środa, 25 lipca 2012

Zdrowe szpinkowo- owocowe śniadanko i chleb żytni na zakwasie.

Dziś kolejny post z domowych pieleszy.

Po wizycie w ogrodzie i ulubionym targu lodówka jest pełna dobroci warzywnych i owocowych. Już poprzedniego wieczora zamarzyła mi się sałatka owocowa i kombinowałam co mogę jeszcze do niej dodać, by stworzyć coś pysznego. Wybrałam do niej szpinak, miętę, kwiaty oregano i serek wiejski. Kusiło mnie wy dorzucić tam jeszcze wędzonego łososia, ale zrezygnowałam, gdy zobaczyłam wielkość potrawy. ja jednak nie jem za dużo... Do tego dołączyłam porcję domowego czysto żytniego chlebka na zakwasie z przepisu Liski z Pracowni Wypieków. Mój nie wyrósł za bardzo, ale jest cudownie mokry i z chrupiąca skórką. Polecam ten przepis waszej uwadze. A mój zakwas powoli, powoli dojrzewa :)

Mimo, że ukochanego zostawiłam w Czechach, to widzimy się codziennie na śniadanku. Dzięki Ci Boże i wam naukowcy i wynalazcy za komputer, internet i Skype :)
Jest to taka nasza tradycja z czasu, gdy jeszcze musieliśmy żyć na odległość (duuużą odległość). Te pół godziny spędzone razem z samego rana daje dużo energii na resztę dnia.

Generalnie kocham celebrować posiłki. Staram się jadać jak najczęściej obiady, śniadania, kolacje z rodziną czy przyjaciółmi. Spożywane w miłym towarzystwie dania bardzo zyskują na smaku i to jest piękne.

Dzisiaj zaraz po śniadanku goniłam na spotkanie z dwiema cudownymi dziewczynami- mamą i jej córeczką. Obie uwielbiam i cieszę się gdy mogę z nimi pospacerować i porozmawiać. Maja- śliczna, słodka dwulatka- nawet już mnie rozpoznaje i kojarzy z kotkiem, którego dla niej wydziergałam. jakie to miłe :)




Sałatka owocowa z miętą na liściach szpinaku

Umówmy się, że ilość składników traktujemy bardzo umownie i zmieniamy je według chęci i upodobań.

Składniki dla 1 osoby
2 garści liści szpinaku
1 garść borówek amerykańskich
1 garść malin
1 duża morela
1/2 jabłka papierówki
kilka listków świeżej mięty
kilka kwiatów z oregano lub tymianku
sok z 1/2 cytryny
szczypta pieprzu
4 łyżki serka wiejskiego

Liście szpinaku i mięty płuczemy w zimnej wodzie, odsączamy na sitku i pozbawiamy łodyżek.
Morelę i jabłko pozbawiamy pestek i kroimy na cienkie plasterki, lub małe kawałki.
Szpinak rozrzucamy na głębokim talerzu, a na nim układamy wszystkie owoce, listki mięty, serek, i kwiaty. Sposób podania jest oczywiście dowolny. Całość skrapiamy sokiem z cytryny i posypujemy szczyptą pieprzu i gotowe :)

Smacznego!


wtorek, 24 lipca 2012

Cannelloni con spinaci e ricotta - dla mojej mamy.

Już jutro obiecane przetwory z patisonów a może nawet i z ogórków. Jednak jeszcze dzisiaj przepis na danie, które przygotowuję dla mojej mamy za każdym razem gdy ją odwiedzam.

Jak już kiedyś wspominałam, obydwie bardzo lubimy włoskie makarony. Gnocchi, tortellini, ravioli, papardele z różnymi, głównie warzywnymi dodatkami. Ale najbardziej ukochane przez moją mamę są cannelloni ze szpinakiem i zawsze je dla niej przygotowuję. Mój tata należy do miłośników mięsiwa i piwa i takie potrawy "jak dla królika" niekoniecznie mu smakują... no cóż nie wie co traci.

Dzisiaj odwiedziłyśmy razem nasz pobliski targ. Zaopatrzyłam się w fasolkę, różnokolorowe, fikuśne papryki, pachnące pomidory, świeży szpinak oraz morele i młode jabłka. Ech, uwielbiam spacerować między straganami i polować na dobre i świeże owoce i warzywa. Możemy tam też kupić sadzonki ziół i kwiatów, jaja, pieczywo i mnóstwo innych przydatnych rzeczy w kuchni i w domu. tego mi brakuje w Czechach...

Zawsze gdy przyjeżdżam do  rodziców mam swoje jedzeniowe zachciewajki. Nikt nie robi lepszej kaszki mannej na mleku ani smaczniejszych racuchów, czy zupy grochowej niż moja mama. Ja także mam kilka potraw, które w tych dniach przygotowuję w tym ciasteczka z muesli, risotta, cannelloni i inne. Cannelloni występuje u mnie w kilku wersjach, ale najczęściej robimy wersję ze szpinakiem i sosem beszamelowym, lub z sosem pomidorowym jak dzisiaj. Potem razem zajadamy z uśmiechem na twarzy :)

A więc zanim o przetworach, zapraszam na obiadek.



Cannelloni con spinaci e ricotta

(dla 2-3 osób)
12 rurek makaronu cannelloni

150 g sera ricotta
500 g dobrego mrożonego szpinaku
(lub 750 g świeżego szpinaku )
1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej (lub więcej)
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
garść natki pietruszki

Sos:
150-200 ml przecieru pomidorowego
1/2 cebuli
1 gałązka estragonu i oregano

sól i pieprz do smaku
oliwa z oliwek

50 g startego twardego sera (użyłam polski Szafir)

Przygotowanie:
Szpinak jeśli jest mrożony, rozmrażamy na głębokiej patelni dusząc początkowo pod przykryciem i na koniec odparowując całą wodę. Jeśli kupicie dobry, czysty szpinak wody nie powinno być prawie wcale. Nie polecam szpinaku w typie gniazdek, porcyjek itp, a już szczególnie tego ze śmietaną.

Świeży szpinak wrzucamy na patelnię z 1/2 szklanki wody, przykrywamy i dusimy przez 3 minuty- aż całkiem "zwiędnie". Wykładamy na drobne sito i gdy przestygnie odciskamy go z nadmiary wody. Następnie siekamy go bardzo drobno.

Listki pietruszki siekamy i mieszamy ze szpinakiem, dodajemy do nich także sól, pieprz, gałkę muszkatołową i ricottę. Jeśli lubicie czosnek możecie przecisnąć jeden ząbek przez praskę i również dodać do nadzienia.

Piekarnik rozgrzewamy do 180 'C.



Cebulę drobno siekamy i podsmażamy aż zmięknie na kilku łyżkach oliwy. Następnie wlewamy do niej przecier pomidorowy, przyprawy  i  posiekane zioła. Dodaj tyle ziół i przypraw ile lubisz. Całość mieszamy i podgrzewamy nie dłużej niż 5 minut.

Przygotowujemy naczynie do zapiekania, najlepiej prostokątne. Na dno wylewamy połowę sosu pomidorowego. Każdą rurkę nadziewamy nadzieniem szpinakowym i układamy na sosie. Mi nadzienia wystarcza na 12-13 rurek. Gdy wszystkie rurki już leżą w naczyniu polewamy je po wierzchu resztą sosu.
Najważniejszy jest fakt, by wszystkie rurki były przykryte sosem, żeby mogły się ładnie ugotować.
Cannelloni wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20 minut.

Po tym czasie szpinakowe rurki posypujemy startym serem i zapiekamy kolejne 5-7 minut. Ja dorzuciłam także krążki z młodego pora.

Aby mieć pewność, że makaron już jest miekki i gotowy do jedzenia, wbijcie w niego widelec. Jeśli wchodzi dość łatwo, to cannelloni powinny być gotowe. Zawsze możesz tez kawałek oderwać i spróbować :)

Przed podaniem cannelloni skrapiam dodatkową ilością oliwy z oliwek i posypuję ziołami i mielonym pieprzem.

No i gotowe. Smacznego!


poniedziałek, 23 lipca 2012

Sałatka ze świeżych warzyw z kus-kusem i ziołami i zadania domowe.

No i jestem w domu. Tym razem przyjechałam sama i to głównie jako pomocnica :) Dziś na przykład cały Boży dzień zbierałam borówki amerykańskie, z przerwą na mały obiad.

To cudownie mieć ogród i móc korzystać z jego dobrodziejstw. W sobotę przygotowałam kruche babeczki pełnoziarniste z kremem z mascarpone, borówkami i galaretką truskawkową. na bieżąco produkujemy także przetwory na zimę w tym nasze ukochane patisony w occie. kolejna porcja już czeka na marynowanie. Ich kwiaty natomiast smażę w cieście troszkę bardziej gęstym niż naleśnikowe... pychota.


Przepis na pyszne patisony będzie niedługo.

Jeśli po powrocie do domu mam trochę wolnego czasu włączam sobie Kuchnię+ Nie mam tego kanału w Czechach i bardzo za nim tęsknię.... Teraz na antenie jest Jamie Oliver z Jamie's Summer Food Rave Up.
 Niedługo na pewno spróbuję nie jednego przepisu z tego programu. Och. uwielbiam oglądać Jamiego, nawet jeśli widzę program 3-4 raz.

Dziś na szybko zaproponuję szybką, świeżą, letnią salatkę na zimno. Idealna na lunch, lekki obiad czy kolację

Sałatka ze świeżych warzyw z kus-kusem i ziołami


skladniki:
(dla 2-3 osób)
1/2 szklanki pełnoziarnistej kaszy kus-kus
1/2 białej rzodkwii
1 duży pomidor
2 młode 10 cm ogórki
1 szklanka liści bazylii
1 gałązka świeżego tymianku
5 średnich pieczarek
100 g serka koziego
1/2 młodej  cukinii
1 szalotka ze szczypiorem
3 łyżeczki przyprawy do sałatek *mieszanka ziół prowansalskich i suszonych płatków kwiatów
2 lyżki oliwy z oliwek
1,5 łyżki octu z czerwonego wina
sol, pieprz do smaku

Przygotowanie:

Kus-kus wymieszać ze szczyptą soli i pieprzu, zalać wrzątkiem 2 cm ponad linię kaszy.
Ogórka i cukinię i pieczarki obrać, pozbawić pestek i pokroić w dowolne kawałki.  Pomidora sparzyć, pozbawić skórki i głąba, usunąć pestki i również pokroić dowolnie.
Z bazylii i tymianku oberwać listki i porwać rękoma. Szalotkę pokroić w plasterki.
Gdy kus-kus napęcznieje, wsypujemy go do miski i rozdzielamy ziarna za pomocą widelca, wrzucamy do niego warzywa, kozi ser i zioła. Doprawiamy solą i pieprzem według uznania, skrapiamy oliwą i octem, posypujemy przyprawa do sałatek i podajemy.

Ilość warzyw, ziół, oliwy i octu jest w zasadzie umowna. Można dodać więcej, mniej, jak kto woli. Poza tym dodajemy takie warzywa jakie nam wydaja się odpowiednie, byleby były świeże....  Lubię improwizować :) Myślę że następnym razem dorzucę do sałatki czerwone porzeczki i miętę....

Smacznego!

sobota, 21 lipca 2012

Melonowe Virgin Mojito z muzyka w tle.

Gdy  jestem w podróży lubie gdy towarzyszy mi dobra muzyka. Jak ona jest? To zależy od wielu czynników:

1. Z kim podróżuję. Jeśli jadę samochodem z kimś na miejscu kierowcy, albo pasażera muszę wypracować pewien kompromis muzyczny, nie zabić uszu kompana, lub nie zanudzić go na śmierć. Często dobrym rozwiązaniem w tym wypadku jest radio. (najlepiej Antyradio :P)

2. Jaki jest mój nastrój. Jeśli wracam z miejsca, które zostawiło we mnie mnóstwo wrażeń i emocji, przeważnie potrzebuję chwili spokoju, żeby to wszystko przetrawić i puszczam coś spokojnego... np Katie Melua, Norah Jones, Mariza, Stacy kent, Cesaria Evora, Aga Zaryan, Ania Dąbrowska, itp.

3. Czym podróżuję. Gdy jadę na rowerze, rolkach potrzebuję muzyki, która wprowadzi mnie w pozytywny nastrój i doda mi energii.  Tu mogą być jeszcze podkategorie związane z nastrojem- Rock, pop, latino.
(Audoslave, Foo Fighters, Hey, Coma, Kate Nash, katy Perry, Adele, Beyonce, Chambao, Gotan Projec, Shakirat etc)

4. Co się wydarzyło. Często jakieś nowe miejsce pozostawia we mnie pewien bagaż ( nie tylko w bagażniku) i mam ochotę pozostać jeszcze w tym świecie- świetnego filmu, koncertu, wystawy- wtedy przychodzi czas na muzykę filmową, płytę nowo poznanego zespołu, lub cd czy mp3 zgrane od przyjaciół. ( OST The Hottest State, Avatar, Cadillac Records; Lao Che, Pogodno, Torsten Goods,

taaak, ja na prawdę słucham sporo muzyki....

A gdy chce mi się tańczyć... wchodzę w rytmy latynoamerykańskie. Przenoszę się myślami na Kubę i wywijam bioderkami. Polecam, dobrze robi na zły humor i  na tzw. "Muffin tops"- czyli po prostu na wystające boczki :)

Skoro już jesteśmy w temacie Kuby, gorącej wyspy, to przejdę do mojej propozycji. Tradycyjny koktajl- Mojito pochodzi właśnie stamtąd i choć moja wersja jest jej odważną modyfikacją, to obie bardzo mi smakują i orzeźwiają w letnie wieczory.

Świeży zielony melon (Piel del Sapo) zainspirował mnie do zrobienia koktajlu z użyciem mięty i limonki w stylu słynnego Mojito.  Ten napój także pasuje mi do podróży :) Jest bez alkoholu, więc będzie odpowiedni także dla kierowcy. Można go oczywiście udoskonalić dodając odrobinę ciemnego lub kubańskiego rumu.

PS. W tle moja nowa naklejka na drzwi- dzięki niej wiecznie jestem w drodze :)

 







Melonowe Virgin Mojito
(2 porcje)

1/2 melona (Piel del Sapo, lub innego)
1 szklanka świeżych liści mięty
2 łyżki brązowego cukru
1 limonka
1/2 cytryny
1 szklanka gazowanej wody
(ewentualnie alkoholowe mojito- potrzebuje ok 2 kieliszków rumu- najlepiej ciemnego)

Melona obieramy ze skóry, wydrążamy pestki, kroimy na niewielkie cząstki. odrywamy listki mięty od łodyżek. Limonkę i cytrynę rolujemy na stole by oddały nam więcej soku.
Liście mięty wrzucamy do melona, dodajemy do niego cukier sok z cytryny, sok z limonki i blendujemy na gładko. Do wersji alkoholowej dodajemy także rum. Wyłączamy blender i dolewamy gazowana wodę, mieszamy łyżką.

Koktajl wlewamy do wysokiej szklanki i dekorujemy listkami mięty i cząstkami cytryny lub limonki.

Wypijamy i idziemy tańczyć :)

Smacznego i miłego weekendu!



czwartek, 19 lipca 2012

Ratatouille z okzazji "2 dni w Nowym Yorku"

Ratatouille przeze wszystkim kojarzyło mi się z uroczym filmem dla dzieci o małym słodkim francuskim szczurku. O ile nie lubię szczurów, o tyle ten kreskówkowy  mnie urzekł i oglądałam jego przygody z gotowaniem już ze 4 razy. Kto nie oglądał niech szybko to zmieni, film świetny dla dzieci i dla dorosłych- zwłaszcza tych zakochanych w jedzeniu :)

Dziś zajął mnie jednak inny film: "2 dni w Nowym Yorku". Julie Delpy nie tylko jest jego reżyserką ale także wcieliła się w główną rolę. Ten kolejny po "2 dniach w Paryżu" film aktorki jest zarazem jego kontynuacją. W pierwszej części Marion stara się uratować swój związek z Amerykaninem poprzez powrót do Europy- jej rodzinnego miasta Paryża. W najnowszym filmie bohaterka realizuje się w życiu z nowym partnerem- znanym prezenterem radiowym. Żyją sobie razem w nowojorskim mieszkaniu z synkiem Maurice i córką Mariona z poprzednich związków. Maurice otwiera także niedługo wystawę swoich artystycznych zdjęć, choć nie wydaje się pewna swojego sukcesu. Już na początku filmu wkracza w jej życie rodzinka z Francji z wizytą. Tata, szalona siostra i (niespodziewanie) jej chłopak, czyli wyjątkowa francuska banda.
Styl dialogów, akcji i całego filmy jaki realizuje Julie jest bardzo podobny do dzieł Woodego Allena. Słowa wyskakują z aktorów w zawrotnym tempie, co sekundę śmiejemy się z dowcipów opartych na niedomówieniach, niuansach, wiele tu scen pełnych ludzi, rozmów i życia. Film nie tylko opowiada o życiu w związku, wszystkich jego przyjemnościach i trudnościach, ale także przedstawia nam cechy prawdziwych Francuzów. Nie da się ukryć, że wyróżnia ich ekscentryzm, cynizm, pewna dziwaczność, co tak bardzo odróżnia ich od Amerykanów i od nas -widzów (o ile nie są Francuzami :P)
2 dni w Nowym Yorku, to film dla miłośników dobrej, inteligentnej komedii, nieprzewidywalnych zwrotów akcji, dowcipnych scen i sytuacji i wielu, wielu dobrych dialogów.

Ani w Paryżu ani w Nowym Yorku jeszcze nie byłam ale chętnie spędziłabym w nich nawet więcej niż 2 dni... Póki co, znów jadę do Warszawy :)

Dziś namiastką Francji będzie wspomniane Ratatouille.



Ratatouille w moim wydaniu

Składniki:
1 papryka czerwona (jak najbardziej podłużna)
1 papryka biała (lub żółta)
1 cukinia
1 bakłażan
1 szklanka przecieru pomidorowego
1 niewielka cebula
1 ząbek czosnku
sól i świeżo zmielony pieprz
garść ziół prowansalskich (bazylia, tymianek, oregano, estragon, rozmaryn)
Oliwa z oliwek
1 szklanka startego twardego sera (oscypek, pecorino itp.)
(można go zastąpić pokruszoną fetą lub serem kozim)



Przygotowanie:
Warzywa umyć, cebulę i czosnek obrać. Paprykę pozbawić rdzenia z pestkami i pokroić w cienkie krążki.
Cukinię i bakłażana pokroić w cienkie plastry. Czosnek i cebulę drobno posiekać.

Na dno formy wylać przecier pomidorowy. zaczynając od środka układać po kolei warzywa na kształt muszli ślimaka. Ja układałam w kolejności- bakłażan- czerwona papryka, cukinia, biała papryka, bakłażan itd. Całość posypałam po wierzchu solą, pieprzem, ziołami prowansalskimi i posiekaną cebulą z czosnkiem

Ratatouille wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 190'C i pieczemy ok 45 minut. 5 minut przed końcem pieczenia posypuję całość startym serem i dalej zapiekam. Warzywa powinny być miękkie i bardzo lekko zarumienione, nie wolno ich przypalić. Przed podaniem Ratatouille dekoruję świeżymi listkami bazylii.

Ratatouille możemy podać z bagietką, ryżem, kus kusem, czy polentą. W każdej formie będzie pyszne.

Smacznego!

środa, 18 lipca 2012

Kakaowa babka z porzeczkami (pełnoziarnista)

Znów przyszła ochota na jakieś zdrowe ciacho. Mamy lato, trzeba dbać o linię, by brzuszek zanadto się nie wylewał z bikini i kąpielówek. To nie znaczy, że mamy odmawiać sobie odrobiny przyjemności...
jest też cudowny czas świeżych owoców. Dzisiejszy wypiek przygotowałam z dodatkiem czerwonej porzeczki, ale z powodzeniem można zastąpić ją czarną, czy białą odmianą, a także agrestem, borówkami czy jagodami. Babkę można także upiec już po sezonie z użyciem owoców mrożonych lub z kompotu. Nie chciałam by ciasto było jeszcze bardziej kaloryczne, ale kusiło mnie by dodać do niego jeszcze pokruszoną czekoladę... którą uwielbiam o każdej porze dnia i roku.

Już niedługo znów jadę odwiedzić rodziców i pobuszować w ogrodzie. Czekają na mnie kilogramy borówek i malinki.... Och mój brzuszek już się cieszy i nie może się doczekać :) Z wieści domowych wiem, że mamy tez mnóstwo okrągłych cukinii i patisonów więc na pewno zabiorę się za przetwory.

Home sweet home... here i come :)



 Kakaowa pełnoziarnista babka z porzeczkami


Składniki:
1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
0.5 szklanki mąki pszennej zwykłej
3 łyżki kakao
2/3 szklanki mleka
2 kopiaste łyżki miodu
2 jajka
1/4 szklanki oleju
1 szklanka czerwonych porzeczek
polewa czekoladowa
porzeczki do dekoracji

Przygotowanie:

Rozgrzewamy piekarnik do 180'C. Formę do babki smarujemy masłem i oprószamy mąką. 
Do miski wsypać mąkę i inne składniki ciasta- oprócz porzeczek. Wszystko dokładnie wymieszać łyżką, gdy się już połączy dodać porzeczki. jeśli używamy mrożonych- nie rozmrażamy ich wcześniej. Mieszamy już bardziej delikatnie. Masę przelewamy do formy i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy 30 minut, sprawdzamy czy patyczek włożony w ciasto jest suchy. Jeśli zostaje na nim ciasto, pozostawiamy je jeszcze na kolejne 10 minut w piekarniku i sprawdzamy ponownie.


Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy do ostygnięcia. Po kilkunastu minutach można ciasto delikatnie wyjąć z formy i dalej studzić, do całkowitego ostygnięcia.
Babkę polewamy polewą z gorzkiej czekolady i posypujemy czerwonymi porzeczkami.

Najlepiej smakuje z filiżanką mleka, kawy, czy herbaty



Smacznego!

*Przepis zainspirowany czekoladowym ciastem razowym z daktylami z portalu kotlet.tv

wtorek, 17 lipca 2012

Wegetariańskie Jalfrezi Curry z przepisu Jamiego Oliver'a

Dziś kolejna odsłona przepisów Jamiego Oliver'a. Jalfrezi Curry pochodzi z książki "Ministry of Food" (Każdy może gotować) i jest następną propozycją na indyjska potrawę. Pastę Jalfrezi przygotowałam  również według przepisu z tej książki. Wydaje mi się, że tą pastę można kupić w sklepach w stylu "Kuchnie Świata" lub dobrze wyposażonych marketach, aczkolwiek nigdy nie szukałam. W moim miejscowym  ekologicznym sklepie widziałam jedynie pasty curry- wg kolorów- zielona, czerwona, żółta. Zawsze staram się przygotować różne sosy, pasty itp samodzielnie, więc także tym razem bawiłam się w ugniatanie składników w moździerzu.

Ministry of Food to nie tylko świetna książka ale także nazwa fundacji- której misją jest uczenie ludzi jak zdrowo gotować i jeść. Idea tego przedsięwzięcia oparta jest na programie, który był wprowadzony w Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej. W tamtym czasie uczono Anglików jak przygotować potrawy "z niczego", bo jak się można łatwo domyślić, zapasy jedzenia były znikome. W dzisiejszych czasach program ten skierowany jest do ludzi otyłych, odżywiających się gotowymi daniami. Ich jedzenie wędruje jedynie z zamrażalnika do mikrofalówki... dla mnie straszna rzecz. Wiele współczesnych chorób cywilizacyjnych spowodowana jest właśnie niezdrowym trybem życia- kiepskim jedzeniem, brakiem ruchu, używkami.
Jamie zaczynając na własnym gruncie i zachęcając dalej ludzi z całego świata chce nauczyć opornych tłuścioszków i nie tylko jak gotować. Idea jest prosta: "pass it on", każdy powinien znać kilka podstawowych przepisów- np na prosty makaron czy ryż z sosem, mięso przygotowane w zdrowy sposób oraz proste warzywne dodatki- sałatki, tradycyjne gotowane warzywa. Gdy dany uczeń zdobędzie taką wiedzę, może ją później poszerzać i urozmaicać, przy odrobinie chęci i fantazji, ale to jeszcze nie koniec. Tan, kto umie już ugotować coś smacznego powinien na przykład zaprosić do domu swoich przyjaciół i zaprezentować im przygotowanie danej potrawy na swój sposób. Taki łańcuszek powinien iść dalej i dalej... i dalej.

Myślę, ze my- osoby blogujące- poniekąd realizujemy te inicjatywę, bo dzielimy się przepisami na proste dania. Jeśli dołączymy do tego kulinarne spotkania z przyjaciółmi- czy zabawy z dziećmi to już mamy ministerstwo żywności w naszym własnym domu. Czy to nie jest piękne?

Niesamowity jest fakt, że wiele osób, które w ten sposób uczą się gotowania, nagle odkrywa, że rzeczywiście potrafi przygotować coś smacznego. Tu zaczyna się wiara we własne możliwości i niesamowita satysfakcja. Obejrzyjcie reakcję brytyjskiego górnika, gdy usmażył swojego pierwszego w życiu steak'a :)
http://www.youtube.com/watch?v=7EPOmbKev6Y
Oraz ten sam facet, po pewnym czasie- gotujący kolację dla Jamiego we własnym domu (od 3:30 minuty filmiku) http://www.youtube.com/watch?v=YHiU65F0Ebw&feature=relmfu

Marzy mi się, by kiedyś w szkołach wprowadzono prawdziwe zajęcia z przygotowywania zdrowego i smacznego jedzenia. Cudownie by było, gdyby znalazły się także środki na szkolenia dla dorosłych- np ze środowisk o niskim statusie społecznym, młodych matek itp. jestem wtedy pierwszą osobą, która stanie przy kuchennym blacie i będzie przekazywać wszystko co potrafi.

Dzisiaj jeszcze jedynie przepis z opisem- w dwóch wersjach językowych.


Jalfrezi paste
2 cloves of garlic
a thumb sized piece of fresh root ginger
1 teaspoom tumeric
1/2 teaspoon sea salt
2 tablespoon groundnut oil
2 tablespoon tomato puree
1 fresh green chilli
a small bunch of fresh coriander
Spices for toasting:
2 tablespoons cumin seeds
1 teaspoon brown mustard seeds
1 teaspoon fenugreek seeds
1 teaspoon coriander seeds

Peel the garlic and ginger. Put a frying pan on a medium high heat and add the spices for toasting to the dry pan. Lightly toast them for a few minutes until golden brown and smelling delicious. Then remove the pan from the heat. Add the toasted spices to a pestle  and mortar and grind antil fine, or put them into a food procesor and whiz to a powder. Either way, when you've ground them whiz the toasted spices in a food processor with the rest of the ingredients until you have a smooth paste.


Vegetable Jalarezi
serves 8

1 medium onion
1 fresh red chilli
a thumb sized piece of fresh root ginger
2 cloves of garlic
a small bunch of fresh coriander
2 red peppers
3 ripe tomatoes
1 small butternut squash
1x 400g tin of chickpeas
groundnut or vegetable oil
a knob of butter
140 g of jalfrezi paste
1x 400g tin of chopped tomatoes
 4 tablespoons balsamic vinegar
sea salt and freshly ground black pepper
2 lemons
200 g natural jogurt

To prepare your curry
Peel, halve and roughly chop your onion. Finely slice the chilli. peel and finely slice the ginger and garlic. Pick the coriander leaves and finely chop the stalks. Halve, deseed and roughly chop peppers. Break green leaves of the cauliflower and discard. Break the cauliflower into florets and roughly chop the steam. Quarter the tomatowes. Carefully kalve the butternut squash, then scoop out seeds with a spoon and discard. Slice the squash into inch-size wedges, leaving the peel on but removing any thick skin, then rughly chop into smaller pieces. Drain the chickpeas.

To cook your curry
Put a large casserole-type pan ona amedium to high heat and add couple of lugs of oil and the butter. Add the onions, chilli, ginger, garlic and coriander stalks and cook for 10 minutes, until soften and golden. Add the peppers, butternut squash, drained chickpeas and jalfrezi paste. Stir welle to coat everything with the paste. Add the cauliflower, the fresh and tinned tomatoes and vinegar. Fill the two empty tins with water, pour into the pan and stir again. Bring to boil, then turn the heat down and simmer for 45 minutes with the lid on. Check the curry regurarly to make shure it's not drying out, and add extra water if necessary. When the weg are tender, taste and add salt and pepper - please season carefully- and a squeeze of lemon juice.

To serve your curry
eliscious with pappadums and any of flufy rice and with a few spoonfuls of natural jogurt, a sprinkle of coriander leaves and a few lemon wedges for squeezing over.
 


Pasta Jalfrezi Curry
2 ząbki czosnku
kawałek korzenia imbiru wielkości kciuka
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki soli morskiej
2 łyżki oleju z orzeszków ziemnych(lub roślinnego)
2 łyżki przecieru pomidorowego
1 świeże zielone chilli
mały pęczek kolendry
Przyprawy do uprażenia:
2 łyżeczki kminku
1 łyżeczka ziaren czarnej gorczycy
1 łyżeczka ziaren kozieradki (pominęłam)
1 łyżeczka ziaren kolendry

Pastę przygotowałam w moździerzu, można także do tego użyć malaksera.
Obrać i drobno pokroić czosnek i imbir. Na rozgrzaną patelnię wrzucić przyprawy i podrzucając prażyć przez kilka minut, aż będą lekko brązowe i pachnące. Przyprawy wrzucić do moździerza dodać resztę składników i ucierać dokładnie aż powstanie gładka pasta.



Wegetariańskie Jalfrezi Curry

(dla 8 osób)
1 średnia cebula
1 świeże czerwone chilli
korzeń imbiru wielkości kciuka
2 ząbki czosnku
mały pęczek kolendry
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
1 kalafior
1 średnia cukinia
3 pomidory bez skórki
1 puszka cieciorki
olej roślinny
140 g pasty jalfrezi
1 puszka pomidorów w kawalkach
4 łyżki octu balsamicznego
sol morska i świeżo zmielony pieprz
2 cytryny
200 g naturalnego jogurtu

2 szklanki ryżu basmati

Cebulę, czosnek i imbir obieramy i drobno siekamy. Papryki pozbawiamy pestek i kroimy w dowolne kawałki. Pomidory obieramy ze skórki, pozbawiamy pestek i również kroimy na kawałki. Cukinia- jeśli jest młoda i ma miękką skórkę- nie trzeba jej obierać ani pozbawiać pestek. Jeśli używacie dużej i starszej cukinie, trzeba będzie ją obrać i przy pomocy łyżeczki usunąć wnętrze z pestkami. Odcedzamy cieciorkę, chilli drobno kroimy. Kalafior pozbawiamy liści i łodygi, dzielimy na różyczki. Z kolendry odrywamy listki a łodyżki drobno kroimy.

Na dużej patelni rozgrzewamy chlust oleju, na którym podsmażamy cebulę, chilli, imbir, czosnek i łodygi kolendry. Podsmażamy aż będą miękkie i lekko brązowe. Dodajemy cukinię, papryki, cieciorkę i pastę jalfrezi. Mieszamy dokładnie by całość pokryła się pastą. Dodajemy kalafior, pomidory świeże i z puszki, ocet i wodę o objętości dwóch puszek po pomidorach. Doprowadzamy do wrzenia, przykrywamy i dusimy na średnim ogniu aż warzywa będą miękkie. według Jamiego- 45 minut, moje były dobre po 25 minutach.
Sprawdzamy co pewien czas czy curry ma wystarczająco dużo wody. Jeśli już całkiem znikła, trzeba jej trochę dolać, by całość się nie przypaliła.

Ryż płuczemy na sicie. Zagotowujemy 1 litr wody, solimy i wrzucamy do niego ryż. Od momentu gdy całość znów się zagotuje, trzymamy na ogniu przez 5 minut. następnie zdejmujemy z ognia i odstawiamy na 15 minut by ryż napęczniał. Będzie on bardzo sypki al dente.

Przed podaniem curry doprawiamy, jeśli tego potrzebuje, dorzucamy porwane liście kolendry i skrapiamy sokiem z cytryny. Podajemy z ryżem, który także można skropić odrobiną soku z cytryny, z cząstkami cytryny i naturalnym jogurtem w oddzielnym naczyniu.

Ilość składników można zmniejszyć, lub nadmiar zamrozić.
Warzywa w tym curry można oczywiście zmieniać- proponuję na przykład bakłażan, seler naciowy, fenkuł, brokuł, szpinak (wtedy wrzucamy go na ostatnie kilka minut).