środa, 18 lipca 2012

Kakaowa babka z porzeczkami (pełnoziarnista)

Znów przyszła ochota na jakieś zdrowe ciacho. Mamy lato, trzeba dbać o linię, by brzuszek zanadto się nie wylewał z bikini i kąpielówek. To nie znaczy, że mamy odmawiać sobie odrobiny przyjemności...
jest też cudowny czas świeżych owoców. Dzisiejszy wypiek przygotowałam z dodatkiem czerwonej porzeczki, ale z powodzeniem można zastąpić ją czarną, czy białą odmianą, a także agrestem, borówkami czy jagodami. Babkę można także upiec już po sezonie z użyciem owoców mrożonych lub z kompotu. Nie chciałam by ciasto było jeszcze bardziej kaloryczne, ale kusiło mnie by dodać do niego jeszcze pokruszoną czekoladę... którą uwielbiam o każdej porze dnia i roku.

Już niedługo znów jadę odwiedzić rodziców i pobuszować w ogrodzie. Czekają na mnie kilogramy borówek i malinki.... Och mój brzuszek już się cieszy i nie może się doczekać :) Z wieści domowych wiem, że mamy tez mnóstwo okrągłych cukinii i patisonów więc na pewno zabiorę się za przetwory.

Home sweet home... here i come :)



 Kakaowa pełnoziarnista babka z porzeczkami


Składniki:
1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
0.5 szklanki mąki pszennej zwykłej
3 łyżki kakao
2/3 szklanki mleka
2 kopiaste łyżki miodu
2 jajka
1/4 szklanki oleju
1 szklanka czerwonych porzeczek
polewa czekoladowa
porzeczki do dekoracji

Przygotowanie:

Rozgrzewamy piekarnik do 180'C. Formę do babki smarujemy masłem i oprószamy mąką. 
Do miski wsypać mąkę i inne składniki ciasta- oprócz porzeczek. Wszystko dokładnie wymieszać łyżką, gdy się już połączy dodać porzeczki. jeśli używamy mrożonych- nie rozmrażamy ich wcześniej. Mieszamy już bardziej delikatnie. Masę przelewamy do formy i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy 30 minut, sprawdzamy czy patyczek włożony w ciasto jest suchy. Jeśli zostaje na nim ciasto, pozostawiamy je jeszcze na kolejne 10 minut w piekarniku i sprawdzamy ponownie.


Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy do ostygnięcia. Po kilkunastu minutach można ciasto delikatnie wyjąć z formy i dalej studzić, do całkowitego ostygnięcia.
Babkę polewamy polewą z gorzkiej czekolady i posypujemy czerwonymi porzeczkami.

Najlepiej smakuje z filiżanką mleka, kawy, czy herbaty



Smacznego!

*Przepis zainspirowany czekoladowym ciastem razowym z daktylami z portalu kotlet.tv

wtorek, 17 lipca 2012

Wegetariańskie Jalfrezi Curry z przepisu Jamiego Oliver'a

Dziś kolejna odsłona przepisów Jamiego Oliver'a. Jalfrezi Curry pochodzi z książki "Ministry of Food" (Każdy może gotować) i jest następną propozycją na indyjska potrawę. Pastę Jalfrezi przygotowałam  również według przepisu z tej książki. Wydaje mi się, że tą pastę można kupić w sklepach w stylu "Kuchnie Świata" lub dobrze wyposażonych marketach, aczkolwiek nigdy nie szukałam. W moim miejscowym  ekologicznym sklepie widziałam jedynie pasty curry- wg kolorów- zielona, czerwona, żółta. Zawsze staram się przygotować różne sosy, pasty itp samodzielnie, więc także tym razem bawiłam się w ugniatanie składników w moździerzu.

Ministry of Food to nie tylko świetna książka ale także nazwa fundacji- której misją jest uczenie ludzi jak zdrowo gotować i jeść. Idea tego przedsięwzięcia oparta jest na programie, który był wprowadzony w Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej. W tamtym czasie uczono Anglików jak przygotować potrawy "z niczego", bo jak się można łatwo domyślić, zapasy jedzenia były znikome. W dzisiejszych czasach program ten skierowany jest do ludzi otyłych, odżywiających się gotowymi daniami. Ich jedzenie wędruje jedynie z zamrażalnika do mikrofalówki... dla mnie straszna rzecz. Wiele współczesnych chorób cywilizacyjnych spowodowana jest właśnie niezdrowym trybem życia- kiepskim jedzeniem, brakiem ruchu, używkami.
Jamie zaczynając na własnym gruncie i zachęcając dalej ludzi z całego świata chce nauczyć opornych tłuścioszków i nie tylko jak gotować. Idea jest prosta: "pass it on", każdy powinien znać kilka podstawowych przepisów- np na prosty makaron czy ryż z sosem, mięso przygotowane w zdrowy sposób oraz proste warzywne dodatki- sałatki, tradycyjne gotowane warzywa. Gdy dany uczeń zdobędzie taką wiedzę, może ją później poszerzać i urozmaicać, przy odrobinie chęci i fantazji, ale to jeszcze nie koniec. Tan, kto umie już ugotować coś smacznego powinien na przykład zaprosić do domu swoich przyjaciół i zaprezentować im przygotowanie danej potrawy na swój sposób. Taki łańcuszek powinien iść dalej i dalej... i dalej.

Myślę, ze my- osoby blogujące- poniekąd realizujemy te inicjatywę, bo dzielimy się przepisami na proste dania. Jeśli dołączymy do tego kulinarne spotkania z przyjaciółmi- czy zabawy z dziećmi to już mamy ministerstwo żywności w naszym własnym domu. Czy to nie jest piękne?

Niesamowity jest fakt, że wiele osób, które w ten sposób uczą się gotowania, nagle odkrywa, że rzeczywiście potrafi przygotować coś smacznego. Tu zaczyna się wiara we własne możliwości i niesamowita satysfakcja. Obejrzyjcie reakcję brytyjskiego górnika, gdy usmażył swojego pierwszego w życiu steak'a :)
http://www.youtube.com/watch?v=7EPOmbKev6Y
Oraz ten sam facet, po pewnym czasie- gotujący kolację dla Jamiego we własnym domu (od 3:30 minuty filmiku) http://www.youtube.com/watch?v=YHiU65F0Ebw&feature=relmfu

Marzy mi się, by kiedyś w szkołach wprowadzono prawdziwe zajęcia z przygotowywania zdrowego i smacznego jedzenia. Cudownie by było, gdyby znalazły się także środki na szkolenia dla dorosłych- np ze środowisk o niskim statusie społecznym, młodych matek itp. jestem wtedy pierwszą osobą, która stanie przy kuchennym blacie i będzie przekazywać wszystko co potrafi.

Dzisiaj jeszcze jedynie przepis z opisem- w dwóch wersjach językowych.


Jalfrezi paste
2 cloves of garlic
a thumb sized piece of fresh root ginger
1 teaspoom tumeric
1/2 teaspoon sea salt
2 tablespoon groundnut oil
2 tablespoon tomato puree
1 fresh green chilli
a small bunch of fresh coriander
Spices for toasting:
2 tablespoons cumin seeds
1 teaspoon brown mustard seeds
1 teaspoon fenugreek seeds
1 teaspoon coriander seeds

Peel the garlic and ginger. Put a frying pan on a medium high heat and add the spices for toasting to the dry pan. Lightly toast them for a few minutes until golden brown and smelling delicious. Then remove the pan from the heat. Add the toasted spices to a pestle  and mortar and grind antil fine, or put them into a food procesor and whiz to a powder. Either way, when you've ground them whiz the toasted spices in a food processor with the rest of the ingredients until you have a smooth paste.


Vegetable Jalarezi
serves 8

1 medium onion
1 fresh red chilli
a thumb sized piece of fresh root ginger
2 cloves of garlic
a small bunch of fresh coriander
2 red peppers
3 ripe tomatoes
1 small butternut squash
1x 400g tin of chickpeas
groundnut or vegetable oil
a knob of butter
140 g of jalfrezi paste
1x 400g tin of chopped tomatoes
 4 tablespoons balsamic vinegar
sea salt and freshly ground black pepper
2 lemons
200 g natural jogurt

To prepare your curry
Peel, halve and roughly chop your onion. Finely slice the chilli. peel and finely slice the ginger and garlic. Pick the coriander leaves and finely chop the stalks. Halve, deseed and roughly chop peppers. Break green leaves of the cauliflower and discard. Break the cauliflower into florets and roughly chop the steam. Quarter the tomatowes. Carefully kalve the butternut squash, then scoop out seeds with a spoon and discard. Slice the squash into inch-size wedges, leaving the peel on but removing any thick skin, then rughly chop into smaller pieces. Drain the chickpeas.

To cook your curry
Put a large casserole-type pan ona amedium to high heat and add couple of lugs of oil and the butter. Add the onions, chilli, ginger, garlic and coriander stalks and cook for 10 minutes, until soften and golden. Add the peppers, butternut squash, drained chickpeas and jalfrezi paste. Stir welle to coat everything with the paste. Add the cauliflower, the fresh and tinned tomatoes and vinegar. Fill the two empty tins with water, pour into the pan and stir again. Bring to boil, then turn the heat down and simmer for 45 minutes with the lid on. Check the curry regurarly to make shure it's not drying out, and add extra water if necessary. When the weg are tender, taste and add salt and pepper - please season carefully- and a squeeze of lemon juice.

To serve your curry
eliscious with pappadums and any of flufy rice and with a few spoonfuls of natural jogurt, a sprinkle of coriander leaves and a few lemon wedges for squeezing over.
 


Pasta Jalfrezi Curry
2 ząbki czosnku
kawałek korzenia imbiru wielkości kciuka
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki soli morskiej
2 łyżki oleju z orzeszków ziemnych(lub roślinnego)
2 łyżki przecieru pomidorowego
1 świeże zielone chilli
mały pęczek kolendry
Przyprawy do uprażenia:
2 łyżeczki kminku
1 łyżeczka ziaren czarnej gorczycy
1 łyżeczka ziaren kozieradki (pominęłam)
1 łyżeczka ziaren kolendry

Pastę przygotowałam w moździerzu, można także do tego użyć malaksera.
Obrać i drobno pokroić czosnek i imbir. Na rozgrzaną patelnię wrzucić przyprawy i podrzucając prażyć przez kilka minut, aż będą lekko brązowe i pachnące. Przyprawy wrzucić do moździerza dodać resztę składników i ucierać dokładnie aż powstanie gładka pasta.



Wegetariańskie Jalfrezi Curry

(dla 8 osób)
1 średnia cebula
1 świeże czerwone chilli
korzeń imbiru wielkości kciuka
2 ząbki czosnku
mały pęczek kolendry
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
1 kalafior
1 średnia cukinia
3 pomidory bez skórki
1 puszka cieciorki
olej roślinny
140 g pasty jalfrezi
1 puszka pomidorów w kawalkach
4 łyżki octu balsamicznego
sol morska i świeżo zmielony pieprz
2 cytryny
200 g naturalnego jogurtu

2 szklanki ryżu basmati

Cebulę, czosnek i imbir obieramy i drobno siekamy. Papryki pozbawiamy pestek i kroimy w dowolne kawałki. Pomidory obieramy ze skórki, pozbawiamy pestek i również kroimy na kawałki. Cukinia- jeśli jest młoda i ma miękką skórkę- nie trzeba jej obierać ani pozbawiać pestek. Jeśli używacie dużej i starszej cukinie, trzeba będzie ją obrać i przy pomocy łyżeczki usunąć wnętrze z pestkami. Odcedzamy cieciorkę, chilli drobno kroimy. Kalafior pozbawiamy liści i łodygi, dzielimy na różyczki. Z kolendry odrywamy listki a łodyżki drobno kroimy.

Na dużej patelni rozgrzewamy chlust oleju, na którym podsmażamy cebulę, chilli, imbir, czosnek i łodygi kolendry. Podsmażamy aż będą miękkie i lekko brązowe. Dodajemy cukinię, papryki, cieciorkę i pastę jalfrezi. Mieszamy dokładnie by całość pokryła się pastą. Dodajemy kalafior, pomidory świeże i z puszki, ocet i wodę o objętości dwóch puszek po pomidorach. Doprowadzamy do wrzenia, przykrywamy i dusimy na średnim ogniu aż warzywa będą miękkie. według Jamiego- 45 minut, moje były dobre po 25 minutach.
Sprawdzamy co pewien czas czy curry ma wystarczająco dużo wody. Jeśli już całkiem znikła, trzeba jej trochę dolać, by całość się nie przypaliła.

Ryż płuczemy na sicie. Zagotowujemy 1 litr wody, solimy i wrzucamy do niego ryż. Od momentu gdy całość znów się zagotuje, trzymamy na ogniu przez 5 minut. następnie zdejmujemy z ognia i odstawiamy na 15 minut by ryż napęczniał. Będzie on bardzo sypki al dente.

Przed podaniem curry doprawiamy, jeśli tego potrzebuje, dorzucamy porwane liście kolendry i skrapiamy sokiem z cytryny. Podajemy z ryżem, który także można skropić odrobiną soku z cytryny, z cząstkami cytryny i naturalnym jogurtem w oddzielnym naczyniu.

Ilość składników można zmniejszyć, lub nadmiar zamrozić.
Warzywa w tym curry można oczywiście zmieniać- proponuję na przykład bakłażan, seler naciowy, fenkuł, brokuł, szpinak (wtedy wrzucamy go na ostatnie kilka minut).

poniedziałek, 16 lipca 2012

Bułki, chleby, ciacha, "Piekarska sobota" w Valašskym muzeum v přírodě


Piekarska Sobota


W ostatnią sobotę odwiedziliśmy Valašské muzeum v přírodě- czyli skansen wsi czeskiej w naszym mieście.

 Jesteśmy tam prawie stałymi bywalcami, szczególnie gdy możemy uczestniczyć w różnych ludowych wydarzeniach. Muzeum kilka razy w roku organizuje tematyczne jarmarki. Poczynając od Masopustu- zaraz przed Wielkim Postem, przez Jarmark Wielkanocny, Świętojański, Piekarski, Rękodzielniczy, Wigilijny, po jarmarki w trakcie wielu festiwali folklorystycznych. Co tam znajdziecie?
W skansenie tym bardzo często gra muzyka i odchodzą pikne ludowe tańce i śpiewy. Wiele razy w ciągu roku możemy podziwiać zespoły ze Słowacji, Czech, Polski, Węgier w przedstawieniach opartych na ludowych pieśniach, tańcach i zabawach. Najwięcej takich występów jest w trakcie festiwalu "Jánošíkův dukát", który w tym roku odbędzie się 3-8 sierpnia. Zdjęcia pochodzą z festiwalu z 2010 roku.



 

Fotografie nie oddają niestety klimatu festiwalu, ale trzeba przyznać, że jest on pełen barw, życia, pozytywnej energii. 

Zawsze gdy odwiedzamy skansen możemy delektować się smakiem Valašskego Frgala. Tym razem nie było inaczej. Piekarze z regionu Valašsko mogą się pochwalić własnymi cudownymi wypiekami, także ja piekłam nie raz mojego Frgala. Przypomnę, że jest to wypiek drożdżowy z dużą ilością nadzienia i kruszonki. Osoby niewtajemniczone często mylą go z "jakąś  dziwną pizzą", a w praktyce to po prostu kołacz. Nadzienia mogą być różne- makowe, orzechowe, owocowe czy serowe. Uwielbiam je wszystkie. 




Oprócz Frgala pojawiają się także prostsze małe kolaczki, wyglądem przypominające nasze drożdżówki. Do tego w wielkich ilościach dołączają wypieki z ciasta listkowego- czyli francuskiego. Tu w Czechach możemy go kupić gotowe w sklepie w około 40 gramowych kostkach. Rośnie lepiej niż ciasto francuskie kupowane w marketach i można go samodzielnie dowolnie rozwałkowywać.

 

Na jarmarku nie brakowało również tradycyjnych chlebów i bułeczek. Czesi bardzo je lubią, dlatego w momencie gdy przyszliśmy na jarmark, mogliśmy już w zasadzie podziwiać ich resztki :)
Oczywiście obecny był także słowacki Trdelnik, ale o nim słów kilka opowiem może innym razem.

Co jeszcze uwielbiają nasi sąsiedzi? oczywiście smażenie w głębokim tłuszczu :)  Śmieję się, bo słyszałam ostrzeżenia  dla Czechów przed wyjazdem do Polski na Euro 2012 o tym, że polskie jedzenie jest ciężkie, tłuste i niezdrowe. Halo, halo... kto to mówi? Naród, który prawie nie jada warzyw, a w wegetariańskim menu posiada albo knedliki z owocami, albo smażony ser w panierce (i do tego czasem z szynką :) 

W każdym razie, pamiętając o smażeniu- nie zabrakło także pączków. Widzieliśmy tradycyjne pączki w różnych kształtach i wielkościach, ale i takie z luźnego ciasta, które wpada prosto w tłuszcz. Może ktoś zna takie pączki i mi podeśle przepis? Były na prawdę smaczne, pachnące i puszyste, obtoczone w cukrze i cynamonie.


Oj Smakowały :)

Uff, już czuję się pełna jak o tym opowiadam, a to jeszcze nie koniec słodkości.

Kolejny tradycyjny i popularny czeski wypiek to śliczne pierniki. te tradycyjne wypiekane są z użyciem zdobionych drewnianych form, dzięki czemu, występują one w niezliczonych ślicznych wzorach. Są one ponadto fantazyjnie zdobione lukrem, także z imiennymi dedykacjami.  Niestety na jarmarku zabrakło mi pokazów rzemiosł piekarniczych, więc nawet nie mam zdjęcia takiej tradycyjnej formy do piernika. A szkoda...
Liczyłam na pokazy ugniatania i formowania ciasta drożdżowego, czy na zakwasie wykonywane przez profesjonalnych piekarzy.
Miałam nadzieję, że zobaczę jakiś wieloletni zakwas przechowywany z pokolenia na pokolenie i dowiem się jak go pielęgnować.
No cóż nie można mieć wszystkiego.


Czeskie i Słowackie słodkie wypieki są  na prawdę bardzo smaczne. Piekarnie i cukiernie konkurują ze sobą tworząc to co raz to pyszniejsze ciasta i ciasteczka. Także chleby i bułki cieszą się tu olbrzymim powodzeniem, szczególnie czeski rohlik. Jest to najtańsze pieczywo- z ciasta jak na kajzerki- w kształcie malutkiej bagietki-pałeczki. Nie kroi się go, nie smaruje tylko po prostu zjada trzymając w dłoni do zupy, twarożku, gulaszu itp. Chleb- tradycyjnie jest żytnio- pszenny i przeważnie towarzyszy mu wędlina, pasztety i inne mięsne wyroby.

Ja od pewnego czasu staram się wypiekać chleby w domu. Z różnym skutkiem, ale to przecież praktyka czyni mistrza. Widzieliście już u mnie drożdżowy chleb mieszany z ziołami, oraz pełnoziarniste bułeczki. Prze  ostatni miesiąc nie mogłam dojść do ładu z drożdżowym ciastem na bułki, a i wiele z prób wypieku chleba zaliczam do średnio udanych. Ale, ale idzie mi co raz lepiej i staram się korzystać z na prawdę sprawdzonych przepisów. 
Ostatnio korzystam z przepisów Liski z White Plate- na przykład na takie  proste przenne bułki, oraz zaczynam po raz kolejny produkcję zakwasu, również z zaproponowanego przez nią przepisu na Pracowni Wypieków. Powstał z niego żytni chleb na zakwasie.

Przepisu nie zamiszczam znajdziecie go pod linkami. 
Pszenne bułki z makiem

Pozdrawiam i smacznego poniedziałku :)

AHOJ !

piątek, 13 lipca 2012

Sałata z grillowanymi warzywami i oscypkiem plus odrobina dobrej muzyki.

Na moim blogu już kilka razy pojawiały się moje propozycje muzyczne. Dotąd polecałam już Katie Melua, czy muzykę ze Starego Kina. Muszę się jednak przyznać, że bardzo różnie mi w duszy gra. Dzisiaj poguję i macham czupryną na rockowo.

Niedawno wymienialiśmy się z pewnym Amerykaninem wrażeniami na temat najlepszych (naszym zdaniem) teledysków. Wspominaliśmy między innymi Pearl Jam, Tool, Red Hot Chili Peppers, Metallicę i innych. Dla mnie bardzo interesujące teledyski produkuje Serj Tankian. Jest to wokalista zespołu "System of a Down", który od kilku lat wydaje solowe płyty. Jedna z nich powstała nawet w towarzystwie orkiestry symfonicznej.

"Empty Walls" to teledysk, który za każdym razem oglądam bez zmrużenia oka. Dzieci, które pozornie świetnie się bawią, tak na prawdę pokazują pełną agresji "zabawę" w wojnę. I tu jest miejsce na zastanowienie się nad sensem i tragedią wojen, ataków terrorystycznych, brutalnych zabójstw dokonywanych przez chorych fanatyków. Jak widzimy w ostatnich sekundach teledysku, te "zabawy" kończą się prawdziwą śmiercią, która przynosi ból i cierpienie. Nawet jeśli tego typu muzyka nie przypada wam do gustu polecam zarówno obejrzenie teledysku, jak również wczytanie się w słowa piosenki.


Serj wydał dosłownie kilka dni temu nową płytę "harakiri" i już pierwszy singiel i teledysk niesie ze sobą przesłanie dla świata. W czasie kilkuminutowego videoclipu pojawiają się hasła mówiące o tym jak człowiek samodzielnie niszczy swoją planetę. chcemy mieć, co raz więcej, dążyć co raz wyżej, być bardziej silni i niezwyciężeni, ale cenę za to wszystko zapłacą kolejne pokolenia... Popełniamy Harakiri- często zupełnie nieświadomie.

Zarezerwuj sobie te 4 i pół minuty i obejrzyj ten filmik.



Do mnie takie sceny, teledyski, filmy dokumentalne bardzo przemawiają. Wydaje mi się jednak, ze rzadko trafiają na ten grunt, na który powinny. W mnie jednak jest silna chęć zmiany, życia zgodnie z naturą, miłości do drugiego człowieka. Myślę, że nawet poprzez zdrowe życie, ekologiczne uprawy, walkę z otaczającą nas agresją możemy wiele zmienić.

Dzisiaj przepis będzie prosty i szybki, a zarazem bardzo zdrowy.Jego składniki możemy dowolnie zmieniać- używając różnych odmian sałaty, innych warzyw i sera. Można ją zjeść na lunch, albo w trakcie wieczornego grillowania z przyjaciółmi.

Sałata z grillowanymi warzywami i oscypkiem.



Składniki

(dla 4 osób)
1/2 główki salaty lodowej
1 czerwona papryka
1 pomidor
1 mała cukinia
10 średnich pieczarek
1 cebula
ok 150-200 g oscypka (8-10 plastrów)
oliwa z oliwek Extra Virgin i Truflowa Monini
ocet z bialego wina
garść liści bazylii
pieprz sól i zioła
1/2 szklanki pokrojonego dużego szczypioru

 Sałatkę można przygotować zarówno na prawdziwym grillu jak i używając tego w piekarniku, czy tez jego elektrycznego odpowiednika.
Cukinię i pomidory kroję w 0,5 cm plastry, paprykę, cebulę kroimy w kawałki na jednego kęsa. Pieczarki płuczemy, osuszamy i kroimy w ćwiartki. Wszystkie warzywa skrapiamy oliwą z oliwek i posypujemy dowolnymi suszonymi ziołami (np. tymianek, bazylia, oregano, estragon) ponadto delikatnie posypujemy solą i świeżo zmielonym pieprzem.
Warzywa układamy na podkładce aluminiowej i grillujemy przez ok 15 minut. W trakcie grillowania kilka razy mieszamy warzywa na podkładce.
Sałatę myjemy, osuszamy i rwiemy na małe kawałki. 4 duże liście zostawiamy w całości do podania.Skrapiamy ja oliwą truflową, octem winnym i mieszamy ze szczypiorem i porwaną bazylią
Oscypek kroimy w 1 cm plastry i również grillujemy w folii przez 5-7 minut.

Po jednym dużym liściu salaty układamy na każdym talerzu na niego wykładamy odpowiednią porcję sałaty z dresingiem i grillowanych warzyw. Można także całość wymieszać i podać  w dużej misce. Na każdą porcję wykładamy po 2-3  plastry oscypka. Na koniec doprawiamy do smaku świeżo zmielonym pieprzem.

Smacznego!

czwartek, 12 lipca 2012

Pyszne babeczki z nadzieniem serowym i wieczor filmowy.

Oglądałam dziś niesamowity film...

Odrobina nieba pojawiła się w moim domu dzisiaj popołudniu i zawładnęła moimi myślami . "A little bit of heaven" (z 2011 roku)- taki jest tytuł filmu, który powstał w Stanach Zjednoczonych opowiada o młodej dziewczynie, która stojąc na progu dorosłego życia dowiaduje się o tym, że jest chora na raka...
Kate Hudson wcieliła się w rolę Marley, radosnej singielki, która w nietypowych okolicznościach spotyka na swej drodze miłość. Poznaje przystojnego lekarza Juliana, w tej roli mój ulubiony Gael García Bernal. Paradoks polega na tym, że to on informuje bohaterkę o chorobie, próbuje znaleźć sposób na jej uleczenie, ale rak nie daje za wygraną. Czego można się spodziewać, Julian leczy jedynie jej serce, które boi się zakochać, zaangażować jest pełne bólu i trosk z przeszłości. W walkę z chorobą włączają się również rodzice i przyjaciele Marley.

Od początku filmu podziwiałam bohaterkę za pozytywny stosunek do świata. Nie ma w niej gorzkiego żalu, za to co się jej przytrafiło. W pewnym sensie się z nią utożsamiam, bo mi też czasem trudno otworzyć serce dla drugiej osoby, dopóki jej w pełni nie zaufam. Tak jak Marley, boję się, że ktoś mnie zrani. Nie wiem czy znalazłabym w sobie tyle siły, tyle ciepłych słów i myśli gdyby wisiało nade mną widmo śmiertelnej choroby. Mam wielu niesamowitych przyjaciół, cudownego mężczyznę, kochaną, pełną wsparcia rodzinę i o ile wiem, że zrobili by dla mnie wszystko, o tyle nie jestem pewna jak ja bym się w tej sytuacji zachowywała. 

Film "Odrobina nieba" po raz kolejny uświadomił mi, że powinnam cieszyć się każdym dniem, zwłaszcza tym, który mogę spędzić w gronie ukochanych osób. Co raz częściej dochodzę też do wniosku, że w życiu nie można nic odkładać na dalszą przyszłość, bo nigdy nie będziemy wiedzieć ile czasu nam zostało.


Wpadłam w lekko melancholijny, ale zarazem pełen ciepłych myśli nastrój. Pozostaje mi jedynie zadedykować poniższy przepis moim najbliższym, by ich życie było  pełne słońca i miłości.




Babeczki z nadzieniem serowym

Składniki:
400g mąki
100g miękkiego masła
100g masła roślinnego
100g cukru pudru
 2 żółtka
kilka kropel aromatu waniliowego
ew. 2-3 łyżki śmietany lub gęstego jogurtu


 Nadzienie serowe:
250 g kremowego chudego sera
2 białka
2 łyżki cukru
2 łyżeczki cukru waniliowego

cukier puder do posypania

Zagnieść dokładnie wszystkie składniki ciasta. W razie potrzeby, gdy ciasto jest zbyt kruche dodaj trochę jogurtu, lub śmietany. Ciasto zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na 15 minut.

Ser mieszamy z curami. Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli, dodajemy do twarogu, delikatnie mieszając.

Rozgrzewamy piekarnik do 170'C.

Z ciasta odrywamy kawałek mniej więcej wielkości orzecha włoskiego, spłaszczamy go w rękach i wykładamy nim foremki do babeczek. Pamiętamy, że przynajmniej 1/3 ciasta pozostaje na przykrycie babeczek. Ja użyłam foremek metalowych i silikonowych
Do tak przygotowanych spodów nakładamy po pełnej łyżeczce nadzienia serowego.
Z reszty ciasta odrywamy mały kawałek i formujemy z niego koło o średnicy foremki, Przykrywamy nadzienie i zlepiamy brzegi babeczki.

Gotowe babeczki pieczemy ok 30 minut. Wierzch babeczek może popękać a powinien się lekko zarumienić. Gdy wyjmiemy je z piekarnika, czekamy kilka minut aż lekko przestygną. Następnie, najlepiej z użyciem czystej ściereczki wyjmujemy babeczki z foremek, przechylając je do góry dnem i w razie potrzeby lekko opukując łyżeczką.



Przed podaniem babeczki posypujemy cukrem pudrem lub polewamy lukrem. I pamiętajmy, że to ma być nasz znak miłości, więc podajmy je tym których kochamy.

Smacznego!

Przepis zaczerpnięty po części z Kuchni Polskiej

środa, 11 lipca 2012

Aloo Gobhi by Jamie Oliver. Curry z kalafiora i ziemniaków.

Uzbierało mi się już sporo książek i czasopism w kulinarnej bibliotece. W zasadzie, książki kulinarne, to jedyne jakie kupuję. Inne pożyczam w bibliotece lub od znajomych. Teraz w naszym mieszkanku półki obstawione są moimi kulinariami i naukowymi książkami Damiana (programowanie, nauka, giełda itp)
Wygląda to dość ciekawie i prawdopodobnie niedługo będziemy musieli dokupić jakiś regał- biblioteczkę, bo zaczyna brakować miejsca.
Uwielbiam przeglądać te moje książeczki i gazetki, zwłaszcza gdy opatrzone są pięknymi fotografiami. Ale o dziwo, rzadko z nich korzystam... Czasem czerpię z nich inspiracje, ale w zasadzie nie sprawdzam przepisów w mojej kuchni krok po kroku. Postanowiłam to zmienić i przynajmniej raz na jakiś czas spróbować przedstawionych w książkach kucharskich potraw.

Na pierwszy rzut poszła książka - a jakże- Jamiego Oliver'a Ministry Of Food. (Anyone can learn to cook in 24 hours) w oryginalnej wersji językowej. Książka jest według mnie napisana w bardzo przystępny sposób. Znajdziemy w niej bardzo dokładny opis przygotowania potraw wszelakich- przez przystawki, dania główne, zupy, sałatki po proste desery. Każde danie jest przejrzyście sfotografowane, czasem również w trakcie powstawania, co może być bardzo pomocne dla początkującego kucharza, Moją uwagę przykuła sekcja z potrawami hinduskimi. W Polsce nie są one tak popularne jak w Wielkiej Brytanii, ale mi przypadły bardzo do gustu, dlatego właśnie przygotowałam Aloo Gobhi. Brakowało mi dwóch składników- czarnej gorczycy i świeżej kolendry. Gorczycę zastąpiłam jej żółtą odmianą a kolendrę natką pietruszki.

Uwielbiam Jamiego za to, że stara się nauczyć bardzo opornych tłuścioszków z całego świata jak jeść zdrowo, kolorowo i smacznie. Często podkreśla w swych programach, że pełnowartościowe i zarazem przepyszne potrawy  nie zabiorą nam wielu godzin spędzonych w kuchni. Czytałam, że Jamie wchodzi z nowym programem po "30 minute meals"- teraz "15 minute meals". Już nie mogę się doczekać jego pomysłów na dania w 15 minut. :)

Dziś pora na odrobinę Indii w naszym domu. Przepis w dwóch wersjach językowych.

PS: A propos ziółek- biedroneczki czują się dobrze i maja już pełne brzuszki. Dzielnie zjadają mszyce. Jupiii :)



Aloo Gobhi (by Jamie Oliver)
serves 4

1 medium onion
2-3 fresh green chillies, to your taste
a thumb sized piece of fresh root ginger
a small bunch of fresh coriander
1/2 a cauliflower
500 g potatoes
groundnut or vegetable oil
a knob of butter
1 tablespoon blach mustard seeds
1 teaspoon ground tumeric
1 level teaspoon ground cumin
2 tablespoons desiccated coconut
sea salt and freshly ground pepper
1 lemon

To prepare your curry
preheat oven to 220'C/ 425'F; Peel halve and finely chop the onion. Finely slice your chillies. Peel and finely chop ginger. (Moniczka: It's easier to peel ginger with a teaspoon) Pick the coriander leaves and finely chop the stalks. Discard the outer green leaves of the cauliflower, break it into florets and cut the thick middle stem into cubes. Peel the potatoes and cut them into 2 cm cubes.

To make your curry
Put a large ovenproof pan on a medium to high heat and add a couple of lugs of oil an the buttter. Add the onion, chillies, ginger, coriander stlaks, mustard seeds, tumeric and cumin and cook for 7 to 10 minutes, until soften and golden. Stir in the cauliflower, potatoes and coconut. Season with salt and pepper and add 400 ml of water. Bring it to the boil, then turn the heat down and simmer with the lid on until veg ale cooked and soft. Check the curry regurarly to make shure it's not drying out, and add extra water if necessary. Give it another stir, then put the pan into preaheated  oven for another 20 minutes. Taste and add more salt and pepper if you think it needs it.

To serve your curry
Serve with any fluffy rice. Sprinkle with the chopped coriander leaves and serve with some lemon wedges for squeezing over.



Aloo Gobhi- czyli curry z kalafiora i ziemniaków.
(nieznaczne zmiany i dodatki do oryginału)
Składniki:

1 średnia cebula
2-3 świeże zielone chilli (dałam 1 świeże czerwone chilli)
kawałek imbiru wielkości kciuka
mały pęczek świeżej kolendry- lub natki pietruszki
1/2 kalafiora
500 g ziemniaków
olej roślinny lub z orzeszków ziemnych
1 łyżka masła
1 łyżka ziaren czarnej gorczycy ( użyłam białej gorczycy)
1 łyżeczka zmielonej kurkumy
1 płaska łyżeczka kminku
2 łyżki wiórków kokosowych (dałam 4 łyżki)
400 ml wody
sól morska i świeżo zmielony pieprz
1 cytryna
dodałam: garść orzeszków ziemnych

Cebulę obrać przepołowić i posiekać. Posiekać także obrany imbir (użyj do tego łyżeczki) i chilli.
Jeśli używasz kolendrę obierz ją z listków a gałązki drobno posiekaj. Z natki pietruszki będziemy używać tylko liści. Kalafior podziel na różyczki a łodyżkę pokrój w kostkę. Ziemniaki obierz i pokrój w 2 cm kostkę.

Rozgrzej piekarnik do 220'C

W dużej patelni rozgrzej olej i wrzuć do niego cebulę, imbir, chilli, kminek, gałązki kolendry, kurkumę i  gorczycę, gotuj przez 7- 10 minut aż całość lekko zbrązowieje i zmięknie. Dodaj wiórki kokosowe ziemniaki i kalafior, podsmaż przez 3 minuty po czym dodaj 400 ml wody. Dopraw solą i pieprzem, doprowadź do wrzenia, przykręć gaz i duś na małym ogniu pod przykryciem. Co pewien czas sprawdzaj, czy woda nie odparowała i dodaj jej w razie potrzeby. Curry dusimy aż warzywa lekko zmiękną. Ja dodatkowo uprażyłam garść posiekanych orzeszków ziemnych na patelni i dodałam je do curry.

Jeśli masz patelnię którą można wstawić do piekarnika- włóż ją tam po prostu i dalej piecz przez 20 minut.
Ja całość przelałam do wyłożonej folią aluminiową tortownicy (uwidacznia się brak odpowiednich naczyń). Dodatkowo jeszcze przykryłam folią- ponieważ mój piekarnik mocno opieka od góry i wstawiłam na 10 minut do piekarnika. Po tym czasie zdjęłam folię z góry i dopiekłam kolejne 10 minut.

Aloo Gobhi, czyli moje curry z kalafiora i ziemniaków podałam posypane skórką otartą z cytryny. Natkę pietruszki i cytrynę podałam na oddzielnym talerzyku.

Dla mojego mężczyzny dodatkowo przygotowałam ryż i jajko sadzone. Pewnie Hindusi pogrozili by mi palcem za to jajo, ale co tam :)

Przepis sprawdzony i zatwierdzony. 

Smacznego :)



wtorek, 10 lipca 2012

Pasztet wegetariański warzywno sojowy i akcja ratowania ziół.

Długo mnie nie było... Jak zwykle odwiedzałam rodziców, ale tym razem towarzyszył mi mój kochany. Była to taki nasz krotki urlop w podwarszawskiej wsi :) Najadłam się owoców po same uszy. Wzięliśmy nawet aparat w celu uwiecznienia krzaków i drzewek obsypanych owocami, ale w natłoku spraw, atmosferze sielanki i w letnich upałach, jakoś mi to wypadło z głowy. Damian śmiał się ze mnie straszliwie, bo pierwsze co zrobiłam po wyjściu z samochodu i ucałowaniu rodziców, to bieg w stronę sadu. Od wejścia zaczęłam pałaszować czereśnie i wiśnie. Później przyszła pora na porzeczki w trzech kolorach, agrest, maliny i borówki amerykańskie. Dorwałam nawet ostatnie 10 truskawek pozostawionych na krzaczku specjalnie dla mnie. Och jak ja kocham owoce... Na warzywka muszę jeszcze trochę poczekać, bo późno były zasadzone ze względu na mrozy, które nie chciały nas opuścić. Ale, ale już na krzaczkach pojawiły się pierwsze patisony, które zbieramy gdy są jeszcze malutkie, do zamarynowania. Nasze "parkinsony" jak żartobliwie nazywają je znajomi, robią prawdziwą furorę zwłaszcza w czasie sierpniowego grillowania. Także kulista cukinia zrodziła pierwsze owoce, o nich będzie słów kilka już niedługo.

 Korzystałam też z domowego- ogródkowego zielnika, który wystrzelił w niebo jak szalony. Przywiozłam ze sobą gałązki mięty, oregano i estragonu. Ale także szałwia i lubczyk trzymają się zdrowo. Niestety zaraza dotknęła mój osobisty- balkonowy zielnik. Z racji że nie mogłam się nim opiekować w czasie wyjazdu, trafił pod opiekę mamy mojego chłopca. Podlewała go dzielnie i jestem za to wdzięczna, ale niestety podkrakowskie powietrze przyniosło ze sobą mszyce i przędziorki. Teraz z nimi walczę już w Czechach, oczywiście metodą ekologiczną. Mam zamiar te zioła wyleczyć i jeszcze z nich korzystać, więc nie mogłam im przywalić chemią...
W internecie znalazłam porady, by spryskać roślinki wywarem z czosnku, polać je mocnym strumieniem wody, a ponadto "zaprosić" biedronki z łąki. Tak też zrobiłam, zlałam je obficie pod prysznicem, w czym dodatkowo pomogła mi ulewna burza, pognałam po czosnek i przygotowałam wywar. Trochę pomogło, ale to dopiero drugi dzień walki, więc jeszcze mszyce trzymają się mocno niektórych gałązek. Panna Biedroneczka sama przyleciała na mój parapet, a ja ją tylko przekierowałam w inne miejsce z olbrzymią prośbą by ratowała moją miętę. Kochane maleństwo walczy już drugi dzień. Dzisiaj rano znalazłam dla niej koleżankę, gdy odprowadzałam mojego mężczyznę do pracy. Teraz pracują sobie razem. Mam nadzieję, że jest im raźniej i zaproszą jeszcze jakieś koleżanki. Och kochane biedroneczki, co ja bym bez was zrobiła... A ja tak uwielbiam zioła... mam nadzieję, że szybko pozbędę się tych przebrzydłych pasożytów i znów będę mogla korzystać z mojej bazylii zielonej i bordowej, tymianku i nieszczęsnej mięty (której o dziwo najbardziej się dostało).


Dziś w hołdzie ziółkom i młodym warzywkom zaproponuję wam Pasztet wegetariański na Wege Wtorek. Jest to świetny dodatek do porannych i biwakowych kanapek, a ponadto można jego plastry usmażyć jako kotlety. Dodatek ziół i pestek dyni i słonecznika sprawił, że jest on bardzo, ale to bardzo aromatyczny. Polecam.
Inspirację zaczerpnęłam z magazynu Food and Friends.



Pasztet wegetariański warzywno- sojowy.
 Skladniki
(na 1 formę)
1/2 szklanki soi
1/2 szklanki ciecierzycy
1/2 szklanki kaszy jęczmiennej
1/2 szklanki drobnych płatków owsianych
1 duża cebula
2 marchewki
2 młode pietruszki
1 mlody seler
2 ząbki czosnku
2 jajka
1/2 szklanki oliwy z oliwek Monini
1 łyżka majeranku
1/2 pęczka natki z młodej pietruszki
1/3 pęczka natki z młodego selera
1 lyżeczka pieprzu
2 łyżki sosu sojowego



Przygotowanie:
Soję i ciecierzycę namocz przez 4 godziny, po 2 godzinach zmieniając wodę. Namoczone fasole ugotuj w świeżej wodzie do  miękkości. Kaszę ugotuj na półsypko.Cebulę obierz i posiekaj, czosnek zmiażdż obierz i posiekaj. warzywa dobrze umyj i zetrzyj na tarce o grubych oczkach. Rozgrzej oliwę i na wolnym ogniu podsmaż na niej cebulę i czosnek. Następnie wrzuć do nich starte warzywa i duś przez kilka minut mieszając co jakiś czas, by się nie przypaliły.

Soję i ciecierzycę zmiel w maszynce- lub tak jak ja rozdrobnij ręcznym blenderem na gładką masę. Połącz wszystkie składniki- soję z cieciorką, warzywa, posiekaną natkę pietruszki i selera, płatki  owsiane, sos sojowy, jajka i przyprawy. Dopraw dodatkowo do smaku, pamiętając że musi on być wyrazisty.
Dokładnie wymieszaną masę przełóż do natłuszczonej i wyłożonej papierem do pieczenia formy- keksówki.
Posyp garścią pestek dyni i słonecznika. Piecz około 1 godzinę w piekarniku nagrzanym do 180'C.

Pasztet pozostaw do całkowitego ostygnięcia i podawaj na zimno z razowym pieczywem, lub na ciepło jako kotlety.
Smacznego!