środa, 22 sierpnia 2012

Zdrowa surówka z marchewki i selera. Szybki dietetyczny lunch peen witamin

W letnie dni nie mamy czasem ochoty na jedzenie czegokolwiek. pamiętam, że gdy byliśmy w Grecji kilka lat temu to akurat Ateny przywitały nas 40 stopniowym upałem (w cieniu). Jedyna rzecz jaka mieściła mi się wtedy w żołądku to zimne frappe, no albo ostatecznie lody najlepiej w formie sorbetu. Natomiast gdy gorąc trochę zelżał przychodziła pora na małe co nieco. Najlepiej wtedy smakowała prawdziwa sałatka grecka z dużym płatem fety z koziego mleka, świeżym oregano i pyszna grecką oliwą. Oliwę z Grecji używam aż do teraz, bo akurat jeden ze sklepów tu na miejscu sprowadza tą, która tam mi tak bardzo zasmakowała.

W letnie dni gdy robię sobie przerwę na lunch, także potrzebuję czegoś lekkiego, ale pożywnego i oczywiście zdrowego. W moim menu królują sałatki z surowych warzyw ze świeżym dressingiem i kromką domowego chlebka, albo chrupkiego pieczywka.

Dzisiaj proponuję bardzo prostą i smaczną surówkę z marchewki i selera. Dodatek jabłka i rodzynek sprawia że ma ona lekko słodki smak, mimo że nie ma w niej grama cukru. Sałatka zapakowana w szczelny pojemniczek z pokrywką ląduje w torbie i możemy ją swobodnie zabrać do pracy, na studia, czy na piknik. Przygotowanie zajmuje 5 do 10 minut, a będziemy mieli wartościowy posiłek pełen witamin i bez zbędnych konserwantów, czy nadmiaru cukru. Polecam.



Surówka z marchewki i selera

(1 duża porcja)
Składniki:
1 duża marchewka
1/2 selera korzeniowego
1 male jabłko
2 łyżki rodzynek
1 łyżka domowego majonezu
1 łyżeczka chrzanu (niekoniecznie)
sok z cytryny do smaku.

Marchewką, selera i jabłko obieramy i ścieramy na drobny oczkach do jednej miski. Od razu skraplamy sokiem z cytryny by seler i jabłko nie ściemniały. Rodzynki można uprzednio namoczyć przez kilka minut w cieplej wodzie, ale nie jest to konieczne.  Do miski dodajemy rodzynki, majonez, chrzan i sok z cytryny do smaku. Mieszamy dokładnie i zjadamy :)

Sałatkę można przechować w szczelnym pojemniczku w lodówce i zabrać rano do pracy albo oczywiście zjeść od razu z chlebkiem lub do obiadu.
Pyycha :)

Smacznego!

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Wegetariańskie zdrowe, piknikowe burgery i wycieczka do czeskiej fabryki szkła.



Miniony weekend przywitał nas wszystkich piękną letnią pogodą. W tym roku nie mogę narzekać na deszcze, chmury i ziąb, bo jest na prawdę ładnie. Ciepłe dni wolne lubimy spędzać na różnego rodzaju wycieczkach. Czasem wybieramy się na rolki-i-rower (ja na rolkach On na rowerze), czasem idziemy spacerkiem na odkryty basen, lub spacerujemy po bliższych i dalszych okolicznych atrakcjach i górkach. Tm razem postanowiliśmy wybrać się do miasteczka, w którym jeszcze nas nie było. Idealną okazją do odwiedzenia czeskiego miasta "Karolinka" był Jarmark Szkła, który tam się odbywał. W Karolince jest bowiem huta szkła, w której produkuje się wszelkiego rodzaju kieliszki, szklanki, karafki wazony itp. Ceny za komplet ślicznie zdobionych kieliszków były zachwycająco niskie. Nic dziwnego, że gdy przyjechaliśmy na miejsce niewiele już ich zostało. No ale udało się upolować jeden śliczny komplecik kieliszków do wina. na pewno użyję go niedługo do jakiegoś przepisu i Wam pokażę.

Przy okazji Jarmarku w Karolince mogliśmy zwiedzić część zakładów produkcji szkła. Mówiąc ściślej, to obserwowaliśmy jak szkło jest dekorowane i wykańczane przez zapakowaniem do pudełek. Widzieliśmy metody szlifowania, grawerowania i złocenia szkła ozdobnego. Część prac wykonuje się nadal ręcznie, a w niektórych zadaniach człowieka zastępują maszyny, programowane przez komputer.
Misa w rękach mistrza

Końcowe przypalanie
Wzory na szkle

Ozdabianie brzegów

Ozdabianie brzegów

Stare maszyny do grawerowania

Stare maszyny do grawerowania

Kieliszek pokryty woskiem z delikatnym wygrawerowany wzorkiem

maszyny sterowane komputerowo

maszyny sterowane komputerowo

Gotowe kieliszki

gotowe kieliszki
Kieliszki "róża"
 

z pozłacanym brzegiem...

z pozłacanym brzegiem...
Pierwszą część wycieczki uznaliśmy za udaną. Dowiedzieliśmy się co nieco, pospacerowaliśmy, pooglądaliśmy, zakupiliśmy. Oprócz jarmarku szkła na ulicach Karolinki ustawiły się też stragany typowo odpustowe z chińskim szajsem wszelkiej maści, a do tego piwko, kiełbaska, gulasz, pierniki i frgale, czyli wszystko czego Czech do życia potrzebuje. My pojechaliśmy dalej. Zahaczyliśmy o kilka mniejszych miejscowości po drodze, ale przecież trzeba coś jeść. Ja niestety nie należę do miłośników czeskiej kuchni, bo nie ma w niej nic wegetariańskiego, a i mało rzeczy zdrowych- nie smażonych w głębokim tłuszczu.
Ale nauczona doświadczeniem przygotowałam zestaw piknikowy. kosz piknikowego jeszcze się nie dorobiliśmy, ale marzę o takim dużym wiklinowym z kolorowymi naczyniami, przypiętymi sprzączkami, kieliszkami na sok- lub wino :) i mnóstwem miejsca na przysmaki. Usadziliśmy się z książkami, wodą, owocami i burgerami i zawinęliśmy się w błogi relaks.

Tym razem przygotowałam wegetariańskie burgery. Zainspirował mnie przepis z zagranicznego bloga "Oh she glows" na "perfect veggie burger". Przepis odrobinę zmieniłam- oryginalny zawiera "ground flax", czego nie posiadam, ale oczywiście zamiast niego użyłam jajek. (one właśnie zastępują jajka w diecie wegańskiej) Płatki owsiane dodałam w całości, bez mielenia, a migdały zastąpiłam siemieniem lnianym.
Wyszły przepyszne, przepis polecam w 100%. Myślę że przypadną one do gustu także dzieciom, zwłaszcza jeśli przygotujecie je wspólnie. Wykonanie jest bardzo proste a ile w nich wartości odżywczych i witamin!
Ach i jeszcze ten uśmiech ukochanego po wgryzieniu się w soczystego burgera z dużą ilością warzyw i chrupiącą bułeczką... po prostu bezcenny.  
Więc do dzieła!

wegetariański burger

Wegetariańskie pieczone kotlety warzywne z ziarnami.

Składniki:
(na ok 15 kotletów)\

150 g selera,
200 g marchewki,
1 cebula,
2 jajka,
1 szklanka puree z zielonego groszku,
1 szklanka płatków owsianych,
1 szklanka bułki tartej,
1/2 szklanki posiekanej natki pietruszki,
3 łyżki siemienia lnianego,
1/2 szklanki ziaren słonecznika,
po 1 łyżeczce: ziół prowansalskich, majeranku, pieprzu i chilli,
1 łyżka sosu sojowego,
1 łyżka oliwy.

Przygotowanie:
Selera i marchew obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Cebulę posiekać drobno, lub w piórka.
Siemię lniane namoczyłam we wrzątku przez 10 minut, choć oryginalny przepis o tym nie wspomina. Siemię dodałam razem z wodą którą praktycznie wchłonął.
W dużej misce połączyć wszystkie składniki i ewentualnie doprawić do smaku.
pieczone kotlety warzywne


Burgery można smażyć na patelni z odrobiną tłuszczu ale ja polecam upiec je w piekarniku. 
Rozgrzewamy piekarnik do 190'C, przygotowujemy blaszkę którą delikatnie smarujemy olejem. Kotlety formujemy w dłoniach zamoczonych w zimnej wodzie i układamy je na blaszce. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez pół godziny- po 15 minutach burgery odwracamy na drugą stronę.

Kotleciki można jeść od razu, lub zachować na później w lodówce lub zamrażarce.

Vegge Burger

Świetnie smakują podane z pieczonymi ziemniakami i domowym sosem tatarskim. Te wegetariańskie kotleciki są też idealne do warzywnych burgerów. Samo zdrowie! 

Smacznego!

piątek, 17 sierpnia 2012

Tarta razowa z fasolką szparagową i trzema serami. Odrobina muzyki.

Miesiąc sierpień zawsze dla mnie zaczyna się szczególnie. jego wyjątkowość związana jest z rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego. W tym roku niestety nie mogłam uczestniczyć w żadnych uroczystościach, ale w poprzednich latach brałam udział w różnych koncertach, wydarzeniach z nią związanych. Od kilku lat w Warszawie w pierwszych dniach sierpnia organizowana jest gra miejska "Twoja Klisza z Powstania". W tym roku wyglądało to tak: 


fot. Monika Bukowska
"Na ponad 3-kilometrowej trasie rozmieszczonych było 15 różnych punktów, prezentujących aspekty powstańczego życia na warszawskiej Woli. I tak wśród nich znalazły się m.in. układanie Pałacyku Michla na terenie tzw. Serka Wolskiego, koszary na ul. Chłodnej, kalambury na schodach Kościoła św. Karola Boremeusza, kręcenie trotylu na terenie szpitala przy ul. Siennej czy dojenie atrapy krowy na terenie Muzeum Woli. Uczestnicy w niektórych punktach mieli za zadanie odnaleźć ukryte litery, które razem ułożyły się w miejsce finałowe, które w tym roku znalazło się na terenie Domu Słowa Polskiego przy ul. Miedzianej "(źródło)


fot. Monika Bukowska

Ja też brałam udział w jednej z edycji, więc możecie zobaczyć kilka moich ujęć z powstania.
Moim zdaniem takie propozycje Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest głównym organizatorem, to świetna sprawa. Uczestnicząc w grze będziemy się zarówno świetnie bawić, jak również poznamy wiele historycznych wydarzeń, a do tego zwiedzimy miejsca Warszawy, do których rzadko trafiamy, albo w ogóle nie mamy na co dzień dostępu.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła tego dnia roweru :). Przemierzałam Warszawę na swoich dwóch kółkach i pstrykałam zdjęcia moim pierwszym cyfrowym, prostym aparatem. oczywiście, po zakończeniu gry, uczestnicy muszą zgłosić się z wypełniona kartą konkursową na miejsce finału, o którym dowiadują się w trakcie trwania zabawy. Co więcej, zdjęcia przez nich zrobione uczestniczą w konkursie. 
Czyż to nie jest świetny sposób na spożytkowanie wakacyjnych dni w pozytywny sposób? 
Rowerzyści- w tym ja- świętują tez rocznicę powstania uczestnicząc w Powstańczej Masie Krytycznej ulicami Warszawy. Jechali ludzie młodzi, dzieci, ale i starsi, na  góralach, kolarzówkach, trójkółkach, BMX-ach...
A wszystko w rytm muzyki i wspomnień z powstania w miejscach, które akurat mijaliśmy. Gdy pierwszy raz jechałam w masie krytycznej z głośników leciała płyta LaoChe "Powstanie Warszawskie"
Jest to niesamowita płyta z wyjątkowymi utworami.  Jak płytę przedstawia sam zespół: 

Powstanie Warszawskie to płyta-słuchowisko złożona z 10 kompozycji, których najważniejszym zadaniem jest pokazanie poprzez dźwięki owego świata. Układ płyty oraz aranżacje utworów odpowiadają realiom historycznym, które miały bardzo duży wpływ na nasze tworzenie. Postaraliśmy się aby scenariusz przedstawiał się dokładnie tak jak faktyczne zdarzenia owych dni. Chcielibyśmy, aby słuchacze poczuli choć namiastkę tamtych emocji. (źródło)

Krążek cieszy się tak dużą popularnością, ze w tym roku ukazała się jego reedycja. Polecam:




fot. Monika Bukowska


Od kilka lat regularnie wychodzą pod patronatem MPW kolejne płyty nawiązujące do tych tragicznych wydarzeń z 1944 roku. Jako element obchodów 68 rocznicy Powstania miał miejsce koncert w "Parku Wolności" prezentujący utwory z płyty "Morowe Panny". Maleo Reggae Rockers zaprosiło do współpracy przy jej tworzeniu polskie wokalistki takie jak Anita Lipnicka, Paulina Przybysz, Katarzyna Groniec. Artystki same napisały teksty do piosenek opierając się na losach kobiet uczestniczących w powstaniu. Płyty jeszcze w całości nie wysłuchałam, ale już te kilka piosenek, jakie znam, bardzo mnie do niej zachęcają. 
Kiedyś doszczętnie pochłonęła mnie płyta Agi Zaryan "Umiera Piękno" z poetyckimi pieśniami opisującymi codzienność w powstańczej Warszawie, ale o tym opowiesz już może innym razem...




fot. Monika Bukowska


Przy okazji tych "powstańczych" wspomnień zaprezentuję potrawę, która w zasadzie składa się z wielu resztek :) 
Dzisiejsza tarta nie należy do dietetycznych, ale na pewno zaliczę ją do tych pysznych. Wyrazisty smak nadaje jej mieszanka 3 serów. Tak na prawdę, chciałam wykorzystać do niej końcówki różnych serów, które pałętały się po lodówce. Ich połączenie z beszamelem i razowym spodem daje wyśmienity smak. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to tarta typowo resztkowa, bo także ilość świeżej  fasolki i kukurydzy, które zostały po poprzednich obiadach była niewielka. Zamiast jednej większej, upiekłam dwie mini tarty o średnicy 15 cm. Dla mnie połowa tej mini wersji już była sycącą, Damian zjadł jedną całą (jak to facet :P) dodatkowo w towarzystwie prostej sałatki z ogórka sałaty lodowej, szczypioru, sosu sojowego, oliwy i sezamu. I tak oto powstała receptura czyszcząca lodówkę z resztek. :)



Tarta z fasolką i serami

Tarta razowa z fasolką i trzema serami

Składniki:

spód:
100 g mąki pszennej białej
100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
100 g margaryny
50 ml zimnej wody
szczypta soli
1 łyżeczka zmielonego pieprzu


mini tarty z fasolką i trzema serami

Farsz:
150 g fasolki szparagowej
1 cebulka szalotka
1/2 szklanki kukurydzy (z puszki, mrożonej, świeżej- ugotowanej)
150 g mieszanki 3 serów np. gouda, grana padano, niva (gorgonzola) 
200 ml mleka (użyłam sojowego)
1 łyżka masła
1 łyżka mąki
1/2 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej i pieprzu.

By przygotować spód wsypujemy mąki pieprz i sól do miski, dodajemy do nich masło i szatkujemy całość przy pomocy szpatułki  ręcznie, lub malakserem. Gdy ciasto przypomina kruszonkę, dodajemy zimną wodę do momentu aż będziemy mogli uformować gładką zwartą kulę. Ta przygotowanym ciastem wykładamy dno foremki (lub foremek) i wkładamy je do lodówki na pół godziny. Spód obciążamy fasolkami do pieczenia tarty, wysypanymi na papier do pieczenia i wstawiamy do rozgrzanego do 180 'C piekarnika. Pieczemy 15 minut.

Przygotowujemy beszamel. Podgrzewamy mleko. W drugim rondelku rozpuszczamy masło i dodajemy do niego mąkę. Podsmażamy razem przez minutę często mieszając, aż mąka się leciutko zarumieni i stale mieszając dolewamy gorące mleko. Mieszamy, zagotowujemy i zdejmujemy z ognia. Doprawiamy gałką muszkatołową i pieprzem i dorzucamy starte na grubych oczkach sery.

Fasolkę szparagową gotujemy przez 5 minut we wrzątku, a szalotkę drobno kroimy.

Na podpieczony spód wykładamy fasolkę, posypujemy cebulką i kukurydzą. Na wierzch wylewamy masę beszamelową z serami. Wstawiamy do piekarnika o tej samej temperaturze i pieczemy kolejne 20 minut.


Tarta razowa z fasolką szparagową i trzema serami


Podajemy na ciepło z sałatką, lub na zimno jako przystawkę.

Smacznego!

środa, 15 sierpnia 2012

Przetwory. Kiszone ogórki z octem Lucyny Ćwierczakiewiczowej i MOJE :)

Wspominałam już przy okazji przetworów z patisonów, że wypróbowuję pewien staropolski przepis na marynowane ogórki. Pochodzi on z książki Lucyny Ćwierczakiewiczowej "Jedyne praktyczne przepisy konfitur, różnych marynat, wędlin, wódek, likierów, win owocowych, miodów oraz ciast" (I. wydanie z 1885 r.)

Cytat z wydania Wydawnictwa Alfa, Warszawa 1985 r.

"Ogórki kwaszone z octem

"Trzy garnce wody, szklankę winnego octu, szklankę wódki francuskiej, półtora funta soli, zagotować razem. Opłukane ogórki bez okrawania końców ułożyć w baryłkę przekładając liśćmi wiśniowemi, winogronowemi, gdzie niegdzie dębowemi, tych ostatnich bardzo niewiele, kawałkami chrzanu, posypać koprem i jeżeli kto lubi, czosnku kilka ząbków na całą baryłkę. Z wierzchu pokryć grubą warstwą liści, aby ogórków nie było widać i otworem na szpont zrobionym zalać gotującym odwarem do pełna, zaraz zaszpontować z lekka. Na drugi dzień otworzyć, dolać pełno pozostawionym jeszcze sosem, gdyż zawsze opadnie; gdy ostygnie, zaszpontowac i zalać pakiem. Ogórków powinno być tylko tyle, aby sos je z łatwością dobrze pokrywał i aby ogórków nie upychać. Pozostawione w dobrej nie wilgotnej piwnicy, do świeżych wiosennych dotrwają, smakując najwyborniej."
Jednostki miary powyższego tekstu:
funt= 450 g
garniec 4 litry

Składniki zalewy w przełożeniu na współczesna miarę:
12 litrów wody
1 szklanka octu
1 szklanka wódki francuskiej (może do być calvados, lub wódka z winogron- nie wiem)
675 g soli (2 pełne szklanki)

Przepis postanowiłam wypróbować na własnym gruncie ale: za beczkę posłużył mi duży słoik wekowy z klipsem, zmniejszyłam znacznie ilość wody zamiast wódki francuskiej użyłam kolejnej szklanki octu, a ponadto dodałam przyprawy. Tak na prawdę powstał zupełnie nowy sposób na ogórki...

Po wszystkich wprowadzonych przeze mnie zmianach ogórki wyszły przepyszne, mój kochany je chwalił pod niebiosa i wszystkim kazał próbować i zgadywać czy są kiszone czy marynowane :) I jak tu go nie kochać...
W smaku okazały się dość ostre- nie pikantne- po prostu przy pierwszym kęsie dostaje się lekkiego wytrzeszczu :D ale potem już się tylko chrupie z uwielbieniem. Wiem, ze jest im na pewno daleko od oryginału, ale na prawdę smakowały wybornie.

Tak przedstawia się przepis w moim wykonaniu:



Ogórki kiszone z octem

1,5 kilograma ogórków
kilka liści młodego chrzanu
kilka liści dębowych
3 ząbki czosnku
po 1 łyżeczce: gorczycy, pieprzu, ziela angielskiego, czarnuszki
1 korzeń chrzanu wielkości kciuka
1 cały koper z ziarnami
1 litr wody
50 g soli
1/2 szklanka białego  octu winnego
1/2 szklanki octu jabłkowego

Zagotować wodę z octem winnym, octem jabłkowym i solą.
W dużym weku ułożyć na dnie liść chrzanu i dębu. Na nim luźno poukładać warstwę ogórków. Dalej dokładamy liście, by przykryły ogórki i powtarzamy, aż wszystkie ogórki znajdą się w słoju. W międzyczasie wrzucamy także chrzan, czosnek i koper. Na końcu w słoju lądują wszystkie przyprawy i liść chrzanu zakrywający całą jego zawartość. Ogórki zalać gorącą zalewą, tak by tylko przykryła ogórki i zawekować słój.
Następnego dnia, gdy zalewa opadnie, dolewamy pozostałą podgrzaną zalewę, by przykryła zawartość słoja, czekamy aż ostygnie i znów wekujemy.

Ogórki jedliśmy już po tygodniu od wekowania. Są one kruche i chrupiące a ich smak oscyluje między kiszonymi a konserwowymi. Ostrzegam, że są dosyć ostre i szczypią w język, ale za to pod alkohol, z talerzem serów, czy wędlin będą wyśmienite.

Smacznego

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Zdrowe ciasteczka z muesli i masłem orzechowym. Wieczór filmowy



Widziałam świetny film..
"Extremely Loud & Incredibly Close", to opowieść o chłopcu, który stracił ojca w katastrofie z 11 września 2001 roku. Nie jest to film pełen nadmiernej goryczy i żalu. Nie ma w nim także smutku, złości, czy nienawiści. Nie jest to film oczywisty.
 Oskar, główny bohater, jest chłopcem niezwykłym, bardzo inteligentnym, posiadającym swoje male i większe fobie, o delikatnie autystycznej duszy. Najważniejszą osobą w jego życiu był ojciec, w tej roli Tom Hanks. Ich relacja jest wręcz bajkowa, pełna wymyślonych gier, tajemniczych ekspedycji, zabaw i prawdziwej ojcowsko- synowskiej miłości. Po 11 września został mu jedynie głos ojca nagrany na automatycznej sekretarce  jeszcze z budynku WTC, przed ostateczną tragedią i kilka pamiątek schowanych w specjalnej skrytce,

Gdyby słońce wybuchło, nie wiedzielibyśmy o tym prze 8 minut, nadal byłoby jasno i czulibyśmy ciepło. Oscar wykorzystuje swoje "8 minut" po śmierci taty. Minął już rok i chłopiec czuje, że ten czas już dobiega końca. W szafie ojca, w której nic nie zostało zmienione, znajduje klucz w kopercie z napisem "Black". Staje się on dla niego ostatnią nadzieją by nadal mieć z nim kontakt i rozciągnąć te 8 minut. Postanawia odnaleźć osobę o nazwisku "Black", która prawdopodobnie będzie mogła powiedzieć mu coś o jego tacie, coś co jest tajemnicą. Pakuje do plecaka rzeczy, które zapewnią mu przetrwanie: maska gazowa, lornetka, mapa, taśma klejąca,dziennik ekspedycji, aparat fotograficzny(dziadka), tamburyn, "Krótką Historię Czasu" S.Hawkinga, komórkę, batoniki Fig Newtons, oczywiście klucz i wiadomość od ojca "not stop looking"  i rusza na poszukiwania. 472 osoby, 216 adresów, każdego dnia na swej drodze spotyka ludzi bardzo różnych, którzy także opowiadają mu swoje historie.  Jest tego dużo... więc zaczyna mu pomagać pewien niemowa-  starszy mężczyzna, kory od pewnego czasu mieszka w jednym z pokoi w mieszkaniu babci. Istotną rolę odgrywa w jego życiu także relacja z babcią- z która wieczorami rozmawia przez krótkofalówkę, łącząc się z blokiem na przeciwko. Z kolei jego stosunki z mamą (Sandra Bullock), nie należą do najlepszych, przynajmniej na początku.

Film jest pełen przemyśleń ale i wartkiej akcji. Wiele scen jest niesamowicie poruszających, zmuszających do myślenia, cudownie malowniczych i pełnych znaczenia. Czy Oscar znajdzie zamek, który otwiera ten tajemniczy klucz, czy uda mu się przedłużyć "8 minut" z ukochanym tatą, kogo spotkał na swojej drodze? To tajemnica, którą sami możecie rozwiązać, oglądając film. Na prawdę warto. 

Na przekąskę w dni ekspedycji poszukiwawczych przydadzą się pożywne ciasteczka. Fig Newtons na pewna są pyszne, ale dziś pozostanę przy moich ulubionych.

Ciastka z muesli to dla mnie przekąska idealna. Sprawdza się o każdej porze dnia gdy poczujemy lekki głód, lub ochotę na małe co nieco. Co więcej, możemy zabrać je ze sobą na spacer, na wycieczkę, lub do samochodu- by po pracy nie wracać "na głodniaka" z chęcią pożarcia całej lodówki wraz z żarówką. Polecam :)



Ciasteczka z muesli i masłem orzechowym


Ciasteczka z muesli i masłem orzechowym

składniki:
(1 blacha)
1 szklanka tradycyjnego muesli
1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
1/2 szklanki płatków owsianych
1/2 szklanki otrąb owsianych
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 jajko
2 łyżki miodu (lub syropu z agawy)
2 łyżki masła (lub margaryny)
3 łyżki masła orzechowego
2-3 łyżki maślanki (lub jogurtu naturalnego)
3 łyżki posiekanych orzeszków ziemnych (niesolonych)
szczypta soli

Wymieszać wszystkie suche składniki. Dodać do nich rozpuszczone masło, roztrzepane jajko i masło orzechowe. Dokładnie wymieszać i jeśli masa jest sucha, rozpada się, dodać po łyżce maślanki aż składniki się dobrze skleją.

Piekarnik nagrzać do 180'C. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i posmarować olejem. Ciastka można formować mokrymi rękoma, lub zamoczoną w wodzie łyżką.

Wstawiamy do piekarnika  i pieczemy ok 15 minut- do zarumienienia.


Muesli peanut butter cookies

1 cup traditional muesli
1/2 cup wholegrain flour
1/2 cup rolled outs
1/2 cup oat brans
1 1/2 tsp baking powder
1 egg
2 tbsp honey (or Agave syrup)
2 tbsp butter
3 tbsp beanut butter
2-3 tbsp buttermilk
3 tbsp peanuts chopped
pinch of salt

Mix togheter dry ingredients. Add soft butter, beaten egg, peanut butter and give it a good mix. If the dough is to dry and it brakes, add some buttermilk until it's more sticky.

Cover your baking sheet with baking paper. Preheat the oven to 180 Celcius.

You can either form your cookies in wet hands or with tablespoon. Put each ball of cookie dough on a baking sheet, leave 5 cm distance between them and flatten a little.

Bake in the preheated oven for about 15 minutes, or until slighlty golden.  Take cookies out from the oven, leave on the baking sheet for additional 5 minutes and then let cool on a rack  


Smacznego!

sobota, 11 sierpnia 2012

Burak! Na zdrowie! Healthy colorful beetroot salad

Dziś czas na szybka sałatkę w ten upiornie pochmurny dzień. Strasznie nie lubię gry niebo spada mi na głowę a w nocy ziąb przeszywa mi kości. Na poprawę nastroju, na przekór ogólnej szarości przydałoby się coś pełnego kolorów. Na ratunek przyszły tegoroczne buraki. Nie miałam ochoty na żaden z klasycznych przepisów na pana buraka, ani nie chciało mi się gdziekolwiek szukać pomysłów, więc improwizowałam. Nie wiem czy takie połączenie stosuję się często, bo produkty same powoli wychodziły z mojej lodówki.

"Burak - kartofel w ataku apopleksji", tak to pyszne warzywo określił Julian  Tuwim. Roślina ta jest dla nas bardzo wartościowa, lekkostrawna, pobudzająca apetyt. Działa jako  środek krwiotwórczy, zapobiegający anemii i wspomagający leczenie białaczki.  Dzięki wysokiej zawartości potasu i magnezu pomaga w leczeniu nadciśnienia i chorób układu krążenia i miażdżycy. Co więcej, potrafi zwalczać wolne rodniki nowotwory. Jak widać, burak to samo zdrowie! Powinniśmy jeść go jak najczęściej, zwłaszcza my, kobiety.
Jako ciekawostkę podam, ze sok z buraków pomagał mi nie raz podnieść poziom hemoglobiny, gdy jako honorowy krwiodawca oddawałam krew. propozycji buraczanych w książkach kucharskich jest mnóstwo więc dla własnego dobra pora zacząć z nich korzystać, zwłaszcza teraz gdy buraki są świeżutkie i pyszne.

Ewidentnie sałatka oprócz zalet terapeutycznych - terapia kolorami, ma także mnóstwo wartości odżywczych, więc zachęcam do spróbowania.

A na deserek, na pewno zaserwuję dziś sobie czekoladę na gorąco. W tak pochmurny dzień, mam na nią rozgrzeszenie.

Do dzieła:

sałatka z buraka z pomarańczą


Zdrowa kolorowa sałatka buraczana

składniki dla 2 osób:

2 duże buraki
1 duża pomarańcza+ skórka
 1/2 średniej cebuli (może być czerwona)
1 1/2 łyżki sezamu
1 łyżka octu z czerwonego wina
1 łyżka płynnego nieskrystalizowanego miodu
sól, pieprz kolorowy
3-4 łyżki startego parmezanu (lub grana padano)


Burak z pomarańczą
Buraki ugotować do miękkości, w łupinach, w osolonej wodzie, odcedzić i ostudzić. Następnie z buraków ściągamy skórkę i kroimy na dowolne kawałki- najlepiej na jednego kęsa. Układamy na półmisku.
Pomarańczę dokładnie wyszorować pod gorącą wodą i zetrzeć z niej skórę za pomocą zestu lub tarki.
Następnie odciąć wierzchołki i "wyfiletować"-  obkrawamy nożem całą białą błonę na zewnątrz pomarańczy. Teraz wykrawamy jej cząstki omijając białe błonki. Korpus jaki nam został ma w sobie jeszcze sporo soku, który wyciskamy na buraki.
Cebulę kroimy w cienkie paseczki. Sezam prażymy na suchej patelni przez 3 minuty i zdejmujemy go z ognia. Parmezan ścieramy na grubej tarce. Łączymy ze sobą ocet i miód.

Na buraki wykładamy cebulę, cząstki pomarańczy i i otartą z niej skórkę. Posypujemy startym parmezanem, polewamy octem wymieszanym z miodem. Na koniec ozdabiamy całość ziarnami sezamu i świeżo startym kolorowym pieprzem.

Smacznego!

Healthy colorful beetroot salad.
serves 2

2 beetroots medium size
1/2 onion medium size (red onion preferably)
1 orange (also zest and juice)
1 1/2 tbsp sesamee seeds
1 tbsp red wine vinegar
1 tbsp honey
salt, colour pepper
3-4 tbsp grated parmesan cheese (or Grana Padano)

Cook your beetroots with skin in a hot water until soft. Take them out of the water and live to cool down.
Peel the beetroots and cut them into chunks and add them to the bowl.

To prepare the orange, first peel its skin with a zest or the grater, save it. Cut top and tail of the orange. Stand them up on a cutting board and cut off the white pith right down to the orange. Work over a bowl to catch the juices and cut the orange segments. Squeeze the juice from what’s left of the oranges into the bowl with your beetroot, add orange segments.
Shred the onion and add to a bowl.
Roast sesame seeds on a dry pan for about 3 minutes, don't let them burn. Set them aside.
Mix red wine winegar, honey, pinch of salt and colour pepper all togheter. Pour the sause onto you veggies.
Mix  your salad with the spoon and serve on the plates, sprinkled with sesame and parmesan. 

Buon Apetit!



piątek, 10 sierpnia 2012

Bułeczki szafranowe z Kornwalii, upiecz sobie chwilę szczęścia. Cornish saffron buns- Bake yourself happy

Przepis na szafranowe bułeczki kornwalijskie znalazłam z magazynie Jamiego Olivera w numerze z marca/kwietnia tego roku. Rzadko mam okazję czytać tę gazetkę, bo w Polsce, jest bardzo droga, ale czasem udaje mi się ją gdzieniegdzie upolować za 1/4 ceny, a niektóre numery mam bezpośrednio z UK.
Pismo to jest ślicznie wydane, zawiera wiele ciekawych i bardzo praktycznych przepisów, piękne zdjęcia, ciekawe artykuły i proste porady jak piec i gotować. Zaciekawiło mnie tam kilka stron z typowo brytyjskimi bułeczkami na przekąskę, czy podwieczorek. Czytamy tam, że w Wielkiej Brytanii zanikła po części tradycja jedzenia świeżo pieczonych bułeczek, które można było kupić z okienka w piekarni, jeszcze cieple, polane lukrem lub syropem. Dziś mówi się o muffnkowej rewolucji, dzięki której Brytyjki zyskały przezwisko English Muffin ( przez boczki, jakie wystają im zza paska). Niektórzy cukiernicy planują jednak powrócić do tradycji popołudniowej bułeczki.
Na pierwszy rzut wpadły mi w oko "Iced fingers" z najprostszego drożdżowego ciasta, o podłużnym kształcie i polane dużą ilością lukru. Mnie by taka ilość słodkiej polewy przeraziła, ale przypomniały mi pewien program, jaki oglądałam w internecie. nazywał się on The Great British Bake Off. Co ciekawe, okazało się, że te show kulinarne zawitało także do Polski. Jurorami będą w nim pani Bożena Sikoń i Tomasz Deker- a więc osoby bardzo doświadczone w kwestii wypieków i słodkości wszelkiego typu. Gdy widziałam na platformie telewizji TLC ogłoszenie o rekrutacji do programu o wypiekach jeszcze nie wiedziałam, że chodzi właśnie o to show. Przeszła mi nawet myśl, by wysłać swoje zgłoszenie, bo na prawdę kocham piec, ale myślę, że mam jeszcze za mało doświadczenia by móc się pokazać z najlepszej strony.


Zawodnikom Polskiego Turnieju Wypieków życzę powodzenia, a sama podejrzę najpierw brytyjskie filmiki szkoleniowe ze specjalistami z The Great British Bake Off.

Na dziś, przed długą drogą do pokonania wybrałam bułeczki kornwalijskie, ale zamiast szafranu użyłam kurkumy, by nadać im piękny intensywny kolor. W podróży spisały się wyśmienicie a smakowały bosko...
Przepis podaję w oryginale po angielsku, oraz zmniejszoną i nieznacznie zmienioną wersję po Polsku.


Cornish saffron buns
(recipe from Jamie magazine issue 27, Mar/Apr 12)

Makes 12
14 g fresh or 7g dried yeast
150 ml milk, tepid
500 g strong white flour
100 g sugar
1/2 tsp salt,
125 g butter, softebed,
a large pinch of saffron strands, soaked in 2 tbsp of boiling water,
1 egg, beaten,
100 ml water,
200 g currants (sultanas)
egg wash 91 egg, lightly beaten with a little milk), for brushing
ising shugar, to decorate,

Stir the yeast into the milk and set aside. Combine the flour, sugar and salt in the bowl of an electric mixer and, with the dough hook on a medium speed, work the butter until the mix resembles fine breadcrumbs. You can also combine the ingredients in a bowl and work in the butter with your fingers.
Stir the yaesty milk and all remaining ingredients, except the egg wash ans icing sugar, with a wooden spoon, and mix to a soft dough. It will appear w bit wet, but don't add more flour.  Leave the dough to relax for 10 minutes, so it's less sticky.

Skip this step if you are using the electric mixer. If not, grab a handful of dough, strech it out and slap it back down into the bowl.Grab another handful and continue to strech and slap for 5 minutes until it is more elastic and easier to handle.

If touy're using an electric mixer, knead the dough hook for 6-8 minutes after resting. If working by hand turn the dough onto a floured work surface and knead with floured hands for 8-10 minutes, till smooth and elastic. transfer the dough to a large clean bowl, cover with a tea towel ald leave in a warm place for 1 1/2 hours, or till doubled in size.

Preaheat oveb to 200 C. Line a baking tray with baking paper (or use a non-stick tray) Knock the dough back and turn out onto a work surface. Divide into 12 piecesm roll into balls and place on the baking tray. Cover with damp tea towel and leave in a warm place for 30 minutes, till doubled in size.

Brush the egg wash over the buns then bake for 15-20 minutes until they are golden and sound hollow when tapped underneath. remove from the oven aprinkle with icing sgar and transfer to a wire rack to cool a little. The buns are best eaten warm, or toasted the day after baking. Serve on their own or with butter or clotted cream and jam. Store in an airlight container.
Per serving: 329 cals. 10 g fat 7.2 g protein, 50.5g carbs, 22.5 g sugars



Bułeczki szafranowe z Kornwalii
składniki na 6 bułeczek

250 g pszennej mąki,
75 ml ciepłego mleka,
10 g świeżych lub łyżeczka suszonych drożdży,
 2 łyżki brązowego cukru,
szczypta soli,
1 łyżeczka kurkumy, (oryginalnie: szczypta nitek szafranu namoczonych w 2 łyżkach wody)
50 g miękkiej margaryny
1 niewielkie jajko,
50 ml wody,
100 g rodzynek,
maślanka do posmarowania bułek

Ze świeżych drożdży przygotowujemy zaczyn. Rozcieramy drożdże z łyżką cukru, mąki i mlekiem. Odstawiamy na 10-15 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Przy drożdżach suchych tę czynność można pominąć.
Mieszamy mąkę z cukrem i margaryną i solą do konsystencji kruszonki- z pomocą miksera, szpatułki, lub ręcznie. Dodajemy zaczyn, roztrzepane jajko, kurkumę, wodę, mleko i rodzynki. Mieszamy w misce za pomocą drewnianej łyżki. Zostaw ciasto na 10 minut by odpoczęło, by łatwiej go było wyrabiać.

Dalej wyrabiamy za pomocą miksera z hakiem do ciasta, lub ręcznie. Ciasto na początku będzie bardzo klejące, ale po wyrabianiu przez kilka minut, zaczyna odstawać od ręki. Ciasto drożdżowe zawsze dobrze rozciągamy i zbijamy by złapało dużo powietrza, oraz by uaktywnić gluten zawarty w mące.
Gdy ciasto jest już mniej klejące możemy wyłożyć je na oprószoną mąką stolnicę i dalej wyrabiać dłońmi również posypanymi mąką.




Ciasto wkładamy do czystej miski, przykrywamy ręcznikiem i odstawiamy na 1,5 godziny  w cieple miejsce do wyrośnięcia, lub aż podwoi objętość. Wyrośnięte ciasto dzielimy na 6 części i formujemy bułeczki. Wykładamy je na papier do pieczenia posmarowany olejem, lub silikonową  matę do pieczenia, zachowując kilkucentymetrowe odległości. Przykrywamy ściereczką i znów odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1/2 godziny.
Piekarnik rozgrzewamy do 190 'C. Bułeczki smaruję po wierzchu maślanką, by ładnie się zarumieniły, ale można je także posmarować rozkłóconym jajkiem.

Pieczemy 15-20 minut w rozgrzanym piekarniku. Bułeczki urosną także w trakcie pieczenia a także nabiorą rumieńców. Kornwalijskie bułeczki odstawiamy do całkowitego ostygnięcia na kratce kuchennej.

Wyśmienicie smakują solo- jak również z kremowym serkiem, dżemem, czy samym masłem. Można je także podgrzać przed podaniem. Są cudownie puszyste i rozpływają się w ustach...

Smacznego!