiem. Do tego kilka słów o przyjaźni i samotności.

Nie doceniamy możliwości spotkań ze znajomymi, przyjaciółmi, rodziną, dopóki ich nie utracimy...

Już niedługo inie półtora roku od kiedy mieszkam z moich mężczyzną w Czechach. Prawda, że często przyjeżdżam do domu pod Warszawą, a w tym miesiącu poszalałam na maksa i jestem już 4 tydzień z rodzicami. Co więcej, nawet jeśli jestem za granicą, utrzymuję stały kontakt z mamą i przyjaciółkami. Czasem nawet łatwiej nam się spotkać, bo wszystkie moje dziewczyny mobilizują się na czas mojego powrotu na stare śmieci i jakoś udaje się zgrać terminy.

Od niedawna jedna z moich najbliższych przyjaciółek przeprowadziła się do miasta z którego pochodzi Myslovitz. Jej mąż dostał tam pracę, znaleźli dla siebie mieszkanie i się przenieśli. Takie decyzje zawsze wiążą się z olbrzymią liczbą wątpliwości i problemów, ale w dzisiejszych czasach za pracą niestety trzeba gonić. Dopiero po kilku dniach z dala od rodziny, od znajomych, od atrakcji dużego miasta jakim jest Warszawa, zorientowali się jak bardzo są przywiązani do swojego domu. Mówi się, że dom jest tam gdzie twoje serce, ale co jeśli serce rozerwane jest na kilka kawałków?

Co jeśli jedną nogą chcielibyśmy być w domu, drugą z ukochanym a głowa podpowiada jeszcze inne miejsce? Tak na prawdę za każdym razem mamy przy sobie osoby, które nas kochają, z którymi chcemy i lubimy spędzać czas, a zarazem czujemy  niedosyt i pewnego rodzaju samotność.

Uczymy się wtedy celebrować i doceniać każdą chwilę spędzoną w gronie najbliższych. I to jest piękne.

Dziś spędziłam część mojego dnia z Kają, moją wieloletnią przyjaciółką. Znamy się od 23 lat... Teraz, w dorosłym życiu musimy rezerwować czasu, który możemy poświęcić tylko sobie. Mamy takie szczęście, że nasi mężczyźni też się polubili, więc czasem spotykamy się w dwie pary, co też ma wiele plusów.
Dzisiejszy dzień należał tylko dla nas. Wspólnie zjadłyśmy lekki obiad z deserem i pogadałyśmy na wszystkie możliwe tematy.

 Dobrze, że mamy siebie.

A na deser, specjalnie z Mysłowic- "Długość dźwięku samotności"





Lekka sałatka z jarmużu, szpinaku i ruccoli z pieczonym łososiem
(dla 2 osób)

1 garść liści jarmużu zielonego
1 garść liści jarmużu fioletowego
2 garści małych listków szpinaku
2 garści liści ruccoli
4 suszone pomidory w oliwie
3-4 łyżki oliwy z oliwek (użyłam aromatyzowanej rozmarynem)
2 łyżki octu balsamicznego

300 g filetu łososia
3 łyżki soku z cytryny
2 gałązki rozmarynu
sól, pieprz do smaku
4 cm kawałek pora
50 ml białego wina
krem balsamiczny do podania

Filet z łososia płuczemy, osuszamy ręcznikiem i układamy na dużym kawałku folii aluminiowej.  Rybę solimy, pozsypujemy pieprzem, skrapiamy sokiem z cytryny a na wierzchu układamy gałązki rozmarynu i pora pokrojonego w plasterki. Odstawiamy na 30 min. w chłodne miejsce. Zawijamy rogi folii aluminiowej do góry i wlewamy do środka wino, zamykamy szczelnie by nie mogło się wylać. Układamy całość na blaszce i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 190 st. C. Pieczemy 15 minut, po czym otwieramy sakiewkę i podpiekamy od góry przez 5 minut.
Wszystkie liście jarmużu, szpinaku i ruccoli płuczemy i odsączamy z wody. Dzielimy na dwa talerze, a ma wierzchu układamy pokrojone suszone pomidory. Dressing można przygotować w słoiczku wlewając oliwę, ocet, doprawiając solą i pieprzem i potrząsając nim gdy będzie zakręcony. Ja po prostu polewam sałatki chlustem oliwy i octu i doprawiam pieprzem.

Upieczonego łososia podałam na ciepło, ale można tez na zimno. Łososia oddzielam od skóry i układam na szczycie sałatki. Całość polewam kremem balsamicznym, do tego kromka domowego razowego chlebka i jest na prawdę pysznie. Lekkie danie na lunch, obiad lub kolacje gotowe!

Smacznego!

Kajka :)



sobota, 24 listopada 2012

Czas na gęsinę po raz drugi. Warsztaty u Kurta Schellera.



W czwartkowy poranek wybrałam się na drugą stronę. Wisły by uczestniczyć w warsztatach kulinarnych u Kurta Schellera. Tym razem spotkałam na miejscu 20 osób- pasjonatów jedzenia prowadzących blogi kulinarne. Pełno tam było rozmów, wymiany informacji, smakowania, wąchania, przygotowywania, gotowania i podglądania. Wspaniale było obserwować pracę Szefa Kurta. Warsztaty prowadził w zupełnie innym stylu niż prezentował kilka dni wcześniej Artur Moroz, ale jest to jednak mistrz, więc można się od niego wiele nauczyć, tylko podpatrując co robi.

Szef z Michałem i Asią

Plan był dość ambitny, bo zaplanowane było pieczenie całej gęsi. Wiadomo, że na każdy kilogram mięsa przypada 45 minut pieczenia, więc potrzebne nam były ok 3,5 godziny na każda gęś w piecu w temperaturze 160 st C. Jedna w nich była jedynie natarta sola i pieprzem z wierzchu i w środku. Drugą natarliśmy sola pieprzem, papryką i majerankiem. Trzecia została wypełniona nadzieniem i zaszyta. Nadzienie składało się z jabłek duszonych z cebulką, czosnkiem, połączonych z piwem, ziołami i musem kasztanowym.



Dalej przystąpiliśmy do przygotowania zupy na wywarze z gęsiny. Do zupy zaplanowane były pierożki z nadzieniem z duszonych gęsich żołądków zmielonych z plastrem schabu wieprzowego. Do duszenia żołądków dodaliśmy kilka sekretnych składników, na przykład imbir i żubrówkę :) Mięso wieprzowe było surowe, bo szybko się gotuje. Natomiast żołądki wymagają czasu, dlatego udusiliśmy je zawczasu. Nadzienie zawijaliśmy w ciasto won- ton i gotowaliśmy w wywarze.



Jako przystawkę przygotowaliśmy pasztet z gęsich wątróbek. Ta potrawa najbardziej przypadła mi do gustu. Pasztet w stylu foie gras był wyśmienity. Gęsie smażone wątróbki połączyliśmy z podsmażonymi jabłkami i rozmarynem. Wszystko zmiksowane, doprawione i schłodzone. Na stół podaliśmy pasztet na półgęsku. Pycha.



Kolejne danie to krótko pieczona pierś gęsi na sosie słodko kwaśnym z aromatycznym ryżem basmati.
Na koniec posmakowaliśmy trzech pieczonych gęsi w towarzystwie duszonej czerwonej kapusty z jabłkami i przyprawami korzennymi oraz włoskiej kapusty w sosie śmietanowym i puree ziemniaczanym. ucieszyło mnie tym razem, że jemy nie tylko mięsa, ale i świetnie przygotowane warzywa. Jednak trzeba powiedzieć, że pan Kurt uwielbia masło i śmietanę. Niewątpliwie te dwa składniki są nośnikami smaku, ale i źródłem wyrzutów sumienia osób starających się utrzymać zgrabna linię.


Wszystkie dania z gęsi były bardzo smaczne, a ich przygotowanie ni zanadto skomplikowane. Wiadomo, że każdy ma inne przyzwyczajenia smakowe i kulinarne i może niektóre potrawy zrobiłby trochę inaczej, ale to właśnie jest magia kuchni. Nigdy nie uzyskamy w niej dwóch identycznych dań, nawet jeśli będziemy korzystać z jednego przepisu.



Gdy już zasiedliśmy do stołu, rozmowom i śmiechom nie było końca ale mimo tak przyjemnej atmosfery trzeba było opuścić w końcu gościnne progi Akademii Kurta Schellera. Oby więcej takich fajnych spotkań.

Dziękuję serdecznie za zaproszenie. Będę na pewno promować gęsinę między znajomymi i w rodzinie, bo bardzo w niej zasmakowałam. Teraz tylko muszę gdzieś ją zdobyć :)

Pozdrawiam!