czwartek, 18 sierpnia 2016

Kotleciki kulki brokułowe dla dzieci dużych i małych/ BROCCOLI BALLS FOR LiTTLE AND BIG KIDS


Bycie mamą to praca na pełny etat... Czasem zastanawiam się, skąd pochodzą te olbrzymie zasoby energii, które ma mój mały mężczyzna. Jedną z odpowiedzi mogłoby być: z tego wspaniałego jedzenia, którym go karmisz na co dzień. Jest to prawda, ale niestety tylko w połowie. Każdego dnia staram się z całego serca przygotować coś zdrowego i smacznego dla siebie  i mojej rodzinki.

Mój mąż, no cóż, on jest cudowny... smakuje mu wszystko co przygotuję, tak że prawie wylizuje talerze. Ale z synkiem sprawa nie wygląda tak kolorowo. Ma swoje smaki i niegdy nie wiem, czy danego dnia zasmakuje mu to co przygotowałam, czy akurat na coś takiego ma ochotę. Jest to dla mnie bardzo trudny temat...

Pisząc w skrócie, mrobię wszystko, by przygotować coś zdrowego, z dużą ilością warzyw, ale i na prawdę smacznego. Ostatnio natrafiłam na świetny przepis na jednym z wegańskich blogów. Właśnie takiej inspiracji potrzebowałam tego dnia. Oto link do oryginalnego przepisu:
http://www.veganricha.com/2016/01/vegan-broccoli-balls.html

Brokuł zajmuje szczególne miejsce w naszym menu. Jest zarazem niskokaloryczny, bogaty w witaminy, składniki mineralne i błonnik, ale i bardzo smaczny. Każda mama wie, że wprowadzenie brokuła do diety maluszka jest bardzo ważne. na szczęście mój synek polubił te kulki? kotleciki. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie wcinał brokuła tak, jak ja go uwielbiam, krótko gotowany, w najprostszej formie. Ale dzisiaj będzie go zajadał,m tak jak on go lubi. 

Oryginalny przepis trochę zmieniłam, z myślą o dziecku, więc już nie jest przepisem wegańskim, tylko wegetariańskim.

No dobrze, to próbujemy.

Kotleciki kulki brokułowe

1 łyżeczka oleju
1/2 szklanki posiekanej cebuli
1 duży brokuł
1/2 szklanki liści  świeżej bazylii
 1/2 łyżeczki suszonego oregano
1 ząbek czosnku
szczypta pieprzu i soli
1/4 szklanki mąki migdałowej
1/4 szklanki (lub więcej w razie potrzeby) bułki tartej
1 jajko
1 szklanka ugotowanej czerwonej soczewicy
1/4 szklanki startego sera cheddar

Na patelni na średnim ogniu uduś cebulkę przez kilka minut. Brokuła, czosnek i bazylię rozdrobnij w malakserze aż będzie miał konsystencje drobnej kaszy. Wrzuć do cebuli na patelni i przypraw solą. Brokuła dusisz do momentu gdy straci wodę. 
Przestudź całość, dodaj resztę składników i bardzo dobrze wymieszaj.

Przygotuj blachę z papierem do pieczenia i rozgrzej piekarnik do 180 st C. Mokrymi rękoma uformuj z masy kulki, lekko je spłaszcz i układaj blasze. Piecz 20-25 minut.

Kotleciki można podać na ciepło z sosem śmietanowym lub pomidorowym. Świetnie sprawdzają się jako przekąska na piknik w parku.

Smacznego

........................................................................................................................


Beeing mummy is a full time job... Sometimes I wonder, from where comes this huge amount of energy my boy has. The answer could be: from this great homemade food you give him every day. This is only half of the truth. Each day I put all my effort to make healthy and tasty meals for me and my familly. 
My husband, well, he is the best... he likes everything I prepare and almost licking the plates. But my son... he is demanding. He has his specific kind of taste and you never know if the meal you prepared  will meet his expectation. That's a difficult topic for me...

To make the story short, I put all my efforts to prepare something  healthy, full of vegetables but also tasty. Recently I found a great recipe on one of the vegeterian blogs. this was an inspiration I needed for those days. Here you have a link to the original recipe. 
http://www.veganricha.com/2016/01/vegan-broccoli-balls.html


Broccoli has a spescial place in our menu. It's low in calories, but also full of nutritions, vitamines and fiber.  Every mommy knows that introducing broccoli to a baby is very important.  Luckilly my son loves those broccoli balls. I hope that in the future he will love this great green veggie just the way it is. Today he will eat it the way he likes. 

I DID transormed the originall recipe, so it's no longer vegan, but still vegeterian.

OK lets try this out.

 BROCCOLI BALLS


  • 1 tsp oil
  • ½ cup finely chopped onion
  • 1 large head of broccoli
  • ½ cup basil leaves
  • ½ tsp dried oregano
  • 1 glove of garlic
  • 1 pinch of ground black pepper and salt
  • ¼ cup almond meal
  • ¼ cup or more bread crumbs
  • 1 egg 
  • 1 cup boiled red lentils
  • ¼ cup shredded cheddar cheese

On the medium heat, cook onions for couple of minutes. Pulse the broccoli, garlic and basil in a food processor until grated. Add to the pan and season with salt. Cook the broccoli untill it is dry. Take it off the heat and let it cool a little. Mix in the rest of spices, egg, almond meal breadcrumbs lintils and cheese. All of this must be well combined.

Place a baking paper on a baking tray and preheat oven to 180 degrees C. 
Wet your hands and form small balls, flatten them a little and place on a baking tray. Bake for 20- 25 minutes,

You can serve it with some homemade tomato or cream sause. This is also excellent snack for a picnic in the park.

Bon appétit




środa, 11 maja 2016

Zdrowe Muffinki z ksiązki White Plate na wiosenny piknik w parku/ Healthy muffins from "White Plate" book for a spring-picnic in the park

Dobra ksiażka kucharska to prawdziwy skarb. W każdej chwili, gdy potrzebujesz szybko przepisu na coś co chcesz ugotować lub upiec, mozesz do niej w ciemno zajrzeć. Właśnie taką książkę znalazlam.

Kupiłam "White Plate. Słodkie" Elizy Mórawskiej, ponieważ zawsze lubiłam blog/ stronę internetową autorki. Wypróbowanie jej przepisów to była prawdziwa przyjemność.

Na pierwszy ogień poszła Polska Szarlotka, która ukradła kilka serc w pracy mojego męża. Musiałam na szybko, w ostatniej chwili upiec coś na "wkupne" w jego nowym miejscu pracy.
Później wypróbowałam bezą, która uświetniła urodziny mojego ukochanego i szybko zorientowałam się, że wszystkie przepisy są wspaniałe.

Któregoś słonecznego dnia urządziłyśmy sobie z koleżankami z Graz mały piknik w parku. Słonko nas rozpieszczało swoimi ciepłymi promykami, więc starałam sie korzystać z takiej przyjemnosci tak dużo jak się da. Większosć czasu spędzaliśmy z moim maluchem na zewnątrz, w parku, na placu zabaw, nad rzeką, obojętnie gdzie, byleby na słonku. Piotruś już kocha wszystkie huśtawki, zjeżdżalnie, piaskownice z piaskiem i kamykami (które pasją pożera... na szczęście nie połyka...). Jak każdy maluch, szuka skarbów w trawie, w krzakach i w każdej dziurze. Nie należę do mam sterylnych i nadopiekuńczych, wiec pozwalam mu poznawać świat tak jak mu to odpowiada, obserwując jedynie by nie zrobił sobie krzywdy.

Na piknik zabrałam cały koszyk pełen dobroci dla każdego z nas: kocyk, butelka z lemoniadą z pomarańczy i mięty, przekąski dla maluchów i zdrowe smakołyki dla mam.

Uwielbiam piec babeczki i mufinki, bo ich pieczenie jest ekspresowe i banalnie proste. Zazwyczaj, po prostu improwizuję i łączę przeróżne składniki, jakie akurat mam pod ręką, bazując na podstawowym przepisie na babeczki. Ale tym razem chciałam by były idealne, więc zajrzałam do książki kucharskiej. Oczywiście, książka White Plate" i tym razem mnie nie zawiodła. Babeczki miały idealną fakturę, były lekko puszyste ale i treściwe, o pięknym kolorze i wspaniałym smaku. Tak, były na prawdę pyszne, a do tego zdrowe :) Przysmak idealny.

Żeby babeczki mogły zjeść też maluchy, cukier w przepisie zastąpiłam syropem daktylowym z bardzo pozytywnym efektem smakowym.

Już nei mogę się doczekać kiedy wyprobuje kolejne przepisy z "White Plate. słodkie"...


......................................................................................................................................

A good cooking book is like a treasure. You can use it each time you need a fast tip how to cook or bake something you wish to do. I found one.

I bought "White Plate. Słodkie" by Eliza Mórawska cause I loved the authors blog/website from a very long time. Trying out those resipes was a real pleasure.
At first I used the recipe for Polish "Szarlotka" (apple pie), which stold some hearts of my husbands coworkers. Next was meringue for my husbands birthday and soon I realise that they are all amazingly good.

One  sunny day me and my new friends from Graz had a small picnic in a park. The weather was spoiling us with very a nice temperature and big amount of sun so I was trying to enjoy it as much as I could. Me and my baby boy spend lots of time outside in the park or in the playground.
My kid loves already all kinds of swings, slides and off course sand and rocks (also as a snack)
He is also a small explorer looking for some treasures in the grass or between bushes.

For the picnic, I went to the park equiped with a picnic planket and a bascket fool of goods for us all. A bottle of simple mint and orange lemonade, some small snacks for babies, and healthy treats for mummies. :)

I love baking muffins and cupcakes. They are so easy and fast to make. Usually, I just improvise and combine all the ingredients more or less, depending on what I have in my fridge and drawers.
This day I had very little time and my muffins had to be perfect so I used the recipe from the book. There was no disapointment when I took them out of my oven. perfect sructure, great taste, nice colour.... yes they were deliscious AND healthy. :)

I used much less sugar then originally in the recipe, so even kids could enjoy some of that treat.
I can't wait to test the rest of cakes and cookies from "White Plate. słodkie" (sweet)





Muffinki jak batoniki

ok. 10-12 sztuk

ciasto:
150 g mąki pszennej (ja użyłam pełnoziarnistą)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
2 jajka
120 g cukru (dałam kilka łyżek syropu daktylowego)
1/2 opakowania cukru waniliowego (pominęłam)
1 łyżeczka cynamonu
1 małe jabłko obrane i starte na tarce
120 g startej marchwi
80 ml oleju słonecznikowego
50 g dowolnych orzechów
50 g rodzynek
30 g wiórków kokosowych (zastąpiłam mąką migdałową)

kruszonka*:
30 g masła
40 g mąki
10 g cukru
20 g płatków owsianych błyskawicznych
10 g pestek słonecznika
10 g sezamu
1 łyżka miodu
1 łyżeczka wody
1 łyżeczka oleju słonecznikowego

Wykonanie kruszonki:  Wsypać wszystkie składniki do miseczki. Mieszać łyżką, aż porobią się grudki. Odstawić.

*bardziej tradycyjna kruszonka pełnoziarnista z otrębami owsianymi tez świetnie pasuje

Ciasto:
W jednej misce połączyć sypkie składniki: mąkę, proszek do pieczenia, sól i cynamon. W drugiej misce ubić jajka z cukrem(syropem), ubijając powoli dodać olej a na końcu połączyć z jabłkiem i marchewką. Ja orzechy i rodzynki wrzuciłam najpierw do sypkich składników żeby trochę się obtoczyły w mące. Na końcu łączymy wszystkie składniki muffinek, tylko chwilkę, by się połączyły. Ja uznałam że masa jest trochę za gęsta, więc rozrzedziłam ją kilkoma łyżkami soku jabłkowego.

Ciasto wlać do formy na muffiny. Autorka poleca by wysmarować je masłem lub olejem, a ja po prostu używam papilotek papierowych lub silikonowych. Na wierzch każdego muffina wsypać kruszonkę. W muffinkach przeznaczonych dla maluchów kruszonkę pominęłam.
Wstawić muffiny do nagrzanego do 170 stC piekarnika i piec 25 minut. Stopień upieczenia sprawdzić patyczkiem- gdy będzie suchy, muffinki są gotowe.

Po wyjęciu  piekarnika ostudzić na kratce. Podobno najlepiej smakują następnego dnia (nie zdążyłam spróbować;) )

Muffins like muesli bars with a crumlbe topping

Muffins:
150 g of flour (I used wholegrain flour)
1 tsp baking powder
pinch of salt
2 eggs
120 g  sugar ( I used 3 Tbsp of date syrup)
1 Tbsp vanilla sugar
1 tsp cinnamon
1 little apple (peeled and grated)
120 g carrot (peeled and grated)
80 ml sunflower oil (or any other cooking vegetable oil)
50 g nuts (any kind you like)
50 g rasins
30 g coconut shreds ( I used almond flour)

Crumble topping:
30 g butter
40 g flour (preferably whole grain)
10 g subar (non refined)
20 g oat bran
10g sunflower seeds
10 g sesam seeds
1 Tbsp honey ( I skipped that)
1 tsp water
1 tsp vegetable oil

For the crumble topping:

Combine all the dry ingredient  and rub in the butter until clumpy with your fingertips. Set aside.

For the muffin mix:

Heat oven to 170C
Sift the flour combided with baking powder, cinnamon and salt. Beat eggs with sugar (syrup) and vanilla sugar, add oil and in the end also apple and carrot,  beat until just combined  Combine with nutts and coconut and finally throw the flour mixture in. Mix gently, and not too long, until just smooth.

In my opinion the batter was a little bit to thick, so I added couple tablespoons of apple juice.

Line muffin tray with paper muffin cases. You will probably have 10 to 12 muffins. Fill muffin cases two-thirds full and put some crumble on top of each one. I skipped crumble topping in few muffins meant for kids. 
Bake for 20-25 mins, until  skewer inserted in the middle comes out clean.
Transfer the muffins to a wire rack to cool completely.
They are best served the next day. (We never had opportinity to check that :) )


czwartek, 28 kwietnia 2016

Powroty nie są łatwe. / It's hard to come back

Powroty nie są łatwe. / It's hard to come back
(for English version scroll down)

Sama się dziwię , ile już czasu upłynęło od mojej ostatniej wizyty tutaj.

Pewnego dnia po prostu już nie miałam ochoty pisać o jedzeniu, robić zdjęcia, albo nawet gotować czegokolwiek niezwykłego. Historia, która się za tym kryje jest długa i zawiła. Po pierwsze, przeprowadziłam się z powrotem do Warszawy, po tym jak mieszkałam z moim ukochanym w Czechach przez jakiś czas. Właściwie, chyba właśnie dlatego przestałam pisać. Nie miałam już dla kogo gotować. Mój ukochany mieszkał w odległości 500 km ode mnie.

Niedługo później zaczęłam pracę w małym Caffee Bistro w Warszawie. Niezwykłe bylo spotykać co chwile nowych, zaskakujących, miłych, zabawnych, przyjaznych ludzi. Możliwość gotowania, rozmowy, sprawiania przyjemności z jedzenia, które przygotowałam jest prawdziwie bezcenna.

W międzyczasie ja i Damian wzięliśmy ślub. TAK. jestem szczęśliwą żoną fantastycznego przystojniaka...niewiarygodne. Ceremonia w kościele i ogólnie cały dzień naszego ślubu były niesamowite, urocze, takie jak sobie wymyśliliśmy. Współdzielenie tej wspaniałej chwili z najbliższą rodziną i przyjaciółmi było najpiękniejszym momentem naszego życia.

NO I... dwa miesiące później dowiedziałam się, że będziemy mieli dzidziusia. WOW, szok...
TAK, to było moje marzenie, TAK byłam bardzo szczęśliwa, ale być może niektórzy z was wiedzą, co dzieje się w umyśle kobiety, gdy zdaje sobie sprawę, że to się dzieje na prawdę, i to zmieni całe moje życie. Ale jednak szczęście, to ono wypełniało moją duszę. :)

Ciąża, mówiąc ogólnie nie jest taka zła.  Tak na prawdę, przez pierwsze trzy miesiące nie opuszczały mnie wieczorne mdłości i nie byłam w stanie znieść zapachu kawy, wina czy papierosów. Jednocześnie towarzyszyła mi nieodparta chęć na szpinak i czekoladę, także jedno zaraz po drugim. Poza faktem że rosłam do co raz większych rozmiarów, czułam się dobrze, nadal ćwiczyłam i jadłam prawie wszystko co zazwyczaj. Jedyną rzeczą za którą tęskniłam, zwłaszcza w czasie naszej podróży poślubnej na Kretę, była lampka wytrawnego wina, albo zimne piwo wypite wieczorową porą.
Tak, wieczory, przez pierwsze dwa trymestry, praktycznie ich nie było, bo zasypiałam jak dzidziuś po dobranocce. Tak, to była jazda na maksa.

Marzec 2015, mój świat wywrócił się do góry nogami. W moich ramionach pojawił się piękny zdrowy chłopczyk, mój SYN. pokochałam go od pierwszego wrzasku, pierwszego wejrzenia w jego piękne oczy, pierwszego dotyku delikatnej skóry mojego maleństwa. Oj tak, był bardzo głośny od pierwszej minuty życia, ale także był najpiękniejszym noworodkiem jakiego w życiu widziałam.
Będę szczera, jest bardzo wymagający i czasem zasypiam bardzo zmęczona, i nie przespałam całej nocy odkąd się urodził ( a nawet 2 noce wcześniej) ale jego uśmiech, przytulaski i wszystkie małe i większe rzeczy, sprawiają ze jestem bardzo szczęśliwa. Obudziły się we mnie takie zapasy miłości o których istnieniu nie miałam świadomości.

Dzisiaj, gdy ma już ponad roczek, jest go wszędzie pełno. Tak, jest to moja mała torpeda.

Teraz możesz spytać, po co ja tu właściwie wracam. Zabawna sprawa. Moja strona na Facebooku zaczęła żyć własnym życiem, bez mojej ingerencji czy starań i kilka dni temu osiągnęłam 2000 lików. Stwierdziłam, że to dobry powód by wrócić do pisania.

Nie wiem czy będę pisać systematycznie, czy posty pojawią się co tydzień, czy dwa a może trzy razy w miesiącu. Wiem jedno, postanowieniem zadbać o siebie, o swoje pasje i o mojego bloga.

Oznacza to, że mówię... do zobaczenia wkrótce

_______________________________________

I'am suprised myself how much time passed since my last visit in here.

Ona day, I've just lost my interest in writing about food, making pictures, or even cooking anything fancy. There is a really long story behind that.  I moved back to Warsaw after living in Czech Republic with my men for some time. That is actually why I stop writing. I didn't have anybody to cook or bake for any more. My beloved one was 500 km away from me.

Then I found a job in a small Caffee Bistro in Warsaw.  It was really nice to meet new, funny, specific, friendly and many other kinds of people. Cooking, chatting, making them feel pleasure of eating something I prepared was priceless.

In the meantime Me and Damian got married. YES. I am a happy wife of fantastic, handsome guy...unbelieveable. The ceremony and whole wedding day was so loevely. Sharing this time with closest friends and familly was the most preascious time of my life.

AND...two months later I discovered we were gonna have a baby... WOW what a shock...
YES, this was my dream, Yes I was very happy, but maybe some of you know what happens in a girl mind when she realise it's really happening, and it will change your life for ever.
Happiness though, was the strongest feeling over there :)

Pregnancy in all wasn't bad. To tell you the truth I felt nauseous for three months and I couldn't tolerate any coffee, wine or cigarets near me. At the same time I had enormous crave for spinach and chocolate, even one after another ;) Beside the fact I was growing really big, I felt good, was still exersising, eating almost everything. The only thing I really missed, espescially during our honey moon trip to Crete was a glass of dry wine or a cold beer in the evenings. Evenings... yeah... in the first two trimesters I didn't really have evenings, cause I usually was falling asleep like a baby after 8 p.m. Yep, this was fun :)

March 2015...my world turned inside out. My little beautiful, healthy baby boy was already in my arms. I loved him since the first screem, the first look in his eyes, the first touch. Oh yeah, he was loud since the minute number one, but also most beautiful baby I've ever seen.
To be honest, he is demanding, sometimes I am very tired, I didn't sleep during the night since he was born (actually two days before that), but his smile, his huggs, his cute little things make me most happy and awakens such supplies of love I didn't think I have.

Today, being ONE year old, he is all over the place. Yeah, he is my little torpedo :)

You can ask, what brought me back in here?
Funny thing. My Facebook page started to live her own live with me doing nothing :) Couple of days ago it reached 2000 likes...so i figured it's a good reason to come back.

I do not know if i will be systematic. Will the posts appear every week or maybe ones, twice a moth, but I promised myself that I will take care of myself, my passion, and my blog :)

That means... SEE YOU SOON


czwartek, 7 listopada 2013

Pęczak a'la risotto z dynią, chilli, wędzonym tofu i przyprawą Kamis

Marka Kamis lubi blogerów, nie da się tego ukryć. Ale dzięki tej sympatii mogę czasem wypróbowywać różne ich nowości, jakie pojawiają się na rynku.  Ostatnio do mojej kuchni trafiła limitowana edycja przypraw kuchni włoskiej. Mamy tu przyprawę do pizzy po sycylijsku, do spaghetti bolognese, spaghetti carbonara i przyprawa do pomidorów.

Od razu zaczęłam czytać ich skład i muszę przyznać, że jestem nim pozytywnie zaskoczona. Przykładowo, przyprawa do spaghetti carbonara zawiera takie składniki jak: cebula, czosnek, gałka muszkatołowa, natka pietruszki, pieprz biały, bazylia i tymianek. Nie widzę w składzie soli, ani konserwantów, ponadto, producent deklaruje, ze nie ma w niej glutaminianu. taki zestaw przypraw to fajna rzecz, zwłaszcza dla początkujących i zabieganych kucharzy, albo na przykład w podróży Nie trzeba wtedy się martwić jakie przyprawy i w jakiej proporcji powinny wylądować w spaghetti, wystarczy posłużyć się przepisem z opakowania i wsypać gotową mieszankę.

Mieszankę do spaghetti carbonara używam też w przygotowaniu innych dań. Ostatnio przyprawiłam nią szpinak a innym razem duszone borowiki i fajnie to razem grało. Dziś eksperymentuję doprawiając tą przyprawą pęczak z dynią. Lubię smak gałki muszkatołowej, który jest w przyprawie dobrze wyczuwalny i dla mnie fajnie pasuje do dyni. Polecam.



Pęczak a'la risotto z dynią, chilli wędzonym tofu.
(dla osób)

8 łyżek kaszy pęczak
300 g dyni pokrojonej w kostkę (użyłam dyni piżmowej)
200 g wędzonego tofu
100 ml mleka
ok 200 ml wody
2 cm kawałek chilli (razem z pestkami)
1/2 cebuli
1 ząbek czosnku
1 łyżka śmietany 12% lub masła (niekoniecznie)
sól do smaku
3 łyżki przyprawy do spaghetti carbonara (Kamis)
2 łyżki oleju
natka pietruszki do podania

Cebulę, czosnek i chilli kroimy w drobną kostkę. W szerokim rondlu rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę, po chwili dorzucając czosnek i chilli.
Pęczak wrzucamy do rondla i chwilę prażymy. Po ok  minutach dolewamy mleko, przykrywamy i dusimy na średnim ogniu.
Gdy mleko się wchłonie stopniowo dodajemy wodę. przy 3 dolewce wody dorzucamy również dynię i dalej całość dusimy pod przykryciem. Dynia także odda do pęczaku trochę soku.
Gdy pęczak będzie już prawie miękki dorzucamy wędzone tofu. Po chwili wspólnego duszenia całość doprawiamy solą i przyprawą  do spaghetti carbonara. W razie potrzeby dodajemy więcej płynu, ale nie za dużo by nie rozgotować kaszy.
Gdy pęczak będzie już wystarczająco miękki, całość zdejmujemy z ognia i jeśli mamy ochotę, dodajemy łyżkę śmietany, albo nawet masła. Odstawiamy na 3 minuty pod przykryciem, by pęczak jeszcze troszkę doszedł.

Podajemy przybrane świeżą natką pietruszki.

Smacznego!

wtorek, 15 października 2013

Eggcheese. Sałatka z serem jajecznym

Często na swojej drodze spotykam bardzo fajne produkty. Często jestem gościem na wszelkiego rodzaju targach, wystawach, imprezach kulinarnych, gdzie swoje produkty prezentują fajni producenci.

W miniony piątek odwiedziłam Łódź i Targi Natura Food. Popróbowałam wiele fajne sery, ogólnie nabiał zarówno z mleka krowiego, koziego i owczego, soki, miody, chleby, produkty roślinne- takie jak tofu i napoje w wielu smakach, produkty zbożowe, w tym pyszne ciastka, czipsy amarantusowe i wiele innych. Dla własnego komfortu nie powiem ile tam wydałam... ale przynajmniej ze świadomością, że są to zdrowe, naturalne produkty.

Jakiś czas temu, mój narzeczony pokazał mi co zakupił w sklepie ze zdrową żywnością. Na początku zupełnie nie mogłam załapać co to jest, mimo że jego nazwa jest prosta- Eggcheese. Ser jajeczny? Ale jak to?

No właśnie. Jest to taki śmieszny ser, produkowany przez Słowaków, a składa się on w 94% z białka jajka kurzego. Od razu zapytałam wujka Googla z czym i jak to się je. Producent wychwala swój ser pod niebiosa i szczerze mówiąc, także uważam ze jest to całkiem fajny wynalazek.
W składzie sera jajecznego jest jak wspomniałam 94 % jajka kurzego a ponadto: sól ( 0,6 mg na 100 g), zioła, twaróg nisko tłuszczowy i suszone mleko. Ostatnie składniki jak widać występują w nim w śladowych ilościach. Ponadto, etykieta zapewnia, że jest to produkt bezglutenowy. bez tłuszczu i bez cholesterolu.

Eggcheese, to w zasadzie czyste białko, więc świetnie sprawdziłoby się w diecie atletów budujących masę mięśniową, ale polecany jest także dla cukrzyków (zawiera śladową ilość cukrów 06 mg na 100 g), wegetarian, dzieci, osób starszych i osób planujących zrzucić parę kilogramów (52 kcal na 100 g).
Ser jajeczny występuje w wersji naturalnej i wędzonej, próbowałam obie i mogę śmiało powiedzieć ze są smaczne. Wersja wędzona jest bardziej wyrazista, co chyba oczywiste, a naturalna o neutralnym smaku.

Koszt takiego sera w Czechach to ok 6,5 za 2 porcje po 100 gram.

Ciekawa jestem czy można go gdzieś dostać w Polsce. Jeszcze go tutaj nie spotkałam, ale będę poszukiwać.

Moja propozycja podania Sera jajecznego to prosta szybka sałatka. Ilości składników nie podaję, bo sami sobie je z łatwością dobierzecie.



Sałatka z Eggcheese- czyli sposób na ser jajeczny

opakowanie Eggcheese
liście świeżego szpinaku
natka pietruszki
pomidory
cebula dymka
granat
olej rzepakowy tłoczony na zimno,
krem z octu balsamicznego
kilka kropel tabasco

Szpinak porwać na małe kawałki, pomidora, natkę i dymkę dowolnie pokroić. Przygotowane składniki przełożyć na talerz, a na wierzchu powstałej sałatki ułożyć ser jajeczny i udekorować miąższem granatu.
Całość skropić dowolną oliwą lub olejem, octem winnym i/lub kremem balsamicznym Dla odrobiny pikanterii dodałam do sałatki  kilka kropel tabasco.

Było smacznie :)

czwartek, 10 października 2013

Wegańska tarta Vortex do spróbowania na targach Warszawski Smak w klubie 1500m2




Już w w najbliższą niedzielę kolejna edycja targów kulinarnych Warszawski Smak. Jest to impreza na której spotkamy wielu fajnych wystawców. Będą tam zarówno fajni producenci dobrej, zdrowej żywności, restauracje, producenci gadżetów kuchennych, blogerzy, ogólnie rzecz biorąc pasjonaci kulinarni. 

Pełną listę wystawców znajdziecie na stronie wydarzenia na Facebooku. TUTAJ


Będę tam również ja.

Szukajcie mnie z moim małym mufinkowym stolikiem pełnym słodkich i wytrawnych tart oraz innych wypieków. Mam nadzieję, że nie będzie mi doskwierać samotność, bo mnie licznie odwiedzicie. A ponadto...trzymajcie za mnie kciuki...


Na moim stoisku zawsze największą popularnością cieszy się wegańska tarta Vortex. Jest to wypiek pełnoziarnisty, jak większość moich tart, a za nadzienie służą warzywka. Znajdziecie tam marchew i jeden lub dwa rodzaje cukinii. Efekt tarty tworzy odpowiednie ułożenie warzyw na podpieczonym spodzie. Mam nadzieję, że moje wskazówki zachęcą was do spróbowania wypieku na moim stoisku na targach Warszawski Smak, odczaruje hipnotyzujące wypieki i zachęci do przygotowania tego dania w domu.
Trzeba przyznać, że jest on bardzo efektowny.

Szukajcie logo Moniczka w Kuchni na targach Warszawski Smak. Przypominam. Niedziela. 13 października. Godziny 11.00 do 18.00. Klub 1500m2. ul.Solec 18. Warszawa.

Zaproszenie na targi i poniższy przepis znajdziecie również w serwisie Kulinarni.pl

Zapraszam bardzo serdecznie, z całego serduszka.


Tarta „Vortex” cukiniowo - marchewkowa

Kruche ciasto:
120 g mąki pszennej pełnoziarnistej
160 g mąki pszennej typ 450-600
130 g masła lub margaryn (wegańskiej)
½ łyżeczki soli
Ok 70 ml chłodnej wody

Wypełnienie:
4 łyżki pesto (najlepiej domowego)
1 średnia cukinia zielona
1 średnia cukinia żółta
2-3 długie marchewki
Oliwa z oliwek
Gałązka świeżego majeranku lub oregano
Sól, pieprz świeżo mielony
Forma do tarty lub tortownica o średnicy 26 cm.

Aby przygotować ciasto mieszamy obydwie mąki z solą w misce lub na stolnicy. Dodajemy zimne, pokrojone w kostkę masło i siekamy do uzyskania konsystencji kruszonki. Następnie powoli dodajemy zimną wodę by zagnieść ciasto w gładką kulę. Ciasto nie powinno się ani kruszyć, ani kleić do rąk.
Gotową kulę zawijamy w folię spożywczą i odstawiamy do lodówki na 30 min.

By móc ułożyć na cieście wir musimy odpowiednio przygotować warzywa. Cukinie przekrawamy na pół. Jeśli są odpowiedniej wielkości, to nie powinny mieć w środku widocznych pestek, ale jeśli są one duże, to należy je usunąć.  Cukinię kroimy po długości na jak najcieńsze paseczki razem ze skórką. Możemy to wykonać przy pomocy mandoliny, dobrej obieraczki do warzyw lub ostrego noża i sprawnej ręki.
Gotowe paseczki cukinii doprawiamy szczyptą soli, pieprzu i drobno pokrojonych ziół.

Marchew obieramy i również kroimy po długości na cieniutkie paseczki, podobnie jak cukinię. Tak przygotowaną marchew gotujemy przez 4-5 minut na parze od momentu gdy woda zawrze.
Rozgrzewamy piekarnik do 190 st C.

Ciasto na tartę wyjmujemy z lodówki i rozwałkowujemy na oprószonej mąką stolnicy. Powinniśmy uzyskać okrąg o średnicy 4 cm większej niż forma. Ciasto owijamy na wałku i przenosimy do foremki. Formujemy ładne brzegi, a nadmiar ciasta osuwamy.

Spód przykrywamy papierem do pieczenia na który wysypujemy fasolki, które obciążą ciasto. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 12 minut.

Na podpieczonym spodzie rozsmarowujemy pesto i układamy naprzemiennie paski marchewki,  zielonej i żółtej cukinii zaczynając od zewnątrz aż do samego środka. Powstanie w ten sposób kolorowy wir.
Całość posypujemy resztą ziół, skrapiamy niewielką ilością oliwy i wstawiamy do piekarnika na dodatkowe 20 minut.

Tartę podajemy na ciepło, lub na zimno. Najlepiej smakuje w towarzystwie porcji domowego pesto lub lekkiej sałatki.

Smacznego.

poniedziałek, 7 października 2013

Eco Pomysł na weekend: Natura Food w Łodzi.

VI Międzynarodowe Targi Żywności Ekologicznej i Tradycyjnej NATURA FOODJuż w najbliższy weekend wybieram się na targi Natura Food w Łodzi. Jadę tam po raz pierwszy, ale mam wielkie nadzieje, że będzie o na prawdę fajna impreza.

W jednym miejscu będzie można spotkać producentów naturalnej żywności, porozmawiać, powymieniać się wiedzą, doświadczeniem ale i  wizytówkami :)

Obserwuję w Polsce wspaniały trend jedzenia i życia w zgodzie z naturą. Co raz częściej Polacy poszukują żywności niskoprzetworzonej, naturalnej czy z certyfikatem ekologicznym. Powstaje i przyłącza się do niego co raz więcej gospodarstw wiejskich. Dobrzy producenci zdali sobie sprawę, że wytwarzanie żywności napakowanej pestycydami, konserwantami itp na dłuższą metę jest nieopłacalne dla całego społeczeństwa. To wspaniałe, że wracają do łask stare odmiany warzyw i owoców, wędliny i sery wytwarzane jak za dawnych lat, bez zbędnej chemii i wypełniaczy.  Mimo, ze wielu kupców nadal kieruje się do sklepów po  certyfikowaną żywność ECO, to mali producenci, którzy nie posiadają certyfikatów są również doceniani i wspierani prze Slow Food i inicjatywy podobne do LeTargu i różne targi żywności regionalnej, zdrowej, naturalnej. Również w Łodzi od lipca przy samej Piotrkowskiej działał targ dobrych producentów żywności. Warszawski LeTarg to już prawie legenda, która prężnie działa w dwóch lokalizacjach- na Wilanowie i w SOHO Factory na Pradze



Wróćmy do Natura Food. W tym roku partnerem targów maja być Węgry. Podobno możemy spodziewać się pysznych pikli, kiełbas i win węgierskich. Nie mogę się już doczekać by zdegustować jakiegoś pysznego Tokaja albo pasty paprykowej. Na pewno będzie pysznie.

Te trzy dni w Łódzkich Targach to także mnóstwo spotkań i wykładów dla ludzi z branży,  strefa ekologicznego Stylu Życia beECO, oraz strefa dla dzieci z EcoLudkiem. Trzeciego dnia- w niedzielę dzieciaki będą mogły ponadto uczestniczyć w warsztatach Szkoły na Widelcu prowadzonych przez Grzegorza Łapanowskiego. Zapowiada się fajna zabawa :)

Ale mnie jak zawsze najbardziej interesuje zdrowe jedzenie i turystyka- agroturystyka w szczególności. Jadę tam z pustym plecakiem i żołądkiem, a mam nadzieję wrócić z wieloma nowymi kontaktami, nową wiedzą i  pysznościami, także w brzuszku. :)
Targi trwają 3 dni, wejście na nie jest zupełnie niedrogie, potwierdzonych jest ponad 300 wystawców ze wszystkich polskich regionów, a także z zagranicy. Myślę, ze żadnego prawdziwego smakosza nie może zabraknąć w Łodzi w czasie trwania Natura Food.

 Ja na pewno tam będę, prawdopodobnie w piątek, bo na resztę weekendu mam kolejne plany, ale o tym już wkrótce.