Jeszcze czekam na niektóre warzywa sezonowe. Te, które już widuję w sklepie strasznie mnie kuszą, ale wiem, że nie pochodzą od miejscowych producentów, a są sprowadzane z Hiszpanii, Holandii, Włoch itp. Ciężko jest się powstrzymać, więc muszę wymyślić coś smacznego i kolorowego z bulw z poprzedniego roku.
Olbrzymim mankamentem mieszkania w Czechach, a przynajmniej w regionie Morav, jest brak targów, bazarów itp. Strasznie brakuje mi kontaktu ze sprzedawcami, prawdziwymi producentami żywności. Będąc we Włoszech uwielbiałam klimat pobliskiego targu na Porta Palazzo. Chodziłam tam raz na kilka dni, wyławiając co lepsze okazje i polując na super świeże warzywa. W Polsce także jestem stałą bywalczynią bazarów, odwiedzam ten w Pruszkowie, na warszawskim Ursusie i Pod Halą Banacha. Wiadomo, że wielu sprzedawców to zwykli handlarze, którzy odwiedzili wcześniej Bronisze, ale zdarzają się też bardzo często rolnicy i sadownicy. Tacy ludzie pomogą wybrać dobre szparagi, odpowiednie jabłka na sok, czy do ciasta, powiedzą jak przygotować fioletowego kalafiora i którą kapustę wybrać na gołąbki, a które pomidory na przecier. Jak się ładnie uśmiechniesz i chwilę porozmawiasz, to dorzucą ci kilka marchewek "górką", poczęstują jabłkiem, albo obniżą cenę. Na prawdę bardzo mi tego brakuje...
Z warzyw, które kupiłam postanowiłam przygotować aromatyczną potrawę, która prawie sama się robi.
Robi się sama- bo przygotowane warzywa i kaszę zamykam w foremce pod przykryciem i zapominam o nich na 45 minut. Aromatyczna jest dlatego, że użyłam świetnej mieszanki ziół KAMIS, jakie dostałam w zestawie podczas Food Blogger Fest. Kamis był sponsorem tego wydarzenia i przygotował dla nas spore paczki z ziołami i zaproponował konkurs właśnie dla nas blogerów. Oto moja propozycja:
Zapiekanka warzywna z kaszą jaglaną.
(dla 3 osób)
8 łyżek kaszy jaglanej,
1 średni burak,
1 duża marchewka (lub 2 małe),
1/2 dużego selera (lub 1 mały seler),
1/4 główki kapusty,
3 cm kawałek imbiru,
3 gałązki selera naciowego,
szczypiorek,
skórka otarta z 1 pomarańczy,
1 łyżka pieprzu młotkowanego z kolendrą KAMIS,
Ognista mieszanka przypraw KAMIS,
3 szklanki bulionu warzywnego,
1 łyżka sosu rybnego
Kaszę przelewamy wrzącą wodą i płuczemy na sicie.
Warzywa myjemy i obieramy. Jeśli macie robot kuchenny z szatkownicą użyjcie go by poszatkować wszystkie warzywa- marchew, buraka, selera, selera naciowego i kapustę. W innym wypadku po prostu pokrójcie warzywa w cieniutkie paseczki. Ja użyłam do tego obieraczki do warzyw, a kapustę i selera naciowego posiekałam. Imbir obieramy przy pomocy łyżeczki i ścieramy na drobnych oczkach.
W formie do zapiekania układamy warstwami warzywa i kaszę. Zaczynając od kapusty, przez seler, marchew, kaszę, buraka i selera naciowego. Całość posypujemy startym imbirem, pieprzem i ognistą przyprawą Kamis. Do bulionu dodajemy sos rybny w wlewamy całość do formy z warzywami. Przykrywamy szczelnie folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika. Ustawiamy temperaturę 200'C i pieczemy przez ok 45 minut.
Po tym czasie wyjmujemy formę z piekarnika posypujemy skórką z pomarańczy i szczypiorem i podajemy gdy jest gorące.
Na stole możemy ustawić jeszcze młynek z Ognistą przyprawą Kamis, by można było sobie danie doprawić do smaku. Wegetariańska potrawa jednogarnkowa gotowa! A dla małego niejadka można wymyślić jakąś fajną nazwę potrawy, np. masakra piłą mechaniczną, zakrwawione organy, czy jeszcze coś bardziej obrzydliwego. a jak to nie podziała, to może serduszko pomoże :)
Smacznego!
piątek, 25 maja 2012
środa, 23 maja 2012
Majonez. Mój pierwszy, ale nie ostatni.
Przeraża mnie moment w sklepie, gdy próbuję coś kupić i czytam skład produktu. W tej chwili po cokolwiek sięgamy z półki sklepowej zawiera w sobie mnóstwo chemii. Znajdę pewnie wielu osób które popierają żywność modyfikowaną, także tą modyfikowana genetycznie. Dyskusja na ich temat może toczyć się długo, ale nikt mnie nie przekona, ze to co jest sztucznie konserwowane, dosmaczane, barwione, zagęszczane jest smaczne i zdrowe. To samo dotyczy roślin i zwierząt hodowanych w nienaturalnych warunkach.
Nawet nie chcę myśleć o tym jakie konsekwencje będzie miała dla ludzkości taka "dieta"...
Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale każdego dnia staram się wiedzieć więcej.
Skupię się chwilkę na jogurtach- konia z rzędem temu kto znajdzie jogurt, kefir, maślankę, które zawierają jedynie to co rzeczywiście powinny. Mam parę pytań retorycznych. Dlaczego do jogurtu naturalnego dodaje się żelatynę, mleko w proszku, czy skrobię modyfikowaną? Jogurty owocowe- także te przeznaczone dla dzieci, to jeszcze gorsza historia, bowiem jogurt o smaku truskawkowym wcale nie musi zawierać truskawek, a nawet jeśli są to stanowią 2-5%... czy to nie jest jakiś paradoks? Te wszystkie barwniki i aromaty, czy to na prawdę jest nam potrzebne? Znów, nie chcę nawet myśleć o produktach, na etykietach których nawet nie znajdujemy składu, albo niektóre z nich są zatajone. Wszystko po ty by leżały one dłuuuuugo na półce i nie ulegały zepsuciu, miały "idealny" kolor i smak. Ja zgłaszam sprzeciw! Kupuję tylko najbardziej "czyste" jogurty, maślanki itp, a jak mam ochotę to sama dodaję do nich otręby, musli, warzywa, czy owoce. Wtedy mam pewność, że zjadłam kilka truskawek a nie zaledwie 1/2 i łyżkę barwnika i aromatu. To tylko szybki przykład, bo mogłabym tak pisać długo, ale nie chcę nikogo zanudzić i wolę przejść do rzeczy przyjemniejszych.
Od słowa do słowa..... postanowiłam ukręcić swój własny majonez :) Do tej pory w ogóle nie mogłam go jeść czy to samego, czy w sałatce, bo powodował u mnie wielkie niestrawności. Mówię oczywiście o tym ze słoiczka i to nie o tym z najniższą ceną... Z kolei majonez, który sama przygotowałam, pochłonęłam razem z jajkiem na miękko i owsianym chlebkiem domowej roboty... i czułam się idealnie. Wniosek jest jeden, już na pewno nie powrócę z własnej woli do tego sklepowego .
Od dawana już miałam ochotę zrobić majonez samodzielnie, ale bałam się, że to zbyt trudne. Okazało się to banalnie proste. W poszukiwaniu prostego przepisu dość szybko zajrzałam do pierwszej książki Jamiego Olivera "Naked Chef". Jamiego uwielbiam, każdy to wie. Moja koleżanka pytała mnie nawet, czy mój kochany nie jest o niego zazdrosny :D Uśmiałam się do łez, ale D. stwierdził, że nawet o tym nie myślał. Tez ma świadomość, że możliwość mojego spotkania z Jamim jest zerowa, więc czemu miałby być zazdrosny. Co innego jeśli chodzi o trenera fitnessu....ale wróćmy do kuchni.
Jamie niedawno świętował wraz ze swoją organizacją -Food Revolution Day. Wiem, że dostał nawet od Amerykanów nagrodę za swój wkład w walkę z otyłością dzieci w USA. Chciałabym żeby ta rewolucja zahaczyła również o Polskę i rozprzestrzeniła się najlepiej na cały świat. Także u nas działa aktywnie wiele osób, którym zależy na zdrowym odżywianiu przede wszystkim dzieci ale i nas wszystkich. Wszystkie wydarzenia i spotkania SlowFood, kampania Zdrowy Przedszkolak i inne podobne przedsięwzięcia są niesamowicie ważne i popieram je w stu procentach.
W trosce o zdrowe jedzenie w naszym domu, przygotowałam domowy majonez. Może on być ucierany ręcznie przy pomocy ubijaczki, lub mikserem ręcznym i automatycznym. Ja użyłam miksera ręcznego z jedna końcówką do ubijania.
Majonez tradycyjny
1 duże żółtko
1 łyżka musztardy Dijon (ja użyłam musztardy Kremskiej)
1 łyżka octu z białego wina
1 łyżka soku z cytryny
400 ml dobrego oleju rzepakowego
sól do smaku
Wrzuć żółtko, musztardę, 3 małe szczypty soli, ocet i sok z cytryny do miski i mieszaj dopóki się połączą. Wciąż mieszając dodawaj olej bardzo cienką stróżką. Jeśli dodasz go za szybko to się zsiądzie.
Gdyby jednak coś takiego się wydarzyło, dodaj łyżkę wrzącej wody i mieszaj dalej. Powinien się znowu wygładzić. Obiło mi się o uszy, że majonez trzeba stale ubijać (kręcić) w jedną stronę wtedy właśnie się nie waży. Tak tez zrobiłam.
Gdy dodasz już połowę ilości oleju, majonez zacznie nabierać odpowiedniej bardy i konsystencji. Gdy dodasz już cały olej majonez powinien być gęsty, kremowy i lekko zażółcony. Gdy już jest prawie gotowy możemy go jeszcze doprawić solą, lub innymi ziołami. (Jamie proponuje majonez z bazylią lub koperkiem)
Majonez gotowy do podania :) Należy go oczywiście przechowywać w lodówce w szczelnym opakowaniu do około tygodnia.
Smacznego!
Nawet nie chcę myśleć o tym jakie konsekwencje będzie miała dla ludzkości taka "dieta"...
Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale każdego dnia staram się wiedzieć więcej.
Skupię się chwilkę na jogurtach- konia z rzędem temu kto znajdzie jogurt, kefir, maślankę, które zawierają jedynie to co rzeczywiście powinny. Mam parę pytań retorycznych. Dlaczego do jogurtu naturalnego dodaje się żelatynę, mleko w proszku, czy skrobię modyfikowaną? Jogurty owocowe- także te przeznaczone dla dzieci, to jeszcze gorsza historia, bowiem jogurt o smaku truskawkowym wcale nie musi zawierać truskawek, a nawet jeśli są to stanowią 2-5%... czy to nie jest jakiś paradoks? Te wszystkie barwniki i aromaty, czy to na prawdę jest nam potrzebne? Znów, nie chcę nawet myśleć o produktach, na etykietach których nawet nie znajdujemy składu, albo niektóre z nich są zatajone. Wszystko po ty by leżały one dłuuuuugo na półce i nie ulegały zepsuciu, miały "idealny" kolor i smak. Ja zgłaszam sprzeciw! Kupuję tylko najbardziej "czyste" jogurty, maślanki itp, a jak mam ochotę to sama dodaję do nich otręby, musli, warzywa, czy owoce. Wtedy mam pewność, że zjadłam kilka truskawek a nie zaledwie 1/2 i łyżkę barwnika i aromatu. To tylko szybki przykład, bo mogłabym tak pisać długo, ale nie chcę nikogo zanudzić i wolę przejść do rzeczy przyjemniejszych.
Od słowa do słowa..... postanowiłam ukręcić swój własny majonez :) Do tej pory w ogóle nie mogłam go jeść czy to samego, czy w sałatce, bo powodował u mnie wielkie niestrawności. Mówię oczywiście o tym ze słoiczka i to nie o tym z najniższą ceną... Z kolei majonez, który sama przygotowałam, pochłonęłam razem z jajkiem na miękko i owsianym chlebkiem domowej roboty... i czułam się idealnie. Wniosek jest jeden, już na pewno nie powrócę z własnej woli do tego sklepowego .
Od dawana już miałam ochotę zrobić majonez samodzielnie, ale bałam się, że to zbyt trudne. Okazało się to banalnie proste. W poszukiwaniu prostego przepisu dość szybko zajrzałam do pierwszej książki Jamiego Olivera "Naked Chef". Jamiego uwielbiam, każdy to wie. Moja koleżanka pytała mnie nawet, czy mój kochany nie jest o niego zazdrosny :D Uśmiałam się do łez, ale D. stwierdził, że nawet o tym nie myślał. Tez ma świadomość, że możliwość mojego spotkania z Jamim jest zerowa, więc czemu miałby być zazdrosny. Co innego jeśli chodzi o trenera fitnessu....ale wróćmy do kuchni.
Jamie niedawno świętował wraz ze swoją organizacją -Food Revolution Day. Wiem, że dostał nawet od Amerykanów nagrodę za swój wkład w walkę z otyłością dzieci w USA. Chciałabym żeby ta rewolucja zahaczyła również o Polskę i rozprzestrzeniła się najlepiej na cały świat. Także u nas działa aktywnie wiele osób, którym zależy na zdrowym odżywianiu przede wszystkim dzieci ale i nas wszystkich. Wszystkie wydarzenia i spotkania SlowFood, kampania Zdrowy Przedszkolak i inne podobne przedsięwzięcia są niesamowicie ważne i popieram je w stu procentach.
W trosce o zdrowe jedzenie w naszym domu, przygotowałam domowy majonez. Może on być ucierany ręcznie przy pomocy ubijaczki, lub mikserem ręcznym i automatycznym. Ja użyłam miksera ręcznego z jedna końcówką do ubijania.
Majonez tradycyjny
1 duże żółtko
1 łyżka musztardy Dijon (ja użyłam musztardy Kremskiej)
1 łyżka octu z białego wina
1 łyżka soku z cytryny
400 ml dobrego oleju rzepakowego
sól do smaku
Wrzuć żółtko, musztardę, 3 małe szczypty soli, ocet i sok z cytryny do miski i mieszaj dopóki się połączą. Wciąż mieszając dodawaj olej bardzo cienką stróżką. Jeśli dodasz go za szybko to się zsiądzie.
Gdyby jednak coś takiego się wydarzyło, dodaj łyżkę wrzącej wody i mieszaj dalej. Powinien się znowu wygładzić. Obiło mi się o uszy, że majonez trzeba stale ubijać (kręcić) w jedną stronę wtedy właśnie się nie waży. Tak tez zrobiłam.
Gdy dodasz już połowę ilości oleju, majonez zacznie nabierać odpowiedniej bardy i konsystencji. Gdy dodasz już cały olej majonez powinien być gęsty, kremowy i lekko zażółcony. Gdy już jest prawie gotowy możemy go jeszcze doprawić solą, lub innymi ziołami. (Jamie proponuje majonez z bazylią lub koperkiem)
Majonez gotowy do podania :) Należy go oczywiście przechowywać w lodówce w szczelnym opakowaniu do około tygodnia.
Smacznego!
wtorek, 22 maja 2012
Ciastka szałwiowe z mąki żytniej
Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem, że większość mężczyzn nie lubi słodyczy. Szczególnie ciast i ciastek z kremem, ogólnie wszystkiego co jest bardziej słodkie niż babcina chałka. Mój mężczyzna akurat się z tym nie zgodził, ale muszę popytać innych panów. Na kolejne męskie spotkanie w naszym domu przygotowałam ciasteczka. Zmodyfikowałam nasz tradycyjny domowy przepis na ciasteczka wigilijne. Chciałam by oczywiście były zdrowsze niż te ze sklepu, oraz by wyróżniały się jakimś wytrawnym szczegółem. Gdy wróciłam z domu przywiozłam ze sobą naręcze ziół, które kiedyś sama zasadziłam. Znalazła się między nim właśnie świeża szałwia. Ten krzaczek rośnie najszybciej i najlepiej ze wszystkich. Czytałam, ze trzeba z nią uważać, bo lubi się rozrastać na boki i zajmować miejsce jakie mamy przeznaczone na inne zioła. Mogę powiedzieć z doświadczenia, że jest to prawda. W moim zielniku rożnie także okazały lubczyk, zeszłoroczna mięta pieprzowa, cudowny wybujały estragon oraz przepyszny tymianek i oregano. Niestety mam nauczkę na przyszłość, bo nie osłoniłam rozmarynu na zimę i jej nie przeżył, podobnie jak tymianek cytrynowy.
W Roznovie też już zakładam zielnik, ale tylko na parapecie i balkonie. Już korzystam z tymianku, mięty i bazylii, a czekam jeszcze na parę innych ziół, które powoli sobie kiełkują.
Jeśli coś mi z tego wyjdzie, na pewno podzielę się wrażeniami i rezultatem.
Wracając do ciasteczek, to istniała we mnie pewna obawa, że chłopcom jednak nie zasmakują. Bo to nietypowa mąka, niezwyczajny smak, no i mało słodkie. Ku mojej uciesze i chwilowemu zaskoczeniu, 2 duże blachy ciastek zniknęły w okamgnieniu. To cieszy :)
Musze ostrzec że ciastka mogę być bardzo kruche, więc albo dodajcie więcej masła, albo przekładajcie je w miarę ostrożnie. Ciastka nie maja zachwycającego wyglądu, ale są bardzo smaczne i przede wszystkim zdrowe.
Ciastka szałwiowe z mąki żytniej
Składniki:
(2 blachy)
150 g mąki żytniej grubo zmielonej
100 g maki pszennej (lub innej np.owsianej)
120 g margaryny
3 łyżki gęstego jogurtu (lub śmietany)
2 żółtka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka miodu
50 g cukru pudru
4 łyżki posiekanych liści świeżej szałwii
Do miski wsypać mąkę ze szczyptą soli i proszkiem do pieczenia. Dodać pokrojoną w grubą kostkę margarynę i zmieszać za pomocą szpatułki, lub w malakserze, aż uzyska konsystencję kruszonki.
Następnie wrzucić do mąki resztę składników i zagnieść kruche ciasto. Jeśli będzie zbyt twarde, można dodać więcej jogurtu. Owinąć szczelnie folią i wstawić do lodówki na pół godziny.
Ciasto rozwałkować w dwóch partiach na grubość 0.5 cm. Wyciąć ciasteczka, poukładać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić na 10 minut do piekarnika nagrzanego do 180'C. Trzeba zachować przynajmniej 1.5 cm odstęp między ciastkami, bo będą one rosły.
Upieczone ciastka studzimy na kratce i podajemy gdy już ostygną.
Jeśli chcesz by ciastka były bardziej słodkie, dodaj więcej cukru. Można tez eksperymentować z dodawaniem mięty lum melisy w miejsce szałwii.
Smacznego!
W Roznovie też już zakładam zielnik, ale tylko na parapecie i balkonie. Już korzystam z tymianku, mięty i bazylii, a czekam jeszcze na parę innych ziół, które powoli sobie kiełkują.
Jeśli coś mi z tego wyjdzie, na pewno podzielę się wrażeniami i rezultatem.
Wracając do ciasteczek, to istniała we mnie pewna obawa, że chłopcom jednak nie zasmakują. Bo to nietypowa mąka, niezwyczajny smak, no i mało słodkie. Ku mojej uciesze i chwilowemu zaskoczeniu, 2 duże blachy ciastek zniknęły w okamgnieniu. To cieszy :)
Musze ostrzec że ciastka mogę być bardzo kruche, więc albo dodajcie więcej masła, albo przekładajcie je w miarę ostrożnie. Ciastka nie maja zachwycającego wyglądu, ale są bardzo smaczne i przede wszystkim zdrowe.
Ciastka szałwiowe z mąki żytniej
Składniki:
(2 blachy)
150 g mąki żytniej grubo zmielonej
100 g maki pszennej (lub innej np.owsianej)
120 g margaryny
3 łyżki gęstego jogurtu (lub śmietany)
2 żółtka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka miodu
50 g cukru pudru
4 łyżki posiekanych liści świeżej szałwii
Do miski wsypać mąkę ze szczyptą soli i proszkiem do pieczenia. Dodać pokrojoną w grubą kostkę margarynę i zmieszać za pomocą szpatułki, lub w malakserze, aż uzyska konsystencję kruszonki.
Następnie wrzucić do mąki resztę składników i zagnieść kruche ciasto. Jeśli będzie zbyt twarde, można dodać więcej jogurtu. Owinąć szczelnie folią i wstawić do lodówki na pół godziny.
Ciasto rozwałkować w dwóch partiach na grubość 0.5 cm. Wyciąć ciasteczka, poukładać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić na 10 minut do piekarnika nagrzanego do 180'C. Trzeba zachować przynajmniej 1.5 cm odstęp między ciastkami, bo będą one rosły.
Upieczone ciastka studzimy na kratce i podajemy gdy już ostygną.
Jeśli chcesz by ciastka były bardziej słodkie, dodaj więcej cukru. Można tez eksperymentować z dodawaniem mięty lum melisy w miejsce szałwii.
Smacznego!
poniedziałek, 21 maja 2012
Wegetariańskie burgery, czyli kanapki z kotlecikami z soczewicy.
Nareszcie wiosna przygrzała słońcem. W piękny weekend wybraliśmy się na dwie wycieczki. Najpierw była to przejażdżka rowerowo- rolkowa, to znaczy ja na rolkach a On na rowerze :) Druga wyprawa odbyła się w pobliskie góry, zdobyliśmy Velky Javornik z Frenstadu pod Radhostem. W takie dni potrzebne są pożywne, piknikowe przekąski. Mój kochany zamówił burgery, a że jest wegetarianinem, to nie mogły oczywiście zawierać typowego kotleta Muszę przyznać, że dla mnie osobiście to ulga, bo nie lubię mielonego mięsa pod każdą postacią. Tym razem kotlety powstały z połączenia kaszy, soczewicy i marchewki. Wszystko zapakowane w pyszną pszenną bułeczkę i w towarzystwie warzyw. Samo zdrowie, prawda?
Oprócz burgerów zawsze przydają się nam zbożowe ciasteczka lub batoniki, no i oczywiście jabłuszka lub banany. Często w czasie wycieczki korzystamy z dobroci lodziarni, bo jak już wspominałam, jestem prawdziwym lodo-żercą. Natomiast w Czechach, jeśli na szczycie góry jest barek, to najpewniej będziemy pić kofolę. Ktoś zna ten czeski napój? To nic innego jak czeska coca-cola ale o wiele smaczniejsza. Przy pierwszym z nia kontakcie każdy ma niewyraźną minę. Ale już drugi łyk jest bardzo przyjemny. O ile nie piję żadnych kolorowych, smakowych napoi, o tyle jedyne o czym myślę w trakcie wspinania się na górę jest piękny widok i KOFOLA. Śmieszne :)
Po drodze widziałam pełno małych ślicznych kwiatuszków i ładne pokrzywy. Muszę, się zebrać w sobie i coś wreszcie przygotować z rarytasów z łąk i lasów
Przejdźmy do przepisu na burgery. Są one odpowiednie zarówno jako przekąska w podróży jak i szybki lunch w pracy.
Wegetariańskie burgery
4 łyżki czerwonej soczewicy
4 łyżki kaszy kukurydzianej (o średnio grubych ziarnach)
1 średnia marchewka
4 łyżki bułki tartej
1 jajko
1 czubata łyżka curry
1 łyżeczka masła orzechowego
sól, pieprz
olej do smażenia
Soczewicę ugotować do miękkości w około 3/4 szklanki wody z dodatkiem curry. Można dodać więcej wody, jeśli się za szybko wygotuje.
Kaszę ugotować w podwójnej ilości wody z dodatkiem szczypty soli. Kaszę gotujemy ok 10 min często mieszając. także w razie konieczności dodając odrobinę wody. Należy pilnować by kasza się nie przypaliła.
Gotową soczewicę i kaszę studzimy, po czym mieszamy w 1 naczyniu. Dodajemy starta na drobnej arce marchewkę, jajko, masło orzechowe i bułkę tartą. Doprawić do smaku wedle upodobań. Masa musi mieć wyrazisty smak, by kotlety nie wyszły mdłe. jeśli jest zbyt luźna, dodajemy więcej tartej bułki.
Formujemy niewielkie kotleciki rękoma zmoczonymi wodą. Dzięki temu masa nie będzie się przyklejać do dłoni. Smażymy na rozgrzanym tłuszczu po kilka minut z każdej strony.
Odsączamy na papierowym ręczniku z nadmiaru tłuszczu i podajemy.
Kotleciki są miękkie w środku z chrupiącą skórką. Świetnie pasują zarówno jako kotleciki do burgerów jak i dodatek do obiadu. Można je także zamrozić, a potem podgrzać w piekarniku
My pierwszą część kotletów zjedliśmy z bułką posmarowaną masełkiem i z dodatkiem ogórka, pomidora, papryki, salaty i tymianku. Reszta kotletów trafiła innego dnia na talerz razem z pełnoziarnista kaszką kus-kus i wiosenną mieszanką sałat.
Smacznego!
Oprócz burgerów zawsze przydają się nam zbożowe ciasteczka lub batoniki, no i oczywiście jabłuszka lub banany. Często w czasie wycieczki korzystamy z dobroci lodziarni, bo jak już wspominałam, jestem prawdziwym lodo-żercą. Natomiast w Czechach, jeśli na szczycie góry jest barek, to najpewniej będziemy pić kofolę. Ktoś zna ten czeski napój? To nic innego jak czeska coca-cola ale o wiele smaczniejsza. Przy pierwszym z nia kontakcie każdy ma niewyraźną minę. Ale już drugi łyk jest bardzo przyjemny. O ile nie piję żadnych kolorowych, smakowych napoi, o tyle jedyne o czym myślę w trakcie wspinania się na górę jest piękny widok i KOFOLA. Śmieszne :)
Po drodze widziałam pełno małych ślicznych kwiatuszków i ładne pokrzywy. Muszę, się zebrać w sobie i coś wreszcie przygotować z rarytasów z łąk i lasów
Przejdźmy do przepisu na burgery. Są one odpowiednie zarówno jako przekąska w podróży jak i szybki lunch w pracy.
Wegetariańskie burgery
4 łyżki czerwonej soczewicy
4 łyżki kaszy kukurydzianej (o średnio grubych ziarnach)
1 średnia marchewka
4 łyżki bułki tartej
1 jajko
1 czubata łyżka curry
1 łyżeczka masła orzechowego
sól, pieprz
olej do smażenia
Soczewicę ugotować do miękkości w około 3/4 szklanki wody z dodatkiem curry. Można dodać więcej wody, jeśli się za szybko wygotuje.
Kaszę ugotować w podwójnej ilości wody z dodatkiem szczypty soli. Kaszę gotujemy ok 10 min często mieszając. także w razie konieczności dodając odrobinę wody. Należy pilnować by kasza się nie przypaliła.
Gotową soczewicę i kaszę studzimy, po czym mieszamy w 1 naczyniu. Dodajemy starta na drobnej arce marchewkę, jajko, masło orzechowe i bułkę tartą. Doprawić do smaku wedle upodobań. Masa musi mieć wyrazisty smak, by kotlety nie wyszły mdłe. jeśli jest zbyt luźna, dodajemy więcej tartej bułki.
Formujemy niewielkie kotleciki rękoma zmoczonymi wodą. Dzięki temu masa nie będzie się przyklejać do dłoni. Smażymy na rozgrzanym tłuszczu po kilka minut z każdej strony.
Odsączamy na papierowym ręczniku z nadmiaru tłuszczu i podajemy.
Kotleciki są miękkie w środku z chrupiącą skórką. Świetnie pasują zarówno jako kotleciki do burgerów jak i dodatek do obiadu. Można je także zamrozić, a potem podgrzać w piekarniku
My pierwszą część kotletów zjedliśmy z bułką posmarowaną masełkiem i z dodatkiem ogórka, pomidora, papryki, salaty i tymianku. Reszta kotletów trafiła innego dnia na talerz razem z pełnoziarnista kaszką kus-kus i wiosenną mieszanką sałat.
Smacznego!
piątek, 18 maja 2012
La Focaccia verde. Idealna na spotkanie przy winie (lub piwie)
Od dawna chciałam spróbować zrobić własna Focaccię. W restauracji- pizzerii, którą mamy koło domu jemy czasem pizzę (swoją drogą bardzo smaczną), ale jakoś nie miałam odwagi zamówić u nich Focacci. Czasem jemu tam coś co Czesi nazywają Pizza Brot- czyli coś w stylu pizza bianca tylko na bardziej puszystym cieście- z dużą ilością czosnku i sera. Już jak o tym myślę, to przybywa mi 2 kilogramy na wadze... Ale spokojnie, faceci przeważnie pochłaniają ją w takim tempie, że dla mnie i tak niewiele zostaje :)
Właśnie spodziewaliśmy się wizyty znajomych z pracy mojego chłopaka- praktycznie samych mężczyzn, więc zaczęłam kombinować co by przygotować dla nich na przegryzkę. Nie lubię jak mój mężczyzna wcina czipsy, więc wolę zrobić coś domowego i bardziej zdrowego, co zajmie rączki, popieści podniebienie i wypełni brzuszki. Tym razem padło na Focaccię.
Od pewnego czasu obserwuję włoski blog kulinarny ze zdjęciami i filmikami o nazwie Viva la Focaccia. Stwierdziłam, że to idealne miejsce do poszukiwania dobrego, prostego, prawdziwie włoskiego przepisu. Skorzystałam dokładnie z tego. Jeśli chociaż trochę znacie język włoski bez problemu się tam we wszystkim połapiecie. A maja parę fajnych przepisów na chleby, ciabaty, pizze i baby drożdżowe. Na prawdę polecam.
Domowa Focaccia
Składniki
(na formę 25/40 cm.- ja użyłam 2 mniejszych form)
400 g mąki tortowej
360 g wody
40 g oliwy Extra Virgin
6 g soli
4 g cukru
20 g świeżych drożdży ( lub 7 g suszonych)
Ja dodałam po 1 łyżce ziaren kminku i kopru.
Ewentualnie: posiekany gruby szczypior, kilka łyżek startego sera, garść oliwek zielonych lub czarnych, czy kaparów, lub kilka suszonych pomidorów z zalewy oliwnej.
Oryginalny przepis tego nie uwzględniał, ale ja zrobiłam najpierw zaczyn.
Utrzeć świeże drożdże z cukrem i rozprowadzić 100 mililitrami letniej wody, dodać 1 łyżkę mąki, wymieszać dokładnie by nie było grudek. Odstawić na 10 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Wymieszać mąkę z solą, oliwą, zaczynem, nasionami i resztą wody. Mieszać przez 5 minut za pomocą miksera lub drewnianej łyżki.
Naczynie w którym ciasto będzie rosło należy posmarować oliwą z oliwek. Przełożyć do niego całą masę i odstawić do wyrośnięcia. Są dwie możliwości: szybka- odstawiamy naczynie w ciepłe miejsce i przykrywamy ściereczką, zostawiamy na 2-3 godziny. Przed wyborem naczynia należy pamiętać że ciasto podwoi swoją objętość. Metoda wydłużona: ciasto rośnie w lodówce przez 8-12 godzin- również przykryte. Jeśli nie wyrośnie zbyt dobrze, można je jeszcze po wyjęciu c lodówki zostawić na 1 godzinę w ciepłym miejscu.
Formę do pieczenia, jak również własne ręce smarujemy dokładnie oliwą z oliwek. Ciasto jest klejące, więc bez posmarowania dłoni, po prostu się do nich przylepi. Wyrośnięte ciasto rozciągamy palcami na całą formę. Można je podziurawić dalej bawiąc się paluszkami, lub np. widelcem. (Myślę, że to dobra robota dla dzieciaków :) Jeśli chcemy mieć Focaccię z dodatkami- w tym momencie wciskamy je delikatnie w ciasto. Ja użyłam zielonych oliwek i świeżej bazylii na jedną, a na drugiej rozsypałam szczypior i niewielką ilość żółtego sera
Odstawiamy do ponownego rośnięcia na 60 minut. Rozgrzewamy piekarnik do 220'C i wstawiamy Focaccię na 15- 18 minut. Powinna się lekko zarumienić.
Przed podaniem skropić dodatkowo oliwą z oliwek.
Smacznego!
Właśnie spodziewaliśmy się wizyty znajomych z pracy mojego chłopaka- praktycznie samych mężczyzn, więc zaczęłam kombinować co by przygotować dla nich na przegryzkę. Nie lubię jak mój mężczyzna wcina czipsy, więc wolę zrobić coś domowego i bardziej zdrowego, co zajmie rączki, popieści podniebienie i wypełni brzuszki. Tym razem padło na Focaccię.
Od pewnego czasu obserwuję włoski blog kulinarny ze zdjęciami i filmikami o nazwie Viva la Focaccia. Stwierdziłam, że to idealne miejsce do poszukiwania dobrego, prostego, prawdziwie włoskiego przepisu. Skorzystałam dokładnie z tego. Jeśli chociaż trochę znacie język włoski bez problemu się tam we wszystkim połapiecie. A maja parę fajnych przepisów na chleby, ciabaty, pizze i baby drożdżowe. Na prawdę polecam.
![]() | |
| Focaccia |
Domowa Focaccia
Składniki
(na formę 25/40 cm.- ja użyłam 2 mniejszych form)
400 g mąki tortowej
360 g wody
40 g oliwy Extra Virgin
6 g soli
4 g cukru
20 g świeżych drożdży ( lub 7 g suszonych)
Ja dodałam po 1 łyżce ziaren kminku i kopru.
Ewentualnie: posiekany gruby szczypior, kilka łyżek startego sera, garść oliwek zielonych lub czarnych, czy kaparów, lub kilka suszonych pomidorów z zalewy oliwnej.
Oryginalny przepis tego nie uwzględniał, ale ja zrobiłam najpierw zaczyn.
Utrzeć świeże drożdże z cukrem i rozprowadzić 100 mililitrami letniej wody, dodać 1 łyżkę mąki, wymieszać dokładnie by nie było grudek. Odstawić na 10 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Wymieszać mąkę z solą, oliwą, zaczynem, nasionami i resztą wody. Mieszać przez 5 minut za pomocą miksera lub drewnianej łyżki.
Naczynie w którym ciasto będzie rosło należy posmarować oliwą z oliwek. Przełożyć do niego całą masę i odstawić do wyrośnięcia. Są dwie możliwości: szybka- odstawiamy naczynie w ciepłe miejsce i przykrywamy ściereczką, zostawiamy na 2-3 godziny. Przed wyborem naczynia należy pamiętać że ciasto podwoi swoją objętość. Metoda wydłużona: ciasto rośnie w lodówce przez 8-12 godzin- również przykryte. Jeśli nie wyrośnie zbyt dobrze, można je jeszcze po wyjęciu c lodówki zostawić na 1 godzinę w ciepłym miejscu.
Formę do pieczenia, jak również własne ręce smarujemy dokładnie oliwą z oliwek. Ciasto jest klejące, więc bez posmarowania dłoni, po prostu się do nich przylepi. Wyrośnięte ciasto rozciągamy palcami na całą formę. Można je podziurawić dalej bawiąc się paluszkami, lub np. widelcem. (Myślę, że to dobra robota dla dzieciaków :) Jeśli chcemy mieć Focaccię z dodatkami- w tym momencie wciskamy je delikatnie w ciasto. Ja użyłam zielonych oliwek i świeżej bazylii na jedną, a na drugiej rozsypałam szczypior i niewielką ilość żółtego sera
Odstawiamy do ponownego rośnięcia na 60 minut. Rozgrzewamy piekarnik do 220'C i wstawiamy Focaccię na 15- 18 minut. Powinna się lekko zarumienić.
Przed podaniem skropić dodatkowo oliwą z oliwek.
Smacznego!
czwartek, 17 maja 2012
Granita różana z czerwonej herbaty. Wspomnienia z Blogger Food Fest
Co z tą pogodą? Jest połowa maja, ogrodnicy już za nami, zimna Zośka już za nami, a ja nadal nie widzę słońca i noszę warstwy ubrań. Trzeba tę Panią Wiosnę jakoś zaczarować i udobruchać. Tak sobie pomyślałam, że może zimna granita, może nawet z dodatkiem musującego wina, czy wódeczki trochę ją udobrucha... Byłoby miło leżeć na trawce z drinkiem w ręku i opalać blade lico zanim przyjdą wakacje, prawda? Ja odkąd pojawi się pierwsze słońce zamieniam się w lodowego potwora. Na lody mam ochotę zawsze i wszędzie (no może nie w plenerze- ale mogę się równie dobrze schować w lodziarni:)
W ostatni weekend odwiedziłam moją rodzinkę i bardzo żałowałam, że nie możemy pospacerować, pojeździć na rowerze, bez ryzyka zmoknięcia lub przemarznięcia. Cóż może czerwiec będzie bardziej łaskawy.
Weekend nie był jednak wcale stracony. Miałam bowiem możliwość uczestniczyć w konferencji zorganizowanej specjalnie dla blogerów kulinarnych przez portal ugotuj.to . Blogger Food Fest przebiegał w atmosferze miłych rozmów, spotkań ze znajomymi, słuchania wielu cennych porad i podglądaniu znanych koleżanek blogerek. Ach no i oczywiście warto wspomnieć o pysznym jedzeniu, winie i kawie, które bardzo ucieszyły nasze kubki smakowe. Bardzo cieszę się ze spotkania z dziewczynami z Warsztatów Kuchni+ (od Jakubiaka) Los chciał, że wszystkie się tam pojawiłyśmy, choć wcale się na to nie umawiałyśmy. Jeszcze raz pozdrawiam Marietę (http://wkuchnibezdubli.blox.pl) Agnieszkę (http://cosdobrego.blogspot.com) i Asię.
Niestety nie miałam możliwości uczestnictwa w warsztatach fotografii prowadzonych przez Beatę Lipov z Lawendowego Domu, ale już same porady fotografa w trakcie konferencji dały mi wiele do myślenia. Na pewno pojawię się na kolejnej edycji Food Blogger Fest.
Również tego dnia pogoda była do bani, a więc by ją odgonić przejdę do dalszego zajadania lodów sorbetów itp :)
Ten lekki deser jest uniwersalny, bo można go przygotować z dowolnego naparu herbacianego, lub ulubionej mieszanki soków. Co więcej nie ma w nim mleka, więc jest odpowiedni dla osób z nietolerancją laktozy. Zapraszam na pyszną granitę.
Granita różana z czerwonej herbaty
4 łyżeczki liściastej herbaty pu-erh o różanym aromacie
(jeśli nie masz różanej herbaty dodaj 2 łyżki wody różanej)
sok z 1 cytryny
sok z 1 pomarańczy
3 łyżki płynnego miodu
owoce do ozdoby (figa)
Zaparzać herbatę przez 10 minut w 1 litrze wrzątku. Odcedzić płyn od liści i rozpuścić w nim miód. Po wystygnięciu dodać soki z cytryny i pomarańczy. Wlać do szczelnego zamykanego pojemnika i wstawić do zamrażarki. Co 2 godziny zmiksować granitę w malakserze i znów zamrozić. Po 3 miksowaniu można już nakładać granitę do pucharków lub wysokich szklanek. Ja do przybrania użyłam świeżej figi, ale truskaweczka czy malinki tez będą się prezentować uroczo.
Granita ma bardzo delikatną konsystencję. Świetnie będzie smakować także jako podstawa do drinka z wódką i odrobiną cytrusowego soku, lub zalana niewielką ilością musującego wina.
Smacznego!
W ostatni weekend odwiedziłam moją rodzinkę i bardzo żałowałam, że nie możemy pospacerować, pojeździć na rowerze, bez ryzyka zmoknięcia lub przemarznięcia. Cóż może czerwiec będzie bardziej łaskawy.
Weekend nie był jednak wcale stracony. Miałam bowiem możliwość uczestniczyć w konferencji zorganizowanej specjalnie dla blogerów kulinarnych przez portal ugotuj.to . Blogger Food Fest przebiegał w atmosferze miłych rozmów, spotkań ze znajomymi, słuchania wielu cennych porad i podglądaniu znanych koleżanek blogerek. Ach no i oczywiście warto wspomnieć o pysznym jedzeniu, winie i kawie, które bardzo ucieszyły nasze kubki smakowe. Bardzo cieszę się ze spotkania z dziewczynami z Warsztatów Kuchni+ (od Jakubiaka) Los chciał, że wszystkie się tam pojawiłyśmy, choć wcale się na to nie umawiałyśmy. Jeszcze raz pozdrawiam Marietę (http://wkuchnibezdubli.blox.pl) Agnieszkę (http://cosdobrego.blogspot.com) i Asię.
Niestety nie miałam możliwości uczestnictwa w warsztatach fotografii prowadzonych przez Beatę Lipov z Lawendowego Domu, ale już same porady fotografa w trakcie konferencji dały mi wiele do myślenia. Na pewno pojawię się na kolejnej edycji Food Blogger Fest.
Również tego dnia pogoda była do bani, a więc by ją odgonić przejdę do dalszego zajadania lodów sorbetów itp :)
Ten lekki deser jest uniwersalny, bo można go przygotować z dowolnego naparu herbacianego, lub ulubionej mieszanki soków. Co więcej nie ma w nim mleka, więc jest odpowiedni dla osób z nietolerancją laktozy. Zapraszam na pyszną granitę.
Granita różana z czerwonej herbaty
4 łyżeczki liściastej herbaty pu-erh o różanym aromacie
(jeśli nie masz różanej herbaty dodaj 2 łyżki wody różanej)
sok z 1 cytryny
sok z 1 pomarańczy
3 łyżki płynnego miodu
owoce do ozdoby (figa)
Zaparzać herbatę przez 10 minut w 1 litrze wrzątku. Odcedzić płyn od liści i rozpuścić w nim miód. Po wystygnięciu dodać soki z cytryny i pomarańczy. Wlać do szczelnego zamykanego pojemnika i wstawić do zamrażarki. Co 2 godziny zmiksować granitę w malakserze i znów zamrozić. Po 3 miksowaniu można już nakładać granitę do pucharków lub wysokich szklanek. Ja do przybrania użyłam świeżej figi, ale truskaweczka czy malinki tez będą się prezentować uroczo.
Granita ma bardzo delikatną konsystencję. Świetnie będzie smakować także jako podstawa do drinka z wódką i odrobiną cytrusowego soku, lub zalana niewielką ilością musującego wina.
Smacznego!
poniedziałek, 14 maja 2012
Risotto cytrynowe ze szparagami w 2 wersjach ( Asparagus Lemon Risotto with salmon)
Sezon na szparagi nadal trwa. To pyszne warzywo gości tak krótko na naszych stołach, że czuję potrzebę obcowania z nim jak najczęściej. Zawsze śmieszy mnie zapach jaki występuje po szparagach gdy robimy siusiu. Podobno nie wszyscy to czują, ale od wielu słyszałam, że "też tak mają". Zabawne, wtedy od razu przypomina mi się co pysznego zjadłam :) Wiem, ze to nie jest apetyczne miejsce do wspomnień, ale co tam.
Myslałam sobie o tych moich białych szparagach i wymarzyło mi się dziewiczo białe risotto z delikatnymi akcentami i delikatne w smaku. Szparagi są bardzo wdzięcznym produktem. Nie wymagają długiego gotowania, smakują wyśmienicie w wielu połączeniach a i wygląd mają reprezentacyjny. Ważne jest jedynie by były świeże i jędrne. e małe cwaniaki same dokładnie wiedzą w którym miejscu są jeszcze pyszne i chrupiące a od którego momentu są zdrewniałe i łykowate. Wystarczy takiego szparaga złapać za ciałko i ogonek i delikatnie przełamać. Powinna odłamać się ta niesmaczna końcówka. Słyszałam, że z obierek z białych szparagów i tych odrzuconych końcówek można ugotować jeszcze zupę, którą się potem przeciera przez sito, by pozbyć się niezjadliwych włókien. Ale szczerze mówiąc jeszcze nie próbowałam, więc nie będę się na ten temat wypowiadać.
Pamiętam moje pierwsze szparagowe zakupy. Było to we Włoszech na moim ukochanym Porta Palazzo w Turynie. Pomagał mi je wybierać a potem przygotowywać kolega Hiszpan. W ogóle często razem gotowaliśmy :) Ja jeszcze wtedy nie wiedziałam jak wybrać dobre szparagi, karczochy, czy owoce morza. On przyjechał za stypendium z Barcelony i miał kontakt z takimi rarytasami już od dzieciństwa. Nigdy nie zapomnę Paelli czy tortilli w jego wykonaniu...mniam
Byłam młoda i nieświadoma, że w Polsce jest tyle znakomitych upraw szparagów. Chciałabym się kiedyś wybrać na taką szparagową ucztę bezpośrednio u producenta. Wszystko przede mną :)
Moje białe szparagi (z racji, że mieszkam w Czechach) pochodzą ze słowackich Bio-upraw. Muszę je pochwalić, również były wyśmienite. Ale przejdźmy wreszcie do rzeczy. Zaprezentuję przepis na dwa sposoby. Czysto wegetariański i z łososiem.
Risotto cytrynowe ze szparagami (z łososiem lub bez)
Składniki:
(dla 2 osób)
8 łyżek ryżu do risotto
8 sztuk białych szparagów
1/2 szklanki mleka ryżowego (lub zwykłego)
sok i skórka otarta z 1/2 cytryny
2 łyżki koperku
sól i biały pieprz
ok 1,5 szklanki wody
2 łyżki oliwy
2 łyżki masła
Do wersji z łososiem:
150 g filetu z łososia
1 szklanka bulionu warzywnego
Przygotowanie:
Na patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy do niej ryż. Prażymy go przez kilka minut podrzucając go na patelni. Po upływie około 2 minut wlewamy mleko. Dusimy przez chwile na średnim ogniu. Gdy mleko prawie całkiem odparuje stopniowo dodajemy sól i wodę - również porcjami po 1/2 szklanki. Risotto będzie powoli wchłaniać płyny i wystarczy że raz na jakiś czas je przemieszamy i będziemy pilnować by woda nie zniknęła całkowicie.
Mamy teraz 5 minut na przygotowanie białych szparagów. Jeśli mamy cienkie i świeże szparagi wystarczy odciąć końcówki - około 1,5 cm (tak na wszelki wypadek) W innym wypadku trzeba odłamać zdrewniałą końcówkę- jak pisałam powyżej- szparag sam wie gdzie ma się złamać. Następnie obieramy je najlepiej przy pomocy dobrej obieraczki od 3/4 wysokości do końca i kroimy na 2 cm kawałki. Główki odkładamy na bok, a resztę szparagów wrzucamy do risotto.
Kontynuujemy mieszanie i dodawanie wody aż ryż będzie prawie gotowy- ale oczywiście nadal al dente. Na Ostatnie 5 minut gotowania wrzucamy główki szparagów. One gotują się najszybciej i wystarczy im kilka minut w cieple. Gdy ryż już będzie gotowy, dodajemy sok z cytryny, koperek i masło i szczyptę białego pieprzu, w razie potrzeby dosalamy, zdejmujemy z ognia, przykrywamy i odstawiamy na 5 minut.
W wersji z łososiem: świeży filet gotujemy przez około 10 minut w gorącym bulionie warzywnym. Płyn nie powinien mocno wrzeć, bo ryba się rozpadnie. Gdy łosoś jest już ścięty w środku wyjmujemy go z garnka, kruszymy na mniejsze kawałki i dodajemy do risotto w tym samym momencie co główki szparagów.
Risotto można także przygotować na samym maśle i mleku. Będzie wtedy jeszcze bardziej kremowe.
Risotto przed podaniem posypujemy skórką otartą z cytryny.
Smacznego!

Asparagus Lemon Risotto with salmon (or without)
Ingredients:
(serve 2)
8 tbsp risotto rice
8 piece of white asparagus
½ glass of rice milk (or ordinary milk)
Juice and skin from ½ of lemon
2 tbsp dill
Salt and white pepper
approx 1 ½ glass of water
2 tbsp olive oil
2 tbsp butter
For salmon-version
150 g salmon filet
1 glass vegetable stock
Method:
Heat the olive in a big pan and add the rice. Fry your rice for around 2 minutes tossing it up couple of times. Then add milk turn the heat to medium level and keep stirring. Once the milk has cooked into the rice, add your first ladle of hot water and a pinch of salt. Keep adding water and stirring. Let your rice to simmer slowly, allowing each ladleful to be absorbed before adding the next.
Prepare asparagus. Pell them from ¾ of their height – leave head untouched. If your asparagus is nice and fresh you don’t have to cut off their ends but just in case I cut off 1,5 cm of hard end. Asparagus is a quite intelligent vegetable, cause it knows where to break to lose hard end. You just have to grab asparagus with two hands ant try to break it. This should break exactly in the place it stars to be hard.
So you have your asparagus peeled, and now it needs to be cut into 2 cm pieces. Leave heads aside and add the rest to the pan with risotto around 5 minutes before it is ready. Remember your risotto has to be al-dente, so do not cook it too long.
Remove risotto from the heat and add the butter, lemon juice, heads of asparagus, a pinch of white pepper and dill. Stir it, taste it, add some salt if it’s needed. Place a lid on the pan and allow to sit for 5 minutes.
For the version with salmon- take your fish and boil it in a vegetable stock on the medium heat. Once the salmon is cooked dry it from the water and brake it into small pieces. Add it to risotto the moment you add asparagus heads.
Serve your risotto on a nice plate with a sprinkle of lemon zest.
Buon Appetito!
Myslałam sobie o tych moich białych szparagach i wymarzyło mi się dziewiczo białe risotto z delikatnymi akcentami i delikatne w smaku. Szparagi są bardzo wdzięcznym produktem. Nie wymagają długiego gotowania, smakują wyśmienicie w wielu połączeniach a i wygląd mają reprezentacyjny. Ważne jest jedynie by były świeże i jędrne. e małe cwaniaki same dokładnie wiedzą w którym miejscu są jeszcze pyszne i chrupiące a od którego momentu są zdrewniałe i łykowate. Wystarczy takiego szparaga złapać za ciałko i ogonek i delikatnie przełamać. Powinna odłamać się ta niesmaczna końcówka. Słyszałam, że z obierek z białych szparagów i tych odrzuconych końcówek można ugotować jeszcze zupę, którą się potem przeciera przez sito, by pozbyć się niezjadliwych włókien. Ale szczerze mówiąc jeszcze nie próbowałam, więc nie będę się na ten temat wypowiadać.
Pamiętam moje pierwsze szparagowe zakupy. Było to we Włoszech na moim ukochanym Porta Palazzo w Turynie. Pomagał mi je wybierać a potem przygotowywać kolega Hiszpan. W ogóle często razem gotowaliśmy :) Ja jeszcze wtedy nie wiedziałam jak wybrać dobre szparagi, karczochy, czy owoce morza. On przyjechał za stypendium z Barcelony i miał kontakt z takimi rarytasami już od dzieciństwa. Nigdy nie zapomnę Paelli czy tortilli w jego wykonaniu...mniam
Byłam młoda i nieświadoma, że w Polsce jest tyle znakomitych upraw szparagów. Chciałabym się kiedyś wybrać na taką szparagową ucztę bezpośrednio u producenta. Wszystko przede mną :)
Moje białe szparagi (z racji, że mieszkam w Czechach) pochodzą ze słowackich Bio-upraw. Muszę je pochwalić, również były wyśmienite. Ale przejdźmy wreszcie do rzeczy. Zaprezentuję przepis na dwa sposoby. Czysto wegetariański i z łososiem.
![]() |
| risotto cytrynowe ze szparagami |
Risotto cytrynowe ze szparagami (z łososiem lub bez)
Składniki:
(dla 2 osób)
8 łyżek ryżu do risotto
8 sztuk białych szparagów
1/2 szklanki mleka ryżowego (lub zwykłego)
sok i skórka otarta z 1/2 cytryny
2 łyżki koperku
sól i biały pieprz
ok 1,5 szklanki wody
2 łyżki oliwy
2 łyżki masła
Do wersji z łososiem:
150 g filetu z łososia
1 szklanka bulionu warzywnego
Przygotowanie:
Na patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy do niej ryż. Prażymy go przez kilka minut podrzucając go na patelni. Po upływie około 2 minut wlewamy mleko. Dusimy przez chwile na średnim ogniu. Gdy mleko prawie całkiem odparuje stopniowo dodajemy sól i wodę - również porcjami po 1/2 szklanki. Risotto będzie powoli wchłaniać płyny i wystarczy że raz na jakiś czas je przemieszamy i będziemy pilnować by woda nie zniknęła całkowicie.
Mamy teraz 5 minut na przygotowanie białych szparagów. Jeśli mamy cienkie i świeże szparagi wystarczy odciąć końcówki - około 1,5 cm (tak na wszelki wypadek) W innym wypadku trzeba odłamać zdrewniałą końcówkę- jak pisałam powyżej- szparag sam wie gdzie ma się złamać. Następnie obieramy je najlepiej przy pomocy dobrej obieraczki od 3/4 wysokości do końca i kroimy na 2 cm kawałki. Główki odkładamy na bok, a resztę szparagów wrzucamy do risotto.
Kontynuujemy mieszanie i dodawanie wody aż ryż będzie prawie gotowy- ale oczywiście nadal al dente. Na Ostatnie 5 minut gotowania wrzucamy główki szparagów. One gotują się najszybciej i wystarczy im kilka minut w cieple. Gdy ryż już będzie gotowy, dodajemy sok z cytryny, koperek i masło i szczyptę białego pieprzu, w razie potrzeby dosalamy, zdejmujemy z ognia, przykrywamy i odstawiamy na 5 minut.
W wersji z łososiem: świeży filet gotujemy przez około 10 minut w gorącym bulionie warzywnym. Płyn nie powinien mocno wrzeć, bo ryba się rozpadnie. Gdy łosoś jest już ścięty w środku wyjmujemy go z garnka, kruszymy na mniejsze kawałki i dodajemy do risotto w tym samym momencie co główki szparagów.
![]() | |
| risotto cytrynowe ze szparagami i łososiem |
Risotto można także przygotować na samym maśle i mleku. Będzie wtedy jeszcze bardziej kremowe.
Risotto przed podaniem posypujemy skórką otartą z cytryny.
Smacznego!
Asparagus Lemon Risotto with salmon (or without)
Ingredients:
(serve 2)
8 tbsp risotto rice
8 piece of white asparagus
½ glass of rice milk (or ordinary milk)
Juice and skin from ½ of lemon
2 tbsp dill
Salt and white pepper
approx 1 ½ glass of water
2 tbsp olive oil
2 tbsp butter
For salmon-version
150 g salmon filet
1 glass vegetable stock
Method:
Heat the olive in a big pan and add the rice. Fry your rice for around 2 minutes tossing it up couple of times. Then add milk turn the heat to medium level and keep stirring. Once the milk has cooked into the rice, add your first ladle of hot water and a pinch of salt. Keep adding water and stirring. Let your rice to simmer slowly, allowing each ladleful to be absorbed before adding the next.
Prepare asparagus. Pell them from ¾ of their height – leave head untouched. If your asparagus is nice and fresh you don’t have to cut off their ends but just in case I cut off 1,5 cm of hard end. Asparagus is a quite intelligent vegetable, cause it knows where to break to lose hard end. You just have to grab asparagus with two hands ant try to break it. This should break exactly in the place it stars to be hard.
So you have your asparagus peeled, and now it needs to be cut into 2 cm pieces. Leave heads aside and add the rest to the pan with risotto around 5 minutes before it is ready. Remember your risotto has to be al-dente, so do not cook it too long.
Remove risotto from the heat and add the butter, lemon juice, heads of asparagus, a pinch of white pepper and dill. Stir it, taste it, add some salt if it’s needed. Place a lid on the pan and allow to sit for 5 minutes.
For the version with salmon- take your fish and boil it in a vegetable stock on the medium heat. Once the salmon is cooked dry it from the water and brake it into small pieces. Add it to risotto the moment you add asparagus heads.
Serve your risotto on a nice plate with a sprinkle of lemon zest.
Buon Appetito!
Subskrybuj:
Posty (Atom)











