poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Zupa krem chrzanowy. Wielkanoc dla Wegetarian

Na początku minionej zimy wybraliśmy się we dwoje na wycieczkę w okolice Bielsko Białej, Szczyrku i Żywca. Pogoda nie sprzyjała zanadto spacerom, była bardzo kapryśna. Ja należę do strasznych zmarzluchów i mój nos natychmiast przypomina Rudolfa Czerwononosego... nienawidzę tego. Szukaliśmy pociechy w grzanym piwie i gorącym posiłku. W Szczyrku odwiedziliśmy jedna z restauracji. Usiedliśmy, przejrzeliśmy menu pod kątem potraw wegetariańskich, no i zamówiliśmy. Ja na początek raczyłam się grzanym piwem z miodem i goździkami. Napój był zaiste przepyszny. Gdy czekaliśmy na resztę zamówienia, nawet kolejne łyczki alkoholu nie pozwalały przyćmić powolnego upadku knajpki. Jest to oczywiście moja subiektywna opinia, a stałam się bardziej wymagająca jeśli chodzi o miejsca, w których będę coś jeść. Stolik przy barze zajmowała (chyba) właścicielka która kopciła jednego papierosa za drugim i popijała  którąś już kawę, bo na jej stole stało kilka brudnych filiżanek i stos papierów. Dobrze że dym do nas nie dochodził... bo bym po prostu wyszła. Pod sufitem wisiały już (a był to listopad) maksymalnie zakurzone sztuczne girlandy udające świerk. Między kwiatkami na parapecie pająki utkały już sobie niezłą sieć na muchy. Ciekawe czy w lato łapią dużo ofiar. Dość ładne figurki górali, które stały na stołach pokryte były tłustym kurzem. Najgorzej prezentował się stojak na przyprawy. Brudny, klejący i zawierający przeciekającą Vegetę z korkiem przeżartym rdzą. MASAKRA. Reszta wystroju była w miarę w porządku, choć mocno zakurzona a pan kelner bardzo miły. No i gościem był też śliczny labrador. Plus za wpuszczanie zwierząt na obiad.
Moje zamówienie przyszło wcześnie- była to zupa chrzanowa w chlebie. Muszę przyznać, że bardzo mi smakowała. Nadgryzłam nawet trochę chlebka, który miał bardzo fajny fikuśny kształt.  Mój kochany dostał naleśnika z warzywami i sosem grzybowym. Sos był dobry. Warzywa oczywiście z mrożonki. A dodam że nie było tam nic wymyślnego, czego nie można kupić świeżego na bazarze. Kucharz wrzucił tez to środka jakieś smażone talarki z ziemniaka- okropne w smaku- chyba nie wiedział jak się ich pozbyć...
No cóż, ostatnio zwracam większą uwagę na całokształt funkcjonowania odwiedzanych przeze mnie restauracji. Tej nie wróżę wielu gości. Myślę, ze także poza sezonem powinni o klienta i restaurację dbać. Przynajmniej o porządek.

oprócz złych wspomnień pozostały też dobre- bardzo smacznego piwa i zupy chrzanowej. Postanowiłam stworzyć własną wegetariańska wersję tej potrawy. Jak zapewne wiecie, chrzan jest także symbolem Wielkanocy. To on ma nam dać oczyszczenie i zawsze powinien mieć swoje miejsce w Wielkanocnym Koszyczku. Osobiście uwielbiam smak chrzanu- jajka jem tylko z nim, a nie z mdłym (dla mnie) majonezem. Lubię jak mi czasem łezka z oka popłynie od tej wspanialej ostrości.
Oj popłakałam się strasznie przy ścieraniu chrzanu, więc i wy przygotujcie się na taka możliwość. Zupka jest delikatna- nie bardzo ostra, więc myślę, że każdemu przypadnie do gustu. Urozmaiciłam ją zwykłymi czipsami warzywnymi. Myślę, że to fajny świąteczny- bo niecodzienny akcent.

Towarzyszem zupy w tym przypadku były placki z kiszonej kapusty. Również przepis na nie znajdziecie poniżej. A więc do dzieła:



Zupa krem chrzanowy z selera z jajkiem i czipsami warzywnymi.

Składniki (na 4 porcje):

300 g selera
1 litr wywaru warzywnego
3 łyżki masła
100 ml maślanki (lub śmietany do zup)
2 łyżki soku z cytryny
6 łyżek świeżo startego chrzanu
(lub 3 łyżki dobrego chrzany ze słoiczka)
4 jajka ugotowane na twardo
sól i pieprz

Selera umyj obierz i zetrzyj na tarce o grubych oczkach. Następnie od razu zacznij go podsmażać na 2 łyżkach masła, by nie czerniał.  Delikatnie posól i mieszając trzymaj na ogniu przez kilka minut, po czym dodaj wywar. Gotuj razem aż seler będzie miękki- co zajmuje około 10 minut. W tym czasie zetrzyj korzeń chrzanu i gdy seler już jest gotowy dodaj go do zupy. Gotuj przez 3 minuty po czym zmiksuj z pomocą blendera. Na koniec krem wymieszaj z maślanką i dopraw solą i pieprzem. Jeśli w kremie zbyt delikatnie wyczuwalny jest chrzan- dodaj go więcej.
Przed podaniem rozprowadź w garnku z zupą łyżkę masła.
Do podania możesz przygotować czipsy z warzyw. Dowolne warzywa korzeniowe- pietruszkę, selera, marchew czy buraka- pokrój w bardzo cienkie plasterki lub zetrzyj na specjalnej tarce. Następnie smaż je przez kilka minut na patelni z rozgrzanym olejem. Odcedź i osącz z tłuszczu na papierowym ręczniku.


Krem wlewamy do talerza i podajemy z jajkiem pokrojonym na ćwiartki i garścią czipsów warzywnych.







Placki z kiszonej kapusty.

(moja wersja przepisu z miesięcznika Kuchnia)
(dla 2-3 osób)
300 g kiszonej kapusty
300 g ziemniaków
1 jajko
1 łyżka mąki pszennej
2 łyżki otrąb owsianych
1 łyżeczka ziaren kopru
pieprz i sól
olej do smażenia

Kapustę dokładnie odciśnij i lekko pokrój na desce. Ziemniaki obierz i zetrzyj na tarce o dużych oczkach. Zmieszaj razem warzywa, jajko, mąkę, otręby i koper. Przypraw pieprzem i wmieszaj 2 łyżki oleju.
Masę dokładnie wymieszaj i smaż niewielkie placki na rozgrzanej patelni. Do pierwszych partii możesz do smażenia użyć olej. Ja resztę placków staram się smażyć na suchej patelni.
Aby placki były stale ciepłe, trzymam je na blaszce w lekko nagrzanym piekarniku aż skończę smażenie i będę placki podawać.

Placki mają lekko kwaskowaty posmak kapusty i słodycz smażonych ziemniaków. Będą pyszne zarazem z cukrem , jak i ze śmietaną, keczupem, czy sosem grzybowym.

Obiad gotowy, Smacznego!

Zapiekanka z jajkami. Wielkanoc już tuż tuz.

Zacznijmy od tego, że pomysł na zapiekankę wyglądał trochę inaczej. Jak to często w mojej kuchni bywa, koncept uległ transformacji. W zeszłym roku w jednej z kobiecych gazetek spotkałam dobry przepis na zapiekankę ze szpinakiem. Oczywiście oryginał dawno zaginął w akcji, ale przed Wielkanocą zapragnęłam go odtworzyć. Zainspirowała mnie też troszkę Zielenina swoim przepisem na razową tartę. Z poprzedniego obiadu zostało mi ok 300 gram ugotowanej drobnej kaszy jęczmiennej, więc i ona powinna znaleźć swoje zastosowanie w przepisie. Wszystko wyglądało cudownie dopóki nie zajrzałam do zamrażalnika. NIE MA SZPINAKU. Nie mam podstawowego składnika... Ciasto na spód już było gotowe do przypiekania, wszystkie składniki przygotowane, ale nie ma szpinaku!! Nie było już czasu na spacer do sklepu, a mężczyzna nadal nie wrócił z misji przeprowadzkowej kolegi z pracy i jeszcze nie odwiedził marketu.
Po przejrzeniu lodówki i podliczeniu zysków i strat (nadal chciałam zrobić tę zapiekankę) wybór na zastępstwo szpinaku padł na brokuła i zielony groszek. Z jakim wynikiem ta historia się skończyła?
Otóż mój mężczyzna wrócił pieruńsko głodny gdy zapiekanka właśnie wskakiwała do piekarnika. Komplementów nie było końca. Nie wiem czy tak bardzo nam smakowało, bo byliśmy głodni, czy po prostu stworzyłam coś pysznego :)
Taką zapiekankę widzę na Wielkanocnym stole i to nie tylko wegetariańskim. Jest wykwintna no i z jajkami, przewodnim symbolem tych dni :)
Jeszcze słowo a propos jajek. bardzo ostatnio podrożały- oczywiście ze względu na marketing przed świętami, ale nie tylko. Zmieniły się normy dotyczące chowu klatkowego kur. Nie myślcie że kury zyskały wolność, nie  nie maja jedynie parę centymetrów wyższe mieszkanie w którym spędzają swoje życie. Polecam odcinek "Jamie at home" z jajami w roli głównej. Co robi kura, która cale życie spędziła w metalowych kratach, gdy się jej otworzy drzwi by sobie pospacerowała? NIC. STOI. Bo nigdy w życiu nie chodziła, nie wie, że tak można... straszne. Starajmy się kupować jajka od tzw. "szczęśliwych kur", które mają dużo przestrzeni życiowej i mogą sobie poskrobać w ziemi i zjeść pysznego robaczka. Mysśę, że najlepiej znaleźć w okolicy osobę, która ma kurnik i od niej kupować świeże jaja. Jeśli nie mamy takiej możliwości, bo mieszkamy w mieście (choć i tu na bazarach sprzedają panie ze wsi), zwracajmy uwagę na oznaczenia na jajkach. Kupujemy jajka z numerem 0 lub 1. Zwłaszcza teraz, przed Wielkanocą. Niech i kury mają swoje święto.

Przejdę już do przepisu:

Zielona pełnoziarnista tarta z jajem



Składniki na 3 porcje:

Ciasto ( zaczerpnięte od Zieleniny):
120 g mąki pełnoziarnistej
120 g maki pszennej
120 g margaryny
szczypta soli
50 ml zimnej wody

Nadzienie:
1/2 brokuła
ok 150 g zielonego groszku (mrożonego)
300 g ugotowanej drobnej kaszy jęczmiennej
100 ml maślanki
3 jajka wiejskie (typ 0-1) ugotowane na twardo
1/2 startej gałki muszkatołowej
1 łyżka suszonej bazylii
1 łyżka sosu sojowego
2 łyżki startego sera pecorino
świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie:

Połączyć ze sobą mąki, sól i masło by przygotować ciasto. Masło rozdrabniamy ręką lub nożykiem do konsystencji kruszonki. Następnie dodajemy bardzo zimną wodę i szybko zagniatamy ciasto. Owijamy je folią i wstawiamy do lodówki na 1 godzinę.
Po tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180'C.
Odkrawamy 2/3 ciasta i rozwałkowujemy je na stolnicy posypanej mąką. Ja użyłam malej tortownicy o średnicy 18 cm, więc krążek rozwałkowanego ciasta miał ok 24 cz średnicy. Wypełniamy dno formy formując około 3-4 cm brzegi. Ciasto obciążamy fasolkami, czyli najpierw przykrywamy z wierzchu papierem do pieczenia, na który wysypujemy fasolki do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika by wstępnie się upiekło, na 15 minut.

Wskazówki dotyczące tarty: Jeśli macie zimne rączki tak jak ja- ugniatanie ciasta jest zawsze łatwiejsze, bo nie klei się ono tak szybko do palców. Jeśli przeważnie masz gorące dłonie, zanim zanurzysz ręce w masie z masłem- zrób im pół minutowy zimny prysznic pod kranem. 
Fasolki do pieczenia: jeśli często przygotowujesz tarty to znasz już ten prosty patent. Zawsze dobrze mieć w słoiczku mieszankę fasolek, które używamy tylko do pieczenia. Służą one do obciążenia ciasta- by zapobiec temu by urosło. Potrzebny tez będzie papier do pieczenia o średnicy większej niż forma. Najlepiej zgnieść go w dłoniach by łatwiej go wyłożyć na surowe ciasto. 
Mówiąc szczerze- nawet jeśli autor tego w przepisie nie podaje- zawsze najpierw podpiekam ciasto gdy robię zapiekankę, lub tartę. Mam wtedy pewność, że spód mi nie namięknie i nie będzie surowy. 

Nadzienie:
 Brokuła gotuję razem z łodyżką na parze 8  minut od momentu zagotowania się wody. Następnie rozdrabniam go przy pomocy malaksera. Można go także drobno posiekać nożem na desce.
Kasza już jest gotowa do użycia. Jeśli nie- po prostu ja opłucz i ugotuj na półtwardo.
Jajka są już ugotowane na twardo.
Groszek płuczę pod kranem na sicie.
Wszystkie składniki nadzienia mieszam w jednym naczyniu i doprawiam do smaku.

Na podpieczonym spodzie rozsmarowuję 3 łyżki nadzienia, na którym układam ugotowane jajka. Następnie wykładam resztę nadzienia na jaja, tak by mniej więcej wiedzieć gdzie się znajdują- by było widoczne małe wybrzuszenie.

Pozostałą części ciasta rozwałkowuje na krążek o średnicy formy i przykrywam nim farsz. Brzegi dokładnie zalepiam. Zapiekankę wstawiam do piekarnika i podwyższam temperaturę do 200'C. Czas pieczenia to 25-30 minut. Wierzch zapiekanki powinien się lekko zarumienić, wtedy całość jest gotowa.


Do nadzienia z powodzeniem można wykorzystać resztki kaszy, czy ryżu, które mamy w lodówce. Sądzę ze świetnie w tym przypadku spisze się brązowy ryz, ale i niepalona kasza gryczana. Pokusiłabym się tez o kaszę jaglaną. Groszek może zastąpić kukurydza albo cieciorka. Zioła musicie dopasować według własnego gustu i smaku- ale na pewno musi ich być dużo. Uwolnijcie wodze fantazji, próbujcie nowych kombinacji. Ja to uwielbiam :)

Podana ilość składników wystarczy na zapiekankę dla 3 osób. Jeśli wiesz orientacyjnie gdzie są jaja- krój porcje tak by było je widać- lub by były całkowicie schowane- wybór należy do Ciebie.

Smacznego!

piątek, 30 marca 2012

Panettone, czyli włoska baba. Wspomnienia Wielkanocy sprzed kilku lat...

Cztery lata temu, (ciężko mi uwierzyć, że to już tyle czasu minęło) spędzałam Wielkanoc we Włoszech. Wspominałam już, że spędziłam tam pół roku na wymianie studenckiej w Turynie, ale na święta pognało nas na wschód. Dokładniej- odwiedziliśmy przez 3 czy 4 dni Wenecję, Weronę i Padwę. W Wenecji cudem znaleźliśmy pokój w jakimś hoteliku, ale warunków do gotowania, czy przygotowania chociaż herbaty niestety nie było. Cóż więcej mówić, w niedzielę wielkanocną na śniadanie zjedliśmy po prostu kanapki z serem, popijając sokiem. Dopiero wieczorem zrobiliśmy sobie mini ucztę. Było to colomba pasquale z włoskim winem. może to nie jest nic szczególnego, ale jak niesamowicie smakowało po całym dniu błądzenia po wąskich uliczkach przekraczania tysiąca mostków i odwiedzania setek kościołów. Rano udaliśmy się na mszę, na której była garstka ludzi. Niczym nie przypominało to naszej polskiej Rezurekcji, której klimat jest dla mnie zawsze bardzo podniosły, pełen emocji i wielu ludzi w świątyni. Miłym akcentem były jednak chlebki które dostaliśmy na zakończenie mszy. Takie specjalne małe zawiniątka, którymi mieliśmy się podzielić przy stole.
Wyprawa była dla mnie podwójnie niesamowita. Nie dość, że mogłam wędrować po ulicach legendarnego miasta, oglądać dom Julii w Weronie to właśnie wtedy poznałam mojego ukochanego. Dokładnie w dniu wyjazdu :)

Ciasta w stylu colomba pasquale- czyli na przyklad panettone jadłam jeszcze wiele razy. Po powrocie do domu starałam się stworzyć sobie małą namiastkę Włoch na miejscu. Wtedy znalazłam genialny przepis na Panettone. Dziś się nim z wami podzielę.

PS. Ten przepis bierze udział w głosowaniu na Bloga Roku 2012. Jeśli przypadnie szanownemu czytelnikowi do gustu w pasku obok jest link do strony konkursu- Feel free to klick on ME. :)
 




Panettone

Składniki:
(na 2 baby)
1/2 szklanki mąki krupczatki
1/2 szklanki mleka
30 g drożdży

4 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki cukru trzcinowego
2 łyżki cukru białego
1 jajko
4 żółtka
szklanka rodzynek
szklanka kandyzowanej skórki pomarańczowej
skórka otarta z 2 cytryn
1/2 szklanki rumu
6 łyżek likieru amaretto
1,5 kostki masła
łyżeczka szafranu lub kurkumy

Przygotowanie:

Zaczyn przygotowujemy z mąki krupczatki letniego mleka i drożdży. Rozcieramy dokładnie drożdże, dodajemy do nich ciepłe mleko, łączymy dokładnie i dodajemy mąkę. Mieszam zaczyn trzepaczką do jajek, by nie było w nim grudek. Zaczyn odstawiamy na 3 godziny pod przykryciem w cieple miejsce. Po tym czasie owijamy naczynie folią i wstawiamy na noc do lodówki.
Następnego dnia rano zalać rodzynki i skórkę pomarańczową rumem i pozostawić do nasączenie na 2-3 godziny. Po tym czasie osączyć je dokładnie na sicie i wymieszać z łyżką mąki.
W 1/2 szklanki ciepłej wody rozpuszczamy oba cukry. Dodajemy wodę do zaczynu i mieszamy razem.
Do dużej miski przesiewamy mąkę i dodajemy do niej zaczyn, jajka, żółtka, sól, skórkę z cytryny, amaretto i szafran. Wyrabiamy ciasto przez chwile przy pomocy drewnianej łyżki lub miksera. Odstawić na 15 minut, po czym dodać miękkie masło i dalej wyrabiać ok 10-15 minut. Jeśli po tym czasie ciasto za mocno się klei dodać więcej mąki. Czasem nie muszę dodawać mąki prawie wcale, ale tym razem dodałam przynajmniej 2/3 szklanki. To wszystko zależy od rodzaju mąki, wielkości jajek i innych czynników. Pod koniec dodajemy obsypane mąką bakalie i wyrabiamy jeszcze przez chwilę. Ciasto ma być miękkie i może się delikatnie kleić.
Ciasto odstawić w misce obsypanej mąką w cieple miejsce do wyrośnięcia. Przykryć je lnianą ściereczką i poczekać 2 godziny.

Wyrośnięte ciasto przedkładamy do formy. Ja użyłam małych tortownic (18cm) które wyłożyłam papierem do pieczenia z bardzo wysokim brzegiem. Panettone powinno być wąskie w obwodzie, ale za to wysokie. Myślę że dobrze spisze się też większa tortownica wyłożona papierem, ale panettone będzie miało inny kształt.
Ciasto rośnie kolejna godzinę. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180'C. Przed pieczeniem ciasto smaruję maślanką i wstawiam do piekarnika na ok 50 minut. po 45 minutach gdy wierzch ciasta już się zarumieni trzeba sprawdzić patyczkiem do szaszłyków czy jest już gotowe. Gdy patyczek jest suchy można już wyłączyć grzanie i zostawić ciasto na 5 minut z uchylonymi drzwiczkami.
Ciasto odstawić do całkowitego ostygnięcia i dopiero wtedy pokroić.

Panettone jest bardzo puszyste, z wyczuwalną nutą amaretto i pysznymi rodzynkami do wydłubywania :)
Moje tym razem się zawstydziło i trochę opadło, ale i tak jest pyszne.

Smacznego i nie zapomnij by oddać głos na Moniczkę!

Na koniec kilka zdjęć pełnych wspomnień :)




czwartek, 29 marca 2012

Zapiekanka ziemniaczana z łososiem i surówką z kiszonej kapusty.

Już tęsknię za świeżymi pomidorami. Idealnie pasują mi do zapiekanki jaką sobie zaplanowałam. Jeszcze trochę musimy na nie poczekać, a do tego czasu ugoszczę was moją ukochaną surówką z kiszonej kapusty. Gdy u mnie w domu na stole pojawiała się ryba, często towarzyszyły jej ziemniaki i właśnie kiszona kapusta. Do tej pory uwielbiam takie połączenie.
Od niedawna, gdy tylko mam okazję odwiedzam świetny, mały sklep rybny. tym razem moje zainteresowanie wzbudził piękny filet z łososia. Była to cala jego połówka, więc za przeproszeniem kawal ryby, a jego kolor przyprawiał mnie o zawrót głowy. Nie mogłam się powstrzymać przed jago kupnem. Świeżutki sprężysty i idealnej grubości. Spory kawałek wsunęłam na surowo z sokiem z cytryny, grzanką i rukolą.... mmm niebo w gębie. Taki łosoś ma niesamowity smak w każdej postaci. Nie dowie się tego nigdy ten kto jada jego mrożone zastępniki. W Czechach w zasadzie nie mam gdzie kupić świeżej ryby, a nawet jeśli jest to wygląda podejrzanie...
Mój kochany, który niedawno nawrócił się na ryby był zachwycony jego smakiem.

Nie wspominałam jeszcze na blogu, że dużo o rybach nauczyłam się na pierwszej edycji warsztatów Kuchni+ z Tomkiem Jakubiakiem. Jako jeden z uczestników filetowałam pana Łososia- który przybył do nas w całej swej okazałości, przygotowywałam i próbowałam niezliczonej liczny ryb i owoców morza. Do dziś wspominam te dni z wielkim entuzjazmem i uśmiechem na twarzy. Może kiedyś opowiem coś więcej, ale dziś przejdę po prostu do przepisu na moją zapiekankę.







Ziemniaczana zapiekanka z łososiem.

Składniki (na 3-4 porcje):
400 g filetu z łososia
1 kg ziemniaków
3 jajka
100 ml maślanki
sok z cytryny
po 1 łyżce kminku, świeżego tymianku i ziaren kolendry,
sól i pieprz
oliwa z oliwek
szczypiorek
100 g koziego sera "El Ventero" lub innego łagodnego sera zółtego.
 

Z łososia odkroić skórę położyć na talerzu. Z obu stron  posypać delikatnie solą i skropić sokiem z cytryny.
Ziemniaki obrać i pokroić w około pół centymetrowe plastry. Wrzucić do wrzątku i gotować przez 7 minut, po czym dobrze odcedzić. naczynie do zapiekania wysmarować olejem. Ja wykorzystałam tradycyjną tortownicę, którą dodatkowo wyłożyłam papierem do pieczenia, by nic z niej nie wyciekło, oraz by spod się zanadto nie przypiekł. Na dnie z połowy ziemniaków ułożyć pierwszą warstwę zapiekanki. Posypać ziołami utłuczonymi w moździerzu- około 2 łyżkami.
Łososia pokroić w grubą kostkę i ułożyć na ziemniakach. Na wierzchu ułożyć kolejną warstwę ziemniaków, tak by przykryły rybę w całości.
Rozgrzej piekarnik do 200'C
W miseczce rozbełtać jajka i połączyć z maślanką. Lekko posolić i popieprzyć, dodać resztę ziół i wylać na zapiekankę tak by sos polał z wierzchu ziemniaki. Chodzi o to by dostał się do środka zapiekanki, nie o to by ja przykrył. Na wierzchu poukładaj plasterki sera.
Ja używam koziego hiszpańskiego sera jaki znalazłam w pewnym dyskoncie. Jestem z niego bardzo zadowolona bo ma delikatny smak, jest z koziego mleka, ma super kremową konsystencję i świetnie się rozpuszcza. A do tego nie jest bardzo tłusty.
Zapiekankę posypujemy jeszcze szczypiorem i wstawiamy do piekarnika na ok 30 minut. Pieczemy do momentu aż jajka się zetną a ser lekko zarumieni.
Jeśli boisz się że ryba będzie surowa, możesz wbić widelec w zapiekankę i sprawdzić. Ale gwarantuje że będzie już upieczony ale soczysty zarazem.

Mamy jeszcze czas na szybka surówkę 



Kiszona kapusta z marchewką
300 g kiszonej kapusty
1 małe jabłko
2 małe lub 1 duża marchewka.
kminek, ziarna kopru do smaku.
2 łyżki dobrego oleju roślinnego

Sprawdzić smak kapusty. Jeśli jest za bardzo kwaśna, można ją opłukać na sicie zimną wodą. Wtedy trzeba ją także dobrze odcisnąć. Następnie wyłożyć ją na deskę i lekko poszatkować.
Marchewkę i jabłko obrać i zetrzeć na drobnych oczkach do kapusty. Surówkę doprawić kminkiem i ziarnami kopru według uznania. Dobrze wszystko wymieszać z olejem i gotowe. Surówka jest słodko kwaśna w smaku i wyśmienicie soczysta.


Zapiekankę podajemy w towarzystwie sałatki. Może to być ta zaproponowana przeze mnie lub w okresie letnim zestaw salat z prostym dresingiem i pomidorkami z ogródka.

Smacznego!

wtorek, 27 marca 2012

Pasta śniadaniowa expressowa

Co raz częściej na naszych śniadaniowych kanapkach pojawiają się robione przeze mnie pasty z roślin strączkowych. Kilka razy próbowałam takich gotowych ze sklepu dla wegetarian, które wyglądają jak kiełbaski, ale mi nie przypadły do gustu. Oprócz wskazanej pasty z soi czy fasoli znajdowało się tam przeważnie dużo niepotrzebnych dodatków smakowych i konserwujących. Po co mi to? Wybieram opcję przygotowania pasty w domu. Szczególnie, że niektóre z nich zabierają dosłownie 20 minut. Za chwilę jedną przedstawię.
Jeszcze kilka słów dygresji na temat jedzenia dla wegetarian. Nie do końca rozumiem ideę tworzenia wędlin, parówek, kiełbasek wegetariańskich. We mnie te nazwy wzbudzają pewien dysonans, bo ewidentnie kojarzą się z mięchem. W moim czeskim sklepie Wege widziałam nawet gulasz i tlacenke- czyli salceson- oczywiście wegetariańskie. Trochę to dziwne. Ja wolę iść bardziej w stronę natury i skupić się na pastach- i ostatecznie pasztetach. Nie lubię tez tych wiurowatych kotletów sojowych, ale pewnie wiele osób by się ze mną nie zgodziło. Cóż...  moje kotleciki sojowe mi bardziej smakują. Może jacyś wegetarianie się wypowiedzą na ten temat?
Miało być ekspresowo, więc wracam do pasty.



Pasta z czerwonej soczewicy i curry.

1 szklanka czerwonej soczewicy
1-2 łyżki curry
1 łyżeczka dobrego sosu sojowego

Przygotowanie:
Soczewicę ugotować do miękkości w 2 szklankach wody mieszając raz na jakiś czas. Po kilku minutach gotowania dodać 1 łyżkę curry i dalej gotować soczewicę do miękkości. Trwa to ok 15 minut, na pewno nie dłużej. Soczewica powinna "wypić" tę ilość wody i zmięknąć w tej samej chwili, ale jeśli się tak nie stanie, można oczywiście dodać więcej płynu, bo nam się całość przypali. Po zdjęciu z ognia pastę miksujemy blenderem, rozcieramy tłuczkiem do ziemniaków lub widelcem. Można też spróbować przetrzeć ją przez drobne sito. Ja lubię gry zostanie jeszcze coś do pochrupania, więc miksuję ją przez kilka sekund. Gdy lekko przestygnie doprawiamy sosem sojowym i curry według uznania.
Pasta będzie świetna także gdy curry zastąpimy dobrą słodka papryczką w proszku.
Pyszności na śniadanie ze świeżym chlebkiem pszenno żytnim z amarantusem. Mniam
Smacznego!

poniedziałek, 26 marca 2012

Żytnie ciasteczka orzechowe. Przekąska w trakcie tworzenia

W czasie przygotowań do Jarmarku dysponowałam małą ilością wolnego czasu na pisanie, ale na pieczenie i gotowanie zawsze chwila musi się znaleźć. Powstawały w tym czasie przede wszystkim proste, ekspresowe potrawy. Generalnie, gdy gotuję bardzo ważna jest dla mnie prostota. Często mam burzę mózgu przed lodówką i spiżarką, sprawdzam co jest na wykończeniu, co wymaga wykorzystania na biegu, co jeszcze zostało z poprzednich dnia. Do tego rozmyślam na co mam ochotę i kombinuję.

W czasie pracy potrzebowałam szybkiej przekąski na podwieczorek. Prawie zawsze robię w tym celu własne ciasteczka, czy zdrowe desery. Tym razem spróbowałam popracować z mąką i płatkami żytnimi.
Efekty zaprezentowane są na nowej wykonanej przeze mnie tacy.

Może kilka słów o Jarmarku. Wystawców było wielu, praktycznie każdy z nich prezentował cudeńka zrobione własnoręcznie. Spotkać można było stoiska z torbami i ubraniami z filcu, biżuterią wszelkiej maści (szkło, kamień, filc, frywolitki, decoupage), przedmiotami do dekoracje wnętrz, "Tildowymi" maskotkami itp, itd. Atmosfera była świetna, ludzie dopisali- ale raczej w godzinach przedpołudniowych. Niestety sprzedałam niewiele, no ale pocieszające jest to, że moje rzeczy bardzo się podobały. Szczególnie podkładki i kolczyki z obrazami Klimta, Muchy i Fridy wzbudzały ogólne zainteresowanie. Niestety nie przełożyło się to na zakupy... ale cóż. Patrzę na to jak na kolejne doświadczenie życiowe.
A mój kochany mi bardzo pomagał, wiec muszę go bardzo pochwalić.

Wróćmy do zdrowych słodkości:


Żytnie ciastka orzechowe.

Składniki:
2 szklanki mąki żytniej pełnoziarnistej
1/2 szklanki płatków żytnich
1/2 szklanki masła orzechowego
2 łyżki miodu (lub więcej)
2 łyżki sezamu
2 łyżki otrąb żytnich
4 łyżki posiekanych orzeszków ziemnych
1 czubata łyżka kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
kilka łyżek łuskanego slonecznika

Przygotowanie:
Piekarnik rozgrzać do temperatury 170'C.

W misce połączyć ze sobą wszystkie składniki oprócz wody i słonecznika. Następnie dodajemy stopniowo wodę aż do uzyskania pożądanej konsystencji. Ciasto powinno być gęste i kleiste. Ciastka wykładać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ja robię to w ten sposób, że zwilżam dłonie w zimnej wodzie i z kawałka ciasta wielkości orzecha formuję w dłoniach kulkę, którą potem spłaszczam na mały placuszek. Na wierzchu układam po kilka ziaren słonecznika, lekko je dociskając.

Pieczemy ok 15 minut w nagrzanym piekarniku, aż się lekko zarumienią na brzegach. 

Podana ilość składników wystarcza na ok 30 ciastek- 2 blachy.

W smaku nie są one zanadto słodkie, więc jeśli potrzeba wam słodyczy... dodajcie więcej miodu, lub syrop z agawy. Ciasteczka na pewno spiszą się też w wersji pikantnej- gdy kakao zastąpicie ostra papryczką lub grubo zmielonym pieprzem.
Ciastka są z zewnątrz chrupiące a w środku mięciutkie. Szybkie, tanie i proste.

Smacznego!

czwartek, 22 marca 2012

Pełnozianista strucla na wyjątkowo pyszny obiad.

Jarmark Rzeczy Ładnych już w niedzielę, wiec nadal narzekam na brak czasu. Pogoda za oknem piękna. Pierwsze wiosenne dni mnie rozpieszczają. Może nie jest gorąco, ale świeci piękne słonko. Uwielbiam gdy jego promyki ogrzewają mi policzki...  W poprzedni weekend wybraliśmy się z ukochanym na pierwszą w tym roku wyprawę w góry. Jak wiadomo mieszkam w Czechach i tu właśnie góruje nad nami  Lysá Hora. 1324m- więc mniej więcej po przejściu 1/3 odległości zaczęliśmy brodzić w śniegu. Muszę powiedzieć, że czekał nas niezły fitness- bo pod koniec czułam jakbym szla w miejscu po ruchomych piaskach. Jednak temperatura i slonce wynagrodziły nam wszelkie trudy.  Na szczycie czekał na nas Smažený sýr, Palacinky i Kofola. Czeskie specjały dały nam dużo energii, ale trochę obciążyły brzuszki. Na co dzień wolę bardziej lekką kuchnię. 

Dziś zaproponuję przepis ściągnięty z Encyklopedii Smakosza; "Wypieki" i oczywiście lekko zmodyfikowany. Moim zdaniem potrawa prezentuje się na prawdę ładnie, smakuje wyśmienicie zarówno na ciepło, jak i na zimno. Może więc towarzyszyć nam w czasie obiadu, ale sprawdzi się również jako przystawka na przyjęcia.




Pełnoziarnisty strudel z warzywami.
 Składniki na  1 strudel


150 g mąki pełnoziarnistej
szczypta soli
1 żółtko 
1 1/2 łyżki oleju roślinnego
 100-200 ml ciepłej wody
olej do posmarowania
mąka do posypywania stolnicy
2 łyżki  maślanki

1/2 brokuła
2 marchewki
1 duży liść kapusty pekińskiej (lub innej)
1/2 cukini
100 g tofu
1 mala cebula 
ulubione zioła


Przygotowanie:


Do mąki dodać żółtko, olej i sól. Składniki połączyć, dodając powoli wodę. Ja dodałam 150 mililitrów. 
Ciasto struclowe zagniatać co najmniej przez 10 minut, aż stanie się jednolite i przestanie się kleić.
Z ciasta uformować kulę. Jej powierzchnię posmarować olejem, owinąć przeźroczystą folią i odstawić na godzinę w temperaturze  pokojowej.


Z tej samej ilości składników można wykonać białe ciasto struclowe, zastępując mąkę pełnoziarnistą zwykłą białą mąką.


Przygotowanie reszty składników jest bardzo proste. Marchewkę zetrzeć na tarce o grubych oczkach, cukinię pokroić w pół-talarki, brokuła sparzyć przez 5 minut we wrzącej wodzie lub przez  4 minuty podgotować na parze(od momentu zagotowania się wody). Cebulkę pokroić w piórka a tofu w dużą kostkę.


Gdy ciasto już odpocznie rozkładamy na stolnicy czystą ściereczkę i oprószamy ją mąką. Na początku ciasto rozciągamy rękoma a później rozwałkowujemy na ściereczce. Trzeba zwrócić uwagę, by ciasto się do ściereczki nie przykleiło. Jeśli będziemy stale podsypywać ciasto i wałek mąką- na pewno się to nie stanie.

 Nagrzewamy piekarnik do temperatury 220'C.


Na jednym z węższych brzegów ciasta układamy liść kapusty- a na nim warzywa i tofu. Lekko posypujemy ziołami- lub jeśli ktoś woli- solą i pieprzem. Ciasto smarujemy pędzelkiem zanurzonym w oleju. 
Następnie ciasto zwijamy pomagając sobie ściereczką. Brzegi ciasta zawijamy do środka. 
Blachę smarujemy olejem i układamy na niej struclę miejscem zlepienia do spodu. Ciasto posmarować z wierzchu maślanką. (lub tradycyjnie żółtkiem zmieszanym ze śmietaną)


Pieczemy w piekarniku przez 25 minut.


Struclę podałam z domowym sosem pomidorowym. 


Smacznego