Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże kulinarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże kulinarne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 września 2013

Piekę, uczę się, szukam swojego miejsca...



Ciężko wrócić do pisania po tak długiej nieobecności.

Całe wakacje obfitowały w wiele wydarzeń kulinarnych, zawodowych i osobistych.





Szukam swojego miejsca w Warszawie. Porzuciłam mieszkanie w Czechach z moim NARZECZONYM :) na rzecz poszukiwania zajęcia dla siebie, rozwijania swoich pasji, doskonalenia umiejętności, samodoskonalenia siebie. Niestety opłacam to straszliwą tęsknotą, która objawia się w różnych porach dnia i nocy... momentami robię się strasznie sentymentalna, wzruszają mnie zwykłe rzeczy itp. itd... ciężko jest być ze sobą na odległość...


Od dłuższego czasu staram się wystawiać moje wytrawne i słodkie wypieki w formie tart na LeTargu i w innych miejscach. Cieszy mnie fakt że smakują one moim klientom i sprzedają się całkiem dobrze. Są gorsze i lepsze dni, ale od czegoś trzeba zacząć.
LeTarg w Wilanowie ma świetną miejscówkę, odwiedzają nas nie tylko wspaniali producenci ale i mieszkańcy, przyjezdni i celebryci. Jeśli chodzi o wystawców to niezmiennie zachwycam się stoiskiem serowarskim, wędlinami Wasąg, chlebami, niezwykłym wyborem oliwek, dżemów, oliwami, wspaniałą kawą w Nomada Cafe, warzywami, owocami, ziołami, lodami i innymi smakołykami.
przynajmniej połowę mojego utargu wydaję na samo jedzenie na LeTargu. Ale przynajmniej wiem co kupuję, moge porozmawiać ze sprzedawcami, mogę popróbować co kupuję i wiem, ze są to rzeczy przygotowane bez chemii, tradycyjnie i z pasją. Od LeTargu można się uzależnić :)

Wakacje spędziłam w kilku miejscach. Warszawa- Kraków-Poznań-Czechy-Słowenia- Włochy, ale o tym innym razem :)



A na koniec, to jeszcze odwiedziliśmy Wenecję. Miasto do którego pojechałam dokładnie 5 lat temu na wielkanocną wycieczkę. Poznałam wtedy najukochańszą osobę w moim życiu... mojego Damiana... A w tym roku przy okazji wyjazdu do graniczącej z Włochami Słowenii, po przejechaniu 200 km autostradą, niemałych problemów ze znalezieniem parkingu, sprintem między tłumem turystów, po dotarciu do Gran Canale i wkroczeniu na most Rialto... oficjalnie przyjęłam śliczny złoty pierścionek z diamentem i stałam się narzeczoną pana Damiana :D A w związku z tym rozpiera mnie radość ogromna :)



Wracając do warszawskich LeTargów, to od zeszłego tygodni, pojawia się również w SOHO. W ostatnia sobotę odbywał się atm piknik Male Men i fajny Targ Designerski z ciuchami , biżuterią i wyposażeniem wnętrz. Mam nadzieję, że LaTarg  fajnie przyjmie się w tym miejscu i będzie ściągał dużą ilość klientów.

A już w piątek zabieram się za pichcenie. Mam zamiar przygotować ok 13-15 tart w większości wytrawnych. Gorąco zapraszam na LeTarg do Wilanowa. Nie może Was tam zabraknąć w sobotę między 9 o 15.

Przybywajcie!

Zapraszam!

piątek, 26 października 2012

Food&Friends bankiet z okazji II Urodzin z polskimi kucharzami i gościem specjalnym z dwiema gwiazdkami Michelin

Wtorkowy wieczór spędziłam na kolacji urodzinowej mojego ulubionego magazynu Food&Friends.

Grzegorz Łapanowski,
Björn Frantzén


Zaproszeni goście pojawili się w warszawskiej restauracji Concept13 na ostatnim piętrze Domu Handlowego Vitkac. Każdy z nas miał możliwość degustacji win z Włoch i Hiszpanii. Alzacja, Sycylia i inne regiony, a przede wszystkim mój ukochany Piemont... Swoją drogą przedstawiciel win piemonckich był bardzo sympatyczny i z uwielbieniem opowiadał o swoich produktach.

Do tego kelnerzy serwowali przekąski przygotowane przez kucharzy restauracji Concept13. Nie będę się chwalić jakie potrawy jadłam, bo po pierwsze, nie chcę wzbudzać zazdrości :P a po drugie nie pamiętam dokładnie wszystkich składników tych niesamowitych dań. W pamięć zapadł mi puszysty krem z buraków posypany zamrożonym kozim serem oraz mini (mikro) bułeczki z nadzieniem z kaszanki.

W trakcie trwanie bankietu funkcjonował także szwecki stół, gdzie mogliśmy posilić się pysznymi wędlinami i serami dojrzewającymi oraz rybami w szwedzkim stylu.
Na zdjęciach oglądacie przygotowywany przy nas deser. Spróbujcie zgadnąć co to jest??











Na kolacji pojawili się znani kucharze, współpracujący z magazynem Food&Friends między innymi Grzegorz Łapanowski, Robert Sowa, Tomek Jakubiak, Robert Trzópka, oraz wielu gości z Polski i z zagranicy. Gościem specjalnym był Björn Frantzén szef kuchni restauracji Frantzén/LindebergSztokholmiektóra może się pochwalić dwiema gwiazdkami Michelin. Chef opowiadał jak wygląda praca w jego restauracji, skąd biorą produkty i jak przygotowują wyśmienite, godne polecenia dania.

Kolację Food & Friends umiliło mi także spotkanie z Dominikiem Stachowiakiem Wyjadaczem Warsztatów Smaku Kuchni+ oraz z Agatą z bloga Kuchnia Agaty. Było miło, nawet bardzo :)

Magazynowi Food & Friends życzę kolejnych jeszcze bardziej udanych, pysznych i owocujących  lat na polskim rynku. Dobrze że z nami jesteście.

piątek, 19 października 2012

Przetwory. Gruszki w syropie korzennym. Krótka relacja z wystawy florystycznej Flora Olomouc

W miniony weekend odwiedziłam z moim ukochanym czeskie miasto Ołomuniec (Olomouc). Naszym celem tym razem nie było jego zwiedzanie, bo byliśmy tam już kilka razy. A tak przy okazji, to bardzo ładne miasto, więc polecam odwiedzić, jeśli będzie gdzieś na waszej trasie podróży.



Naszym celem była jesienna wystawa kwiatów owoców i warzyw Floro Olomouc, połączona z festiwalem gastronomii i napojów.  Jest to impreza, która odbywa się w tym mieście cyklicznie dwa razy do roku.
 Festiwal odbywa się na terenie dużego parku miejskiego, w którym znajduje się kilka hal wystawienniczych,  szklarnie z roślinami egzotycznymi, a w alejkach i namiotach zorganizowanych jest wiele innych stoisk.




W trakcie wystawy mogliśmy podziwiać kompozycje kwiatowe w tym różne odmiany chryzantem, a także wiele odmian warzyw i owoców z czeskich sadów i gospodarstw.  Wielka szkoda, ze przy okazji te wszystkie piękności ni były sprzedawane.



W namiocie gastronomicznym mieliśmy możliwość spróbować zdrowego jedzenia- czeskich serów, miodów i pieczywa, jak również wziąć udział w degustacji win z Moraw. Zaopatrzyliśmy się tam w oscypki i bardzo dobre czeskie wina.



Na stoiskach w parku mogliśmy kupić w zasadzie wszystko :) Czesi takie wydarzenia traktują jak targi, na których można zaopatrzyć się w ubrania, obuwie i różne tandetne gadżety i bibeloty. Ale znalazło tam się również miejsce dla wielu sadzonek drzew i krzewów owocowych, cebulki kwiatów i przeróżne nasiona. W sprzedaży przodowały stragany z czeskim, polskim i węgierskim czosnkiem.


W hali z wystawa owoców zachwyciły mnie kompozycje z jabłek i gruszek. najchętniej spróbowałabym prawie każdego owocu, bo ciekawił mnie smak nowych nieznanych mi odmian, a i te znajome wyglądały i pachniały kusząco.

Warzywa tez wzbudziły nasze spore zainteresowanie. Wiele odmian kalafiorów, brokułów, marchwi i innych warzyw... jak oni je odróżniają, jeśli wyglądają identycznie?


Dzień w Ołomuńcu był słoneczny, piękny i smakowity. Myślę, że za pół roku też na wystawie Flora zawitamy. :) Bardzo żałuję, że przy okazji wystawy producenci nie sprzedawali swoich wyrobów. Na pewno skusiłabym się na te śliczne papryczki, żółte marchewki, czy zielonego kalafiora a i jabłuszka i gruszki znalazłyby miejsce w naszym mieszkanku. No cóż, tacy są Czesi, nie wiem co oni z tymi warzywami robią, bo na pewno nie widzę ich w sklepach...

Pisałam niedawno, ze znalazłam koło lasu wielka gruszkę ulęgałkę- czyli jej zdziczałą wersję z malymi gruszkami. Jej owoce po prostu mnie zauroczyły i już przy zbieraniu wiedziałam, że wylądują w słoiczkach z syropem... są takie śliczne i pyszne mmmm...



Gruszki ulęgałki w syropie korzennym

składniki:
1,5 kg gruszek (małych i twardych)
1 szklanka cukru
1 litr wody
1 cytryna sok i skórka
kilka goździków
kawałek kory cynamonowej
korzeń imbiru wielkości kciuka
1 gwiazdka anyżu



W dużym garnku gotujemy syrop korzenny dodając do niego wszystkie składniki oprócz gruszek.
Gruszki obieramy i ścinamy im "wąsiki" na spodzie, ogonki zostawiamy. Ja wkładam je do wody z 2 łyżkami octu, by nie ściemniały.
Gdy syrop już się zagotuje wrzucamy do niego gruszki i gotujemy je przez kilka minut na średnim ogniu. Najlepiej gotować je stopniowo. Gruszki powinny lekko zmięknąć i jeśli używamy malutkich gruszek, nie potrwa to dłużej niż 5 minut.
W słoikach najpierw układamy gruszki, które następnie zalewamy gorącym syropem. Rozdzielamy goździki i imbir między wszystkie słoiczki.
Słoiki dobrze dokręcamy i stawiamy do góry dnem. Gruszki można także pasteryzować. W tym wypadku gotujemy słoiczki w garnku wyłożonym ściereczką i  wypełniony wodą do 3/4 wysokości słoików. Gotujemy ok 15 minut od momentu gdy woda zacznie bulgotać.

wtorek, 24 lipca 2012

Cannelloni con spinaci e ricotta - dla mojej mamy.

Już jutro obiecane przetwory z patisonów a może nawet i z ogórków. Jednak jeszcze dzisiaj przepis na danie, które przygotowuję dla mojej mamy za każdym razem gdy ją odwiedzam.

Jak już kiedyś wspominałam, obydwie bardzo lubimy włoskie makarony. Gnocchi, tortellini, ravioli, papardele z różnymi, głównie warzywnymi dodatkami. Ale najbardziej ukochane przez moją mamę są cannelloni ze szpinakiem i zawsze je dla niej przygotowuję. Mój tata należy do miłośników mięsiwa i piwa i takie potrawy "jak dla królika" niekoniecznie mu smakują... no cóż nie wie co traci.

Dzisiaj odwiedziłyśmy razem nasz pobliski targ. Zaopatrzyłam się w fasolkę, różnokolorowe, fikuśne papryki, pachnące pomidory, świeży szpinak oraz morele i młode jabłka. Ech, uwielbiam spacerować między straganami i polować na dobre i świeże owoce i warzywa. Możemy tam też kupić sadzonki ziół i kwiatów, jaja, pieczywo i mnóstwo innych przydatnych rzeczy w kuchni i w domu. tego mi brakuje w Czechach...

Zawsze gdy przyjeżdżam do  rodziców mam swoje jedzeniowe zachciewajki. Nikt nie robi lepszej kaszki mannej na mleku ani smaczniejszych racuchów, czy zupy grochowej niż moja mama. Ja także mam kilka potraw, które w tych dniach przygotowuję w tym ciasteczka z muesli, risotta, cannelloni i inne. Cannelloni występuje u mnie w kilku wersjach, ale najczęściej robimy wersję ze szpinakiem i sosem beszamelowym, lub z sosem pomidorowym jak dzisiaj. Potem razem zajadamy z uśmiechem na twarzy :)

A więc zanim o przetworach, zapraszam na obiadek.



Cannelloni con spinaci e ricotta

(dla 2-3 osób)
12 rurek makaronu cannelloni

150 g sera ricotta
500 g dobrego mrożonego szpinaku
(lub 750 g świeżego szpinaku )
1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej (lub więcej)
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
garść natki pietruszki

Sos:
150-200 ml przecieru pomidorowego
1/2 cebuli
1 gałązka estragonu i oregano

sól i pieprz do smaku
oliwa z oliwek

50 g startego twardego sera (użyłam polski Szafir)

Przygotowanie:
Szpinak jeśli jest mrożony, rozmrażamy na głębokiej patelni dusząc początkowo pod przykryciem i na koniec odparowując całą wodę. Jeśli kupicie dobry, czysty szpinak wody nie powinno być prawie wcale. Nie polecam szpinaku w typie gniazdek, porcyjek itp, a już szczególnie tego ze śmietaną.

Świeży szpinak wrzucamy na patelnię z 1/2 szklanki wody, przykrywamy i dusimy przez 3 minuty- aż całkiem "zwiędnie". Wykładamy na drobne sito i gdy przestygnie odciskamy go z nadmiary wody. Następnie siekamy go bardzo drobno.

Listki pietruszki siekamy i mieszamy ze szpinakiem, dodajemy do nich także sól, pieprz, gałkę muszkatołową i ricottę. Jeśli lubicie czosnek możecie przecisnąć jeden ząbek przez praskę i również dodać do nadzienia.

Piekarnik rozgrzewamy do 180 'C.



Cebulę drobno siekamy i podsmażamy aż zmięknie na kilku łyżkach oliwy. Następnie wlewamy do niej przecier pomidorowy, przyprawy  i  posiekane zioła. Dodaj tyle ziół i przypraw ile lubisz. Całość mieszamy i podgrzewamy nie dłużej niż 5 minut.

Przygotowujemy naczynie do zapiekania, najlepiej prostokątne. Na dno wylewamy połowę sosu pomidorowego. Każdą rurkę nadziewamy nadzieniem szpinakowym i układamy na sosie. Mi nadzienia wystarcza na 12-13 rurek. Gdy wszystkie rurki już leżą w naczyniu polewamy je po wierzchu resztą sosu.
Najważniejszy jest fakt, by wszystkie rurki były przykryte sosem, żeby mogły się ładnie ugotować.
Cannelloni wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20 minut.

Po tym czasie szpinakowe rurki posypujemy startym serem i zapiekamy kolejne 5-7 minut. Ja dorzuciłam także krążki z młodego pora.

Aby mieć pewność, że makaron już jest miekki i gotowy do jedzenia, wbijcie w niego widelec. Jeśli wchodzi dość łatwo, to cannelloni powinny być gotowe. Zawsze możesz tez kawałek oderwać i spróbować :)

Przed podaniem cannelloni skrapiam dodatkową ilością oliwy z oliwek i posypuję ziołami i mielonym pieprzem.

No i gotowe. Smacznego!


poniedziałek, 16 lipca 2012

Bułki, chleby, ciacha, "Piekarska sobota" w Valašskym muzeum v přírodě


Piekarska Sobota


W ostatnią sobotę odwiedziliśmy Valašské muzeum v přírodě- czyli skansen wsi czeskiej w naszym mieście.

 Jesteśmy tam prawie stałymi bywalcami, szczególnie gdy możemy uczestniczyć w różnych ludowych wydarzeniach. Muzeum kilka razy w roku organizuje tematyczne jarmarki. Poczynając od Masopustu- zaraz przed Wielkim Postem, przez Jarmark Wielkanocny, Świętojański, Piekarski, Rękodzielniczy, Wigilijny, po jarmarki w trakcie wielu festiwali folklorystycznych. Co tam znajdziecie?
W skansenie tym bardzo często gra muzyka i odchodzą pikne ludowe tańce i śpiewy. Wiele razy w ciągu roku możemy podziwiać zespoły ze Słowacji, Czech, Polski, Węgier w przedstawieniach opartych na ludowych pieśniach, tańcach i zabawach. Najwięcej takich występów jest w trakcie festiwalu "Jánošíkův dukát", który w tym roku odbędzie się 3-8 sierpnia. Zdjęcia pochodzą z festiwalu z 2010 roku.



 

Fotografie nie oddają niestety klimatu festiwalu, ale trzeba przyznać, że jest on pełen barw, życia, pozytywnej energii. 

Zawsze gdy odwiedzamy skansen możemy delektować się smakiem Valašskego Frgala. Tym razem nie było inaczej. Piekarze z regionu Valašsko mogą się pochwalić własnymi cudownymi wypiekami, także ja piekłam nie raz mojego Frgala. Przypomnę, że jest to wypiek drożdżowy z dużą ilością nadzienia i kruszonki. Osoby niewtajemniczone często mylą go z "jakąś  dziwną pizzą", a w praktyce to po prostu kołacz. Nadzienia mogą być różne- makowe, orzechowe, owocowe czy serowe. Uwielbiam je wszystkie. 




Oprócz Frgala pojawiają się także prostsze małe kolaczki, wyglądem przypominające nasze drożdżówki. Do tego w wielkich ilościach dołączają wypieki z ciasta listkowego- czyli francuskiego. Tu w Czechach możemy go kupić gotowe w sklepie w około 40 gramowych kostkach. Rośnie lepiej niż ciasto francuskie kupowane w marketach i można go samodzielnie dowolnie rozwałkowywać.

 

Na jarmarku nie brakowało również tradycyjnych chlebów i bułeczek. Czesi bardzo je lubią, dlatego w momencie gdy przyszliśmy na jarmark, mogliśmy już w zasadzie podziwiać ich resztki :)
Oczywiście obecny był także słowacki Trdelnik, ale o nim słów kilka opowiem może innym razem.

Co jeszcze uwielbiają nasi sąsiedzi? oczywiście smażenie w głębokim tłuszczu :)  Śmieję się, bo słyszałam ostrzeżenia  dla Czechów przed wyjazdem do Polski na Euro 2012 o tym, że polskie jedzenie jest ciężkie, tłuste i niezdrowe. Halo, halo... kto to mówi? Naród, który prawie nie jada warzyw, a w wegetariańskim menu posiada albo knedliki z owocami, albo smażony ser w panierce (i do tego czasem z szynką :) 

W każdym razie, pamiętając o smażeniu- nie zabrakło także pączków. Widzieliśmy tradycyjne pączki w różnych kształtach i wielkościach, ale i takie z luźnego ciasta, które wpada prosto w tłuszcz. Może ktoś zna takie pączki i mi podeśle przepis? Były na prawdę smaczne, pachnące i puszyste, obtoczone w cukrze i cynamonie.


Oj Smakowały :)

Uff, już czuję się pełna jak o tym opowiadam, a to jeszcze nie koniec słodkości.

Kolejny tradycyjny i popularny czeski wypiek to śliczne pierniki. te tradycyjne wypiekane są z użyciem zdobionych drewnianych form, dzięki czemu, występują one w niezliczonych ślicznych wzorach. Są one ponadto fantazyjnie zdobione lukrem, także z imiennymi dedykacjami.  Niestety na jarmarku zabrakło mi pokazów rzemiosł piekarniczych, więc nawet nie mam zdjęcia takiej tradycyjnej formy do piernika. A szkoda...
Liczyłam na pokazy ugniatania i formowania ciasta drożdżowego, czy na zakwasie wykonywane przez profesjonalnych piekarzy.
Miałam nadzieję, że zobaczę jakiś wieloletni zakwas przechowywany z pokolenia na pokolenie i dowiem się jak go pielęgnować.
No cóż nie można mieć wszystkiego.


Czeskie i Słowackie słodkie wypieki są  na prawdę bardzo smaczne. Piekarnie i cukiernie konkurują ze sobą tworząc to co raz to pyszniejsze ciasta i ciasteczka. Także chleby i bułki cieszą się tu olbrzymim powodzeniem, szczególnie czeski rohlik. Jest to najtańsze pieczywo- z ciasta jak na kajzerki- w kształcie malutkiej bagietki-pałeczki. Nie kroi się go, nie smaruje tylko po prostu zjada trzymając w dłoni do zupy, twarożku, gulaszu itp. Chleb- tradycyjnie jest żytnio- pszenny i przeważnie towarzyszy mu wędlina, pasztety i inne mięsne wyroby.

Ja od pewnego czasu staram się wypiekać chleby w domu. Z różnym skutkiem, ale to przecież praktyka czyni mistrza. Widzieliście już u mnie drożdżowy chleb mieszany z ziołami, oraz pełnoziarniste bułeczki. Prze  ostatni miesiąc nie mogłam dojść do ładu z drożdżowym ciastem na bułki, a i wiele z prób wypieku chleba zaliczam do średnio udanych. Ale, ale idzie mi co raz lepiej i staram się korzystać z na prawdę sprawdzonych przepisów. 
Ostatnio korzystam z przepisów Liski z White Plate- na przykład na takie  proste przenne bułki, oraz zaczynam po raz kolejny produkcję zakwasu, również z zaproponowanego przez nią przepisu na Pracowni Wypieków. Powstał z niego żytni chleb na zakwasie.

Przepisu nie zamiszczam znajdziecie go pod linkami. 
Pszenne bułki z makiem

Pozdrawiam i smacznego poniedziałku :)

AHOJ !

środa, 22 lutego 2012

Ribollita z domowym chlebkiem. Pysznie, pożywnie i łatwo.

Zaczytując się w "Apetycznej Panie Dahl"  trafiłam na wspomnienie Sophie na temat ponoć wspaniałej włoskiej zupy. Pewnie niektórzy z was ją znają- nazywa się Robollita. Będąc we Włoszech właściwie zup nie jadłam- ale widziałam na talerzach takie gęste, zawiesiste mikstury o niewiadomym składzie. Przeważnie były to zupy zblenderowane o dziwnym kolorze, więc jakoś nigdy mnie nie zachęciły. Gdybym spotkała Ribollitę... pewnie byłoby inaczej.  Ribollita- oznacza- "ugotowana na nowo". Ja ją gotowałam po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Prawdopodobnie nie trafiłam na nią wcześniej bo pochodzi z Toskanii- szczególnie jest uwielbiana we Florencji. Przepisu na owy przysmak musiała szukać w internecie, bo Sophie o nim nie pisze. Wpadłam na dwa: pierwszy po angielsku Jamiego Oliver'a, a drugi na blogu pieprz czy wanilia. Oba były dla mnie bardzo inspirujące, ale oczywiście stworzyłam własną podobną wersję- spolszczoną. Oryginalnie w przepisie używa się cavolo- włoskiej czarnej kapusty- ja zastąpiłam ją pekińską- bo taka właśnie leżała sobie w lodówce :) Przypadkiem kupiłam wcześniej odpowiednią do tego przepisu fasolę borlotti (taka)- w Polsce nazywana fasolą żurawinową.O ile przed gotowaniem wygląda śmiesznie, o tyle ugotowana robi się brązowa :)  Wyczytałam również, że Ribollitę podaje się z czerstwym lub świeżym chlebkiem, więc tym razem udałam się po pomoc do Sophie Dahl i przygotowałam jej chlebek śniadaniowy. Jest w nim coś zaczarowanego. Jest zdrowy, pięknie pachnie i jeszcze lepiej smakuje.
Oto przepisy:


Ribollita z domowym chlebkiem.



200 g fasoli borlotti (lub białej np Jaś)
2 średniej wielkości marchewki
1/2 kapusty pekińskiej (ok 300 g)
1/2 kalarepy
1 cebula
2 ząbki czosnku
3 łodygi selera naciowego
300 ml pulpy pomidorowej
1 mała chili
liść laurowy
oliwa
pieprz, sos sojowy
kilka nasion kopru i kolendry
3 czubate łyżki posiekanego koperku (może być mrożony- ja użyłam odsączonego kopru w zalewie z soli)

Fasolę namoczyć przez noc. Odcedzić i ugotować w nowej wodzie z listkiem laurowym do miękkości (ok 1 godzina). Fasolę znów odcedzić ale zachować co najmniej szklankę płynu z gotowania. Połowę fasoli rozgnieść widelcem, lub zmiksować.
Przygotować warzywa. kapustę drobno pokroić w paski, cebulę i czosnek posiekać, marchewkę pokroić w ćwierć-talarki, kalarepę obrać i pokroić w kostkę, seler naciowy pokroić w cienkie plasterki.

 W garnku rozgrzać oliwę- tyle by pokryła dno. Wrzucić do niej cebulę, czosnek, koper, kolendrę, chili i łyżkę sosu sojowego. Podsmażyć chwilkę na małym ogniu, ciągle mieszając.
Następnie do garnka wrzucić wszystkie warzywa. Przesmażyć przez kilka minut, często mieszając bez dodawania płynów. Następnie dodać szklankę płyny z gotowania i szklankę wody z czajnika. Dusić razem przez ok 15 minut, po czym dodać pulpę pomidorową.  Zupę gotować kolejne 15 minut- aż warzywa będą miękkie po czym dodać fasolę całą i rozgniecioną, dokładnie wymieszać i gotować ok 10 minut.
Przed podaniem dodać koperek - taki jaki macie, ja lubię jego świeży smak, więc dodaję dużo.
Zupę podawać ze świeżym razowym chlebkiem, lub z czerstwym pokrojonym w kostkę, który zalewamy w talerzu gorącą zupą.

Domowy chleb orkiszowo- grahamowy (wg domowego chleba Sophie Dahl)


200 g maki orkiszowej
200 g mąki pszennej graham (lub pełnoziarnistej/ żytniej)
100 g płatków owsianych
1 łyżka suszonych drożdży
1 łyżeczka soli
600 ml cieplej wody
1 łyżka oleju
1 łyżka rozmarynu, kminku
4 łyżki siemienia lnianego

W dużej  misce wymieszaj sypkie składniki i dodaj do nich wodę z olejem. Dokładnie wymieszaj drewnianą łyżką. Przykryj miskę bawełnianą ściereczką i odstaw do wyrośnięcia w ciepłe miejsce aż podwoi objętość. Gdy już wyrośnie ponownie zamieszaj łyżką. Ciasto powróci do poprzedniej objętości, ale właśnie o to chodzi by ponownie rosło.  Przełóż do posmarowanej olejem keksówki (wymiar 23/13/6 cm) i odstaw na 20 minut w ciepłe miejsce. W tym czasie rozgrzej piekarnik do 190 stopni C.

Piecz w piekarniku przez  45- 60 minut. Chlebek jest dobry gdy jego brzegi same odchodzą od foremki a patyczek w niego wbity- suchy.

Chlebek jest przepyszny na śniadanie, pasuje też jako dodatek do zupy. Dodałam do niego rozmarynu i kminku co sprawiło, ze nieziemsko pachnie. Mój  kochany- podobnie jak osobisty muzyk Sophie, od razu go pokochał. Zwłaszcza w wersji z domowym porzeczkowym dżemem. ;)

Na zdjęciu wersja z twarożkiem warzywnym i papryką.




i jeszcze raz z Ribollitą...

Smacznego!

 Bierzemy udział w akcji.