wtorek, 8 maja 2012

Filiżankowe muffinki orkiszowe

W lodówce czekały truskawki. Istniała już w nas obawa, że mogą się szybko popsuć, więc trzeba było znaleźć na nie sposób. Wcześniej już występowały w wersji sałatkowej na słodko i na wytrawnie, a teraz miały pojawić się w cieście. Padło na muffinki, ale pojawił się jeden dość istotny problem....

Jakoś na początku marca wygrałam w konkursie "Drożdżowe nie tylko od święta" organizowanym przez moje ukochane "Palce Lizać" urządzenie do pieczenia chleba z piekarnikiem. To małe cudo zagościło w naszych czeskich progach pod koniec kwietnia. Próbowałam już w nim piec chleb i bułeczki i rzeczywiście jest to o wiele prostsze. Jakoś jeszcze nie robiłam moim wypiekom zdjęć, ale pewnie niedługo to nastąpi.
Samego urządzenia używam dość często do zapiekania, grillowania i pieczenia. Jestem z niego bardzo zadowolona, ale jest jeden problem. Jego rozmiary nie są za duże i nie mieszczą się w nim duże formy, na przykład moja forma muffinkowa...

Pomysł zrodził się na biegu. Mam 2 małe foremki do sufletów, ale to za mało. Co ma podobny kształt? Hm, filiżanki!! Stwierdziłam że warto spróbować i powiem wam, że na prawdę było warto. Mój kochany był zwłaszcza zachwycony ich wielkością- bo wyszły 2 razy większe niż standardowe. :) Pewnie jeszcze nie raz wrócę do tego sposobu pieczenia, bo fajnie prezentuje się taki deser na stole razem z filiżanką harbaty... w takiej samej filiżance :) Proste i niebanalne.

Srawberry Muffin


Filiżankowe muffinki orkiszowe z truskawką

Muffin in a cup
Składniki:
(na 6 dużych babeczek lub 12 standardowych)
120 g mąki orkiszowej,
50 g maki pszennej
100 g płatków owsianych,
2 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej,
1 jajko,
100 g brązowego cukru,
80 ml oleju roślinnego,
300 ml maślanki
szczypta soli
6 dużych truskawek (lub innych owoców- nie więcej niż 200 gram)


 

Przygotowanie:

Do filiżanek wkładamy papier do pieczenia. Ja wycięłam z niego trójkąty, by łatwiej było je złożyć w środku i nie utworzyły się nieładne zagniecenia. Następnie przycisnęłam papier pojemnikiem po dużym jogurcie, by papier ładnie przylegał do ścianek.

Nagrzewamy piekarnik do 180'C.

Suche składniki mieszamy w jednej misce a w drugiej składniki mokre. Do miski z płynami wsypujemy mieszankę mączną i mieszamy kilka razy aż się połączą, Filiżanki wypełniamy masą do 3/4 wysokości. W środek każdej muffinki wciskamy odszypułkowaną truskawkę. Jeśli używasz innych drobnych owoców- np jagodowych, możesz dodać je pod koniec wyrabiania masy, lub wcisnąć całe maliny, czy jeżyny.

Wstawiamy muffinki do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 20-25 minut aż się lekko zarumienią. Dla pewności przed wyjęciem sprawdzamy czy patyczek w nie włożony jest suchy.

Pysznie smakują z dodatkiem domowego dżemu z porzeczek, lub z własnej roboty sosem z owoców leśnych. Moim zdaniem takie muffinki świetnie pasują na śniadanie w domu, czy tez drugie śniadanie w szkole lub w pracy.

Smacznego!

Ramekin Muffin

niedziela, 6 maja 2012

Sezon na szparagi. Salatka z bialymi szparagami i truskawkami i warzywna tarta

Po dłuższej przerwie wracam wraz z nowymi sezonowymi produktami. Miałam przyjemność odwiedzić w czasie dłuuuugiego weekendu naszych bratanków Węgrów. szczerze liczyłam na próbowanie nowych potraw węgierskiej kuchni i spożywanie ichniejszego wina. Niestety trochę się zawiodłam Już przewodnik po Węgrzech ostrzegał nas, że wegetarianie będą mieli problem ze znalezieniem czegoś dla siebie. Ale z drugiej strony wyczytałam, że lubiane są tam szparagi i w sezonie często pojawiają się w menu. Być może nie trafiłam do odpowiedniej restauracji, a fakt jest taki że na te wytworne mnie po prostu nie stać, no ale szparagów w Budapeszcie nie widziałam.
 Szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiliśmy do pięknej, wytwornej i o dziwo taniej restauracji w Esztergom na północ od Budapesztu. Jeśli kiedyś będziecie odwiedzać to miasto z majestatyczną, olbrzymich rozmiarów bazyliką, zajrzyjcie u jej podnóże do restauracji w centrum kulturalnym Primas Pince. Byliśmy na tyle głodni, że nawet nie pomyślałam o zrobieniu zdjęć prześlicznym potrawom jakie pojawiły się na naszym stole. Szczególnie smakowało nam grillowane tofu podane na lekkiej sałatce składającej się z mieszanki salat, grzybków (niestety nie wiem jakich) truskawek, grzanek, zielonego sosu- moim zdaniem z natki pietruszki oraz tych upragnionych szparagów. Tofu pachniało i smakowało niesamowicie z wyraźną nutą dymu z drewna. Połączenie truskawek i szaragów zwróciło nam w głowie.

Znajomi z którymi się wybraliśmy porównywali smak tradycyjnego węgierskiego gulaszu w kilku miejscach. Ja nie trawię tego typu dań przygotowywanych i pływających w smalcu. Im smakowało.
Próbowaliśmy za to wspólnie Langosza. Również nie należy on do lekkich potraw- bo jest to placek drożdżowy smażony na głębokim tłuszczu- ale zrekompensowaliśmy to sobie dużą ilością warzyw na wierzchu. Efekt smakowy był zaiste satysfakcjonujący. Langosze występują zarazem w wersji słodkiej jak i wytrawnej- tradycyjnie z dużą ilością śmietany i tartym serem, plus dla chętnych oczywiście papryka i salami. Jak już wspominałam mięs na Węgrzech nie próbowałam- co jest prawie profanacją bo stanowią 90% wyżywienia naszych bratanków.  No cóż, nie lubię mięsa, a z ryb mieli tylko karpia, za którym tez nie przepadam. Muszę za to pochwalić ciastka. bardzo smakowały nam te na bazie ciasta francuskiego z bardzo dużą ilością nadzienia. Zarówno w formie rogalików jak i strudli smakowały wyśmienicie. Nadzienie orzechowe, makowe z dodatkiem owocowym lub serowym, nieprzesłodzone o wyrazistym smaku. Niebo w gębie :)

A więc oficjalnie u naszych południowych bratanków rozpoczęłam sezon na szparagi i truskawki. Żałuję, prawdopodobnie jak pół świata ze świeże szparagi możemy jeść tak krótko, ale może już taki ich urok. Podobne odczucia mam co do truskawek. Uwielbiam je pod każdą postacią, ale je mogę chociaż zamrozić no i wyhodować łatwo we własnym ogródku.

Zainspirowana sałatką z węgierskiej restauracji przygotowałam sałatką ze szparagami i truskawkami, która towarzyszyła pełnoziarnistej tarcie. Połączenie bardzo zdrowe i niesamowicie pyszne. Oto przepis:



Tarta pełnoziarnista z warzywami dla dwojga
(forma 18 cm)
170 g maki pszennej pełnoziarnistej
szczypta soli
80 g masła
kilka łyżek bardzo zimnej wody

Nadzienie:
4 łyżki przecieru pomidorowego
7-8 pomidorków koktajlowych
 1/2 papryki podłużnej (lub 1/4 zwykłej żółtej )
1/2 średniej cukinii
gruby szczypior
oliwa z oliwek
suszone przyprawy (bazylia, tymianek, oregano)
sól, pieprz
 

Przygotowanie:
Zagniatamy ciasto na tartę z podanych składników. Masło rozdrabniamy w mące ręcznie lub przy pomocy noża, czy szpatułki aż do konsystencji kruszonki, po czym dodajemy powoli zimną wodę aż ciasto dobrze się zlepi i będzie gładkie. zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki na co najmniej 30 minut.

Cukinię kroimy w cienkie dwu milimetrowe plasterki, skrapiamy oliwą i posypujemy przyprawami.
układamy je na blaszce razem z papryką pokrojoną w cienkie krążki i pomidorkami koktajlowymi posypanymi solą i oregano. Wstawiamy do piekarnika z opcją grill aż cukinia się lekko zarumieni. Można wszystko również usmażyć na patelni grillowej, lub na grillu, jeśli mamy taką możliwość. Po wyjęciu z piekarnika z pomidorów zdejmujemy skórę.

Ciasto na tarte wałkujemy na grubość 0.5 cm i wykładamy nim dno i brzegi formy do tarty. Ja użyłam tortownicy o średnicy 18 cm. Ciasto wykładamy z wierzchy papierem do pieczenia, zasypujemy go fasolkami by obciążyć ciasto i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 190'C na 12 minut.
na wstępnie podpieczonym cieście rozsmarowujemy przecier pomidorowy i układamy na nim cukinię i resztę warzyw. Według uznania możemy dodatkowo posypać dowolną ilością przypraw. Pieczemy przez kolejne 15-20 minut w temperaturze 180'C. Przed podaniem posypujemy całość grubo pokrojonym szczypiorem

Wiosenna sałatka ze szparagów i truskawek

(dla dwojga)
Składniki:
2 duże garści rucoli
6 truskawek
4 białe szparagi
2 łyżki grubego szczypioru
1 kromka wieloziarnistego chleba
Sos:
1 łyżeczka ostrej musztardy
1 łyżeczka musztardy ziarnistej Dijon
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka miodu
ok 2-3 łyżki oliwy
szczypta soli i pieprzu



Wymieszać wszystkie składniki sosu-  no końcu powoli dodając oliwę do momentu aż dobrze się połączą i będą miały kremową konsystencję. Doprawić solą i pieprzem do smaku.
Białe szparagi obieramy do 3/4 wysokości pozostawiając główki nienaruszone. Odcinamy zdrewniałe końcówki. Szparagi kroimy w kilkucentymetrowe słupki. Blanszujemy we wrzącej wodzie przez 3 minuty- dopiero po 2 minutach wrzucając główki. Hartujemy w zimnej wodzie i odcedzamy.
Truskawki pozbawiamy szypułek, szczypior drobno siekamy.
Z kromki chleba przygotowujemy grzanki- na patelni z odrobiną oleju, lub w piekarniku- również skropione kilkoma kroplami oliwy.
Sposób podania zależy od waszej inwencji twórczej. Ja proponuję podanie potrawy jak na zdjęciu obok.
Dla chętnych- proponuję dodać papryczkę chili dla odrobiny ostrości. Niejeden Węgier na pewno by tak zrobił :)

Smacznego!

Biorę udział a akcji

piątek, 27 kwietnia 2012

Ciasto marchewkowe z jabłkami. Nareszcie ciepło.

Nareszcie słonko ogrzewa nasze kości przemrożone chłodem i wilgocią. Wróciłam po przedłużonej przerwie świątecznej do mojego ukochanego. Powitała mnie ciepła wiosna i ten ukochany ptasi śpiew. Jest to niesamowite ile ich tu mieszka i rozrabia w środku miasta. Te nieprzerwane ptasie trele bywają czasem zabawne- gdy dzięcioł wali w ścianę koło naszego okna, albo jakiś ptaszek udaje dźwięk budzika o 6 rano, i tym bardziej brakuje mi ich w domu rodzinnym. Tam kiedyś ez dużo ptaków przylatywało, ale im szybciej zbliżają się do nas granice Warszawy i cała ludność napływowa, infrastruktura drogowa i zwiększona liczba samolotów... ptaków ubywa. Szkoda.
Dlatego cieszę się, że chociaż tutaj mogę te piękne stworzenia obserwować i słuchać. Słoneczne dni jeszcze bardziej temu sprzyjają. Na wiosnę często myślimy też o odchudzaniu. Zawsze śmieszą mnie artykuły w stylu zmień się na wiosnę- wraz z rozpisaną dietą. Dlaczego mnie śmieszą? Bo niczym te diety nie różnią się od tego co jem na co dzień. Większość rzeczy które w czasie odchudzania trzeba unikać- ja po prostu nie umieszczam w swoim jadłospisie. Czyżbym była na permanentnej diecie? Nie wydaje mi się... zwłaszcza że piekę i wcinam słodkości, a do tego jeszcze lody... Gdy tylko robi się ciepło staję się lodowym potworem i mogłabym je jeść co godzinę albo i cały czas. Właśnie idę nałożyć sobie pyszne ciasto marchewkowe i gałkę lodów śmietankowych...



Ciasto marchewkowe z mąką graham i jabłkami.

Składniki:
1/2 szklanki mąki pszennej (zwykłej)
1/2 szklanki mąki graham
1/2 szklanki wiórków kokosowych
1/2 szklanki brązowego cukru
50 g posiekanych orzechów (u mnie orzeszki ziemne)
150 ml oleju
2 duże marchewki
2 średnie jabłka
2 jajka
1/2 szklanki kandyzowanego imbiru (lub rodzynek)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
2 pełne łyżki miodu
1 Łyżka cynamonu
szczypta soli
cukier puder z cynamonem do posypania

ewentualnie- kilka łyżek mleka

Przygotowanie:
Mieszamy oba rodzaje maki, proszek do pieczenia, sól, sód, cynamon,  wiórki. Imbir (lub rodzynki) moczymy przez 10 minut w wodzie, by zmiękły. Marchewkę ścieramy na drobnych oczkach. Jabłka obieramy, jedno z nich ścieramy również na małych oczkach, drugie kroimy na ok 12 półksiężyców.
W miseczce ubijamy jajka aż będą puszyste, następnie dodajemy do nich olej wlewając go cienką stróżką. Gdy jajka z olejem dobrze się wymieszają dodajemy do nich stopniowo mieszankę mączną , po czym marchewkę, starte jabłko, odcedzony imbir i orzeszki ziemne. Mieszamy dokładnie już przy pomocy łyżki i jeśli jest zbyt geste dodajemy trochę mleka.- ok 1/2 szklanki.

Piekarnik nastawiamy na 180 'C. Formę- u mnie tortownica (23cm) wykładamy papierem do pieczenia i wlewamy do niej ciasto. Na wierzchu układamy promieniście cząstki jabłek. Wstawiamy do piekarnika na około 50 minut pod koniec sprawdzając czy włożony w środek ciasta patyczek jest suchy. Prze pierwsze 10 minut ciasto studzimy w uchylonym piekarniku, po czym wyjmujemy i pozostawiamy do całkowitego stygnięcia. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem wymieszanym z odrobina cynamonu.

Ciasto nie jest bardzo słodkie w smaku. jeśli zależy wam na większej ilości słodyczy, proponuje dodać więcej miodu. Będzie świetnie smakował z kwaskową konfiturą, z miodem, ale także z kulka lodów :)


Smacznego!

piątek, 20 kwietnia 2012

Chleb mieszany z ziołami

W zeszłym tygodniu odwiedziłam moją wiejską bibliotekę. Musze przyznać, że to moja ulubiona wypożyczalnia, bo jest tam mnóstwo książek i nie brakuje nowości książkowych. Nawet gdy studiowałam znajdowałam tam książki z mojego kierunku. Co więcej często korzystam z szerokiej bazy przewodników turystycznych. Wychodzi na to, że zacznę korzystać tez i z bazy książek kucharskich :)
Jak dobrze że jeszcze istnieją prawdziwe biblioteki i cudowne pięknie pachnące książki, które można poczytać pod kocem na fotelu czy w ogrodzie na hamaku...

 Wiele osób gromadzi książki tonami, a ja jakoś jestem przywiązana do ich pożyczania. Próbowałam ostatnio przeczytać poleconą mi książkę w formie e-booka, no ale ja tak nie potrafię czytać. Muszę mieć opasły tom w rekach, czuć zapach druku i wiatr przewracanych stron. No i właśnie w poszukiwaniu owej książki elektronicznej w wersji tradycyjnej, którą oczywiście znalazłam, trafiłam na pozycję "Upiecz swój chleb" . Przyciągnęła moja uwagę bardzo ładna okładka z niesamowicie smakowicie wyglądającym bochnem okrągłego chleba. Autorka,  Barbara Jakimowicz- Klein, zebrała mnóstwo przepisów na chleby zarówno na zakwasie, jak i na drożdżach, w wersjach słodkich, codziennych ale i wytrawnych. Wykorzystam na pewno wiele spośród nich, bo są niesamowite, a na pierwszy ogień wybrałam "Chleb mieszany z ziarnami".
Przygotowuję się już do pieczenia w moim nowym piekarniku, ale o tym jeszcze będzie mowa :)
Miłego pieczenia :)



Mieszany chleb z ziołami
(wersja nieznacznie zmodyfikowana przeze mnie)
Składniki na 1 bochenek:

300 g mąki pszennej pełnoziarnistej
100 g maki żytniej pełnoziarnistej
100 g otrąb owsianych
2 torebki suszonych drożdży
1 łyżka cukru
szczypta soli
300 ml maślanki
100 g masła
50 g ziaren słonecznika
łyżka sezamu
łyżka siemienia lnianego
łyżka suszonego rozmarynu
tłuszcz do posmarowania formy

Maślankę podgrzewamy na bardzo małym ogniu często mieszając i roztapiamy w niej masło. Mieszamy maki, otręby, cukier i sól. Dodajemy do mieszanki maślankę z masłem i wyrabiamy ręcznie przez 10 minut. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy na godzinę w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.
W tym czasie na suchej patelni prażymy nasiona. Do wyrośniętego ciasta dodajemy nasiona i rozmaryn i wyrabiamy przez chwilę. Formujemy z niego chlebek i przekładamy do natłuszczonej formy keksowej. Pozostawiamy w cieple do wyrośnięcia na 20 minut.  Po tym czasie ciasto spryskujemy wodą i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200'C. razem z chlebkiem wstawiamy żaroodporny pojemnik z wodą, by chlebek był wilgotny z chrupiącą skórką. Pieczemy 50 minut.

Porada autorki: "Ciasto na chleb możesz przygotować na zakwasie, zamiast na drożdżach. Chleb będzie wówczas nieco cięższy, wilgotniejszy i dłużej zachowa świeżość."

Niech się dobrze je w te jeszcze deszczowe poranki. Najlepiej z pysznymi zdrowymi dodatkami i cudowną książką w reku  :)

Smacznego!

czwartek, 19 kwietnia 2012

Pęczak z suszonymi pomidorami i lekką sałatką z rucoli

Och, jak ja już tęsknię za latem. Nie mogę się doczekać gdy wgryzę się w świeżutką zerwaną z krzaka, przepyszną, słodziutką, zapiaszczoną truskaweczkę. Kiedy zasmakuję nadzwyczajnej zupki z botwinki z jajkiem, czy zjem rzodkiewkę, która smakuje jak rzodkiewka- nie jak woda. Słonko moje, grzej proszę mocno, mocno. Tak mi ciebie brakuje. Rozgrzej już proszę gałązki czereśni które za moim oknem rosną i tez czekają na Ciebie by rozkwitnąć pachnącymi białymi kwiatami. Spuść swoje promienie na ziemię, by ziarenka niedawno posianych warzyw szybko się rozwijały. Poświeć  tez na tulipany, bo bez ciebie ciężko im jest rozwinąć pączki i pokazać światu swe piękne, kolorowe płatki. Aha, i jeszcze apel od biedronek i motyli: rozchmurz buzię, bo one nie lubią deszczu i niepogody, też ciebie potrzebują. Tak jak ja.

W zeszłym roku z pierwszakami z mojej klasy witałam panią Wiosnę i szukałam jej śladów po lesie. Na początku też nie szło nam za dobrze. Ale gdy tylko nauczyliśmy się piosenki dla słonka, od razu zaczęło częściej świecić. Chyba dzieci zapomniały, że w wakacje też powinny śpiewać, więc już się tak często nie pojawiało.

Słoneczko nasze rozchmurz pyska bo nie do warzy ci w chmurzyskach, słoneczko nasze rozchmurz się, spacerować z Tobą będzie lżej.

Te pochmurne  dni staram się pokolorować za pomocą jedzenia i z takiej inspiracji powstała nowa potrawa:




Risotto z pęczaku z suszonymi pomidorami i kurczakiem w towarzystwie rucoli.

Składniki na 2 osoby:
8 łyżek pęczaku
3/4 szklanki pulpy pomidorowej
6 połówek suszonych pomidorów w oliwie
1 pieczona pierś z kurczaka
sól, pierz do smaku
1 łyżeczka przyprawy 5 smaków (niekoniecznie)
ok 1,5 szklanki wody
2 łyżki oliwy

Sałatka
2 duże garści rucoli
kiełki do dekoracji i do smaku - u mnie z brokuła
2 łyżki oliwy z oliwek Extra Virgin
2 łyżki soku z cytryny
1 pomidor
sól/pieprz do smaku

Wykonanie:
Pęczak płuczemy na sicie zimną wodą. W głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę do smażenia i wrzucamy do niej pęczak. Prażymy go przez 2-3 minuty, często mieszając (lub podrzucając ;). Wlewamy pierwszą szklankę wody. Przykrywamy pokrywką i gotujemy na średnim ogniu aż woda się wchłonie co jakiś czas mieszając. Suszone pomidory osączamy z oliwy i kroimy na drobne kawałki. Podobnie kroimy kurczaka. Ja użyłam pierś, którą odjęłam od kości- pozostałość z pieczonego kurczaka.
Gdy woda już się prawie calkowicie wchłonie, dodajemy pulpę pomidorową. Znów mieszamy i pozwalamy by pęczak wchłonął płyn. Po czym dodajemy pokrojone pomidory, kurczaka oraz przyprawę "5 smaków", pozwalamy by smaki się wymieszały przez kilka minut i doprawiamy dalej według uznania. Można także dodać trochę oliwy z zalewy z pomidorów.
Próbujemy kaszę- musi być ugotowana  al'dente, ale jeśli jeszcze jest zbyt twarda to dodajemy trochę wody.
Gdy kasza jest już dostatecznie miękka, ale nadal stawia opór między zębami, jest gotowa. Przykrywamy ją i pozwalamy chwilkę odpocząć w czasie gdy przygotujemy sałatkę.
Rucolę płuczemy zimną wodą i odsączamy dokładnie. Ja używam suszarki do sałaty, kora bardzo przyspiesza i ułatwia to zadanie. Pomidora parzymy we wrzątku przez 10 sekund, hartujemy w zimnej wodzie przez kolejne kilka sekund i ściągamy skórkę. kroimy w ósemki i dodajemy do rucoli. Sałatkę polewamy oliwą- najlepiej użyć taj ze słoiczka z suszonymi pomidorami  i sokiem świeżo wyciśniętym z cytryny. Dodajemy kiełki i doprawiamy  do smaku.

Pęczak można ładnie ukształtować za pomocą ringów- lub tak jak ja przy użyciu pojemniczka po śmietanie. Nakładam kilka łyżek pęczaku do takiego kubeczka, lekko ugniatam i odwracam do góry nogami na talerzu. Efekt jest prawie profesjonalny :)

Oby ta potrawa zachęciła słonko do walki z chmurami i przywołała panią Wiosnę w kwiecistej sukience, z truskawkami w koszyku...

Smacznego

sobota, 14 kwietnia 2012

Warzywne pierożki w papierze ryżowym i Ekonomia Gastronomia

Do napisania tego posta zbieram się już od dwóch tygodni. Zastanawiałam się jak ująć w słowa ideę, którą stosuję na co dzień w mojej kuchni, a która została opisana w książce "Ekonomia Gastronomia". Jej premiera już niedługo, a więcej informacji o niej i na temat rozważnego kupowania i gospodarowania żywnością znajdziecie na tej stronie internetowej. (http://www.ekonomiagastronomia.nk.com.pl/) Z nią także związana jest akcja na Durszlaku i konkurs. Mogę podawać tysiąc przykładów i dowodów, że idea oszczędnego gospodarowania jedzeniem i produktami spożywczymi jest mi bardzo bliska.

Nie mam jeszcze zbyt wielu czytelników, ale myślę, ze odwiedzający mojego bloga zdali już sobie sprawę, że w mojej kuchni nic się nie marnuje. Jak to się dzieje?

Stosuję kilka podstawowych zasad. Po pierwsze nigdy nie kupuję jedzenia w bardzo dużych ilościach. Już w momencie planowania i zakupów wiem na ile osób przewiduję przygotowanie danej potrawy. Wiem wtedy w bardzo bliskim przybliżeniu ile czego mi będzie potrzebne. Na przykład- jeśli zamierzam upiec rybę- łososia tylko dla dwojga, to nie kupuję całego płata (polowy ryby), tylko proszę sprzedawcę o wykrojenie ok 400 gram. jestem osobą, która nie lubi jeść tego samego kilka dni z rzędu, a jeśli kupiłabym za dużo, to musiałabym jeść to non-stop żeby się nie zmarnowało.

Co więcej, gdy wyruszam do sklepu staram się już mieć w głowie jakiś pomysł na obiad, czy kolację. Wtedy jest mi o wiele prościej zrobić rozsądne zakupy. Wiem już, ze chcę zjeść łososia, może go usmażę, a może upiekę. Załóżmy, że nie mam do niego żadnych warzywnych dodatków, więc w sklepie, lub najlepiej na targu dobieram taką zieleninę, jaka mi do ryby będzie pasować, jest akurat na nią sezon, a ponadto zachęca zapachem, wyglądem i ceną. Na półkach sklepowych w tej chwili pojawiają się nowalijki z Hiszpanii, Włoch, czy Grecji. Ja im nie ufam i nie kupuję, bo wiem ile kilometrów musiały przejechać by do mnie dotrzeć. Czasem się skuszę na sałatę lodową, czy rucolę, cykorię. Jeśli bym znalazła je w sklepie to trafiłyby do koszyka. Do salaty dressing i tutaj możemy poruszyć kolejny istotny temat. Zawsze staram się mieć w spiżarni i lodowce podstawowe produkty, które pomogą w przygotowaniu każdej potrawy. Pisałam już o tym we wcześniejszym wpisie o  domowym pesto z rucoli. U mnie na półkach w szufladach swoje stałe miejsce maja na przykład- dobry olej lub oliwa do smażenia, oliwa Extra Virgin, ocet winny, zioła suszone wszelakie, sos sojowy, pieprz i sól morska w młynkach, miód, kasze (gryczana, jaglana, jęczmienna), ryż biały i brązowy, makaron, kilka rodzajów mąki, płatków i otrąb i fasoli. Ponadto staram się zawsze mieć w spiżarni lub w lodówce- czysty sos pomidorowy lub pomidory w puszce, musztardę, chrzan, domowy dżem i pikle warzywne, jogurt naturalny, mleko, jajka i masło. Z kolei w moim zamrażalniku prawie zawsze znajdziecie dobry mrożony szpinak i zioła zapakowane w szczelne pojemniczki oraz ciasto francuskie To są podstawy z których, przy odrobinie wyobraźni można wyczarować milion pysznych obiadów, śniadań i kolacji. Gdy coś z powyższych produktów jest już na wykończeniu to znajdzie się od razu na pierwszym miejscu na liście zakupów.

No właśnie- lista zakupów. Jest to rzecz bardzo istotna i wręcz niezbędna zwłaszcza jeśli mamy dużą rodzinę i mało czasu. Mam na szafeczce przyczepiony bloczek z karteczkami, na których zapisuję to, co będzie mi potrzebne -zarówno ze składników podstawowych jak i zaplanowanego jadłospisu na najbliższe dni. Z listą idziemy do sklepu i nie krążymy między półkami w poszukiwaniu inspiracji, zgarniając do koszyka masę niepotrzebnych rzeczy. Oczywiście, często zdarza się że poszukuję w sklepie okazji, by kupić coś taniej, wiec lista jest ruchoma. Ale nigdy nie kupuję olbrzymich ilości "na zapas", co szczególnie dotyczy produktów z krótkim terminem przydatności. Po co mi 300 g sera, czy wędliny w kawałku skoro potrzebuję kilku plasterków na śniadanie? Proszę więc sprzedawcę, by odkroił mi tyle sera ile potrzebuję- nie pakuję całej kostki. Minęły już czasy, gdy trzeba było kupować to co jest i kiedy jest w sklepie. Dziś mamy wszystko codziennie na wyciągnięcie ręki. Polecam kupowanie wędlin, serów, pieczywa, jogurtów, mięsa, ryb itp dobrej jakości. Lepiej kupić mniej i czasem drożej, niż dużo i o kiepskim smaku i jakości- bo się nam zmarnuje, jeśli mamy czegoś za dużo i brakuje ochoty na jedzenie- bo i niesmaczne.

Kolejnym problemem jest kupowanie "na spróbowanie". Dokładnie myślę o produktach do przyrządzenia nowej potrawy, eksperymentów kulinarnych. Niektóre rzeczy- na przykład papier ryżowy- sprzedawane są w opakowaniach z dużą ilością danego produktu. Załóżmy że na wiosenne przyjęcie chcemy wypróbować nowy przepis na spring rolls. Kupujemy opakowanie papieru ryżowego, zużywamy powiedzmy 20 arkuszy, a co z resztą? Jeśli nie planujemy serwowania spring rolls przez kolejny tydzień, to prawdopodobnie opakowanie z papierem wyląduje w szafce na kilka następnych tygodni lub miesięcy, aż przekroczy termin przydatności. Kolejny przykład- do nowego super sosu musimy dodać łyżkę sosu curry, czy pasty z suszonych pomidorów. A co z resztą? Czy przeczytaliśmy na opakowaniu ile czasu mamy na jego zużycie? Czy wiemy jak go przechowywać? No i co z nim zrobić w kolejne dni? Jeśli nie zużyjemy go szybko, to się zmarnuje...  W tym momencie przychodzi mi do głowy jedno rozwiązanie- sprawdzić ile mamy czasu na wykorzystanie jakiegoś produktu i dalsze eksperymenty kulinarne. Dodawanie sosów do zup, dressingów, zapiekanek może przynieść zaskakująco pozytywne, nowe smaki.

A co po zakupach- czyli co z przechowywaniem? Ser i wędliny jeśli kupiliśmy w folii- od razu w domu pakuję w pergamin. Warzywa i owoce przechowujemy w chłodnym miejscu, lub w lodówce- w specjalnej szufladzie i znów raczej nie w folii. produkty sypkie po otwarciu przesypuję do szczelnego opakowania, by nie traciły na świeżości i nie zapraszały moli.

A co jeśli dobra ciocia obdaruje nas kilkoma kilogramami truskawek, jabłek, ogórków, czy buraków? Polecam zabawy w przetwory- przepisów i pomysłów na nie znajdziemy mnóstwo w starych książkach kucharskich, a także w internecie. W tych źródłach znajdziemy także wiele porad na temat które owoce i warzywa można zamrażać. w ogóle stare książki kucharskie są genialnym źródłem wiedzy  na temat ekonomii gastronomii.
Rozpisałam się straszliwie i mogłabym tak jeszcze długo, ale skupię się już na ostatnim temacie. Resztki z obiadu, czy kolacji. Co z nimi zrobić? To zależy, co dokładnie nam zostało. U mnie z obiadów czasem zostają różne gotowane, czy pieczone warzywa, dodatki typu- ryż, kasza, nadmiar dressingu, kotlety warzywne, placki, czy naleśniki. I co się dalej z nimi dzieje? Wiele potraw możemy zamrozić- na przykład naleśniki, kotlety, czy nawet lasagne, a także surowe mięso i ryby.  Potrzebne nam do tego szczelne opakowania do zamrażania. Dressing przelewam do słoiczka i wstawiam do lodówki do wykorzystania w kolejne dni. To samo dotyczy otwartych puszek z groszkiem oliwkami itp. Zawsze trzymamy je szczelnie zamknięte w słoiczku w lodówce. Kasze i ryż pakujemy w szczelnie zamykane opakowanie i jeśli są czyste, bez sosu możemy je wykorzystać w ciągu następnego tygodnia.

Zarówno wspomniane kasze, jak i gotowane warzywa możemy odgrzać w piekarniku, lub na patelni ale ja mam na nie inne pomysły. Ja proponuję wykonać z nich wege-kotlety lub wrzucać je jako farsz do zapiekanki w towarzystwie dodatkowej porcji mięsa, czy warzyw, jeśli będzie taka potrzeba. Z pieczonych warzyw możemy przygotować pastę warzywną do chlebka na śniadanie, albo farsz do pierogów. Kawałki pieczonego, czy smażonego kurczaka dodamy na przykład do sałatki, albo do tarty, czy pizzy. To samo dotyczy serów. Świetnie spisują się one także w tartach i zapiekankach- zarówno żółty jak i feta, mozarella i sery dojrzewające.

No dobrze, to jeszcze ostatnie słowo o pieczywie. Nie każdy wie, że możemy je przechowywać w foliowej torebce w zamrażalniku. Jeśli kupiliście za dużo chleba, możecie je właśnie zamrozić- ale broń Boże trzymać w lodówce. właśnie w temperaturze "lodówkowej" najszybciej czerstwieje, a w tej minusowej- zachowuje świeżość. Czerstwe bułeczki z powodzeniem przerabiamy na bułkę tartą- także razowe. Kromki razowego pieczywa moczę w wodzie lub mleku i dodaję do pasztetów lub kotletów. Jeśli bułki, czy chleb są lekko czerstwe możemy z nich zrobić zapiekanki, czy grzanki, albo ususzyć na sucharki zapiekając je z piekarniku z oliwą i ziołami.

Obawiam się, że nikt nie przeczyta całego wpisu, tyle mi tego wyszło.  A ja bym mogła tak długo i więcej, a tu jeszcze przepis będzie. To ja już przejdę do rzeczy. Farsz do pierożków powstał na bazie obiadu z poprzedniego dnia- warzyw korzeniowych gotowanych na parze z dodatkiem ryżu. Po urozmaiceniu smaku i konsystencji powstało pyszne nadzienie. Do dzieła:


Warzywne pierożki w papierze ryżowym.

Składniki:
(dla 3 osób)
12 arkuszy papieru ryżowego
Farsz:
300 g warzyw korzeniowych gotowanych na parze (marchew, pietruszka, seler),
2 jajka ugotowane na twardo,
100 g ryżu ugotowanego na sypko (białego lub brązowego)
4 łyżki przecieru pomidorowego,
słodka papryka w proszku (u mnie czubata łyżka) ,
1 łyżeczka sambal oelek (niekoniecznie)
4 łyżki posiekanej natki pietruszki
pół szklanki fasoli z puszki, lub gotowanej samodzielnie- "Jaś" lub "Kidney"

Dodatkowo:
sos sojowy
kilka liści kapusty włoskiej lub pekińskiej
gałązki świeżego tymianku (niekoniecznie)

Wykonanie:
Przygotowanie pierożków jest bardzo proste i szybkie, bo większość jest już gotowych- ja wykorzystałam warzywa i ryż z poprzedniego dnia, a jajka ze śniadania.
Ugotowane warzywa i jajka kroimy w drobna kosteczkę i dodajemy resztę składników farszu. Wszystko dokładnie mieszamy i doprawiamy do smaku- papryką i sosem sojowym. Jeśli macie pastę z suszonych pomidorów, czy harrisę to też świetnie będą pasować, zastępując sambal oelek.


Papier ryżowy zanurzamy na 5 sekund w dużym głębokim talerzu z ciepłą wodą.  Po wyjęciu układamy na płasko i na jeden brzeg nakładamy 2 łyżki farszu. Zawijamy według instrukcji na opakowaniu, czyli najpierw boki do środka, po czym zwijamy w dość ścisły rulonik przytrzymując na bokach, by farsz nie wydostał się na zewnątrz.
Gotowe ruloniki układamy dość luźno na naczyniu do gotowania na parze wyłożonym liśćmi kapusty i gałązkami tymianku. Najlepiej spisują się w tym zadaniu bambusowe kosze, ale i zwykłe metalowe zdadzą egzamin.
Gotujemy na parze przez ok 10 minut od momentu zagotowania się wody. Pierożki podajemy z sosem sojowym.
W tani, szybki i prosty sposób mamy nietypową przystawkę, lub obiad. Bawcie się proporcjami produktów i sposobem przyprawiania, by farsz najlepiej odpowiadał gustowi waszemu lub waszych gości.

Smacznego!

środa, 11 kwietnia 2012

Placki pełnoziarniste z pastą fasolowo-warzywną. Słów kilka o wykorzystaniu resztek pozostałych po świętach

Święta, święta i po świętach. Po świątecznym gotowaniu i pieczeniu jakoś nie mam ochoty na wytworne potrawy i ich przygotowywanie.Póki co kombinuję, co zrobić z tych potraw i produktów, które po ucztowaniu pozostały jeszcze w lodówce. W tym roku przygotowałyśmy z mamą tyle jedzenia by starczyło akurat na 3 dni, ale kilka przysmaków powstało w większych ilościach. Miałam na przykład trochę masy kajmakowej i ciasto francuskie, więc na szybko przygotowałam z nich deser. Po prostu połowę ciasta posmarowałam masą i przykryłam drugą częścią. Wyszły z tego super ciastka krówkowe. Kontynuując zużywanie resztek świątecznych przygotowałam na obiad świderki z pieczonym schabem podsmażonym na patelni w towarzystwie rozdrobnionego szpinaku i szczypiorku.
Do zużycia pozostało tez trochę rucoli. Moja dzisiejsza propozycja to danie na śniadanie. Uwielbiam smak potraw stworzonych z dodatkiem mąki graham, pełnoziarnistej i gryczanej. Nie tylko są bardzo smaczne, ale także bogate w błonnik, który pomaga nam w trawieniu. Gdy chcemy dbać o linię, taki wybór maki jest na pewno lepszy niż tej zwykłej, pszennej - białej.
Tym razem placki posmarowane są pastą z pieczonych warzyw i fasoli. Znów jest to sposób na wykorzystanie pozostałości z obiadu. jak widać moja kuchnia jest typowo recyclingowa- nic się nie zmarnuje :) Warzywa były obrane, pokrojone w cząstki na jeden kęs, skropione oliwą, posypane solą i pieprzem i zapieczone w sakiewce z folii w piekarniku. Co z tego wszystkiego wyszło?



Pełnoziarniste placki z pastą  fasolowo - warzywną i rucolą.

Składniki:
(dla 3 osób)
Placki:
100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
50 g maki gryczanej
2 łyżki otrąb owsianych
1 łyżka proszku do pieczenia
1/2 łyżki przyprawy garam masala
szczypta soli
300-350 ml mleka
olej do smażenia

Pasta:
200 g pieczonych warzyw korzeniowych (seler, pietruszka, marchew, burak)
200 g ugotowanej fasoli borlotti(żurawinowej) lub Kidney
sól, pieprz do smaku
Do podania: rucola, pomidorki koktajlowe, oscypek

Przygotowanie:

Wszystkie składniki ciasta na placki zmieszać ze sobą. Do ciasta dodać jeszcze 2 łyżki oleju i dokładnie wymieszać. Początkowo dodaję  mniej mleka, a jeśli ciasto jest za gęste, dolewam go trochę więcej. Musi mieć konsystencję bardziej gęstą niż ciasto na naleśniki. Jeśli nie jesteś pewien czy placuszek ładnie się usmaży- spróbuj najpierw z jednym. Jeśli mocno się rozleje na boki to znaczy że mamy za mało mąki i trzeba jej dodać łyżkę lub dwie.
Placuszki smażymy na rozgrzanej patelni- dobrze się spisuje patelnia do naleśników- z minimalną ilością tłuszczu. Każdy placek odwracamy na druga stronę wtedy, gdy na wierzchu pojawią się pęcherzyki powietrza- ciasto lekko urośnie. Drugą stronę smażymy jeszcze minutkę i odkładamy na ciepły talerz lub do lekko rozgrzanego piekarnika- by nadal był ciepły, gdy będziemy go podawać.

Pastę przygotowujemy  poprzez zmiksowanie warzyw i fasoli na krem. Proporcje między warzywami zależą od waszego gustu. U mnie przeważał burak- stad piękny biskupi kolor. Natomiast fasolę ugotowałam samodzielnie, ale jeśli używacie gotowej z puszki- uważajcie z soleniem pasty. Prawdopodobnie będzie już dostatecznie słona, bo fasole z puszki są przeważnie dość słone. Wtedy wystarczy jedynie dodać świeżo zmielonego pieprzu do smaku.

Placuszki podałam z przygotowaną pastą, rucolą skropioną oliwą i sokiem z cytryny, startym oscypkiem i  pomidorkami koktajlowymi. Świetnie pasowałby do nich wędzony łosoś, czy plasterek dobrej szynki. Polecam
Smacznego!